Problem z obcokrajowcami

2011-02-17
W Wiśle gra już 15 obcokrajowców, najwięcej w 105-letniej historii klubu. Nie wszystkim kibicom się to podoba. Mówią, że z zespołem złożonym z zagranicznych "najemników" trudno będzie się im identyfikować.

W kadrze wicemistrzów Polski są już: Serb, Estończyk, Kameruńczyk, Bośniak, Honduranin, Słowak, Holender, Niemiec, Marokańczyk, Czech, Słoweniec, Izraelczyk, Białorusin, Bułgar, Argentyńczyk. I 10 Polaków. Tylko w ostatnich tygodniach do zespołu dołączyło pięciu obcokrajowców, co wywołało dyskusje wśród kibiców. "Teraz to nawet w połowie nie jest polska drużyna. Szkoda, że minęły czasy, gdy Wisła ściągała najlepszych Polaków. Jak dobrze pójdzie, to w podstawowym składzie będzie ich góra trzech" - to tylko jeden z wielu wpisów na internetowym forum kibiców.



Poniżej zamieszczamy wywiad z prof. dr hab. Tadeusz Paleczny, który jest kierownikiem Katedry Kulturoznawstwa Międzynarodowego UJ. Czy jego argumentacja przekonuje kibiców? Oceńcie sami.

Trudno grać w drużynie, w której 15 zawodników jest spoza Polski?

Tadeusz Paleczny: Boisko piłkarskie jest podobne do firmy, gdzie narodowość nie ma wielkiego znaczenia. Ludzie zbierają się, by wykonać zadanie, do którego są profesjonalnie przygotowani. Ważniejsze są obyczaje i przyzwyczajenia, a jedynymi barierami mogą być wyznanie i rasa. Te cechy jednak często mają większe znaczenie dla kibiców. Ale jak obcokrajowcy zaczną strzelać bramki, to szybko staną się idolami trybun.

Jak ważne w takiej sytuacji jest poznanie wspólnego języka?

- To istotna sprawa, ale w sporcie jest jak w miłości - czasem nie trzeba porozumiewać się werbalnie, wystarczy mowa ciała. Piłkarze jednej drużyny przecież nie muszą się kochać czy przyjaźnić.

Wisła komunikację postanowiła usprawnić przez wysłanie obcokrajowców na lekcje języka polskiego. Czy jednak nie byłoby lepiej, gdyby to Polacy uczyli się uniwersalnego języka angielskiego?


- To bardzo interesujący eksperyment. Nie mówię, że się nie powiedzie, ale trudno byłoby np. przekonać piłkarza do nauki języka fińskiego czy węgierskiego, gdy wie, że w tych państwach może długo nie grać. Zawodnicy są przecież przygotowani, że nawet za kilka miesięcy mogą przenieść się do innego państwa. Ale założę się, że np. większość piłkarzy w Niemczech mówi po angielsku, bo z jego znajomością mogą komunikować się niemal wszędzie. Uczenie obcokrajowców polskiego niekoniecznie może się powieść. Ale być może klub w taki sposób chce zbliżyć piłkarzy do Polski i Krakowa? Jeśli jednak zawodnik dostanie dobrą ofertę z zagranicy, to szybko zapomni naszego języka. No chyba, że np. zwiąże się z Polką.

W Wiśle doszło do ciekawej sytuacji, bo klub zatrudnił żyda oraz muzułmanina. To może być problem?


- To bardzo istotna kwestia. W Europie gra wielu wyznawców islamu, ale nie wyobrażam sobie, by w jednym zespole grał ortodoksyjny żyd i ortodoksyjny muzułmanin. Wtedy np. treningi nie mogłyby się odbywać w piątek i większość soboty, bo wówczas żydzi muszą wstrzymać się od wysiłku fizycznego. Dlatego też wyznawcy tych religii muszą przekonania zostawić poza boiskiem. Bo jak z powodu innego wyznania nie podasz piłki koledze, to kariery nie zrobisz.

Kibice narzekają, że Wisła przez zatrudnianie obcokrajowców jest coraz mniej polska, a z takim zespołem trudniej im się identyfikować.


- Ale drużyna to przedsiębiorstwo i każdy chce mieć najlepszych pracowników. Nikt przecież nie jest zgorszony, gdy Polacy za granicą są dyrektorami czy pracują w supermarketach. Oczywiście zespół wpisany jest w społeczność miejską, ale dziś wszystko się zmienia. Zdaję sobie sprawę, że kibicom będzie to trudno wytłumaczyć. Jedyna droga to sukces - jeśli zespół go odniesie, to trybuny będą kochać piłkarzy bez względu na to, czy będą czarnoskórzy, czy skośnoocy. Sport to wylęgarnia wielokulturowości, a zawodnicy w szatni zostawiają pochodzenie i prywatność, choćby nawet mieli cztery żony.

W takiej sytuacji powinno się naturalizować zawodników, by grali w reprezentacjach?


- Kadry złożone tylko z zawodników urodzonych w danym kraju to myślenie XX-wieczne. Dziś już bardziej liczy się obywatelstwo niż miejsce urodzenia i więzy krwi. Taka jest przyszłość sportu i nas wszystkich, choć w Polsce może jeszcze tego nie widać. Na przykład w Krakowie spotykam studentów z innych państw, ale w krajach zachodnich jest ich po kilkadziesiąt tysięcy i zamieszkują całe miasteczka.



PS. Coraz więcej obcokrajowców jest także w Cracovii. Jeszcze 13 miesięcy temu przy Kałuży grali sami Polacy. Dziś jest dziewięciu zawodników z zagranicy: dwóch Serbów, dwóch Słowaków, dwóch Bośniaków, Holender, Burundyjczyk i Mołdawian.
iparts.pl