legia lincoln radość

Polskie drużyny znów fenomenalne w LK

Fot. eastnews
2025-12-18

Polskie zespoły z przytupem pożegnały się z europejskimi pucharami w 2025 roku. Raków, Lech i Legia wygrały, a Jagiellonia zremisowała na wyjeździe. Wyniki te dały bezpośredni awans ekipie z Częstochowy, a także utrzymały miejsce w playoffach dla Kolejorza i Jagi. 

AZ Alkmaar - Jagiellonia 0:0

W Alkmaar emocje pojawiły się szybko, ale niestety nie dla polskiej ekipy. Już w 3. minucie ze względu na kontuzję boisko opuścić musiał Dusan Stojinović. Gospodarze mogli wykorzystać to błyskawicznie, bo chwilę po tym wydarzeniu okazję miał skrzydłowy AZ, ale strzał z obrębu pola karnego obronił Sławomir Abramowicz. W 26. minucie mogło i powinno być prowadzenie gospodarzy. Po zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła do Svena Mijnansa, ten złożył się do uderzenia wolejem, ale jego strzał zmierzający do siatki ekwilibrystyczną interwencją ponad bramką przebił Taras Romanczuk. W 45. minucie Jagiellonia w akcji z niczego mogła otrzymać karnego. Afimico Pululu został sfaulowany w momencie oddawania strzału, ale analiza VAR pokazała, że wcześniej jeden z zawodników Jagi dotknął piłkę w polu karnym ręką, dlatego jedenastki nie było.

Mecz nie układał się po myśli Jagiellonii, a jego przebieg skomplikował się jeszcze bardziej w 63. minucie gry. Pululu w pressingu zaatakował obrońcę, a po analizie VAR sędziowie dopatrzyli się mocnego stempla na kostkę, za co napastnik Jagi wyleciał z boiska. Podopieczni Adriana Siemieńca zostali zepchnięci do momentami rozpaczliwej defensywy, ale ostatecznie dowieźli bezbramkowy remis do końca spotkania.

Sigma - Lech 1:2

Lech sygnał ofensywnej gry dał szybko, bo już w 6. minucie. Z szybką kontrą środkiem pola ruszył Taofeek Ismaheel, mocno podprowadził piłkę, a wobec biernej postawy obrony Sigmy zdecydował się na niecelny strzał z dystansu. Lech z kolejną akcją kazał na siebie czekać długo, ale warto było na nią wyczekiwać. W 35. minucie gry po zamieszaniu w polu karnym futbolówka spadła pod nogi Mikaela Ishaka ustawionego na jego skraju. Ten zdecydował się na fenomenalne podkręcone uderzenie w długi róg, które poza zasięgiem bramkarza wpadło do siatki. W 44. minucie Lech znów mógł zdobył gola z niczego. Po faulu w polu karnym w pozornie niegroźnej sytuacji arbiter wskazał na wapno. Do jedenastki podszedł Luis Palma, ale uderzył fatalnie i jego strzał obronił golkiper. Szczęście uśmiechnęło się jednak do polskiej drużyny, bo jeszcze przed uderzeniem kilku przeciwników wbiegło w pole karne, więc jedenastka została powtórzona. Tym razem piłkę na wapnie ustawił Ishak, kopnął wysoko w boczną siatkę i podwyższył prowadzenie. 

Ishak zaimponował skutecznością z jedenastu metrów w pierwszej połowie, ale nie zrobił tego w drugiej. Arbiter po raz kolejny w tym meczu wskazał na wapno po faulu na Pablo Rodriguezie, ale tym razem strzał Szweda był fatalny i pewnie obronił go golkiper. Kolejny dramat mógł się wydarzyć chwilę później. Sędzia zauważył faul defensora Lecha w polu karnym po zbyt ostrym wejściu nogą na wysokości głowy, ale ratunkiem dla polskiej ekipy był tym razem VAR, który zauważył w tej akcji spalonego i karnego nie było. Sigma atakowała coraz śmielej i w 83. minucie otrzymała nagrodę. Po wrzutce z rzutu rożnego głową uderzył Jan Kral, a piłka przesmyknęła się po ciałach kilku zawodników i ostatecznie wpadła do siatki. Gol ten był bardzo dotkliwy, ponieważ wyrzucił Lecha z czołowej ósemki Ligi Konferencji.

Legia - Lincoln 4:1

Legia objęła prowadzenie w 21. minucie gry. Arkadiusz Reca posłał długą piłkę w kierunku pola karnego, ta doszła do Bartosza Kapustki, który z pierwszej piłki zgrał ją do Antonio Colaka, a ten oddał strzał z 18. metra bez przyjęcia i otworzył wynik meczu. Legia nie zamierzała się jednak zatrzymywać i chwilę później mogło być 2:0. Po odbiorze przy wysokim pressingu Colak wszedł w pole karne, zwiódł obrońcę i uderzył lewą nogą, jednak piłka poszybowała ponad poprzeczką. W kolejnej akcji gola mógł zdobyć także Jakub Żewłakow, ale jego próba z 8. metra została zablokowana przez obrońcę. Legia dominowała, ale raz po raz nadziewała na kontry. Jedna długa piłka za plecy obrony, do sytuacji sam na sam ruszył Tjay De Barr, ale ofensywny piłkarz pomylił się o bardzo dużo i przeniósł futbolówkę wysoko ponad poprzeczkę.

Legia drugą połowę również rozpoczęła dobrze i zanotowała trafienie. Kacper Urbański doskonałym zagraniem z głębi pola uruchomił Kapustkę, ten w sytuacji sam na sam popatrzył jeszcze, czy może do kogoś dograć, a następnie pewnie umieścił piłkę w siatce. W 70. minucie było już 3:0. Żewłakow dośrodkował w pole karne, w linie spalonego idealnie wkleił się Mileta Rajović, a następnie głową pokonał bramkarza. Kolejne trafienie padło w 83. minucie gry. Wrzutkę na długi słupek posłał Noah Weisshaupt, dośrodkowanie podbił obrońca Lincoln, a zmierzającą na rzut rożny piłkę wślizgiem zaatakował jeszcz Wahan Bichakhchyan i z niemalże zerowego kąta umieścił ją w siatce. Ostatnie słowo należało jednak do gości. W końcówce meczu De Barr miał bardzo dużo miejsca, podprowadził piłkę bez ataku ze strony Legii, a następnie niezwykle precyzyjnym strzałem z dystansu zdobył honorowe trafienie dla swojego zespołu.

Omonia - Raków 0:1

W pierwszej połowie meczu Rakowa nie działo się zbyt wiele. Druga zaczęła się natomiast od bardzo mocnego uderzenia ekipy Marka Papszuna. Rzut wolny ze skraju pola karnego bity przez Michaela Ameyawa na długi słupek, tam świetnie nabiegał Oskar Repka i głową z bliskiej odległości zdobył gola na wagę zwycięstwa. Raków nie dopuszczał do wielu sytuacji pod swoją bramką, ale gdy Omonia miała sytuację, było bardzo groźnie. Tak było chociażby w 75. minucie, kiedy to wprowadzony na plac gry Ewandro świetnie odnalazł się w sytuacji podbramkowej i podczas przepychanki z obrońcami piętką uderzył minimalnie obok słupka. Ostatecznie Raków dowiózł zwycięstwo do końca i zakończył fazę ligową jako jedna z trzech obok Strasbourga i Larnaki niepokonanych drużyn.

Fot.: Beata Zawadzka/East News 

iparts.pl