Zajście z pierwszej połowy dobrze pokazane od 2:40 :
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=JLVd63FO2Ac[/youtube]
I jak ochrona nam ściąga flage Orzysz od dołu 0:20
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=mBMr4ggJikE[/youtube]
Rumunia - Polska 11 listopada!!!
Moderatorzy: Automoderation, Zorientowany, LechiaCHWM
-
afterparty
- Posty: 10
- Rejestracja: 11.09.2016, 18:31
Re: Rumunia - Polska 11 listopada!!!
do usuniecia
Ostatnio zmieniony 22.11.2016, 20:51 przez afterparty, łącznie zmieniany 1 raz.
-
starysadeczanin
- Posty: 99
- Rejestracja: 16.08.2014, 19:46
Re: Rumunia - Polska 11 listopada!!!
Smiechu warte to biadolenie Lecha o antypolsolskiej ekipie. juz widze ze wszystkie ekipy jakie pojechaly mialy na glowie walke z WWR. Nie wiem czemu Lech probuje na sile montowac koalicje przeciw nowej koalicji i licza ze wszyscy stana murem za nimi i Łks i pojda lac sie z Ruchem i Widzewem. No ale spieli muskuly WWR nie bylo wiec cala swoja sile mogliscie wykorzystac na Rumunow a wyszlo kiszka bo okazalo sie ze do walki z Romami wiecej checi mial Radomiak czy Stilon niz wielki Lech z Łks.taka prawda.Rechargeable pisze:http://pyrusy.pl/relacje-z-meczow/rumun ... 1-11-2016/
Ciekawa relacja ze strony Lecha.
a tak na marginesie nareszcie na kadrze czuc powrot lat 90 fdgdzie cos sie dzieje
Re: Rumunia - Polska 11 listopada!!!
Już ci raz napisałem w tym temacie.Nie byłeś,to nie komentuj.
-
Ultras Górnik Zabrze
- Posty: 236
- Rejestracja: 12.07.2015, 18:29
Re: Rumunia - Polska 11 listopada!!!
11.11.16 RUMUNIA-POLSKA 0-3
Na wyjazd za reprezentacją Polski do Rumunii zbieramy się w czwartek wieczorem w 16 osób. Zbiórkę zaplanowaliśmy z odpowiednim zapasem czasowym, tak by spokojnie dojechać do Bukaresztu parę godzin przed meczem, a po drodze co nieco zwiedzić. Ostatnie zakupy i ruszamy w bardzo odległą podróż dwoma wynajętymi busami. Bardzo sprawnie dojeżdżamy do granicy węgiersko-rumuńskiej, a mając bardzo dobry czas postanawiamy, że pojedziemy zwiedzić zamek Drakuli w Bran.Wtedy dopiero mieliśmy okazje poczuć trud tego wyjazdu. To co stało się około 15 km przed miejscowością Bran, przerosło Nasze oczekiwania... W busie który jechał jako pierwszy coś zaczęło bardzo hałasować. Podejrzewaliśmy że to problem z układem hamulcowym. Zatrzymaliśmy się po środku lasu na górzystej drodze aby sprawdzić co się stało. Okazało się że lewe tylne koło zaczęło się odkręcać. Próbujemy coś na to poradzić, ale okazuje się że koło jest dobrze przykręcone, a problem jest znacznie poważniejszy niż mogło się wydawać. Zatrzymujemy lokalne samochody z prośbą o pomoc,wówczas podjeżdżają miejscowe psy i dowiadujemy się że ok.7 km od aktualnej lokalizacji jest warsztat samochodowy, gdzie udajemy się z prędkością 10 km/h.Jesteśmy tym faktem załamani a w głowie pojawia się myśl o nie dotarciu na mecz.W warsztacie próbujemy łamanym angielskim wytłumaczyć co się stało, ale niestety rumuński mechanik Nas nie rozumie. Pokazujemy mu żeby wszedł do auta i się trochę przejechał. Mechanik zaczyna cofać, a tylne koło gwałtownie przechyla się do środka. Prawdopodobnie całkowitej awarii uległ wahacz i cudem jest że nic nikomu się nie stało gdy jechaliśmy chwile wcześniej przez kręte górzyste drogi. Mechanik nie chce podjąć się naprawy i zamawia nam lawetę. Dzwonimy do ubezpieczalni oraz wypożyczalni, ale delikatnie mówiąc jesteśmy przez nich zbywani i mają Nas w d**** 1200 km od domu. W tym momencie zaczynamy kombinować co dalej, bo przecież na mecz trzeba zdążyć! Mieliśmy 200 km do stolicy Rumunii i parę godzin do meczu. Miejscowy pokazuje nam gdzie jest dworzec kolejowy i postanawiamy, że 7 osób pojedzie do Bukaresztu pociągiem, a 9 głów załaduje się do sprawnego auta oraz spróbuje się czegoś dowiedzieć o zepsutym busiku.
Ekipa pociągowa czeka ponad godzinę na pociąg do miasta Braszów, by tam przesiąść się do pociągu do Bukaresztu.W oczekiwaniu na pociąg koło Nas biegają bezpańskie psy i owce, a za nimi rumuński najebany Harnaś :-) Ogólnie ta miejscowość to trzeci świat. Rozjebane budynki i najebani miejscowi jeżdżący bryczkami. Jesteśmy już trochę zmęczeni i zmarznięci, ale w końcu na horyzoncie pojawia się pociąg. Po 40 minutach jazdy dojeżdżamy do Braszowa które jest już bardziej cywilizowane od miejsca z którego ruszyliśmy. Z dworca w Braszów najbardziej zapadła nam do głów upiorna muzyka którą można było usłyszeć przed zapowiedzią pociągu.Bilety bezproblemowo kupujemy u konduktora w pociągu a podróż spędzamy na pogawędce z ładnymi dziewczynami z Rumunii. Po blisko 4 godzinach jazdy w końcu dojeżdżamy. Mecz już trwa 15 minut, więc ładujemy się w taksówki i na stadion. Taksówkarze zapierdalają aż miło. W Bukareszcie każdy jeździ jak chce i co chwile tylko słychać klaksony. Jesteśmy na miejscu. Wchodzimy w około 35 minucie, dwóm z Nas udaje sie wejść bez biletu. Spotykamy załogę ze sprawnego busa i mówią nam, że na początku meczu były jakieś przepychanki z Rumunami, ale nic wielkiego bo zabrakło zdecydowania. Pod koniec I połowy miejscowi odpalają race i rzucają je w Nasz sektor. Te które doleciały odrzucamy i tak kończy się pierwsza połowa. Rumunów prawie cały stadion. Koło nas mają dwa młyny (Rapid i Dinamo) na przeciw stoi Steaua i młyn kibiców reprezentacji. Czasami bardzo głośno śpiewali, a największe wkurwienie i szum jest wtedy kiedy Nasz polski sektor śpiewa "Ria ria Hungaria". W drugiej połowie przy Lewandowskim wybucha petarda, ale po paru minutach wraca on do gry. Polacy wygrywają 3:0, a po meczu jesteśmy jeszcze trzymani jakieś pół godziny. Na polskim sektorze zasiada ok.3 tyś Polaków. Z ekip widoczni: Lech Poznań,ŁKS Łódź,Stal Mielec, GKS Jastrzębie, Hetman Zamość,Unia Hrubieszów, Ruch Radzionków,Igloopol Dębica,Czuwaj Przemyśl i pojedyncze osoby z innych ekip.Po meczu wyczerpani i głodni nie znający miasta szukamy Naszego busika przez półtora godziny i gdy go znajdujemy jedziemy na dwie tury do hotelu. Gdy ekipa pociągowa jedzie już do miejsca w którym spędzą najbliższą noc druga grupa w oczekiwaniu urozmaica sobie czas śpiewami. W oczekiwaniu na busa dochodzi do zabawnej sytuacji. gdy jeden Nasz rodak, nie z Naszej ekipy zasnął w McDonalidzie w pomieszczeniu z kulkami dla dzieci i zostaje tam zamknięty, lecz po chwili wraca do swojej grupy.W końcu wszyscy dotarli do hotelu i po ogarnięciu się prawie od razu padają ze zmęczenia.
Następnego dnia wstajemy i kminimy jak wrócić. Wypożyczalnia zapowiedziała że wyśle po Nas busika, który byłby dopiero w niedzielę. Postanawiamy jednak, że 9 osób wraca busikiem, a 7 wraca pociągiem z przesiadkami w Budapeszcie i miejscowości Breclav w Czechach. Ekipa pociągowa ogarnia bilety które warte były (uwaga!) 3050 lejów Rumuńskich (ponad 3000 PLN) i o 13 polskiego czasu ruszamy w 24 godzinną podróż do Naszej Ojczyzny. Dostajemy wahadło smutnych panów, którzy wyczaili Nas na dworcu. Podróż urozmaicamy sobie pijąc trunki alkoholowe,bo co tu robić tyle godzin :) Chyba cały pociąg wiedział, kto się znajduje na pokładzie, bo śpiewów nie brakowało. Musiał też ktoś dać cynka, że w pociągu są Polacy bo na przedostatniej stacji w Rumunii, w miejscowości Arad atakuje Nas ok.30 Rumunów. Niektórzy mieli pałki i od razu wiedzieli, który wagon atakować. U Nas szybkie ogarnięcie, ale niestety bojowo nastawieni obywatele Rumuni zawijają się przed psiarnią, która była wtedy w liczbie dwóch osób, co dla Nas było nie do pomyślenia, że agresorzy odpuścili!Gdy ruszamy dalej widzimy z okien pociągu jak kilka osób wsiada do auta i rusza za nami,My więc dozbrajamy się i okupujemy wejścia do pociągu. Stajemy na ostatniej rumuńskiej stacji, ale nikt nie zaatakował, a na dworcu stały już psy. Po tych przygodach dopijamy co mamy, trochę gawędzimy i zasypiamy. W Budapeszcie mamy od razu pociąg do Czech, więc szybka przesiadka i jedziemy dalej. Zmęczenie i procenty dawały o sobie znać więc prawie do samych Czech smacznie śpimy. Kolejna przesiadka w Breclav i w końcu jedziemy do Polski. Trasa mija sprawnie i o 13:10 jesteśmy w Katowicach, tam ładujemy się do kolejnego pociągu i udajemy się na ligowy mecz Naszej kochanej drużyny która grała o godzinie 15 z Wisłą Puławy.Niektórzy zawitali na stadion nawet nie będąc na chwile w domu!
Pozdrowienia dla wszystkich wyjazdowiczów obecnych w Bukareszcie oraz dla tych którym nie było dane dojechać.
Na wyjazd za reprezentacją Polski do Rumunii zbieramy się w czwartek wieczorem w 16 osób. Zbiórkę zaplanowaliśmy z odpowiednim zapasem czasowym, tak by spokojnie dojechać do Bukaresztu parę godzin przed meczem, a po drodze co nieco zwiedzić. Ostatnie zakupy i ruszamy w bardzo odległą podróż dwoma wynajętymi busami. Bardzo sprawnie dojeżdżamy do granicy węgiersko-rumuńskiej, a mając bardzo dobry czas postanawiamy, że pojedziemy zwiedzić zamek Drakuli w Bran.Wtedy dopiero mieliśmy okazje poczuć trud tego wyjazdu. To co stało się około 15 km przed miejscowością Bran, przerosło Nasze oczekiwania... W busie który jechał jako pierwszy coś zaczęło bardzo hałasować. Podejrzewaliśmy że to problem z układem hamulcowym. Zatrzymaliśmy się po środku lasu na górzystej drodze aby sprawdzić co się stało. Okazało się że lewe tylne koło zaczęło się odkręcać. Próbujemy coś na to poradzić, ale okazuje się że koło jest dobrze przykręcone, a problem jest znacznie poważniejszy niż mogło się wydawać. Zatrzymujemy lokalne samochody z prośbą o pomoc,wówczas podjeżdżają miejscowe psy i dowiadujemy się że ok.7 km od aktualnej lokalizacji jest warsztat samochodowy, gdzie udajemy się z prędkością 10 km/h.Jesteśmy tym faktem załamani a w głowie pojawia się myśl o nie dotarciu na mecz.W warsztacie próbujemy łamanym angielskim wytłumaczyć co się stało, ale niestety rumuński mechanik Nas nie rozumie. Pokazujemy mu żeby wszedł do auta i się trochę przejechał. Mechanik zaczyna cofać, a tylne koło gwałtownie przechyla się do środka. Prawdopodobnie całkowitej awarii uległ wahacz i cudem jest że nic nikomu się nie stało gdy jechaliśmy chwile wcześniej przez kręte górzyste drogi. Mechanik nie chce podjąć się naprawy i zamawia nam lawetę. Dzwonimy do ubezpieczalni oraz wypożyczalni, ale delikatnie mówiąc jesteśmy przez nich zbywani i mają Nas w d**** 1200 km od domu. W tym momencie zaczynamy kombinować co dalej, bo przecież na mecz trzeba zdążyć! Mieliśmy 200 km do stolicy Rumunii i parę godzin do meczu. Miejscowy pokazuje nam gdzie jest dworzec kolejowy i postanawiamy, że 7 osób pojedzie do Bukaresztu pociągiem, a 9 głów załaduje się do sprawnego auta oraz spróbuje się czegoś dowiedzieć o zepsutym busiku.
Ekipa pociągowa czeka ponad godzinę na pociąg do miasta Braszów, by tam przesiąść się do pociągu do Bukaresztu.W oczekiwaniu na pociąg koło Nas biegają bezpańskie psy i owce, a za nimi rumuński najebany Harnaś :-) Ogólnie ta miejscowość to trzeci świat. Rozjebane budynki i najebani miejscowi jeżdżący bryczkami. Jesteśmy już trochę zmęczeni i zmarznięci, ale w końcu na horyzoncie pojawia się pociąg. Po 40 minutach jazdy dojeżdżamy do Braszowa które jest już bardziej cywilizowane od miejsca z którego ruszyliśmy. Z dworca w Braszów najbardziej zapadła nam do głów upiorna muzyka którą można było usłyszeć przed zapowiedzią pociągu.Bilety bezproblemowo kupujemy u konduktora w pociągu a podróż spędzamy na pogawędce z ładnymi dziewczynami z Rumunii. Po blisko 4 godzinach jazdy w końcu dojeżdżamy. Mecz już trwa 15 minut, więc ładujemy się w taksówki i na stadion. Taksówkarze zapierdalają aż miło. W Bukareszcie każdy jeździ jak chce i co chwile tylko słychać klaksony. Jesteśmy na miejscu. Wchodzimy w około 35 minucie, dwóm z Nas udaje sie wejść bez biletu. Spotykamy załogę ze sprawnego busa i mówią nam, że na początku meczu były jakieś przepychanki z Rumunami, ale nic wielkiego bo zabrakło zdecydowania. Pod koniec I połowy miejscowi odpalają race i rzucają je w Nasz sektor. Te które doleciały odrzucamy i tak kończy się pierwsza połowa. Rumunów prawie cały stadion. Koło nas mają dwa młyny (Rapid i Dinamo) na przeciw stoi Steaua i młyn kibiców reprezentacji. Czasami bardzo głośno śpiewali, a największe wkurwienie i szum jest wtedy kiedy Nasz polski sektor śpiewa "Ria ria Hungaria". W drugiej połowie przy Lewandowskim wybucha petarda, ale po paru minutach wraca on do gry. Polacy wygrywają 3:0, a po meczu jesteśmy jeszcze trzymani jakieś pół godziny. Na polskim sektorze zasiada ok.3 tyś Polaków. Z ekip widoczni: Lech Poznań,ŁKS Łódź,Stal Mielec, GKS Jastrzębie, Hetman Zamość,Unia Hrubieszów, Ruch Radzionków,Igloopol Dębica,Czuwaj Przemyśl i pojedyncze osoby z innych ekip.Po meczu wyczerpani i głodni nie znający miasta szukamy Naszego busika przez półtora godziny i gdy go znajdujemy jedziemy na dwie tury do hotelu. Gdy ekipa pociągowa jedzie już do miejsca w którym spędzą najbliższą noc druga grupa w oczekiwaniu urozmaica sobie czas śpiewami. W oczekiwaniu na busa dochodzi do zabawnej sytuacji. gdy jeden Nasz rodak, nie z Naszej ekipy zasnął w McDonalidzie w pomieszczeniu z kulkami dla dzieci i zostaje tam zamknięty, lecz po chwili wraca do swojej grupy.W końcu wszyscy dotarli do hotelu i po ogarnięciu się prawie od razu padają ze zmęczenia.
Następnego dnia wstajemy i kminimy jak wrócić. Wypożyczalnia zapowiedziała że wyśle po Nas busika, który byłby dopiero w niedzielę. Postanawiamy jednak, że 9 osób wraca busikiem, a 7 wraca pociągiem z przesiadkami w Budapeszcie i miejscowości Breclav w Czechach. Ekipa pociągowa ogarnia bilety które warte były (uwaga!) 3050 lejów Rumuńskich (ponad 3000 PLN) i o 13 polskiego czasu ruszamy w 24 godzinną podróż do Naszej Ojczyzny. Dostajemy wahadło smutnych panów, którzy wyczaili Nas na dworcu. Podróż urozmaicamy sobie pijąc trunki alkoholowe,bo co tu robić tyle godzin :) Chyba cały pociąg wiedział, kto się znajduje na pokładzie, bo śpiewów nie brakowało. Musiał też ktoś dać cynka, że w pociągu są Polacy bo na przedostatniej stacji w Rumunii, w miejscowości Arad atakuje Nas ok.30 Rumunów. Niektórzy mieli pałki i od razu wiedzieli, który wagon atakować. U Nas szybkie ogarnięcie, ale niestety bojowo nastawieni obywatele Rumuni zawijają się przed psiarnią, która była wtedy w liczbie dwóch osób, co dla Nas było nie do pomyślenia, że agresorzy odpuścili!Gdy ruszamy dalej widzimy z okien pociągu jak kilka osób wsiada do auta i rusza za nami,My więc dozbrajamy się i okupujemy wejścia do pociągu. Stajemy na ostatniej rumuńskiej stacji, ale nikt nie zaatakował, a na dworcu stały już psy. Po tych przygodach dopijamy co mamy, trochę gawędzimy i zasypiamy. W Budapeszcie mamy od razu pociąg do Czech, więc szybka przesiadka i jedziemy dalej. Zmęczenie i procenty dawały o sobie znać więc prawie do samych Czech smacznie śpimy. Kolejna przesiadka w Breclav i w końcu jedziemy do Polski. Trasa mija sprawnie i o 13:10 jesteśmy w Katowicach, tam ładujemy się do kolejnego pociągu i udajemy się na ligowy mecz Naszej kochanej drużyny która grała o godzinie 15 z Wisłą Puławy.Niektórzy zawitali na stadion nawet nie będąc na chwile w domu!
Pozdrowienia dla wszystkich wyjazdowiczów obecnych w Bukareszcie oraz dla tych którym nie było dane dojechać.
Re: Rumunia - Polska 11 listopada!!!
ekipa (L) w Rumunii https://www.youtube.com/watch?v=RH1GoIxLjvQ
