Hit Legii i Lecha rozczarował
Brak bramek, brak wielkich emocji i brak zadowolenia po stronie obu ekip - tak można podsumować niedzielne starcie Legii z Lechem. W pojedynku nie działo się zbyt wiele, czego dowodem może być niski współczynnik xG (kolejno 0,52 i 0,48) obu drużyn.
Już w 2. minucie gry po raz pierwszy interweniować musiał Mrozek - po stracie Ishaka na strzał z dystansu zdecydował się Kacper Urbański, ale golkiper Lecha pewnie zbił tę próbę na rzut rożny. Kolejny strzał to dopiero 31. minuta gry. Dośodkowanie Rubena Vinagre na długi słupek było idealne, ale ustawiony tam Vahan Bichakhchyan uderzył z woleja bardzo niecelnie.
Lech ocknął się dopiero w 37. minucie gry po raz pierwszy zagrażając bramce Kacpra Tobiasza. Mikael Ishak uruchomił prostopadłym podaniem Taofeeka Ismaheela, ten popędził na bramkę, ale jego uderzenie po złamaniu do środka obronił golkiper Legii.
Wiele w pierwszej połowie się nie działo, ale nadzieja na aktywniejszy mecz w drugiej połowy rozbudziły pierwsze minuty. Tuż po wznowieniu gry Joel Pereira posłał dobrą płaską wrzutkę do FIlipa Jagiełło, a ten po opanowaniu piłki uderzył niecelnie z obrębu pola karnego. Chwilę później Luis Palma dośrodkowywał płasko w pole karne, a futbolówka odbita rykoszetem od jednego z obrońców zmieniła kierunek i leciała wprost do bramki Legii. Czujny na linii był jednak Tobiasz i wybronił tą sytuację.
W 55. minucie groźnie było z kolei pod bramką Mrozka - ponownie strzałęm z dystansu pokonać go chciał Urbański, ale również tym razem golkiper Lecha popisał się dobrą robinsonadą. Na kolejną akcję trzeba było czekać do 71. minuty. Pereira posłał kolejną dobrą piłkę w pole karne Legii, tym razem do wrzutki głową wyskoczył Ishak, ale dobrze interweniował Tobiasz.
Ostatnia faza meczu rozczarowała, pojawiło się wiele zmian personalnych, które rozbiły rytm gry obu zespołów i ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem.
AŁ
Fot.: Tomasz Jedrzejowski/REPORTER
