O Jadze będą mówić jutro całe Włochy
Niesamowity hart ducha pokazała Jagiellonia Białystok, która pomimo wysokiej porażki w pierwszym meczu doprowadziła do remisu. W dogrywce musiała jednak uznać wyższość Fiorentiny i przyjąć “wygraną” porażkę 4:2. Bohaterem został 19-letni Bartosz Mazurek, który zdobył 3 gole.
Jagiellonia podchodziła do tego rewanżu z pozycji drużyny, która nie ma nic do stracenia. Po 0:3 w Białymstoku włoska ziemia mogła wygenerować jedynie lepszy wynik i tak też było. Po raz pierwszy do siatki Jaga trafiła w 23. minucie gry. Najpierw Afimico Pululu zgrał piłkę do wbiegającego w pole karne Mazurka, a ten na raty pokonał golkipera gospodarzy. W doliczonym czasie gry miał już na swoim koncie dublet. Przy swojej próbie miał jednak dużo szczęścia - jego niezbyt dobry strzał z dystansu odbił się od obrońcy i przelobował bramkarza.
Do drugiej połowy Jagiellonia podeszła z wiarą, że ten dwumecz można wygrać. Tym bardziej mogli w to uwierzyć po trzecim trafieniu Mazurka. Ponownie asystę zanotował grający tyłem do bramki Pululu, a po jego zagraniu skrzydłowy mógł tylko zapytać Davida de Geę (który wszedł na plac gry w przerwie), w który róg bramki chce otrzymać strzał.
Dogrywka nie poszła jednak po myśli Jagiellonii. Najpierw w 107. minucie bramkę zdobył Nicolo Fagioli. Sławomir Abramowicz wyszedł do wrzutki, wypiąstkował ją, ale wprost pod nogi przeciwnika. Ten uderzył z powietrza poza zasięgiem golkipera i na ten moment w kolejnej rundzie była Fiorentina. Niestety sytuacja Jagi była jeszcze trudniejsza po samobójczym golu kapitana. Po rzucie rożnym Moise Kean zdecydował się na strzał obok bramki, jednak na linii uderzenia znalazł się Taras Romanchuk i dał tym samym gola na wagę awansu gospodarzy. Na nic zdało się honorowe trafienie Jesusa Imaza w 118. minucie.
AŁ
Fot.: Grzegorz Wajda/REPORTER
