Europa czeka na Białystok, Rangersi pokonani!
Mistrzowie Polski dopięli swego na gorącym terenie w Szkocji. Zespół dowodzony przez Adriana Siemieńca wywiózł z Ibrox Stadium rezultat 1:1, który – w połączeniu z przewagą wypracowaną w pierwszym starciu – zagwarantował awans do czwartej rundy eliminacji Ligi Europy. Ten sukces oznacza, że Jagiellonia ma już pewny udział co najmniej w jesiennej fazie ligowej Ligi Konferencji, choć wciąż pozostaje w grze o wyższą stawkę.
Jagiellonia nie przestraszyła się utytułowanego rywala
Białostoczanie rozpoczęli rywalizację bez kompleksów, wyraźnie dezorientując gospodarzy swoją otwartą grą. Niestety, to Szkoci jako pierwsi cieszyli się z gola. Błyskotliwa indywidualna akcja Daisuke Yokoty zakończyła się niefortunnym, przypadkowym zagraniem ręką we własnym polu karnym przez Yukiego Kobayashiego. Sędzia Vassilios Fotias początkowo puścił grę, jednak po wezwaniu do monitora VAR wskazał na wapno. "Jedenastkę" na bramkę pewnie zamienił Lawrence Shankland.
Strata prowadzenia w dwumeczu nie zdeprymowała przyjezdnych z Podlasia. Przełom nastąpił w 65. minucie, kiedy to Anders Klynge idealnie dograł piłkę, a Nik Prelec umieścił ją w siatce, dając swojej drużynie upragniony remis. Słoweński napastnik od początku swojej przygody z Jagiellonią prezentuje wyborną formę, dzięki czemu kibice z każdym kolejnym meczem coraz rzadziej wspominają odejście Afimico Pululu.
Podopieczni Siemieńca w pełni zasłużyli na ten awans, choć trzeba przyznać, że mogli oszczędzić swoim fanom zbędnego stresu. Drużyna wykreowała sobie na tyle dużo dogodnych sytuacji, że losy dwumeczu powinny zostać rozstrzygnięte znacznie szybciej. Prym w marnowaniu okazji wiódł Jesus Imaz. Doświadczony Hiszpan najpierw pechowo obił słupek, a następnie przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem gospodarzy, Ivorem Pandurem. Stuprocentowej szansy w pierwszej połowie nie wykorzystał również sam Prelec.
AŁ
Fot.: Wojciech Wojtkielewicz/Polska Press/East News
