Jak to przeczytać bez prenumeraty?? Lepiej skrina wrzucic bez linka do wyborczej.
[/quote]
Kraków podzielony na wiślackie rejony, zorganizowane polowania na kiboli wrogich drużyn, wewnętrzny system finansowania akcji i opracowany na szeroką skalę obrót narkotykami w hurtowych ilościach. Tak działali Sharksi - bojówka kiboli Wisły Kraków.
Taki obraz jednej z najniebezpieczniejszych krakowskich grup pseudokibicowskich wyłania się z zakończonego właśnie śledztwa przeciwko Sharksom, które od ponad roku prowadziła krakowska prokuratura. Wśród nich są zarówno „żołnierze”, jak i członkowie kibolskiej wierchuszki. Strukturę, skład i hierarchię oraz źródła dochodów z przestępczej działalności śledczy poznali dzięki zeznaniom jednego ze skruszonych Sharksów. Współpraca miała swoją cenę – uzgodnioną z prokuratorem karę.
Starszyzna wyznaczała cele
Sharksi to nie jest zwykła grupa pseudokibiców z osiedla. Śledczy nie mają wątpliwości: to przygotowana i dobrze zorganizowana bojówka. Nieprzypadkowo ośmiu jej członków oskarżyli o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Swoją siłę demonstrowali nawet w śledztwie. Gdy przesłuchiwano zatrzymanych członków grupy, pod prokuraturę przyszła duża grupa wiślackich pseudokibiców.
Według śledczych w wiślackiej bojówce był hierarchiczny podział na tzw. grubasów i młodych. Ci pierwsi to przywódcza elita, reszta to „żołnierze” wykonujący ich polecenia i działający na rzecz grupy.
Prokurator: – To starszyzna wyznaczała cele dla wspólnych akcji, decydowała, kto odpowiada za poszczególne rejony miasta i kto zajmuje się wyjątkowo dochodową dystrybucją narkotyków.
Z policyjnych ustaleń wynika, że Sharksów jednoczyły wspólne treningi sztuk walki na obiektach TS Wisła – spotykali się na nich 2-3 razy w tygodniu. Z akt sprawy wynika, że każdy członek zobowiązany był do płacenia comiesięcznych składek na organizację. Ich wysokość zależała od stażu i pozycji w grupie: młodzi płacili 100 zł miesięcznie, starszyzna – po 200 zł.
Cele nie były przypadkowe
Pieniądze ze zrzutki zdaniem śledczych przeznaczano potem m.in. na zakup samochodów. Zazwyczaj nabywano je na dane innych osób. Po co? Bo samochody wykorzystywano do tzw. polowań na mieście. Tak określano przygotowywane wcześniej ataki na kiboli wrogich drużyn. Ich planowaniem zajmowali się starsi.
Cele nie były przypadkowe. W telefonie jednego z zatrzymanych kiboli Wisły policjanci znaleźli zdjęcia pseudokibiców przeciwnych drużyn. Polowania urządzano nawet podczas wspólnych wyjazdów na mecze reprezentacji. Tak było np., gdy grupa Sharksów jadąca na mecz Polska – Portugalia podczas ostatnich mistrzostw Europy zaatakowała rozpoznanego kibola Cracovii.
Z zeznań skruszonego kibola śledczy dowiedzieli się również, że udział w polowaniach i ustawkach z innymi pseudokibicami był obowiązkowy. Pilnowali tego starsi w hierarchii i bezwzględnie egzekwowali. Zresztą w grupie były też dwie osoby, które odpowiadały za przekazywanie w dół poleceń starszych: jedna odpowiadała za południowe dzielnice, druga za północne.
Pseudokibice mieli też przygotowany scenariusz w razie zatrzymania bądź skazania. Za kratkami mieli wchodzić w subkulturę więzienną. To pozwalało przeżyć i zdobyć odpowiednią pozycję. Dowody zebrane w śledztwie wskazują zresztą, że Sharksi zabezpieczali się też w inny sposób na wypadek wpadki – byli w nieustannym kontakcie telefonicznym, by m.in. informować siebie na bieżąco o kolejnych zatrzymywanych w tym śledztwie osobach ze środowiska.
Handel narkotykami
Prokuratura twierdzi, że miasto było podzielone na strefy wpływów. Bojówka miała swoich ludzi na Bieżanowie, Prądniku Białym, Kurdwanowie czy osiedlu Wieczyste, którzy odpowiadali za organizację tam ruchu pseudokibicowskiego oraz co najważniejsze dystrybucję środków odurzających.
To właśnie handel narkotykami miał przynosić największe dochody. Z materiałów śledztwa wynika, że chodziło o hurtowe ilości. W grę wchodziła przede wszystkim amfetamina, mefedron oraz MDMA. Jeden z członków grupy miał sprzedać nawet 13,5 kg amfetaminy. Inni po 8-7 kg. Ile na tym zarabiali? Dowody zebrane przez prokuraturę wskazują, że członkowie grupy płacili za gram amfetaminy 8 zł, sprzedawali go dalej z 50-procentowym zyskiem.
Akt oskarżenia przeciwko ośmiu członkom wiślackiej bojówki trafił pod koniec lutego do krakowskiego sądu. Siedmiu z nich do niczego się nie przyznaje.
