Kto spadnie z Ekstraklasy? Możliwych kilka wariantów!
Sobotnie popołudnie zapowiada się jak rasowy thriller, w którym stawką jest piłkarskie życie w elicie. Termalica i Arka Gdynia już pakują walizki na wyjazdy do pierwszej ligi, ale wciąż szukamy trzeciego pechowca. Kandydatów jest czterech: Lechia Gdańsk, Widzew Łódź, Piast Gliwice i Cracovia. Jakie są możliwe warianty wyników?
Zacznijmy od Lechii Gdańsk, bo to ona ma obecnie nóż na gardle. Ekipa z Trójmiasta otwiera strefę spadkową i jeśli chcą w ogóle myśleć o utrzymaniu, musi pojechać do Niecieczy i po prostu wyrwać gospodarzom trzy punkty. Remis to dla nich wyrok śmierci – Widzew ma lepszy bilans bezpośrednich spotkań, więc przy równej liczbie punktów Lechia leci z ligi.
Choć gdańszczanie są pod kreską, ich los leży wyłącznie w ich własnych rękach. Jeśli wygrają, na sto procent zostają w Ekstraklasie. Jak to możliwe? Piłkarscy bogowie ułożyli terminarz tak, że Widzew i Piast grają ze sobą. Ktoś w tym starciu musi zgubić punkty. Jeśli Lechia zgarnie pełną pulę, automatycznie przeskoczy w tabeli albo pokonanego Piasta, albo potykający się Widzew. Czysta matematyka i zero oglądania się na innych.
Zakładając scenariusz, w którym Lechia robi swoje i wygrywa, Piast obrywa w Łodzi, a Cracovia przegrywa z Koroną Kielce. Wtedy Widzew jest bezpieczny, a my mamy aż trzy drużyny z dorobkiem dokładnie 41 punktów.
W ruch idzie "mała tabela", która bierze pod uwagę tylko mecze między zainteresowaną trójką. I tutaj zaczynają się prawdziwe dramaty. W takim układzie Lechia z najgorszej pozycji nagle ląduje na szczycie zestawienia z sześcioma punktami, a Piast ratuje skórę z pięcioma. Największym przegranym okazuje się Cracovia – "Pasy" gromadzą zaledwie trzy oczka i to one z hukiem żegnają się z elitą.
Żeby było jeszcze ciekawiej, Piast Gliwice też może obudzić się w koszmarze. Wystarczy, że Cracovia wyszarpie chociażby remis w Kielcach, Lechia wygra swój mecz, a Piast wróci z Łodzi na tarczy. Wtedy ekipa z Górnego Śląska zrównuje się punktami z rozpędzoną Lechią. Efekt? Rozpacz w Gliwicach, bo gdańszczanie mają nad nimi przewagę w meczach bezpośrednich.
Jedno jest pewne: w tej kolejce nie ma miejsca na kalkulacje, murowanie bramki czy liczenie na cud. Cała czwórka wychodzi na boisko ze świadomością, że wszystko zależy wyłącznie od nich. Kto nie wytrzyma ciśnienia, ten w niedzielę obudzi się w pierwszoligowej rzeczywistości.
AŁ
Fot.: Karol Makurat/REPORTER
