WieszWięcej pisze: 26.05.2026, 20:13
Mam duży artykuł o kibicach Bałtyku z 98 lub 99 roku, gdzie dość obszernie wypowiedzieli się na temat Arki czy zgody z Lechem.
Dość optymistycznie to wtedy wyglądało dla nich - przechwalali się, że na meczach zbierają się lepiej niż Arka, młyn minimum 100 osób, Arka potrafiła wystawić wtedy 20-30 osób, tak twierdzili.
Choć przyznali, że przewagą Arki jest mobilizacja i jak się zbiorą to widać różnicę.
Jest o zgodzie ze Stomilem, która była „kulawa”, bo jedna z dzielnic jej nie akceptowała, ale twierdzą, że na bogato ich gościli - „najlepsze hotele”, „najlepsze burdele”, „imprezy na plaży”.
Widać, że dość pewnie się czuli, bo wrzucili twarzówki w autokarze, gdzie doskonale ich widać, także musieli stanowić jakąś siłę, skoro się nie kryli.
O udało mi się zacytować post. To jedziemy szczrze znowu bo sprawia mi radochę dzielenie się moją perspektywą już po wielu latach, gdy mogę pisać co myślę nie będąc w żaden (a może rz.w rzaden? Nie wiem nie używam autokorekty) sposób ograniczonym.
Zacznijmy od tego, że podkoloryzowywanie a nawet czysty farmazon to w zinach była aboslutna norma. Ba...do dziś w książkach róznież nie piszemy szczerze tylko zawsze pod siebie, ciężko szczerze a to właśnie mnie cieszy. Jak można bez farmazonu. A dlaczego? A dlatego, że w latach mojej aktywności sam niestety koloryzowałem i waliłem opowieści pod Wielki Bałtyk. Ale biję się w pierś jedynie symbolicznie bo wróg w Zinie Pietrucha czy innych też wypisywał historyje z mchu i paproci. Zresztą jak mówię cała Polska tak robiła.
Zadyma, naszego przyjaciela Łysego była bliska prawdy, czasem wręcz zbyt krytyczna wobec nas samych. Czasami przestawiał wydarzenia mniej spektakularnie niż inni to widzieli. Innym razem zbyt wesoło ale nigdy z zamiarem wybielenia Bałtyku. On tak to widział. Kochał prawdę. Opisy przepełnione pijaństwem. Ja tego tak wtedy nie widziałem. Owszem było i pite ale nie tak jak to było opisane i nie wszyscy. A może było właśnie ale ja wolałbym podświadomie żeby nie?
Gdy ktoś budował potęgę Arki na podwalinach miastowo/biznesowych nasza starszyzna to byli właśnie chuligani...ale tacy z podręcznika szkolnego. Pojechać gdzieś, coś rozjebać, najebać się i ponapierdalać z kimś. Było kilku starych, którzy widząc co się dzieje u sądiada ogarniali nam Muai Thai wtedy i Kick Boxing. Stąd nasza wtedy pewność siebie. Która nas w sumie zgubiła. Zero pokory. My wierzyliśmy, że wygonimy Arkę z osiedli. Że role się odwróca. Byliśmy atakowani to atakowaliśmy. Niektórzy starzy wtedy silni nie potrafili zachować się w gościach. Tak było w Olsztynie I w Gdyni jak gościliśmy Stomil. Rzeczywiście gościna Stomilowców była na does wysokim poziomie ale i my tam byliśmy bardzo dobrze goszczeni. Było nam wstyd za starych zaczynały się wewnętrzne spiny. My po 17-18 lat trenujący oni po 30 wożący się jak Michael Jackson na koncercie. Choć nie wszyscy to jednak wkurwiali. Bo to my musieliśmy potem za ich zachowanie świecić oczami.
Długo piszę bo zmierzam do sedna. Poza tym sam lubię czytać dłuższe posty niż jednozdaniowe odpowiedzi.
Jeżeli mowa o artykule z NL to wiem kto był na wywiadzie bo byłem i ja. Było nas kilku. Sam pewnie dorzuciłem koloryzację i jakiś farmazon. Było kilku starych i kilku młodych tam w kanjpie na rozmowie.
Nie pamiętam co tam było ale generalnie zjeby dostałem od kolegów z grupy za farmazon i straciłem na zaufaniu wtedy.
Bojówki? Bałtyk miał jedną mocną co naprawdę działała I to konkretnie, pokłosiem tej działaloności była akcja nożowanka, ale grupa działała dalej i jedną co wymyślił Łysy ale poza szalikami nie była to dobrze zorganizowana grupa. Potem była jeszcze ekipa około 2010 roku ale to już inna historia za daleko od tego artykułu o którym piszesz.
Czy Bałtyk był mocny w 1998? Tak nam się wtedy wydawało - to najlepsza odpowiedź.
A co do twarzy to każdy chciał być na takim zdjęciu ;)