Legalny bukmacher Fortuna przygotował darmowe 20 PLN na zakłady. Kliknij tutaj i odbierz 20 PLN!

Rozwój Katowice

Poznaliśmy terminarz I i II ligi

PZPN ogłosił dzisiaj terminarz  rozgrywek I i II ligi na sezon 2017/2018. Rozgrywki w obu ligach rozpoczną się 29 lipca, a zakończą 26 listopada. W rundzie jesiennej rozegrane zostanie 19 kolejek. ...

Pochwała dla kibiców ROW-u

Fani ROW-u Rybnik otrzymali specjalną pochwałę za organizację oraz zachowanie podczas wyjazdu na mecz ligowy z Rozwojem Katowice. Wzorowa postawa kibiców z Rybnika, którzy w liczbie około 100 osób zameldowali...

Puchar Polski w Katowicach bez kibiców gości

Fani Legii oraz zaprzyjaźnieni z nimi kibice Zagłębia Sosnowiec nie weszli na mecz 1/16 Pucharu Polski w Katowicach.

Losowanie Pucharu Polski

Dzisiaj na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie odbyło się losowanie par 1/16 finału Pucharu Polski.

Mecze 26.04

W środę rozegrano głównie spotkania z niższych lig i regionalne puchary, ale odbył się również pierwszy mecz finału Pucharu Polski.

Forum

Zagłębie Dąbrowskie i Górny Śląsk-Kibicowsko
  • SWC napisał:
  • 18.09.2017 13:06

Szacunek dla Gwardii za wystawienie z 8 osób 7 do walki na ubitej ziemi z Młodą Personą!
Tylko dlaczego GieKSiarze nie byli tacy chętni jak inne ekipy odwiedzały Katowice (Rozwój). Np PB, Legia itd.

Puchar Polski- 2016/2017
  • WODA GAZOWANA napisał:
  • 24.06.2016 13:59

Runda wstępna - 16/17 lipca

1. Wda Świecie - Rozwój Katowice
2. GKS 1962 Jastrzębie - Olimpia Grudziądz
3. Świt Skolwin - Polonia Bytom
4. Rominta Gołdap - wolny los (**)
5. JKS 1909 Jarosław - ROW 1964 Rybnik
6. KS Stilon Gorzów Wielkopolski - Pogoń Siedlce
7. Lechia Tomaszów Mazowiecki - Stal Mielec
8. Odra Opole - Siarka Tarnobrzeg
9. KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski - wolny los (**)
10. Miedź II Legnica - GKS Bełchatów
11. ŁKS 1926 Łomża - GKS Tychy
12. KKS 1925 Kalisz - MKS Kluczbork
13. Małopolski ZPN (*) - Puszcza Niepołomice
14. Chełmianka Chełm - Olimpia Zambrów
15. Świt Nowy Dwór Mazowiecki - Znicz Pruszków
16. Pomorski ZPN (*) - Kotwica Kołobrzeg
17. Radomiak Radom - Stal Stalowa Wola
18. Nadwiślan Góra - Legionovia Legionowo
19. Raków Częstochowa - Wisła Puławy
20. Błękitni Stargard Szczeciński - Gryf Wejherowo



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



I runda - 23/24 lipca

21. Zwycięzca meczu nr 15 - Wigry Suwałki
22. Zwycięzca meczu nr 16 - Chojniczanka Chojnice
23. Rominta Gołdap - Arka Gdynia (26/27 lipca)
24. Zwycięzca meczu nr 19 - Chrobry Głogów
25. Zwycięzca meczu nr 8 - Sandecja Nowy Sącz
26. Zwycięzca meczu nr 10 - Miedź Legnica
27. Zwycięzca meczu nr 18 - Zagłębie Sosnowiec
28. Zwycięzca meczu nr 2 - wolny los (***)
29. Zwycięzca meczu nr 20 - Bytovia Bytów
30. Zwycięzca meczu nr 7 - Wisła Płock (26/27 lipca)
31. Zwycięzca meczu nr 17 - GKS Katowice
32. Zwycięzca meczu nr 5 - Stomil Olsztyn
33. KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski - Zwycięzca meczu nr 6
34. Zwycięzca meczu nr 3 - Zwycięzca meczu nr 12
35. Zwycięzca meczu nr 1 - Zwycięzca meczu nr 13
36. Zwycięzca meczu nr 14 - Zwycięzca meczu nr 11

Awanse/Spadki 2015/16
  • W.L.K.P napisał:
  • 09.06.2016 06:37

Tak to wygląda na obecną chwile.
Ekstraklasa
Awans: Arka Gdynia, Wisła Płock
Spadek: Górnik Zabrze, Podbeskidzie

I Liga
Awans: GKS Tychy, Stal Mielec, Znicz Pruszków
Spadek: GKS Bełchatów, Rozwój Katowice, Dolcan Ząbki (wyscofał się z rozgrywek)
Baraże o udział w I lidze: MKS Kluczbork - Wisła Puławy

II Liga
Spadek: Nadwiślan Góra, Gryf Wejherowo, Okocimski KS Brzesko (wyscofał się z rozgrywek)
Baraże o udział w II lidze:
Polonia Warszawa - Górnik Wałbrzych
Odra Opole - Vineta Wolin
Warta Poznań - Garbarnia Kraków
Olimpia Elbląg - Motor Lublin

W III lidze zagrają m.im takie drużyny:
-Widzew, Górnik Konnin, Falubaz, Rodło Kwidzyn

Awanse/Spadki 2015/16
  • ult47 napisał:
  • 21.05.2016 19:56

Rozwój Katowice spada z I ligi bliski spadku jest również GKS Bełchatów, a Znicz Pruszków już jest pewny awansu do I ligi.

Trapi mnie to od dawna (KIBICOWSKO)
  • patriota85 napisał:
  • 22.03.2016 12:13

Nie do końca w temacie.Dlaczego Rozwój Katowice, od tej rundy rozgrywa mecze na stadionie GieKSy ? Z góry dzięki za ewentualną odpowiedź.

Groundhopping
  • Kris66 napisał:
  • 18.03.2016 19:16

Przestudiowałem wątek o groundhoppingu i odniosę się do kilku kwestii z tym związanych, bo od kilku lat się w to bawię. Żeby nie zanudzić napiszę w punktach.
1. Wątek taki tu był już 5-6 lat temu, ale zmarł śmiercią naturalną.
2. Groundhopping to mecze od najniższych lig do największych finałów. Wielu dobiera mecze z fajnym dopingiem, a wielu stara się jeździć na najniższe ligi.
3. Do Polski przyjeżdża wielu Anglików, Niemców i Holendrów. Z niektórymi już się rozpoznajemy na meczach. Tam, zwłaszcza Anglicy, mają te swoje surowe zasady zaliczania meczów. W Polsce nic takiego nie ma miejsca. Nie ma zasad, nie ma rankingów, stowarzyszeń itp.
3. Wielu prowadzi swoje strony, gdzie opisuje mecze, ale to głównie w celu nawiązania kontaktów z ludźmi o podobnych pasjach. Robiąc wspólny wyjazd spadają koszty.
4. Co do pędzenia z meczu na mecz. Jeżeli jadę daleko, to staram się w 2-3 dni zobaczyć mniej więcej od 3 do 6 meczów. Najlepiej każdy na innym obiekcie.
5. Jeżeli np. Rozwój Katowice grał mecze o 11.00, a w ten weeken były np. Wielkie Derby Śląska, to na Rozwoju było sporo osób z zagranicy, którzy przyjechali na te derby. Jeśli na meczu ligi okręgowej we Wrocławiu słyszę 3 osoby rozmawiające po niemiecku, a na meczu jest w sumie 15 osób, to podchodzę i pytam, czy są groundhopperami. Okazuje się, że tak i przyjechali też na późniejszy mecz Śląska. Jeżeli jadę tramwajem na Duklę w piatek wieczorem i słyszę w nim Niemców. Pytam i okazuje się, że to groundhopperzy, którzy przez 3 dni zobaczą w Pradze ileś meczów.
6. Co do Rzeźnika z Kartoflisk, to na paru meczach z nim byłem. Gość robi to tylko dla pasji i podkreśla, że mimo wielu ofert odmawia jakiś kontraktów zarobkowych. Ma dobrze płatną pracę, to może sobie na to pozwolić.

CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
  • FORZA ZKS napisał:
  • 14.03.2016 21:01

14-04-2002 STALÓWKA-SANDECJA NOWY SĄCZ

Lekka mżawka, w ogóle nieprzyjemnie, a to przecież połowa kwietnia, a pogoda przypomina jesień aniżeli wiosnę. Ostatni gwizdek. „Czas wracać do domu, już nic nie będzie” pomyślałem. Wtem ktoś krzyknął: „K***a jedziemy z nimi” - a jednak, chyba nie do końca jest już po meczu. Kilkaset osób wybiega na ulicę, by dostać się do podobnie liczebnej grupy przyjezdnych, którzy jeszcze nie opuścili obiektu. Jak wszyscy to wszyscy – pobiegłem za nimi. Byłem w środku stawki, przezornie zaciągnąłem na twarz czerwono – niebieską kominiarkę, na to jeszcze kaptur. W prawej ręce miałem nóż, zwykły motylek, szybko okazało się, że będzie nieprzydatny.

Ulica, którą biegliśmy była równoległa do trybun. Zgodnie z przewidywaniami, na koronie zaraz pojawiły się psy ze strzelbami. Padły pierwsze strzały. Przód natarcia zatrzymał się. Nie oglądając się na innych wybiłem się na czoło. Już latały pierwsze kamienie. Ja, jeszcze z nożem w ręce, liczyłem na bezpośrednią konfrontację, jednak psy których na razie była garstka, schowały się za tarcze i pod osłoną waliły z gumisi.

Nóż w kielnie, i za kamyki. Adrenalina była tak wysoko, że w ogóle nie myślałem, o tym, że oto zbliża się jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć w moim krótkim, niewiele ponad dwudziestoletnim, życiu. Widziałem, jak inni ciskając kamienie, zasłaniali zamaskowane wcześniej twarze. Oczywiście w obawie oto, by któraś z kulek nie trafiła ich choćby w oko. Nie od dziś wiadomo, że kurwy walą gdzie popadnie, mając w dupie ustawy o użyciu broni gładkolufowej.

Wbiliśmy się w kilku na stadion, przez furtkę. Widziałem psa, odzianego w swój strój, który tak naprawdę chronił go choćby przed małym zadraśnięciem od rzuconego kamienia. Mierzył do mnie, pomimo, swego ekwipunku drżały mu łapy. Z odległości kilkunastu metrów widziałem strach w jego oczach. K***a, ale poczułem siłę. Ja bez żadnych kamizelek, hełmów, mając za „broń” zwykłe kamienie, dumnie idę do przodu, a on kurwa co? Sra na mój widok. Na widok pozostałych, którzy teraz postanowili wyrównać rachunki ze znienawidzoną policją. Za wszystkie czasy, kiedy to pies był prawem, i lał pałą gdzie popadnie, oczywiście bez powodu. Za każde spisanie tylko za to, że stoję wraz z ziomkami pod klatką. Za każde chamskie i aroganckie traktowanie zwykłych szaraczków, którzy w tym momencie obrali miano chuliganów.

Wróciłem na ulicę, tam było więcej kamieni. Odbiłem od reszty, stojąc sam w promieniu kilkunastu metrów, prostopadle do psiarni stojącej nadal na koronie stadionu. Ciskałem kamień za kamieniem. Nie miały możliwości wyrządzić „stróżom prawa” żadnej krzywdy (ich ochronne wdzianka). Jednak fakt, że się mnie boją napawał mnie dumą. Ogromną dumą.

Wszyscy walili w główną grupę, jeden jednak rozkminił, że oto ktoś ciska w nich z boku. Wziął mnie na cel. Poczułem małą trwogę, a może raczej podniecenie, bo co prawda najpierw podbiegłem pod ceglany słupek w ogrodzeniu stadionu, jednak szybko, wbrew ostrożności jaką nakazywałby strach, wyszedłem z ukrycia.

Pies zaczął do mnie strzelać. Po kilku oddanych strzałach (żaden mnie nie trafił), nabrałem przekonania, że się boi, i nie może się skoncentrować, przecież byłem stosunkowo statyczny, tylko schylałem się po kolejne kamienie, których nie brakowało (po przeciwnej stronie stadionu jest park). Amok bitewny, przesłonił pewien fakt. Tą zaciętość, którą można było wyczytać, z jego psich oczu (nie był zbyt daleko, toteż doskonale je widziałem). Obrał mnie na cel, i musiał w końcu upolować, ale przecież w tym momencie to ja byłem myśliwym, a on zwierzyną. Gdybym wiedział, że oto za chwilę, za sekundy rolę się diametralnie odwrócą.

Teraz jednak w duchu się zaśmiałem, poczułem się tak pewnie, ileż to można strzelać gdzieś obok. „Samych debili przyjmują do policji” szybka odpowiedź, utwierdziła mnie w moim przekonaniu. Odwracałem się, by podnieść wcześniej upatrzony kamień …i nagle wszystko ucichło. Poczułem się tak jakbym wsadził głowę wewnątrz ogromnego dzwonu, a ktoś w niego z całej siły uderzył. Czułem tylko te wibracje w głowie, bez żadnego dźwięku. Czułem tylko głowę, tak jakby reszta mojego ciała nie istniała. Od razu nastała ciemność. „To już koniec?” w myślach niepewnie zapytałem sam siebie. O dziwo byłem nad wyraz spokojny.

Nie po raz pierwszy widziałem się ze śmiercią, ale po raz pierwszy było to przy okazji meczu...

Cóż, „co mnie nie zabije, czyni mnie silniejszym”. Zawsze tak myślałem, i jak życie pokazało ta maksyma miała odzwierciedlenie i w tym przypadku.

*****

Wszystko rozpoczęło się na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Po jesiennym meczu w Nowym Sączu cała Częstochowa mówiła o rewanżu w Stalowej Woli. Tak się fajnie złożyło, że mecz był w niedzielę, więc na sobotnim spotkaniu Rakowa z rezerwami Radzionkowa mogliśmy spokojnie się zameldować i ustalić szczegóły wypadu na Stalówkę.

Zresztą, co tu ustalać. Wiadomo - nocny pociąg z przesiadką w Skarżysku, już tradycyjnie. Tym razem liczymy się na poważnie z możliwością konfrontacji z Kszo w Ostrowcu. Bardziej na powrocie, ale jednak. Zapada decyzja - jedziemy z całym arsenałem z jakim się tylko da. Zbiórka z kilkunastominutowym wyprzedzeniem - tak by nie wzbudzać niczyjego zainteresowania grupą podejrzanych osobników w nocy na berzie, a tym samym nie ryzykować pojawiania się niechcianych służb - na stacji na Stradomiu.

Budzik nastawiony, ale organizm był tak podniecony że wstałem nim zadzwonił. Kilka telefonów do innych wykonanych, tak by nikt nie miał wymówki że zaspał. Zamówiłem złotówę i wyszedłem z domu. Cały czas szło za mną jakieś przeświadczenie, że coś się wydarzy. Nie, to nie był lęk chociaż na pewno niepokój też gościł w moim sercu. To po prostu była chęć do życia, do wyruszenia w nieznane, gdzie może czekać niebezpieczeństwo. Może, a nie musi, ale chyba będzie czekało...

Wyruszamy w 25 osób solidnego składu. Każdy dzierży jakąś reklamówkę, albo mu coś wystaje z rękawa. No arsenał mamy mocno solidny, chłopaki też nie z pierwszej łapanki. Pociąg rusza w drogę na Skarżysko, oczywiście trzeba się po drodze dogadać z kanarem bo bilety to jakoś nie nasza specjalność. Wszystko idzie w miarę sprawnie i bez trudu dojeżdżamy do celu. Na miejscu tradycyjnie już czeka osobówka do Stalowej Woli. Ten skład telepie się już znacznie wolniej, ale to jest chyba kwintesencja kibicowania. Jedziesz tyle godzin, tyle kilometrów i gapisz się w szybę. Nigdy nie mogłem zasnąć w czasie podróży, no chyba że zmęczony na powrocie, więc i teraz mogę odpływać myślami gdzieś daleko, gdy inni tną komara. Nie trwa to długo.

Spanie jest dobre gdy się już wraca, teraz jeszcze nie czas. Stonoga telepie się bardzo długo, w przedziałach pustki więc zaczyna się zabawa. W powietrzu zaczyna latać nasz sprzęt, a że jest to arsenał jakiego nie powstydzono by się i w czasie średniowiecznych walk to widząc to kanar uciekł do swojego przedziału. Na wszelki wypadek uspokajamy się, w końcu niespecjalnie zależy nam na tym by zaraz pojawiły się psy i zaczęły urować.

W Stalowej Woli lądujemy na pikniku na stadionie Stalówki. Trochę płynów imagogennych przyjmują nasze organizmy. Ja tam sobie siedzę z boku. Alkohol to już od jakiegoś czasu nie moja bajka. Rozmawiam sobie z Sg ze Stalówki. Na meczu nic nie będzie, mają chłopaki obecnie układy z klubem, których nie chcą sobie psuć, natomiast na bank będą chcieli umówić się na walkę z Sandecją. Po czterdziestu. Na pewno ciekawie by było, gdyby udało się ustawić taką walkę.

Tak patrzę na chłopaków, no niektórzy to przesadzili z walką z odwodnieniem organizmu :) Na pewno nudno na meczu nie będzie. Właśnie zaczęła zacinać lekka mżawka, zrobiło się tak jakoś klimatycznie. Mniej więcej w tym samym czasie dojeżdżają dwa wózki do nas. Czyli jest nas 35 typów. Po jesiennym meczu w Nowym Sączu, każdy liczy się z możliwością awantury. Czuć to w powietrzu. Niby Stalówka ma układy z klubem, ale jednak trudno było znaleźć kogoś, kto uważał że przyjechaliśmy tylko obejrzeć dziewięćdziesięciominutową trzecioligową kopaninę na boisku.

*****

- Ty kurwa patrz - to zdanie sprawiło, że wzrok mój przemieścił się na trybuny w okolicach pustego jeszcze sektora gości. To X i Y próbują wedrzeć się do klatki szarpiąc się z mundurowymi.

- Biegniemy!

Krótka dyspozycja sprawiła, że kto był z Rakowa w okolicy ruszył koroną obiektu w newralgiczne miejsce. Około dwudziestu chłopa, spora część w charakterystycznych czerwono-niebieskich kominiarkach, szybko przemieściła się do dwóch chłopaków od nas. Dobiegło jeszcze kilka osób ze Stalówki. X i Y kompletnie nawaleni jadą po rajtach psom których jest dwudziestu. Gdy dobiegliśmy mundurowi oddają pierwsze strzały. Wpierw w powietrze, później prosto w nas. Schowałem się za X, który kulki przyjmował na swój wielki brzuch :) Był w takim stanie, że nic go nie ruszało.

- Przyślijcie posiłki bo nie dajemy sobie rady! - to dowodzący gad szczekał do swojej krótkofalówki. K***a, ale jaja. Nas dwudziestu z gołymi rękami, ich 20 z pałkami i strzelbami i zaczynają się cofać wzywając posiłki. Zaczęło się

Co bardziej ogarnięci zaczęli uspokajać sytuację. W końcu w klatce nikogo nie było. W ogóle przyjezdnych jeszcze brak nawet w okolicach stadionu. Chłopaki ze Stalówki przypominali, że mają układy z klubem, żeby odpuścić na stadionie. Ostatecznie odwracamy się na pięcie i jak gdyby nigdy nic wracamy za bramkę, gdzie jest usytuowany młyn Stalówki. Idąc spacerkiem koroną znów sobie pomyślałem - Zaczęło się...

*****

- Z dajcie nam zaistnieć!

Z siedzi na płocie i koordynuje doping dla Stalówki prowadzony przez W. Nie zrozumiał chyba o co tym razem nam chodzi myśląc, że znowu chcemy wychylić się z pomysłem sprintu murawą w stronę klatki w której zasiada około 160 osobowa delegacja z Nowego Sącza, Mielca, Kielc i Jasła. Całą pierwszą połowę - nim zacinający deszczyk sprawił, że niektórzy przetrzeźwieli - truliśmy dupę o chęci ataku na przyjezdnych. Zwłaszcza, że chłopaki z Mielca wpierdalali się w telefoniczne próby ugadania się na walkę po 40 między Stalówką i Sandecją, i coraz bardziej było pewne że nic z tego nie będzie. Za każdym razem padała odpowiedź, że na stadionie nie. Tym razem jednak chodziło nam o coś innego. Większość z nas stała rozebrana do pasa w czerwono-niebieskich kominiarkach na twarzy. Chcieliśmy zaintonować najbardziej lubianą w Stalowej Woli naszą przyśpiewkę.

- Z dajcie nam zaistnieć!

- Mówiłem ci już Elek nie na stadionie.

- Ale teraz my nie o tym. Chcemy coś zapodać, ale musicie na chwilę przestać śpiewać.

Staliśmy z boku młyna, zaraz obok rozwieszonej wielkiej sektorówki, i trochę daleko mieliśmy do W prowadzącego doping w centralnym miejscu sektora. Po chwili zapadła cisza, a my pojechaliśmy swoje Niedaleko od Krakowa.... Spore grono osób w Stalowej uwielbia tą piosenkę, ale jeszcze większa rzesza osób nie ma pojęcia jak leci tekst, więc darliśmy mordy sami, wsparci jedynie przez kilka osób. Sandecja akurat milczała, więc było nas słychać. Kogoś musiało zaboleć to kup sobie chamie... bo jak skończyliśmy to poszły jakieś bluzgi pod naszym adresem z sektora przyjezdnych.

*****

Odgłos zbliżających się szybkim tempem kroków na asfalcie był coraz wyraźniejszy. Psy?. Nawet jeśli to kompletnie mnie to nie ruszyło. Bo i jak? Czułem tylko asfalt pod dłońmi i głowę, która była tak ciężka jak Dzwon Zygmunta. Próbowałem ruszyć karkiem - nie dało rady. Nogami - to samo. Cały czas więc leżałem sobie i słyszałem w oddali jakby stłamszony odgłos działań wojennych. Jakiś mocno ściszony odgłos wybuchów czy innych wystrzałów, wydawane komendy, świt latających przedmiotów, a może kul.

Nie miało to w ogóle żadnego znaczenia. Znaczenie miał tylko ten błogostan w jakim leżałem nie widząc kompletnie nic. Czułem tylko powiew świeżego powietrza, jakby bryzę morską. I wyciszonego odgłosy walk. Spokój umysłu mimo iż przez chwilę zadawałem sobie pytanie „To już koniec?”. Wiedziałem jednak, że to nie koniec. Coś jakby mi to szeptało do ucha. Czułem czyjąś obecność obok. Wiedziałem, że nie pozwoli by stała mi się krzywda. Czekałem więc na rozwój wypadków spokojny. Leżałem tak całą wieczność, aż pojawił się natarczywy odgłos butów na asfalcie. Nie robiło na mnie wrażenia czy to psy czy swoi. I tak nie byłem wstanie się podnieść.

- Bierzemy go chłopaki. Szybko, szybko... - to na pewno nie psy.

- Elek żyjesz?

- Żyję, ale nic nie widzę - zdania byłem wstanie wypowiedzieć normalnie i bez żadnych problemów natomiast przed oczami nadal miałem ciemność - Co się stało?

- O kurwa... - to przerażony głos kogoś, kto mnie dopiero co zauważył. Chłopaki wzięli mnie pod ręce i wyprowadzili ze strefy zagrożenia. Ten sam głos, który pytał o to czy żyję odpowiedział:

- Postrzelili cię w głowę.

- Fajnie kurwa...

Wylądowałem pod jakąś halą. Usiadłem, ktoś mi wycierał krew z twarzy. Zaczęło pojawiać się światło. Coraz bardziej natarczywe, rażące w oczy. Po jakimś czasie widoczne były już zarysy ludzi i przedmiotów. Kolejnych kilka chwil i widziałem wszystko z doskonałą ostrością. Wtedy musiałem wpaść w szok.

- Ja muszę do szpitala. Do domu. Nie tutaj, do domu muszę jechać - powtarzałem jak mantrę w kółko. Ktoś chciał zadzwonić po karetkę. Nie zgodziłem się. Zacząłem chodzić w kółko. W oddali wyraźnie było słychać jeszcze odgłosy walki. Koło mnie byli jacyś zwykli ludzie i kilku młodych kolesi. Skoro nie chciałem w Stalowej Woli to postanowili mnie podrzucić do szpitala w Nisku. Jechałem w aucie z jakimiś młodzieżowcami i jedną dziewczyną. Cały czas broczyłem krwią. Ta wychodziła z rany na czole, ale spływała też drogami oddechowymi. Plułem więc krwią z ust i nosa.

W Nisku długo nie zabawiłem. Był jeden lekarz na ostrym dyżurze, ale właśnie operował. Nie chciało mi się czekać. Wracamy do Stalowej. Czułem się dużo lepiej mimo iż krwawiłem cały czas. Postanowiłem wracać do Częstochowy a tam zawinę się do szpitala jak coś. W okolicach stadionu przejął mnie MK. Zaprowadził do domu, jego siostra zrobiła mi okład na ranę i obwiązała głowę bandażem. Żeby nie rzucać się w oczy założyłem kaptur i poszedłem szukać ludzi od nas. Było już dobrą godzinę po zakończeniu meczu. Dodzwoniłem się do jednej osoby z którą umówiłem się pod stadionem. Na stadionie już nikogo praktycznie nie było. Wisiała tylko na trybunach sektorówka obok której przechadzał się Sg (chyba jej pilnował). W momencie gdy mnie zobaczył zbladł...

Zaraz pojawiły się kolejne osoby od nas. Reakcja ta sama. Dodzwoniliśmy się do chłopaków z samochodu. Wracam wózkiem do Częstochowy, tam zasuwam do szpitala. Jak umierać to koło domu, chociaż wówczas mówiłem to w żartach, to dopiero za jakiś czas dowiedziałem się jak byłem blisko prawdy z tym stwierdzeniem. Dobry Bóg jednak czuwał nade mną. Kierowca gdy jechał po mnie został zatrzymany przez psy i w miejscu w którym oczekiwałem już się nie pojawił.

Wylądowaliśmy w jakiejś piwnicy by przeczekać łapanki na mieście. Stalówka miała tam siłkę, była muzyka więc było przytulnie. Nie dla wszystkich. Zrobiło mi się masakrycznie słabo. Blady jak ściana przeraziłem obecnych (jakby dało się bardziej z moim zakrwawionym ryjem i przesiąkniętym opatrunkiem). Lo dodzwonił się do chłopaków z Resovii którzy w pięciu byli na meczu a jeszcze nie wyjechali ze Stalowej też gdzieś się kitrając. Wsiadłem do auta i pojechałem z nimi do Rzeszowa. Całą drogę było mi kurewsko słabo a czas podróży cholernie się dłużył...

W szpitalu rzecz jasna niczego nie pamiętałem, tylko narzekałem na ból głowy. Gdy zostałem na chwilę sam za parawanem zadzwoniłem do domu.

- Tata? Cześć. Nie wrócę dzisiaj. Miałem wypadek, jestem w szpitalu w Rzeszowie. Nic mi nie jest ale nie mogę teraz rozmawiać, zadzwonię później - rozłączyłem się nim padły konkretne pytania o to co się stało. Nie było mi teraz potrzebne by się tłumaczyć. Pojawiły się psy. Jakiś przypadkowy patrol. Jeszcze nawet pięciu minut nie jestem w szpitalu a już muszę kombinować. Poleciałem na amnezji, a że się słabo czułem to musieli odpuścić. Zresztą i tak zaraz miałem tomografię głowy. Po niej usłyszałem tylko:

- Uraz jest na tyle poważny, że musimy przewieźć pana do innego szpitala.

*****

Blaszany sufit i mijane co chwilę zapalone jarzeniówki. Gdzie ja jestem?. Leżę na jakimś szpitalnym łóżku które prowadzone jest korytarzami. A tak, mieli mnie gdzieś przewieźć, nawet nie wiem kiedy to się stało.... Patrzę cały czas w górę, nagle pojawia się twarz ślicznej blondynki o delikatnych rysach twarzy. Te jarzeniówki na suficie sprawiają, że jakby aureola rozjaśniała jej głowę. Nie słyszałem co powiedziała.

- Umarłem?

- ...nie, dlaczego?

- Bo wydawało mi się, że widzę anioła.

Usłyszałem tylko lekki śmiech kilku damskich ust i zamknąłem oczy. Pamiętam, że wylądowałem w dyżurce. Lekarz pytał skąd jestem, co się stało, to lecę z odpowiedziami:

- Z Częstochowy, nie pamiętam.

- Z Częstochowy? Moja żona pochodzi z Częstochowy - a że właśnie zabierał się do założenia szwów na czoło to na wszelki wypadek zapytałem:

- A to dobrze czy źle? Zwłaszcza w kontekście tych szwów, mam się spodziewać zemsty za żonę czy wszystko będzie OK?

Wszyscy wybuchnęli śmiechem, ale ja pytałem całkiem serio. Ogólnie jednak było OK. W nocy mieli operować, ale gdy wyszło na jaw że mam inne problemy ze zdrowiem to operację przełożono na inny termin. Nie było to najlepsze rozwiązanie...

Czułem się coraz gorzej, nawet wysyłałem chłopakom esy, że nie wiem czy rana doczekam. Doczekałem. Tyle, że od rana nachodziła mnie ciągle myśl o powrocie do domu. Niech mnie kroją w Częstochowie. W poniedziałek miałem jedne badania, we wtorek drugie. Termin zabiegu się odwlekał a i ja nie bardzo byłem skłonny do złożenia podpisu pod wyrażeniem zgody na operacje. Ból był mocno upierdliwy, więc mulili mnie ketonalem i innymi prochami. Dało się przetrwać, ale za wszelką cenę chciałem wrócić do Częstochowy. Gdzieś tam w głowie miałem ten makabryczny żart z czasów PRL Operacja się udała, ale pacjent niestety zmarł... Nie no, jak już umierać to w domu a nie na obcej ziemi...

Dobrze, że codziennie miałem wizyty w szpitalu - a to chłopaki ze Stalowej przyjechali, a to z Niska. To znowu miejscowi - częściej Resovia niż Stal. Dzięki tym rozmowom i czułej opiece pielęgniarek głupie myśli odchodziły gdzieś daleko.

*****

Najgorszy i najfajniejszy moment w życiu? Jeśli chodzi o kibicowanie to na pewno oba miały związek z pamiętnym meczem w Stalowej z Sandecją. Przez problemy z sercem od półtora roku nie tykałem alkoholu czekając aż będę mógł przestać brać leki. Nie da się ukryć, że będąc pijakiem z utęsknieniem czekałem kiedy coś będę mógł obalić. Zwłaszcza że poznało się kilka nowych osób z którymi wypadałoby obalić jakieś pół litra. Na łeb rzecz jasna ;)

Czekam na wypis ze szpitala. Rodzice utknęli gdzieś w korku za Tarnowem i ich przyjazd się opóźniał. Lekarz prowadzący daje mi wszystkie papiery i podaje zalecenia kończąc:

- Obrażenia były na tyle poważne, że nie może pan spożywać już alkoholu.

- Przez jaki okres czasu?

- Do końca życia. Nawet najmniejsza ilość wypitego alkoholu może spowodować powikłania, w tym przede wszystkim ataki epileptyczne. Padaczkę.

K***a. Jakby mi ktoś strzelił drugi raz w łeb. W to samo miejsce. Cholera. Zrobiło mi się słabo. Oparłem się o ścianę. Przez te kilkanaście miesięcy odmawiałem sobie browarka bo wiedziałem, że wyprostuje sprawy kardiologiczne i odstawię leki to wtedy dam z chłopakami w palnik, a tu taki cios. Koniec odliczania dni do pijaństwa. Tak, to mnie zabolało najbardziej. Można wytrzymać w abstynencji, pewnie że można. Ale masz tą świadomość, że możesz się kiedyś napić. Ja już tej świadomości nie mam. Chcesz pić? Będziesz się telepał po padaczce. Nie, dziękuję. Szach i mat...

Fajniejszy moment był półtora tygodnia wcześniej. Środa, trzy dni po meczu z Sandecją. Jest u mnie mama. Próbuje przekonać do podpisania zgody na operację. Lekarze twierdzą, że podróży do Częstochowy nie przetrzymam. Cały czas się waham, bo swoje wiem. W tym czasie Raków gra finał okręgowego Pucharu Polski w Hucie Starej. Leżę sam na sali - mama gdzieś wyszła. Dzwoni telefon. Chłopaki z meczu.

- Elek słyszysz? Na meczu jesteśmy w Hucie, słuchaj teraz uważnie... - to M nawija przez słuchawkę, a w tle słyszę głos Z jak drze mordę - A teraz wszyscy głośno, on tam leży w szpitalu i teraz nas słyszy. Jedziemy - Elek, Elek trzymaj się...

Po chwili poszła taka jedna przyśpiewka antymundurowa :) Na zakończenie jeszcze M dodał tylko - Raków przegrywa, ale po meczu będziemy mieć dla ciebie prezent. Zadzwonię później. Trzymaj się.

Schowałem telefon do kieszeni pidżamy. Zatkało mnie. Łzy poszły mi po policzkach, akurat weszła moja ulubiona pielęgniarka, widząc co się dzieje zapytała:

- Taki ból? Dać ketonal?

- Nie, nie boli. Po prostu mam kolegów...

*****

Po Sandecji były różne chujowe momenty. Może dobrze, że z Częstochowy miałem tak mało odwiedzin. Te dwa tygodnie spędzone w szpitalu dały mi trochę do myślenia. Gdy pierwszy raz wstałem i przejrzałem się w lustrze zdołowałem się maksymalnie. Mimo opatrunków na głowie widok był przerażający. W ogóle się nie poznałem. Nieogolony, zapuchnięty i zasiniaczony. Do tego wielki turban na łbie. Poza widokiem w lustrze doskwierała też ciężka jak ołowiana beczka głowa. Myśli do głowy przychodziły różne. Nie było z kim tak szczerze pogadać, więc musiałem radę dać sobie z tym wszystkim sam. Dałem.

Na pewno pomogła akcja z pucharem, gdzie chłopaki po meczu w Hucie Starej zadzwonili mówiąc:

- Raków przejebał, ale zdobyliśmy dla ciebie puchar.

To właśnie wtedy zdecydowałem się podpisać zgodę na zabieg. Były też komiczne momenty, gdy dzień wcześniej zadzwonił S z tekstem:

- Elek słuchaj. Finał pucharu przenieśli do nas. Weź no pogadaj tam z chłopakami żeby się zmobilizować. Zrobi się fajny klimat, u nas na Hucie też jest mobilizacja...

- Ale ja w szpitalu w Rzeszowie leżę. Postrzelili mnie na Sandecji.

- Nie wiedziałem, z nikim od niedzieli się nie widziałem...

Tak, ta sytuacja mnie rozbawiła na maksa. Ale takich chwil było dużo mniej. Więcej było przemyśleń co teraz. Przecież już nic nie będzie tak jak wcześniej. Dobrze, że info o dożywotniej abstynencji dostałem dopiero przed wyjściem ze szpitala. Cóż, quid me non interficit, hoc me fortiore facit. Jedziemy dalej. Raków do końca!





27-08-2003 MOTOR LUBLIN-STALÓWKA

Tak się fajnie złożyło, że między meczem z Tychami, a wyjazdem do Sosnowca (na Czarnych), w tygodniu trafił się pojedynek Stalówki na Motorze. Nikt z nas w Lublinie jeszcze nie był więc nie trzeba było szukać wyszukanych argumentów by jechać. Szybko zawiązała się grupka chętnych - na transport obraliśmy sobie słynne połączenie kolejowe z przesiadką w Skarżysku.

Początkowo było nas pięciu, ale okazało się, że jeszcze trzy osoby wybierają się furą. Bez najmniejszych kłopotów nakłoniono ich na zmianę środka transportu. PKP pośpiecha do Lublina przez Skarżysko serwowało w nocy ze Stradomia. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że skład startował we Wrocławiu. Śląsk również miał wolny termin, a i często podróżował do Lublina tym właśnie pociągiem.

Dodatkowej pikanterii do całej sytuacji dolała wiadomość, że zabraliśmy ze sobą ...dwie flagi. Ja wziąłem po ustaleniach z M. płótno 1921. Całkowicie niezależnie od nas Gd. zabrał Hooligansa. Wszystko okazało się na zbiórce. Nie było już czasu odstawiać gdzieś jednej flagi. Ustaliliśmy, że na peronie stajemy w grupkach i czaimy, czy przypadkiem nie ma w środku większej grupy Śląska.

Najwyżej odpuścimy - taka była myśl. Trudno pchać się w ośmiu z dwiema flagami do pociągu, w którym może być znacznie więcej rywali.

Gdy skład wtaczał się sennie na peron obskurnego dworca na Stradomiu czułem lekkie napięcie. Nieco większe niż zwykle w takich sytuacjach, wszak pod opieką były dwie fany. Skład się przetoczył - pobieżnie kminiliśmy po oknach przedziałów - żadnej większej podejrzanej grupy nie było. Wbiliśmy do ostatniego wagonu. Teoretycznie był plan, by wysłać jeszcze kogoś na rekonesans po wagonach, tym razem od wewnątrz, ale jakoś tak zlekceważyliśmy temat.

Szybko przypałętał się kanar, ale nie był służbistą. Wziął co miał wziąć w łapę i poszedł sobie. Pociąg był dość długi, na kilkanaście wagonów, więc postanowiliśmy poszukać sobie wolnego całego przedziału. Znalazł się taki gdzieś w środku stawki.

Podróż mija spokojnie, tylko Cz. jadący pierwszy raz do Stalowej, chadza gdzieś swoimi drogami. Za oknami już jasno, jeszcze jakieś dwadzieścia minut i będzie stacja w Skarżysku-Kamiennej. Wtedy do przedziału wbija uśmiechnięty Cz. z tekstem, że zajebał liścia jakiemuś typowi.

- Pytał mnie o M. ze Śląska - uzasadniał Cz. Zbieżność ksyw z jednym z uczestników naszej eskapady sprawiła, że uznano iż coś mu się w bani pojebało, a że jego organizm nie był czysty w tym momencie to raczej nikt nie wyczuł z tej opowieści płynącego zagrożenia.

Po dwóch minutach drzwi przedziału się otwierają. Zagląda dwóch typków, w tym jeden nabity - ten co dostał liścia. Drugi, trzeźwy, pyta:

- Za co zlaliście mojego kolegę?

Od razu szybka analiza faktów z przeciągu ostatnich kilku minut i jedna myśl: Śląsk. Teraz pytanie ilu ich kurwa jest. Jeśli zbyt wielu to trzeba jakoś grać na czas, w końcu przesiadka za chwilę, a w torbach mamy dwie flagi.

- A kto powiedział, że to kurwa ktoś z nas mu zajebał? - na razie można było kozaczyć, wszak nas jest ośmiu, ich tylko dwóch. Ten najebany coś tam zaczął zaberzać, ale jego kompan szybko ocenił sytuację. Wprawne oko łatwo wychwyci kibiców w tłumie, a jego wyraz twarzy wyglądał jak postaci z kreskówki, której właśnie zapaliła się nad głową żarówka. Nie wiem czy na bluzie Ofensywy R. zauważył mały wrzut RKS Raków (na plecach mieliśmy wtedy jeszcze duże nadruki Medaliki), czy po prostu wygląd i wiek był odpowiedni, by go naprowadzić na to że jedziemy na mecz. Szybko zabrał kompana i się zawinęli.

- Co robimy?

- Bierz flagi i stój na korytarzu najbliżej kibli. Zaraz pewnie wrócą. Chuj wie ilu ich jest. Trzeba się bronić do Skarżyska.

Część osób stanęła w korytarzu między wagonami, reszta została w przedziale. Nagle słychać tupot nóg. Jeden na dzień dobry wpada do przedziału. Zasuwam mu fronta, typ się cofa. Wypadamy na wąski korytarz. Dalej nie wiem ilu jest rywali, bo z przodu stoi ten typ co dostał kopa, a za nim taki duży misiek w zielonej polówce Śląska. Zasłaniał gości będących za nim, a było widać, że ktoś tam jeszcze się kłębi.

Zaczynamy się naparzać, ale ciężko się walczy na takiej małej przestrzeni. Wrocławianie próbują nas na huki wziąć okrzykiem Śląsk, Śląsk WKS. Cisną też jakąś butelką, ale jest dobrze. Sw. stojąc przede mną macha nogami nie dopuszczając za blisko siebie rywali. Ja zza jego pleców też próbuję coś ukłuć, ale raczej z kiepskim skutkiem - za mały zasięg rąk :)

Nagle Gw. trąca mnie w plecy:

- Ty, zostaliśmy sami.

Odwracam się, tam rzeczywiście tylko Gw. i Mł., resztę wsysło. Okazało się później, że w trosce o barwy na samym początku zmyli się do kibla, gdzie się zabarykadowali czekając stacji w Skarżysku. Skoro tak, to zarządziłem odwrót. W przejściu między wagonami zamknęliśmy drzwi trzymając je mocno. Wrocławianie wyjebali szybę - w tym momencie już zarządziliśmy totalny odwrót na czoło pociągu. Tam zabarykadowaliśmy się w kiblu.

Dzwonię do Gd. a tam tradycyjna poczta Jestem w Stalowej - tak kurwa, na pewno. Do M. też dodzwonić się nie można. Gw. na mnie patrzy i mówi - Co robimy?

Szybka analiza - trzeba dojechać do Skarżyska. Dalej nie wiemy ile tego Śląska jest i co z pozostałymi. Nikt nam do kibla się nie dobija, więc być może rywale nie ścigali nas przez kilka wagonów, a trafili pozostałych z barwami. Ostatnia próba dodzwonienia się, w końcu udało się.

- Wysiadamy w Skarżysku na peron, ale razem. My jesteśmy na początku składu. Jak ich jest mało to na nich ruszamy, ale niech Gd. z torbą odbije na bok. Na wszelki wypadek.

W Skarżysku wychodzimy na peron. Chłopaki też są w połowie składu. Na końcu widać kilka twarzy naszych niedawnych rywali. Wyłażą na peron. K***a, jest ich tylko czterech. Co prawda jeden to ten niedźwiedź co zasłaniał cały korytarz w czasie walki, ale jednak tylko czterech.

- Jedziemy kurwa z nimi - krew się we mnie zagotowała.

WKS widząc, ze jesteśmy zdeterminowani cofa się do do środka przyjmując pozycję w drzwiach wagonu. Zostaje tylko jeden typ. Wpada w niego ktoś przede mną, ja zaraz po nim walę go w ryj. Postawił się chłopak, ale szybko został sprowadzony do parteru. Teraz tamtych trzech.

Teraz to my ich psychicznie zniszczymy pomyślałem i wydarłem się do Cz., który miał w kieszeni motylka - Tnij ich kurwa. Wśród dwóch młodszych wrocławian stojących w drzwiach widać było zawahanie, tylko ten niedźwiedź stał niewzruszony i machał nogami. Ciąć rzecz jasna nikt nikogo nie zamierzał, ale skąd niby tamci mieli to wiedzieć. Po tym haśle miało być dla nich jasne, że mają do czynienia ze zdeterminowanymi i gotowymi na wszystko wariatami.

Parę strzałów leci z obu stron, po czym Śląsk proponuje solówki.

- To wysiadajcie, będzie po czterech.

- Nie, koniec już, psy są -przytomnie jeden z nich zwrócił uwagę, że na peronie obok całej awanturze przygląda się dwóch mundurowych. Co prawda byli to tylko SOKiści, ale ich widok skutecznie ostudził wojownicze zapędy obu stron.

- Kto wy? - padło jeszcze na koniec z już ruszającego pociągu.

- Raków Częstochowa, do zobaczenia w Lublinie.

Skoro pośpiech już odjechał to czas byśmy i my się zawinęli do stojącego już składu do Stalowej. Na szczęście SOKom nie chciało się z nami użerać. Wbijamy do osobówki i jedziemy dalej. Kanar też był bardzo ugodowy, więc mamy spokój. Ze względu, że jest dość wcześnie postanawiamy wysiąść w Sandomierzu, by przebaletować trochę nad brzegiem Wisły.

Gdy pociąg wolno wtaczał się na peron Mł. postanowił wysiąść. Jak się okazało wolno wcale nie jechał. Mł. rozpłaszczył się na peronie po czym trochę przeturlikał cały się zdzierając. Oczywiście zatroskani współtowarzysze wyprawy mieli ubaw jeszcze długi czas.

W Sandomierzu zostaliśmy w sześciu. Gd. i R. pojechali dalej. Po ponad godzinnym postoju ruszamy dalej. Najkrótszy odcinek podróży mija nam również spokojnie. Stalówka wyjazd do Lublina miała zaplanowany autokarami. Wózki były dwa. Zapakowaliśmy się wszyscy do tego samego i udaliśmy się w podróż w nieznane.

Przez drogę do Lublina mieliśmy już polew nie tylko z pozdzieranego Mł., ale w ogóle z całego składu, który miał jechać furą na mecz. Chłopaki byli przekonani, że spotkanie jest w Stalowej, i planowali pierwotnie przybyć na styk przed meczem. Pocałowaliby pewnie zamkniętą bramę stadionu. Nie byłby to jednak jedyny taki przypadek w historii jeżdżenia Rakowa na mecze Stalówki :)

W drodze do Lublina towarzyszyło nam aż 12 suk plus 2 gamoni na hulajnogach. Obstawa iście prezydencka. Pod stadion docieramy lekko spóźnieni. Na mecz docierają jeszcze dwa auta ZKSu, i w sumie Stalówkę reprezentują 93 osoby plus my.

Usadowiono nas za bramką, młyn Motoru liczył jakieś 250-300 głów, ale zbierają się dopiero po naszym przybyciu. Okazało się, że Stalowcy nie wzięli ze sobą żadnej flagi, więc my żeby nie przesadzać wywieszamy jedynie 1921 na płocie.

Od razu skacze nam gul. Wśród płócien miejscowych wisi duża barwa WKSu Skinheads. Widać wśród miejscowych naszych czterech rywali z pociągu do Skarżyska. To dlatego tak naprawdę nie byli skorzy by wysiadać na solówki. Musieliby albo flagę zostawić w pociągu by podróżowała samopas, albo z nią wysiąść do dwukrotnie liczniejszego rywala. Oj wielka szkoda, że nie przyszło nam do głowy już w Częstochowie przetrzepać pociągu.

W pewnym momencie do naszego sektora miejscowi wrzucili 3 gazy łzawiące. Tak, że my jak i większość pedałów, których było sporo, w momencie byliśmy załzawieni. Motor w trzy osoby próbuje zerwać nam flagę. Próba była bardzo sprytnie pomyślana bowiem agresorzy biegli między ogrodzeniem a bandami (stadion Motoru jest piłkarsko-żużlowy). Do ostatniej chwili nie było ich widać, jednak na szczęście zdążyliśmy w porę zareagować.

Łowcy nawet nie dobiegli do płotu, flaga została w naszych rękach. Po chwili młyn Motoru rusza koroną stadionu w naszym kierunku. Psy były niezdolne do interwencji i spanikowane, jednak lublinianie zatrzymują się. Pomimo naszych nawoływań, nie są skorzy do ataku. Po chwili cały stadion śpiewa zawsze i wszędzie!, odpowiadamy oklaskami, jednak za tą napinkę, Motor słyszy pozerzy co ich trochę podkurwiło, jednak nie ruszają.

W powietrzu czuć było gęstą atmosferę nie tylko od unoszących się oparów gazu, jednak miejscowych zabrakło determinacji by przebić się przez kordon i wjechać w naszą grupę. Prawda jest taka, że wielu z nas było niezdolnych do walki. Chociaż z drugiej strony Motor musiałby też nawdychać się gazu, gdyby dotarł do zajmowanych przez nas miejsc.

Do końca meczu było już jednak spokojnie, jedynie Motor pod koniec drugiej połowy odpalił ok. 30 pochodni i jedną racę. Po meczu załadowano nas w pojazdy i ponownie w silnej obstawie ruszyliśmy w drogę do Stalowej. Po przebyciu gdzieś połowy drogi nagle zaczęło mi coraz silniej kręcić się w głowie. Do tego dość silnie kłuć w okolicach serca.

Cały blady przeszedłem na przód autokaru i zagadałem o postój. To wszystko było niewiele ponad rok po postrzale w łeb, więc zaraz autobus zatrzymano. Na dworze zrobiło się momentalnie czarno od psów, ale widząc co się święci wezwali karetkę. Nie byłem skory do lądowania w szpitalu, ale Bogiem a prawdą, nie byłem nawet w stanie protestować.

Przyjechała karetka, wydukałem tradycyjną regułkę jakie leki przyjmuję i na co się leczę. Bałem się, że mogę stracić przytomność w każdej chwili.

- Gdzie go zabieracie - to J. ze Stalówki.

- Do szpitala do Kraśnika, tam zobaczymy co się dzieje po badaniach.

- Dobra, później po ciebie przyjedziemy - zagadał na koniec J.

Do karetki wbił się też M. Personel ambulansu zaczął protestować.

- Nigdzie go samego nie puszczę jadę z nim.

- Ale w karetce nie może jechać nikt poza chorym.

- Zajmijcie się nim, a ja jadę i chuj.

Postawił na swoim. Razem wylądowaliśmy w Kraśniku w szpitalu. Znaczy ja w jakiejś sali, a on w poczekalni. W między czasie dzwoni J.:

- Motor jedzie za nami. W Janowie wysadziliśmy kilku chłopaków z FC i Motor ich zaatakował. Jednego pocięli kosą.

No to grubo, a ja leżę w jakimś zajebanym szpitalu. Po badaniach wyszło, że mam podtrucie jakimiś chemikaliami - efekt wdychania gazu. Chcieli mnie zostawić na obserwację. Nie wyraziłem zgody, więc musiałem jeszcze odczekać nim by mnie puścili. Mogłem jednak już opuścić kozetkę i przesiedzieć w poczekalni rozmawiając z M.

Po jakimś czasie kolejny telefon ze Stalowej:

- Rzeźnia była. K***a, mówię wam. Ciesz się, że cię z tym twoim postrzelonym łbem tu nie było. Dziesięć minut po tym jak wjechaliśmy do Stalowej pojawił się Motor. Chłopie, jaka banda. Z pięćdziesiąt osób. ale nie te typy co na stadionie w młynie byli. goście wiekowi i gabarytowo bardzo dobra banda. Nas jakieś 70, 80 osób. Tamci otworzyli bagażniki i chwycili za sprzęt. Początek raczej dla nas. Leci wszystko co pod ręką, ale Motor mocno kontruje rozbijając nas. Zbieramy się jeszcze raz do kupy i teraz to my z nimi jedziemy. A tu nagle wjeżdżają psy i walą do wszystkich z szotganów. Jakbyś był to z twoim szczęściem znowu by ci łeb przestrzelili.

Z dalszych opowieści wynikało, że psy zawinęły ok. 30 osób, w tym 1 z Lublina, i 1 od nas, dwie osoby wylądowały w szpitalu - w ciężkim stanie typ z Motoru, oraz koleś ze Stalowej, który przeszedł trepanację czaszki po przyjęciu na głowę płyty chodnikowej. Do tego rozwalone auta Motoru i uszkodzonych kilka radiolek. Naprawdę gruba awantura. Jak to mówił nam naoczny świadek, przeraziła go ilość sprzętu. Do tego niewiele osób nim ciskało, obie strony okładały rywali ciężkim uzbrojeniem.

Może to i lepiej, że wylądowałem w tym Kraśniku. Jak przeklinałem ten Motor za gaz, tak teraz w duchu się cieszyłem, bo znając moje szczęście to byłbym albo w Stalowej w szpitalu, albo na dołku. Albo jeszcze gdzie indziej...

- Psy szaleją po Stalowej, nie dam rady po was przyjechać. Dacie radę jakoś dojechać do Stalowej, jakimś pociągiem? - kolejny telefon od J.

Chuj wie. Późno już, ciemno jak w dupie dookoła. Mnie dalej nie pozwalano jeszcze na opuszczenie szpitala. Zacząłem gorączkowo dzwonić po znajomych z Częstochowy, którzy - powiedzmy - byli zmotoryzowani. Bezskutecznie. Gdy mogłem już na własne żądanie opuścić szpital wbiliśmy w jakiś autobus, który jechał pod dworzec.

Drajwer skroił nas od razu z ostatnich pieniędzy, bo był to jakiś ostatni autobus i byliśmy jedynymi jego pasażerami, a ten przyczaił że nie kasujemy biletów od razu kręcąc aferę. Wylądowaliśmy na mega obskurnym dworcu, bodaj Kraśnik Fabryczny. Jakiś pociąg w kierunku Stalowej już nam uciekł. Następny był za kilka godzin. Uroczo kurwa.

Do części chłopaków z Rakowa nie szło się dodzwonić. Po wjeździe psów każdy się pogubił. Trzy osoby wbiły w pierwszy pociąg w kierunku zbliżonym do Częstochowy, jedna okupowała dołek, dwóch następnych zostało na sobotni mecz Stalówki z Hutnikiem. My biedne osiołki czekaliśmy na pociąg na jakimś końcu świata.

W końcu ponownie J. się z nami skontaktował. Ustawiliśmy się na dworcu w Rozwadowie, bowiem pociąg na który czekaliśmy jechał przez Przeworsk, w którym mieliśmy od razu przesiadkę na skład do Krakowa. Postanowiliśmy już w Stalowej nie wysiadać, tylko walić w kierunku Świętego Miasta.

Ja pierdolę, to czekanie na stacji w Kraśniku to cios psychiczny. Oszołomiony i osłabiony po kontakcie z gazem, do tego głodny na maksa. M. też nie był uradowany całą sytuacją. W końcu się doczekaliśmy. W Stalowej J. podrzucił nam całą gotówkę, która była przez nich zebrana na powrót całej naszej grupy. W wyniku pogubienia się i faktu, że trzy osoby już wyruszyły od razu po awanturze nam przekazał hajc.

W tym momencie to wolałbym prowiant i poidło :) Na mieście dalej jednak jeździło w chuj psów, więc nikt nie wychylał się z domów. Rzecz jasna z tych, którym udało się zawinąć po awanturze. Najważniejsze, że chociaż mamy flotę. Damy sobie jakoś radę.

Przeworsk. Mieliśmy mieć pięć minut na przesiadkę - w sam raz, żeby skoczyć do sklepu. PKP jednak nie byłoby sobą. Skład się spóźnia, a pociąg do Kraka jest przetrzymany tylko na tyle, by pasażerowie zdołali się przesiąść. Do Krakowa więc zdychamy dalej. Tam na szczęście mamy ok. 20 minut na kolejny pociąg. Tym razem do Katowic. Udało się zrobić zakupy.

Jednak po tym gazie mnie, po skądinąd bardzo smacznych bułkach z szynką, zbierało się jedynie na wymioty. Trochę woda łagodziła sytuację. Podróż postanowiłem zakończyć w Myszkowie. Zawinąłem do panny, gdzie zacząłem dochodzić do siebie. Prysznic, jajecznica na śniadanie. Od razu lepiej :)



30-09-2003 JAGIELLONIA BIAŁYSTOK-RAKÓW (PP)

Po latach futbolowego dobrobytu Raków w momencie znalazł się w otchłani, gdzieś na peryferiach ligowej piłki. Dopiero graliśmy mecze z Widzewem, Legią, Lechem, a teraz przyszło nam walczyć o ligowe punkty z Lotnikiem Kościelec, Jurą Niegowa czy innym Źródłem Kromołów. Z tym większą radością latem 2003 roku przyjęto kapitalną postawę grajków w ramach Pucharu Polski.

Jako czwartoligowiec rozgrywaliśmy spotkania w roli gospodarza. Los nie był szczęśliwy. Ani Podbeskidzie Bielsko-Biała, ani Górnik Konin nie przyjechali do Częstochowy. Do tego Pogoń Szczecin została rozwiązana. Pierwszą okazją by poczuć się znów jak za czasów pierwszoligowych były ćwierćfinały. Wówczas obowiązywała zasada dwumeczu, więc wiadomym było, że wyjazd trafi się na bank.

Rzecz jasna przed losowaniem były obawy, że trafimy na mało atrakcyjnych rywali pokroju Amiki Wronki czy Górnika Polkowice. Ale w puli były też takie ekipy jak: GKS Katowice, Lech Poznań czy Legia Warszawa. Ostatecznie los skojarzył nas z Jagiellonią Białystok.

Heh. Dla mnie miało to jakąś symboliczną wymowę. Ja swoją przygodę z meczami Rakowa zaczynałem od meczu z Jagiellonią właśnie, a było to w 1991 roku. Może i teraz od meczu z Jagą ma zacząć się znowu fajna przygoda z dobrze grającym Rakowem?

Pierwszy mecz miał być rozegrany w Białymstoku. Aby nie było zbyt pięknie od razu zaczęły się schody. Mecz zaplanowano na wtorek na godz. 14:30. Do tego zarząd Jagiellonii wysłał pismo, w którym zażyczyli sobie od nas listę imienną. Dla ekipy jeżdżącej po Sławkowach, Knurowach czy innych Niwkach było to coś nowego.

SMS za SMSem, telefon za telefonem, byleby tylko każdego uświadomić, że zaliczyć Białystok to nie będzie takie proste. Ludzie nie przyzwyczajeni to i szło to opornie, ale generalnie listę stworzyliśmy i wysłaliśmy. Zapisanych było z pół setki osób, a może nawet i więcej. Jak się okazało część zapisała się na wyrost.

Wyjazd zaplanowaliśmy pociągiem. Układy w klubie sprawiły, że wiedzieliśmy iż nie wyruszymy z Częstochowy sami. Wahadło mieliśmy mieć tylko do Radomska, co akurat cieszyło nas niezmiernie. Problem polegał jednak na tym, że przy mundurowych nie byliśmy w stanie wnieść do pociągu zbyt wiele uzbrojenia.

Dzień przed meczem dostaliśmy telefon od ekipy, która przedstawiła się jako Petrochemia Płock. Na pytanie „jedziecie?” odpowiadamy twierdząco. Kończy się stwierdzeniem, że zdzwonimy się w czasie wyjazdu.

- Śmierdzi mi ta Petrochemia - stwierdził M. - Bardziej mi inną ekipą z regionu podjeżdża.

- Też uważam, że to prędzej Widzew. Spróbuję się do M. z Górnika dodzwonić, żeby wywiedzieć się czy to Petra.

Musicie wiedzieć, że w owym czasie Górnik miał zgodę z Petrochemią, a my mieliśmy całkiem niezłe relacje z kilkoma ważnymi Żabolami, mimo iż regularnie w owym czasie spotykaliśmy się na placu boju :) Nie udało się dodzwonić, więc uznajemy, że walić to. Co ma być to będzie.

Środek nocy. Ciemno wszędzie a tu wesoła czereda zbiera się na berzie na wyjazd. Jest nas tylko 36. Nie za dużo zważywszy na ilość osób deklarujących się. Nieważne co komu wypadło, jesteśmy w takim gronie i w takim musimy jechać na wojnę. Bo to, że jedziemy na wojnę było dla uczestników tego wyjazdu oczywiste. Pierwszy raz od kilku lat jedziemy w stronę północną na wyjazd. To dla kilku ekip na pewno była nie lada okazja by się nam przypomnieć.

Pociąg do Warszawy nie cieszył się powodzeniem. Dlatego trudno było się komuś przemycić do składu wnosząc jakiś sprzęt obronny. Pojedyncze osoby coś tam miały po kieszeniach pokitrane, ale żeby wnieść jakieś większe rympały szans nie było żadnych.

Podróż do Radomska spokojna, tam nas opuszcza 20-osobowy oddział mundurowych. Ich obecność była zbyteczna. Przez nich jedynie na dalszą część podróży jechaliśmy praktycznie z gołymi rekami, a do przybicia Paktu Poznańskiego jeszcze długie dwa lata ;)

Gdy tylko pociąg wyruszył w dalszą drogę lecą krótkie polecenia: „demontować wszystko co się przyda do obrony”. I tak wyrwano jakieś metalowe poręcze, przytulono jedną gaśnice - ogólnie jednak pociąg był dość ubogi jeśli chodzi o materiał, którym można było posłużyć się do obrony.

Humory dopisywały, ale w momencie w którym zaczęliśmy zbliżać się do Piotrkowa uśmiechy zaczęły znikać z twarzy, a pojawiało się skupienie. Gdy dojeżdżaliśmy do stacji natychmiast rozstawiliśmy się przy drzwiach, tak aby próbować odeprzeć ewentualny atak. Pociąg nie składał się z wagonów, a z EZT, wobec czego do obrony wybraliśmy dwa wejścia ustawiając tam zaprawionych w bojach chłopaków. Młodzież stała w przedziale pomiędzy.

Napięcie w Piotrkowie szybko ustąpiło. Brak jakichkolwiek podejrzanych osób. Podobny scenariusz miał miejsce w Koluszkach. Ogólnie bez jakichkolwiek przygód dojeżdżamy do Skierniewic. Tutaj zaczynają się jaja, ale nie związane w ogóle z klimatem. O atrakcje zadbał kanar, który okazał się służbistą. Ktoś tam nie miał biletu, a że nie chciał brać kredytu to w Skierkach poszedł w długą. A kanar ...za nim :)

Pociąg stał na stacji w Skierniewicach czekając na kretyna zatrudnionego jako konduktor w PKP, który uprawiał biegi przełajowe po mieście. To nie żart. Przez dobre pół godziny kanar nie wrócił do pociągu. Pod berzę zjechały się psy. Ludzie byli wkurwieni bo jechali do Warszawy do roboty, a my byliśmy wkurwieni bo mieliśmy w stolicy przesiadkę na styk zaplanowaną.

Wprawne oko wyczaiło obok budynku dworca typa, który nas obcinał. Było wiadomo, że to oznacza atrakcje. Intuicja podpowiadała, że na powrocie przywitać z nami będą się chcieli chłopaki z DHW, choć i innych ewentualności wykluczyć nie można było. Ogólnie całe zamieszanie było nam nie na rękę. Nie chcieliśmy za bardzo rzucać się w oczy, chcąc do celu podróży dojechać bez ogona, wobec czego po półgodzinnym oczekiwaniu na biegającego kretyna wbijamy, jak większość innych pasażerów, do kolejnego pociągu jadącego do Warszawy.

Wysiadamy na Centralnym. Niestety pociąg do Białego już odjechał. Na kolejne połączenie mieliśmy dwie godziny. Jako, że nikt się nami zbytnio nie interesował (na peronie były psy, a w oddali widać było pojedyncze osoby, które można by podpiąć pod kumate), postanawiamy rozbić się na grupki i iść w miasto. Legia już pojechała na swój mecz do Kielc, ale mimo wszystko nie chcieliśmy swoją grupą interesować tych co nie trzeba.

Nie obyło się bez przygód. Chadzający swoimi ścieżkami Sn. pojechał pociągiem zaliczyć Jarmark Europa. Gdy siedział sam w przedziale nieznani sprawcy potraktowali go paralizatorem opróżniając później kieszenie :) No cóż, kolejny dowód na to, że na wyjazdach lepiej nie odłączać się od głównej grupy.

Po upływie półtorej godziny zaczynamy zbierać się w okolicach Centralnego. Wbijamy w pociąg do Białegostoku. Jedziemy bez balastu. Pobyt w Warszawie zaowocował tym, że ktoś dozbroił się w jakieś butelki, ale ogólnie arsenał mieliśmy kiepski. Zajęliśmy upychając się trzy przedziały obok siebie w środku wagonu. Humory dopisywały, chociaż liczyliśmy się z możliwością powitania przez Jagę.

Za mną chodziła nazwa „Szpietowo”. Gdy zaczęliśmy rozmawiać na temat ewentualnego ataku Jagi ni z tego, ni z owego stwierdziłem:

- Zaatakują w Szepietowie.

W przedziale zapadła cisza, którą przerwało pytanie „skąd wiesz?”.

- Po prostu tak czuję. Ja bym tam zaatakował - to była taka irracjonalna myśl, ale to Szepietowo siedziało mi mocno w głowie. Z zamyślenia wyrwał nas wszystkich telefon.

- Witam. Petrochemia Płock z tej strony. I jak jedziecie? Jaką trasą?

- Jedziemy. Pociągiem. Za Warszawą już jesteśmy.

- Pociągiem... Szkoda, że wczoraj nie wyszło, że pociągiem będziecie jechać. Myśleliśmy, że będziecie zmotoryzowani - i tak jeszcze chwile toczyła się kurtuazyjna rozmowa, gdy na koniec pytamy:

- A wy to na pewno Petrochemia, a nie inna ekipa z pobliża?

- Petrochemia.

- OK. Chociaż mamy podejrzenie, że raczej ktoś inny podszywający się pod Petrę.

Rozmowa się skończyła, a pociąg jechał dalej. W Małkini wsiadło sześciu sokistów. Kanar stwierdził, że to nasza obstawa, ale typy zamiast nas „pilnować” poszli szukać wolnego przedziału, który znaleźli dwa wagony od nas. Jakoś nas to nie zmartwiło. Niemniej jednak podróż była trochę męcząca, i nie było już takiego napięcia przed każdą kolejną zbliżającą się stacją. A pociąg akurat do jednej takiej dojeżdżał.

- Tu będą czekać - rzekł z D.

- No bo to Szepietowo będzie - odparłem.

Jakoś ciśnienie nie wzrosło po tym wszystkim. Chłopaki traktowali to jak jakiś żart, a ja serio cały czas miałem w głowie, że Jaga nas powita. Dla mnie optymalny był atak dwie stacje przed Białymstokiem, bo rozumowałem, że na następnej w Łapach to mogą czekać na nas już mundurowi.

Wjeżdżamy na stacje. Patrzę przez okno, a tam wyłania się z krzaków typ w czarnej kominiarce z czachą i lipuję po wagonach.

- Są! - drę ryja. W przedziale konsternacja.

- Co robimy - pada pytanie z ust M.

- Jak to co - wyjeżdżamy! - po czym wybiegam na korytarz, który był z drugiej strony niż ustawiający się agresorzy. W tym samym momencie lecą pierwsze szyby. Gdy jestem na korytarzu czuję jak gryzie mnie zapach gazu. To Jaga dla lepszego efektu posiłkuje się „bronią chemiczną”. Na korytarzu widzę dwóch napastników uzbrojonych w siekiery. K***a, efekt jest. Trudno zachować zimną krew, ale od napastników dzielą mnie inne osoby. Następuje krótka wymiana ciosów, w której ekipa z Białego na szczęście używa wolnych rąk, traktując sieksy jako straszak.

W pewnym momencie na peron wyjeżdżają sokiści, trudno jednak z naszego miejsca na korytarzu to zauważyć. Jaga się zrywa, my wybiegamy za nimi. Widząc jednak na peronie przed kim białostoczanie zrywają się odpuszczamy pościg. Nie będziemy wspólnie z sokami gonić Jagi.

Strat w tym krótkim ataku nie notujemy. PKP jest uboższa o równowartość pięciu szyb, które poszły także u cywili. Po chwili do pociągu wracają sokiści, którym udało się zatrzymać jedną osobę. Wmawiamy im jednak, że to chłopak od nas, który puścił się w pościg za agresorami. Przejmujemy go do naszego przedziału.

Trochę się typ nasłuchał. Tak naprawdę z Jagiellonią nie mieliśmy w historii zbyt wielu kontaktów, a już na pewno nie takich, które spowodowały by aż taką nienawiść, że trzeba było się na nas ustawiać uzbrojonym w siekiery, gaz i cały arsenał rympałów. Podobno jednak Jaga tak walczy.

Rozmowa szybko się kończy, bowiem pociąg dojeżdża do stacji w Łapach, a tam już są zastępy mundurowych. Główny wąs komunikuje nam, że mamy podstawiony autobus, którym zostaniemy zawiezieni na stadion. Na kilometr nam to śmierdzi, ale psy się nie pierdolą w tańcu tracąc czas na rozmowy. Wywalają nas na peron. Nasze obawy szybko się potwierdzają. Więźniarki zawożą nas pod komendę w Łapach.

Tam jeszcze się łudzimy, że po szybkich formalnościach pojedziemy dalej, ale prawda jest taka, że taką nadzieję można by było mieć będąc już w Białymstoku, a nie w Łapach. Na komendzie na dzień dobry sprawdzanie danych, kamera i alkomat. Gdy wszystkich już odhaczono jeszcze mieliśmy nadzieję. Nic z tego - lądujemy w zaparkowanych więźniarkach czekając na przesłuchanie.

Typa z Jagi przy legitymowaniu rozkminiono. Jego zawinięto gdzie indziej. Meczu, stadionu, ani nawet Białegostoku nie dane nam było zobaczyć. Za to mimo wszystko humory dopisywały. W więźniarkach co chwilę głośno dopominaliśmy się respektowania naszych podstawowych praw. Samego siebie przechodził Bx.

- Wypuśćcie nas czerwone pająki! My jedziemy na mecz! Co to kurwa ma być! Precz z komuną! Solidarność! - po zakończeniu wykrzykiwania swoich racji przekłada je reszcie - Nic tych skurwieli tu tak nie wkurwia jak przypominanie, że są komuchami - i po chwili znowu - Wypuśćcie nas!

Tym razem już wszyscy walą pięściami w ściany więźniarki. Dz. ma lepszy pomysł. Dzwoni na ...policję:

- Chciałem zgłosić, że jestem wraz z grupą kolegów przetrzymywany wbrew naszej woli.

- Gdzie panowie jesteście?

- W więźniarkach pod komisariatem w Łapach. Jacyś przebierańcy udający policjantów nas przetrzymują.

W tym momencie głos po drugiej stronie słuchawki zamilkł, a po chwili się rozłączył. Jeszcze kilkukrotnie Dz. próbował zgłosić przetrzymywanie nas wbrew naszej woli, ale później już nawet nie odbierano od niego połączeń. Humorów nie psuły nam nawet wieści ze stadionu, gdzie Raków po pół godzinie dostawał już w łeb 0-3. Intonowaliśmy nawet zapomnianą w tamtych czasach, a później nieco odświeżoną piosenkę z dzieciństwa:

- Łapy, łapy, cztery łapy, a na łapach pies kudłaty - dedykując ją mundurowym.

Nasz pobyt w Łapach zamknął się w 4 godzinach. W tym czasie każdy musiał złożyć zeznania. Ja byłem jednym z ostatnich. Pies wprost powiedział mi, że go wkurwia, że zawracają mu głowę pierdołami, ale dostali polecenie z góry. Jako, że nic nie widziałem, nic nie słyszałem, a w ogóle to ja już pójdę, to zeznania poszły szybko i sprawnie.

Jak już z nami skończyli to wysłali nas w drogę powrotną. Żeby nam się nie nudziło do pociągu wsiadło z nami ze 40 psów. Siedzieliśmy w ostatnim wagonie przeznaczonym tylko dla nas. W Małkini balast wysiada, a nasz wagon zostaje odizolowany od reszty składu. Nie dało się wysiąść ani wsiąść na żadnej stacji, ani przejść do innego wagonu.

- Jak dojedziemy do Warszawy, to akurat Legia wróci z Kielc. Jak się trafimy na berzie to leżymy - ktoś trafnie spostrzegł.

- Co ma być to będzie...

Niektórzy nie analizowali zagrożenia. Ja sobie siadłem w pustym przedziale i zacząłem się koncentrować. Wedle moich przewidywań atrakcje się jeszcze nie skończyły. Po paru minutach dosiedli się jeszcze Hn. i chyba M. W tym gronie obmyślaliśmy jak przeżyć przesiadkę w Warszawie.

Przed stolicą do składu wsiadło kilku sokistów, w tym niektórzy w cywilu z narzuconymi kamizelkami odblaskowymi „SOK”. Jeden z nich miał na sobie bluzę ... hooligana.

Dojeżdżamy do dworca na Wschodniej. Na peronach cisza. Wysiadamy i szybko analizujemy możliwości powrotu. Wracaliśmy wcześniej niż było planowane, więc trzeba było kombinować by jednak nie kwitnąć kilku godzin w Warszawie. Mamy zaraz pociąg do Zawiercia. Zawsze to bliżej Częstochowy, a i teren jakby mniej nieprzyjazny.

Nim podjechał pociąg w budynku dworca pojawia się kilku typów. Zamieniamy z nimi kilka zdań. Przedstawiają się jako legijni Cyberfani.

„A więc już wrócili z Kielc. Zaraz może być wesoło” - przeszło mi przez głowę. Mijały jednak minuty i rywali nie było. Wsiadamy do pociągu. Jedzie on do Zawiercia magistralą, więc mieliśmy jeszcze postój na Centralnym , a później już wysiadka na stacji docelowej. Skład rusza ze Wschodniej bez przygód. Jeszcze trochę napięcia na Centralnym, ale nie ma nikogo chętnego do wygarbowania nam skóry. Trochę ulżyło.

Z Zawiercia jednak jak się okazało nie mamy żadnego połączenia do Częstochowy przez 5 godzin, więc na szybko rozpoczyna się akcja kołowania transportu kołowego. Było dużo czasu, więc udało się zorganizować kilka samochodów i busa. Szybko jednak okazuje się, że wraca nas mniej niż powinno. Okazało się, że trzem młodzieżowcom włączyła się fantazja i postanowili sobie wracać dwie godziny później niż główna grupa jadąc połączeniem, którym mieliśmy w teorii wracać z meczu przez Koluszki.

Spotkała ich za to kara, bowiem na Wschodnim do składu wsiadła ekipa Legii, która szukała całej naszej ekipy. Czas podróży do Centralnego spożytkowali obijając dość mocno całą naszą trójkę. Efekt - złamany nos i kilka siniaków. Kolejny dowód, że nie warto odłączać się od głównej grupy.

Podróż do Zawiercia minęła bez emocji. Na całe szczęście zmotoryzowane posiłki z Częstochowy sprawiły, że nie trzeba było kwitnąć na tamtejszym dworcu całej nocy. Wyjazd całkiem fajny, tyle że dania głównego w postaci zaliczenia meczu nie było dane nam skosztować.



Relacje Rakowa Częstochowa

Puchar Polski 2015/2016
  • NG_M napisał:
  • 23.07.2015 11:14

Losowanie 1/16:

Jagiellonia Białystok - Pogoń Szczecin
Nadwiślan Góra / Zagłębie Lubin - Błękitni Stargard Szczeciński / Termalica Bruk-Bet Nieciecza
Rodło Kwidzyn / Olimpia Grudziądz - Lech Poznań
Ruch Chorzów - Wisła Kraków
Zawisza Bydgoszcz - ŁKS 1926 Łomża / Chrobry Głogów
KS Stilon Gorzów Wielkopolski / Stal Stalowa Wola - Piast Gliwice
Garbarnia Kraków / Miedź Legnica - Podbeskidzie Bielsko-Biała
Stomil Olsztyn / Sandecja Nowy Sącz - Śląsk Wrocław
GKS Bełchatów - Wisła Płock / Bytovia Bytów
Arka Gdynia / Pogoń Siedlce - Siarka Tarnobrzeg / Chojniczanka Chojnice
Boruta Zgierz / Puszcza Niepołomice - Lechia Gdańsk
Górnik Łęczna - Legia Warszawa
Wisła Puławy / Zagłębie Sosnowiec - Górnik Zabrze
Wda Świecie / Legionovia Legionowo - Korona Kielce
ROW 1964 Rybnik / Dolcan Ząbki - Cracovia
Górnik Wałbrzych / Wigry Suwałki - GKS Katowice / Rozwój Katowice

PUCHAR POLSKI 2015/16
  • niezmanipulowany napisał:
  • 18.06.2015 20:13

Runda wstępna - 18-19 lipca


KS Stilon Gorzów Wielkopolski - Kotwica Kołobrzeg
Rodło Kwidzyn - Flota Świnoujście
KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski / Wisła Sandomierz /
Łysica Bodzentyn / Partyzant Radoszyce - Sandecja Nowy Sącz

Gwardia Koszalin - Błękitni Stargard Szczeciński
Resovia - Puszcza Niepołomice
Boruta Zgierz - Widzew Łódź
ŁKS 1926 Łomża - Raków Częstochowa
Odra Opole - Pogoń Siedlce
Ślęza Wrocław - Bytovia Bytów
Ursus Warszawa - Zagłębie Sosnowiec
Chełmianka Chełm - Siarka Tarnobrzeg
Garbarnia Kraków - GKS Tychy

Olimpia Olsztynek - Legionovia Legionowo
Grunwald Ruda Śląska / LKS Czaniec - Stal Stalowa Wola

KKS 1925 Kalisz - Wisła Puławy
Wda Świecie - Limanovia Limanowa
Znicz Pruszków - Nadwiślan Góra
Stal Mielec - Rozwój Katowice
Górnik Wałbrzych - Okocimski KS Brzesko
Energetyk ROW Rybnik - MKS Kluczbork

Awansy/Spadki - 2015.
  • ult47 napisał:
  • 15.06.2015 16:14

Zrobiłem małe podsumowanie awansów i spadków od Ekstraklasy do IV Ligi

Awans do Ekstraklasy

Zagłebie Lubin
Nieciecza

Awans do I Ligi

Zagłebie Sosnowiec
MKS Kluczbork
Rozwój Katowice
Raków Częstochowa*

*Raków w razie wygrania barażu

Awans do II Ligi

Formacja Port Mostki
Olimpia Zambrów/Stal Rzeszów*
Radomiak Radom/Wisła Sandomierz*
Warta Poznań/Polonia Bytom*

*W środę zostaną rozegrane ostatneczne baraże

Awans do III Ligi

dolnośląsko-lubuska: Miedź II Legnica, Polkowice, Zielona Góra, Ilanka Rzepin
kujawsko-pomorsko-wielkopolska: Elana Toruń, KKS Kalisz, Pelikan Niechanowo
lubelsko-podkarpacka: Lewart Lubartów, Hetman Zamość, Polonia Przemyśl,Piast Tuczempy
łódzko-mazowiecka: Warta Działoszyn, Ner Poddębice, Energa Kozienice, Błękitni Raciąż
małopolsko-świętokrzyska: Sparta Kazimierza Wielka, Spartakus Razem Daleszyce, Podhale Nowy Targ, Cracovia II
opolsko-śląska: LZS Piotrówka, Ruch Radzionków - LKS Bełk baraż
podlasko-warmińsko-mazurska: Wissa Szczuczyn, KS Michałowo, Granica Kętrzyn, GKS Wikielec
pomorsko-zachodniopomorska: Gryf Słupsk, Wierzyca Pelplin, Świt Skolwin, Vineta Wolin

Spadek do I Ligi

GKS Bełchatów
Zawisza Bydgoszcz

Spadek do II Ligi

Widzew Łódź
GKS Tychy
Pogoń Siedlce*

*Pogoń spadnie jeśli przegra barażowy mecz z Rakowem

Spadek do III Ligi

dolnośląsko-lubuska: Górnik Wałbrzych
małopolsko-świętokrzyska: Limanovia Limanowa
pomorsko-zachodniopomorska: Kotwica Kołobrzeg

Spadek do IV ligi

dolnośląsko-lubuska: Piast Karnin, Bielawianka Bielawa, Dąb Przybyszów, Polonia Trzebnica, Bystrzyca Kąty Wrocławskie
kujawsko-pomorsko-wielkopolska: Tarnovia Tarnów Podgórny, Chełmianka Chełmno, Włocłavia Włocławek
lubelsko-podkarpacka: Tomasovia Tomaszów Lubelski, Stal Kraśnik, Podlasie Biała Podlaska, Hetman Żółkiewka, Wisłoka Debica
łódzko-mazowiecka: WKS Wieluń, Start Otwock, GKP Targówek
małopolsko-świętokrzyska: MKS Trzebinia, Wierna Małogoszcz, Poprad Muszyna, Partyzant Radoszyce
opolsko-śląska: Piast II Gliwice, Polonia Łaziska Górne, Górnik Wesoła, Skalnik Gracze, Małapanew Ozimek
podlasko-warmińsko-mazurska: Dąb Dąbrowa Białostocka, Start Działdowo, Puszcza Hajnówka
pomorsko-zachodniopomorska: Bałtyk Koszalin, Rasel Dygowo, Leśnik Manowo, Astra Ustronie Morskie

Awansy/Spadki - 2015.
  • Hercules Poirot napisał:
  • 07.06.2015 16:23

Do I ligi z drugiej awansował MKS Kluczbork , Zagłębie Sosnowiec i Rozwój Katowice . Czyli oprócz Zagłębia nędza . Stal Stalowa Wola i ROW były bardzo blisko...

W barażu o I ligę Raków Częstochowa zagra z Pogonią Siedlce . Pierwszy mecz 14 czerwca w Siedlcach , rewanż 20 czerwca w Częstochowie . Mam nadzieje że Raków awansuje .

Z II ligi spadła Limanovia , Górnik Wałbrzych i Kotwica Kołobrzeg .

Awansy/Spadki - 2015.
  • Hercules Poirot napisał:
  • 31.05.2015 20:23

Nadzień dzisiejszy :

Z ekstraklasy spałdłby GKS Bełchatów i Zawisza - ale to jest jest jeszcze nie pewne
Do ekstraklasy awansowały już Zagłębie Lubin i Nieciecza .

Z 1 ligi spadły już Flota i Widzew . Spadnie jeszcze ktoś z dwójki : GKS Tychy/Pogoń Siedlce ( GKS TYchy musi wygrać z Dolcanem na wyjeździe w ostatniej kolejce żeby nie spaść bo Pogoń dostanie walkower za mecz z Flotą ). Lepsza z tych drużyn zagra baraż o 1 ligę . Na dzień dzisiejszy grali by ze Stalą Stalowa Wola .

Z 2 ligi do 1 na dzień dzisiejszy awansowało by Zaglebie Sosnowiec , ROW Rybnik i MKS Kluczbork . Stal Stalowa Wola grała by w barażu z GKS Tychy/Pogonią Siedlece . Została jeszcze jedna kolejka i szanse na awans/baraż mają : Raków Częstochowa , Rozwój Katowice , Błękitni Stargar Szczeciński i Stal Mielec .

Z 2 ligi do 3 spadły już Limanovia i Górnik Wałbrzych . Trzecim spadkowiczem będzie ktoś z dwójki : Puszcze Niepołomice lub Kotwica Kołobrzeg .

Baraże do 2 ligii na dzień dziesiejszy wyglądały by tak :

Stal Rzeszów - Olimpia Zambrów
Radomiak Radom - Wisła Sandomierz
Warta Poznań - Polonia Bytom
( udział w barażach narazie zapewnili sobie tylko Radmiak i Warta)

Formacja Port 2000 Mostki zrezygnowała z baraży zatem do 2 ligii awansuje bezpośrednio Gryf Wejherowo jeżeli zdobędzie 1 pkt w dwóch ostatnich swoich meczach .

Puchar Polski 2014/2015
  • Nieobeznany napisał:
  • 29.07.2014 19:09

Tak mecze I rundy powinny się odbyć 13 sierpnia i oby bez wyjątków jak teraz (Ostrovia-Górnik Wałbrzych)

(Kolejarz Stróże występuje pod nazwą Limanovia Limanowa)

Tutaj pary:

Rozwój Katowice - GKS Tychy
Ostrovia 1909 Ostrów Wielkopolski - Puszcza Niepołomice
Znicz Pruszków - Termalica Bruk-Bet Nieciecza
GKS Katowice - Chrobry Głogów
Gryf Wejherowo - Arka Gdynia
Energetyk ROW Rybnik - Siarka Tarnobrzeg
Sokół Kleczew - Miedź Legnica
Polonia Bytom - Wisła Płock 13 sierpnia, 17:00
Stal Stalowa Wola - Olimpia Grudziądz
Radomiak Radom - Dolcan Ząbki
Błękitni Stargard Szczeciński - Chojniczanka Chojnice
Flota Świnoujście - Wigry Suwałki
Limanovia Limanowa - Wisła Puławy
Stal Rzeszów - Górnik Łęczna
Okocimski KS Brzesko - Stomil Olsztyn
Sandecja Nowy Sącz - GKS Bełchatów 13 sierpnia, 19:00

Puchar Polski 2014/2015
  • Frankie Edgar napisał:
  • 21.07.2014 20:39

Raczej słaba kolejna kolejka PP się szykuje.

Legionovia Legionowo - Rozwój Katowice 26 lipca, 17:00
Ostrovia 1909 Ostrów Wielkopolski - Górnik Wałbrzych 27 lipca, 17:00
Odra Opole - Znicz Pruszków 26 lipca, 17:00
Motor Lublin - Chrobry Głogów 26 lipca, 17:00
Gryf Wejherowo - Kotwica Kołobrzeg 26 lipca, 17:00
Świt Nowy Dwór Mazowiecki - Siarka Tarnobrzeg 26 lipca, 17:00
Sokół Kleczew - Unia Solec Kujawski
Polonia Bytom - Pelikan Łowicz 26 lipca, 18:00
Sparta Jazgarzew - Stal Stalowa Wola
Olimpia Elbląg - Radomiak Radom 26 lipca, 18:00
Błękitni Stargard Szczeciński - Pogoń Siedlce 26 lipca, 17:00
Raków Częstochowa - Wigry Suwałki 26 lipca, 17:00

Puchar Polski 2014/2015
  • PanHadziuk napisał:
  • 02.07.2014 14:28

Rozwój Katowice gra na wyjeździe. Przy okazji, wybudowano/wyremontowano już stadion w Zambrowie? Z tego co kojarzę, to mecze grali na jakiejś bocznej murawie i bez udziału publiczności.

Awanse i spadki 2013/2014 (kibicowsko)
  • mariuszstalowa napisał:
  • 09.06.2014 02:28

2 Liga w sezonie 2014/2015
1. Górnik Wałbrzych
2. Stomil Olsztyn (spadkowicz z I ligi)
3. Puszcza Niepołomice (spadkowicz z I ligi)
4. ROW Rybnik (spadkowicz z I ligi)
5. Okocimski KS Brzesko (spadkowicz z I ligi)
6. Zagłębie Sosnowiec
7. Błękitni Stargard Szczeciński
8. MKS Kluczbork
9. Rozwój Katowice
10. Warta Poznań
11. Siarka Tarnobrzeg
12. Legionovia Legionowo
13. Stal Stalowa Wola
14. Znicz Pruszków
15. Stal Mielec
16. Wisła Puławy
17. Kotwica Kołobrzeg lub Resovia Rzeszów lub Ursus Warszawa lub Ślęza Wrocław
18. Nadwiślan Góra lub Sokół Kleczew lub Granat Skarżysko-Kamienna lub Sokół Ostróda

szkoda Rakowa - liczylem na ciekawe mecze oraz Motoru ,ktory mimo kryzysu formy dobrze sie trzymal jak na 2 -ligowym froncie. Mam nadzieje ,ze do grupy dolaczy Resovia . Szkoda spadku Stali Rz.,Radomiaka,Polonii B.,Odry O.,

Awanse i spadki 2013/2014 (kibicowsko)
  • Emigrant92KS napisał:
  • 08.06.2014 21:47

1 Liga w sezonie 2014/2015
1 liga w sezonie 2014/2015
1. Arka Gdynia
2. Bytovia Bytów
3. Chojniczanka Chojnice
4. Chrobry Głogów
5. Dolcan Ząbki
6. Flota Świnoujście
7. GKS Katowice
8. GKS Tychy
9. Kolejarz Stróże
10. Miedź Legnica
11. Olimpia Grudziądz
12. Pogoń Siedlce
13. Sandecja Nowy Sącz
14. Termalica Bruk-Bet Nieciecza
15. Widzew Łódź
16. Wigry Suwałki
17. Wisła Płock
18. Zagłębie Lubin



2 Liga w sezonie 2014/2015
1. Górnik Wałbrzych
2. Stomil Olsztyn (spadkowicz z I ligi)
3. Puszcza Niepołomice (spadkowicz z I ligi)
4. ROW Rybnik (spadkowicz z I ligi)
5. Okocimski KS Brzesko (spadkowicz z I ligi)
6. Zagłębie Sosnowiec
7. Błękitni Stargard Szczeciński
8. MKS Kluczbork
9. Rozwój Katowice
10. Warta Poznań
11. Siarka Tarnobrzeg
12. Legionovia Legionowo
13. Stal Stalowa Wola
14. Znicz Pruszków
15. Stal Mielec
16. Wisła Puławy
17. Kotwica Kołobrzeg lub Resovia Rzeszów lub Ursus Warszawa lub Ślęza Wrocław
18. Nadwiślan Góra lub Sokół Kleczew lub Granat Skarżysko-Kamienna lub Sokół Ostróda

Z drugiej ligi szkoda Odry,Rakowa,Polonii,Olimpii,Stali Rz., Radomiaka, dużo dobrych ekip poleciało.

największy postęp i regres
  • otto.magico napisał:
  • 05.06.2014 05:36

Zagłebie Sosnowiec ( jakosć , i trybuny na meczach u siebie )
Trybuny na meczach u siebie ? , w tym sez. Puchar Polski z Wisłą - ok. 5500 widzów , ostatnio z Polonią Bytom 5.000.
Wybacz ,że z takimi potęgami jak np.Rozwój Katowice , czy Calisia Kalisz też nie było kompletu.Przypominam 7-my rok III-a liga.
Praktycznie wszedzie byliśmy w takiej liczbie, jaką dostaliśmy bilety.A o części sprawjakościowych tutaj nie przeczytasz.

Kibicowskie Świętokrzyskie
  • Sandomierz(L) napisał:
  • 18.11.2013 20:12

Dopiszę i zakończmy temat sandomierskiej Legii.
Odnośnie relacji w Sandomierzu to nikt z ekipy fc Sandomierz nie ma prawa udzielać się kibicowsko na Wiśle.
Jeśli chodzi o nas to aktualnie trwa u nas zmiana pokoleniowa choć ostatnie sezony, szczególnie ten i poprzedni pokazują całkiem niezły potencjał sandomierskiej Legii.
Najlepsze ostatnie wyjazdy to:
Rapid Bukareszt-Legia 2011 - 4os
Legia-Ruch PP 2012 Kielce - 30os
Legia-Śląsk feta 2013 - 25os
Lazio Rzym -Legia - 4os.
Legia-Piast - 11 os.

W obecnym sezonie zero wyjazdowe u nas tylko w spotkaniach z : FK Molde, Rozwój Katowice,Trabzonspor.

Sektory gości sezon 2013/2014
  • ;) napisał:
  • 02.08.2013 22:48

Jak z pojemnością klatki na Rozwoju Katowice?
Pytam w kontekście meczu PP Rozwój - Legia.

< Poprzednie Następne >

Najbliższe mecze

Sobota, 25.11.2017
15:00 Wisła Puławy - Rozwój Katowice

Wyniki

Sobota, 18.11.2017
13:00 Rozwój Katowice 2-0 Warta Poznań
Sobota, 11.11.2017
13:00 Rozwój Katowice 1-2 Olimpia Elbląg
Sobota, 04.11.2017
14:00 ŁKS Łódź 1-0 Rozwój Katowice
Sobota, 28.10.2017
15:00 Rozwój Katowice 0-1 Znicz Pruszków
Sobota, 21.10.2017
14:00 GKS 1962 Jastrzębie 3-1 Rozwój Katowice
Sobota, 14.10.2017
15:00 Rozwój Katowice 2-1 Stal Stalowa Wola
Sobota, 07.10.2017
15:00 Błękitni Stargard 1-2 Rozwój Katowice
Sobota, 30.09.2017
15:00 Rozwój Katowice 0-3 Gryf Wejherowo
Sobota, 23.09.2017
19:00 MKS Kluczbork 1-1 Rozwój Katowice
Sroda, 20.09.2017
16:00 Rozwój Katowice 0-2 Legionovia Legionowo
Sobota, 16.09.2017
15:00 Rozwój Katowice 0-0 Gwardia Koszalin
Piatek, 08.09.2017
19:00 ROW 1964 Rybnik 2-2 Rozwój Katowice
Sobota, 26.08.2017
18:00 GKS Bełchatów 2-0 Rozwój Katowice
Sroda, 23.08.2017
17:00 Siarka Tarnobrzeg 0-0 Rozwój Katowice
Sobota, 19.08.2017
17:00 Rozwój Katowice 1-1 Garbarnia Kraków
Piatek, 11.08.2017
18:30 Radomiak Radom 4-1 Rozwój Katowice
Piatek, 04.08.2017
17:00 Rozwój Katowice 2-0 Wisła Puławy
Sobota, 29.07.2017
17:00 Warta Poznań 3-1 Rozwój Katowice