Polacy cudem remisują z rezerwami Nigerii
Reprezentacja Nigerii wystawiła rezerwowy skład, a i tak niewiele zabrakło, by wygrała w Warszawie. Polacy po dwóch bramkach w doliczonym czasie gry wywalczyli remis 2:2.
Pierwsza połowa rozpoczęła się od mocnego ataku Polaków. Nicola Zalewski popisał się doskonałym dryblingiem na lewym skrzydle, wrzucił piłkę w pole karne na długi słupek do niekrytego Jakuba Kamińskiego, a ten z odległości 5. metrów nie tylko zdjął futbolówkę z nogi przygotowującego się do strzału Roberta Lewandowskiego, ale uderzył głową nieskutecznie, trafiając po koźle jedynie w boczną siatkę.
W kolejnych minutach to Nigeryjczycy byli groźniejsi, czego efektem była bramka w 23. minucie gry. Arbitrzy zasygnalizowali wprawdzie pozycję spaloną, ale analiza VAR wskazała złamanie linii spalonego przez Jana Ziółkowskiego. Dzięki temu do piłki doszedł Moses Simon, wyłożył ją do środka do wygrywającego pojedynek biegowy Terema Moffiego, a ten z bliskiej odległości pokonał Kamila Grabarę.
Utrata bramki ożywiła Polaków, a Ci przeprowadzili kilka ciekawych akcji. Najpierw strzałem z linii pola karnego zaskoczyć chciał Piotr Zieliński, ale trafił prosto w dobrze ustawionego Madukę Okoye. Później Lewandowski z klepki zgrał piłkę do Karola Świderskiego, a ten za długą ją opanowywał i z interwencją zdążyła defensywa gości. Finalnie jednak Biało-Czerwoni trafili do siatki w doliczonym czasie pierwszej części gry. Stały fragment bity na krótki słupek został przebity do tyłu przez obrońców z Nigerii. Do piłki dobiegł jednak najaktywniejszy do tej pory Zalewski, wstrzelił ją mocno w pole karne, a z bliskiej odległości do siatki wbił ją Kacper Potulski.
W drugiej połowie mogliśmy zobaczyć kompletnie przebudowany skład kadry Nigerii, bowiem w przerwie selekcjoner przeprowadził aż 7 zmian. Te szybko mogły jednak dać skutek, bo po wrzutce w pole karne minimalnie chybionym strzałem głową próbował Grabarę pokonać Paul Onuachu. Na groźną akcję Polaków trzeba było natomiast czekać do 72. minuty, a wykreowali nam ją przeciwnicy. Stoper zbyt krótko odegrał piłkę do bramkarza, do tej dopadł Lewandowski, ale w sytuacji sam na sam kopnął zbyt lekko, a piłka ugrzęzła pod nogą interweniującego golkipera.
Chwilę później groźnie było pod bramką Polaków, a po analizie VAR sędzia wskazał na wapno. Ndidi podrzucił piłkę nad Kacprem Kozłowskim, a ten ratował się zagraniem ją ręką. Z jedenastu metrów nie pomylił sie Onuachu i od 77. minuty goście byli na prowadzeniu. Polacy mogli odpowiedzieć bardzo szybko. Po stałym fragmencie gry z bliskiej odległości uderzał Lewandowski, ale jego próbę obronił bramkarz. Szansę na dobitkę miał jeszcze Jan Bednarek, ale również trafił w golkipera.
Opatrzność czuwała jednak nad Polakami. W doliczonym czasie gry Przemysław Wiśniewski zdecydował się na strzał z dystansu z ponad 30 metrów i zdobył gola, którego śmiało można określić mianem “stadiony świata”. Zawodnik Widzewa uratował tym samym honor Biało-Czerwonych.
AŁ
Fot.: ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
