Wiernosc klubowi
Moderatorzy: Automoderation, Zorientowany, LechiaCHWM
Wiernosc klubowi
Gdzie wierniosc klubowi, barwom itd.? tak sie ostatnio zastanawialem po spotkaniu sie z 1 z kumpli ktorych nie widzialem kilka lat. Na moje pytanie: idziesz na mecz, odpowiedzial: SLuchaj stary to dziecinada, a pozatym wiesz na Polonie?? II liga. Ja pamietam jak sie chodzilo 12 lat temu na ta sama II lige i bylo nas 300 na stadionie ( na stadionie w Bytomiu ) ale sie bylo obecnym.
co wy sadzicie o wiernosci i przywiazaniu do barw - czy "Wierny az po grob" nie jest tylko czcza metafora?
co wy sadzicie o wiernosci i przywiazaniu do barw - czy "Wierny az po grob" nie jest tylko czcza metafora?
wielu ludzim przechodzi po porostu, sa kibicami (mozna nim byc przez jakis czas) po czym po jakims czasie - np emigracja uznaja ze to juz ich nie bawi, nie chca, nie czuja tego.. po prostu kibice chwilowi. .. czy warto do takiego miec pretensje i wyrzuty? - nie mam zdania na ten temat, jego sprawa, nie mozna na sile kochac czegos ale z drugiej strony kiedys sie deklarowalo co innego i w cos sie wierzylo(czyli sprawa honoru) - medal ma 2 strony... osobiscie podziwiam dziadkow u nas na Reymonta, pamietam ze jak robiono oswietlenie, czy budowano E, duzo ludzi lazilo na sektor B(kiedys otwarty dla ludzi przez caly dzien) by ogladac postepy prac.. dziadki(spora grupa) chodzily codzinnie, znaly kazda plote, z Wisla od dziesiatek lat,kopalnia anegdod i historii(pilkaraskich i klubowycj, nie kibicowskich) - mimo iz nie siedza w mlynie i nie dra sie 90 minut to cale zycie sa solidnie zwiazani z klubem i naprawde mu oddani. szacuenk takim osobom
Nie okłamujmy się, większość kibiców jest nimi dlatego że jest fajnie, można wypić coś i miło spędzić czas. Później gdy np zaczyna się prace, znajduje się dziewczyne itp kibicowanie schodzi na drugi a czasem nawet na odległy plan. Takie słowa jak wierność są dla nich pustymi sloganami. Pozostaje tylko elita, dla której jest to coś więcej niż tylko hobby
-
nikomu nieznany...
- Posty: 123
- Rejestracja: 27.02.2007, 15:35
Mądrze napisane... Zajebiście mądrze...Walker pisze:Nie okłamujmy się, większość kibiców jest nimi dlatego że jest fajnie, można wypić coś i miło spędzić czas. Później gdy np zaczyna się prace, znajduje się dziewczyne itp kibicowanie schodzi na drugi a czasem nawet na odległy plan. Takie słowa jak wierność są dla nich pustymi sloganami. Pozostaje tylko elita, dla której jest to coś więcej niż tylko hobby
Walker: masz racje!!! dla niektorych to cos wiecej niz hobby - pomimo, pracy nie koniecznie sprzyjajacej byciu kibicem - jak moja - jestem ksiedzem ale dalej kibolem
- wiesz bywalem w moim zyciu przesladowany za moja wiernosc Polonii Bytom - ksiadz i do tego kibic - na ,ecze, szalik, koszulka... wiesz i dlatego zalozylem ten temat... bo dla mnie klub to cos wiecej... ja bedac w Bytomiu jak jest okazja to chodze na mecze, jezdze jak mam czas (niestety jest go malo, ale zawsze sie cos znajdzie;))
ale zawsze mi sie podobaja reakcje "panow" w niebieskich mundurkach jak "prosza" mnie o dokumenty - "to ksiadz tez...." - a ja do nich - tak, od 17 lat...
ale zawsze mi sie podobaja reakcje "panow" w niebieskich mundurkach jak "prosza" mnie o dokumenty - "to ksiadz tez...." - a ja do nich - tak, od 17 lat...
Dla mnie to całkowicie zrozumiałe.
Szanuje takich ludzi, nie mam żadnych pretensji do nikogo, każdy ma swoje życie.
Masz prace, dziecko, zone, to wiadomo że ku*** nie pojedziesz na wyjazd w sobote, tylko z rodziną na jakis piknik.
A nawet jezeli czasem sie pojedzie, albo przyjdzie na mecz, to samo zagrożenie konsekwencjami prawnymi moze powstrzymywac przed czynnym braniem udziału w zyciu kibicowskim, nie kazdy jest wariatem.
Jezeli człowiek jest w porządku, odchodzi godnie, nie robiąc siary ani żadnych chorych akcji to pełny szacunek, co innego zmiana klubu.
Szanuje takich ludzi, nie mam żadnych pretensji do nikogo, każdy ma swoje życie.
Masz prace, dziecko, zone, to wiadomo że ku*** nie pojedziesz na wyjazd w sobote, tylko z rodziną na jakis piknik.
A nawet jezeli czasem sie pojedzie, albo przyjdzie na mecz, to samo zagrożenie konsekwencjami prawnymi moze powstrzymywac przed czynnym braniem udziału w zyciu kibicowskim, nie kazdy jest wariatem.
Jezeli człowiek jest w porządku, odchodzi godnie, nie robiąc siary ani żadnych chorych akcji to pełny szacunek, co innego zmiana klubu.
Nie wyobrażam sobie by nie być kibicem. Mam takiego fioła na punkcie mojej drużyny, że sam zastanawiam sie nad sobą: Czy nie przeginam? Zaczęło sie w 1985 r. i tak trwa do dzisiaj. Podobnie jak kilku z Was napisało zmieniają się zainteresowania, zmienia się postrzeganie świata, ale miłość do klubu nie wygaśnie. Szkoda tylko, że żona nie wykazuje zrozumienia (przed ślubem obiecałem jej, że finał PP będzie moim ostatnim meczem wyjazdowym:), skłamałem). To siedzi we mnie i raczej juz nie wyjdzie. Wśród kibiców ZL wielu jest takich jak ja, chodzą na sparingi, treningi, rozmowy do klubu, czują to i żyją tym.
Co do osób, które mówią , że to dziecinada i wyrośli z tego...no cóż, widocznie nie kochali.
Co do osób, które mówią , że to dziecinada i wyrośli z tego...no cóż, widocznie nie kochali.
Każda ekipa chwali się że ma wielu kibiców "wiernych aż po grób". Tymczasem nawet wśród najbardziej zaangażowanych kibiców są tacy, którzy kiedyś odejdą, opuszczą swój klub. Tak było (jest) też we Wronkach. Odeszła między innymi osoba która kiedyś była jedną z ważniejszych w Klubie Kibica Amiki. Ta osoba i inni nie zdradzili barw, nie kibicują teraz innej drużynie. Po prostu odcięli się od świata sportu. Nie chodzą na żadne mecze. We Wronkach jest też grupka, około 25 młodych chłopaków, którzy nie są jeszcze nawet pełnoletnie (16-18 lat), kiedyś można było zobaczyć ich na każdym meczu Amiki. Starali się pomagać, zaliczyli kilka wyjazdów, ale później zdradzili klub, kibicują Lechowi. Chociaż teraz nie są już tak zaangażowani jak kiedyś. Wielu z nich rzadko jeździ na mecze Lecha, jednak w mieście "bujają się" w bluzach i koszulkach Lecha. Co to za kibice... Nie wiem jak można "zmienić klub". Porównajmy to do np. ukochanej kobiety. Wyobraźmy sobie że dziewczyna którą kochamy, może nasza żona, ulega wypadkowi, nie może chodzić, jeździ na wózku inwalidzkim. Niektórzy zostawiliby taką kobietę. I teraz należy zastanowić się czy takie osoby naprawdę kochały
Nie powiem że nie, może i kochały, ale nie była to mocna i trwała miłość skoro zdradziły, skoro opuściły...
W Klubie Kibica jakiegoś klubu jest 500 osób. Na pierwszy rzut oka mówisz że 350 naprawdę kocha i są tymi prawdziwymi kibicami, a 150 zapiało się, ale są to osoby niepewne, niezaangażowane. W przyszłości może okazać się że to ludzie z tej większej grupy się wykruszą, a Ci, których oceniłeś na mniej ważnych zostaną...
W Klubie Kibica jakiegoś klubu jest 500 osób. Na pierwszy rzut oka mówisz że 350 naprawdę kocha i są tymi prawdziwymi kibiacami, a 150 zapiało się, ale są to osoby niepewne, niezaangażowane. W przyszłości może okazać się że to ludzie z tej większej grupy się wykruszą, a Ci, ktróch oceniłeś na mniej ważnych zostaną...
W Klubie Kibica jakiegoś klubu jest 500 osób. Na pierwszy rzut oka mówisz że 350 naprawdę kocha i są tymi prawdziwymi kibicami, a 150 zapiało się, ale są to osoby niepewne, niezaangażowane. W przyszłości może okazać się że to ludzie z tej większej grupy się wykruszą, a Ci, których oceniłeś na mniej ważnych zostaną...
W Klubie Kibica jakiegoś klubu jest 500 osób. Na pierwszy rzut oka mówisz że 350 naprawdę kocha i są tymi prawdziwymi kibiacami, a 150 zapiało się, ale są to osoby niepewne, niezaangażowane. W przyszłości może okazać się że to ludzie z tej większej grupy się wykruszą, a Ci, ktróch oceniłeś na mniej ważnych zostaną...
-
CKSCZELADZ
- Posty: 145
- Rejestracja: 26.02.2007, 18:53
- Lokalizacja: ZAGLEBIE DABROWSKIE
- Kontakt:
to że ktos ma rodzine i prace to niekoniecznie musi go wykluczyc z grona kibiców.
zawsze na mecz mozna wziac wózek i żone i juz, nie idzie sie wtedy do młyna ale znajomych na meczu sie spotka, pogada, pokrzyczy tez czasami w niektorych momentach. ja nie mam jeszcze rodzinki ale mysle ze i tak bede chodzic na mecze. co innego wyjazdy, na takie pewnie juz nie bede tak czesto jezdzic, na pewno nie z rodzina bo niebezpiecznie, no chyba ze jakis masowy wyjazd ze bedzie nas jechac z 1000 osob na jakis b.wazny mecz, final PP, itp. ale na takie zwykle mecze, mniej istotne to juz watpie, takie zycie
zawsze na mecz mozna wziac wózek i żone i juz, nie idzie sie wtedy do młyna ale znajomych na meczu sie spotka, pogada, pokrzyczy tez czasami w niektorych momentach. ja nie mam jeszcze rodzinki ale mysle ze i tak bede chodzic na mecze. co innego wyjazdy, na takie pewnie juz nie bede tak czesto jezdzic, na pewno nie z rodzina bo niebezpiecznie, no chyba ze jakis masowy wyjazd ze bedzie nas jechac z 1000 osob na jakis b.wazny mecz, final PP, itp. ale na takie zwykle mecze, mniej istotne to juz watpie, takie zycie
Wiecie panowie ale dochodzi jeszcze jedna kwestia.......pieniądze.
Nie jeden tatuś kibic chciałby wziąść żone, i dzieci na mecz ale sami wiecie ile to kosztuje. Co do wierności klubowi to można odrużnić dwie kwestie. Jedni poprostu odeszli bo mieli inne zajęcia. Z czasem miłość do klubu poprostu zginęła śmiercią naturalną przez brak kontaktu. Jednak sentyment powinien zostać. Znam wielu takich ludzi, mimo iż już dawno na meczu nie byli ( bądź pojawili się raz na ruski rok) to czasami się zapytają jak tam wam idzie, ile wyjazdow macie ilu was jest itp. I ja wierze że taki człowiek tak naprawde ma swój klub na dole w sercu i bardzo chciałby się odczepić od otaczającego go swiata i choć na jeden sezon powrócić z szalikiem i głośnym spiewem na ustach.
O tych drugich pisał nie będe bo szkoda klawiatury.
Pozdrawiam
Nie jeden tatuś kibic chciałby wziąść żone, i dzieci na mecz ale sami wiecie ile to kosztuje. Co do wierności klubowi to można odrużnić dwie kwestie. Jedni poprostu odeszli bo mieli inne zajęcia. Z czasem miłość do klubu poprostu zginęła śmiercią naturalną przez brak kontaktu. Jednak sentyment powinien zostać. Znam wielu takich ludzi, mimo iż już dawno na meczu nie byli ( bądź pojawili się raz na ruski rok) to czasami się zapytają jak tam wam idzie, ile wyjazdow macie ilu was jest itp. I ja wierze że taki człowiek tak naprawde ma swój klub na dole w sercu i bardzo chciałby się odczepić od otaczającego go swiata i choć na jeden sezon powrócić z szalikiem i głośnym spiewem na ustach.
O tych drugich pisał nie będe bo szkoda klawiatury.
Pozdrawiam
-
solamenteyo
- Posty: 325
- Rejestracja: 09.05.2007, 19:00
- Lokalizacja: Lublin
Miałam się nie wypowiadać w tym dziale Kibice bo mam zakaz ale wypowiem się.
U mnie sytuacja wygląda tak, że facet z którym mieszkam i planuje wspólną przyszłość jest z Krakowa, kibic Wisły, ja natomiast jestem z Lublina, wiadomo Motor Lublin.
Cieżko tu mówić o mojej wierności skoro mieszkam w Krakowie, każdego dnia widze 'Wisłe' w moim domu i z przyczyn wiadomych na meczu Motoru jestem bardzo rzadko. 'Przechodze' już ta Wisłą bo kiedy on przyjdzie zadowolony z meczu to w domu atomosfera jest dobra, natomiast jeżeli przyjdzie wkurwiony to i mi się udziela.
Trudno powiedzieć co będzie za kilka lat - taka prawda.
U mnie sytuacja wygląda tak, że facet z którym mieszkam i planuje wspólną przyszłość jest z Krakowa, kibic Wisły, ja natomiast jestem z Lublina, wiadomo Motor Lublin.
Cieżko tu mówić o mojej wierności skoro mieszkam w Krakowie, każdego dnia widze 'Wisłe' w moim domu i z przyczyn wiadomych na meczu Motoru jestem bardzo rzadko. 'Przechodze' już ta Wisłą bo kiedy on przyjdzie zadowolony z meczu to w domu atomosfera jest dobra, natomiast jeżeli przyjdzie wkurwiony to i mi się udziela.
Trudno powiedzieć co będzie za kilka lat - taka prawda.
kto tam wyzej napisal ze lepiej nie zaczynac w ogole niz potem odbic od tematu i juz nie chodzic na mecze. powiem tak - jak masz te 15-16 lat i zaczynasz kibicowac to nie myslisz o tym ze kiedys bedziesz miec lat 26 czy 36 i nie wiesz co wtedy zycie przyniesie. ktos pewnie w wieku 16 lat sie zapieral ze bedzie zawsze jezdzic, chodzic na mecze u siebie ale nie mysla jeszcze co przyniesie zycie. i jesli ktos zrezygnowal to nie znaczy ze nie jest wierny. dla mnie wiernosc to jest przywiazanie do jednego klubu, nie bycie przezutem. jesli ktos dal sobie spokoj z wyjazdami, a na mecze u siebie chodza sporadycznie to nie znaczy ze sa niewierni. sa ludzie ktorzy mimo ze juz nie kibicuja to dalej przyznaja sie do starych znajomosci i zawsze sie zapytaja jak wyjazd, co tam ostanio slyszalem ze pogoniliscie tych czy tamtych. w takich ludziach dalej siedzi kibic. nie wiem co ja bede robil za 5 , 10 lat...
tez ktos wyzej wspomnial ze niektorzy chodza na mecz zeby miec znajomosci i plecy na miescie. niestety tak jest znam takich ludzi co nawet nie wiedza z kim ma zgody nasza ekipa, i nie potrafiliby wymienic 5 zawodnikow z druzyny i jezdza na mecze zeby tylko sie napic i takie tam i takich ludzi w ogole nie uwazam za kibicow, dla mnie tacy sie nie liczą w sensie kibicowskim
tez ktos wyzej wspomnial ze niektorzy chodza na mecz zeby miec znajomosci i plecy na miescie. niestety tak jest znam takich ludzi co nawet nie wiedza z kim ma zgody nasza ekipa, i nie potrafiliby wymienic 5 zawodnikow z druzyny i jezdza na mecze zeby tylko sie napic i takie tam i takich ludzi w ogole nie uwazam za kibicow, dla mnie tacy sie nie liczą w sensie kibicowskim
-
Żaba-Katowice
- Posty: 48
- Rejestracja: 03.04.2007, 15:53
- Lokalizacja: Katowice
Re: Wiernosc klubowi
metafora to nie jest,poprostu kibicem zostaje sie jak ma sie parenascie lat,sa inne piorytety.pozniej człowiek dorasta tez sa inne.cichyknf pisze:Gdzie wierniosc klubowi, barwom itd.? tak sie ostatnio zastanawialem po spotkaniu sie z 1 z kumpli ktorych nie widzialem kilka lat. Na moje pytanie: idziesz na mecz, odpowiedzial: SLuchaj stary to dziecinada, a pozatym wiesz na Polonie?? II liga. Ja pamietam jak sie chodzilo 12 lat temu na ta sama II lige i bylo nas 300 na stadionie ( na stadionie w Bytomiu ) ale sie bylo obecnym.
co wy sadzicie o wiernosci i przywiazaniu do barw - czy "Wierny az po grob" nie jest tylko czcza metafora?
zasadniczo to jest tak ze nawet jak człowiek przestaje chodzic z jakichs tam powodow to i tak sie jakos interesuje swoim klubem,czyli jako tako jest z nim ale juz nie tak blisko jak kiedys.
ja osobiscie za małolata miałem taka goraczke ze jak nie było ani piłki czy hokeja to wrecz drgawek dostawałem.pozniej pewne sprawy zyciowe uspiły mnie chodz na najwazniejsze wydarzenia sie wybierałem.po naszym relegowaniu do 4 ligii poprostu dostałem pierdolca na nowo i tak juz 2 lata naokragło.
ja na meczu u siebie staram się być zawsze jak jest ich w sezonie 15 to na 13-14 jestem ale wyjazdy to już wiadomo inna rzecz większe ryzyko zawinięcia przez wiadome służby i odkąd się dorosło inaczej się patrzy na pewne rzeczy pojawiają się dzieci, praca i niestety często trza zrezygnować z wyjazdów bo jak Cię zawiną to zaraz stracisz robotę a dzieci za co dostaną jeść???
solamenteyo, żeby tak z wiślakiem...solamenteyo pisze:Miałam się nie wypowiadać w tym dziale Kibice bo mam zakaz ale wypowiem się.![]()
U mnie sytuacja wygląda tak, że facet z którym mieszkam i planuje wspólną przyszłość jest z Krakowa, kibic Wisły, ja natomiast jestem z Lublina, wiadomo Motor Lublin.
Cieżko tu mówić o mojej wierności skoro mieszkam w Krakowie, każdego dnia widze 'Wisłe' w moim domu i z przyczyn wiadomych na meczu Motoru jestem bardzo rzadko. 'Przechodze' już ta Wisłą bo kiedy on przyjdzie zadowolony z meczu to w domu atomosfera jest dobra, natomiast jeżeli przyjdzie wkurwiony to i mi się udziela.
Trudno powiedzieć co będzie za kilka lat - taka prawda.
-
Zawsze wierny i oddany
- Posty: 199
- Rejestracja: 10.06.2007, 11:42
p****** się obsrany wykrzykniku.
To ja napiszę jak tu u mnie wygląda, tak po krótce. Szczerze powiedziawszy, nie wiem, jak można ot tak zmienić sobie klub. Zrozumiem tylko dzieci mające po 10 lat, które "kibicują" zagranicznemu klubowi np. Barcelona, po czym za rok "miłość" przeniesie się na Real, bo akurat oni są na topie.
Ale jak koleżka w wieku 20 lat, czyli już prawie w pełni ukszałtowany psychicznie, przenosi "miłość" na wrogi klub, to musi być nieźle p*********. Emo normalnie.
Jestem kibicem Motoru, lecz z Lublina nie jestem. Czegoś szczegolnego do miejscowego klubu nie czułem, to nie znaczy, że jeźdzę do stolicy Lubelszczyzny podrzeć ryja, nie znając żadnego piłkarza, tym bardziej nie mieć pleców w postaci jakiś koksów
.
Nie, jeżdzę by podopingować, wesprzeć piłkarzy, i dzięki temu czuję jakieś przywiązanie barwom i klubowi. Kocham? Powiem to za parę lat, gdy będę nadal jeździł na Motor z taką samą częstotliwością jak zawsze. A jeżeli się pokocha, to nawet sukcesy lepszego klubu Cię do niego nie przyciągną. Najlepszy przykład jest, gdy swój klub spada do niższej ligi. Wielu się odwraca, a ci najbardziej przywiązani nadal przy nim zostają.
To ja napiszę jak tu u mnie wygląda, tak po krótce. Szczerze powiedziawszy, nie wiem, jak można ot tak zmienić sobie klub. Zrozumiem tylko dzieci mające po 10 lat, które "kibicują" zagranicznemu klubowi np. Barcelona, po czym za rok "miłość" przeniesie się na Real, bo akurat oni są na topie.
Ale jak koleżka w wieku 20 lat, czyli już prawie w pełni ukszałtowany psychicznie, przenosi "miłość" na wrogi klub, to musi być nieźle p*********. Emo normalnie.
Jestem kibicem Motoru, lecz z Lublina nie jestem. Czegoś szczegolnego do miejscowego klubu nie czułem, to nie znaczy, że jeźdzę do stolicy Lubelszczyzny podrzeć ryja, nie znając żadnego piłkarza, tym bardziej nie mieć pleców w postaci jakiś koksów
Nie, jeżdzę by podopingować, wesprzeć piłkarzy, i dzięki temu czuję jakieś przywiązanie barwom i klubowi. Kocham? Powiem to za parę lat, gdy będę nadal jeździł na Motor z taką samą częstotliwością jak zawsze. A jeżeli się pokocha, to nawet sukcesy lepszego klubu Cię do niego nie przyciągną. Najlepszy przykład jest, gdy swój klub spada do niższej ligi. Wielu się odwraca, a ci najbardziej przywiązani nadal przy nim zostają.
Za małolata jedynym obowiązkiem jest szkoła, więc jest dużo czasu na hobby. Ktoś wybiera kibicowanie. Chodzi, jeździ na mecze i myśli, że tak będzie całe życie. Niestety. Później aktywne uczestnictwo w życiu kibicowskim uniemożliwia rodzina i praca. To jest normalne. W młynach nie ma wielu 30-,40-latków, choć kilkanaście lat temu stanowili podstawę ekipy. Wszystko się zmienia. Jak ktoś ma rodzinę i pracę to nie będzie się pchał na mecz, po którym zostanie ukarany grzywną, pozbawieniem wolności z wiadomych względów. Jak ktoś racjonalnie myśli, to o tym wie. Kibicem jednak powinno zostawać się do końca życia, chodzić na mecze (w roli piknika), zabierać na nie syna, nie mówiąc już o tym, że koniecznie zapisać go do sekcji piłkarskiej, a nóż coś z niego wyrośnie
A ci, co mówią, że to była dziecinada chodzili na mecze, bo było fajnie - nic ich z klubem nie łączyło. Jak ktoś jest związany i ma klub głęboko w sercu to będzie przychodził na mecze o ile jeszcze może i będzie w to "wciągał" syna, a może córę
A ci, co mówią, że to była dziecinada chodzili na mecze, bo było fajnie - nic ich z klubem nie łączyło. Jak ktoś jest związany i ma klub głęboko w sercu to będzie przychodził na mecze o ile jeszcze może i będzie w to "wciągał" syna, a może córę
Heh, jak miałem 20 lat to identycznie mówiłem/myślałemmasisLG pisze:Ja mam zaledwie 20 lat, kilka lat kibicowskiego stażu i powiem szczerze, że obecnie nie wyobrażam sobie zastopowania. możliwe, że za pare lat to się zmieni, będę inaczej patrzył na świat, zmienią się priorytety...oby niewspomne jeszcze o swoim szwagrze z którym kiedyś chodziłem na mecze to on mnie tym zaraził, wyciągnął na pierwszy mecz, facet ma 32 lata prace, żone i mimo to nie odpuszcza. Myślę, że jak ktoś naprawdę jest kibicem to nim pozostanie, może to "uspać" ale nie zabić chyba, że jego przygoda kibicowaniem była pmyłką. Co do przeżutów to nienazwałbym ich kibicami...
hmm pewnie masz rację, czasem warto posłuchać starszychreynevann pisze:
Heh, jak miałem 20 lat to identycznie mówiłem/myślałemA potem, cóż... rodzina, praca, itp. Twój szwagier to jak dla mnie wyjątek potwierdzający regułę. Rzadziej teraz chodzę, można powiedzieć, że dużo rzadziej (nawet u siebie - częste musowe wyjazdy w każdy weekend), ale nigdy nawet do głowy mi nie przyszło, żeby kiedyś jakiemuś kumplowi z Ł3 powiedzieć: "wiesz stary, wyrosłem z tego...". Podsumowując, jak tylko mogę to jestem na meczu, a że rzadko mogę to już niestety życie się tak ułożyło i trzeba się niestety z tym pogodzić.
jeszcze przyszła mi do głowy taka myśl, że ten wiek, w którym obecnie się znajduje to najlepszy czas na to aby dać z siebie wszystko dla klubu, dla barw by później ewentualnie służyć radą, pomocą dla młodszych...
Jeden z fajniejszych tematów w którym można spokojnie wyrazić swoją opinię i do tego założony przez kibica w koloratce <brawo> fajnie, że ktoś taki udziela się na forum i odważnie przyznaje się do swojej posługi. Ale wracając do tematu to ja również w wieku 22 lat nie wyobrażam sobie bym mógł ot tak pewnego dnia obudzić sie spojrzeć w sufit i stwierdzić, że wyrosłem z kibicowania. Siedzę w tym od 7 lat i choć pierwszy wyjazd zaliczyłem dość późno to każdego dnia budząc się rankiem myślę o moim Lechu i z niecierpliwością oczekuję pierwszej kolejki. Teraz da się jeszcze jakoś wytrzymać bo pogoda nie najgorsza to czas jakoś tak fajniej mija ale jak jest przerwa zimowa która trwa 3 miesiące to już dostaję konkretnej kurwicy w oczekiwaniu na marzec. Też bardzo często zastanawiam się dlaczego w kotle jest tak niska średnia wieku i gdzie podziali się ci starzy zasłużeni kibole dlaczego u nas nie jest tak jak na wyspach gdzie średnia wieku na wyjazdach wynosi 30 lat. Na dziś dzień mogę zapewnić, że bedę nadal wiernym kibicem mojej ukochanej drużyny właśnie kończę graffiti którym na pewno sie Wam pochwale, ale co będzie za kilka lat trudno określić bo choć nie mam jak na razie kobiety i zdrowie dopisuje to życie przynosi nam różne nieoczekiwane okoliczności i nigdy nie wiemy co los dla nas zgotuje.
Często sie również zastanawiam czy gdybym nie miał pod ręką takiego klubu jak Kolejorz tylko dajmy na to np. Sokół Nisko czy też bym był tak zagorzałym kibicem jakim jestem w stosunku do Lecha i szczerze muszę Wam przyznać, że często nachodzą mnie wątpliwości dlatego darzę wielkim szacunkiem małe ekipy drużyn III, IV a nawet V ligowych które starają sie zaistnieć na naszej arenie kibicowskiej a naprawdę czego by nie mówić złego o naszej piłce, korupcji,wałkach to jak dla mnie polska scena kibicowska jest
na I miejscu i długo nikt nas nie dogoni. Bo niech sobie angole włosi czy niemcy mają zajebistą infrastrukturę sklepy z pamiątkami na każdym kroku ale uważam że nie ma tam takiego fanatyzmu jak u nas bo może i robią niezłe choreografie i nieźle dopingują lecz obawiam się że wielu z nich po zakończonym meczu rzuca szalik w kąt i przypomina sobie dopiero 6 dni później.
Może każdy swoją wypowiedź uzupełni czym definiuje swoją wierność klubowi:
Jeśli o mnie chodzi to jak wspomniałem każdego dnia myślę o moim klubie nie koniecznie o zawodnikach lecz ogólnie o całej mojej kibicowskiej braci, wiadomo mecze u siebie (podstawa) wyjazdy (tutaj gorzej gdyż wszystko zależy od finansów ale kilka w rundzie obowiązkowo). Ostatnimi czasy mam taką fobie że patrząc na obcą rejestracje na samochodzie automatycznie lustruje pasażerów z jakiego mogą być klubu i czy wyglądają na kumatych czy nie tak samo mam gdy wysiadam na dworcu pkp gdy widzę podróżnych czekających na pociąg do np. Szczecina zastanawiam się czy czasem nie jest to ktoś incognito. Mój fanatyzm nieraz przybiera postać szowinizmu gdyż jakoś nie potrafię znaleść wspólnego języka z osobami z którymi studiuję a które pochodzą z innego miasta. Już najbardziej wkurwia mnie gdy ktoś taki mieszkając od roku w moim mieście zaczyna kibicować mojej drużynie mimo że w regionie z którego pochodzi ma kilka ekip znacznie bliżej swojego miejsca zamieszkania a tutaj zaczyna sie robić niesamowicie zagorzałym kibicem. Na prawdę bardzo mnie to irytuje.
Forever Young z pozdrowieniami dla najwytrwalszych
Często sie również zastanawiam czy gdybym nie miał pod ręką takiego klubu jak Kolejorz tylko dajmy na to np. Sokół Nisko czy też bym był tak zagorzałym kibicem jakim jestem w stosunku do Lecha i szczerze muszę Wam przyznać, że często nachodzą mnie wątpliwości dlatego darzę wielkim szacunkiem małe ekipy drużyn III, IV a nawet V ligowych które starają sie zaistnieć na naszej arenie kibicowskiej a naprawdę czego by nie mówić złego o naszej piłce, korupcji,wałkach to jak dla mnie polska scena kibicowska jest
na I miejscu i długo nikt nas nie dogoni. Bo niech sobie angole włosi czy niemcy mają zajebistą infrastrukturę sklepy z pamiątkami na każdym kroku ale uważam że nie ma tam takiego fanatyzmu jak u nas bo może i robią niezłe choreografie i nieźle dopingują lecz obawiam się że wielu z nich po zakończonym meczu rzuca szalik w kąt i przypomina sobie dopiero 6 dni później.
Może każdy swoją wypowiedź uzupełni czym definiuje swoją wierność klubowi:
Jeśli o mnie chodzi to jak wspomniałem każdego dnia myślę o moim klubie nie koniecznie o zawodnikach lecz ogólnie o całej mojej kibicowskiej braci, wiadomo mecze u siebie (podstawa) wyjazdy (tutaj gorzej gdyż wszystko zależy od finansów ale kilka w rundzie obowiązkowo). Ostatnimi czasy mam taką fobie że patrząc na obcą rejestracje na samochodzie automatycznie lustruje pasażerów z jakiego mogą być klubu i czy wyglądają na kumatych czy nie tak samo mam gdy wysiadam na dworcu pkp gdy widzę podróżnych czekających na pociąg do np. Szczecina zastanawiam się czy czasem nie jest to ktoś incognito. Mój fanatyzm nieraz przybiera postać szowinizmu gdyż jakoś nie potrafię znaleść wspólnego języka z osobami z którymi studiuję a które pochodzą z innego miasta. Już najbardziej wkurwia mnie gdy ktoś taki mieszkając od roku w moim mieście zaczyna kibicować mojej drużynie mimo że w regionie z którego pochodzi ma kilka ekip znacznie bliżej swojego miejsca zamieszkania a tutaj zaczyna sie robić niesamowicie zagorzałym kibicem. Na prawdę bardzo mnie to irytuje.
Forever Young z pozdrowieniami dla najwytrwalszych
Na poczatku chcialem pogratulowac ksiedzu za bardzo interesujacy temat..Ja jestem kibicem malego klubu w malopolsce jednak wierze w moj ukochany klub.Najbardziej denerwuja mnie kolesie ktorzy mieszkaja w tym miescie i kibicuja wiekszym i slawniejszym druzynom typu cracovia czy wisla.Dla nich nie ma szacunku poniewaz wola jezdzic na inne kluby zamiast wspierac lokalny klub.Ale coz tacy juz sa ludzie.Dla mnie klub to nie jest hobby tylko mozna by powiedziec religia
za Hooligana sie nie uwazam ale jak ktos bluzni na moj klub to potrafie o niego walczyc. Bede z nim nie zaleznie jaka bedzie liga,jakie beda wyniki .Teraz chodze do mlynu i swoim spiewem wychwalam ukochany klub,ale wiem ze czas plynie i kiedys bede musial z tego mlynu wyjsc ale zawsze jak tylko zdrowie pozwoli to bede chodzil na mecze mojej druzyny.Wszystko w rekach Boga

hmm tego zdania nie rozumiem... negujesz nim Fan-Clubową formę kibicowania, czy źle to ująłeś w słowa... bo dla mnie ktoś kto dojeżdża kawałek bądź kawał drogi na mecz swojej drużyny zasługuje na większy szacun, niż "gospodarz". Moze to dlatego, ze patrze na to w egoistyczny sposób, sam na Widzew jeżdże kawał drogi, choć mogłem wybrać inny, lokalny klub. Ba, można mnie chyba nazwać kibicem sukcesu, bo piłką interesowałem się od zawsze, lecz "swojego" klubu nie miałem do 97 roku, gdy to w wieku 9 lat obejrzałem (zupełnym przypadkiem) mecz Legia - Widzew. To co zrobili piłkarze RTSu mnie zaczarowało, od tego momentu jedynym klubem, którego losami się na bierząco interesowałem był Widzew, mimo że mozliwosc wyjazdu do Łodzi przyszła sporo lat później...zgrywus pisze:Dla nich nie ma szacunku poniewaz wola jezdzic na inne kluby zamiast wspierac lokalny klub.Ale coz tacy juz sa ludzie.
Temat naprawde fajny, nienapinkowy, zmuszający do refleksji. Nie bede powtarzał oczywistych banałów, że ktoś kto uważa, że bedzie fanatykiem do konca, że bedzie zawsze na meczu i, ze to klub bedzie najwazniejszy albo nie do konca zdaje sobie sprawę z rzeczywistosci i złosliwej zmiennosci losu, albo jest maksymalnym wariatem na punkcie swej drużyny.
maciej! napisal
hmm tego zdania nie rozumiem... negujesz nim Fan-Clubową formę kibicowania, czy źle to ująłeś w słowa... bo dla mnie ktoś kto dojeżdża kawałek bądź kawał drogi na mecz swojej drużyny zasługuje na większy szacun, niż "gospodarz".
Chyba zle mnie zrozumiales w moim miescie nie ma zadnego fan -clubu liczy sie tylko jedna druzyna, ale niektorzy wola inny klub zamiast wspierac swoje miasto i swoja druzyne. zyja w tym miescie a kibicuja komu innemu kapiszi
[/b]
hmm tego zdania nie rozumiem... negujesz nim Fan-Clubową formę kibicowania, czy źle to ująłeś w słowa... bo dla mnie ktoś kto dojeżdża kawałek bądź kawał drogi na mecz swojej drużyny zasługuje na większy szacun, niż "gospodarz".
Chyba zle mnie zrozumiales w moim miescie nie ma zadnego fan -clubu liczy sie tylko jedna druzyna, ale niektorzy wola inny klub zamiast wspierac swoje miasto i swoja druzyne. zyja w tym miescie a kibicuja komu innemu kapiszi
maciej! napisal
ja tez nie mieszkam w Łodzi, pochodze z innego miasta, miałem komu tu kibicować, lecz wybrałem (nie do końca przemyslaną decyzją) Widzew i tak juz zostanie... chce zrozumiec twoje myslenie, ale nie jestem w stanie. niewazne, szkoda zasmiecac temat. sry za ot.
Kazdy ma inny tok myslenia i tak juz pozostanie.Kibicujesz Widzewowi a mieszkasz gdzie indziej twoja decyzja,masz prawo wyboru.Najwazniejsze ze sie nie przerzucasz tylko do konca bedziesz z Widzewem.

ja tez nie mieszkam w Łodzi, pochodze z innego miasta, miałem komu tu kibicować, lecz wybrałem (nie do końca przemyslaną decyzją) Widzew i tak juz zostanie... chce zrozumiec twoje myslenie, ale nie jestem w stanie. niewazne, szkoda zasmiecac temat. sry za ot.
Kazdy ma inny tok myslenia i tak juz pozostanie.Kibicujesz Widzewowi a mieszkasz gdzie indziej twoja decyzja,masz prawo wyboru.Najwazniejsze ze sie nie przerzucasz tylko do konca bedziesz z Widzewem.
Uważam podobnie. Ale inną sprawą jest gdy ktoś jest od początku do końca za jakimś klubem z innego miasta, jeździ na jego mecze, a inna gdy ktoś zdradził swój klub.zgrywus pisze:Na poczatku chcialem pogratulowac ksiedzu za bardzo interesujacy temat..Ja jestem kibicem malego klubu w malopolsce jednak wierze w moj ukochany klub.Najbardziej denerwuja mnie kolesie ktorzy mieszkaja w tym miescie i kibicuja wiekszym i slawniejszym druzynom typu cracovia czy wisla.Dla nich nie ma szacunku poniewaz wola jezdzic na inne kluby zamiast wspierac lokalny klub.Ale coz tacy juz sa ludzie.Dla mnie klub to nie jest hobby tylko mozna by powiedziec religiaza Hooligana sie nie uwazam ale jak ktos bluzni na moj klub to potrafie o niego walczyc. Bede z nim nie zaleznie jaka bedzie liga,jakie beda wyniki .Teraz chodze do mlynu i swoim spiewem wychwalam ukochany klub,ale wiem ze czas plynie i kiedys bede musial z tego mlynu wyjsc ale zawsze jak tylko zdrowie pozwoli to bede chodzil na mecze mojej druzyny.Wszystko w rekach Boga
![]()
-
19persona64
- Posty: 16
- Rejestracja: 26.06.2007, 21:59
- Lokalizacja: katowice
