CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Moderatorzy: Automoderation, Zorientowany, LechiaCHWM
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Jeżeli właściciel wyceniłby wartość flagi do 250zł to jest to wykroczenie , a powyżej tej kwoty mogą zrobić ci sprawę za kradzież.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
no tak, tylko jaka ekipa przypucowała by sie o skrojną flagę...
-
WnukEdwarda
- Posty: 426
- Rejestracja: 23.05.2010, 12:03
- Lokalizacja: z WSI
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Weź lepiej, nawet retorycznie, o to nie pytaj...;)
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
A ma ktoś dostęp do opisu Czechy Polska w Ostravie (bodajże 96/97r.)? Też bardzo klimatyczny wypad na kadrę...Aż dziwię się, że nie ma o nim ani slowa w temacie...:)
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
to nie ta sama flaga Crazy Canibals, którą skroił później Widzew?
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg
-
Blue Old Boy
- Posty: 131
- Rejestracja: 13.02.2013, 20:34
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Nie, Widzew wykroił tą:maksMKS pisze:to nie ta sama flaga Crazy Canibals, którą skroił później Widzew?
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg

-
strzelec wyborowy
- Posty: 29
- Rejestracja: 03.04.2013, 18:36
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
była jeszcze wczesniej (lub później) jeszcze jakaś flaga CC?
-
Troublemaker
- Posty: 1285
- Rejestracja: 27.02.2007, 17:37
- Lokalizacja: Małopolska
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Tak, była. Poprzednią wersję flagi Crazy Cannibals skroił Rodowitym poznański Lech:strzelec wyborowy pisze:była jeszcze wczesniej (lub później) jeszcze jakaś flaga CC?
maksMKS pisze:to nie ta sama flaga Crazy Canibals, którą skroił później Widzew?
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
A posiada ktoś relację lub opis z meczu Ruch Radzionków - Zagłębie Sosnowiec ? Tego meczu w którym Zagłębie świętowało awans i przed meczem zaliczyło spięcie z ochroną i policją.


-
KajtekBezMajtek
- Posty: 78
- Rejestracja: 03.03.2013, 11:15
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Od 8:45 sek masz video-relację z tego http://www.youtube.com/watch?v=ESzE8gsc5aMUnibet pisze:A posiada ktoś relację lub opis z meczu Ruch Radzionków - Zagłębie Sosnowiec ? Tego meczu w którym Zagłębie świętowało awans i przed meczem zaliczyło spięcie z ochroną i policją.
Ultras video 3 (Czerwiec 2003)
http://www.youtube.com/watch?v=tzSMXbgjruQ (Na początku filmiku mecz KSP Legia i jak widać Legionistom wtedy nie przeszkadzała taka pula biletów)
Polska Ultras video 4 (Lipiec 2003)
http://www.youtube.com/watch?v=VDOUJiZMkXI
Hooligans Polska 2004 cz1
http://www.youtube.com/watch?v=7bMcu6darD4
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Te flagi zostały skrojone w 1999 roku podczas meczu Lech-ŁKS Łódz.W sektorze gości kilka osób z Łodzi.Główna ekipa ok.120 osób jechała pociągiem.W Jarocinie obijają miejscowy fc Lecha,zdobywając 5 szali.W Poznaniu zostają zawróceni przez psiarnie i na mecz nie docierają.W drodze powrotnej mają dym z psami.Kilkanaście osób z Lecha wpada na sektor gości i zrywa jedną flage z płotu oraz zdobywają plecak w którym jest druga fana.maksMKS pisze:to nie ta sama flaga Crazy Canibals, którą skroił później Widzew?
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-a ... 8893_n.jpg
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ma ktoś opis z Elana-Zawisza ? Z tego meczu co Elana traci flage ?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Macie jeszcze jakieś ciekawe, najlepiej oldschoolowe relacje? zajebiście się je czyta, a i też miło wrócić do starych czasów.. :)
-
strzelec wyborowy
- Posty: 29
- Rejestracja: 03.04.2013, 18:36
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Pod koniec lat 90 Zagłebie Lubin straciło flage Chojnów (chyba na rzecz Ruchu), czy to ta flaga? I czy to faktycznie R wykroił?


Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Z waszych opisów wynika że Łks stworzył replikę flagi CC skrojonej przez Lecha która następnie została skrojona przez Widzew.Czy kiedyś tworzenie replik straconych flag było czymś normalnym?Bo jak wiadomo teraz jest trochę inaczej.
-
człowiek bez blizny
- Posty: 21
- Rejestracja: 16.04.2013, 16:58
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
To nie były typowe repliki, bo tylko haslo było to samo, natomiast wygląd całkiem inny.robak66 pisze:Z waszych opisów wynika że Łks stworzył replikę flagi CC skrojonej przez Lecha która następnie została skrojona przez Widzew.Czy kiedyś tworzenie replik straconych flag było czymś normalnym?Bo jak wiadomo teraz jest trochę inaczej.
-
..::1952::..
- Posty: 165
- Rejestracja: 19.04.2011, 17:32
- Lokalizacja: Polska
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ruch skroił flagę "Chojnów" w 1997.Ale czy to ta flaga, to w tym momencie nie odpowiem.strzelec wyborowy pisze:Pod koniec lat 90 Zagłebie Lubin straciło flage Chojnów (chyba na rzecz Ruchu), czy to ta flaga? I czy to faktycznie R wykroił?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Witam na forum.
Poszukuję relacji lub zdjęć (a najlepiej i to i to) z meczów :
Górnik Zabrze - Stomil Olsztyn
Zagłębie Lubin - Stomil Olsztyn
Śląsk Wrocław - Stomil Olsztyn
Widzew Łódź - Stomil Olsztyn
Sezon 2000/01 lub 01/02 (ostatni sezon OKSu w 1 lidze).
Jeżeliktoś posiada to będę wdzięczny (może być PW)
Poszukuję relacji lub zdjęć (a najlepiej i to i to) z meczów :
Górnik Zabrze - Stomil Olsztyn
Zagłębie Lubin - Stomil Olsztyn
Śląsk Wrocław - Stomil Olsztyn
Widzew Łódź - Stomil Olsztyn
Sezon 2000/01 lub 01/02 (ostatni sezon OKSu w 1 lidze).
Jeżeliktoś posiada to będę wdzięczny (może być PW)
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
I pesele jeszcze podajcie chłopakowi!
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
pamięta tutaj ktoś może dym z meczu Stomil - Lechia ? Wiem że było coś takiego >20 lat temu(?) ale niestety nie miałem przyjemności w tym uczestniczyć.. ponoć było bardzo ciekawie, znam to z opowiadań starszych.
-
OdrzuconyHWDP
- Posty: 130
- Rejestracja: 04.05.2013, 20:25
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1188
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1188
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
-
Gieksa J-no
- Posty: 519
- Rejestracja: 30.01.2010, 23:52
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Jak najwięcej takich opisów !!
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1188
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Może nie z cyklu "Piękne lata 90te" - lecz przedsionek obecnego wieku który jeszcze owocował spektakularnymi wyjazdami ;) Wyjazd oczyma kibica Wisłoki Dębica.
ps. Jakiś czas w tamtych czasach była niesłuszna fama że pierwszym kibicom jakim udało sie wbić po wielu latach (pomimo zakazu) na Polonii była Cracovia. Jest to oczywiście nie prawdą bo byliśmy to my :))
ps. Jakiś czas w tamtych czasach była niesłuszna fama że pierwszym kibicom jakim udało sie wbić po wielu latach (pomimo zakazu) na Polonii była Cracovia. Jest to oczywiście nie prawdą bo byliśmy to my :))
-
holendrowie i beldzy
- Posty: 176
- Rejestracja: 03.12.2012, 16:37
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Dziś mija 20 lat od pamiętnego Polska-Anglia na Śląskim
https://www.youtube.com/watch?v=B2KWfVbOwrM
starzejemy się Panowie
https://www.youtube.com/watch?v=B2KWfVbOwrM
starzejemy się Panowie
-
..::1952::..
- Posty: 165
- Rejestracja: 19.04.2011, 17:32
- Lokalizacja: Polska
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Z góry zaznaczam, że nie chcę wywołać kolejnej kłótni na linii Wisła-Cracovia.Rzeczywiście w 95 roku Cracovia była w posiadaniu już 20 flag Wisły ?
Wisła Kraków - Arka Gdynia 31.05.95
Na ten mecz jechaliśmy już jako trzecioligowcy. Ja zameldowałem się w Krakowie pięć dni przed meczem i udałem się na spotkanie Cracovii ze Stalą Rzeszów. Na stadionie Cracovii i po meczu było fajnie - piwo, wódka, dyskoteka... i film mi się urwał. Dzień przed meczem Arki z Wisłą wraz z kibicami Cracovii czekałem na pociąg z Gdyni. Przyjechało nim trzynastu chłopaków. Tego dnia na Dąbiu (dzielnica Krakowa) odbyła się impreza przy ognisku. Były kiełbaski, piwo, śpiewy itd W dniu meczu, od rana siedzieliśmy na krakowskim rynku. Przyszli też kibice ŁKSu (w ten sam dzień grali mecz z Hutnikiem), ale nie biliśmy się, ponieważ oni także mają zgodę z Cracovią. Na rynku piliśmy piwo, a około godziny dwunastej autokarem przyjechali pozostali kibice Arki. Dwie godziny przed meczem kibice Cracovii załatwili kilka samochodów, więc udaliśmy się na krojenie Wisły. Przed stadionem złapaliśmy gościa z plecakiem. Pytani się go: -Z Arki jesteś ? - a on na to: -Nie, na pewno nie. Otworzyliśmy mu plecak, w którym znaleźliśmy nowy szal Wisły. Oczywiście dostał wpiernicz i zaczął krzyczeć: "Policja, ratunku !". Po krótkim krojeniu pojechaliśmy na rynek, zostawiliśmy samochody i udaliśmy się autobusem z powrotem na krojenie. Tym razem pojechaliśmy na dzielnicę Azory. Tam zobaczyliśmy około 100 kibiców Wisły. Wystartowaliśmy do nich, ale oni uciekli. Pogoniliśmy ich troszeczkę, ale w końcu daliśmy sobie spokój, bo dalsza gonitwa była już bez sensu. W chwile później stoczyliśmy walkę z kilkoma gliniarzami, którzy dostali oklep, jednak po chwili przybyły posiłki i eskortowały nas na stadion. Przy wejściu na obiekt bardzo dokładnie nas przeszukano, przez co nie wnieśliśmy rac. Zabierano także pasy i inne "akcesoria". Na meczu było nas 65 plus 8 z Polonii Bytom plus około 300 z Cracovii. Jak na drużynę, która pewnie zmierza do trzeciej ligi to i tak nieźle, biorąc pod uwagę, że mecz odbył się w środę i że do Krakowa jest 600 kilometrów. Po meczu część kibiców Arki odjechała autokarem, a reszta udała się z Cracovią na piwo. Wieczorem kibice Cracoyii odprowadzili nas na dworzec i udaliśmy się do domu. P.S. Na mecz ten kibice "Pasów" przynieśli 20 flag Wisły i około 100 różnych szalików. Było takie ognisko, że można było smażyć kiełbaski.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Kiedyś flagi nie były tak pilnowane jak obecnie,a mógł ją sobie zrobić praktycznie każdy i to samemu.Strata flagi jakiegoś klubu była praktycznie co tydzień, i nie było jakieś wielkie wydarzenie jak w obecnych czasach,no chyba,że była skrojona topowa flaga jakiejś ekipy.Więc tak jak napisałem wiele osób posiadających flage po meczu chowało ją w torbe lub w przypadku mniejszej w kieszeń i szło sobie do domu.Także uzbieranie 20 flag w jakimś czasie,szczególnie w mieście derbowym było jak najbardziej możliwe...::1952::.. pisze:Z góry zaznaczam, że nie chcę wywołać kolejnej kłótni na linii Wisła-Cracovia.Rzeczywiście w 95 roku Cracovia była w posiadaniu już 20 flag Wisły ?
Wisła Kraków - Arka Gdynia 31.05.95
Na ten mecz jechaliśmy już jako trzecioligowcy. Ja zameldowałem się w Krakowie pięć dni przed meczem i udałem się na spotkanie Cracovii ze Stalą Rzeszów. Na stadionie Cracovii i po meczu było fajnie - piwo, wódka, dyskoteka... i film mi się urwał. Dzień przed meczem Arki z Wisłą wraz z kibicami Cracovii czekałem na pociąg z Gdyni. Przyjechało nim trzynastu chłopaków. Tego dnia na Dąbiu (dzielnica Krakowa) odbyła się impreza przy ognisku. Były kiełbaski, piwo, śpiewy itd W dniu meczu, od rana siedzieliśmy na krakowskim rynku. Przyszli też kibice ŁKSu (w ten sam dzień grali mecz z Hutnikiem), ale nie biliśmy się, ponieważ oni także mają zgodę z Cracovią. Na rynku piliśmy piwo, a około godziny dwunastej autokarem przyjechali pozostali kibice Arki. Dwie godziny przed meczem kibice Cracovii załatwili kilka samochodów, więc udaliśmy się na krojenie Wisły. Przed stadionem złapaliśmy gościa z plecakiem. Pytani się go: -Z Arki jesteś ? - a on na to: -Nie, na pewno nie. Otworzyliśmy mu plecak, w którym znaleźliśmy nowy szal Wisły. Oczywiście dostał wpiernicz i zaczął krzyczeć: "Policja, ratunku !". Po krótkim krojeniu pojechaliśmy na rynek, zostawiliśmy samochody i udaliśmy się autobusem z powrotem na krojenie. Tym razem pojechaliśmy na dzielnicę Azory. Tam zobaczyliśmy około 100 kibiców Wisły. Wystartowaliśmy do nich, ale oni uciekli. Pogoniliśmy ich troszeczkę, ale w końcu daliśmy sobie spokój, bo dalsza gonitwa była już bez sensu. W chwile później stoczyliśmy walkę z kilkoma gliniarzami, którzy dostali oklep, jednak po chwili przybyły posiłki i eskortowały nas na stadion. Przy wejściu na obiekt bardzo dokładnie nas przeszukano, przez co nie wnieśliśmy rac. Zabierano także pasy i inne "akcesoria". Na meczu było nas 65 plus 8 z Polonii Bytom plus około 300 z Cracovii. Jak na drużynę, która pewnie zmierza do trzeciej ligi to i tak nieźle, biorąc pod uwagę, że mecz odbył się w środę i że do Krakowa jest 600 kilometrów. Po meczu część kibiców Arki odjechała autokarem, a reszta udała się z Cracovią na piwo. Wieczorem kibice Cracoyii odprowadzili nas na dworzec i udaliśmy się do domu. P.S. Na mecz ten kibice "Pasów" przynieśli 20 flag Wisły i około 100 różnych szalików. Było takie ognisko, że można było smażyć kiełbaski.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Mecz pamiętam ,flag mieli z 10 z tego 2-3 barwowe przyniesione przez przerzuta.A relacja wklejona pochodzi bodaj z zina PFZ (lub była tam bardzo podobna do tej),który wydawali 2 farmazoniarze z Gdyni:pietruch i szczurek...::1952::.. pisze:Z góry zaznaczam, że nie chcę wywołać kolejnej kłótni na linii Wisła-Cracovia.Rzeczywiście w 95 roku Cracovia była w posiadaniu już 20 flag Wisły ?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Jeśli chodzi o Szczurka to jeśli chodzi o poświęcenie,wyjazdy ,miłość do Arki,nienawiść do Lechii to naprawdę wyjątkowy koleś.Tyle,że Andrzejek faktycznie pisze(pisał) farmazony,już nawet nie podkololoryzowanie,ale zwyczajne kity.Smiesznie czyta się te opisy gościa,który sam nigdy nie był żądnym harpaganem a opisuje jak to w 15 osób skroili Śląsk, w 5 osób pogonili autokar Lechii czy w kilkanaście osób setkę Wisły.Mój post nie ma na celu wywoływania napinki czy dyskredytowaniu Szczurka,tyle że osobiście widziałem go gdy mówiąc dyplomatycznie nie miał ochoty na konfrontacje.Olaf pisze:Mecz pamiętam ,flag mieli z 10 z tego 2-3 barwowe przyniesione przez przerzuta.A relacja wklejona pochodzi bodaj z zina PFZ (lub była tam bardzo podobna do tej),który wydawali 2 farmazoniarze z Gdyni:pietruch i [b]szczurek[/b]...::1952::.. pisze:Z góry zaznaczam, że nie chcę wywołać kolejnej kłótni na linii Wisła-Cracovia.Rzeczywiście w 95 roku Cracovia była w posiadaniu już 20 flag Wisły ?
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1188
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
c.d.
Może nie z cyklu "Piękne lata 90te" - lecz przedsionek obecnego wieku który jeszcze owocował spektakularnymi wyjazdami ;) Kolejny wyjazd oczyma kibica Wisłoki Dębica.
2001 VI 17 Łada Biłgoraj – WISŁOKA
Dojechać tam jakimiś środkami transportu publicznego graniczyło z cudem. Mimo tych "niewielkich" przeciwności postanawiamy jechać na ten mecz i… to koleją! W sumie nic dziwnego w tym także by nie było gdyby nie fakt, że od Stalowej Woli na co dzień do Biłgoraja (Zamościa) jechał tylko jeden pociąg (osobowy). W dodatku w godzinach dosyć późnych, tak że bylibyśmy w Biłgoraju na 22.00. Jednak postanowiłem połączyć wyjazd i wycieczkę krajoznawczą w jedno. Do Biłgoraja mieliśmy jechać przez Rzeszów, Jarosław (tu trasa na Bełżec), Lubaczów do Zwierzyńca (270 km). Stamtąd 20 km PKSem do celu czyli Biłgoraja. Z Dębicy wyjeżdżamy młodzieżowym składem w 8 osób, a było to o 1.41 w nocy. Kupujemy bilety i wsiadamy w pośpieszny do Zamościa. Po drodze oczywiście bez atrakcji, raczymy się co nieco alkoholem i meldujemy się w Zwierzyńcu około 5.30 rano. Następnie zwiedzamy nie co okolice (Zwierzyniec to urocza miejscowości na "Roztoczu") a następnie przesiadamy się w prywatnego busa jadącego do Biłgoraja. Tam jesteśmy na 6.30 rano, dla przypomnienia mecz miał być dopiero o… 17.00 (!). Rzecz jasna nasze rozwiązanie kolejowe i tak było świetną alternatywą dla ewentualnego meldunku na 22.00. Ponieważ czasu mieliśmy jak lodu, postanawiamy się gdzieś ulokować na czas oczekiwania. Wybieramy znajdująca się totalnie na uboczu stacyjkę PKP które była nieopodal naszego przystanku (wysiedliśmy przed "miastem"). Nie dość, że pogoda była pochmurna (cały czas padało), to jeszcze komary były nie do zniesienia (obok znajdował się las). W tym momencie mieliśmy jakieś 8,5 godziny do meczu, więc co oczywiste bardzo się nudziliśmy. Część z nas siedziała pod poczekalnią (wielkości małego pokoiku), a reszta nieopodal pod dachem składu drewna. Naszą sielankę tylko na moment przerwał dziadek, który przyprowadził krowę na pastwisko (obok nas). Krowa jak to krowa- głównie skubała trawę choć nie obyło sie bez wypróżnień :). Na jakieś 3 godziny przed meczem postanawiamy iść na stadion bo nie dało się już usiedzieć. W dodatku okolica to totalne pustkowie. Po drodze o dziwo nie spotykamy nawet zwykłych ludzi, okolica jakby wymarła. Na wszelki wypadek mamy parę pałek znalezionych w drewutni. Po dotarciu pod stadion, wchodzimy dziurą na obiekt. W sumie też nic dziwnego gdyby nie to, że wokoło były jakieś grzęzawiska, badna i wysoka trawa. Tam jako jedyni ludzie na obiekcie czekamy na rozwój wydarzeń. Po jakimś czasie pojawia się ochrona, która pyta nas co tu robimy. My „że jesteśmy z Dębicy i czekamy na mecz”. Wtedy oni do nas lekko nie dowierzając pytają- czym tu przyjechaliśmy- że jesteśmy tyle przed meczem. Odpowiadamy jakby nigdy nic że pociągiem. Nie chcieli nam za bardzo uwierzyć, bo wiedzieli że ostatni pociąg był… wczoraj wieczorem :). Więc my odparliśmy, że przybyliśmy od strony Zwierzyńca oraz że nie czekamy tu od trzech godzin- tylko od już niemal 8u. Trochę miny mieli nie tęgie ale ostatecznie pozwalają nam zostać. Co chwilę także wychwalając że jesteśmy niesamowitymi fanatykami. Nie burzą sie także o bilety, a jakby tego było mało pozwalają nam pić alkohol :) (tylko aby nikt nie widział). Czas leci, powoli zjawiają się miejscowi kibice, którzy patrzą na nas z daleka (mamy szale i flagę). Tuż przed meczem podchodzą pod nas w kilku i pytają oto czym przyjechaliśmy itd. Rzecz jasna byli tak samo w szoku jak ochrona. Muszę tu jeszcze nadmienić, że gdy podeszli pod nas, to powiedzieliśmy policji i ochronie aby ich puściła i nie robiła problemów. Tak też się stało. Po prostu nie widzieliśmy w nich jakiś przeciwników, poza tym z daleka było widać że są przyjaźnie nastawieni. W pewnym momencie stojąc na sektorze trochę się pomieszaliśmy. Oni oglądali nasze szale, my ich. Ogólnie pełna egzotyka. Najzabawniejsze dla nas w ich zachowaniu było to, jaki mieli akcent (śpiewający). Także jeden z nich dowiedziawszy się że siedzieliśmy tak wiele godzin koło PKP. Żałował że nie przyszliśmy wcześniej na miasto, bo tam były festyny i był koncert... disco-polo :). Oczywiście bardzo nie lubimy takiej formy (muzyki) i lekko go uświadomiłem, że „dzięki- ale nie słuchamy czegoś takiego”. Wtedy to on lekko się zmieszał i próbował wyjść z tego jakimś żartem. W tym momencie skapnęliśmy się co to za dźwięki dochodziły do nas z oddali gdy siedzieliśmy na (drewutni / poczekalni :). Zaczął się mecz, Łada odchodzi na swój sektor. Wisłoka szybko uzyskiwała bramki toteż już w 25 minucie meczu było… 0:5 dla nas (!). Łada nie robiła dopingu, bodajże po dwóch golach ściągnęli swoją flagę i (uwaga!)... zawiesili ją do góry nogami! Jednak jeśli ktoś myśli ze to koniec to się myli. Następnie kilku z nich po kolejnych golach dla Wisłoki… powiesiło swoje szale tuż koło tej flagi na płocie- tak jakby były skrojone (!). Dla nas był to prawdziwy szok, nigdy czegoś podobnego nie widzieliśmy. Zrobiliśmy im nawet fotkę z tą flagą i szalami (wyszła jedna niewyraźna). Wprawdzie od początku czuliśmy się jak w skansenie, ale to już przechodziło ludzkie pojęcie. Z miłych akcentów tego meczu można nadmienić o miejscowych piknikach którzy przechodząc pod naszym sektorem, chwalili nas za doping i postawę (co rzadko się na ogół zdarza). Pod koniec meczu dwóch od nas idzie z kilkoma z Łady na miasto po okazyjny zakup spirytusu :). Wisłoka ostatecznie spuściła z tonu wygrywając zaledwie 0:6. Choć gdyby tak grała cały mecz- to na pewno skończyłoby sie nie tyle dwu-cyfrówką co z dwójką na przedzie. Po meczu idziemy pod autokar naszych piłkarzy, z którymi odjeżdżamy. Łada oczywiście nas odprowadza w kilku i żegna się z nami. Wyjazd bardzo udany i przede wszystkim niezwykle ciekawy.
http://oi45.tinypic.com/2vmee4w.jpg
http://i39.tinypic.com/302ylxh.jpg
http://oi48.tinypic.com/2vl89w9.jpg
Był to koniec sezonu, los sprawił że z Ładą znów przyszło nam grać na wyjeździe i to 3 miesiące później :)))
2001 IX 16 Łada Biłgoraj – WISŁOKA
Wyjazd do Biłgoraja wypadł nam dokładnie trzy miesiące od naszego ostatniego pobytu w tym miejscu. Tak samo również wybieramy się (jakby inaczej) koleją :). Tyle że tym razem grono chętnych się zdwaja. Zbieramy się w 15u o 1.00 w nocy na PKP i jedziemy tak jak ostatnio pośpiesznym na Zamość. Oczywiście nasz wyjazd tak jak ostatnio zaczął się dużo wcześniej. Niemalże całą grupą gościliśmy w dębickich lokalach racząc się alkoholem i oczekując do godziny "x". Do naszej grupy podpiął się chłopak który dosyć rzadko jeździł na wyjazdy a i nawet w myślach na pewno nie wyobrażał sobie że może się z nami na niego wybrać :). No cóż siła sugestii w postaci alkoholu robi swoje. Gdy zaszedł z nami na dworzec PKP a my wsiedliśmy do pociągu poprosił mnie aby mu dał jedno z piw które miałem. Ja do niego że owszem, dam ci nawet dwa jeśli wsiądziesz do pociągu. Ten nie myśląc wiele a skupiwszy się na dwóch butelkach "Żywca 0,33" wsiadł do pociągu po czym zwrócił uwagę abym mu je w końcu odstąpił. Kanar dał sygnał do odjazdu i takim sposobem pojechało nas o jeden więcej niż planowaliśmy :). Dostał szybko swoje piwa po czym zagłębił sie w degustacji. Tym razem nie kupujemy biletów licząc na jakieś pertraktacje z kanarem. Ten o dziwo "zrzutę" przyjął, jednak jak się okazało jechał tylko do Rzeszowa a później obsada się zmieniła. Tuż za Jarosławiem pojawia się kontrola nowego kanara który ostro burzy się o bilety. Z tego powodu pociąg w Lubaczowie stał niemalże godzinę (zjawili sie tam sokiści). Zrobiła się duża afera więc dla spokoju kupujemy bilety- najczęściej ulgowe (choć nie wszystkim przysługiwały). Niektórzy także zdołali sie pokitrać wśród ludzi po wagonach tym samym ich nie kupując. Po 270 kilometrowej jeździe w końcu nad ranem zajeżdżamy do Zwierzyńca. Drogę w końcowej fazie podróży umilał nam jeden z kibiców który "liczył" inwentarz (krowy, konie) który był masowo wyprowadzany z samego rana przez tubylców :). Wysiadamy po w niedługim czasie robimy sobie zdjęcie w bardzo urokliwym miejscu (kościółek który znajduje się na wyspie). Następnie ładujemy się na przystanek PKS i jedziemy bez biletów do Biłgoraja (ok. 20 km). Na miejscu jesteśmy gdzieś przed 8 rano. Dzwonimy do gościa z Łady, który bierze nas trzech najstarszych na chatę. Reszta w tym czasie hasała i piła sobie w barwach po mieście. Miejscowi rzecz jasna byli do nas przyjaźnie nastawieni, niektórzy trochę pili nawet z naszymi. Około 9.00 rano większość grupy poszła już na stadion (reszta jeszcze piła na mieście). Do rozpoczęcia meczu pozostało... 7 godzin. Jak ostatnio ochrona i policja była pełna zdumienia, że dotarliśmy tu… koleją na tyle godzin przed meczem. Jednak nie robili problemów z tego, że urzędowaliśmy na stadionie bez biletów i z alkoholem w ręku. Czas tym razem mija dosyć szybko, a upływa na zwiedzaniu stadionu, okolicznego centrum miasta oraz piciu alkoholu. Niektórzy z nas są mocno spojeni do tego stopnia, że notowali nawet krótką drzemkę u wejścia do sklepu :) W tym momencie własnie mowa o naszym wspomnianym "wyjazdowcu" który rano zaczynał powoli trzeźwieć. Dzwoni do niego starą z mordą "gdzie jesteś"- a ten do nas "yyyy... gdzie ja jestem???" ci mówią mu - "w Biłgoraju" po czym ten skrzętnie odpowiada matce nie wiedząc nawet gdzie to jest :). Zbliża się mecz, u nas bez flag, od czasu do czasu dopingujemy. Łada wywiesza dwie flagi i nie robią młyna, jest ich ok. 30u. Pod sam koniec meczu dociera dwóch od nas autem i przywożą 3 flagi (w tym jedną 20 metrową). Tak więc na razem 17 osób. Po meczu wracamy z piłkarzami, po drodze zatrzymując się w Przeworsku, gdzie chodzimy sobie w szalach. Kolejny udany wyjazd z nutą egzotyki i delikatnego "pato" :)
http://oi49.tinypic.com/f9dp1u.jpg
http://oi49.tinypic.com/2zeb860.jpg
Może nie z cyklu "Piękne lata 90te" - lecz przedsionek obecnego wieku który jeszcze owocował spektakularnymi wyjazdami ;) Kolejny wyjazd oczyma kibica Wisłoki Dębica.
2001 VI 17 Łada Biłgoraj – WISŁOKA
Dojechać tam jakimiś środkami transportu publicznego graniczyło z cudem. Mimo tych "niewielkich" przeciwności postanawiamy jechać na ten mecz i… to koleją! W sumie nic dziwnego w tym także by nie było gdyby nie fakt, że od Stalowej Woli na co dzień do Biłgoraja (Zamościa) jechał tylko jeden pociąg (osobowy). W dodatku w godzinach dosyć późnych, tak że bylibyśmy w Biłgoraju na 22.00. Jednak postanowiłem połączyć wyjazd i wycieczkę krajoznawczą w jedno. Do Biłgoraja mieliśmy jechać przez Rzeszów, Jarosław (tu trasa na Bełżec), Lubaczów do Zwierzyńca (270 km). Stamtąd 20 km PKSem do celu czyli Biłgoraja. Z Dębicy wyjeżdżamy młodzieżowym składem w 8 osób, a było to o 1.41 w nocy. Kupujemy bilety i wsiadamy w pośpieszny do Zamościa. Po drodze oczywiście bez atrakcji, raczymy się co nieco alkoholem i meldujemy się w Zwierzyńcu około 5.30 rano. Następnie zwiedzamy nie co okolice (Zwierzyniec to urocza miejscowości na "Roztoczu") a następnie przesiadamy się w prywatnego busa jadącego do Biłgoraja. Tam jesteśmy na 6.30 rano, dla przypomnienia mecz miał być dopiero o… 17.00 (!). Rzecz jasna nasze rozwiązanie kolejowe i tak było świetną alternatywą dla ewentualnego meldunku na 22.00. Ponieważ czasu mieliśmy jak lodu, postanawiamy się gdzieś ulokować na czas oczekiwania. Wybieramy znajdująca się totalnie na uboczu stacyjkę PKP które była nieopodal naszego przystanku (wysiedliśmy przed "miastem"). Nie dość, że pogoda była pochmurna (cały czas padało), to jeszcze komary były nie do zniesienia (obok znajdował się las). W tym momencie mieliśmy jakieś 8,5 godziny do meczu, więc co oczywiste bardzo się nudziliśmy. Część z nas siedziała pod poczekalnią (wielkości małego pokoiku), a reszta nieopodal pod dachem składu drewna. Naszą sielankę tylko na moment przerwał dziadek, który przyprowadził krowę na pastwisko (obok nas). Krowa jak to krowa- głównie skubała trawę choć nie obyło sie bez wypróżnień :). Na jakieś 3 godziny przed meczem postanawiamy iść na stadion bo nie dało się już usiedzieć. W dodatku okolica to totalne pustkowie. Po drodze o dziwo nie spotykamy nawet zwykłych ludzi, okolica jakby wymarła. Na wszelki wypadek mamy parę pałek znalezionych w drewutni. Po dotarciu pod stadion, wchodzimy dziurą na obiekt. W sumie też nic dziwnego gdyby nie to, że wokoło były jakieś grzęzawiska, badna i wysoka trawa. Tam jako jedyni ludzie na obiekcie czekamy na rozwój wydarzeń. Po jakimś czasie pojawia się ochrona, która pyta nas co tu robimy. My „że jesteśmy z Dębicy i czekamy na mecz”. Wtedy oni do nas lekko nie dowierzając pytają- czym tu przyjechaliśmy- że jesteśmy tyle przed meczem. Odpowiadamy jakby nigdy nic że pociągiem. Nie chcieli nam za bardzo uwierzyć, bo wiedzieli że ostatni pociąg był… wczoraj wieczorem :). Więc my odparliśmy, że przybyliśmy od strony Zwierzyńca oraz że nie czekamy tu od trzech godzin- tylko od już niemal 8u. Trochę miny mieli nie tęgie ale ostatecznie pozwalają nam zostać. Co chwilę także wychwalając że jesteśmy niesamowitymi fanatykami. Nie burzą sie także o bilety, a jakby tego było mało pozwalają nam pić alkohol :) (tylko aby nikt nie widział). Czas leci, powoli zjawiają się miejscowi kibice, którzy patrzą na nas z daleka (mamy szale i flagę). Tuż przed meczem podchodzą pod nas w kilku i pytają oto czym przyjechaliśmy itd. Rzecz jasna byli tak samo w szoku jak ochrona. Muszę tu jeszcze nadmienić, że gdy podeszli pod nas, to powiedzieliśmy policji i ochronie aby ich puściła i nie robiła problemów. Tak też się stało. Po prostu nie widzieliśmy w nich jakiś przeciwników, poza tym z daleka było widać że są przyjaźnie nastawieni. W pewnym momencie stojąc na sektorze trochę się pomieszaliśmy. Oni oglądali nasze szale, my ich. Ogólnie pełna egzotyka. Najzabawniejsze dla nas w ich zachowaniu było to, jaki mieli akcent (śpiewający). Także jeden z nich dowiedziawszy się że siedzieliśmy tak wiele godzin koło PKP. Żałował że nie przyszliśmy wcześniej na miasto, bo tam były festyny i był koncert... disco-polo :). Oczywiście bardzo nie lubimy takiej formy (muzyki) i lekko go uświadomiłem, że „dzięki- ale nie słuchamy czegoś takiego”. Wtedy to on lekko się zmieszał i próbował wyjść z tego jakimś żartem. W tym momencie skapnęliśmy się co to za dźwięki dochodziły do nas z oddali gdy siedzieliśmy na (drewutni / poczekalni :). Zaczął się mecz, Łada odchodzi na swój sektor. Wisłoka szybko uzyskiwała bramki toteż już w 25 minucie meczu było… 0:5 dla nas (!). Łada nie robiła dopingu, bodajże po dwóch golach ściągnęli swoją flagę i (uwaga!)... zawiesili ją do góry nogami! Jednak jeśli ktoś myśli ze to koniec to się myli. Następnie kilku z nich po kolejnych golach dla Wisłoki… powiesiło swoje szale tuż koło tej flagi na płocie- tak jakby były skrojone (!). Dla nas był to prawdziwy szok, nigdy czegoś podobnego nie widzieliśmy. Zrobiliśmy im nawet fotkę z tą flagą i szalami (wyszła jedna niewyraźna). Wprawdzie od początku czuliśmy się jak w skansenie, ale to już przechodziło ludzkie pojęcie. Z miłych akcentów tego meczu można nadmienić o miejscowych piknikach którzy przechodząc pod naszym sektorem, chwalili nas za doping i postawę (co rzadko się na ogół zdarza). Pod koniec meczu dwóch od nas idzie z kilkoma z Łady na miasto po okazyjny zakup spirytusu :). Wisłoka ostatecznie spuściła z tonu wygrywając zaledwie 0:6. Choć gdyby tak grała cały mecz- to na pewno skończyłoby sie nie tyle dwu-cyfrówką co z dwójką na przedzie. Po meczu idziemy pod autokar naszych piłkarzy, z którymi odjeżdżamy. Łada oczywiście nas odprowadza w kilku i żegna się z nami. Wyjazd bardzo udany i przede wszystkim niezwykle ciekawy.
http://oi45.tinypic.com/2vmee4w.jpg
http://i39.tinypic.com/302ylxh.jpg
http://oi48.tinypic.com/2vl89w9.jpg
Był to koniec sezonu, los sprawił że z Ładą znów przyszło nam grać na wyjeździe i to 3 miesiące później :)))
2001 IX 16 Łada Biłgoraj – WISŁOKA
Wyjazd do Biłgoraja wypadł nam dokładnie trzy miesiące od naszego ostatniego pobytu w tym miejscu. Tak samo również wybieramy się (jakby inaczej) koleją :). Tyle że tym razem grono chętnych się zdwaja. Zbieramy się w 15u o 1.00 w nocy na PKP i jedziemy tak jak ostatnio pośpiesznym na Zamość. Oczywiście nasz wyjazd tak jak ostatnio zaczął się dużo wcześniej. Niemalże całą grupą gościliśmy w dębickich lokalach racząc się alkoholem i oczekując do godziny "x". Do naszej grupy podpiął się chłopak który dosyć rzadko jeździł na wyjazdy a i nawet w myślach na pewno nie wyobrażał sobie że może się z nami na niego wybrać :). No cóż siła sugestii w postaci alkoholu robi swoje. Gdy zaszedł z nami na dworzec PKP a my wsiedliśmy do pociągu poprosił mnie aby mu dał jedno z piw które miałem. Ja do niego że owszem, dam ci nawet dwa jeśli wsiądziesz do pociągu. Ten nie myśląc wiele a skupiwszy się na dwóch butelkach "Żywca 0,33" wsiadł do pociągu po czym zwrócił uwagę abym mu je w końcu odstąpił. Kanar dał sygnał do odjazdu i takim sposobem pojechało nas o jeden więcej niż planowaliśmy :). Dostał szybko swoje piwa po czym zagłębił sie w degustacji. Tym razem nie kupujemy biletów licząc na jakieś pertraktacje z kanarem. Ten o dziwo "zrzutę" przyjął, jednak jak się okazało jechał tylko do Rzeszowa a później obsada się zmieniła. Tuż za Jarosławiem pojawia się kontrola nowego kanara który ostro burzy się o bilety. Z tego powodu pociąg w Lubaczowie stał niemalże godzinę (zjawili sie tam sokiści). Zrobiła się duża afera więc dla spokoju kupujemy bilety- najczęściej ulgowe (choć nie wszystkim przysługiwały). Niektórzy także zdołali sie pokitrać wśród ludzi po wagonach tym samym ich nie kupując. Po 270 kilometrowej jeździe w końcu nad ranem zajeżdżamy do Zwierzyńca. Drogę w końcowej fazie podróży umilał nam jeden z kibiców który "liczył" inwentarz (krowy, konie) który był masowo wyprowadzany z samego rana przez tubylców :). Wysiadamy po w niedługim czasie robimy sobie zdjęcie w bardzo urokliwym miejscu (kościółek który znajduje się na wyspie). Następnie ładujemy się na przystanek PKS i jedziemy bez biletów do Biłgoraja (ok. 20 km). Na miejscu jesteśmy gdzieś przed 8 rano. Dzwonimy do gościa z Łady, który bierze nas trzech najstarszych na chatę. Reszta w tym czasie hasała i piła sobie w barwach po mieście. Miejscowi rzecz jasna byli do nas przyjaźnie nastawieni, niektórzy trochę pili nawet z naszymi. Około 9.00 rano większość grupy poszła już na stadion (reszta jeszcze piła na mieście). Do rozpoczęcia meczu pozostało... 7 godzin. Jak ostatnio ochrona i policja była pełna zdumienia, że dotarliśmy tu… koleją na tyle godzin przed meczem. Jednak nie robili problemów z tego, że urzędowaliśmy na stadionie bez biletów i z alkoholem w ręku. Czas tym razem mija dosyć szybko, a upływa na zwiedzaniu stadionu, okolicznego centrum miasta oraz piciu alkoholu. Niektórzy z nas są mocno spojeni do tego stopnia, że notowali nawet krótką drzemkę u wejścia do sklepu :) W tym momencie własnie mowa o naszym wspomnianym "wyjazdowcu" który rano zaczynał powoli trzeźwieć. Dzwoni do niego starą z mordą "gdzie jesteś"- a ten do nas "yyyy... gdzie ja jestem???" ci mówią mu - "w Biłgoraju" po czym ten skrzętnie odpowiada matce nie wiedząc nawet gdzie to jest :). Zbliża się mecz, u nas bez flag, od czasu do czasu dopingujemy. Łada wywiesza dwie flagi i nie robią młyna, jest ich ok. 30u. Pod sam koniec meczu dociera dwóch od nas autem i przywożą 3 flagi (w tym jedną 20 metrową). Tak więc na razem 17 osób. Po meczu wracamy z piłkarzami, po drodze zatrzymując się w Przeworsku, gdzie chodzimy sobie w szalach. Kolejny udany wyjazd z nutą egzotyki i delikatnego "pato" :)
http://oi49.tinypic.com/f9dp1u.jpg
http://oi49.tinypic.com/2zeb860.jpg
-
OdrzuconyHWDP
- Posty: 130
- Rejestracja: 04.05.2013, 20:25
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Władcy poszczególnych województw ...okiem fachowców z kibice.pl 2003 :) http://web.archive.org/web/200401071637 ... 39&t=48339
-
PrawyCzłowiek
- Posty: 20
- Rejestracja: 23.02.2013, 14:43
- Lokalizacja: Śląskie
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Są gdzieś może w necie wspomnienia kiboli Odry Wodzisław?
Przy okazji mam pytanie, a nie wiem gdzie je zadać. Jak te około 10 lat temu prezentowała się ta ekipa, kiedy to Odra znajdowała się w ówczesnej I lidze? Wiadomo, miasto niewielkie na dodatek położone w regionie zdominowanym przez inne ekipy, lecz jaką opinię w tamtych latach mieli kibole z Wodzisławia?
Przy okazji mam pytanie, a nie wiem gdzie je zadać. Jak te około 10 lat temu prezentowała się ta ekipa, kiedy to Odra znajdowała się w ówczesnej I lidze? Wiadomo, miasto niewielkie na dodatek położone w regionie zdominowanym przez inne ekipy, lecz jaką opinię w tamtych latach mieli kibole z Wodzisławia?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
taka jak teraz. Po prostu byli.
-
walka_o_przetrwanie
- Posty: 29
- Rejestracja: 24.03.2013, 21:18
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Kilka opisów ze starego forum :
Top było jakieś 10 (może więcej) lat temu. Pojechaliśmy w 6 do Gdańska na melanż i przy okazji na mecz koszykarek Ślęzy. Nie było jeszcze zorganizowanych kibiców Ślęzy, a potem na kilka ich meczy pojechało sporo osób ze Śląska (vide Dzierżoniów, gdzie było chyba nawet ponad 200 osób). Przyjeżdżamy do Gdańska, z ziomkami mamy się spotkać na meczu a tu klops - okazuje się, że drużyna koszykarek gdańskich to teraz drużyna z Gdyni (h** wie, jak one się tam teraz nazywają). Dwóch koleżków uparło się, że jak jesteśmy to idziemy na mecz. Wbijamy się do Gdyni, do hali koło stadionu Bałtyku. W hali sporo kadłubów. Momentalnie rozkminka, że nie jesteśmyu z Gdyni. Ok, dobra jesteśmy z Wrocławia... Konsternacja... I pada propozycja - Arka się na was szykuje - mówią. (Kilka tygiodni wcześniej na mecz zxe Ślęzą przyjechało do Wrocławia 4 typów z Arki, a na stadionie stawiła się b.liczna i konkretna ekipa WKS. Na Ślęzie - zwero płotków, nic, więc po kilku minutach panowie z Arki spierdalali na murawę). Arka was zajebie - powiadają, ale jak jak się postawicie, to za wami staniemy - powiadają. Naprawdę sporo ich w tej hali się wtdy zebrało. Mecz trwa, my nie podejmujemy dopingu, oni coś tam spiewają i nagle słychać ryk na zwewnątrz... Ocho, Ara, będzie ciepło. Mecz trwa, na trybunach nerwowe ruchy. Wyglądamy na zewnątrz z kilkomaq osobami z Bałtyku, a tu... "Leeeeechiaaaa Gdaaaaaańsk!!!!!!". Kadłuby momentalnie zamykają drzwi i gadka się mienia: ku*** albo jesteście tu znami, albo żywi z hali nie wychodzicie... Konsternacja - ku*** siedzimy z Kadłubami, któzy wprawdzie nic nam nie zrobili,ale tam są ku*** ziomki. I wtedy wydatrzyła się rzecz, której nigdy nie zapomnę - Opatrzność czuwala. Pojawiłą się Arka, a w zasadzie ujawnił się jedne Arkowiec. Na trybunach. Napierdolony jak meserszmit (byłz panną, która myślałem, że się posra ze strachu). Typ ledwo stoi na nogfach, ale na kolanie wiąże szalik Bałtyku i na cały ryj: (akustyka hali) Ar-Ka Gdy-nia... Mometalnie ekipa, która nas pilnowała podjazd do niego, my przez drzwiczki do chłopców z dańska i cało i zdrowo udaliśmy się na melanżyk.
ku***, to było tak dawno... Czy ktoś z Kadłubów był wtedy na tym meczu? To był pierwszy mecz żenskiej koszykówki w Gdyni. Nie pamiętam nazwy tej waszej drużyny, ale potem motali coś w pucharach nawet...
Ktoś zarzuci, że nie kazaczyliśmy, że coś tam, ku***, tego i owego... h** tam, byłem najstarszy z gruopy, a miałem 17 lat. Ibyło nas sześciu, zresztą honoru nie splamiliśmy.
^^^^^^^^
Pogoń - Legia'94
Kosa. Żywe wspomnienia niedawnej zgody z Lechią - mocno popieranej przez łysych. Jedziemy w ok. 80 os. przeciętnej ekipy, tzn. z 20 to była nasza ówczesna czołówka (chociaż bez kilkunastu bardzo dobrych zawodników, a większość z tych, którzy byli przyjechała wcześniej, albo innymi środkami lokomocji), a reszta - średnia wyjazdowa. W tym pociągu było nas z 60, w czasie rejsu tradycja - uzupełnianie płynów ustrojowych;) W Poznaniu spoko, we Wronkach jakiś bohater pokazuje szal Lecha, gdy pojazd już nabierał rozpendu. Szczecin - Dąbie... Spodziewamy się komitetu powitalnego. Od strony peronu jest korytarz w wagonie - bierzemy butelki - część tulipany - i czaimy się między oknami (zakładamy bombardowanie, a później wjazd). Cisza. Szczecin - Główny. Powtórka z rozrywki - w naszym wykonaniu - do tego kilku gości przyczaiło się pod oknami, by po spodziewanym pierwszym ataku Portowców miotać wszystkim, co podejdzie pod rękę... Na peronie tłum, trzymany w odległości ok. 5 m od torów przez kordon. Pociąg staje, napięcie rośnie... Czekamy. Tłum chyba spodziewał się wjazdu ze śpiewem, a tu cisza. Milczenie staje się coraz cięższe... W pewnym momencie przez kordon przebija się zbetoniony Z. z Mokotowa z tekstem "zzzgoda jeest..." i pada. Jesteśmy trochę zdezorientowani - odstawiamy flaszki, nieśmiałe śpiewy nabierają mocy. Nie śpiewamy nic o Pogoni - ani dobrze, ani źle. Wszyscy cywile wysiadają - skład tylko z nami jedzie na Pogodno. W mocnej obstawie prowadzą nas na stadion. Po chwili zostawiają nas samych. Po jakimś czasie zaczynają się schodzić Portowcy. Dochodzi do ciekawych scen - na sektorze nie było nikogo z naszej czołówki - podjeżdżają Szczecinianie, którzy "coś słyszeli", że ma być zgoda. Również "13-ty garnitur";) Chcą się wymieniać na szaliki i flagi. Kilka osób się wymienia na szale. W końcu właściciel malej barwówki "Warsaw Fans Hooligans" wymienia ją na szachownicę z Gryfem na środku, która zostaje wywieszona obok naszych. Zbliża się godzina rozpoczęcia meczu... Na sektorze pojawiają się nasi Starzy. Część w ciężkim szoku wskazując flagę Pogoni pyta "czy jest tu ktoś, kto nam to wyjaśni?!". Płótno zostaje zdjęte. Jego byli właściciele obserwujący całą sytuację z zakola Pogoni krzyczą "złodzieje! złodzieje!" - robi się nieciekawie. W ogóle ludzie siedzący w tym miejscu zaczynają najeżdżać na Legię. Młyn MKS milczy. W pewnej chwili możemy rozpoznać znajome sylwetki w dolnej części sektora najzagorzalszych fanów Portowców - m.in dwóch najbardziej znanych kibiców Legii. Trwa jakieś poruszenie (teraz wiem, że odbyło się "głosowanie za zgodą" wśród ówczesnej ekipy wyjazdowej Pogoni, a następnie wyegzekwowanie jego wyniku na oponentach). Flaga "Warsaw Fans Hooligans" zostaje wywieszona w centralnym miejscu przed, młynem Portowców. Na płot naszego sektora wraca szachownica z Gryfem. Przez pierwszą połowę młyn Pogoni śpiewa "CWKS Legia", a łuk "CWKS k....". W przerwie dochodzi do bardzo ostrego starcia tych dwóch sektorów (latają ławki). Ogłupiona policja próbuje interweniować - lecz zostaje wygoniona przez zjednoczonych już kibiców MKS. Po przerwie nie ma już śpiewów antylegijnych. Oponenci wyrażają swoje nastawienie tylko gwizdami po zagraniach Wojskowych. Po meczu pod bardzo dobrze obstawiony z góry sektor dla przyjezdnych podchodzi ok. 200 Portowców... Rozlega się śpiew "chodźcie na piwo, braciszki - chodźcie na piwo!". Kilkanascie przytomnych osób przeskakuje przez ogrodzenie za bramką i ruszamy w tan... Tak została odnowiona zgoda Legia - Pogoń.
Top było jakieś 10 (może więcej) lat temu. Pojechaliśmy w 6 do Gdańska na melanż i przy okazji na mecz koszykarek Ślęzy. Nie było jeszcze zorganizowanych kibiców Ślęzy, a potem na kilka ich meczy pojechało sporo osób ze Śląska (vide Dzierżoniów, gdzie było chyba nawet ponad 200 osób). Przyjeżdżamy do Gdańska, z ziomkami mamy się spotkać na meczu a tu klops - okazuje się, że drużyna koszykarek gdańskich to teraz drużyna z Gdyni (h** wie, jak one się tam teraz nazywają). Dwóch koleżków uparło się, że jak jesteśmy to idziemy na mecz. Wbijamy się do Gdyni, do hali koło stadionu Bałtyku. W hali sporo kadłubów. Momentalnie rozkminka, że nie jesteśmyu z Gdyni. Ok, dobra jesteśmy z Wrocławia... Konsternacja... I pada propozycja - Arka się na was szykuje - mówią. (Kilka tygiodni wcześniej na mecz zxe Ślęzą przyjechało do Wrocławia 4 typów z Arki, a na stadionie stawiła się b.liczna i konkretna ekipa WKS. Na Ślęzie - zwero płotków, nic, więc po kilku minutach panowie z Arki spierdalali na murawę). Arka was zajebie - powiadają, ale jak jak się postawicie, to za wami staniemy - powiadają. Naprawdę sporo ich w tej hali się wtdy zebrało. Mecz trwa, my nie podejmujemy dopingu, oni coś tam spiewają i nagle słychać ryk na zwewnątrz... Ocho, Ara, będzie ciepło. Mecz trwa, na trybunach nerwowe ruchy. Wyglądamy na zewnątrz z kilkomaq osobami z Bałtyku, a tu... "Leeeeechiaaaa Gdaaaaaańsk!!!!!!". Kadłuby momentalnie zamykają drzwi i gadka się mienia: ku*** albo jesteście tu znami, albo żywi z hali nie wychodzicie... Konsternacja - ku*** siedzimy z Kadłubami, któzy wprawdzie nic nam nie zrobili,ale tam są ku*** ziomki. I wtedy wydatrzyła się rzecz, której nigdy nie zapomnę - Opatrzność czuwala. Pojawiłą się Arka, a w zasadzie ujawnił się jedne Arkowiec. Na trybunach. Napierdolony jak meserszmit (byłz panną, która myślałem, że się posra ze strachu). Typ ledwo stoi na nogfach, ale na kolanie wiąże szalik Bałtyku i na cały ryj: (akustyka hali) Ar-Ka Gdy-nia... Mometalnie ekipa, która nas pilnowała podjazd do niego, my przez drzwiczki do chłopców z dańska i cało i zdrowo udaliśmy się na melanżyk.
ku***, to było tak dawno... Czy ktoś z Kadłubów był wtedy na tym meczu? To był pierwszy mecz żenskiej koszykówki w Gdyni. Nie pamiętam nazwy tej waszej drużyny, ale potem motali coś w pucharach nawet...
Ktoś zarzuci, że nie kazaczyliśmy, że coś tam, ku***, tego i owego... h** tam, byłem najstarszy z gruopy, a miałem 17 lat. Ibyło nas sześciu, zresztą honoru nie splamiliśmy.
^^^^^^^^
Pogoń - Legia'94
Kosa. Żywe wspomnienia niedawnej zgody z Lechią - mocno popieranej przez łysych. Jedziemy w ok. 80 os. przeciętnej ekipy, tzn. z 20 to była nasza ówczesna czołówka (chociaż bez kilkunastu bardzo dobrych zawodników, a większość z tych, którzy byli przyjechała wcześniej, albo innymi środkami lokomocji), a reszta - średnia wyjazdowa. W tym pociągu było nas z 60, w czasie rejsu tradycja - uzupełnianie płynów ustrojowych;) W Poznaniu spoko, we Wronkach jakiś bohater pokazuje szal Lecha, gdy pojazd już nabierał rozpendu. Szczecin - Dąbie... Spodziewamy się komitetu powitalnego. Od strony peronu jest korytarz w wagonie - bierzemy butelki - część tulipany - i czaimy się między oknami (zakładamy bombardowanie, a później wjazd). Cisza. Szczecin - Główny. Powtórka z rozrywki - w naszym wykonaniu - do tego kilku gości przyczaiło się pod oknami, by po spodziewanym pierwszym ataku Portowców miotać wszystkim, co podejdzie pod rękę... Na peronie tłum, trzymany w odległości ok. 5 m od torów przez kordon. Pociąg staje, napięcie rośnie... Czekamy. Tłum chyba spodziewał się wjazdu ze śpiewem, a tu cisza. Milczenie staje się coraz cięższe... W pewnym momencie przez kordon przebija się zbetoniony Z. z Mokotowa z tekstem "zzzgoda jeest..." i pada. Jesteśmy trochę zdezorientowani - odstawiamy flaszki, nieśmiałe śpiewy nabierają mocy. Nie śpiewamy nic o Pogoni - ani dobrze, ani źle. Wszyscy cywile wysiadają - skład tylko z nami jedzie na Pogodno. W mocnej obstawie prowadzą nas na stadion. Po chwili zostawiają nas samych. Po jakimś czasie zaczynają się schodzić Portowcy. Dochodzi do ciekawych scen - na sektorze nie było nikogo z naszej czołówki - podjeżdżają Szczecinianie, którzy "coś słyszeli", że ma być zgoda. Również "13-ty garnitur";) Chcą się wymieniać na szaliki i flagi. Kilka osób się wymienia na szale. W końcu właściciel malej barwówki "Warsaw Fans Hooligans" wymienia ją na szachownicę z Gryfem na środku, która zostaje wywieszona obok naszych. Zbliża się godzina rozpoczęcia meczu... Na sektorze pojawiają się nasi Starzy. Część w ciężkim szoku wskazując flagę Pogoni pyta "czy jest tu ktoś, kto nam to wyjaśni?!". Płótno zostaje zdjęte. Jego byli właściciele obserwujący całą sytuację z zakola Pogoni krzyczą "złodzieje! złodzieje!" - robi się nieciekawie. W ogóle ludzie siedzący w tym miejscu zaczynają najeżdżać na Legię. Młyn MKS milczy. W pewnej chwili możemy rozpoznać znajome sylwetki w dolnej części sektora najzagorzalszych fanów Portowców - m.in dwóch najbardziej znanych kibiców Legii. Trwa jakieś poruszenie (teraz wiem, że odbyło się "głosowanie za zgodą" wśród ówczesnej ekipy wyjazdowej Pogoni, a następnie wyegzekwowanie jego wyniku na oponentach). Flaga "Warsaw Fans Hooligans" zostaje wywieszona w centralnym miejscu przed, młynem Portowców. Na płot naszego sektora wraca szachownica z Gryfem. Przez pierwszą połowę młyn Pogoni śpiewa "CWKS Legia", a łuk "CWKS k....". W przerwie dochodzi do bardzo ostrego starcia tych dwóch sektorów (latają ławki). Ogłupiona policja próbuje interweniować - lecz zostaje wygoniona przez zjednoczonych już kibiców MKS. Po przerwie nie ma już śpiewów antylegijnych. Oponenci wyrażają swoje nastawienie tylko gwizdami po zagraniach Wojskowych. Po meczu pod bardzo dobrze obstawiony z góry sektor dla przyjezdnych podchodzi ok. 200 Portowców... Rozlega się śpiew "chodźcie na piwo, braciszki - chodźcie na piwo!". Kilkanascie przytomnych osób przeskakuje przez ogrodzenie za bramką i ruszamy w tan... Tak została odnowiona zgoda Legia - Pogoń.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ma ktoś może jakieś oldschoolowe relacje z meczów Elane bądź Jezioraka?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
słynna zadyma w katowickim spodku
http://www.youtube.com/watch?v=O1R9Ed4_8Vs
zadyma w słupsku po śmierci kibica
http://www.youtube.com/watch?v=9HQnGoEITaQ
zadyma gks katowice-ruch chorzów
http://www.youtube.com/watch?v=Yv_KdO_QGQc
http://www.youtube.com/watch?v=NHLPW6nc3l8
http://www.youtube.com/watch?v=O1R9Ed4_8Vs
zadyma w słupsku po śmierci kibica
http://www.youtube.com/watch?v=9HQnGoEITaQ
zadyma gks katowice-ruch chorzów
http://www.youtube.com/watch?v=Yv_KdO_QGQc
http://www.youtube.com/watch?v=NHLPW6nc3l8
-
jebać cenzure
- Posty: 140
- Rejestracja: 10.05.2013, 23:27
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Petrochemia była kiedyś FC Widzewa? czy mieli układ czy jak to było? Może ktoś rozjaśnić temat?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Była zgodą Widzewa.j**** cenzure pisze:Petrochemia była kiedyś FC Widzewa? czy mieli układ czy jak to było? Może ktoś rozjaśnić temat?
