Szczęśliwe 4:0 Jagiellonii
Cztery bramki zaliczki przed rewanżem sugerują całkowitą dominację, jednak rezultat starcia w Białymstoku jest wyjątkowo złudny. Mistrzowie Polski pokonali Iberię 1999 Tbilisi 4:0, stawiając milowy krok w stronę fazy ligowej Ligi Europy, ale Gruzini stworzyli sobie wystarczająco dużo sytuacji, by zdobyć kilka goli i całkowicie zmienić przebieg rywalizacji.
Szczęście, kontrowersje i powtórzony karny w meczu Jagi
Goście bezkompromisowo weszli w mecz, raz po raz dziurawiąc defensywę Jagiellonii. Sławomir Abramowicz musiał ratować zespół już w 7. minucie, wyciągając kapitalne uderzenie Zviada Natchkebii, który wykonał slalom międyz zawodnikami Jagi w polu karnym. Gospodarze obudzili się po kwadransie, odpowiadając niecelnymi szarżami Jesusa Imaza i Jeremego Agbonifo.
Przełom nastąpił w 31. minucie po faulu na Agbonifo. Imaz wprawdzie zmarnował rzut karny, ale arbiter nakazał powtórkę z powodu wbiegnięcia Gruzinów w "szesnastkę" jeszcze przed jego uderzeniem. Hiszpan za drugim razem się nie pomylił, a w doliczonym czasie pierwszej połowy na 2:0 podwyższył Agbonifo, który popisał się kapitalnym dryblingiem w polu karnym, poza przeciwnikami mijając także Jesusa Imaza. Wynik do przerwy był jednak zdecydowanie lepszy niż sama gra białostoczan.
Druga połowa mogła przynieść przełom, gdyby nie decyzje sędziowskie i fatalny pech gości. W 51. minucie przyjezdni trafili do siatki, jednak arbiter odwołał gola ze względu na wcześniejszy faul na Kajetanie Szmycie w drugiej części boiska. Zamiast kontaktu, Gruzini dostali bolesny cios w 62. minucie, kiedy Ibrahim Alhassan skierował piłkę do własnej bramki po dośrodkowaniu Guilherme Montoii.
Iberia walczyła do końca – w 88. minucie była o włos od zasłużonego trafienia, lecz po strzale głową piłka ostro opieczętowała poprzeczkę. Ostatecznie w doliczonym czasie rywali dobił Sergio Lozano efektownym uderzeniem z dystansu. Rezultat 4:0 wygląda imponująco, ale całkowicie przekłamuje prawdziwy układ sił na murawie. Ten nie był jednak na tyle zaburzony, by przesadnie obawiać się przeciwników w rewanżu.
AŁ
Fot.: Rex Features/East News
