gw idzie na rekord chyba i pojawil sie 4 artykul w dniu dzisiejszym nt. Litara itp:)
Kogo reprezentuje "Litar"?
List od czytelnika
Na pierwszy rzut oka, "Wiara Lecha" to twór w polskiej piłce pionierski i niedościgniony. Stowarzyszenie jest współtwórcą unikatowej atmosfery poznańskiego stadionu, a na europejskie wyjazdy wysyła - dzięki relatywnie ostrej selekcji - rzeszę fanów znakomicie prezentującą klub i miasto, pracującą ku polepszeniu tragicznego wizerunku polskiego kibica. Do tego warto dodać akcje społeczne - krwiodawstwo, akcje dla domów dziecka, lokalny patriotyzm. Listopadowy wybryk szefa "WL" nie przekreśla całości tych dokonań.
Pytanie które nasuwa mi się od lat brzmi: jak bardzo aktywność społeczna "Wiary Lecha", chociaż często autentycznie wspomagająca potrzebujących i krzewiąca wielkopolskie wartości, służy jedynie odwróceniu uwagi od działalności pierwszorzędnej - kibolskiej, znaczy się.
Szefowie "WL" organizują - znakomicie zresztą - obchody rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego, zachłystując się polskością i wartościami narodowymi, ale nie mają problemu z agresją wobec pomalowanych w biało-czerwone barwy "za bardzo" i "nie po kibolsku". Urządzają zbiórki dla domów dziecka, zbiorowo wygrywając dla nich internetowe aukcje i konkursy, ale nie cofną się przed opluciem kobiety na oczach dzieci. Głoszą teorie honoru i tradycji, ale jak przyjdzie co do czego - osaczą i zelżą jednego z "nie swoich" całą grupą, tak by poczuć się plemiennie mocniej. Honor pełną gębą.
Swoją drogą żałuję, że taki skandal zdarzył się już teraz, a nie podczas Euro 2012. Wtedy oplucie za przesadny malunek czy "niekibolskie" maniery groziłoby np. holenderskiej albo francuskiej rodzinie. Sprawa rozeszłaby się szerszym echem, a wstyd dla Poznania, "Wiary Lecha" i PZPN-u byłby zapewne większy. Za układanie się z prostactwem, władze mojego miasta i mojego klubu na taki wstyd zasługują.
Nie można też nie przyjrzeć się liczbom: Stowarzyszenie skupia poniżej 2000 osób, mniej niż 10 proc. średniej frekwencji na stadionie i trzykrotnie mniej niż liczba kibiców na największych wyjazdach (Praga, Turyn, Manchester). Statystycznie nawet większość bywalców osławionej II trybuny nie jest członkami "WL". Markowicz to zatem żaden szef poznańskich kibiców, a co najwyżej herszt ich procentowo nieznacznego wycinka.
Nie znam wszystkich powodów wstrętu kibiców do "WL", znam te swoich przyjaciół i znajomych. Oni - niekoniecznie dobrze wykształceni, ale ambitni i kulturalni - brzydzą się plemienną kulturą "Kotła", nie hołdują wartości siły, nie mają w d... reszty stadionu. Jedno co mają to narzucane przez kogokolwiek reguły kibicowania. Na mecze przychodzą dla Lecha, adrenaliny i dobrej piłki. Mentalnie i cywilizacyjnie czują się na innej planecie niż "Wiara Lecha" i jej krewki, prymitywny przywódca. Identyfikują się z klubem i określeniem "Kibice Lecha" - i oni też będą czuli się prostacko opluci, bo cierpi ich wizerunek. A Markowicz wielokrotnie występował publicznie jako ich przedstawiciel.
Dlatego uważam, że rola "Wiary Lecha" w Lechu jest przeceniana, a klub i kibice - ci szanujący się nawzajem, bez ideologii i zapędów plemiennych - obejdą się bez niej doskonale. Kultura kibicowania bez przemocy jest w Poznaniu zakorzeniona lepiej niż gdziekolwiek indziej w kraju i poradzi sobie bez średniowiecznych zasad. Może obędzie się nawet bez publicznego opluwania kobiet.
A do ludzi pokroju "Litara" idealnie pasuje brytyjskie porzekadło: "możesz wyciągnąć człowieka z getta, ale nigdy nie wyciągniesz getta z człowieka". Niech więc wraca tam skąd przyszedł, na ławeczkę przed blokiem na poznańskich Ratajach. Tam będzie kompromitował tylko siebie.
źródło: gw Poznań