Gazeta Wyborcza o łódzkim stadionie

2011-02-17
Gazeta Wyborcza o łódzkim stadionie W dzisiejszym wydaniu łódzkiej Gazety Wyborczej dwaj dziennikarze dzielą się z czytelnikami własną koncepcją budowy Stadionu Miejskiego. Przeciwstawiają się tym samym kibicom, dla których proponowane przez GW rozwiązanie absolutnie nie wchodzi w grę.

Szymon Bujalski i Bartłomiej Derdzikowski apelują do władz Łodzi, aby te powróciły do koncepcji budowy jednego stadionu piłkarskiego o pojemności 30 tysięcy widzów, na którym swoje mecze miałyby rozgrywać zarówno ŁKS, jak i Widzew.

"Mieliśmy wiele lat, by przekonać się, że zbudowanie dwóch nowych stadionów jest nierealne. Dlatego miasto - nie oglądając się na nikogo - powinno zbudować jeden obiekt dla obu klubów. To możliwe." - można przeczytać w GW. Dziennikarze podpowiadają włodarzom Łodzi, aby 150 mln złotych zagwarantowanych w wieloletnim planie inwestycyjnym na budowę obu stadionów przeznaczyć na jeden wspólny obiekt. Tym samym prezydent Hanna Zdanowska mogłaby powrócić do pierwotnej koncepcji wznoszenia Stadionu Miejskiego, której zaniechała m.in. po konsultacjach z przedstawicielami obu klubów.

Dziennikarze Gazety Wyborczej zupełnie nie przejmują się opinią łódzkich kibiców, którzy mają przecież stanowić docelową grupę widzów-klientów: "Oczywiście, pomysł z budową jednego stadionu nie wszystkim się spodoba, zwłaszcza najbardziej radykalnym kibicom ŁKS-u i Widzewa. Niestety, będą się musieli do niego przekonać. Innego wyjścia po prostu nie ma."

Podobnie pobłażliwie i bezrefleksyjnie w cytowanym artykule potraktowana została sprawa lokalizacji nowej areny piłkarskiej. Stadion może stanąć przecież stanąć "na obiektach Startu, na Brusie czy na Henrykowie, tak naprawdę gdziekolwiek. Narodowy stadion Francuzów Stade de France jest na przedmieściach Paryża, nasz może być choćby na przedmieściach Łodzi."

Z finansowego punktu widzenia rozwiązanie zaproponowane przez GW jest może i najlogiczniejszym wyjściem, w koncepcji budowy wspólnego stadionu pominięte zostały jednak kwestie niezwykle istotne dla kibiców oraz działaczy ŁKS-u i Widzewa. Należy się więc zastanowić, czy działanie wbrew głównym operatorom i klientom doprowadzi do wzrostu potencjału sportowego miasta.

"Szefowie i kibice Widzewa i ŁKS-u nie będą mieli wyjścia - będą grać na miejskim, albo... nigdzie." - kończą swój apel panowie Bujalski i Derdzikowski. Czy nie zmierzają w ten sposób do przysłowiowego "wylewania dziecka wraz z kąpielą"?
iparts.pl