Widzew donosi na ŁKS
Kibice Widzewa Łódź pojawili się na sesji rady miasta podczas której miał zostać poruszony temat stadionu, który obiecał wybudować Sylwester Cacek. W wyniku szeregu nieporozumień, aktualnie temat nowego obiektu stoi w miejscu. Fanatycy "przy okazji" przypomnieli także radnym o długach swojego lokalnego rywala, zażądali wyjaśnień w sprawie pomocy dla ŁKS-u oraz donieśli o uchybieniach w nowej spółce zarządzającej liderem pierwszej ligi.
Kilkanaście minut przed rozpoczęciem sesji w Urzędzie Miasta pojawiła się kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców Widzewa, która wywiesiła w dużej sali obrad transparenty z napisami "Przed wyborami stadion Widzewa obiecaliście, PO już zapomnieliście" oraz "Teraz my sprawdzamy". Kibice domagali się zdecydowanych działań władz miasta w sprawie budowy nowego stadionu. - Chcieliśmy przypomnieć władzom o naszej obecności. Oczekujemy, że zgodnie z przedwyborczymi obietnicami, budowa nowego stadionu dla Widzewa wreszcie doczeka się realizacji - powiedział Tomasz Figlewicz, jeden z obecnych na sali kibiców.
Przypomnijmy, że patowa sytuacja panuje odkąd władze Widzewa zażądały od miasta szeregu poprawek do projektu, sporych odstępstw w kwestiach sprzedaży gruntów oraz wyrzeczenia się jakichkolwiek wpływów na kszałt projektu i stadionu. Na to nie chcą zgodzić się radni, którzy zaznaczają, że w rozmowach jasno określone było uczestnictwo Łodzi w projekcie jako elementu spółki prywatno-publicznej. W gmachu Rady kuluarowo mówi się o tym, iż Cacek próbuje okrężną drogą zmusić miasto do budowy obiektu, odstąpienia mu go za symboliczną złotówkę oraz oddanie w całości do zarządzania. Cyniczni ekonomiczni gracze ścierają się ze sobą w pojedynku, w którym najbardziej poszkodowani mogą być kibice. Sylwester Cacek uciekł się bowiem do szantażu i aktualnie grozi wycofaniem się z finansowania klubu. Władze Widzewa liczą, że wzburzeni fanatycy będą silnym lobby na polityków.
Osobno poruszony został temat widzewskich donosów na lokalnego rywala. Kilka dni temu do prezydent wpłynęło pismo od Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kibiców "Tylko Widzew", w którym stowarzyszenie domaga się szczegółowych wyjaśnień w sprawie rozmów, które w ubiegłym roku miał prowadzić z władzami ŁKS-u ówczesny wiceprezydent Łukasz Magin. Chodzi tu o wywiad właściciela ŁKS-u Filipa Keniga (ukazał się w „Gazecie Wyborczej" 21 stycznia br.), w którym domaga się on od miasta spełnienia obietnicy wspomożenia klubu kwotą 2,5 mln złotych, co ponoć zadeklarował Łukasz Magin. - Chcemy dowiedzieć się, czy wiceprezydent Magin faktycznie zobowiązał się do takiej inwestycji, czy poinformował o tym radę miejską i czy jako wiceprezydent Łodzi miał do tego uprawnienia. Oczekujemy także udostępnienia dokumentów przedstawiających stan zadłużenia ŁKS-u wobec miejskich spółek, zwłaszcza wobec MOSiR-u - powiedział Tomasz Figlewicz.
Żywe zainteresowanie jakie żywi Widzew wobec spraw ŁKS-u nie przyniosło spodziewanych efektów, podobnie zresztą jak walka o podarowanie im stadionu. Wniosek radnych SLD o wprowadzenie do porządku obrad punktu dotyczącego informacji prezydenta na temat budowy stadionu oraz podpisania porozumienia pomiędzy klubem a miastem nie uzyskał jednak wymaganej większości głosów. - Oczywiście mogę po raz kolejny przedstawić stanowisko miasta w tej sprawie, ale na sali nie ma w tej chwili żadnego przedstawiciela Widzewa. Nie chcę być później oskarżana, że znów robię coś za plecami klubu - mówiła prezydent Hanna Zdanowska.
Wychodząc z sali jeden z kibiców rzucił jajkiem w stronę radnych, trafiając w stolik radnego Tomasza Treli.
