CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Moderatorzy: LechiaCHWM, Zorientowany
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Nawet nie chce mi się komentować tego tekstu, który od dekady wraca na tym forum, jak bumerang. Każdy może zobaczyć sam:
http://www.youtube.com/watch?v=JKQ1jlMtzkk
http://www.youtube.com/watch?v=JKQ1jlMtzkk
A co tam w komentarzach na Onecie?
-
benyRBHOpoczno
- Posty: 118
- Rejestracja: 25.08.2011, 18:50
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Foxx pisze:Nawet nie chce mi się komentować tego tekstu, który od dekady wraca na tym forum, jak bumerang. Każdy może zobaczyć sam:
http://www.youtube.com/watch?v=JKQ1jlMtzkk
FOXX- VENI, VIDI, VICI.
Z checią posłucham czemu nie chce ci sie komentowac tego tekstu, może być na priva.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=FYzhaCmxeN0[/youtube]hrabiego.Barry.Kenta pisze:Wolska, opis znaleziony w necie.
Ostatnio sporo się naczytałem w necie o pojedynku Legii z Lechem w Warszawie i pomyślałem,że jak najbardziej na miejscu będzie obiektywna opinia osoby nie związanej z żadną ze stron,a która całe zajście widziała.
Cały ten rok przebywałem w Warszawie(uprzedzam niedowiarków,jestem z Lublina).Przyczyny mojego pobytu w stolicy nie są istotne ale tak akurat się złożyło,że przez ten czas poznałem trochę klimaty chuligańskie w Warszawie,w stopniu wystarczającym na wyrobienie sobie własnej opinii.Zaznaczam,że nie mam interesu w cukrowaniu do żadnej ze stron,więc wszelkie ewentualne zarzuty o nieobiektywizm uznam za nieuzasadnione.
Przebieg samej ustawki przebiegał mniej więcej tak:
z Lecha 130 osób o rozmiarach z daleka budzących szacunek(to istotny fakt ale o tym za chwilę).Wszyscy na ramionach jaskrawe,żółte opaski(poźniej trochę ich walało się po ulicy).Z Legii góra 170 osób w białych koszulkach.Wszelkie pojawiające się liczby powyżej podanej są nieuzasadnione.Widok ogólnie zajebisty.Niektórzy w szeregach Lecha mają w rękach pały i zaprzeczanie temu przez poznaniaków jest śmieszne.Legia - gołe ręce,z daleka klaszcze.Niektórzy z Lecha odrzucają sprzęt ale przy wielu nadal on pozostaje.
Teraz krótko samo starcie:Legia świetny pierwszy szereg - wielu z Lecha zalicza nokaut.Z tym,że w walce uczestniczą nie tylko pierwsze szeregi(tutaj lepsza Legia)ale również i tyły,przez które Legia właśnie przegrywa całą walkę.Ciekawy był obrazek kiedy jeszcze przed pierwszym starciem kolesie na tyłach Legii już zaczynają spierdalać jak zające(!).Mimo iż pierwszy szereg Legii trzymał się bardzo dobrze,to wiadomo,że z takim "wsparciem" za plecami trudno o końcowy sukces.Początkowe minuty były bardzo zacięte i wydawało się,że Legia zdobędzie jeszcze większą przewagę.Jednak Lech okazał się ekipą zdeterminawaną i wyrównaną,czego nie można powiedzieć o Legii.W pewnym momencie zdobył przewagę i Legia zaczęła się cofać.Legioniści próbowali jeszce ratować sytuację ale nic się nie dało zrobić.Zaczął się masowy odwrót Legii a Lech uskrzydlony tym faktem zaczął ich gonić.Później Legia próbowała jeszcze raz się zebrać i przyatakować ale nic to nie dało,w końcu zaczęły latać butelki i kamienie w Lecha,przyjechały psy i było po zabawie.
Ogólnie mówiąc Lech wygrał prestiżowe zawody na terenie wroga,czym dowiódł dominacji na polskiej scenie chuligańskiej.Moim zdaniem Legia jest sama sobie winna,bo za dużo w jej szeregach było przypadkowych osób,którzy wykazali się małą siłą bojową,a całkiem beznadziejni byli ci co zaczęli uciekać jeszcze przed starciem.Nie wiem skąd oni ich wzięli.Może wystraszył ich sprzęt i gabaryty poznaniaków a może po prostu ktoś wprowadził ich w błąd mówiąc,że idą na koncert Majki Jeżowskiej.Gdyby Legia miała więcej takich gości jak w pierwszym szeregu,gdy wielu lechtów padało jak muchy,wynik konfrontacji mógł być zgoła odmienny.Lech wykazał się przede wszystkim dużą determinacją,dobrym zorganizowaniem i wiarą w końcowy sukces,co mimo nie najlepszego początku pozwoliło im wygrać całą konfrontację.
Osobiście nie widzę w kraju ekipy,która mogłaby zagrozić pierwszej pozycji Lecha w lidze chuliganów.Głównym ich atutem jest to,że ilość idzie w parze z jakością,podczas gdy u innych ekip brakuje jednego albo drugiego,albo obu elementów.
Legii oczywiście nie można niedoceniać.To,że nie ma składu mogącego wygrać z Lechem,nie oznacza,że nie zagroziłaby innym ekipom.Dodam jeszcze,że nie wiem jaka inna ekipa przyjechałaby w takim składzie i w takiej ilości na teren swojego największego wroga,jak Lech.
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1401
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Z cyklu "piękne lata 90te" oczyma kibica Wisłoki Dębica:
1992 III 8 Cracovia Kraków – WISŁOKA
Był to pierwszy wyjazd na Cracovię, po pamiętnych zdarzeniach z Dębicy (1990.IX.1), gdzie doszło do sporej awantury między naszymi ekipami co tym samym definitywnie zakończyło zgodę. Nadmieńmy że Cracovia troche dostała po głowach przy czym i nasi nie wysli bez szwanku.
Niedzielnym zimnym rankiem na inaugurację rundy wiosennej zbiera się nas na PKP tylko jakieś ok. 30 osób. Wiedzieliśmy że pałają chęcią zemsty- więc grono zdecydowanych do wybrania się na ten wyjazd, drastycznie się zawęziło :) Do tego większość ekipy była raczej młoda. Przez chwilę nawet część zastanawiała się, czy w ogóle jest sens jechać. Starzy stwierdzili że w tylu nie jadą- jednak młodzi zadecydowali że tak czy owak nie rezygnują. Pociąg już wjeżdżał na peron. Szybko dochodzimy do wniosku (młodzi), że niech sie dzieje co chce i jedziemy. Przeskakujemy na spontonie przez tory i wchodzimy do pociągu. Kanar powoli daje znak odjazdu, jednak około 8-10u „nie zdecydowanych”, wciąż jeszcze się wahało. Gdy miał on już odjeżdżać- tamci podjęli decyzję aby jednak jechać (wbiegając na tory). Jednak pojawiali się sokiści, którzy zagrozili że jak przejdą (przez tory), to dostaną mandaty a takze zastawili im drogę. Biec przez tunel nie było już najmniejszego sensu, więc pociąg odjechał z naszą 21 osobową brygadą desperados :). Podczas jazdy kanar nie robił problemów z brakiem biletów, zresztą zważywszy na małą liczbe uczestników kilka osób miało je zakupione (w tamtych czasach nie była to duża suma). Tak więc jedziemy bezpośrednią osobówką do Krakowa, oczywiście bez jakiejklowiek milicji czy obstawy . W Tarnowie jak zwykle pustki, Brzesko to samo. Jednak w Bochni zauważamy w drzwiach poczekalni trzy osoby, które się nam przyglądały. Jeden z nich miał biało czerwony pasiak. Nic nie robiliśmy a i pociąg zaraz ruszył i nie było sensu do nich biec. Wymiany jedynie środkowe palce- co w tym okresie było normą. Wiedzieliśmy już, że nas obczajają i czeka nas zapewne "miłe" przywitanie. Gdy zaczęły się pod krakowskie stacje patrzyliśmy, czy się na nas nie ustawiają, ale nikogo nie było. Zdawaliśmy sobie sprawę, że znajdujemy się w nie wesołej sytuacji. W Krakowie - Płaszowie (większa stacja) zerkamy przez okna, ale prócz ludzi z dala nikogo nie widać. Peron był długi i dopiero później zauważyliśmy, że czekają na nas i jest ich około (co najmniej) 60u. Widząc liczbę przewyższającą nas trzykrotnie, stwierdzamy że nie mamy szans więc postanawiamy wyskoczyć z pociągu jeszcze w czasie jego jazdy. Jechał on oczywiście bardzo powoli i równie długo hamował, więc nie było żadnego problemu. Trzeba było szybko myśleć co dalej robimy (?), więc na ten desperacki czyn zdecydowała się jakaś połowa z nas. Stąd też najpierw opiszę ich sytuację (tym bardziej że ja w niej uczestniczyłem). Na dosłownie 5 sekund przed zatrzymaniem się pociągu wyskakujemy, a następnie obiegamy stojący towarowy i biegniemy w stronę miasta. Oni zorientowali się, że to zrobiliśmy i także obiegli pociąg, ale było już za późno. Nie wiedząc gdzie się teraz schronić, zauważamy komisariat dworcowy i podbiegamy pod niego. Zauważa to psiarnia i wychodząc pyta - "co się dzieje"? My stojąc pod budynkiem odpowiadamy, że jesteśmy z Dębicy i przyjechaliśmy na mecz. Byli bardzo zdziwieni naszą obecnością, bo zadzwoniono podobno do nich że nie pojechaliśmy! Mówimy im także, że jest nas więcej, ale się rozbiegliśmy bo był komitet powitalny. Każą nam czym prędzej wejść do środka, jednak my się upieramy i stoimy na schodach. Cracovia była mocno rozdrażniona tym, że udało się nam zbiec i czaili się jeszcze po okolicy. Przyjeżdżają radiowozy milicyjne i ich brutalnie rozganiają, lejąc i pakując do nysek. Następnie po chwili (przy nas) wyciągają z radiowozów i pałując prowadzą na komisariat. My się nic nie odzywaliśmy. Milicja mówi nam, że na głównym przejęli resztę naszych. Po kilkunastu minutach jedziemy tam na sygnale z psami. Wchodzimy na dworzec, a tam stoją nasi koło komisariatu z psami. Wymieniamy się spostrzeżeniami i stwierdzamy brak jednej osoby. W tym czasie, wiedząc skąd jesteśmy, jakiś żul straszy nas, że nie wyjedziemy stąd. Jeden od nas idzie w jego kierunku, ale psy go wyprowadziły. Po chwili około 8-10u milicjantów (zwykłe uniformy i krótkie pałki) prowadzi nas na tramwaj. Teraz wrócę do tego, co działo się z resztą naszych (ci co zostali w pociągu). Tak więc tamta grupa, rozbiegła się po wagonach i złapano kilku robiąc im przekopę. Jednemu kroją pas ze spodni, widząc że niema barw. Także drugiego od nas znaleźli i dostał przekopę (wbił się nie potrzebnie, wśród jakieś siedzące baby). W końcu trzeci wbiegł do nadjeżdżającego pociągu, gdzie go wyczajono i dostał także przekopę, po czym nieprzytomny pojechał tym pociągiem w stronę Dębicy. Ockną się w czasie jazdy z zakrwawionych uchem, dopiero jak kanar szturchał go o bilet. Ostatecznie na mecz już nie dotarł. Tak więc naszą 20tkę psy w kilka osób (8-10u) konwojowały na stadion. Podczas drogi jadąc tramwajem nic się nie wydarza, prócz dziwnych spojrzeń podróżnych. Wysiadamy niedaleko stadionu i idziemy w jego kierunku. Tak patrzymy na tych gliniarzy i stwierdzamy- że byli bardziej przestraszeni od nas :) Bądź co bądź obstawę mieliśmy śmieszną, nawet na tamte czasy. Wiedzieliśmy że jak nas Cracovia teraz zaatakuję, to ta milicja pierwsza ucieknie :) Już niedaleko stadionu, jakieś 80 metrów przed nami- przebiega przez ulicę grupa około 60u osób. Jednak chyba byli za mało zdecydowani, bo bez trudu mogliby przełamać naszą śmieszną obstawę. Zauważyłem, że po bokach tej grupy biegło dużo gówniarzy, co by tłumaczyło brak ich bezpośredniego ataku. Podchodzimy pod obiekt, a tam koło kas i bram wejściowych była masa ludzi (mecz już się zaczął). Psy od razu wpakowały nas bez biletów na stadion (tunelem). Następnie zaprowadzili na sektor, który był za jedną z bramek. Młyn Cracovii liczył jakieś 150 osób i był dokładnie naprzeciwko. Wyciągnęliśmy barwy, jednak gdy to robiliśmy zdecydowanie nie pozwoliła na ten czyn milicja, mówiąc abyśmy ich nie prowokowali i ich nie wyciągali na wierzch. Dlatego też prowadzimy tylko doping. Początkowo lecą w naszym kierunku dwa kamienie, jednak nikt nie dostaje. Były rzucane z dalszej odległości i przez to mogliśmy je wcześniej ominąć. Potem podszedł pod nasz sektor… cygan! i zaczął fikać, żeby któryś od nas wyskoczył z nim na solówkę. Chetny wstał- ale psy tamtemu kazały odejść, a i naszego postraszyli pałą. Na początku koło nas siedziało stosunkowo niewielu z Cracovii (nie było wtedy klatek). Jednak tuż przed przerwą i podczas jej, przyszli pod nasz sektor i go obsiedli na około. Wyglądało to tak, że nasza 20tka siedziała w zwartej grupie, na około tylko z 20u milicjantów, a dosłownie zaraz za nimi Cracovia w liczbie około 100u? Właściwie tylko czekaliśmy, kiedy na nas ruszą, bo milicji było niewspółmiernie za mało. Każdy z nas chciał siedzieć w środku grupy (jak najdalej od „pierwszej linii frontu” , więc powoli się przemieszczaliśmy (ci z boku) w głąb. Sytuacja wyglądała tak, że np. ja siedziałem na ławce, obok mnie milicjant, a zaraz za nimi Cracovia (dosłownie nie całę dwa metry dalej)! Pamiętam dokładnie ich miny- a były pełne nienawiści. Jak widac wspomnienia z Dębicy mocno wszedły im w krew . Tym bardziej, że bardzo się ucieszyliśmy z wygrywania meczu (Cracovia spadała do III ligi). Milicja chyba nie wytrzymała nerwowo tego całego napięcia :) i jakieś 20 minut przed końcem meczu, pospiesznie wyprowadzono nas ze stadionu mówiąc- że mamy pociąg. Zawieźli nas do Krakowa - Płaszowa gdzie się okazało, że ten pociąg dziś nie jedzie! Tak więc jakąś ponad godzinę przesiedzieliśmy na komisariacie. W tym czasie mecz się już skończył, a psy prowadziły na dołek (koło nas) wściekłą Cracovie która zbierała się aby nas godnie pożegnać. Wiedzieli że nie odjechaliśmy i ustawiali się w okolicy. Tak jak wcześniej- nic się do nich nie odzywaliśmy, oni także. Gdy dobiegał czas naszego pociągu- zaprowadzili nas na peron. Pytamy się o wynik, a oni mówią że wygraliśmy. Bardzo nas to ucieszyło i zaczęliśmy wiwatować. Jeden młody gliniarz mówi do nas tak: „ja na waszym miejscu bym się jeszcze nie cieszył”. Nie zdziwiły nas te słowa, bo wiedzieliśmy że na pewno się ustawią, ale pytanie było gdzie i w ilu. W każdym razie kanar udostępnił nam z sokistami ostatni przedział (była to tzw. „jednostka”). Następnie powiedział abyśmy się zamknęli od środka. Tak też robimy i zasłaniamy okna firankami. Nie ujechaliśmy jednak daleko, bo przed stacją Kraków - Prokocim pociąg się nagle zatrzymał (hampel), a obok wagonu dochodziły odgłosy „są tutaj”! Następnie zaczęli obrzucać nasz wagon z dwóch stron kamieniami, a kilku próbowało się dostać do środka kopiąc w drzwi. Prawie wszyscy od nas leżeli na podłodze, bo fruwały cały czas kamienie, a kilku trzymało je, aby ich nie wywarzyli. Udało się im tylko rozwalić szybę, przez którą chcieli wejść. Używali także gumy z uszczelki okiennej do powstrzymania naszych, którzy je bronili. Ponadto przez rozwaloną szybę ukradli kurtkę jednemu z nas który się nią zasłaniał. Trwa to jakieś dwie minuty? (+ bez przerwy obustronna kamionka), następnie się zmywają. Wtedy to przychodzi do nas (gościu co wracał z wojska) i narobił lamentu że… chciał nam pomóc itd. (był pijany). Jako ciekawostkę podam że był za Unią Tarnów. Zaraz zjawia się psiarnia i sokiści, najlepszy był jeden z nich który stwierdził: „a nie mówiłem- aby razem z nimi jechać” :) . Po około 15 minutach pociąg rusza dalej. Gdy zajechaliśmy do Tarnowa wzbudzaliśmy ogromne zainteresowanie gapiów ponieważ nasz cały wagon nie miał praktycznie szyb. Od nas podczas tej kamionki nikt jakoś nie ucierpiał, jedynie ci co bronili drzwi mieli zaczerwienienia od gumy i chyba dwie osoby miały skaleczone dłonie. Jednak od tego, że przez dalszą drogę bawili się w rozbijanie resztek (rozbitych szyb) rękami. Następnie zadowoleni z udanego wyjazdu, bardzo radośni idziemy sobie ze śpiewem na miasto. Za nami jedzie nyska, która obserwuje nasze poczynania. Było już ciemno i poszliśmy sobie nie opodal pod dom handlowy (Świt), gdzie na jaja obeszliśmy dwa razy wielkie „koło” z klombem kwiatów po środku. Milicja podjechała wyżej, bo myślała że udamy się w tamtym kierunku. Wychylali się przez okna aby zobaczyć co wyprawiamy. Trochę nas drażniła obecność nyski, więc chcieliśmy się ich pozbyć- skręcając pośpiesznie w ulicę z zakazem wjazdu. Nie myliliśmy się, bo nie pojechali za nami. Jednak jakie było nasze zdziwienie, jak ujrzeliśmy że obok znajduję się komenda. Następnie idziemy do holu PKP gdzie sobie urzędujemy. Potem wsiadamy pod okiem piesków do kolejnej osobówki i jesteśmy w Dębicy. Tamten od nas (co powrócił „niechcący” do Dębicy) opowiedział o "wstępnym powitaniu", więc na PKP mieliśmy komitet powitalny z około 15u fanów Wisłoki, którzy czekali na nasz przyjazd. Pamiętajmy że mało kto wtedy miał choćby domowy telefon nie mówiąc że komus choćby się sniły takie dobrodziejstwa jak komórki czy ... net . Wyjazd bardzo ciekawy i za sprawą Cracovii mieliśmy sporo różnego rodzaju atrakcji :)
1992 III 8 Cracovia Kraków – WISŁOKA
Był to pierwszy wyjazd na Cracovię, po pamiętnych zdarzeniach z Dębicy (1990.IX.1), gdzie doszło do sporej awantury między naszymi ekipami co tym samym definitywnie zakończyło zgodę. Nadmieńmy że Cracovia troche dostała po głowach przy czym i nasi nie wysli bez szwanku.
Niedzielnym zimnym rankiem na inaugurację rundy wiosennej zbiera się nas na PKP tylko jakieś ok. 30 osób. Wiedzieliśmy że pałają chęcią zemsty- więc grono zdecydowanych do wybrania się na ten wyjazd, drastycznie się zawęziło :) Do tego większość ekipy była raczej młoda. Przez chwilę nawet część zastanawiała się, czy w ogóle jest sens jechać. Starzy stwierdzili że w tylu nie jadą- jednak młodzi zadecydowali że tak czy owak nie rezygnują. Pociąg już wjeżdżał na peron. Szybko dochodzimy do wniosku (młodzi), że niech sie dzieje co chce i jedziemy. Przeskakujemy na spontonie przez tory i wchodzimy do pociągu. Kanar powoli daje znak odjazdu, jednak około 8-10u „nie zdecydowanych”, wciąż jeszcze się wahało. Gdy miał on już odjeżdżać- tamci podjęli decyzję aby jednak jechać (wbiegając na tory). Jednak pojawiali się sokiści, którzy zagrozili że jak przejdą (przez tory), to dostaną mandaty a takze zastawili im drogę. Biec przez tunel nie było już najmniejszego sensu, więc pociąg odjechał z naszą 21 osobową brygadą desperados :). Podczas jazdy kanar nie robił problemów z brakiem biletów, zresztą zważywszy na małą liczbe uczestników kilka osób miało je zakupione (w tamtych czasach nie była to duża suma). Tak więc jedziemy bezpośrednią osobówką do Krakowa, oczywiście bez jakiejklowiek milicji czy obstawy . W Tarnowie jak zwykle pustki, Brzesko to samo. Jednak w Bochni zauważamy w drzwiach poczekalni trzy osoby, które się nam przyglądały. Jeden z nich miał biało czerwony pasiak. Nic nie robiliśmy a i pociąg zaraz ruszył i nie było sensu do nich biec. Wymiany jedynie środkowe palce- co w tym okresie było normą. Wiedzieliśmy już, że nas obczajają i czeka nas zapewne "miłe" przywitanie. Gdy zaczęły się pod krakowskie stacje patrzyliśmy, czy się na nas nie ustawiają, ale nikogo nie było. Zdawaliśmy sobie sprawę, że znajdujemy się w nie wesołej sytuacji. W Krakowie - Płaszowie (większa stacja) zerkamy przez okna, ale prócz ludzi z dala nikogo nie widać. Peron był długi i dopiero później zauważyliśmy, że czekają na nas i jest ich około (co najmniej) 60u. Widząc liczbę przewyższającą nas trzykrotnie, stwierdzamy że nie mamy szans więc postanawiamy wyskoczyć z pociągu jeszcze w czasie jego jazdy. Jechał on oczywiście bardzo powoli i równie długo hamował, więc nie było żadnego problemu. Trzeba było szybko myśleć co dalej robimy (?), więc na ten desperacki czyn zdecydowała się jakaś połowa z nas. Stąd też najpierw opiszę ich sytuację (tym bardziej że ja w niej uczestniczyłem). Na dosłownie 5 sekund przed zatrzymaniem się pociągu wyskakujemy, a następnie obiegamy stojący towarowy i biegniemy w stronę miasta. Oni zorientowali się, że to zrobiliśmy i także obiegli pociąg, ale było już za późno. Nie wiedząc gdzie się teraz schronić, zauważamy komisariat dworcowy i podbiegamy pod niego. Zauważa to psiarnia i wychodząc pyta - "co się dzieje"? My stojąc pod budynkiem odpowiadamy, że jesteśmy z Dębicy i przyjechaliśmy na mecz. Byli bardzo zdziwieni naszą obecnością, bo zadzwoniono podobno do nich że nie pojechaliśmy! Mówimy im także, że jest nas więcej, ale się rozbiegliśmy bo był komitet powitalny. Każą nam czym prędzej wejść do środka, jednak my się upieramy i stoimy na schodach. Cracovia była mocno rozdrażniona tym, że udało się nam zbiec i czaili się jeszcze po okolicy. Przyjeżdżają radiowozy milicyjne i ich brutalnie rozganiają, lejąc i pakując do nysek. Następnie po chwili (przy nas) wyciągają z radiowozów i pałując prowadzą na komisariat. My się nic nie odzywaliśmy. Milicja mówi nam, że na głównym przejęli resztę naszych. Po kilkunastu minutach jedziemy tam na sygnale z psami. Wchodzimy na dworzec, a tam stoją nasi koło komisariatu z psami. Wymieniamy się spostrzeżeniami i stwierdzamy brak jednej osoby. W tym czasie, wiedząc skąd jesteśmy, jakiś żul straszy nas, że nie wyjedziemy stąd. Jeden od nas idzie w jego kierunku, ale psy go wyprowadziły. Po chwili około 8-10u milicjantów (zwykłe uniformy i krótkie pałki) prowadzi nas na tramwaj. Teraz wrócę do tego, co działo się z resztą naszych (ci co zostali w pociągu). Tak więc tamta grupa, rozbiegła się po wagonach i złapano kilku robiąc im przekopę. Jednemu kroją pas ze spodni, widząc że niema barw. Także drugiego od nas znaleźli i dostał przekopę (wbił się nie potrzebnie, wśród jakieś siedzące baby). W końcu trzeci wbiegł do nadjeżdżającego pociągu, gdzie go wyczajono i dostał także przekopę, po czym nieprzytomny pojechał tym pociągiem w stronę Dębicy. Ockną się w czasie jazdy z zakrwawionych uchem, dopiero jak kanar szturchał go o bilet. Ostatecznie na mecz już nie dotarł. Tak więc naszą 20tkę psy w kilka osób (8-10u) konwojowały na stadion. Podczas drogi jadąc tramwajem nic się nie wydarza, prócz dziwnych spojrzeń podróżnych. Wysiadamy niedaleko stadionu i idziemy w jego kierunku. Tak patrzymy na tych gliniarzy i stwierdzamy- że byli bardziej przestraszeni od nas :) Bądź co bądź obstawę mieliśmy śmieszną, nawet na tamte czasy. Wiedzieliśmy że jak nas Cracovia teraz zaatakuję, to ta milicja pierwsza ucieknie :) Już niedaleko stadionu, jakieś 80 metrów przed nami- przebiega przez ulicę grupa około 60u osób. Jednak chyba byli za mało zdecydowani, bo bez trudu mogliby przełamać naszą śmieszną obstawę. Zauważyłem, że po bokach tej grupy biegło dużo gówniarzy, co by tłumaczyło brak ich bezpośredniego ataku. Podchodzimy pod obiekt, a tam koło kas i bram wejściowych była masa ludzi (mecz już się zaczął). Psy od razu wpakowały nas bez biletów na stadion (tunelem). Następnie zaprowadzili na sektor, który był za jedną z bramek. Młyn Cracovii liczył jakieś 150 osób i był dokładnie naprzeciwko. Wyciągnęliśmy barwy, jednak gdy to robiliśmy zdecydowanie nie pozwoliła na ten czyn milicja, mówiąc abyśmy ich nie prowokowali i ich nie wyciągali na wierzch. Dlatego też prowadzimy tylko doping. Początkowo lecą w naszym kierunku dwa kamienie, jednak nikt nie dostaje. Były rzucane z dalszej odległości i przez to mogliśmy je wcześniej ominąć. Potem podszedł pod nasz sektor… cygan! i zaczął fikać, żeby któryś od nas wyskoczył z nim na solówkę. Chetny wstał- ale psy tamtemu kazały odejść, a i naszego postraszyli pałą. Na początku koło nas siedziało stosunkowo niewielu z Cracovii (nie było wtedy klatek). Jednak tuż przed przerwą i podczas jej, przyszli pod nasz sektor i go obsiedli na około. Wyglądało to tak, że nasza 20tka siedziała w zwartej grupie, na około tylko z 20u milicjantów, a dosłownie zaraz za nimi Cracovia w liczbie około 100u? Właściwie tylko czekaliśmy, kiedy na nas ruszą, bo milicji było niewspółmiernie za mało. Każdy z nas chciał siedzieć w środku grupy (jak najdalej od „pierwszej linii frontu” , więc powoli się przemieszczaliśmy (ci z boku) w głąb. Sytuacja wyglądała tak, że np. ja siedziałem na ławce, obok mnie milicjant, a zaraz za nimi Cracovia (dosłownie nie całę dwa metry dalej)! Pamiętam dokładnie ich miny- a były pełne nienawiści. Jak widac wspomnienia z Dębicy mocno wszedły im w krew . Tym bardziej, że bardzo się ucieszyliśmy z wygrywania meczu (Cracovia spadała do III ligi). Milicja chyba nie wytrzymała nerwowo tego całego napięcia :) i jakieś 20 minut przed końcem meczu, pospiesznie wyprowadzono nas ze stadionu mówiąc- że mamy pociąg. Zawieźli nas do Krakowa - Płaszowa gdzie się okazało, że ten pociąg dziś nie jedzie! Tak więc jakąś ponad godzinę przesiedzieliśmy na komisariacie. W tym czasie mecz się już skończył, a psy prowadziły na dołek (koło nas) wściekłą Cracovie która zbierała się aby nas godnie pożegnać. Wiedzieli że nie odjechaliśmy i ustawiali się w okolicy. Tak jak wcześniej- nic się do nich nie odzywaliśmy, oni także. Gdy dobiegał czas naszego pociągu- zaprowadzili nas na peron. Pytamy się o wynik, a oni mówią że wygraliśmy. Bardzo nas to ucieszyło i zaczęliśmy wiwatować. Jeden młody gliniarz mówi do nas tak: „ja na waszym miejscu bym się jeszcze nie cieszył”. Nie zdziwiły nas te słowa, bo wiedzieliśmy że na pewno się ustawią, ale pytanie było gdzie i w ilu. W każdym razie kanar udostępnił nam z sokistami ostatni przedział (była to tzw. „jednostka”). Następnie powiedział abyśmy się zamknęli od środka. Tak też robimy i zasłaniamy okna firankami. Nie ujechaliśmy jednak daleko, bo przed stacją Kraków - Prokocim pociąg się nagle zatrzymał (hampel), a obok wagonu dochodziły odgłosy „są tutaj”! Następnie zaczęli obrzucać nasz wagon z dwóch stron kamieniami, a kilku próbowało się dostać do środka kopiąc w drzwi. Prawie wszyscy od nas leżeli na podłodze, bo fruwały cały czas kamienie, a kilku trzymało je, aby ich nie wywarzyli. Udało się im tylko rozwalić szybę, przez którą chcieli wejść. Używali także gumy z uszczelki okiennej do powstrzymania naszych, którzy je bronili. Ponadto przez rozwaloną szybę ukradli kurtkę jednemu z nas który się nią zasłaniał. Trwa to jakieś dwie minuty? (+ bez przerwy obustronna kamionka), następnie się zmywają. Wtedy to przychodzi do nas (gościu co wracał z wojska) i narobił lamentu że… chciał nam pomóc itd. (był pijany). Jako ciekawostkę podam że był za Unią Tarnów. Zaraz zjawia się psiarnia i sokiści, najlepszy był jeden z nich który stwierdził: „a nie mówiłem- aby razem z nimi jechać” :) . Po około 15 minutach pociąg rusza dalej. Gdy zajechaliśmy do Tarnowa wzbudzaliśmy ogromne zainteresowanie gapiów ponieważ nasz cały wagon nie miał praktycznie szyb. Od nas podczas tej kamionki nikt jakoś nie ucierpiał, jedynie ci co bronili drzwi mieli zaczerwienienia od gumy i chyba dwie osoby miały skaleczone dłonie. Jednak od tego, że przez dalszą drogę bawili się w rozbijanie resztek (rozbitych szyb) rękami. Następnie zadowoleni z udanego wyjazdu, bardzo radośni idziemy sobie ze śpiewem na miasto. Za nami jedzie nyska, która obserwuje nasze poczynania. Było już ciemno i poszliśmy sobie nie opodal pod dom handlowy (Świt), gdzie na jaja obeszliśmy dwa razy wielkie „koło” z klombem kwiatów po środku. Milicja podjechała wyżej, bo myślała że udamy się w tamtym kierunku. Wychylali się przez okna aby zobaczyć co wyprawiamy. Trochę nas drażniła obecność nyski, więc chcieliśmy się ich pozbyć- skręcając pośpiesznie w ulicę z zakazem wjazdu. Nie myliliśmy się, bo nie pojechali za nami. Jednak jakie było nasze zdziwienie, jak ujrzeliśmy że obok znajduję się komenda. Następnie idziemy do holu PKP gdzie sobie urzędujemy. Potem wsiadamy pod okiem piesków do kolejnej osobówki i jesteśmy w Dębicy. Tamten od nas (co powrócił „niechcący” do Dębicy) opowiedział o "wstępnym powitaniu", więc na PKP mieliśmy komitet powitalny z około 15u fanów Wisłoki, którzy czekali na nasz przyjazd. Pamiętajmy że mało kto wtedy miał choćby domowy telefon nie mówiąc że komus choćby się sniły takie dobrodziejstwa jak komórki czy ... net . Wyjazd bardzo ciekawy i za sprawą Cracovii mieliśmy sporo różnego rodzaju atrakcji :)
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
-
KajtekBezMajtek
- Posty: 91
- Rejestracja: 03.03.2013, 11:15
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
stalrz resovia
http://www.youtube.com/watch?v=xec53fIDPGw
Stal Gorzyce - Stal Stalowa Wola wiosna 2001
http://www.youtube.com/watch?v=cVyVmfW_Vow
Stal-Siarka 01-02
http://www.youtube.com/watch?v=tck1-pM4hqo
Stal-Śląsk 02-03
http://www.youtube.com/watch?v=y7OgE1SdMcc
stal sandecja
http://www.youtube.com/watch?v=q5W9WBmkAvA
http://www.youtube.com/watch?v=mvWtGcRJlfs
http://www.youtube.com/watch?v=h67goedEL_s
http://www.youtube.com/watch?v=xec53fIDPGw
Stal Gorzyce - Stal Stalowa Wola wiosna 2001
http://www.youtube.com/watch?v=cVyVmfW_Vow
Stal-Siarka 01-02
http://www.youtube.com/watch?v=tck1-pM4hqo
Stal-Śląsk 02-03
http://www.youtube.com/watch?v=y7OgE1SdMcc
stal sandecja
http://www.youtube.com/watch?v=q5W9WBmkAvA
http://www.youtube.com/watch?v=mvWtGcRJlfs
http://www.youtube.com/watch?v=h67goedEL_s
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
ktos wrzuci opis Amica - Arka w wielka sobote dla gimnazjalistow by sie przdala. Lekcja historii
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
no ten opis Arki naprawdę klimatyczny, oddający realia tamtych lat...
ZNAK ORŁA - POTĘGI SYMBOL PROWADZI NAS - MIECZEM I TARCZĄ
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Pamietacie ze zaglebie lubin gralo z Ac Milan?to byly europejskie puchary i kila wtedy dobrze grala wiec pelno wiesniakow jezdzilo do lubina u Nas wtedy ostry marazm ale po kolei.W dniu meczu od samego rana kontrolowalismy pks i pkp w 8 osob.To co sie dzialo w tym dniu to obecnie dla wielu moze sobie to tylko wyobrazic i pomarzyc.Jak sie okazalo w tym dniu wielu kibicow chcialo sobie ten mecz obejrzec i musieli przejechac przez Legnice.Na dzien dobry spotkalismy na Pksie kilku z poloni swidnica-ostre ko zaliczyli.Za jakis czas znalazl sie tam tez jakis zamul z karkonoszy ale mial szczescie i schowal sie w autobusie pelnym ludzi.Potem sie zaczelo-spotkanie do milych nie moze zaliczyc odra opole,jedni oberwali na pkp a inni na pks,ostre ganianki za nimi trwaly i nawet po dwie godziny co jakis czas spotkalismy innych to znow wracali by wsiasc do pociagu.Od ganiania ich bylismy juz zmeczeni.Oczywiscie zalapalo sie kilku z zaglebia l z fan clubow.Po jakims czasie poszlismy na autobus 45 i widzimy z daleka grupe ok 25 osob i w 8 osob na nich.Z okrzykiem Miedz Legnica przez ulice i juz ma dojsc do bitki a tu okazuje sie ze to Slask,chyba bylo tez z nimi kilku z Wisly.Chwila gadki i idziemy szukac dalej,patrzymy a tu grupka z 15 osob,obok kina ognisko,no to na nich okazalo sie ze byli z Legnicy,jakies barany ktorzy nie chodzili na Miedz,ale sie zalili ze dostali po ryjach od kily i dobrze po ch.. tam jechali.Wracamy na pks a tu typ trafiony z orla przeworsk,przejechal setki kilometrow i stracil wszystkie gadzety z meczu jakie mial w plecaku. Potem znow ganianki za zaglebiem i odra,pozniej spotkalismy busa od nas ktory grasowal po lubinie i trafili kilku z kily,przywiezli ze soba gadzety.Caly dzien spedzilismy na pks i pkp,zmeczeni i glodni ale warto bylo,w 8 osob i nie mielismy wtedy nawet 20 lat...
C.D. A znowu grupa z busa, troszkę starsza ekipa, uzbrojona w przydatne środki,ruszyła zwiedzać Lubin,chwile po meczu.Acha bus był bez bocznych szyb i oczywiście bez siedzeń z tylu.Ustalone było ze atak nastąpi tylko na jakaś większa grupę i z flaga!No i stało sie nasz atak i sześcio metrowa flaga jest juz po stronie chuliganów Miedzi.Pare klapsow, reszta ucieka przez bardzo wysokie płoty.Nastepnie udalismy sie do chojnowa,ale to juz lipa.Powrot do Legnicy. Podjezdzamy koło berzy.Z jakiejś odległości widzimy jakaś grupę,biegniemy w ich stronę,cofają sie.Po chwili okazuje sie ze to Młodzi od Nas.Pozniej juz do późnych godzin nocnych obijamy jakieś grupki!
C.D. A znowu grupa z busa, troszkę starsza ekipa, uzbrojona w przydatne środki,ruszyła zwiedzać Lubin,chwile po meczu.Acha bus był bez bocznych szyb i oczywiście bez siedzeń z tylu.Ustalone było ze atak nastąpi tylko na jakaś większa grupę i z flaga!No i stało sie nasz atak i sześcio metrowa flaga jest juz po stronie chuliganów Miedzi.Pare klapsow, reszta ucieka przez bardzo wysokie płoty.Nastepnie udalismy sie do chojnowa,ale to juz lipa.Powrot do Legnicy. Podjezdzamy koło berzy.Z jakiejś odległości widzimy jakaś grupę,biegniemy w ich stronę,cofają sie.Po chwili okazuje sie ze to Młodzi od Nas.Pozniej juz do późnych godzin nocnych obijamy jakieś grupki!
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ale nas łoiliście, masakra!!! Byłem na Milanie u nas, pamętam, że całą drogę z domu na stadion szedłem ze schowanymi barwami pod kurtką, żeby chuligani Miedzi mnie nie wyczaili. Co rusz ich mijałem, ale nikt mnie nie wyczaił, miałem szczęście. Ale jak widzę po tym opisie, inni nie mieli tyle szczęścia co ja.
-
KajtekBezMajtek
- Posty: 91
- Rejestracja: 03.03.2013, 11:15
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Dziś mija 10 lat od słynnej bijatyki na ul.Grabiszczyńskiej we Wrocławiu (30.03.2003 r.)
https://www.youtube.com/watch?v=JaWiuokjoFk
https://www.youtube.com/watch?v=9IGqbVkd8lA
https://www.youtube.com/watch?v=ydpppMSugFE
https://www.youtube.com/watch?v=JaWiuokjoFk
https://www.youtube.com/watch?v=9IGqbVkd8lA
https://www.youtube.com/watch?v=ydpppMSugFE
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
mam pytanie do kogoś kto był lub wie jak to jest w takich sytuacjach... Ostatnio ze znajomym rozmawialiśmy na temat krojenia. kiedyś skroił on flagę na meczu i pały go wyłowiły z sektora i zabrali go na dołek. Przesiedział 24 i go puścili, dostał tylko mandat za zakłócanie porządku.
Mogli go bardziej udupić? Na pewno zakaz stadionowy, coś jeszcze?
Mogli go bardziej udupić? Na pewno zakaz stadionowy, coś jeszcze?
ZNAK ORŁA - POTĘGI SYMBOL PROWADZI NAS - MIECZEM I TARCZĄ
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Jeżeli właściciel wyceniłby wartość flagi do 250zł to jest to wykroczenie , a powyżej tej kwoty mogą zrobić ci sprawę za kradzież.
Kibice.net -siedlisko wszelakiego zła.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
oldtimer pisze:mam pytanie do kogoś kto był lub wie jak to jest w takich sytuacjach... Ostatnio ze znajomym rozmawialiśmy na temat krojenia. kiedyś skroił on flagę na meczu i pały go wyłowiły z sektora i zabrali go na dołek. Przesiedział 24 i go puścili, dostał tylko mandat za zakłócanie porządku.
Mogli go bardziej udupić? Na pewno zakaz stadionowy, coś jeszcze?
Najpierw jeszcze ten własciciel mósiał by zgłosić kradzież tej flagi , więc kończy się to teraz na zakazie i grzywnie .??? pisze:Jeżeli właściciel wyceniłby wartość flagi do 250zł to jest to wykroczenie , a powyżej tej kwoty mogą zrobić ci sprawę za kradzież.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
no tak, tylko jaka ekipa przypucowała by sie o skrojną flagę...
ZNAK ORŁA - POTĘGI SYMBOL PROWADZI NAS - MIECZEM I TARCZĄ
-
WnukEdwarda
- Posty: 535
- Rejestracja: 23.05.2010, 12:03
- Lokalizacja: z WSI
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Weź lepiej, nawet retorycznie, o to nie pytaj...;)
Niemiec, Moskal nie osiędzie,
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
A ma ktoś dostęp do opisu Czechy Polska w Ostravie (bodajże 96/97r.)? Też bardzo klimatyczny wypad na kadrę...Aż dziwię się, że nie ma o nim ani slowa w temacie...:)
-
natenczaswojski2
- Posty: 80
- Rejestracja: 06.01.2013, 01:13
- Lokalizacja: Sercem na Górnym Śląsku
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ja pierdolę.WnukEdwarda pisze:Weź lepiej, nawet retorycznie, o to nie pytaj...;)
massa pisze:ino teraz to boli Gieksiarzy bo akurat było otwarcie dworca i są o naszych wzmianki na stronach internetowych,a nie o nich.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
to nie ta sama flaga Crazy Canibals, którą skroił później Widzew?
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg
-
Blue Old Boy
- Posty: 181
- Rejestracja: 13.02.2013, 20:34
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Nie, Widzew wykroił tą:maksMKS pisze:to nie ta sama flaga Crazy Canibals, którą skroił później Widzew?
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg

-
strzelec wyborowy
- Posty: 42
- Rejestracja: 03.04.2013, 18:36
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
była jeszcze wczesniej (lub później) jeszcze jakaś flaga CC?

-
Troublemaker
- Posty: 1521
- Rejestracja: 27.02.2007, 17:37
- Lokalizacja: Małopolska
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Tak, była. Poprzednią wersję flagi Crazy Cannibals skroił Rodowitym poznański Lech:strzelec wyborowy pisze:była jeszcze wczesniej (lub później) jeszcze jakaś flaga CC?
maksMKS pisze:to nie ta sama flaga Crazy Canibals, którą skroił później Widzew?
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg
Precz z antypolonizmem w polskim środowisku kibicowskim!!
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
A posiada ktoś relację lub opis z meczu Ruch Radzionków - Zagłębie Sosnowiec ? Tego meczu w którym Zagłębie świętowało awans i przed meczem zaliczyło spięcie z ochroną i policją.


-
WnukEdwarda
- Posty: 535
- Rejestracja: 23.05.2010, 12:03
- Lokalizacja: z WSI
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
A Tobie co? Chyba nie chciał na to pytanie uzyskać konkretnej odpowiedzi? Przynajmniej mam nadzieję.natenczaswojski2 pisze:Ja pierdolę.WnukEdwarda pisze:Weź lepiej, nawet retorycznie, o to nie pytaj...;)
Niemiec, Moskal nie osiędzie,
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.
-
KajtekBezMajtek
- Posty: 91
- Rejestracja: 03.03.2013, 11:15
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Od 8:45 sek masz video-relację z tego http://www.youtube.com/watch?v=ESzE8gsc5aMUnibet pisze:A posiada ktoś relację lub opis z meczu Ruch Radzionków - Zagłębie Sosnowiec ? Tego meczu w którym Zagłębie świętowało awans i przed meczem zaliczyło spięcie z ochroną i policją.
Ultras video 3 (Czerwiec 2003)
http://www.youtube.com/watch?v=tzSMXbgjruQ (Na początku filmiku mecz KSP Legia i jak widać Legionistom wtedy nie przeszkadzała taka pula biletów)
Polska Ultras video 4 (Lipiec 2003)
http://www.youtube.com/watch?v=VDOUJiZMkXI
Hooligans Polska 2004 cz1
http://www.youtube.com/watch?v=7bMcu6darD4
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Te flagi zostały skrojone w 1999 roku podczas meczu Lech-ŁKS Łódz.W sektorze gości kilka osób z Łodzi.Główna ekipa ok.120 osób jechała pociągiem.W Jarocinie obijają miejscowy fc Lecha,zdobywając 5 szali.W Poznaniu zostają zawróceni przez psiarnie i na mecz nie docierają.W drodze powrotnej mają dym z psami.Kilkanaście osób z Lecha wpada na sektor gości i zrywa jedną flage z płotu oraz zdobywają plecak w którym jest druga fana.maksMKS pisze:to nie ta sama flaga Crazy Canibals, którą skroił później Widzew?
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Z tego co pamiętam (nie mam nic wspólnego z ŁKS-em ani KKS-em), to Ełksa miała pretensje, że ten plecak z sektora wyniósł typ w koszulce ochroniarza i w plecaku prócz flagi była też spora ilość gotówki+jakiś aparat, o co łodzianie mieli pretensje..A pamiętam, jak na wyjeździe mego klubu, chyba w tym samym roku, ochronę robili tam kibole Lecha i na bramie była gruba jazda, gdy jeden z kiboli/ochroniarzy wyskoczył z nożem do jednego z chłopaków. Teraz, z racji układu raczej nikt o tym nie będzie wspominał...
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ma ktoś opis z Elana-Zawisza ? Z tego meczu co Elana traci flage ?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Macie jeszcze jakieś ciekawe, najlepiej oldschoolowe relacje? zajebiście się je czyta, a i też miło wrócić do starych czasów.. :)
-
strona-praska
- Posty: 252
- Rejestracja: 31.03.2010, 21:57
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
W przeddzień meczu Lecha w Ząbkach byliśmy z nimi w kontakcie telefonicznym. Niestety krótko. Ostatnie SMS-y to: "Cześć! Tu Bolek Morawiec(*). Jutro jedziemy 2 autokarami, liczymy na jakieś atrakcje z waszej strony. O "Surówie" pewnie słyszałeś, my do dzisiaj mamy dolinę."; oraz "Ja też będę miał telefon. My jedziemy bez sprzętu, to że na meczu będzie dużo psów to my wiemy, dlatego liczymy na dym w drodze dojazdowej lub na umówiony." potem telefony poznaniaków zostały powyłąnczane. Tajemnicą Poliszynela jest informacja o próbie ataku "kolejorzy" na... szalikowców Legii, którzy wybierali się specjalnym pociągiem (z "Naszej Legii") na wyjazd do Łodzi (Widzew). Ich plany pokrzyżowała im ekipa "Teddy Boys'95", która w sile 55 osób rozkminiła "leszków" w centrum. "TB" pomni zwarcia z "Triadą" na rezerwach (Legia II - Arka) mieli kilkadziesiąt trzonków do siekier, ale te były do końca zdeponowane w bagażniku jednego z aut. Mimo braku pełnego składu "TB" poznaniacy dostają ostre bęcki pod Domami Towarowymi "Centrum". Kilku (5-6) z Lecha było komisyjnie okopanych, a reszta zerwała się w różnych kierunkach. Jedni pod pałac kultury (ok. 300 m), inni w głąb ulicy Chmielnej. Kilku z uciekinierów widać było z daleka, ponieważ nie mieli już na sobie wierzchnich ubrań (tylko tatuaże). Po udanej akcji rozbiegamy się, by nie spędzić tego słonecznego i jakże udanego dnia na dołku (główny atak odbył się pod oknami Komisariatu na ul. Widok.)(już tam go nie ma -przyp.red.hoolinfo). Od nas zostaje kilku "szklarzy", którzy postanowili przewietrzyć poznańskie autokary. lechici dozbrajają się i atakują naszych maruderów (1 uziemiony) oraz... przechodniów. Śmiesznie wyglądała wendeta KKS-u na ... przypadkowcach (atakowali ich rurami, deskami, drabiną itp.). Zaraz pojawia się kompania policji i muszą skończyć swoje fajerwerki. Jeszcze 6 z Poznania stoczyło pojedynek z 3 legionistami, którzy zmierzali do Łodzi (wcześniej w awanturze nie brali udziału, znaleźli się tam przypadkowo), który zakończył się po 1 knockdownie po każdej ze stron. Ci ostatni i reszta namierzonych "pyroludków" ucieka za kordon psów pod ich czułą opiekę. Po akcji przyglądamy się dobremu składowi "BB", a po ich wyjeździe z centrum monitorujemy sektor gości w Ząbkach. Tam ok.20 z Lecha (bez barw) i 200 psów.
(*) personalia zmienione!
(*) personalia zmienione!
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1401
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Z cyklu "piękne lata 90te" oczyma kibica Wisłoki Dębica:
1998 V 6 Resovia Rzeszów – Błękitni Ropczyce (środa)
Błękitni (nasz fc) mówią nam że chętnie wybrali by się na IV ligowy mecz do Resovii Rzeszów, (my gralismy wtedy w III lidze- ehh co za czasy). Nie namyslając się długo postanawiamy wspomóc Błękitnych. Mecz miał się odbyć w środę, jednak mimo tego chcieliśmy sprawdzic co tam u "starych dobrych znajomych z Resovii słychać" :) Z Dębicy łącznie wyrusza 8 osób. W Ropczycach do tego samego pociągu wsiada fc w 12 osób (w tym jeden z Dębicy). Chowamy barwy i udajemy się do Rzeszowa. Na miejscu co oczywiste nikt sie nas nie spodziewał, ani policja ani Resovia. Sami podążamy na stadion a jest nas 20u, raczej słabego składu. Gdy wchodzimy na stadion widzimy z oddali na wałach małe grupy Resovii, które wiedząc że jesteśmy przyjezdnymi- nerwowo zerkają... na policję :) która stała za nimi. Oczywiście ich nie ruszamy, tylko idziemy zająć swój sektor, gdzie rozwieszamy dwie flagi (w tym jedna Wisłoki). Po chwili dochodzi do nas kolejnych 7u z Ropczyc, którzy przybyli z piłkarzami. Miejscowi poczuli sie pewniej przy policji, toteż kilku podeszło sobie pokrzyczeć z bezpiecznej odległości. Od razu wyrusza ku nim paru naszych, ale nie mają ochoty na rozmowy w "cztery oczy" i uciekają. Nadal nikt nas nie pilnował, a policji było ledwo kilka sztuk, w dodatku na innej części stadionu (jakby tego było mało, nie widzieli nas). Zdając sobie sprawę że zaczyna się robić ciekawie, ściągamy flagi licząc że główne atrakcje dopiero przed nami. Z PKP dochodzi do nas kolejne dwie osoby, które przyjechały pociągiem z Dębicy (młodzi). Tak więc jest nas 29u, w tym 10u z Dębicy. Na ta chwilę byliśmy "pilnowani" tylko przez… jednego porządkowego (dokładniej mówiąc starego dziadka). W przerwie Resovia obtoczyła nas z dwóch stron sektora i w pewnym momencie zaczęła na nas iść (było to w miejscu które patrząc obecnie z punktu widzenia miejscowych jest od prawej strony młyna). Szybko łamiemy ławki i trzymamy je w rękach a kilku naprędce rzuciło w ich kierunku. Resovii na oko jest 3 razy więcej od nas i gdy zaczęliśmy łamać ławki obrzucają nas kamieniami i brechami. Na szczęscie robili to tak nieudolnie że nikt nie dostał. Obie grupy przez chwilę trwają w takim impasie po czym po paru minutach wkracza policja która od razu mocno burzy się do nas czego łamiemy ławki. Dodatkowo zgarniają dwie osoby a Resovię zaprowadzają na swój sektor (tj. nieopodal nas). Po chwili także zwijają jednego z miejscowych po czym śpiewamy „zostaw kibica…”. Obie rzeszowskie ekipy (a szczególnie Stal) wtedy jeszcze "nie praktykowały" ogólnopolskiej przyśpiewki która miała łączyć kibiców przeciw policji. Przez ten czyn jeszcze bardziej się im naraziliśmy, choć wcześniej i tak byli mocno wkurzeni. Kazali nam... wynosić się ze stadionu, co też uczyniliśmy. Gdy jesteśmy spychani w stronę wyjścia, Resovia wyszła ze swojego sektora i podniecona tym zaczęła lekko ku nam biec. My widząc to zdecydowanie się zatrzymujemy i czekamy na nich aby dobiegli! Zachowanie miejscowych co najmniej dziwne aby nie powiedzieć na popis bo gdy tylko się zatrzymaliśmy oni też to zrobili. Widząc nasze ociąganie się z wyjściem i w dodatku chęć zmierzenia z miejscowymi, wściekła policja wywala nas za bramę i zamyka na... klucz wejście! Jednak to jeszcze nic- mówią nam abyśmy wypierd... i nic ich nie obchodzi co dalej zrobimy! Widząc taki tok zdarzeń który delikatnie nas zszokował, idziemy koło okolicznych bloków, a z daleka na stadionie widzimy jak biegnie na około w naszą stronę Resovia. Nie myśląc wiele "na legalu" łamiemy sobie ławki pod blokami (mieszkanńcy i policja nic!). Następnie zaczynamy lekko biec ulicą (w kierunku na wschód). W między czasie w dalszym ciągu łamiemy jakieś płoty, zbieramy pały i chowamy po kieszeniach kamienie. Niektórzy także w rękach mają pasy. Mijający nas w samochodach ludzie w mocnym szoku, wszak przemieszczalismy się w samopas dużą częścią jezdni. Wiedząc że na razie niema co iść w stronę dworca (mieliśmy jakieś ponad 2km), skręcamy zamiast na północ- na wschód. Tam sobie normalnie idziemy ze sprzętem po czym kierujemy się w stronę śródmieścia i po niespełna pół godzinie jesteśmy już niemal w centrum. Po drodze robimy sobie przerwę w parku koło stadionu Zelmera. Przyczyniając się tym samym do wielkiego zdziwienia u żołnierzy stojących na bramie wejściowej (obok była jednostka wojskowa) Rzecz jasna chodzi mi tu o nasz "ekwipunek" którym jak wspomniałem niezbyt sie krylismy. Wchodząc do centrum nieco chowamy swój sprzęt i paru wychodzi bardziej na przeciw. Tym samym nasza ekipa się rozciąga i nie jest w zwartej grupie. Dochodzimy do przystanku miejskiego i czekamy chwile na autobus, jednak coś nic nie jechało w strone PKP więc idziemy w dalszą drogę z buta. Podchodzimy w okolice PKS (obok PKP) a z daleka pod dworcem dostrzegamy o wiele większą grupę Resovii (widzieliśmy barwy więc byliśmy pewni że to nasz komitet pożegnalny). Bez zastanowienia od razu na nich ruszamy w imię zasady "albo oni albo my"! Co robi domniemana Resovia?- ucieka! Podchodzimy bliżej i okazuje się że było ich nieco mniej a nasza ocena to złudzenie (w około na PKSie kręciła się masa zwykłych ludzi). Z pianą na pyskach idziemy na PKP, świadomi tego że jeśli nie tu, to tam na pewno na nas czekają. Wchodząc na przed pole dworca było dosyć pustawo, od razu podchodzą do nas jacyś goście mówiąc- „policja- rzućcie to” (okazali się tajniakami). Za bardzo nie chcieliśmy pozbywać się sprzętu i mówimy, że nie oddamy go. Oni do nas że Resovii niema, bo ich rozproszyli, więc idziemy na hol dworcowy gdzie psy każą nam kupić bilety, bo w przeciwnym wypadku dostaniemy kredyty. Większość z nas kupuje (głównie do Ropczyc) reszcie udaje się skitrać. Chodzimy sobie jeszcze chwilę w szalach (Wisłoki), po czym wsiadamy do pośpiesznego. Po drodze kanar ścigał kilku po przedziałach, którzy nie mieli biletów, ale ostatecznie docieramy spokojnie do Dębicy. Wyjazd bardzo udany. Przede wszystkim dlatego, bo pokazaliśmy Resovii na co nas stać, pomimo tego że byliśmy raczej słabym składem (ogólnie). Natomiast Resovia ukazała poziom jaki miała w tamtym okresie czyli dosyć mizerny. W dodatku do tego miasta jeszcze nie dotarły takie nowinki jak "zostaw kibica..." czy "zawsze i wszędzie...". Dotyczy to Resovii jak i w szczególnosci Stali.
1998 V 6 Resovia Rzeszów – Błękitni Ropczyce (środa)
Błękitni (nasz fc) mówią nam że chętnie wybrali by się na IV ligowy mecz do Resovii Rzeszów, (my gralismy wtedy w III lidze- ehh co za czasy). Nie namyslając się długo postanawiamy wspomóc Błękitnych. Mecz miał się odbyć w środę, jednak mimo tego chcieliśmy sprawdzic co tam u "starych dobrych znajomych z Resovii słychać" :) Z Dębicy łącznie wyrusza 8 osób. W Ropczycach do tego samego pociągu wsiada fc w 12 osób (w tym jeden z Dębicy). Chowamy barwy i udajemy się do Rzeszowa. Na miejscu co oczywiste nikt sie nas nie spodziewał, ani policja ani Resovia. Sami podążamy na stadion a jest nas 20u, raczej słabego składu. Gdy wchodzimy na stadion widzimy z oddali na wałach małe grupy Resovii, które wiedząc że jesteśmy przyjezdnymi- nerwowo zerkają... na policję :) która stała za nimi. Oczywiście ich nie ruszamy, tylko idziemy zająć swój sektor, gdzie rozwieszamy dwie flagi (w tym jedna Wisłoki). Po chwili dochodzi do nas kolejnych 7u z Ropczyc, którzy przybyli z piłkarzami. Miejscowi poczuli sie pewniej przy policji, toteż kilku podeszło sobie pokrzyczeć z bezpiecznej odległości. Od razu wyrusza ku nim paru naszych, ale nie mają ochoty na rozmowy w "cztery oczy" i uciekają. Nadal nikt nas nie pilnował, a policji było ledwo kilka sztuk, w dodatku na innej części stadionu (jakby tego było mało, nie widzieli nas). Zdając sobie sprawę że zaczyna się robić ciekawie, ściągamy flagi licząc że główne atrakcje dopiero przed nami. Z PKP dochodzi do nas kolejne dwie osoby, które przyjechały pociągiem z Dębicy (młodzi). Tak więc jest nas 29u, w tym 10u z Dębicy. Na ta chwilę byliśmy "pilnowani" tylko przez… jednego porządkowego (dokładniej mówiąc starego dziadka). W przerwie Resovia obtoczyła nas z dwóch stron sektora i w pewnym momencie zaczęła na nas iść (było to w miejscu które patrząc obecnie z punktu widzenia miejscowych jest od prawej strony młyna). Szybko łamiemy ławki i trzymamy je w rękach a kilku naprędce rzuciło w ich kierunku. Resovii na oko jest 3 razy więcej od nas i gdy zaczęliśmy łamać ławki obrzucają nas kamieniami i brechami. Na szczęscie robili to tak nieudolnie że nikt nie dostał. Obie grupy przez chwilę trwają w takim impasie po czym po paru minutach wkracza policja która od razu mocno burzy się do nas czego łamiemy ławki. Dodatkowo zgarniają dwie osoby a Resovię zaprowadzają na swój sektor (tj. nieopodal nas). Po chwili także zwijają jednego z miejscowych po czym śpiewamy „zostaw kibica…”. Obie rzeszowskie ekipy (a szczególnie Stal) wtedy jeszcze "nie praktykowały" ogólnopolskiej przyśpiewki która miała łączyć kibiców przeciw policji. Przez ten czyn jeszcze bardziej się im naraziliśmy, choć wcześniej i tak byli mocno wkurzeni. Kazali nam... wynosić się ze stadionu, co też uczyniliśmy. Gdy jesteśmy spychani w stronę wyjścia, Resovia wyszła ze swojego sektora i podniecona tym zaczęła lekko ku nam biec. My widząc to zdecydowanie się zatrzymujemy i czekamy na nich aby dobiegli! Zachowanie miejscowych co najmniej dziwne aby nie powiedzieć na popis bo gdy tylko się zatrzymaliśmy oni też to zrobili. Widząc nasze ociąganie się z wyjściem i w dodatku chęć zmierzenia z miejscowymi, wściekła policja wywala nas za bramę i zamyka na... klucz wejście! Jednak to jeszcze nic- mówią nam abyśmy wypierd... i nic ich nie obchodzi co dalej zrobimy! Widząc taki tok zdarzeń który delikatnie nas zszokował, idziemy koło okolicznych bloków, a z daleka na stadionie widzimy jak biegnie na około w naszą stronę Resovia. Nie myśląc wiele "na legalu" łamiemy sobie ławki pod blokami (mieszkanńcy i policja nic!). Następnie zaczynamy lekko biec ulicą (w kierunku na wschód). W między czasie w dalszym ciągu łamiemy jakieś płoty, zbieramy pały i chowamy po kieszeniach kamienie. Niektórzy także w rękach mają pasy. Mijający nas w samochodach ludzie w mocnym szoku, wszak przemieszczalismy się w samopas dużą częścią jezdni. Wiedząc że na razie niema co iść w stronę dworca (mieliśmy jakieś ponad 2km), skręcamy zamiast na północ- na wschód. Tam sobie normalnie idziemy ze sprzętem po czym kierujemy się w stronę śródmieścia i po niespełna pół godzinie jesteśmy już niemal w centrum. Po drodze robimy sobie przerwę w parku koło stadionu Zelmera. Przyczyniając się tym samym do wielkiego zdziwienia u żołnierzy stojących na bramie wejściowej (obok była jednostka wojskowa) Rzecz jasna chodzi mi tu o nasz "ekwipunek" którym jak wspomniałem niezbyt sie krylismy. Wchodząc do centrum nieco chowamy swój sprzęt i paru wychodzi bardziej na przeciw. Tym samym nasza ekipa się rozciąga i nie jest w zwartej grupie. Dochodzimy do przystanku miejskiego i czekamy chwile na autobus, jednak coś nic nie jechało w strone PKP więc idziemy w dalszą drogę z buta. Podchodzimy w okolice PKS (obok PKP) a z daleka pod dworcem dostrzegamy o wiele większą grupę Resovii (widzieliśmy barwy więc byliśmy pewni że to nasz komitet pożegnalny). Bez zastanowienia od razu na nich ruszamy w imię zasady "albo oni albo my"! Co robi domniemana Resovia?- ucieka! Podchodzimy bliżej i okazuje się że było ich nieco mniej a nasza ocena to złudzenie (w około na PKSie kręciła się masa zwykłych ludzi). Z pianą na pyskach idziemy na PKP, świadomi tego że jeśli nie tu, to tam na pewno na nas czekają. Wchodząc na przed pole dworca było dosyć pustawo, od razu podchodzą do nas jacyś goście mówiąc- „policja- rzućcie to” (okazali się tajniakami). Za bardzo nie chcieliśmy pozbywać się sprzętu i mówimy, że nie oddamy go. Oni do nas że Resovii niema, bo ich rozproszyli, więc idziemy na hol dworcowy gdzie psy każą nam kupić bilety, bo w przeciwnym wypadku dostaniemy kredyty. Większość z nas kupuje (głównie do Ropczyc) reszcie udaje się skitrać. Chodzimy sobie jeszcze chwilę w szalach (Wisłoki), po czym wsiadamy do pośpiesznego. Po drodze kanar ścigał kilku po przedziałach, którzy nie mieli biletów, ale ostatecznie docieramy spokojnie do Dębicy. Wyjazd bardzo udany. Przede wszystkim dlatego, bo pokazaliśmy Resovii na co nas stać, pomimo tego że byliśmy raczej słabym składem (ogólnie). Natomiast Resovia ukazała poziom jaki miała w tamtym okresie czyli dosyć mizerny. W dodatku do tego miasta jeszcze nie dotarły takie nowinki jak "zostaw kibica..." czy "zawsze i wszędzie...". Dotyczy to Resovii jak i w szczególnosci Stali.
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
-
strzelec wyborowy
- Posty: 42
- Rejestracja: 03.04.2013, 18:36
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Pod koniec lat 90 Zagłebie Lubin straciło flage Chojnów (chyba na rzecz Ruchu), czy to ta flaga? I czy to faktycznie R wykroił?



Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Z waszych opisów wynika że Łks stworzył replikę flagi CC skrojonej przez Lecha która następnie została skrojona przez Widzew.Czy kiedyś tworzenie replik straconych flag było czymś normalnym?Bo jak wiadomo teraz jest trochę inaczej.
-
człowiek bez blizny
- Posty: 29
- Rejestracja: 16.04.2013, 16:58
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
To nie były typowe repliki, bo tylko haslo było to samo, natomiast wygląd całkiem inny.robak66 pisze:Z waszych opisów wynika że Łks stworzył replikę flagi CC skrojonej przez Lecha która następnie została skrojona przez Widzew.Czy kiedyś tworzenie replik straconych flag było czymś normalnym?Bo jak wiadomo teraz jest trochę inaczej.
-
..::1952::..
- Posty: 208
- Rejestracja: 19.04.2011, 17:32
- Lokalizacja: Polska
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ruch skroił flagę "Chojnów" w 1997.Ale czy to ta flaga, to w tym momencie nie odpowiem.strzelec wyborowy pisze:Pod koniec lat 90 Zagłebie Lubin straciło flage Chojnów (chyba na rzecz Ruchu), czy to ta flaga? I czy to faktycznie R wykroił?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Witam na forum.
Poszukuję relacji lub zdjęć (a najlepiej i to i to) z meczów :
Górnik Zabrze - Stomil Olsztyn
Zagłębie Lubin - Stomil Olsztyn
Śląsk Wrocław - Stomil Olsztyn
Widzew Łódź - Stomil Olsztyn
Sezon 2000/01 lub 01/02 (ostatni sezon OKSu w 1 lidze).
Jeżeliktoś posiada to będę wdzięczny (może być PW)
Poszukuję relacji lub zdjęć (a najlepiej i to i to) z meczów :
Górnik Zabrze - Stomil Olsztyn
Zagłębie Lubin - Stomil Olsztyn
Śląsk Wrocław - Stomil Olsztyn
Widzew Łódź - Stomil Olsztyn
Sezon 2000/01 lub 01/02 (ostatni sezon OKSu w 1 lidze).
Jeżeliktoś posiada to będę wdzięczny (może być PW)
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
I pesele jeszcze podajcie chłopakowi!
Założyciele Wisły Kraków „jedynie” ograniczyli dostęp do klubu wyłącznie do Polaków, jakiś czas potem działacze poznańskiej Warty domagali się już wykluczenia ze struktur PZPN wszelkich klubów, sędziów i zawodników, którzy nie byli chrześcijanami (1938 r.). Przeciwko takim rozwiązaniom protestowały Cracovia i Łódzki KS, na trybunach których pojawiała się w niemałej liczbie ludność żydowska.
