Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Moderatorzy: Automoderation, Zorientowany, LechiaCHWM
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Trochę w tym racji , ale oprócz niego w "czołówce" wsh jest były Lechista i były kibic Hutnika, ot takie trio .
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
A kogo interesuje moje zapatrywanie? Ja nie biegam więc moje zdanie się nie liczy. Pytajcie biegających chociaż wątpię by ktokolwiek silił się na jakieś uzewnetrznianie się. Dlaczego? Dlatego że każda ekipa ma jakąś swoją politykę działalności i nie koniecznie musi być zrozumiała dla innych. W szeregach każdej ekipy są różnorakie sytuację, nie zawsze klarowne, nie zawsze kolorowe ale to nie znaczy że byle chuju może sobie w Internecie założyć temat o cudzych trudnych sprawach i oczekiwać wyjaśnień sam schowany wraz ze swoją ekipa w cieniu. Temat który chcecie tu ruszyć był wyjaśniany kiedyś na innym forum, jeśli tam nie byles/byliscie to musicie zagadac z chlopakami od Was i okaze sie kim jestescie i czy warci jestescie tam dostepu. I nie pije ty do osob powyzej akurat tylko generalnie do wszelkiej masci dzbanow z tego forum, których wysypala się masa od jakiegoś czasu i lubię drążyć w cudzych ogródkach.
Dziwię się niektórym kolegom z Wisły że daja się odpuścić i też odrzucają kamyczki. Nie widzę takiej sytuacji w przypadku innych ekip a przecież wszędzie są tarcia no i Przede wszystkim jeśli jest tak źle to inni powinni się tylko cieszyć a nie martwić i biadolic
Dziwię się niektórym kolegom z Wisły że daja się odpuścić i też odrzucają kamyczki. Nie widzę takiej sytuacji w przypadku innych ekip a przecież wszędzie są tarcia no i Przede wszystkim jeśli jest tak źle to inni powinni się tylko cieszyć a nie martwić i biadolic
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Pan G, to nie ŁKS, a Resovia ;) A, że zgoda z ŁKS'em była to skąd nie wiem właśnie skąd taka hipoteza, że z ŁKS'u jest.
-
szwadron97
- Posty: 502
- Rejestracja: 09.04.2014, 13:32
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
On mieszkał swego czasu w Łodzi i biegał z ŁKS-EM za Widzewiakami a teraz z Widzewem siedzi na jednej trybunie :-)el_romano pisze: 15.03.2018, 17:25 Pan G, to nie ŁKS, a Resovia ;) A, że zgoda z ŁKS'em była to skąd nie wiem właśnie skąd taka hipoteza, że z ŁKS'u jest.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Ma ktoś link do programu TVP w którym wzięli udział kibice Wisły bodajże w lutym 1996 roku(z Teatru Ludowego w Nowej Hucie)?
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Sagat gdyby nie sprzęt, to dalej byście c**** znaczyli. Schowaj te swoje domysły co by było gdyby. Teraz jest teraz i jesteście w d****.
Ciekawa sprawa, nie daliście rady nas wyciąć przez napływ januszy. Kolejna sprawa, o jakiej nieświadomości historycznej mówisz? Wy to ładnie macie spierdolone głowy. Czasami wydaje mi się, że pisząc z wami to jak z 14 latkiem, który ma bunt młodzieńczy.
Ciekawa sprawa, nie daliście rady nas wyciąć przez napływ januszy. Kolejna sprawa, o jakiej nieświadomości historycznej mówisz? Wy to ładnie macie spierdolone głowy. Czasami wydaje mi się, że pisząc z wami to jak z 14 latkiem, który ma bunt młodzieńczy.
-
Normal1906
- Posty: 18
- Rejestracja: 26.08.2017, 09:51
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Z sentymentem bo wtedy każdy był młody, ale tak po prawdzie to była bida jak h** .
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Wtedy nie było internetu, komórek i całego tego syfu. Kibicowało sie dla klubu a nie dragów i kasy. Ja np z zażenowaniem oglądałęm to co robiła Cracovia niszcząc wszystkie zasady ale dziś np patrze też z zażenowaniem na nowe zgody Wisły. Wychowałem sie na zgodzie z Jagą, potem Lechią i Śląskiem. Wiem, że są inne czasy ale trudno skumać co się stało
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Odpiszecie w końcu użytkownikowi mmm1 czy pieniądze za transakcje narkotykowe są wciąż przekazywane w neseserach czy będziecie pierniczyć o bzdurach ?!
-
nicdobrego
- Posty: 37
- Rejestracja: 13.09.2015, 17:23
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Sukcesy piłkarskie w ostatnich latach rywalki sprawiły, że tam w młynie stoją przedstawiciele wszystkich ekip z podkarpackiego i świętokrzyskiego od mniejszych po czołowe. Pewnie nie angażowali sie u siebie lokalnie ale latali w szalikach na mecze gdzieś do 20r.ż. potem przyjechali na studia do Krakowa lub do pracy i zostali kibolami Wisły. U mnie w pracy jest takich kilku, za czasów studiów znałem dziesiątki takich, znam gościa co jest autorem flagi jednej ze śląskich ekip (nie Ruch) a dzisiaj stoi w młynie Wisły. Idźcie popytać się gogusiów, bieberów i rurkowców w waszym młynie skąd przyjechali i jak długo chodzą na Wisłe. Nawet wasz bohater co rzekomo w pojedynkę wytępił Ruch w Jaworzenie to zwykły przerzut.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Nie wiem jaka jest prawda ale aż huczy że stary M. od kilku lat współpracuje,teraz to dpk jego młodszego brata.To jak to w końcu jest?Teraz piszesz po niewygodnym pytaniu,że na Wiśle go nie widać.A stary?Przecież to czołowa postać u rekinów.Napiszcie lepiej,że młody ma plecy brata,który jest nie do ruszenia a nie piszcie bajek,że nie widziany czy nie widziani na Wiśle.P141171215B pisze: 16.03.2018, 23:14Pociśnij juź ku.wo kolegę z łóżka, a nie pieprzysz kocopoły bajoku. Widziałeś go/ słyszałeś o nim ostatnio na Wiśle? Pierdzielisz o tym w kółko, kolejnego posta nabijasz, odbijasz piłeczkę jak mistrz z Azji. Przygłupie.Kumatyinaczej pisze: 16.03.2018, 22:39Może wy pociśnijcie najpierw tym którym powinniście pocisnąć już od lat... Zobaczymy ilu was zostanie konfidentow. Młoda swinia pogoniona wkoncu za to krzywe dpk, czy dalej mu płacicie żeby was nie bił?S.H.W pisze: 16.03.2018, 18:02 Gdybyście pocisneli Metala w latach 90 za to że jest kanarem i dzwoni na policje ,bo przecież u was sama gangsterka i złodzieje a każdy wie jak oni maja stosunek do policyjnych donosicieli ,to by was nie było .
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Jak to bylo .. " Przyznaje sie padlo w procesie.. " a teraz sprawa Mlodego M. Dalej o Sp. Czlowieka, dumnie wydziarane wsh a DPK pobrali jak jeden maz.S.H.W pisze: 16.03.2018, 18:02 Gdybyście pocisneli Metala w latach 90 za to że jest kanarem i dzwoni na policje ,bo przecież u was sama gangsterka i złodzieje a każdy wie jak oni maja stosunek do policyjnych donosicieli ,to by was nie było .
Kreowaliscie sie na sztywniachow co nigdy sie nie przyznaja bo tak wam zryla dzbany polityka M. A tu nagle mlody m. sie zapedzil i trzeba bylo szybko pokazac ze jednak dpk to nic zlego.
Hipokrytki.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
JGang czy wy jesteście ograniczeni umysłowo? (Pytanie retoryczne).
U was w sprawie była osobą poszukiwania, a wy wzięliście dpk. Czyli potwierdziliscie jego udział w tym zdarzeniu. Jeśli wszyscy są dogadania i biorą dpk to jest inna sprawa.
U was w sprawie była osobą poszukiwania, a wy wzięliście dpk. Czyli potwierdziliscie jego udział w tym zdarzeniu. Jeśli wszyscy są dogadania i biorą dpk to jest inna sprawa.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
On pisze o Kielcach gdzie dpk wzięli wszyscy a jeden z towarzyszy dostał później cwiare.Zapomniales czy dział propagandowy nie dał jeszcze instrukcji ? Sprawy z kanarem tez nie doprecyzowaliscie bo pojawia się problem z wasza teorią. Jak on na policję wtedy dzwonił ? Z budki przy użyciu żetonu C (pewnie takich czasów nie pamiętasz jak nie było komórek ). Lider Wisły z pradnika ale i chyba jedna z większych person w historii Wisły tez był w tych czasach kanarem i co ? Nie przeszkadza czy jak to w życiu inne wymagania od ekipy Cracovii a inne od ekipy gdzie rządził oficer UOP ? U was standard ale na Cracovii nie wypada ? Na koniec zapytam o co chodzi o pytania z ojcem Radsona ? Dział propagandowy nie powiedział ze wielki fan Wisły z synem jeździł na Reymonta? Zapędzacie się w kozi róg , jak z tego teraz wyjść ?
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Widać, że nie żyłeś w tamtych czasach... . Kolego wywózka na końcówkę :)grahamski pisze: 17.03.2018, 10:49 Sprawy z kanarem tez nie doprecyzowaliscie bo pojawia się problem z wasza teorią. Jak on na policję wtedy dzwonił ? Z budki przy użyciu żetonu C (pewnie takich czasów nie pamiętasz jak nie było komórek ).
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
G. z Resovii otworzył firmę na Reymonta i raczej nikomu to nie przeszkadza :).
a do sprawy Cz. te osoby które wzięły dpk są na Wiśle ?
a do sprawy Cz. te osoby które wzięły dpk są na Wiśle ?
-
bez-napinki
- Posty: 1186
- Rejestracja: 31.05.2011, 14:09
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Czyli Wisła ma się wstydzić Fan Clubów i jej kibiców spoza Krakowa?nicdobrego pisze: 17.03.2018, 07:32 Sukcesy piłkarskie w ostatnich latach rywalki sprawiły, że tam w młynie stoją przedstawiciele wszystkich ekip z podkarpackiego i świętokrzyskiego od mniejszych po czołowe. Pewnie nie angażowali sie u siebie lokalnie ale latali w szalikach na mecze gdzieś do 20r.ż. potem przyjechali na studia do Krakowa lub do pracy i zostali kibolami Wisły. U mnie w pracy jest takich kilku, za czasów studiów znałem dziesiątki takich, znam gościa co jest autorem flagi jednej ze śląskich ekip (nie Ruch) a dzisiaj stoi w młynie Wisły. Idźcie popytać się gogusiów, bieberów i rurkowców w waszym młynie skąd przyjechali i jak długo chodzą na Wisłe. Nawet wasz bohater co rzekomo w pojedynkę wytępił Ruch w Jaworzenie to zwykły przerzut.
Tak jak Ruch, Górnik, Widzew, Legia, Lechia, Arka, Pogoń albo Lech? :)
-
Kubuś_Puchatek
- Posty: 16
- Rejestracja: 03.03.2018, 22:37
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Niektorzy tutaj sa ograniczeni umyslowo. Wywlekaja ze ktos z kibicow ma ojca psa itd. No i co z tego ? Rodziny sie nie wybiera i tyle. Ktos ma wyrzec sie ojca, bo jest policjantem ? Trzeba oddzielic od siebie dwa aspekty, rodzina to rodzina, a zycie kibicowskie to inna bajka. Kiedys podobny temat w jednym z wywiadow poruszyl chuligan Arki tlumaczac, ze ma brata psa i jakos siedza przy jednym stole na swieta. Nie poruszaja pewnych tematow i tyle.
Co do dpk to sprawa jest jasna. Jesli mamy kilka osob do jednej sprawy i np. 1 osoba bierze na siebie wszystko i oswiadcza, ze reszty tam nie bylo i nie maja z tym nic wspolnego, to zachowanie jak najbardziej prawidlowe. Wspolas wzial na siebie cala wine i uratowal od puchy reszte. To samo dotyczy, gdy np. 3 osoby biora wszystko na karb i ratuja skore 10 innym. Jednak musi byc wyrazne zeznane, ze tamtych osob na przestepstwie nie bylo i oczywiscie nie zostana skazani. Bo jesli ktos wezmie dpk i inne osoby pojda do puchy to jest to kurestwo. Jesli wszyscy do sprawy biora dpk, to sprawa jest jasna - do wora i tyle, bo nikomu nie ratuja skory tylko przyznaja się do przestepstwa, aby ratowac siebie.
Co do dpk to sprawa jest jasna. Jesli mamy kilka osob do jednej sprawy i np. 1 osoba bierze na siebie wszystko i oswiadcza, ze reszty tam nie bylo i nie maja z tym nic wspolnego, to zachowanie jak najbardziej prawidlowe. Wspolas wzial na siebie cala wine i uratowal od puchy reszte. To samo dotyczy, gdy np. 3 osoby biora wszystko na karb i ratuja skore 10 innym. Jednak musi byc wyrazne zeznane, ze tamtych osob na przestepstwie nie bylo i oczywiscie nie zostana skazani. Bo jesli ktos wezmie dpk i inne osoby pojda do puchy to jest to kurestwo. Jesli wszyscy do sprawy biora dpk, to sprawa jest jasna - do wora i tyle, bo nikomu nie ratuja skory tylko przyznaja się do przestepstwa, aby ratowac siebie.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Przecież znane są przykłady współpracy np z tatusiem policjantem , które były kompromitacją dla całej ekipy
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Zarejestrowałem się tylko po to bo nie mogę zdzierżyć tej propagandy wiślackiej.Otóz piszecie o przerzutach.W waszych szeregach w latach 80-tych było ich całe mnóstwo (choć wtedy się tak to nie nazywało).Cracovia po wojnie to biedna Cracovia biedny klub choć kibiców miała mnóstwo to sportowo nic nie mogła zaoferować swoim kibicom.Po spadku w 1984 r była to tylko równia pochyla do 2- 3 Ligii.Mieszkałem na dzielnicy gdzie byli sami kibice Cracovii.Starsi chodzili na wszystkie mecze od swojej ukochanej Cracovii po Garbarnie Nadwislan Zwierzyniecki Podgorze.Ale nie o tym.Moja szkoła cała Pasiasta biało-czerwone szaliki dumnie noszone.Spadek do 3 ligi doszedł na szalikach kolor niebieski.Dlaczego ?Ano chłopaki stwierdzili że na Cracovii nic nuda 2-3 liga A na Gtsie przynajmniej sportowo lepiej.Oczywiscie została nas garstka za Pasami ale starsi dawni koledzy już krzywo na nas patrzyli bo byli "wielkimi wiślakami".Na murach pozmieniane z Cracovia Pany naBarany.Na Gtsie 1 Liga przyjeżdżał Legia Widzew Górnik Ruch.U nas Kamax Izolator Stadion K.Dalin.Sportowo przepaść na mecze mało kto chodził bo na co ???Cracovia byla ale kibicowsko dno...Ilościowo b.duza liczba nieaktywna.Więc nie piszcie o przerzutach bo w waszych szeregach też ich było sporo.Nie pisze o sprawach H bo to inne czynniki miały wpływ na zmianę barw.Ale...nikt nie zmienia ekipy z silniejszej na słabszą więc coś musiało być u was nie halo.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Czyli przerzuty z Azorow, tez mialy 'piętno psa'. Ale mimo to zbijaliscie z nimi piatki a jednemu to nawet PDW wywiesiliscie. No ku*** wspaniale i weź tu z typem dyskutuj.Sagat14 pisze: 17.03.2018, 15:27 Psiak nikt szmacie milicyjnej w Polsce nie kibicował (tak tak wiem, Koszalin, chętnie wysłucham jak to tam wyglądało ale tu temat krakowski) ani Hetmanowi Bialystok ani Olimpii Poznań Błekitnym kielce czy Gwardi Warszawa, pewnie jakieś tam grupki były ale nie w sposób zorganizowany jak u Was i nikogo tu nie interesuje Wasza historia przed tą fuzją c*** zostaje c***** w tym wypadku milicyjny, na tej kanwie dość sporo sie ugrało w latach 90-tych, czesto sami sie przerzucaliście a nie że tylko wjazdy, sprzet i kasa, większość Was nie wiedziała nawet jakim historycznym ścierwem tego miasta jest Wisła na którą idzie całe osiedle i nawet nie z miłości do barw ale z przywiązania do pewnych sukcesów sportowych których wtedy nie miał żaden inny klub w mieście
nie chcieliście sie przerzucić, to sprawa jest prosta, nie wchodzi się w takie zabawy z piętnem psa, mogliście zbierać znaczki, puszczać latawce na Błoniach, nurkowac na Zakrzówku ale ku**a świadomie nie pierdolić sobie życiorysu tym ścierwem z Reymonta, a teraz jakieś tam odkręcanie, pieprzenie o wiślackim patriotyzmie, o niby waszych walkach w Hucie itp wciskać takie bajki to możecie tym pryszczom z Przemyśla czy tym czarnym paznokciom z Chorzowa, ktoś kto mieszkał w mieście gdzie był klub milicyjny na pewno zrozumie o co chodzi
zresztą liczy sie tylko to że Wam Wisłe Wasz Bóg Henryk Reyman (przydupas ówczesnej władzy gdzie niezłomnych rozstrzeliwano bez żadnego ale) wprowadził w struktury milicyjne przy zerowym oporze Waszych sympatyków, każda Wasza legenda to zwykły pies na etacie gdzie teraz słychać skowyt jak im Pis ubeckie emerytury odebrał
a poza tym jak przywołujesz łysych z Kazka to na baczność kundlu :)
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Dobra dzieciaki, zamiast szczekać na kibice.net idźcie lepiej zrobić zbiórkę kasy na milicyjne wdowy po Waszych piłkarzach bo chyba zbiórka na sportowe muzeum gwardyjskiego towarzystwa już nie aktualna :)
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
W którym roku niezlomnego prezesa Zura rozstrzelano?
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Ale na c*** Ty się tak produkujesz? Przecież dla tych głąbów, historia Wisły zaczyna się w roku 1945. To jest ich lek na te wieczne kompleksy, które najwidoczniej dają ostro popalić.. skoro kolega Sagat popada w skrajną hipokryzje.WS1906 pisze: 17.03.2018, 16:22Sagat14 pisze: 17.03.2018, 15:27 Psiak nikt szmacie milicyjnej w Polsce nie kibicował (tak tak wiem, Koszalin, chętnie wysłucham jak to tam wyglądało ale tu temat krakowski) ani Hetmanowi Bialystok ani Olimpii Poznań Błekitnym kielce czy Gwardi Warszawa, pewnie jakieś tam grupki były ale nie w sposób zorganizowany jak u Was i nikogo tu nie interesuje Wasza historia przed tą fuzją c*** zostaje c***** w tym wypadku milicyjny, na tej kanwie dość sporo sie ugrało w latach 90-tych, czesto sami sie przerzucaliście a nie że tylko wjazdy, sprzet i kasa, większość Was nie wiedziała nawet jakim historycznym ścierwem tego miasta jest Wisła na którą idzie całe osiedle i nawet nie z miłości do barw ale z przywiązania do pewnych sukcesów sportowych których wtedy nie miał żaden inny klub w mieście
nie chcieliście sie przerzucić, to sprawa jest prosta, nie wchodzi się w takie zabawy z piętnem psa, mogliście zbierać znaczki, puszczać latawce na Błoniach, nurkowac na Zakrzówku ale ku**a świadomie nie pierdolić sobie życiorysu tym ścierwem z Reymonta, a teraz jakieś tam odkręcanie, pieprzenie o wiślackim patriotyzmie, o niby waszych walkach w Hucie itp wciskać takie bajki to możecie tym pryszczom z Przemyśla czy tym czarnym paznokciom z Chorzowa, ktoś kto mieszkał w mieście gdzie był klub milicyjny na pewno zrozumie o co chodzi
zresztą liczy sie tylko to że Wam Wisłe Wasz Bóg Henryk Reyman (przydupas ówczesnej władzy gdzie niezłomnych rozstrzeliwano bez żadnego ale) wprowadził w struktury milicyjne przy zerowym oporze Waszych sympatyków, każda Wasza legenda to zwykły pies na etacie gdzie teraz słychać skowyt jak im Pis ubeckie emerytury odebrał
a poza tym jak przywołujesz łysych z Kazka to na baczność kundlu :)
Hetman rok założenia 1948, Olimpia rok założenia 1945, Gwardia rok założenia 1948. I ty ciulu porównujesz kluby założone przez władze PRL do pro-polskiej Wisły założonej w 1906 kiedy Polski na mapach jeszcze nie było. Wiesz czemu Wisła nazywa się Wisła? Dlatego że łączyła Polaków we wszystkich trzech zaborach. Tak samo jak Polska została najechana przez komunistów tak samo Wisła została gtsem tak samo twoja Cracovia została ogniwem.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Sagat14 = farciarz2
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Król2002 idże baroku.Nas nie było nikogo nie było było bo była dookoła milicja i godzina milicyjna.Wielki fanie i znawców...
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Głupia dyskusja z tobą a czy jestem kumaty czy nie dla ciebie zwisa mi to a jak ty taki kumaty jesteś to powinieneś wiedzieć ilu osoba nie pasuje ten układ koniec tematu19badboy10 pisze: 17.03.2018, 16:18Młodzi se porobili układy??? Skąd tą wiedzę czerpiesz???esgrts1 pisze: 14.03.2018, 22:43Na Widzewie jest to samo młodzi se układy porobili ale część starych ma na Wisłę wyjebanetorcaa pisze: 14.03.2018, 11:51 Halodrol może i część to farmazony ale naprawdę dużo ludzi na Wiśle kiedyś dosyć aktywnych odbiło ze względu na zagrywki rekinów.Nie moje podwórko ale nie wmawiajcie,że wszystko jest i było cacy bo każdy normalny widzi,że nie jest.Wasza nagła miłość do Ruchu i odwrotnie to nic wspólnego z kibicowaniem raczej nie ma.Znam trochę Niebieskich i część z nich szczególnie tych koło 40tki ma na Wisłę wyjebane i to samo zapewne jest wśród starszych Wiślaków.
Przestań zgrywać znawce tematu jak w d**** byłeś i guwno wiesz.
Skoro uważasz decyzyjnych na Widzewie w wieku 30+ i 35+ za młodych to Ci gratuluję.
Myślisz, że 50-letni Janek, który siedzi i wpierdala popcorn lub gietą ale chodzi na mecze od lat 80-tych ma podejmować strategiczne decyzje bo jest "stary" to widzę jaki z Ciebie "kumaty" gość.
Więc nie odzywaj się na tematy o których nie masz pojęcia. Będzie to z pożytkiem dla wszystkich.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Napiszę chociaż Twój nick wkurwia z wiadomych względów.CracoviAw pisze: 17.03.2018, 15:17 Zarejestrowałem się tylko po to bo nie mogę zdzierżyć tej propagandy wiślackiej.Otóz piszecie o przerzutach.W waszych szeregach w latach 80-tych było ich całe mnóstwo (choć wtedy się tak to nie nazywało).Cracovia po wojnie to biedna Cracovia biedny klub choć kibiców miała mnóstwo to sportowo nic nie mogła zaoferować swoim kibicom.Po spadku w 1984 r była to tylko równia pochyla do 2- 3 Ligii.Mieszkałem na dzielnicy gdzie byli sami kibice Cracovii.Starsi chodzili na wszystkie mecze od swojej ukochanej Cracovii po Garbarnie Nadwislan Zwierzyniecki Podgorze.Ale nie o tym.Moja szkoła cała Pasiasta biało-czerwone szaliki dumnie noszone.Spadek do 3 ligi doszedł na szalikach kolor niebieski.Dlaczego ?Ano chłopaki stwierdzili że na Cracovii nic nuda 2-3 liga A na Gtsie przynajmniej sportowo lepiej.Oczywiscie została nas garstka za Pasami ale starsi dawni koledzy już krzywo na nas patrzyli bo byli "wielkimi wiślakami".Na murach pozmieniane z Cracovia Pany naBarany.Na Gtsie 1 Liga przyjeżdżał Legia Widzew Górnik Ruch.U nas Kamax Izolator Stadion K.Dalin.Sportowo przepaść na mecze mało kto chodził bo na co ???Cracovia byla ale kibicowsko dno...Ilościowo b.duza liczba nieaktywna.Więc nie piszcie o przerzutach bo w waszych szeregach też ich było sporo.Nie pisze o sprawach H bo to inne czynniki miały wpływ na zmianę barw.Ale...nikt nie zmienia ekipy z silniejszej na słabszą więc coś musiało być u was nie halo.
Połowa lat 80 do początku 90 to taka sama degrengolada sportowa Wisły i Cracovii. 84 spadek z I ligi KSC, 85 Wisly, w tym samym roku KSC spada do III ligi. Wisła w II lidze gra kilka lat gdzie masz tego Gornika i Legię?
Ciekawi mnie o jakim osiedlu piszesz?
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Tak czytam któryś raz na tym forum o tym jak to Wisła z Hutnikiem bili się z milicja na Hucie, a Cracovii tam nie było... Bo w Hucie wtedy nie było Cracovii, ale tamci ludzie mieli wyjebane w tej danej chwili w to z którego stadionu wracają, szli się bić z milicja, ZOMO pod szyldem Solidarności, więc skończcie pierdolic matołki o klubach...
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
A komu to zaszkodziło?
-
ZgorzkniałyMalkonent
- Posty: 5
- Rejestracja: 17.03.2018, 21:10
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Co było a nie jest nie pisze się w rejestr a dziś z kibicowskich dobrych czasów kiedy prawie każdy chłopaczyna z osiedla coś działał zostało wielkie nic.Kiedyś żyły tym osiedla a dziś co?Za następne 10 lat będzie jeszcze gorzej.Ehh szkoda słów.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Stare artykuły do poczytania
Artykuł pochodzi z 1997r. z „Super Expressu”
HORROR W ŚRODĘ, HORROR W SOBOTĘ
Co weekend, czasem dwa razy w tygodniu, kilkanaście miast w Polsce zamienia się w strefy wojny. Watahy młodocianych bandytów i nie wyżytych wyrostków terroryzują stadiony. Niszczą samochody, sklepy, pociągi. Biją przypadkowych przechodniów. Biją policję.
To prawda jestem chuliganem. Chcą mieć ludzie winnego za całe zło świata, niech mają. Ja przynajmniej mówię głośno, że przychodzę na mecze, bo jestem zły i kocham się bić.
„Rosa” jest fanatykiem Cracovii. Nie wygląda na chuligana. To 23-letni, przystojny, dobrze ubrany mężczyzna.
Zainteresowania: historia II Rzeczpospolitej; naprawdę oczytany. Ukończył technikum elektromechaniczne. Pracuje jako przedstawiciel zachodniego koncernu chemicznego. –Nie jestem hipokrytą, jak ta banda, która rządzi w Polsce piłką nożną-ciągnie „Rosa”.- Nie zdarzają mi się żadne „niedziele cudów”, sprzedawanie meczów i kupowanie sędziów. Wiadomo natomiast, że jak przyjadą do Krakowa kolesie z Sosnowca, to będzie ”. Jak spotkam na rynku gościa w szaliku Wisły, też będzie walka. On to wie i ja to wiem. W naszej „lidze chuliganów” nie ma dziwnych układów.
Pokój „Rosy” jest cały obwieszony symbolami miłości do ukochanej drużyny. Plakaty, proporczyki, wycinki z gazet o zadymach na stadionach. Jedną ścianę pokrywają zdobyte w boju insygnia wrogich bojówek, wszystkie poodwracane do góry nogami. W koncie pokoju drewniana skrzynka- arsenał. Wewnątrz pałka z wydrążonymi dziurami zalanymi betonem, pasy, bagnety, kominiarki, łańcuchy oraz różne „brechy” i „rympały”.
Na półce obok książek (jest min. „Wojna futbolowa” Ryszarda Kapuścinskiego) segregatory z „podziemną prasą szalikową”. Dziesiątki gazetek wydawanych chałupniczo w całej Polsce. Z nich kibice czerpią wiedzę, którzy sędziowie drukują mecze, kto jest kapusiem policji oraz-co najważniejsze-kto komu wlał i jakie miejsce zajmuje w lidze chuliganów.
DZIS KRÓLUJE ARKA
Polscy szalikowcy od początku lat 80. z coraz większym zacięciem ścigają się o pierwsze miejsce w tzw.lidze chuliganów. Kiedyś królowali w niej fani Legii Warszawa, potem Lechii Gdańsk, Wisły Kraków, Ruchu Chorzów i Śląska Wrocław. Teraz za największych zadymiarzy uchodzą kibice Arki Gdynia, choć ich piłkarze grają zaledwie w III lidze.
- Mówią o nas, że bijemy się bo mamy kompleksy. Może coś w tym jest. Siła gdyńskiego klubu tkwi w tym, że kiedy przeżywa kryzys, na mecze przychodzą tylko najwytrwalsi, najbardziej zaciekli kibice-opowiada „Sodoma”, arkowiec o potężnej posturze. Od trzech lat bezrobotny. Od czasu do czasu zarabia jako ochroniarz w nocnych klubach Trójmiasta.
- My w ten sposób stworzyliśmy niedużą, ale mocną bojówkę. Wszyscy się znaliśmy, wiedzieliśmy, że możemy sobie ufać. Jak ktoś zwiał z placu boju, szedł pod pręgierz. Nie było miejsca dla cykorów. Zapytaj kolesi z Cracovii, Zagłębia czy Śląska. Każdy ci powie, że jak klub ma dużo kibiców, to w zadymach jest kiepski. Normalne, więcej tam małolatów i panikarzy. Zacznie sp... dwóch, a za moment ucieka stu i plama gotowa.
Każde spotkanie z udziałem tych grup to dla policji alarm bojowy. Sytuacje pogarsza skomplikowany system „zgód” i „kos”- czyli przyjaźni i nienawiści między polskimi chuliganami.
OSIEDLOWI PATRIOCI
-Arka trzyma z Cracovią i Lechem, Śląsk z Lechią i Wisła, Zagłębie z Legią. To są dzisiaj najważniejsze grupy wpływów-tłumaczy cierpliwie potężny kibic, którego zaczepiam podczas meczu Polska-Włochy w Chorzowie. Na szyi ma szalik Śląska i Wisły, ale nie chce powiedzieć, skąd przyjechał. – A może tyś jest z policji?- mówi, marszcząc czoło. Na jego głowie widać dwie duże szramy. –Ta większa to od metalowego drąga. Dostałem w łeb parę lat temu pod stadionem Legii. Teraz, jak widzę kogoś z Warszawy, to aż mnie nosi. Najgorzej jest w czasie meczów reprezentacji, bo wtedy panuje rozejm i muszę się hamować. Dzisiaj nawet jednemu „szemrańcowi”(pogardliwe określenie warszawiaka) rękę podałem. Cóż, dla ojczyzny trzeba się poświęcać.
Większość polskich chuliganów-kibiców to skinhedzi. Jednak niewielu z nich ma poglądy polityczne wykraczające poza hasło „Polska dla Polaków”. Tylko w śród kibiców z Sosnowca działają członkowie Polskiej Wspólnoty Narodowej Tejkowskiego. Fani Cracovii uczestniczą czasem w akcjach Ligi Republikańskiej. Do niedawna wśród kibiców tego klubu działali też członkowie organizacji „Wehrwolf”, otwarcie deklarującej faszystowskie poglądy. Warto dodać, że przywódcy szalikowców nie mają politycznych aspiracji. Szef bojówek Cracovii, Niejaki „Metal”, jest kontrolerem MPK. Najbardziej wpływowy kibic Wisły Kraków to około 30-letni właściciel sklepu z piłkarskimi gadżetami:szlikami, koszulkami itd.
- Na pewno nie ma wśród szalikowców miejsca dla lewaków, ale i „prawdziwych Polaków” też nie jest zbyt
wielu-opowiada jeden z fanów Legii Warszawa, chowając twarz pod kominiarką.
- Dla przeciętnego kibica ojczyzną jest miasto. Tu ma kumpli, którym może ufać. Oni nie opuszczą go nigdy. Polska to dla większości zbyt abstrakcyjna sprawa. Najgorzej jest w Trójmieście, Łodzi a zwłaszcza w Krakowie. Mają po dwie drużyny. Tam podziały idą już między dzielnicami, a nawet blokami. W jednym domu są, w drugim za Cracovią. No i dochodzi do sytuacji, że kilkuletnie chłopaki leją się o piaskownice. Jak Polonia nie spadnie z I ligi i urośnię w siłę, w Warszawie będzie podobnie.
NOŻE W POŚLADKACH
- Dobry policjant musi się orientować w układach między kibicami, wiedzieć gdzie przebiegają linie frontu i gdzie chuligani robią zasadzki-tłumaczą krakowscy policjanci.
- Ale i tak nie ma spokoju. Ciągle ktoś obrywa. Ostatnio obserwujemy modę na wbijanię sobie noży w pośladki. Najgorsze, że chuligaństwo nie jest już domeną lumpenproletariatu. Wśród stadionowych bandytów zdarza nam się wykrywać nawet studentów. Przed rokiem u jednego z wyróżniających się studentów AWF odkryliśmy arsenał pałek i kominiarek, używanych w czasie walk. Młodzież musi przeżywać jakiś potężny kryzys tożsamości i autorytetów, skoro ucieka się do tak potwornej agresji.
Podinspektor Stanisław Golonka, który od lat zabezpiecza mecze pod Wawelem, masę przykładów świadczących o niebywałym zacietrzewieniu bojówkarzy i ich osobliwej pomysłowości. Ci z Cracovii potrafią np. pójść o piątej rano na dworzec, by „przywitać” fanów Wisły wracających z meczu na drugim końcu Polski albo wypuścić jednego z małolatów, by hamulcem bezpieczeństwa zatrzymał pociąg z fanami Wisły w określonym miejscu. Tam już czeka reszta z kamieniami.
TRZEŹWY CHULIGAN
Dla chuligana największym zagrożeniem jest alkohol. Jak szalikowcy sa ciągle na fazie, to ich siła bojowa słabnie. Dlatego z bojówek wykluczamy pijaków i takich, co za dużo mielą ozorem- mówią fanatycy Cracovii. Zamiast wódy proponują im siłownię. Patrzą też na małolatów. Jak któryś wygląda na odważnego, idzie na kurs taktyki wojennej. Uczą go, jak markować odwrót, jak się bronić przed tłumem, jak organizować zasadzki. Wpajają im twardość i nieustępliwość. Chłopak musi wiedzieć, że jak da sobię wejść na głowę silniejszemu, to potem każdy słabełusz będzie próbował. „Bóg wybacza, Cracovia nigdy”- to ich hasło. Jeśli wychowa się dwudziestu chuliganów-abstynentów, to można-przekonują-nieźle w Polsce zamieszać.
Bojówkarze twierdzą, że nie boją się przyspieszonego trybu orzekania kar ani identyfikatorów czy kamer telewizyjnych, które mają obserwować trybuny i wyławiać prowodyrów. W Krakowie chuligani coraz rzadziej wybierają stadiony na miejsce zadym.
- Prawdziwa wojna toczy się na osiedlach, zwłaszcza w piątki wieczorem- tłumaczy Robert, kibic Wisły od 1975r. Robert pracuje w Hucie im. Tadeusza Sendzimira. Ma troje dzieci. Jego pasą jest modelarstwo. No i oczywiście piłka nożna. Zna na pamięć prawie wszystkie wyniki z mistrzostw świata w 1974r.
- Chłopcy spotykają się, wypijają po winku i robią ściepe na benzyne wyjaśnia dalej.- Potem któryś pożycza od taty auto i wszyscy jadą na wrogie osiedle. Krótka akcja, pałowanie wroga, ewakuacja. Taką grupkę bardzo trudno namierzyć policji
Robert, mimo wielu lat spędzonych w „młynie” wśród kiboli, jest trochę przerażony radykalizmem i brutalnością współczesnych fanatyków.
-Czasem na meczu nikt nie patrzy na to, co się dzieje na boisku. Tłum chce zadymy. Pamiętam, że kiedyś nie biło się leżącego. Teraz należy go skopać tak, żeby nie wstał o własnych siłach. Noże w akcji to dzisiaj też nic nadzwyczajnego. Jeśli nikt nad tym nie zapanuje, to ludzie będą padać jak muchy.
Najgłośniejsze burdy:
1993
Przed meczem Polska – Anglia w Chorzowie kibice Cracovii zabili nożami w tramwaju fanatyka Pogoni Szczecin.
1995
Podczas finału PP Legia- GKS kibice warszawscy doszczętnie zdemolowali trybuny swojego stadionu i stoczyli największą w dziejach polskiego chuligaństwa bitwę z setkami policjantów. Kilkadziesiąt osób zostało rannych.
Na mecz Polska-Słowacja do Bratysławy zjechało kilka tysięcy polskich szalikowców. Zamiast dopingu na trybunach trwały burdy prowokowane przez Arkę, Cracovię i Zagłębie.
W Paryżu przed meczem Polska-Francja fani Cracovii napadli na kibiców Wisły i Śląska. Wulgarne napisy szalikowcy wymalowali nawet na wieży Eiffla.
Zabezpieczeniem meczu derbowego Wisły i Cracovii zajmowało się 700 policjantów, akcja kosztowała ćwierć miliarda zł. Pomimo tego doszło do licznych bójek. Kilka osób trafiło w ciężkim stanie do szpitala. Dwie osoby przeszły trepanacje czaszki. Podczas rewanżu szalikowcy Wisły doszczętnie zdewastowali zajmowany przez siebie sektor na stadionie Cracovii.
1996
Na ulicach Sosnowca rozegrała się potężna bitwa z udziałem 300 hokejowych fanów Cracovii i 800 Zagłębia. Walki trwały kilka godzin. Rannych zostało ok. 20 kibiców i 50 policjantów.
Misiek topi Wisłę
Człowiek, za którym rozesłano listy gończe, spokojnie przychodził na mecze w Krakowie
19-letniego Pawła M., pseudo Misiek, który zranił nożem Dina Baggio, piłkarza AS Parmy, szuka nie tylko
policja, ale także rozsierdzeni kibice. Odnosi się jednak wrażenie, że większość z nich nie dlatego, że
rzucanie nożem w ludzi jest naganne, ale że ich ukochana Wisła ma z powodu występku Miśka kłopoty.
W polskiej lidze nie ma silnych na krakowską Wisłę. Na początku roku sekcja piłkarska otrzymała od
właścicieli myślenickiej Tele-Foniki zastrzyk finansowy, jakiego nie widział jeszcze polski futbol.
Pieniądze miały być odzyskane i pomnożone przez start w Lidze Mistrzów. Niestety, na drodze ku
świetności Wisły stanął jeden człowiek: 19-letni Paweł M., pseudonim Misiek, który podczas meczu zranił
rzuconym nożem Dina Baggio, piłkarza włoskiej Parmy.
– Najgorsze jest to, że w Polskę poszła wiadomość, że jedna osoba może wykończyć klub – uważa Zdzisław
Kapka, menedżer drużyny, przed laty świetny zawodnik. – Jeden stadionowy bandzior wystarczy, żeby
drużyna z wyżyn spadła na dno.
To klub odpowiada za zachowanie kibiców na stadionie i poza nim – właśnie dlatego UEFA odsunęła 13
listopada Wisłę od startu w europejskich pucharach. Kiedy komunikat o karze dotarł do Krakowa,
właściciele Tele-Foniki zasugerowali nawet możliwość wyjścia z tego interesu. – Byłaby to wielka strata
dla futbolu, ponieważ padłby dobrze zarządzany klub, co w kraju jest rzadkością – uważa Ryszard
Niemiec, prezes krakowskiego OZPN i członek władz PZPN.
Misiek, sprawca kłopotów Wisły, ścigany jest listem gończym za „zamiar ciężkiego uszkodzenia ciała”. Na
razie zapadł się pod ziemię. Nieoficjalnie wiadomo, że w jego poszukiwaniach wymiar sprawiedliwości
wspiera grupa rozsierdzonych kibiców. Okazuje się, że to już trzeci list gończy za Michalskim. Dwa
poprzednie (za pobicia, w tym policjanta) nie przeszkadzały mu przychodzić na mecze pilnowane przez
setki policjantów.
– Wcześniej na te tematy nie będziemy rozmawiać, aż sami wyczyścimy brudy – odmawia Mariusz Piech,
lider klubu kibica Wisły Kraków.
Teraz triumfują chuligani.
– Nam to zwisa, w której lidze gra Wisła, czy będzie w pucharach, czy nie. Czy drużyna wygrywa, czy nie
– chodzi o to, by przyjść na mecz i komuś przyjebać... – bez skrępowania wyznali w jednej z
telewizyjnych audycji młodzi ludzie w klubowych barwach, skryci za kominiarkami. Dawali nawet do
zrozumienia, że wiedzą, gdzie jest ich poszukiwany kolega.
Szalikowcy uważani są za najgorętszych fanów klubu. Kiedy Wisła grała słabo, to tylko oni przychodzili
na mecze. Na stadionie mają nawet swój wydzielony sektor – słynną „ ziesiątkę”. Jak można więc tak źle
życzyć swojej drużynie?
Sprzeczność jest pozorna – mówi dr Przemysław Piotrkowski z UJ, psycholog, autor pracy doktorskiej
„Zachowania dewiacyjne widowni sportowej”. – Szalikowców faktycznie łączy mit drużyny, ale dla części z
nich wartością nie jest już pozycja klubu. Większą wagę przywiązują do barw – jeżeli ktoś nosi inne, to
już jest wystarczający powód do agresji. Dla nich Wisła może być nawet w A-klasie, bo i tak mecze są
tylko pretekstem do awantur. Nowym zjawiskiem jest to, że ta grupa (trudno ich nawet nazwać
pseudokibicami) zwiększa się w miarę odnoszonych przez klub sukcesów.
Elita szalikowców nazywa siebie sharksami (rekinami) – w Wiśle ocenia się, że gdzieś na około tysiąc
szalikowców do tej grupy należy niespełna pięćdziesiąt osób. Od kilku miesięcy na mecze Wisły
przychodzi po dziesięć tysięcy. – Wydawać by się mogło, że rekiny zginą w tłumie – mówi Ludwik Miętta-
Mikołajewicz, prezes Wisły – ale to oni często dominują na stadionie.
Rekiny lubią powtarzać: kto nie z nami, to przeciwnik. Dlatego nikt nie chce wejść im w drogę. Byli
tolerowani przez Klub Kibica i władze Wisły. Dla świętego spokoju, żeby nie drażnić. Rekin najpierw
bije, a potem patrzy: swój czy obcy? Najważniejsze, że rekin nie boi się uderzyć: ręką, kijem
baseballowym, pasem, rzuci kamieniem, butelką, nawet nożem. Rekin nie ma zahamowań w biciu i sam nie
boi się oberwać. Znajomi Pawła Michalskiego mówią, że ma wiele blizn wyniesionych z walk w pociągach,
na stadionach, ulicach i knajpach. W ich środowisku każda blizna to historia zadym i powód do sławy.
Rekiny zaczynają zadymy, idą na pierwszy ogień, oni inicjują wojny z „psami”, czyli policją. Od
bezwzględności rekinów, a podobne formacje mają wszystkie kluby, zależy ich pozycja w „lidze
chuliganów”.
– Prasa wspiera te zjawiska podając rankingi szalikowców – to karygodny i groźny błąd – uważa dr
Piotrowski. – Media działają bez wyobraźni. Jeżeli w Krakowie poleciał nóż, to gdzie indziej – taka
jest reguła – będą starali się przebić i przyćmić ten kryminalny wyczyn. To samonakręcająca się spirala
przemocy.
O rekinach mówi się też, że są oficjalnymi chuliganami: – Bo jak dam w mordę policjantowi na Rynku
Głównym, to będę miał kłopoty, a jak przyłożę w czasie meczu, to nie ma sprawy – tłumaczy chłopak,
który przedstawia się jako Arkadiusz. Zapytany, czy uczy się lub pracuje, odpowiada: – Kręcę się po
Krakowie i czekam na mecz.
Za kibiców odpowiada klub – to podstawowa zasada UEFA. Problem tylko w tym, że z klubem i widowiskiem
kibic związany jest najwyżej osiem godzin w miesiącu. Poza tym jest uczniem, pracownikiem, czyimś
dzieckiem, gdzieś chodzi do kościoła. Na meczach objawia się i często eksploduje tylko to, co narasta w
codziennym życiu
Prezes Miętta-Mikołajewicz mówi, że rekiny to osoby z peryferyjnych dzielnic Krakowa albo nawet spoza
miasta. Zdaniem dr. Piotrowskiego ci młodzi ludzie doznali lub doznają wielu niepowodzeń w życiu. –
Często pochodzą z rodzin patologicznych, nie są akceptowani przez rówieśników, mają poczucie
wyobcowania w szkole. Stąd tworzą swój świat wartości. Z drugiej strony potrzebują uznania ze strony
grupy złożonej z osób mających podobne problemy.
W takim świecie rzucający nożem czy butelką na boisko, podskakujący z pasem do policjanta, rzucający
się sam na kibiców przeciwnika – uważany jest za człowieka odważnego, równiachę, który niczego i nikogo
się nie boi. Takim jest Paweł M.. W grupie podziwiany był za brutalność i brawurę. Ostatnio posługiwał
się telefonem komórkowym do sterowania stadionowymi burdami. Nie można wykluczyć, że część tej grupy
pomaga dzisiaj swojemu liderowi w ukrywaniu się.
Do pamiętnego meczu z Parmą stadion Wisły uważany był za jeden z bezpieczniejszych w kraju. Każdy mecz
osłaniało 400–600 policjantów i 120–200 ochroniarzy – w zależności, czy spotkanie zaliczane było do
kategorii „podwyższonego ryzyka”.
Nóż na mecz z Parmą Misiek wniósł prawdopodobnie w bucie. Gdy naraz przez siedemnaście wejść wciska się
ponad dziesięć tysięcy ludzi, to kontrole siłą rzeczy są wyrywkowe. Właściciele klubu chcą dla
poprawienia bezpieczeństwa kupić wykrywacze metalu, takie jak na lotniskach. Wtedy jednak na mecze
trzeba będzie przychodzić trzy godziny wcześniej, żeby każdy mógł spokojnie przejść przez bramkę. Nie
można jednak wykluczyć, że nóż znalazł się na stadionie przed meczem. To przecież 17-hektarowy
kompleks, słabo w nocy pilnowany i łatwo ukryć gdzieś taki drobiazg.
Stanisław Ziętek, jeden z prezesów Tele-Foniki, powiedział, że choćby na mecz miało przychodzić tylko
dwa tysiące kibiców, to na Wiśle będzie bezpiecznie. Ryszard Niemiec uważa, że wreszcie trzeba skończyć
z kultem szalikowców: – Wśród kibiców nie powinno być żadnych „formacji mundurowych”, a takie właśnie
tworzą szalikowcy. Wydzielono im specjalne sektory, wyizolowano, tym samym utworzono naturalne bazy dla
takich Miśków.
W ubiegłym tygodniu Wisła odwołała się od decyzji komisji kontroli i dyscypliny UEFA, ale nastroje są
raczej minorowe. UEFA karze bowiem coraz ostrzej. Niektórzy działacze Wisły winą za wysoki wymiar kary
obarczają PZPN, który nie kiwnął palcem, żeby pomóc klubowi (w tym dniu był w siedzibie UEFA prezes
PZPN Marian Dziurowicz). Miałaby to być zemsta za opowiedzenie się Wisły po stronie UKFiT w niedawnym
konflikcie z władzami PZPN. – Prezes był, to prawda, ale na spotkaniu innej komisji – mówi Ryszard
Niemiec. – W rozmowie ze mną powiedział, że dla dobra polskiej piłki Wisła powinna grać w pucharach i
PZPN zrobi wszystko, żeby klubowi pomóc.
Niemiec przyznaje jednak, że konflikt Dziurowicz– ębski mógł mieć wpływ na wymiar kary: – Sytuacja po
tej wojnie jest taka, że urwała się komunikacja między niektórymi klubami a związkiem. Nikt nawet nie
zadzwonił do PZPN i nie zapytał: co po takim incydencie należy zrobić? Dopiero kara wywołała reakcje
obronne. I to był wielki błąd.
Wisła od ponad dwudziestu lat nie uczestni-czyła w europejskich rozgrywkach. Działacze nie znają
mechanizmów, procedur, realiów i obyczajowości panujących w europejskiej piłce nożnej: – Myślę, że
Wisła od początku zbagatelizowała incydent z nożem – twierdzi Niemiec.
Poniższy opis to mecz Polska – Włochy sprzed kilku lat okiem dziennikarza „SPORTU”, niejakiego Jerzego Dudały.
OKIEM KIBICA
Wyjazd na mecz dla wielu kibiców stanowił dłuższą, dwudniową wycieczkę. Kibice Arki, Lechii czy Lecha mają bowiem na Stadion Narodowy-Śląski spory kawałek drogi. Na wiele godzin przed meczem w miastach gromadziły się grupy kibiców. W Sosnowcu od południa fanów wszędzie było pełno. Oprócz Zagłębia byli jeszcze kibice krakowskiej Wisły, i Śląska Wrocław. Trochę osób z Warszawy, parę ze Szczecina. Piwo, zdjęcia, chóralne śpiewy. Policji całe mnóstwo. Fani z Wrocławia krzyczą swoje: cała Polska w cieniu Śląska. Po chwili milkną, dochodzi do niemiłych sprzeczek, jednak szczęśliwie kończy się na słowach. Niedaleko sosnowieckiego targowiska dwie dziewczyny w szalikach Legii wykrzykują coś o swojej miłości do stołecznej drużyny. Przed nimi dwie butelki wina. O godz.17.15 towarzystwo ładuje się do pociągu. Po drodze na stadion policji całe mnóstwo. W Szopienicach padają pierwsze wyzwiska, w odpowiedzi policyjne pałki lądują na oknach pociągu. Wiele osób pije wódkę, jak to przed meczem. Jednak droga zabezpieczona jest bardzo starannie. Kibice nie mają szans na wywołanie zadymy.
Pod stadionem kompletne przemieszanie fanów z różnych klubów. Pierwsze utarczki: Arka z Lechem i Cracovią, gonią kogo się da. Niektórzy kibice Cracovii są w kominiarkach. Arkowcy demonstracyjnie przechadzają się w klubowych barwach. Wielu siedzi na trawniku przed jedną z bram i popija piwo. Nie śpieszą się z wejściem na sektory, widać że szukają okazji do bójki. Jednakże poza powyższymi kilkoma utarczkami jest spokojnie. Duża liczba służb porządkowych studzi najbardziej rozpalone kibicowskie głowy.
Na 20 minut przed rozpoczęciem meczu podchodzą do mnie chłopaki z Widzewa. Pytają, czy nie mam biletów. Mówię, że koniki stoją koło przejścia przy przystanku tramwajowym. Ale oni boją się kupować biletów, bowiem podobno bardzo dużo jest falsyfikatów(bledszy kolor nie błyszczący). Początek meczu-odegranie hymnów. O dziwo przy włoskim nie ma chóralnego gwizdu(nareszcie). Hymn polski odśpiewuje cały stadion. Koło mnie kibic Wisły kopie innego, który siedzi. Tamten wstaje z ociąganiem. Widać, że jest już „zmęczony” alkoholem.
Później mecz. Z początku głośny doping. Im dalej, tym śpiewy słabną. Ludzie raczej nie wierzą w zwycięstwo. Kibic z Wrocławia klnie ile wlezie. „Założyłem się o litra, że wygrają i czuję, że jestem do tyłu”-mówi. Lecą przy tym wszystkie możliwe słowa jakie można przytoczyć. Reszta się śmieje. Widać, że gość bardzo honorowo podszedł do zakładu. W sektorze sielanka. Chłopaki z Sosnowca wymieniają się szalikami z kibicami Śląska.
Ogólny spokój mąci Arka atakując kibiców katowickiego GKS. Z innych sektorów lecą hasła, które jednoznacznie potępiają bójki między sobą. Legioniści krzyczą: „z policją się bijcie, a nie między sobą”. Ponadto przez większość spotkania Arka i Cracovia wyzywa się z Zagłębiem. Po meczu w Ostrawiewzajemny antagonizm jeszcze się zwiększył. Oczywiście każda ze stron uważa, że to ona była górą. Istny cyrk, durna licytacja bez ładu i składu.
Fani gdańskiej Lechii, których zjawiło się na meczu bardzo wielu(ponoć ok.tysiąca), reagują chyba najbardziej spontanicznie. Zaczynają meksykańską falę, cały czas dopingują Polaków. Ze dwa razy krzyczą: Lechia Gdańsk, na co zaraz otrzymują wulgarną ripostę od Arki. Im bliżej końca meczu, tym doping słabnie. Na nic nawoływanie spikera.
Po meczu na katowickim dworcu jest spokojnie. Wszędzie mnóstwo policji. Wiele grupek z różnych miast. Kolega wymienia szalik Polski na czapeczkę wrocławskiego Śląska. „Piąteczki”, pełna kultura, żadnych zaczepek. Około pierwszej w nocy na dworcu króluje poznański Lech. Sprowokowany przez jakąś grupkę, w około 100 osób rzuca się na nią, mimo asysty policji. Jednak po paru kopniakach sytuacja szybko się uspokaja.
Jeżeli chodzi o wynik meczu, to remis zostaje przyjęty z dużym niedosytem. Niedosyt mają również ci, którzy liczyli na konfrontację z innymi kibicami. Dobra organizacja zapewniła spokój na stadionie i poza nim. Oby tak dalej, a być może widok całych rodzin z dziećmi nie będzie na polskich stadionach rzadkością.
Samobójstwo zamiast wyroku
Krzysztof M. lat 21, pseudokibic Cracovii, w środowisku znany był jako "Neo". Był oskarżony o zabójstwo na krakowskim osiedlu Dąbie w dniu 7 października 2004 r. 17- letniego kibica Wisły o pseudonimie "Fujin". Jak wynika z postępowania prokuratorskiego, 17 letni Paweł O. siedział z bratem na ławce, gdy podeszło do nich kilku mężczyzn. Doszło pomiędzy nimi do kłótni. Potem wywiązała się walka, Paweł O. nie zdążył użyć swojego noża. To "Neo" zadał Pawłowi O. kilka ciosów nożem, powodując rany kłute klatki piersiowej z kilkukrotnym zranieniem płuca lewego i raną w okolicy koniuszka komunikującą do światła lewej komory serca, które to obrażenia skutkowały jego śmiercią. Sprawcy odjechali zaparkowanym w pobliżu samochodem. Paweł O. mimo operacji zmarł w szpitalu. "Neo" do aresztu trafił dopiero 19 lutego 2005 roku, po tym jak sam zgłosił się do prokuratury. W środowisku kibiców miał etykietkę "przerzutka"; wcześniej był wierny barwom Wisły. Razem z "Neo" na ławie oskarżonych zasiadł Robert M.. pseudonim "Metal", nieformalny lider pseudokibiców Cracovii, który według prokuratury przytrzymywał ofiarę. Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Twierdzili, że nie chcieli zabić, a jedynie postraszyć. Krzysztof M. pomimo młodego wieku w izolacji penitencjarnej przebywał po raz trzeci. Po raz pierwszy przebywał jako tymczasowo aresztowany od 19.10.2002 r. do 04.08.2003 r. podejrzany o przestępstwo z art. 159 k.k.. Drugi raz jako tymczasowo aresztowany od 24.03.2004 r. do 05.10.2004 r. podejrzany o popełnienie przestępstwa z art. 280§1 i 157§2 k.k. Obecnie po raz trzeci przebywał w izolacji penitencjarnej, tym razem był podejrzany o popełnienie przestępstwa z art. 148§1 k.k. Nie należał do podkultury więziennej, aczkolwiek prezentował postawy przyjęte z życia więziennego. Próbował podporządkowywać sobie w areszcie innych osadzonych, dokonywał samouszkodzeń. Był zaliczany do osadzonych trudnych wychowawczo. W dniu 09.05.2006 roku Krzysztof M. powiesił się w celi aresztu na prześcieradle przywiązanym do kraty w oknie. Zostawił list pożegnalny. Przepraszał w nim rodzinę za to, co się stało. Napisał też, że spodziewał się wysokiej kary za swój czyn. Zachowania dewiacyjne kibiców sportowych są przedmiotem wielu badań, dotyczą nie tylko naruszeniu porządku towarzyszącym imprezom sportowym ale i ich sprawcom. Obecnie i w Polsce mamy do czynienia z działalnością subkultury agresywnych kibiców (szalikowców), dewastacją stadionów, ulicznymi starciami policją i niszczeniem środków komunikacji miejskiej. Świadectwem walk pseudokibiców są tzw. pociągi grozy. Policja notuje coraz częściej ofiary bójek między grupami fanów. Powyżej przedstawiony przypadek zabójstwa to jeden z licznych mających miejsce wśród agresywnych kibiców, w kręgu których dużą grupę stanowią nieletni. Zaangażowanie coraz większych sił policyjnych i zainteresowanie mediów doprowadziło do uznania zjawiska football hooliganism za jeden z naglących problemów społecznych. Poznanie psychospołecznych uwarunkowań chuligaństwa na stadionach i poza pozwoli na opracowanie całościowej strategii radzenia sobie z tym problemem.
"Kibice" Cracovii nazywają pogardliwie sąsiadów zza Błoń "psami". Tamci nie pozostają dłużni i o rywalach mówią "żydy". Sami siebie nazywają chuliganami. Kibicowanie i zadymy to całe ich życie, a piłkarska drużyna to największa miłość. Dlaczego się biją? Dla sportu, adrenaliny? Nikt już nie pamięta, od kiedy trwa ta "święta wojna" i nic nie wskazuje na to, że się skończy
Marek ma 20 lat i wytatuowany na dłoni znaczek TS. Kibicuje odkąd pamięta. - Pojechałem po buty wczoraj. I już wracam do domu z kolegami, a tu do tramwaju wsiada taki wielki chłop, w szaliku "Antywisła". No to kumpel zaraz do niego skoczył i mu ten szalik kroi. Gość tak dostał, że cały spłynął, nos mu rozwaliliśmy, puszka na głowie poszła. Wszyscy z tramwaju pouciekali. Motorniczy się zorientował i mówi, że policję wzywa. ****a! Myślę sobie: za to, to mi wlepią dziesionę z dwóją (art. 2 i 10 kk - przyp. red.). Dostanę sanki (sankcja - przyp. red.) i na Monte wyląduję. To trzeba było spierdalać...
"Jazda, jazda, jazda! Biała Gwiazda!"
Łowcy śmierci, zdj. Jacek Kozioł. Jedno jednoczy "kibiców" obu drużyn - policja. Obie strony jednakowo jej nienawidzą, ale nie potrafią racjonalnie tego uzasadnić.
Łowcy śmierci, zdj. Jacek Kozioł. Jedno jednoczy "kibiców" obu drużyn - policja. Obie strony jednakowo jej nienawidzą, ale nie potrafią racjonalnie tego uzasadnić.
Piątek wieczór. Osiedlowa knajpka na Bieżanowie pęka w szwach. W małej salce gęsto jest od papierosowego dymu. Kibice śledzą mecz Wisła - Groclin. - ****a! Jak mógł zmarnować taką piłkę! - słychać wzburzone głosy, gdy Kryszałowicz marnuje kolejny strzał. Barman nalewa piwo za piwem. - Dziś nie poszliśmy na mecz, bo fundusza nie było - mówi Vasquez, kibic Wisły. - Po meczu zwykle zbieramy się na osiedlu i kminimy (rozważamy - przyp. red.) co dalej robić. Jak Wisełka wygra, to jedziemy się pobawić - do Kameleona czy gdzieś. Trochę sobie zabakamy (zapalimy - przyp. red). A jak wynik marny, to wypada komuś przykopać. Jedziemy wtedy na Prokocim i szukamy pierwszego lepszego, bo wiadomo, że tam same żydostwo. A jak to akurat nie kibic, tylko postronna osoba? - No to ma pecha - wzrusza ramionami Vasquez. W latach 90. w Krakowie wszyscy kibicowali. Praktycznie każdy był "za kimś". Niektórzy nawet szkołę wybierali pod tym kątem. Wtedy też Wisła przechodziła kryzys. Spadła na dół tabeli, piłkarze sprzedawali mecze. O potyczce z ekipą Cracovii nie było wtedy mowy, gdyż oba zespoły kiepsko sobie radziły. Teraz jest inaczej, szanse się wyrównały. W czołówce: Sharksi, Tigersi i Devilsi z Wisły, Jude Gang i Antywisła z Cracovii. Oni rządzą na stadionach i poza nimi. - Żeby jeździć w konkretnej ekipie trzeba mieć wejścia i nieźle zrytą psychikę - twierdzi Marek. - Jak nie idziesz na całość, to nie masz tam czego szukać. Kiedy Sharks każe ci się bić, nie możesz się cofnąć.Drogie bilety i coraz dokładniejsza kontrola sprawiają, że chuligani zaczęli schodzić ze stadionów. Swoje rachunki zaczęli wyrównywać na ustawkach, czyli umawianych walkach. W przeciwieństwie do stadionowych potyczek, tutaj obowiązują zasady. Ekipy spotykają się w ustronnym miejscu, najczęściej poza miastem. Ustalają wcześniej liczbę osób biorących udział w bójce oraz czas jej trwania. Walczy się honorowo: na gołe pięści, bez sprzętu. Chodzi o to, żeby się sprawdzić. Nie można kopać leżącego. Po wszystkim ekipy podają sobie ręce i rozjeżdżają się, każda w swoją stronę. W Krakowie ustawek nie ma, bo nie ma tu czystej walki. - Są za to wystawki - wyjaśnia Cienki, szczupły chłopak w szaliku Wisły Kraków, cały w tatuażach. - Czyli, że niby się umawiamy z Cracovią sześciu na sześciu, ale jak przychodzi do walki, to zza krzaków wyskakuje kolejnych dziesięciu. Najczęściej robi się wjazdy. Ekipa wpada z zaskoczenia na osiedle rywali i szuka wrogów. - Ustawki się nie odbywają z tej prostej przyczyny, że wszyscy używają sprzętów - opowiada Piotrek, który kiedyś jeździł z Devilsami. - Nie ma więc mowy o czystej walce. W Krakowie, gdzie są dwa kluby, chodzi o zdobycie panowania i fizyczne wyeliminowanie przeciwnika. Ważne jest, żeby tak komuś najebać, żeby mu wybić z głowy dalsze kibicowanie.
"Wierność, słowo, którego nie znacie..."
Zdarza się, że nie wszyscy kibice pozostają wierni swoim barwom klubowym. Czasem, nawet po kilku latach, zaczynają kibicować drużynie przeciwnej. Cracovia słynie z przyjmowania "przerzutów". - Oni biorą ludzi z pierwszej linii frontu. Takich, którzy do niedawna byli ich najzacieklejszymi wrogami - twierdzi Piotrek. - Chłopaki się przerzucają, bo na Cracovii są lepsze interesy z narkotykami - wyjaśnia Marek. - A jak Cracovia widzi, że jest jakiś dobry wojownik, to sama go do siebie ściąga. Tak długo go męczą, aż się przerzuci. Jak chcieli zwerbować kolegę, to w samochodzie pod blokiem wystawali, wybijali mu szyby w oknach. A to był konkretny chłop, w walkach nie do rozdupcenia. Ale się przerzucił. Wisła przerzutów nie przyjmuje. Siedzę kiedyś w knajpie, podchodzi do mnie kolo i mówi: "Wiesz, ja teraz za Wisłą jestem, ale kiedyś to za Cracovią byłem". A ja mu na to: "To weź ****a spierdalaj". - Wiśle chodzi o osoby, które teraz są "ważne" na Cracovii, nie o szarego kibica - uważa Craxa. - Zwykły chłopak z osiedla nikogo nie interesuje! Teraz chuliganka w Krakowie to interesy. A interesy wszędzie są takie same... - Interesy, owszem są u nas lepsze - potwierdza Jarek, kibic Pasów. - Ale Wisła sama z nami robi interesy. Najpierw się robi interesy, później walczy się na sprzęt. Zawsze interesy biorą górę.
"Zawsze i wszędzie policja ... będzie"
Jedno "jednoczy" kibiców - wojna z policją. - Policji nienawidzę, bardziej nawet niż kibiców Cracovii - mówi z przekonaniem Vasquez. - Wolałbym policjanta kopnąć. To oni wywołują zadymy. Prowokują nas głupimi zachowaniami. Na dwa lata dostałem zakaz stadionowy za burdy z policją. A tak właściwie to nic nie zrobiłem. - Nieraz od nich dostałem. Jeszcze mam ślad na plecach po gumowej pale - denerwuje się Marek. - Albo robią zdjęcia, które w szkole na tablicy wieszają. Żeby wszyscy wiedzieli, że za Wisłą jestem. A cała szkoła Cracovii kibicuje. - Patrole dopierdalają się do nas o byle co - twierdzi Jarek. - Choćby siedzenie na osiedlu, stanie w jakimś miejscu w kilka osób. - Nieraz zostałem spałowany przez policję zupełnie bez powodu. Chyba tylko dlatego, że jestem kibicem - mówi Helios z Cracovii.
"Fan, fan! Chuligan!"
Marek nie pamięta już, ile razy w bójce oberwał, a ile razy kogoś "pociął". Z dumą pokazuje wielką bliznę na głowie - pamiątkę po tym, jak dostał obuchem siekiery. - Jakiś czas temu, jak dorwaliśmy gościa z Cracovii, to mu kosami całą d*** pocięliśmy. Taką grubą drewnianą belką z osiem razy po głowie dostał, zanim się złamała. A gość nic, dalej stał. Kumpel go jeszcze tasakiem rąbał, ale mu zeszło i kolegę w rękę trafił. Wszystkie ścięgna mu poprzecinał - opowiada. - Jasne, że ważne jest jak gra drużyna, ale tak naprawdę chodzi o bitkę. Na początku strasznie mnie to jarało. A teraz nie rusza mnie to, jak dostaję w........ Morda nie szklanka. Jedyne, o co się martwię, to rodzina. Jak jadę gdzieś z matką, to ona siedzi w jednym wagonie, a ja w drugim. - Satysfakcja i idea, można to nazwać próbą pokazania kto lepszy, sławieniem klubu - mówi Craxa. - Nikt tego nie zrozumie, dopóki w tym nie uczestniczy, nie wciągnie się w miłość do klubu. Bo jest to miłość specyficzna, nie jak do drugiego człowieka. Czasem nawet głębsza. Patrząc na Marka i jego kolegów nikt by nie pomyślał, że mogą być brutalni. Czy nie czują wyrzutów sumienia, że krzywdzą drugiego człowieka? - Czasem, jak kogoś kłujemy, to tak - przyznaje Marek. - Jak kosę dostałem i leżałem w szpitalu, to sobie myślałem, że nikomu tego nie życzę. Trochę się boję, żeby kogoś nie zabić. Ale na pięści jak się biję, to nie mam wyrzutów. Jak nie ja jemu, to on mi najebie. - Ból uszlachetnia! - mówi Craxa. - Jeśli ktoś się boi, zawsze może się zająć czymś innym! Ryzyko jest wkalkulowane. - Nie mam zamiaru skrzywdzić kogoś niewinnego, kto nikomu nie kibicuje - twierdzi Jarek. - Natomiast walka z wiślakami to dla mnie codzienność. Z początku - dawno temu - były wahania, ale po czasie to mija. - Każdy sobie zdaje sprawę, że jak się jest chuliganem, to ma się wrogów - mówi Cienki. - Ja nawet do kościoła chodzę z jakimś ostrym narzędziem. Teraz też - przyznaje i wyjmuje spod kurtki rzeźniczy tasak. - Zdarza się, że go używam, ale tylko w obronie własnej.
"Święta wojna niech trwa, aż do śmierci ostatniego psa"
Na jeden krótki moment pojawiła się nadzieja, że topór wojenny między wrogimi ekipami zostanie zakopany. Po śmierci Papieża kibice ogłosili rozejm. Nie na długo. - Zgoda po śmierci Papieża była OK. Wiadomo, w czasie żałoby to było dobre. Ale od początku było jasne, że to tylko chwilowe zawieszenie broni - uważa Vasquez. - Dawałem 48 godzin, że zgoda się utrzyma. Między kibicami jest to możliwe. Ale między chuliganami - nigdy. Nie wyobrażam sobie stanąć koło kogoś, kto mi wcześniej kosy żenił - mówi Cienki. - To była taka zgoda, że tego samego dnia, jak wracałem po mszy na Kałuży, to butelką dostałem po głowie - opowiada Marek. - Zgoda była ustalona przez Jude Gang i Sharks do czasu pogrzebu Papieża - mówi kibic Cracovii, Paweł. - Media zrobiły z tego wielkie halo! Najpierw o pojednaniu, a potem o niesłowności kibiców. Tylko że nikt nie mówił, że będzie pojednanie na zawsze. - Jednoczyć chcieli się "frajerzy" - mówi Jarek. - Od początku było wiadome, że to jest na dzień, dwa. Wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie, bo nikt z nas tego nie chce!
"Za Wisłę, za nasz TS pójdziemy aż po życia kres"
Marek właśnie kończy rekonwalescencję. Tydzień spędził w szpitalu, a miesiąc w domu na zwolnieniu lekarskim. - Na dyskotece dostałem. Dymy miałem z jednym typem i jego kolega mi kosę w plecy ożenił. Cudem przeżyłem. Krew bluzgała na wszystkie strony. Taką miałem dziurę, że całe jelita było widać - opowiada i z dumą pokazuje zaszytą dziurę w kurtce. Czy było warto? Narażać własne zdrowie, ryzykować życie? - Pewnie, że warto - mówi. - Za Wisłę mogę życie oddać. Za klub, nie za kolegów. Dla mnie na pierwszym miejscu jest Wisła, na drugim matka, a na trzecim dziewczyna i dziecko. - To jest jak krucjata - wyjaśnia Piotrek. - Jak się bijesz, czujesz w sobie siłę całej ekipy. Jakaś pierwotna, prymitywna siła tobą kieruje. - W pewnym sensie już oddałem swoje życie klubowi - mówi Cienki, i podciąga rękaw bluzy. Na całym przedramieniu ma wytatuowany wielki napis "Wisła". - Wiem, że mógłbym za nią umrzeć, bo już nieraz stawałem twarzą w twarz ze śmiercią. Nie czuję strachu i jakby było trzeba, tobym sam poszedł nawet na trzydziestu. Lubię się bić i czuję satysfakcję, że mogę sprawić ból wrogowi. Ale nie chodzi o to, że to jest fajne, czy że sprawia przyjemność, tylko o to, kto rządzi. Chuligani są po to, żeby się przeciwstawiać innym klubom. To trochę jak w grze komputerowej, tylko że tu masz jedno życie...
Artykuł pochodzi z 1997r. z „Super Expressu”
HORROR W ŚRODĘ, HORROR W SOBOTĘ
Co weekend, czasem dwa razy w tygodniu, kilkanaście miast w Polsce zamienia się w strefy wojny. Watahy młodocianych bandytów i nie wyżytych wyrostków terroryzują stadiony. Niszczą samochody, sklepy, pociągi. Biją przypadkowych przechodniów. Biją policję.
To prawda jestem chuliganem. Chcą mieć ludzie winnego za całe zło świata, niech mają. Ja przynajmniej mówię głośno, że przychodzę na mecze, bo jestem zły i kocham się bić.
„Rosa” jest fanatykiem Cracovii. Nie wygląda na chuligana. To 23-letni, przystojny, dobrze ubrany mężczyzna.
Zainteresowania: historia II Rzeczpospolitej; naprawdę oczytany. Ukończył technikum elektromechaniczne. Pracuje jako przedstawiciel zachodniego koncernu chemicznego. –Nie jestem hipokrytą, jak ta banda, która rządzi w Polsce piłką nożną-ciągnie „Rosa”.- Nie zdarzają mi się żadne „niedziele cudów”, sprzedawanie meczów i kupowanie sędziów. Wiadomo natomiast, że jak przyjadą do Krakowa kolesie z Sosnowca, to będzie ”. Jak spotkam na rynku gościa w szaliku Wisły, też będzie walka. On to wie i ja to wiem. W naszej „lidze chuliganów” nie ma dziwnych układów.
Pokój „Rosy” jest cały obwieszony symbolami miłości do ukochanej drużyny. Plakaty, proporczyki, wycinki z gazet o zadymach na stadionach. Jedną ścianę pokrywają zdobyte w boju insygnia wrogich bojówek, wszystkie poodwracane do góry nogami. W koncie pokoju drewniana skrzynka- arsenał. Wewnątrz pałka z wydrążonymi dziurami zalanymi betonem, pasy, bagnety, kominiarki, łańcuchy oraz różne „brechy” i „rympały”.
Na półce obok książek (jest min. „Wojna futbolowa” Ryszarda Kapuścinskiego) segregatory z „podziemną prasą szalikową”. Dziesiątki gazetek wydawanych chałupniczo w całej Polsce. Z nich kibice czerpią wiedzę, którzy sędziowie drukują mecze, kto jest kapusiem policji oraz-co najważniejsze-kto komu wlał i jakie miejsce zajmuje w lidze chuliganów.
DZIS KRÓLUJE ARKA
Polscy szalikowcy od początku lat 80. z coraz większym zacięciem ścigają się o pierwsze miejsce w tzw.lidze chuliganów. Kiedyś królowali w niej fani Legii Warszawa, potem Lechii Gdańsk, Wisły Kraków, Ruchu Chorzów i Śląska Wrocław. Teraz za największych zadymiarzy uchodzą kibice Arki Gdynia, choć ich piłkarze grają zaledwie w III lidze.
- Mówią o nas, że bijemy się bo mamy kompleksy. Może coś w tym jest. Siła gdyńskiego klubu tkwi w tym, że kiedy przeżywa kryzys, na mecze przychodzą tylko najwytrwalsi, najbardziej zaciekli kibice-opowiada „Sodoma”, arkowiec o potężnej posturze. Od trzech lat bezrobotny. Od czasu do czasu zarabia jako ochroniarz w nocnych klubach Trójmiasta.
- My w ten sposób stworzyliśmy niedużą, ale mocną bojówkę. Wszyscy się znaliśmy, wiedzieliśmy, że możemy sobie ufać. Jak ktoś zwiał z placu boju, szedł pod pręgierz. Nie było miejsca dla cykorów. Zapytaj kolesi z Cracovii, Zagłębia czy Śląska. Każdy ci powie, że jak klub ma dużo kibiców, to w zadymach jest kiepski. Normalne, więcej tam małolatów i panikarzy. Zacznie sp... dwóch, a za moment ucieka stu i plama gotowa.
Każde spotkanie z udziałem tych grup to dla policji alarm bojowy. Sytuacje pogarsza skomplikowany system „zgód” i „kos”- czyli przyjaźni i nienawiści między polskimi chuliganami.
OSIEDLOWI PATRIOCI
-Arka trzyma z Cracovią i Lechem, Śląsk z Lechią i Wisła, Zagłębie z Legią. To są dzisiaj najważniejsze grupy wpływów-tłumaczy cierpliwie potężny kibic, którego zaczepiam podczas meczu Polska-Włochy w Chorzowie. Na szyi ma szalik Śląska i Wisły, ale nie chce powiedzieć, skąd przyjechał. – A może tyś jest z policji?- mówi, marszcząc czoło. Na jego głowie widać dwie duże szramy. –Ta większa to od metalowego drąga. Dostałem w łeb parę lat temu pod stadionem Legii. Teraz, jak widzę kogoś z Warszawy, to aż mnie nosi. Najgorzej jest w czasie meczów reprezentacji, bo wtedy panuje rozejm i muszę się hamować. Dzisiaj nawet jednemu „szemrańcowi”(pogardliwe określenie warszawiaka) rękę podałem. Cóż, dla ojczyzny trzeba się poświęcać.
Większość polskich chuliganów-kibiców to skinhedzi. Jednak niewielu z nich ma poglądy polityczne wykraczające poza hasło „Polska dla Polaków”. Tylko w śród kibiców z Sosnowca działają członkowie Polskiej Wspólnoty Narodowej Tejkowskiego. Fani Cracovii uczestniczą czasem w akcjach Ligi Republikańskiej. Do niedawna wśród kibiców tego klubu działali też członkowie organizacji „Wehrwolf”, otwarcie deklarującej faszystowskie poglądy. Warto dodać, że przywódcy szalikowców nie mają politycznych aspiracji. Szef bojówek Cracovii, Niejaki „Metal”, jest kontrolerem MPK. Najbardziej wpływowy kibic Wisły Kraków to około 30-letni właściciel sklepu z piłkarskimi gadżetami:szlikami, koszulkami itd.
- Na pewno nie ma wśród szalikowców miejsca dla lewaków, ale i „prawdziwych Polaków” też nie jest zbyt
wielu-opowiada jeden z fanów Legii Warszawa, chowając twarz pod kominiarką.
- Dla przeciętnego kibica ojczyzną jest miasto. Tu ma kumpli, którym może ufać. Oni nie opuszczą go nigdy. Polska to dla większości zbyt abstrakcyjna sprawa. Najgorzej jest w Trójmieście, Łodzi a zwłaszcza w Krakowie. Mają po dwie drużyny. Tam podziały idą już między dzielnicami, a nawet blokami. W jednym domu są, w drugim za Cracovią. No i dochodzi do sytuacji, że kilkuletnie chłopaki leją się o piaskownice. Jak Polonia nie spadnie z I ligi i urośnię w siłę, w Warszawie będzie podobnie.
NOŻE W POŚLADKACH
- Dobry policjant musi się orientować w układach między kibicami, wiedzieć gdzie przebiegają linie frontu i gdzie chuligani robią zasadzki-tłumaczą krakowscy policjanci.
- Ale i tak nie ma spokoju. Ciągle ktoś obrywa. Ostatnio obserwujemy modę na wbijanię sobie noży w pośladki. Najgorsze, że chuligaństwo nie jest już domeną lumpenproletariatu. Wśród stadionowych bandytów zdarza nam się wykrywać nawet studentów. Przed rokiem u jednego z wyróżniających się studentów AWF odkryliśmy arsenał pałek i kominiarek, używanych w czasie walk. Młodzież musi przeżywać jakiś potężny kryzys tożsamości i autorytetów, skoro ucieka się do tak potwornej agresji.
Podinspektor Stanisław Golonka, który od lat zabezpiecza mecze pod Wawelem, masę przykładów świadczących o niebywałym zacietrzewieniu bojówkarzy i ich osobliwej pomysłowości. Ci z Cracovii potrafią np. pójść o piątej rano na dworzec, by „przywitać” fanów Wisły wracających z meczu na drugim końcu Polski albo wypuścić jednego z małolatów, by hamulcem bezpieczeństwa zatrzymał pociąg z fanami Wisły w określonym miejscu. Tam już czeka reszta z kamieniami.
TRZEŹWY CHULIGAN
Dla chuligana największym zagrożeniem jest alkohol. Jak szalikowcy sa ciągle na fazie, to ich siła bojowa słabnie. Dlatego z bojówek wykluczamy pijaków i takich, co za dużo mielą ozorem- mówią fanatycy Cracovii. Zamiast wódy proponują im siłownię. Patrzą też na małolatów. Jak któryś wygląda na odważnego, idzie na kurs taktyki wojennej. Uczą go, jak markować odwrót, jak się bronić przed tłumem, jak organizować zasadzki. Wpajają im twardość i nieustępliwość. Chłopak musi wiedzieć, że jak da sobię wejść na głowę silniejszemu, to potem każdy słabełusz będzie próbował. „Bóg wybacza, Cracovia nigdy”- to ich hasło. Jeśli wychowa się dwudziestu chuliganów-abstynentów, to można-przekonują-nieźle w Polsce zamieszać.
Bojówkarze twierdzą, że nie boją się przyspieszonego trybu orzekania kar ani identyfikatorów czy kamer telewizyjnych, które mają obserwować trybuny i wyławiać prowodyrów. W Krakowie chuligani coraz rzadziej wybierają stadiony na miejsce zadym.
- Prawdziwa wojna toczy się na osiedlach, zwłaszcza w piątki wieczorem- tłumaczy Robert, kibic Wisły od 1975r. Robert pracuje w Hucie im. Tadeusza Sendzimira. Ma troje dzieci. Jego pasą jest modelarstwo. No i oczywiście piłka nożna. Zna na pamięć prawie wszystkie wyniki z mistrzostw świata w 1974r.
- Chłopcy spotykają się, wypijają po winku i robią ściepe na benzyne wyjaśnia dalej.- Potem któryś pożycza od taty auto i wszyscy jadą na wrogie osiedle. Krótka akcja, pałowanie wroga, ewakuacja. Taką grupkę bardzo trudno namierzyć policji
Robert, mimo wielu lat spędzonych w „młynie” wśród kiboli, jest trochę przerażony radykalizmem i brutalnością współczesnych fanatyków.
-Czasem na meczu nikt nie patrzy na to, co się dzieje na boisku. Tłum chce zadymy. Pamiętam, że kiedyś nie biło się leżącego. Teraz należy go skopać tak, żeby nie wstał o własnych siłach. Noże w akcji to dzisiaj też nic nadzwyczajnego. Jeśli nikt nad tym nie zapanuje, to ludzie będą padać jak muchy.
Najgłośniejsze burdy:
1993
Przed meczem Polska – Anglia w Chorzowie kibice Cracovii zabili nożami w tramwaju fanatyka Pogoni Szczecin.
1995
Podczas finału PP Legia- GKS kibice warszawscy doszczętnie zdemolowali trybuny swojego stadionu i stoczyli największą w dziejach polskiego chuligaństwa bitwę z setkami policjantów. Kilkadziesiąt osób zostało rannych.
Na mecz Polska-Słowacja do Bratysławy zjechało kilka tysięcy polskich szalikowców. Zamiast dopingu na trybunach trwały burdy prowokowane przez Arkę, Cracovię i Zagłębie.
W Paryżu przed meczem Polska-Francja fani Cracovii napadli na kibiców Wisły i Śląska. Wulgarne napisy szalikowcy wymalowali nawet na wieży Eiffla.
Zabezpieczeniem meczu derbowego Wisły i Cracovii zajmowało się 700 policjantów, akcja kosztowała ćwierć miliarda zł. Pomimo tego doszło do licznych bójek. Kilka osób trafiło w ciężkim stanie do szpitala. Dwie osoby przeszły trepanacje czaszki. Podczas rewanżu szalikowcy Wisły doszczętnie zdewastowali zajmowany przez siebie sektor na stadionie Cracovii.
1996
Na ulicach Sosnowca rozegrała się potężna bitwa z udziałem 300 hokejowych fanów Cracovii i 800 Zagłębia. Walki trwały kilka godzin. Rannych zostało ok. 20 kibiców i 50 policjantów.
Misiek topi Wisłę
Człowiek, za którym rozesłano listy gończe, spokojnie przychodził na mecze w Krakowie
19-letniego Pawła M., pseudo Misiek, który zranił nożem Dina Baggio, piłkarza AS Parmy, szuka nie tylko
policja, ale także rozsierdzeni kibice. Odnosi się jednak wrażenie, że większość z nich nie dlatego, że
rzucanie nożem w ludzi jest naganne, ale że ich ukochana Wisła ma z powodu występku Miśka kłopoty.
W polskiej lidze nie ma silnych na krakowską Wisłę. Na początku roku sekcja piłkarska otrzymała od
właścicieli myślenickiej Tele-Foniki zastrzyk finansowy, jakiego nie widział jeszcze polski futbol.
Pieniądze miały być odzyskane i pomnożone przez start w Lidze Mistrzów. Niestety, na drodze ku
świetności Wisły stanął jeden człowiek: 19-letni Paweł M., pseudonim Misiek, który podczas meczu zranił
rzuconym nożem Dina Baggio, piłkarza włoskiej Parmy.
– Najgorsze jest to, że w Polskę poszła wiadomość, że jedna osoba może wykończyć klub – uważa Zdzisław
Kapka, menedżer drużyny, przed laty świetny zawodnik. – Jeden stadionowy bandzior wystarczy, żeby
drużyna z wyżyn spadła na dno.
To klub odpowiada za zachowanie kibiców na stadionie i poza nim – właśnie dlatego UEFA odsunęła 13
listopada Wisłę od startu w europejskich pucharach. Kiedy komunikat o karze dotarł do Krakowa,
właściciele Tele-Foniki zasugerowali nawet możliwość wyjścia z tego interesu. – Byłaby to wielka strata
dla futbolu, ponieważ padłby dobrze zarządzany klub, co w kraju jest rzadkością – uważa Ryszard
Niemiec, prezes krakowskiego OZPN i członek władz PZPN.
Misiek, sprawca kłopotów Wisły, ścigany jest listem gończym za „zamiar ciężkiego uszkodzenia ciała”. Na
razie zapadł się pod ziemię. Nieoficjalnie wiadomo, że w jego poszukiwaniach wymiar sprawiedliwości
wspiera grupa rozsierdzonych kibiców. Okazuje się, że to już trzeci list gończy za Michalskim. Dwa
poprzednie (za pobicia, w tym policjanta) nie przeszkadzały mu przychodzić na mecze pilnowane przez
setki policjantów.
– Wcześniej na te tematy nie będziemy rozmawiać, aż sami wyczyścimy brudy – odmawia Mariusz Piech,
lider klubu kibica Wisły Kraków.
Teraz triumfują chuligani.
– Nam to zwisa, w której lidze gra Wisła, czy będzie w pucharach, czy nie. Czy drużyna wygrywa, czy nie
– chodzi o to, by przyjść na mecz i komuś przyjebać... – bez skrępowania wyznali w jednej z
telewizyjnych audycji młodzi ludzie w klubowych barwach, skryci za kominiarkami. Dawali nawet do
zrozumienia, że wiedzą, gdzie jest ich poszukiwany kolega.
Szalikowcy uważani są za najgorętszych fanów klubu. Kiedy Wisła grała słabo, to tylko oni przychodzili
na mecze. Na stadionie mają nawet swój wydzielony sektor – słynną „ ziesiątkę”. Jak można więc tak źle
życzyć swojej drużynie?
Sprzeczność jest pozorna – mówi dr Przemysław Piotrkowski z UJ, psycholog, autor pracy doktorskiej
„Zachowania dewiacyjne widowni sportowej”. – Szalikowców faktycznie łączy mit drużyny, ale dla części z
nich wartością nie jest już pozycja klubu. Większą wagę przywiązują do barw – jeżeli ktoś nosi inne, to
już jest wystarczający powód do agresji. Dla nich Wisła może być nawet w A-klasie, bo i tak mecze są
tylko pretekstem do awantur. Nowym zjawiskiem jest to, że ta grupa (trudno ich nawet nazwać
pseudokibicami) zwiększa się w miarę odnoszonych przez klub sukcesów.
Elita szalikowców nazywa siebie sharksami (rekinami) – w Wiśle ocenia się, że gdzieś na około tysiąc
szalikowców do tej grupy należy niespełna pięćdziesiąt osób. Od kilku miesięcy na mecze Wisły
przychodzi po dziesięć tysięcy. – Wydawać by się mogło, że rekiny zginą w tłumie – mówi Ludwik Miętta-
Mikołajewicz, prezes Wisły – ale to oni często dominują na stadionie.
Rekiny lubią powtarzać: kto nie z nami, to przeciwnik. Dlatego nikt nie chce wejść im w drogę. Byli
tolerowani przez Klub Kibica i władze Wisły. Dla świętego spokoju, żeby nie drażnić. Rekin najpierw
bije, a potem patrzy: swój czy obcy? Najważniejsze, że rekin nie boi się uderzyć: ręką, kijem
baseballowym, pasem, rzuci kamieniem, butelką, nawet nożem. Rekin nie ma zahamowań w biciu i sam nie
boi się oberwać. Znajomi Pawła Michalskiego mówią, że ma wiele blizn wyniesionych z walk w pociągach,
na stadionach, ulicach i knajpach. W ich środowisku każda blizna to historia zadym i powód do sławy.
Rekiny zaczynają zadymy, idą na pierwszy ogień, oni inicjują wojny z „psami”, czyli policją. Od
bezwzględności rekinów, a podobne formacje mają wszystkie kluby, zależy ich pozycja w „lidze
chuliganów”.
– Prasa wspiera te zjawiska podając rankingi szalikowców – to karygodny i groźny błąd – uważa dr
Piotrowski. – Media działają bez wyobraźni. Jeżeli w Krakowie poleciał nóż, to gdzie indziej – taka
jest reguła – będą starali się przebić i przyćmić ten kryminalny wyczyn. To samonakręcająca się spirala
przemocy.
O rekinach mówi się też, że są oficjalnymi chuliganami: – Bo jak dam w mordę policjantowi na Rynku
Głównym, to będę miał kłopoty, a jak przyłożę w czasie meczu, to nie ma sprawy – tłumaczy chłopak,
który przedstawia się jako Arkadiusz. Zapytany, czy uczy się lub pracuje, odpowiada: – Kręcę się po
Krakowie i czekam na mecz.
Za kibiców odpowiada klub – to podstawowa zasada UEFA. Problem tylko w tym, że z klubem i widowiskiem
kibic związany jest najwyżej osiem godzin w miesiącu. Poza tym jest uczniem, pracownikiem, czyimś
dzieckiem, gdzieś chodzi do kościoła. Na meczach objawia się i często eksploduje tylko to, co narasta w
codziennym życiu
Prezes Miętta-Mikołajewicz mówi, że rekiny to osoby z peryferyjnych dzielnic Krakowa albo nawet spoza
miasta. Zdaniem dr. Piotrowskiego ci młodzi ludzie doznali lub doznają wielu niepowodzeń w życiu. –
Często pochodzą z rodzin patologicznych, nie są akceptowani przez rówieśników, mają poczucie
wyobcowania w szkole. Stąd tworzą swój świat wartości. Z drugiej strony potrzebują uznania ze strony
grupy złożonej z osób mających podobne problemy.
W takim świecie rzucający nożem czy butelką na boisko, podskakujący z pasem do policjanta, rzucający
się sam na kibiców przeciwnika – uważany jest za człowieka odważnego, równiachę, który niczego i nikogo
się nie boi. Takim jest Paweł M.. W grupie podziwiany był za brutalność i brawurę. Ostatnio posługiwał
się telefonem komórkowym do sterowania stadionowymi burdami. Nie można wykluczyć, że część tej grupy
pomaga dzisiaj swojemu liderowi w ukrywaniu się.
Do pamiętnego meczu z Parmą stadion Wisły uważany był za jeden z bezpieczniejszych w kraju. Każdy mecz
osłaniało 400–600 policjantów i 120–200 ochroniarzy – w zależności, czy spotkanie zaliczane było do
kategorii „podwyższonego ryzyka”.
Nóż na mecz z Parmą Misiek wniósł prawdopodobnie w bucie. Gdy naraz przez siedemnaście wejść wciska się
ponad dziesięć tysięcy ludzi, to kontrole siłą rzeczy są wyrywkowe. Właściciele klubu chcą dla
poprawienia bezpieczeństwa kupić wykrywacze metalu, takie jak na lotniskach. Wtedy jednak na mecze
trzeba będzie przychodzić trzy godziny wcześniej, żeby każdy mógł spokojnie przejść przez bramkę. Nie
można jednak wykluczyć, że nóż znalazł się na stadionie przed meczem. To przecież 17-hektarowy
kompleks, słabo w nocy pilnowany i łatwo ukryć gdzieś taki drobiazg.
Stanisław Ziętek, jeden z prezesów Tele-Foniki, powiedział, że choćby na mecz miało przychodzić tylko
dwa tysiące kibiców, to na Wiśle będzie bezpiecznie. Ryszard Niemiec uważa, że wreszcie trzeba skończyć
z kultem szalikowców: – Wśród kibiców nie powinno być żadnych „formacji mundurowych”, a takie właśnie
tworzą szalikowcy. Wydzielono im specjalne sektory, wyizolowano, tym samym utworzono naturalne bazy dla
takich Miśków.
W ubiegłym tygodniu Wisła odwołała się od decyzji komisji kontroli i dyscypliny UEFA, ale nastroje są
raczej minorowe. UEFA karze bowiem coraz ostrzej. Niektórzy działacze Wisły winą za wysoki wymiar kary
obarczają PZPN, który nie kiwnął palcem, żeby pomóc klubowi (w tym dniu był w siedzibie UEFA prezes
PZPN Marian Dziurowicz). Miałaby to być zemsta za opowiedzenie się Wisły po stronie UKFiT w niedawnym
konflikcie z władzami PZPN. – Prezes był, to prawda, ale na spotkaniu innej komisji – mówi Ryszard
Niemiec. – W rozmowie ze mną powiedział, że dla dobra polskiej piłki Wisła powinna grać w pucharach i
PZPN zrobi wszystko, żeby klubowi pomóc.
Niemiec przyznaje jednak, że konflikt Dziurowicz– ębski mógł mieć wpływ na wymiar kary: – Sytuacja po
tej wojnie jest taka, że urwała się komunikacja między niektórymi klubami a związkiem. Nikt nawet nie
zadzwonił do PZPN i nie zapytał: co po takim incydencie należy zrobić? Dopiero kara wywołała reakcje
obronne. I to był wielki błąd.
Wisła od ponad dwudziestu lat nie uczestni-czyła w europejskich rozgrywkach. Działacze nie znają
mechanizmów, procedur, realiów i obyczajowości panujących w europejskiej piłce nożnej: – Myślę, że
Wisła od początku zbagatelizowała incydent z nożem – twierdzi Niemiec.
Poniższy opis to mecz Polska – Włochy sprzed kilku lat okiem dziennikarza „SPORTU”, niejakiego Jerzego Dudały.
OKIEM KIBICA
Wyjazd na mecz dla wielu kibiców stanowił dłuższą, dwudniową wycieczkę. Kibice Arki, Lechii czy Lecha mają bowiem na Stadion Narodowy-Śląski spory kawałek drogi. Na wiele godzin przed meczem w miastach gromadziły się grupy kibiców. W Sosnowcu od południa fanów wszędzie było pełno. Oprócz Zagłębia byli jeszcze kibice krakowskiej Wisły, i Śląska Wrocław. Trochę osób z Warszawy, parę ze Szczecina. Piwo, zdjęcia, chóralne śpiewy. Policji całe mnóstwo. Fani z Wrocławia krzyczą swoje: cała Polska w cieniu Śląska. Po chwili milkną, dochodzi do niemiłych sprzeczek, jednak szczęśliwie kończy się na słowach. Niedaleko sosnowieckiego targowiska dwie dziewczyny w szalikach Legii wykrzykują coś o swojej miłości do stołecznej drużyny. Przed nimi dwie butelki wina. O godz.17.15 towarzystwo ładuje się do pociągu. Po drodze na stadion policji całe mnóstwo. W Szopienicach padają pierwsze wyzwiska, w odpowiedzi policyjne pałki lądują na oknach pociągu. Wiele osób pije wódkę, jak to przed meczem. Jednak droga zabezpieczona jest bardzo starannie. Kibice nie mają szans na wywołanie zadymy.
Pod stadionem kompletne przemieszanie fanów z różnych klubów. Pierwsze utarczki: Arka z Lechem i Cracovią, gonią kogo się da. Niektórzy kibice Cracovii są w kominiarkach. Arkowcy demonstracyjnie przechadzają się w klubowych barwach. Wielu siedzi na trawniku przed jedną z bram i popija piwo. Nie śpieszą się z wejściem na sektory, widać że szukają okazji do bójki. Jednakże poza powyższymi kilkoma utarczkami jest spokojnie. Duża liczba służb porządkowych studzi najbardziej rozpalone kibicowskie głowy.
Na 20 minut przed rozpoczęciem meczu podchodzą do mnie chłopaki z Widzewa. Pytają, czy nie mam biletów. Mówię, że koniki stoją koło przejścia przy przystanku tramwajowym. Ale oni boją się kupować biletów, bowiem podobno bardzo dużo jest falsyfikatów(bledszy kolor nie błyszczący). Początek meczu-odegranie hymnów. O dziwo przy włoskim nie ma chóralnego gwizdu(nareszcie). Hymn polski odśpiewuje cały stadion. Koło mnie kibic Wisły kopie innego, który siedzi. Tamten wstaje z ociąganiem. Widać, że jest już „zmęczony” alkoholem.
Później mecz. Z początku głośny doping. Im dalej, tym śpiewy słabną. Ludzie raczej nie wierzą w zwycięstwo. Kibic z Wrocławia klnie ile wlezie. „Założyłem się o litra, że wygrają i czuję, że jestem do tyłu”-mówi. Lecą przy tym wszystkie możliwe słowa jakie można przytoczyć. Reszta się śmieje. Widać, że gość bardzo honorowo podszedł do zakładu. W sektorze sielanka. Chłopaki z Sosnowca wymieniają się szalikami z kibicami Śląska.
Ogólny spokój mąci Arka atakując kibiców katowickiego GKS. Z innych sektorów lecą hasła, które jednoznacznie potępiają bójki między sobą. Legioniści krzyczą: „z policją się bijcie, a nie między sobą”. Ponadto przez większość spotkania Arka i Cracovia wyzywa się z Zagłębiem. Po meczu w Ostrawiewzajemny antagonizm jeszcze się zwiększył. Oczywiście każda ze stron uważa, że to ona była górą. Istny cyrk, durna licytacja bez ładu i składu.
Fani gdańskiej Lechii, których zjawiło się na meczu bardzo wielu(ponoć ok.tysiąca), reagują chyba najbardziej spontanicznie. Zaczynają meksykańską falę, cały czas dopingują Polaków. Ze dwa razy krzyczą: Lechia Gdańsk, na co zaraz otrzymują wulgarną ripostę od Arki. Im bliżej końca meczu, tym doping słabnie. Na nic nawoływanie spikera.
Po meczu na katowickim dworcu jest spokojnie. Wszędzie mnóstwo policji. Wiele grupek z różnych miast. Kolega wymienia szalik Polski na czapeczkę wrocławskiego Śląska. „Piąteczki”, pełna kultura, żadnych zaczepek. Około pierwszej w nocy na dworcu króluje poznański Lech. Sprowokowany przez jakąś grupkę, w około 100 osób rzuca się na nią, mimo asysty policji. Jednak po paru kopniakach sytuacja szybko się uspokaja.
Jeżeli chodzi o wynik meczu, to remis zostaje przyjęty z dużym niedosytem. Niedosyt mają również ci, którzy liczyli na konfrontację z innymi kibicami. Dobra organizacja zapewniła spokój na stadionie i poza nim. Oby tak dalej, a być może widok całych rodzin z dziećmi nie będzie na polskich stadionach rzadkością.
Samobójstwo zamiast wyroku
Krzysztof M. lat 21, pseudokibic Cracovii, w środowisku znany był jako "Neo". Był oskarżony o zabójstwo na krakowskim osiedlu Dąbie w dniu 7 października 2004 r. 17- letniego kibica Wisły o pseudonimie "Fujin". Jak wynika z postępowania prokuratorskiego, 17 letni Paweł O. siedział z bratem na ławce, gdy podeszło do nich kilku mężczyzn. Doszło pomiędzy nimi do kłótni. Potem wywiązała się walka, Paweł O. nie zdążył użyć swojego noża. To "Neo" zadał Pawłowi O. kilka ciosów nożem, powodując rany kłute klatki piersiowej z kilkukrotnym zranieniem płuca lewego i raną w okolicy koniuszka komunikującą do światła lewej komory serca, które to obrażenia skutkowały jego śmiercią. Sprawcy odjechali zaparkowanym w pobliżu samochodem. Paweł O. mimo operacji zmarł w szpitalu. "Neo" do aresztu trafił dopiero 19 lutego 2005 roku, po tym jak sam zgłosił się do prokuratury. W środowisku kibiców miał etykietkę "przerzutka"; wcześniej był wierny barwom Wisły. Razem z "Neo" na ławie oskarżonych zasiadł Robert M.. pseudonim "Metal", nieformalny lider pseudokibiców Cracovii, który według prokuratury przytrzymywał ofiarę. Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Twierdzili, że nie chcieli zabić, a jedynie postraszyć. Krzysztof M. pomimo młodego wieku w izolacji penitencjarnej przebywał po raz trzeci. Po raz pierwszy przebywał jako tymczasowo aresztowany od 19.10.2002 r. do 04.08.2003 r. podejrzany o przestępstwo z art. 159 k.k.. Drugi raz jako tymczasowo aresztowany od 24.03.2004 r. do 05.10.2004 r. podejrzany o popełnienie przestępstwa z art. 280§1 i 157§2 k.k. Obecnie po raz trzeci przebywał w izolacji penitencjarnej, tym razem był podejrzany o popełnienie przestępstwa z art. 148§1 k.k. Nie należał do podkultury więziennej, aczkolwiek prezentował postawy przyjęte z życia więziennego. Próbował podporządkowywać sobie w areszcie innych osadzonych, dokonywał samouszkodzeń. Był zaliczany do osadzonych trudnych wychowawczo. W dniu 09.05.2006 roku Krzysztof M. powiesił się w celi aresztu na prześcieradle przywiązanym do kraty w oknie. Zostawił list pożegnalny. Przepraszał w nim rodzinę za to, co się stało. Napisał też, że spodziewał się wysokiej kary za swój czyn. Zachowania dewiacyjne kibiców sportowych są przedmiotem wielu badań, dotyczą nie tylko naruszeniu porządku towarzyszącym imprezom sportowym ale i ich sprawcom. Obecnie i w Polsce mamy do czynienia z działalnością subkultury agresywnych kibiców (szalikowców), dewastacją stadionów, ulicznymi starciami policją i niszczeniem środków komunikacji miejskiej. Świadectwem walk pseudokibiców są tzw. pociągi grozy. Policja notuje coraz częściej ofiary bójek między grupami fanów. Powyżej przedstawiony przypadek zabójstwa to jeden z licznych mających miejsce wśród agresywnych kibiców, w kręgu których dużą grupę stanowią nieletni. Zaangażowanie coraz większych sił policyjnych i zainteresowanie mediów doprowadziło do uznania zjawiska football hooliganism za jeden z naglących problemów społecznych. Poznanie psychospołecznych uwarunkowań chuligaństwa na stadionach i poza pozwoli na opracowanie całościowej strategii radzenia sobie z tym problemem.
"Kibice" Cracovii nazywają pogardliwie sąsiadów zza Błoń "psami". Tamci nie pozostają dłużni i o rywalach mówią "żydy". Sami siebie nazywają chuliganami. Kibicowanie i zadymy to całe ich życie, a piłkarska drużyna to największa miłość. Dlaczego się biją? Dla sportu, adrenaliny? Nikt już nie pamięta, od kiedy trwa ta "święta wojna" i nic nie wskazuje na to, że się skończy
Marek ma 20 lat i wytatuowany na dłoni znaczek TS. Kibicuje odkąd pamięta. - Pojechałem po buty wczoraj. I już wracam do domu z kolegami, a tu do tramwaju wsiada taki wielki chłop, w szaliku "Antywisła". No to kumpel zaraz do niego skoczył i mu ten szalik kroi. Gość tak dostał, że cały spłynął, nos mu rozwaliliśmy, puszka na głowie poszła. Wszyscy z tramwaju pouciekali. Motorniczy się zorientował i mówi, że policję wzywa. ****a! Myślę sobie: za to, to mi wlepią dziesionę z dwóją (art. 2 i 10 kk - przyp. red.). Dostanę sanki (sankcja - przyp. red.) i na Monte wyląduję. To trzeba było spierdalać...
"Jazda, jazda, jazda! Biała Gwiazda!"
Łowcy śmierci, zdj. Jacek Kozioł. Jedno jednoczy "kibiców" obu drużyn - policja. Obie strony jednakowo jej nienawidzą, ale nie potrafią racjonalnie tego uzasadnić.
Łowcy śmierci, zdj. Jacek Kozioł. Jedno jednoczy "kibiców" obu drużyn - policja. Obie strony jednakowo jej nienawidzą, ale nie potrafią racjonalnie tego uzasadnić.
Piątek wieczór. Osiedlowa knajpka na Bieżanowie pęka w szwach. W małej salce gęsto jest od papierosowego dymu. Kibice śledzą mecz Wisła - Groclin. - ****a! Jak mógł zmarnować taką piłkę! - słychać wzburzone głosy, gdy Kryszałowicz marnuje kolejny strzał. Barman nalewa piwo za piwem. - Dziś nie poszliśmy na mecz, bo fundusza nie było - mówi Vasquez, kibic Wisły. - Po meczu zwykle zbieramy się na osiedlu i kminimy (rozważamy - przyp. red.) co dalej robić. Jak Wisełka wygra, to jedziemy się pobawić - do Kameleona czy gdzieś. Trochę sobie zabakamy (zapalimy - przyp. red). A jak wynik marny, to wypada komuś przykopać. Jedziemy wtedy na Prokocim i szukamy pierwszego lepszego, bo wiadomo, że tam same żydostwo. A jak to akurat nie kibic, tylko postronna osoba? - No to ma pecha - wzrusza ramionami Vasquez. W latach 90. w Krakowie wszyscy kibicowali. Praktycznie każdy był "za kimś". Niektórzy nawet szkołę wybierali pod tym kątem. Wtedy też Wisła przechodziła kryzys. Spadła na dół tabeli, piłkarze sprzedawali mecze. O potyczce z ekipą Cracovii nie było wtedy mowy, gdyż oba zespoły kiepsko sobie radziły. Teraz jest inaczej, szanse się wyrównały. W czołówce: Sharksi, Tigersi i Devilsi z Wisły, Jude Gang i Antywisła z Cracovii. Oni rządzą na stadionach i poza nimi. - Żeby jeździć w konkretnej ekipie trzeba mieć wejścia i nieźle zrytą psychikę - twierdzi Marek. - Jak nie idziesz na całość, to nie masz tam czego szukać. Kiedy Sharks każe ci się bić, nie możesz się cofnąć.Drogie bilety i coraz dokładniejsza kontrola sprawiają, że chuligani zaczęli schodzić ze stadionów. Swoje rachunki zaczęli wyrównywać na ustawkach, czyli umawianych walkach. W przeciwieństwie do stadionowych potyczek, tutaj obowiązują zasady. Ekipy spotykają się w ustronnym miejscu, najczęściej poza miastem. Ustalają wcześniej liczbę osób biorących udział w bójce oraz czas jej trwania. Walczy się honorowo: na gołe pięści, bez sprzętu. Chodzi o to, żeby się sprawdzić. Nie można kopać leżącego. Po wszystkim ekipy podają sobie ręce i rozjeżdżają się, każda w swoją stronę. W Krakowie ustawek nie ma, bo nie ma tu czystej walki. - Są za to wystawki - wyjaśnia Cienki, szczupły chłopak w szaliku Wisły Kraków, cały w tatuażach. - Czyli, że niby się umawiamy z Cracovią sześciu na sześciu, ale jak przychodzi do walki, to zza krzaków wyskakuje kolejnych dziesięciu. Najczęściej robi się wjazdy. Ekipa wpada z zaskoczenia na osiedle rywali i szuka wrogów. - Ustawki się nie odbywają z tej prostej przyczyny, że wszyscy używają sprzętów - opowiada Piotrek, który kiedyś jeździł z Devilsami. - Nie ma więc mowy o czystej walce. W Krakowie, gdzie są dwa kluby, chodzi o zdobycie panowania i fizyczne wyeliminowanie przeciwnika. Ważne jest, żeby tak komuś najebać, żeby mu wybić z głowy dalsze kibicowanie.
"Wierność, słowo, którego nie znacie..."
Zdarza się, że nie wszyscy kibice pozostają wierni swoim barwom klubowym. Czasem, nawet po kilku latach, zaczynają kibicować drużynie przeciwnej. Cracovia słynie z przyjmowania "przerzutów". - Oni biorą ludzi z pierwszej linii frontu. Takich, którzy do niedawna byli ich najzacieklejszymi wrogami - twierdzi Piotrek. - Chłopaki się przerzucają, bo na Cracovii są lepsze interesy z narkotykami - wyjaśnia Marek. - A jak Cracovia widzi, że jest jakiś dobry wojownik, to sama go do siebie ściąga. Tak długo go męczą, aż się przerzuci. Jak chcieli zwerbować kolegę, to w samochodzie pod blokiem wystawali, wybijali mu szyby w oknach. A to był konkretny chłop, w walkach nie do rozdupcenia. Ale się przerzucił. Wisła przerzutów nie przyjmuje. Siedzę kiedyś w knajpie, podchodzi do mnie kolo i mówi: "Wiesz, ja teraz za Wisłą jestem, ale kiedyś to za Cracovią byłem". A ja mu na to: "To weź ****a spierdalaj". - Wiśle chodzi o osoby, które teraz są "ważne" na Cracovii, nie o szarego kibica - uważa Craxa. - Zwykły chłopak z osiedla nikogo nie interesuje! Teraz chuliganka w Krakowie to interesy. A interesy wszędzie są takie same... - Interesy, owszem są u nas lepsze - potwierdza Jarek, kibic Pasów. - Ale Wisła sama z nami robi interesy. Najpierw się robi interesy, później walczy się na sprzęt. Zawsze interesy biorą górę.
"Zawsze i wszędzie policja ... będzie"
Jedno "jednoczy" kibiców - wojna z policją. - Policji nienawidzę, bardziej nawet niż kibiców Cracovii - mówi z przekonaniem Vasquez. - Wolałbym policjanta kopnąć. To oni wywołują zadymy. Prowokują nas głupimi zachowaniami. Na dwa lata dostałem zakaz stadionowy za burdy z policją. A tak właściwie to nic nie zrobiłem. - Nieraz od nich dostałem. Jeszcze mam ślad na plecach po gumowej pale - denerwuje się Marek. - Albo robią zdjęcia, które w szkole na tablicy wieszają. Żeby wszyscy wiedzieli, że za Wisłą jestem. A cała szkoła Cracovii kibicuje. - Patrole dopierdalają się do nas o byle co - twierdzi Jarek. - Choćby siedzenie na osiedlu, stanie w jakimś miejscu w kilka osób. - Nieraz zostałem spałowany przez policję zupełnie bez powodu. Chyba tylko dlatego, że jestem kibicem - mówi Helios z Cracovii.
"Fan, fan! Chuligan!"
Marek nie pamięta już, ile razy w bójce oberwał, a ile razy kogoś "pociął". Z dumą pokazuje wielką bliznę na głowie - pamiątkę po tym, jak dostał obuchem siekiery. - Jakiś czas temu, jak dorwaliśmy gościa z Cracovii, to mu kosami całą d*** pocięliśmy. Taką grubą drewnianą belką z osiem razy po głowie dostał, zanim się złamała. A gość nic, dalej stał. Kumpel go jeszcze tasakiem rąbał, ale mu zeszło i kolegę w rękę trafił. Wszystkie ścięgna mu poprzecinał - opowiada. - Jasne, że ważne jest jak gra drużyna, ale tak naprawdę chodzi o bitkę. Na początku strasznie mnie to jarało. A teraz nie rusza mnie to, jak dostaję w........ Morda nie szklanka. Jedyne, o co się martwię, to rodzina. Jak jadę gdzieś z matką, to ona siedzi w jednym wagonie, a ja w drugim. - Satysfakcja i idea, można to nazwać próbą pokazania kto lepszy, sławieniem klubu - mówi Craxa. - Nikt tego nie zrozumie, dopóki w tym nie uczestniczy, nie wciągnie się w miłość do klubu. Bo jest to miłość specyficzna, nie jak do drugiego człowieka. Czasem nawet głębsza. Patrząc na Marka i jego kolegów nikt by nie pomyślał, że mogą być brutalni. Czy nie czują wyrzutów sumienia, że krzywdzą drugiego człowieka? - Czasem, jak kogoś kłujemy, to tak - przyznaje Marek. - Jak kosę dostałem i leżałem w szpitalu, to sobie myślałem, że nikomu tego nie życzę. Trochę się boję, żeby kogoś nie zabić. Ale na pięści jak się biję, to nie mam wyrzutów. Jak nie ja jemu, to on mi najebie. - Ból uszlachetnia! - mówi Craxa. - Jeśli ktoś się boi, zawsze może się zająć czymś innym! Ryzyko jest wkalkulowane. - Nie mam zamiaru skrzywdzić kogoś niewinnego, kto nikomu nie kibicuje - twierdzi Jarek. - Natomiast walka z wiślakami to dla mnie codzienność. Z początku - dawno temu - były wahania, ale po czasie to mija. - Każdy sobie zdaje sprawę, że jak się jest chuliganem, to ma się wrogów - mówi Cienki. - Ja nawet do kościoła chodzę z jakimś ostrym narzędziem. Teraz też - przyznaje i wyjmuje spod kurtki rzeźniczy tasak. - Zdarza się, że go używam, ale tylko w obronie własnej.
"Święta wojna niech trwa, aż do śmierci ostatniego psa"
Na jeden krótki moment pojawiła się nadzieja, że topór wojenny między wrogimi ekipami zostanie zakopany. Po śmierci Papieża kibice ogłosili rozejm. Nie na długo. - Zgoda po śmierci Papieża była OK. Wiadomo, w czasie żałoby to było dobre. Ale od początku było jasne, że to tylko chwilowe zawieszenie broni - uważa Vasquez. - Dawałem 48 godzin, że zgoda się utrzyma. Między kibicami jest to możliwe. Ale między chuliganami - nigdy. Nie wyobrażam sobie stanąć koło kogoś, kto mi wcześniej kosy żenił - mówi Cienki. - To była taka zgoda, że tego samego dnia, jak wracałem po mszy na Kałuży, to butelką dostałem po głowie - opowiada Marek. - Zgoda była ustalona przez Jude Gang i Sharks do czasu pogrzebu Papieża - mówi kibic Cracovii, Paweł. - Media zrobiły z tego wielkie halo! Najpierw o pojednaniu, a potem o niesłowności kibiców. Tylko że nikt nie mówił, że będzie pojednanie na zawsze. - Jednoczyć chcieli się "frajerzy" - mówi Jarek. - Od początku było wiadome, że to jest na dzień, dwa. Wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie, bo nikt z nas tego nie chce!
"Za Wisłę, za nasz TS pójdziemy aż po życia kres"
Marek właśnie kończy rekonwalescencję. Tydzień spędził w szpitalu, a miesiąc w domu na zwolnieniu lekarskim. - Na dyskotece dostałem. Dymy miałem z jednym typem i jego kolega mi kosę w plecy ożenił. Cudem przeżyłem. Krew bluzgała na wszystkie strony. Taką miałem dziurę, że całe jelita było widać - opowiada i z dumą pokazuje zaszytą dziurę w kurtce. Czy było warto? Narażać własne zdrowie, ryzykować życie? - Pewnie, że warto - mówi. - Za Wisłę mogę życie oddać. Za klub, nie za kolegów. Dla mnie na pierwszym miejscu jest Wisła, na drugim matka, a na trzecim dziewczyna i dziecko. - To jest jak krucjata - wyjaśnia Piotrek. - Jak się bijesz, czujesz w sobie siłę całej ekipy. Jakaś pierwotna, prymitywna siła tobą kieruje. - W pewnym sensie już oddałem swoje życie klubowi - mówi Cienki, i podciąga rękaw bluzy. Na całym przedramieniu ma wytatuowany wielki napis "Wisła". - Wiem, że mógłbym za nią umrzeć, bo już nieraz stawałem twarzą w twarz ze śmiercią. Nie czuję strachu i jakby było trzeba, tobym sam poszedł nawet na trzydziestu. Lubię się bić i czuję satysfakcję, że mogę sprawić ból wrogowi. Ale nie chodzi o to, że to jest fajne, czy że sprawia przyjemność, tylko o to, kto rządzi. Chuligani są po to, żeby się przeciwstawiać innym klubom. To trochę jak w grze komputerowej, tylko że tu masz jedno życie...
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
sagat 14,to ten imbecyl farciarz z ich forum.Co zakłada jeszcze różne profile na temat Wisły.Bo o swoim klubiku nie ma co pisać.Nawet na ich forum,pisali mu ,że jest debilem.Widać,że od małego był bardzo krzywdzony przez Wisłę,a jedyna rzecz na jaką stać tego łba to pisanie w sieci.Pisz dalej,będzie śmieszniej i tak ci to nic nie da,żyj w przekonaniu,że tymi bzdurami coś zmienisz.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Czyli godzina milicyjna trwała od 1945 do 1989 ?? Wy tam dobrze ładujecie ten mefedron, wariatki.CracoviAw pisze: 17.03.2018, 18:38 Król2002 idże baroku.Nas nie było nikogo nie było było bo była dookoła milicja i godzina milicyjna.Wielki fanie i znawców...
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
jasne w 1906 roku założyły ją komuchy a np przed II W Św stosując "paragraf aryjski" w klubie też rządziły nim komuchy. Od wielu lat Wiślacy organizując dziesiątki imprez Patriotycznych wraz z Klubem robią to bo rządzą nim komuchy!
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Psiak jestem pod wrażeniem Twojej cierpliwości . Ja wiem" Kropla drąży skałę" ale sagat to inny materiał :)
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
parezdan pisze: 19.03.2018, 14:43
Kibicujesz temu, komu kibicują dziadkowie, ojcowie lub koledzy z dzielnicy, jeśli rodzina jest niezainteresowana piłką. Mając kilkanaście lat, przejmujesz wiarę bez żadnego zastanowienia i masz w huju co było kilkadziesiąt lat temu.
Tu sie zgadzam.
Są po obu stronach przypadki, że jakiś młody się przeprowadzał, szedł do innej szkoły, albo idąc do liceum, technikum trafiał na nowych kolegów i zaczynał sympatyzować z przeciwną drużyną.
Tu też ok.
W latach 90 parę jednostek ciągnąc za sobą swoje osiedla przeszło na strone wroga (TS->KS). Jednak to w 99% ludzie mający wyjebane na kibicowanie i kluby, a stronę zmienili z tego samego powodu, z którego teraz WSH z TKWM przerzuciło się na WRWE, czyli dla zadymy i zysku.
Bzdura na resorach
Swoje baśniowe wizje, że lata 80 to wielka, patriotyczna Wisła, z mega bandą, a nagle przychodzą lata 90 i Cracovia z Metalem na czele, biegnącym z wielką siekierą nad głową, za jednym zamachem przerzuca pół Krakowa, biorąc pod skrzydła wszystkich meneli, zdrajców, ćpunów i pijaków, którzy za dragi tną swoich byłych kolegów, możesz wsadzić między bajki.
Bajki nie bajki zależy ile masz lat ?
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Kolego mds, pochodzę ze śródmieścia, a w dorosłość wchodziłem na przełomie lat 90 i 00. I z takiej perspektywy jak to pamiętam, tak piszę.
Nie mam zamiaru wdawać się tutaj w polemikę na temat przerzutów, bo po 1 - były to roczniki o jakieść 10/15 lat starsze ode mnie, po 2 - moja dzielnica, razem z Kazimierzem, w tamtych czasach to była kolebka Cracovii, a wynikało to z urodzenia w konkretnym miejscu. Jedyni znani mi Wiślacy, to była starsza ekipa z gródka, czyli okolic Sebastiana i Sarego, czyli miejsca błędnie uznawanego czasami za Kazimierz. Wtedy byli już nieaktywni.
Kto żył w tamtych czasach i bujał się po rynku ten pamięta, że cała bandyterka, dilerka i złodzieje to była Cracovia. Pozostałe ekipy z KRakowa, też w tamtych czasach chciały być kojarzone z Cracovią. Np. taka firma, do koncertu w Rotundzie nie pamietam kiedy ale jakos w połowie 2000, gdzie poszła spina z J. z Cracovii i okazało się, że nie mają takich pleców w JG jak myśleli, też była za Cracovią. Była niesamowita moda na kibicowanie Cracovii.
Oczywiście Was było więcej w Krakowie i nawet między nami się mówiło, że macie lepszą bandę na ręce. Sława lat 90 długo się ciągnęła za nami, bo jeszcze w połowie 2000, jak już się wyrównało, inne części kraju myślały, że w KRk nic nie znaczycie, czego tak naprawdę nigdy nie było, przynajmniej za moich czasów.
Nie wiem jak to przebiegało dokładnie w hucie. Za moich czasów było już bardzo mocne Oświecenia i inne osiedla, ale znałem ludzi stamtąd tylko z meczów i czasami do nas na melanż przyjechali, do teraz nie znam topografii gdzie co tam sie znajduje itp. Wiem tylko od mojego teścia, stałego bywalca Mozaiki, że o Cracovii na hucie w latach 70/80 się nie słyszało, raczej myślać o Pasach jako snobach z Krakowa, w którym każdy hucianin był może pare razy w życiu, a walka była toczona bardziej między osiedlami.
Nie mam zamiaru tutaj niczego wybielać, tylko wkurwia mnie takie jednostrone myślenie i upraszczanie spraw, które były bardzo złożone. A pisanie o nas jako samych menelach i przerzutach, jest takim samym kłamstwem jak pisanie o Was, że jesteście samymi napływowcami, wieśniakami i ubekami.
Nie mam zamiaru wdawać się tutaj w polemikę na temat przerzutów, bo po 1 - były to roczniki o jakieść 10/15 lat starsze ode mnie, po 2 - moja dzielnica, razem z Kazimierzem, w tamtych czasach to była kolebka Cracovii, a wynikało to z urodzenia w konkretnym miejscu. Jedyni znani mi Wiślacy, to była starsza ekipa z gródka, czyli okolic Sebastiana i Sarego, czyli miejsca błędnie uznawanego czasami za Kazimierz. Wtedy byli już nieaktywni.
Kto żył w tamtych czasach i bujał się po rynku ten pamięta, że cała bandyterka, dilerka i złodzieje to była Cracovia. Pozostałe ekipy z KRakowa, też w tamtych czasach chciały być kojarzone z Cracovią. Np. taka firma, do koncertu w Rotundzie nie pamietam kiedy ale jakos w połowie 2000, gdzie poszła spina z J. z Cracovii i okazało się, że nie mają takich pleców w JG jak myśleli, też była za Cracovią. Była niesamowita moda na kibicowanie Cracovii.
Oczywiście Was było więcej w Krakowie i nawet między nami się mówiło, że macie lepszą bandę na ręce. Sława lat 90 długo się ciągnęła za nami, bo jeszcze w połowie 2000, jak już się wyrównało, inne części kraju myślały, że w KRk nic nie znaczycie, czego tak naprawdę nigdy nie było, przynajmniej za moich czasów.
Nie wiem jak to przebiegało dokładnie w hucie. Za moich czasów było już bardzo mocne Oświecenia i inne osiedla, ale znałem ludzi stamtąd tylko z meczów i czasami do nas na melanż przyjechali, do teraz nie znam topografii gdzie co tam sie znajduje itp. Wiem tylko od mojego teścia, stałego bywalca Mozaiki, że o Cracovii na hucie w latach 70/80 się nie słyszało, raczej myślać o Pasach jako snobach z Krakowa, w którym każdy hucianin był może pare razy w życiu, a walka była toczona bardziej między osiedlami.
Nie mam zamiaru tutaj niczego wybielać, tylko wkurwia mnie takie jednostrone myślenie i upraszczanie spraw, które były bardzo złożone. A pisanie o nas jako samych menelach i przerzutach, jest takim samym kłamstwem jak pisanie o Was, że jesteście samymi napływowcami, wieśniakami i ubekami.
Re: Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
Dolna część Prokocimia zostala tak nazwana przez samego Abaddona,wymalowal nawet takie haslo na szczycie blaszanej elewacji wieżowca w ktorym mieszkał.Jeszcze kilka miesiecy temu bylo dosyc dobrze widoczne,ale zrobiono remont i haselko zniklo. Córka na imię ma Konstancja Cracovia:) Obraz Abaddona na wrzuconym wczesniej filmie ponadczasowy!:)Król2002 pisze: 12.03.2018, 18:59 Kilku chłopaków zafascynowanych swoim Guru zrobiło flagę i z tego co wiem kibice Cracovii nazwali symbolicznie tak niewielką część Prokocimia
