To było lato! Lato 1991.JeŻuS C-trus pisze:To była jesień, konkretnie wrzesień. Sunday,bloody Sunday. Rok 91.Albo stop.Wróć.
W ramach wstępu, cofnijmy się jeszcze o parę miechów, gdzieś do roku 90.Wtedy to dobry kumpel (chociaż z drugiej strony barykady), pokazał mi z dumą pewien artykuł. Artykuł pochodził z tygodnika "Sportowiec "i traktował o Lidze Chuliganów. Właściwie był to wywiad z kibicami Legii jadącymi na wyjazd do Sosnowca.Ogarnięty jak na tamte czasy dziennikarzyna,zabrał się z Elką i próbował ich podpytać co do aktualnego układu tabeli. Dodam,że chłop mocno był zajawiony na ekipę chorzowskich. "Pierwszy kto? Ruch?"zagaił. ""Nie, pierwsza będzie Wisła.Zawsze jest ich stówa,albo lepiej z czoła."odpowiadają Legioniści. "A drugi to pewnie Ruch?"nie odpuszczał gryzipiórek. "Nie, na drugim jest Jagiellonia. Oni mają przechlapane, bo wszędzie gdzie jadą, muszą jechać przez Warszawę, a my na nich czekamy na Centralnej albo na Wschodniej. Ostatnio wyleciało ich ze setkę,z siekierami na długich trzonkach.Dobrze, że zdążyłem spierdolić do kibla."wspominał jeden z krawaciarzy."A trzeci to już pewnie Ruch. Daj pan spokój z tym Ruchem. Na super pucharze w Zamościu, zaskoczyli nas na basenie, ale rozmontowaliśmy parę ławek i spierdalali jak króliki ".Cut. Rozpędziłem się trochę z tym artykułem, a ważne dla dalszego ciągu, są tylko dwa pierwsze miejsca.
Dzisiaj jest niedziela, my nie idziemy do kościoła,my idziemy na mecz, nas piłka nożna woła! śpiewał mniej więcej w tamtym czasie Ramzes&The hooligans.Ale w tamtą niedzielę 1.09.91, był jeszcze inny powód dla którego opuściłem mszę świętą.Tamtego dnia trzeba było się zachować się obyczajnie i być kulturalnym.Trzeba było iść przywitać gości.A goście nie byle jacy. Jagiellonia w asyście swoich ziomków z GTSu.Dwie najlepsze ekipy w kraju.
Na porannej zbiórce pod hotelem sama elita. Super nie będzie selekcji.Nie ma spóźnialskich, no to ruszamy. Powoli przemieszczamy się w kierunku hali Wisły. Obstawiamy w ciemno, że tam będą.Nawet nie wysłaliśmy zwiadu, żeby nie przypalić ryja.W parku Jordana, dozbrajamy się trochę. Ja wynalazłem sobie toczony drzewiec do flagi.Niezbyt solidny, ale za to dobrze śmigał w ręce, a co najważniejsze, miał stalowe okucie na końcu. Wyłazimy z parku.Żeby dostać się pod ich halę, musimy przebiec całą szerokość stadionu i basen.Spory dystans. Trudno będzie ich zaskoczyć.Żadnych krzyków,tylko tupot naszych ciężkich buciorów (w tamte dni 80% z nas nosiło glany)-ostrzega półgłosem ktoś ze starych.Teraz!! Jazda!!Biegniemy.Kątem oka widzę jakiś autobus wycieczkowy. Twarze przyklejone do szyb.Pod halą spora grupa,jakieś zamieszanie. Przegrupowują się do kontrataku, myślę.Płonne nadzieje. W naszą stronę rusza zaledwie parę osób. Szybko zostają zglebowani.Reszta w panice ewakuuje się do hali.Przeskakuje nad jakimś "trupem",na szyji 2metrowy żółto-czerwony szalik,w rękach jeszcze dłuższy kawał łańcucha(pies się zerwał, łańcuch uciekł.Albo na odwrót). Pod halą pukamy grzecznie brechami w zatrzaśnięte drzwi. Wyłazić ku***,bo wam spalimy tą budę.Brak odzewu.Zamknęły się małe świnki w domku .Lecą szyby i co tam jeszcze umiało latać.Ja wyżywam się na emaliowanej tabliczce z napisem TS Wisła.Paryska czerwona farba. Prysnął mit wielkiej Wisły i wielkiej Jagi.
Wracamy pod.El Passo.W parku dogania nas dwóch dogów.Tłumaczą, że nie byli przygotowani, że nie zdążyli się zebrać.Radzimy im by napisali odwołanie do WGiD PZPN.Dostają pare liści z promocji.Na meczu wyszydzamy przeciwników :Co było pod halą!! Choć nasze orły przegrywają 1:3,my bawimy się w szampańskich nastrojach.Boisko to nie wszystko, liczy się L.Ch.
Piękna była kampania wrześniowa 91'.W ogóle jesień na początku lat 90tych mieliśmy zawsze udaną.Zawsze się znalazł ktoś do obicia, jak nie Jaga to Dębica.Jesienne róże,jak śpiewał pan Mieczysław Fogg, wielki kibic Pasów. Krążyło wtedy takie powiedzenie-Wisła rządzi w Polsce, a Cracovia w Krakowie.Co do drugiej części tego hasła, w tamtą niedzielę słowo stało się ciałem.
Ps.Wpisywał się w tym temacie kolo o nicku A/J(skrót od Amputowane Jądra?). Nie podobało mu się, że w opisie meczu Polska -Niemcy, nie opisałem wycieczki Dżemika po flagi.Ty chyba widziałeś tą sytuację, oczami wyobraźni. Byłeś w ogóle na tym meczu.Ten cały Dżemik,nie przebiegł nawet połowy ddystansu, jak go pały zhaltowały. Kiepsko się biega ze złamanym nosem (nos mu złamano w pociągu, przy okazji tych śliwek).Nie dobiegł,a szkoda.Na ogrodzeniu czekał już na niego zespół chirurgów,gotowych nastawić poprzesuwane chrząstki,przy pomocy paru celnych butów w okolice twarzoczaszki.
Was jakieś 60-80 (skłaniam sie blizej tych 6 dych). Nas 30-40 (blizej tych 4 dych). U was 100% składu, u nas 30/40 max 50%. Zdawaliśmy sobie sprawę, że możecie wpaść, ale chyba raczej nikt nie dopuszczał myśli, ze możecie nas rozwalić. Stąd tylko kilka "patyczków", w stosunku do tego, co wy mieliście w łapach. Dodatkowo ekipa zmelanżowana nocnym imprezowaniem z Jagą. Ogólnie sielanka pod halą.
Do starcia doszło (chwilowego, ale doszło) mniej więcej na wysokosci bram wejsciowych przy granicy z basenem, bo kiedy wyszliście zza rogu (z Reymana) to od razu spontanicznie ruszyliśmy. Oczywiście gorące głowy nie poczekały, aż się zbierzemy w kupe (częste działanie w tamtcych czasach) tylko ruszyły od razu. Stąd tylko kilku (moze kilkunastu) z nas próbowało wygrać z miejsca przegrany dym.
Zdążyliśmy uciec, choć mogliscie nas tam wszystkich wręcz zaorać. Uświadomiłem to sobie dopiero po tym jak odwróciłem się do ucieczki i zobaczyłem, ze w ogóle nie mamy pleców.
I nie wszyscy uciekliśmy do hali. W kilku uciekliśmy wzdłuż Reymonta i stanęli na wysokosci hali, gdzie jeden od was ( szczupły typ pod wąsem, spokojnie po czterdziestce) musiał się wiatrować, bo myślał, że nas sam pogoni.
I tutaj padła tylko jedna osoba (z Jagi) i nikt więcej nie został "zglebowany"!
Druga osoba (F od nas) padła w Parku Jordana, gdzie spróbowaliśmy jeszcze się zebrać i uderzyć drugi raz, ale na zamiarach sie skończyło
Generalnie panowała atmosfera przygnębienia.
Natmoiast na samym stadionie doszło do spotkania po kilku. Chłopakai od was (m.in. Kocz....) podeszli w nasze sąsiedztwo i po chwili, bez nawet sztycha, musieli szybko uciekać na swój sektor i to tak przez ponad pół długości stadionu, dołem przy kratach.
Oczywiscie porażka jest porażką i przeszła do historii.
Wspomina kibic Jagiellonii:Prawdziwych przyjaciół, poznaje się jak cię Cracovia napadnie.Nie wychodziły pani Jadzi te wizyty w Krakowie na zdrowie. Teraz bez "przyjaciół",może będzie im łatwiej.
Dodatkowo:Wiosna 1990. Legia ma mecz w Krakowie, a od paru dni na miescie trwaja przygotowania, aby godnie przywitac "sziemrancow". W dniu meczu w okolicy Dworca Glownego, od godzin rannych kraza grupki mlodych ludzi. Wszyscy bez barw. Po twarzach rozpoznaje chlopakow z Wisly. Czekamy na Legie. Spotykam mlodego CZERWCA i od niego sie dowiaduje, ze bylo pol godziny wczesniej starcie z mala grupa Cracovii. Mysle sobie, no tak, to w koncu Krakow. Zydy zawsze szukaja okazji, bujaja sie po trzeciej lidze za swoja druzyna po pipidowach, a tu dzis maja szanse na konfrontacje z Legia i Wisla. Chyba jednak chodzi im o wislakow. W okolicach dworca sporo psiarni, wiec barwy dalej w ukryciu. Moje ukochane, najpiekniejsze na swiecie barwy zolto-czerwone, trzymam pod bluza. To juz czwarty sezon odkad mam ten szal, a najgorsze co moze mnie spotkac to jego utrata. Laczymy sie w okolo 20 osob, bo ktos dal cynk, ze Craxa jest trzy ulice dalej. Spokojnie ruszamy w tamtym kierunku. Jestesmy okolo 300-400 metrow od dworca. Sa, wypadaja z bocznej uliczki i z wrzaskiem leca na nas, a my biegniemy w ich kierunku. W odleglosci 10- 15 metrow widze, ze ich prowydyr ma w reku siekiere.O qrwa! W tym momencie zaczynamy odwrot. Po paru krokach cos mi przelatuje pol metra od lba. Ten popierdoleniec rzucil siekiera. Katem oka widze jak jeden z wislakow podnosi ja z ziemi i teraz my ich gonimy.Z bocznej uliczki wyjezdza "suka" i wszyscy pryskamy w kierunku torow. Po tej akcji zwijamy sie na stadion.Od wislakow dowiduje sie, ze ten lysy z siekiera to jeden z ich przywodcow ABADON.
http://www.kibice.net/forum/viewtopic.p ... 1&start=80
Lato, a dokładnie sierpień A.M. 1990. Tydzień wcześniej i rok wcześniej przed wydarzeniami spod hali Wisły.
My jedziemy do Sosnowca, Cracovia do Krosna(?). Tak się składa, ze odjazd z Głównego mamy o podobnych godzinach. Dochodzi do starcia EKIP przed wejsciem głównym, po którym gonimy Pasy przez Lubicz na Radziwiłowską.
Skąd w takim razie to:
?Krążyło wtedy takie powiedzenie-Wisła rządzi w Polsce, a Cracovia w Krakowie.
Spotykam się z taką teorią po raz drugi w życiu i to po raz drugi tutaj na forum. Wcześniej pisał o tym chłopak z Polonii Bytom.
Czy to nie jest tak, że taka propaganda chodziła wyłącznie wśród kibiców zwiazanych z obozem Cracovii?



