Post
autor: mp86 » 31.07.2020, 11:33
KKS Kalisz – Arka Gdynia
Czyli ucieczka z sektora i 2 flagi w plecy …. WIDZÓW: 2 500
Mecz z Arką był jak dotąd naszą największą klęską w historii, ale po kolei. Mecz wypadł jako pierwszy w sezonie i to w najgorszym z możliwych terminie, W środku wakacji. Mimo, że był to dla nas najważniejszy mecz w historii, nie miało jakoś odbicia w atmosferze. Nie czuło się klimatu wokół tego meczu. Było to bardzo dziwne. Mimo wszystko udało nam się załatwić pirotechnikę, były balony i przygotowana flaga na sektor. Kilka dni przed meczem rozważano możliwość nie wpuszczenia Arki, ale nasza szybka reakcja przeszkodziła temu. Był to chory pomysł, żeby zawrócić Arkę, a wpuścić jedyni Lecha z Ostrowa i Krotoszyna ( jako mało groźnych). Wiedzieliśmy o wielkiej mobilizacji w tych miastach, ale nikt nie brał tego poważnie. I w takiej sennej atmosferze nadszedł dzień meczu. Rzutem na taśmę zdecydowaliśmy się na wjazd do Skalmierzyc, chwilę przed przyjazdem pociągu z kibolami z Ostrowa i Krotoszyna. Pojechaliśmy w trzy auta naszej prawie najlepszej załogi, ale nikogo nie spotkaliśmy. Ze Skalmierzyc podjechaliśmy prosto na Kaliski dworzec. Było tylko kilku gliniarzy, którzy dziwnie się śmiali. Stanęliśmy za przejazdem w ciągu samochodów chcąc ruszyć potem za Ostrowem. Kibice Lecha po wyjściu z pociągu, wykorzystali śladową ilość pal i to, że mieli iść przez przejazd, na którym staliśmy, ruszyli na nas zbierając kamienie z torowiska. Trzeba było szybko ewakuować samochody i na szczęście to się udało ( akurat przejechał pociąg). Tak więc ucieczka z konieczności, ale śmiesznie wyglądało jak biegli za naszymi samochodami małolaty z kamieniami. Trzeba było przełknąć gorycz porażki. Jak się okazało nie była to nasza ostatnia ucieczka tego dnia. Mecz zaczął się od niezłego naszego dopingu, wisiało kilkanaście flag, w tym wszystkie największe. Mimo niewielkiej akcji propagandowej zebrało się w młynie ok. 200 fanów. Na stadionie było dalszych kilkudziesięciu, ale czemu nie przyszli do młyna wiedza chyba tylko oni sami. Może się czegoś bali. Jak się okazało mieli dobre przeczucie. Dziwił brak Arki, która ponoć miała wyjechać z Gdyni w 2 autokary. My tymczasem w miarę nieźle dopingowaliśmy piłkarzy. Rozdaliśmy też 200 balonów. Wobec braku Arki młyn zaczął szybko maleć, towarzystwo rozeszło się jak na pikniku. 1 w tym momencie gdy było na nieco ponad 100 w sektor wjechała nam Arka. Śledzie przyjechali busem i samochodem i usiedli wśród widzów na stadionie. Nie mieli żadnych barw, za to pochowany sprzęt, który bez problemu wnieśli na stadion. Arka z okrzykiem wjechała w nas od góry sektora. Odpalili dużą akustyczną racę, którą wycelowali W nasze plecy. Każdy myślał, że to jakaś nasza petarda a zaskoczenie było całkowite. Śledzie zranili poważnie tym ładunkiem 2 naszych fanów, którzy z poparzeniami wylądowali w szpitalu. Potem panika zrobiła swoje, każdy myślał, że atakują nas właśnie te dwa wspomniane autokary, a nie 17 gości. Arka rozpędziła nas lejąc pałami. Kilku z nich w tym czasie zrywało nasze flagi. Udało im się zerwać, a właściwie odbić flagę Ostrowa i jedną naszą. Odbili też kilka szalików Lecha wiszących na flagach. Jeden ze śledzi zdarł też połowę Rycerzy, ale na widok nadbiegającego ochroniarza wyrzucił ją w trybuny ratując się ucieczką. Reszta „ flagowych też przebiegła już do sektora gości ( policja w nic się nie mieszała). Na bieżni pod naszym młynem doszło do krótkiej walki na pasy ze śledziami. Niestety z naszej strony miało Je tylko kilka osób, reszta nie mogła nic zrobić, inna sprawa, że część z jak wydawałoby się chuliganów, albo nie brała udziału w dymie, albo już oddaliła się w bezpieczne miejsce stadionu. Dziwi tez zachowanie tych, którzy siedzieli po przeciwnej stronie i widzieli idących śledzi, ale nie dali żadnego znaku… Po chwili reszta Arki zaczęła uciekać przez murawę, ale za nimi ruszyły tylko..3 osoby, a dobiegi tylko jeden. Rzucił się on sam na 3 śledzi, powalił dwóch z nich, ale za chwilę został okopany przez całą trójkę na murawie. Kilku z Arki rozbiegło się też wśród nas po stadionie. Jeden został zauważony i powalony na glebę, po czym uciekł na policyjny parking, a po chwili udało mu się wbiec do sektora gości.
Wśród przyjezdnych trwał już szal radości ( szczególnie ci z Ostrowa cieszyli się z odbitej przez Arkę flagi). Policja otoczyła przyjezdnych, rozdając parę pał, a ci uciekli w róg sektora ( kilku wystraszonych już z niego wyskoczyło i zaczęło uciekać). Pały jednak nie obiły śledzi. My w tym czasie staraliśmy podnieść się po porażce, kilkakrotnie próbując przejść policję na koronie stadionu. Niestety angażowało się w to tylko kilkadziesiąt osób, w większości młodzieżowców, którzy i tak wypadli nieźle. W sumie to zadymiła Arka, a pały lały nas. Po przerwie, gdy ustalaliśmy akcję po meczu, nagle przyjezdni zaczęli wychodzić ze stadionu. Ruszyła na nich grupa naszych siedzących przyj klatce, ale zabrakło zdecydowania i Arka opuściła po przerwie stadion. Z pewnych źródeł wiemy, że już przed przerwą zaraz po zadymie kibice Lecha i Arki poprosili policje o opuszczenie stadionu ( teraz mówią, że chcieli zdążyć na mecz Lecha z Zagłębiem Sosnowiec, ale zaraz udowodnię, że wcale im się nie śpieszyło) Po wyjściu Arki nie zebraliśmy się już w kupę, każdy przeżywał porażkę. Pod koniec meczu dostaliśmy od jednego z naszych wiadomość, że Arka siedzi pod Teatrem na piwku. Zebraliśmy szybko ok. 20 chętnych i ruszyliśmy przez park pod teatr. W tym czasie jedno auto już tam podjechało. Niestety chłopaki ruszyli na śledzi, zanim zdążyliśmy dobiec. Samochodowi w 3 osoby wyskoczyli na siedzących pod parasolami śledzi, którzy jak się okazało bez sprzętu nie stawili oporu.
Od razu 3-4 z Arki padło na glebę, załapując się na kopy, jeden nawet wydawał z siebie błagalne dźwięki. W tym momencie my wbiegliśmy na most przed teatrem, co wywołało odwrót Arki. Gdynianie dopiero wtedy pokazali, na co ich stać. Gdy zaczęli uciekać, jeden z nich zatrzymał ich – dając do rąk sprzęt wyciągnięty z busa. Nikt z nas nie liczy! się z takim obrotem sprawy , więc za chwilę to Arka wymachując maczetami zaczęła nas gonić. Uciekliśmy kilkanaście metrów, ale 2 z nas zostało na moście. Jeden wskoczył do rzeki, a drugi dostał palą przez łeb i cały się zakrwawił. W tej walce Arka zraniła takie jednego małolata od nas, który przypadkiem znalazł się w tym miejscu. Miał może z 13 – 15 lat, a gość z Arki uderzył go maczeta w rękę. Miody jest inwalidą, maczeta rozcięła mięśnie i ma bezwładną rękę… Po kilkudziesięciu sekundach ruszyliśmy ponownie przez most uzbrojeni w 2 metrowe brechy, ale Arka zdążyła załadować się do busa i uciec. Wszyscy chyba nie zdążyli, bo widzieliśmy gości, którzy, rozbiegli się po okolicy. Zaraz wpadła policja i koniec zadymy. Ustawiliśmy się potem w okolicy zdarzenia , czekając na jakichś zabłąkanych śledzi , ale nic z tego. Jeżeli chodzi o Ostrów i Krotoszyn , to ci odjechali autobusem do Ostrowa. Jak widać wcale nie pojechali do Poznania , jak się tłumaczą tylko do domu. Także Arka wolała siedzieć na piwku, zamiast jechać na Lecha.
Dlaczego chcieli wyjść po przerwie – oceńcie sami. Fakt jednak, że bus z Gdyni dojechał w trakcie II polowy meczu W Poznaniu, Arka powiesiła naszą flagę i odbite barwy Ostrowa. Po meczu okazało się, że rannych jest od nas ok. 15 osób w tym kilka ciężko. Pod szpitalem spotkaliśmy też naszych fanów z Blaszek ( było ich w młynie ok. 15), którzy też mieli rannych kolegów. Na mecz przyjechali też kibice z Gdyni 2 samochodami i to tylko oni zostali do końca w klatce. Niestety potem się nie popisali prosząc policję o obstawę do samochodów, które zresztą były w lekko zmienionym stanie. Podsumowując była to nasza największa klęska w historii, tym gorsza, że zaatakowało nas tylko ok.20 gości. Wiele osób trafiło do szpitala, straciliśmy jedną naszą flagę, odbili szmatę Lecha z Ostrowa, musieliśmy uciekać na przejeździe pod dworcem…. Jednym słowem sprowadzili nas na ziemię, ale z porażki też trzeba wyciągnąć wnioski.
Nas ok. 200 w I połowie Arki: 20-25 + 60 -70 Lecha
Źródło: [link]
FILM:
[link]