pirozone.pl
pusty stadion lecha

Lech na dnie tabeli Ligi Europy. Bayer był bez skrupułów

Fot. Fot.:uslatar / Shutterstock.com
2026-10-15

Dwa mecze fazy ligowej, zero punktów, zero zdobytych bramek i bilans 0:8 w starciach z Crystal Palace i Bayerem Leverkusen. Czwartkowa porażka 0:4 z Niemcami boli tym bardziej, że znów pokazała to samo: Lechowi nie brakuje pomysłu na grę, tylko zawodników, którzy w kluczowych momentach nie popełniają fatalnych błędów.

Lech znów zebrał cięgi w LE

Bayer przyjechał do Poznania w roli oczywistego faworyta – mistrz Niemiec sprzed dwóch lat, obecnie czwarta siła Bundesligi – ale to, że rozniósł Kolejorza aż 4:0, nie tłumaczy się samą przepaścią klasy. Trener Carles Martinez mógł sobie pozwolić na sześć zmian względem ostatniego ligowego meczu, zostawiając na ławce m.in. Moussę Diaby’ego i najlepszego strzelca zespołu, Patrika Schicka. Nawet w takim składzie (choć Czech musiał wejść na plac gry już na początku spotkania) Niemcy prowadzili 3:0 już do przerwy.

Winne były jednak nie tyle same umiejętności rywala, co błędy w defensywie Lecha. Pierwszy rzut karny "wywalczył" Terry Yegbe, zagrywając piłkę ręką w polu karnym przy próbie zablokowania strzału – zaledwie kwadrans po tym, jak awaryjnie wszedł na boisko w miejsce kontuzjowanego Wojciecha Mońki. Przy drugim karnym sfaulował rywala Mateusz Skrzypczak, który objął w pół uciekającego przeciwnika. Obie jedenastki bez trudu zamienił na gole Schick. To nie pierwszy raz, gdy nazwisko Yegbe pojawia się w kontekście fatalnego błędu w europejskich pucharach – tydzień wcześniej, w przegranym 0:4 meczu z Crystal Palace, obok niego o niekorzystny dla Lecha przebieg gry "zadbał" też Jakub Murawski.

A przecież momentami Lech wyglądał zupełnie konkurencyjnie. Próby dryblingu Patrika Walemarka i Luisa Palmy sprawiały Niemcom realne kłopoty, a przez pierwszy kwadrans – zanim na boisku pojawił się Schick – drużyna Nielsa Frederiksena grała z Bayerem jak równy z równym. To nie jest zespół bez pomysłu na grę: na własnym stadionie przed tym meczem Lech wygrał sześć kolejnych spotkań, strzelając w nich aż 19 goli. Problem ujawnia się właśnie w starciach z absolutną europejską czołówką, gdzie margines na błąd jest dużo mniejszy, a pojedyncze zgubienie krycia czy nieprzemyślany faul od razu kończy się bramką.

Lech wciąż szuka pierwszego gola, pierwszego czystego konta i pierwszych punktów w tej edycji Ligi Europy. Za tydzień do Poznania przyjeżdża Sunderland, rewelacja poprzedniego sezonu Premier League – więc o łatwiejsze zadanie raczej będzie trudno.

 

iparts.pl
Zobacz także