glwtrcd pisze:Moze ktos opisac turniej w Bialymstoku bodajze w 1999r. Ciekawie tam bylo Legia, Widzew, Wisla i Motor ponoc dochodzi do ciekawych bitew tam?
Opis Wiślaka krążący po necie
Turniej kibiców w Białymstoku - styczeń/luty 1999 bodajże
Lata 1997/99 były dla mnei dośc ciężkie. Po sielance jaka towarzyszyła ukończeniu szkoły średniej, maturze i temu podobnym zaczęły się schody.
AGH
Tutaj nauka wyglądała już nieco inaczej więc i mój życiorys stracił nieco kolorytu.
Niejdeną noc trzeba było prześlęczeć i nie raz stawić się na egzaminie by w końcu łaskawa pani profesro wpisała cokolwiek dobrego w indeksie. Skończyły się wyjazdy w weekendy, które zostały zastąpione całosobotnim na przykład rysowaniem jakiegoś przyjebanego schematu.
Pierwszy rok jakoś tam udało sie przelecieć bez większych zgrzytów. schody zaczęły się na drugim.
Na koniec trzeciego semestru zdarzyło sie mieć niemal nóż na gardle.
Jakos tak pod koniec stycznia odebrałem zaliczenie z "wytrzymałości materiałów" i pozostał z tego przedmiotu egzamin. Choć to nie na temat to wsponę jadnak z sentymentu do tego wykładowcy że zaliczenie zdobyłem rzucając na punkty w jego gabinecie lotkami do tarczy wraz z trzema kolegami.
Jak Boga kocham.
ale to nei pierszy i nie ostatni popis tego pana. Zainteresowanym służę nazwiskiem na priv, może się komuś przydać
Wracam do tematu bo mało kogo interesuja moje prywatne perypetie.
Egzamin wypadłw piątek późnym popołudniem.
Rano gdy powtarzałem po raz dziewięćdziesiąty siódmy materiał i gdy ściągi zaczęły juz wyglądac tak jak powinny zadzwonił telefon:
- sie ma, hipis z tej strony !
Już mi się chcialo smiać gdyż charakterysyczny białostocki akcent powoduje że przedstawiać się nei trzeba a do tego typowy freestyle narąbanego Hipisa to coś tak niepowtarzalnego ze pomylić się nie można 9swoja droga ciekawe że podczas siedmioleniej znajomości dostałem od niego ze sto telefonów a trzeźwego usłyszałem dopiero pierwszy raz około 3 tygodni temu).
-przyjeżdżasz do nas na turniej?
-kiedy? ja nic nie wiem (przez tą pojebaną uczelnię straciłem w zimie kontakt z kumplami z Wisły)
-noo..jutro, znaczy się jedziecie już dzisiaj
-?
Skonfrontowalem nowo nabytą wiedzę telefoniczną z kumplem i stworzyłem dylemat: egzamin czy wyjazd do ekstra znajomych?
Zbiórka kolo 19 na głównym.
Tutaj jednak okazało się że to "około' było decydujące. Tak jak ja zrozumiał to jeszcze jeden kumpel a reszta wyruszyła 20 minut wcześniej pośpiechem do Warszawy.
Na szczęście połączenie z Warszawą mamy niezłe i załadowaliśmy się w express który gdzieś na trasie zostawił w tyle pośpiech z resztą ekipy.
Do stolicy przybyliśmy więc wcześniej od nich.
Spotkalismy kumpla z Lechii, który miał z nami gościnnie tam się wybrać gdyż Gdańszczanie nie brali udziału w tym turnieju.
Jakiś posiłek, sprawdzenie rozkładów jazdy i stoimy na peronie skąd odchodzi pociąg do Białegostoku (coś 22-23), reszta powinna dotelepać się za chwilę.
Telefon
-nooo, nas kanar wyjebał na jakimś zadupiu z pośpiecha, więc się trochę spóźnimy
-ekstra-pociąg do Bialego zaraz odjeżdża
Tak więc pożegnaliśmy pociąg i zostaliśmy na pustym peronie.
Widzimy w końcu watachę 40 naszych którzy przybyli jakimś żółtkiem (osobówką)
Braklo parę minut.
Sprawdzenie rozkładu jazdy - kolejny na wschód coś w środku nocy (2-3).
Super.
Warsaw by night...będąc szczerym to Centralny by night bo za zimno było by się gdziekolwiek poza wypuszczać.
Każdy sobie rzepke skrobie, choć w większośći zabawiamy się w dużej poczekalni w agroturystykę i spędzamy czas z miejscowymi bezdomnymi.
Skoro tak się zaczyna to potem może być już tylko lepiej.
Ten slogan jeszce towarzyszly mi w drodze na peron.
Potem powoli zamierał wraz z przedłużającym się oczekiwaiem a w końcu prysł niczym Kulczyk z Polski wraz ze sprawdzeniem rozkładu.
Ten pociag nie jeźdzł w tych dniach - kolejny o 5 czy 6 rano.
Centralny by night częśc druga.
Na prawdłowośc tego drugiego pociagu wskazywała poranna wizyta na dworcu kilkudziesięcioosobowej ekipy Legii....spokojnie spokojnie...też byli zaproszeni na turniej więc spokój.
Razem ładujemy się do pociągu w którym jedzie już około 20 osobowa (tak pamiętam ale moge się mylić) grupka Widzewa Łódź.
Jeszcze wizyta policji na peronie gdyż jednemu z Krk włączyła się fantazja i wyjebał z pistolet gazowego na peronie. Nie mam pojęcia po co ... psy łyknąły że była to petarda.
Łyknąęły też na piękne oczy że wszyscy mamy bilety.
Kanar niestety w drodze na pękne oczy nie chciał już wierzyć a pokazać mu bileów nie byliśmy w stanie bo przecież nikt ich nie miał.
Jakoś jednak rozesżło się po kościach..gdzieś tam po drodze niby przyleciała policja wraz z sokami (Służba Ochrony Kolei) ale chłopy odpuściły...po pierwsze zdziwieni niecodziennym widokiem ekipy stu osób w szalikach Widzewa, Legii, Wisły a po drugie realną możliwością że ich interwencja skończy się wizytą w ich miasteczku tejże bandy.
Tak więc z pełną kulturą docieramy do mekki polskiego spirytusu.
Z dworca wszytskich odbiera Jagiellonia.
Docieramy na halę gdzie zajmujemy swoje sektory oraz opanowywujemy barek.
Losowanie, mecze.
Rozkładów meczy nie pamiętam.
Skład na trybunach
Trybuna nr 1 z jednej strony boiska to Legia (40-60 konkretnej ekipy w tym Teddy Boys), Motor (chyba cos koło 20), Widzew (równiez koło 20 Destro), chyba ktoś z Sosnowca - nie pamiętam.
Potem zakręt
Za bramka na trybunce my (wpierw 40, potem kilkunastu gdyż reszta grała w piłkę lub balowała w barku) oraz kilakdziesiat osób z Jagielloni.
Potem znów zakręt i z drugiego niż Legia boku boiska reszta Jagielloni (cięzko ocenić ile ale ze 150, może dwie paki).
Czwartej trybuny nie ma gdyż na przeciw nas, za druga bramka jest ściana.
Toczą się mecze w miarę w spokoju.
Nasi radzą sobie nadzwyczaj dobrze wraz z Białostoczanami, którzy wystawiają dwie drużyny.
Ja pomimo zabranej torby z ekwipunkiem nie gram gdyż zbyt dużo znajomych przyszło z Bialegostoku i było z kim i o czym gadać. A moze po prostu jestem za słaby
Sielanka oczywiście musiała zostać przerwana.
W pewnym momencie na trybunce Jagi po naszej lewej ktos zaczął obrażąc grających Legionistów.
W tej chwili trybuna po naszej prawej zagotowała, ruszyli Legioniści, z nimi ruszył Widzew i mozę ktoś z Motoru (tak to wyglądało z mojej perspektywy choć później się tego wypierali - nie wiem kto miał rację) - na pewno faktem jest że spora część Jagi niestety się zerwała z naszego sektora, u nas też lipa gdyz większość na parkiecie lub w barku. Wjechano w nas jak w masło. Ktoś tam próbował się postawić, nawet wyjmując chyba jakiś wspomagacz z jednej torby ale spotkanie zdominowała Legia. w tej chwili reszta naszych chłopaków zaczęła się ładować z boiska na trybuny oraz przyleciała czołówka Jagi z barku oraz reszta naszych.
Chwila niepokoju i mogło się skończyć różnie ale na szczęście dla całości turnieju ktoś rozsądny zaczął nad tym panować.
Tyle że do końca turnieju już mijaliśmy się z Legią, Motorem i Widzewem patrząc na siebie niechętnie (a nie takie cele mają takie turnieje - tymbardziej że atmten miał niby trochę scalić uklad na reprezentację).
W finale turnieju przegraliśmy z niepokonaną tego dnia Jagiellonią.
Potem wspólna "biesiada" w jednym dużym pomieszczeniu.
Każdy mial darmowych kilka lanych piw oraz jakiś posiłek choć nie pamiętam co.
Wieczorkiem rejony opuszcza Legia, Motor oraz M. z Lechii który twierdzi że jak nie pojawi się na porannym treningu boksu kibiców Lechii to będzie miał przejebane
My lądujemy w jakiejś knajpie z Jagiellonią i z Widzewem.
I to nie było rozsądne posunięcie biorąc pod uwagę szczególnie fakt po co tam poszliśmy = pić.
Ja w tamtym okresie przez spory okres byłem stuprocentowym abstynentem (gdzie zgineły te piękne ideały ?) więc widzę dobrze co się święci.
W międzyczasie poznałem słynną wtedy Anię z Widzewa, która notabene jest moją b. dobrą koleżanką do dziś dnia. Jako że byłem jedynym niepijanym w knajpie rozmowa była całkiem sensowna. Niestety wśród pozostałych osób stosnki na linii RTS-TS nie układały się najlepiej. Apogeum osiągnięto gdy wskutek wysokiej temperatury jeden z Łodzian ściągnął bluzę i odsłonił koszulkę Widzewa.
Na jednego z moich kolegów biało-czerwona koszulka podziałała jak przysłowiowa czerwień na byku i doszło do rękozcynów. Tutaj stroną słabszą był Widzew.
Jako że w kanjpie zaczęło być ciasno dla trzech ekip wysypaliśmy się na zewnątrz. Widzew trochę z boku, my ofensywnie na nich a pomiędzy prowadząca rokowania o spokój Jagiellonia.
Koniec końców ustalono że Widzew opuszcza imprezę i jedzie na dworzec gdyż mają i tak za niedlugo pociąg.
W kanjpie zostajemy z Jegiellonią, wiekszość najebana, ja pozbawiony sympatycznej towarzyszki rozmowy zaczynam wybrzydzać gdyż nie mam co robić. Sprawdzam połaczenie pociągowe telefonicznie i dowiaduję się że mam jakiś nocny pociąg do Warszawy za godzinkę.
Postanawiam wracać sam gdyż powoli już byłem zmęczony.
Jeden jedyny szkopuł ze tym pociągiem będzie odjeżdżać również Widzew.
Trudno.
Hipis oczywiście nie chce mnie puścić z Białegostoku a już napewno nie samego z nimi ale stawiam na swoim.
Jakoś mam dobre przeczucia a najwyżej dostanę po zębach za wydarzenia z knajpy.
Na dworcu dolączam do zdziwionego Widzewa i ładuje sie z nimi do pociągu.
Zachowują się ok czego się spodziewałem, choc może było to spowodowane wyraźną postawą Anki, która szacunek u nich jakiś tam ma (ponad 100 wyjazdów).
Tak więc w pociągu sobie rozmawiam z nimi o Łodzi, Krakowie...hehe tematy podobne i wspólne akcenty.
Zabawne było ciągle spoglądnie przez Widzewiaków na moją torbę. W końcu sie spytałem co tak lukają bo juz zacząłem snuć przypuszczenia że może mają chrapkę na coś. Okazał sie jednak że myśleli po prostu że wracam z całym sprzetem (bojowym) Wisły bo na hali widzieli ze ktoś od nas dobywa właśnie z torby sprzęt.
Rozczarowałm ich pokazując spodenki, buty, podkoszulkę, ręcznik itd...
Oczywiście sielankę musi przerwać kanar (co za k...a zawód), gdzieś po środku drogi między Bialymstokiem a Warszawą przyłazi i pluje się o bilety których nikt znów nie ma.
Tym razem jest gorzej niż rano bo jest już 5 razy osób mniej, na jakiejś stacji czeka też policja.
Spogladamy za okno, 4 rano, zima, jakaś wiocha na Mazurach czy Mazowszu (nie za bardzo czaję tamte klimaty), na zewnątrz śnieżyca...nigdy nie wyjdę z tego pociągu.
Sytuację rozladowuje jeden z Widzewiaków, który ściąga buty, rozkłada się na siedzeniu i z rozbrajającym uśmiechem stwierdza:
-a pisz pan k...a kredytowy, tylko nie tu, na pierwszą klasę, a co?
Pociąg na szczęście rusza zostawiając w tyle polarnych policjantów a kanar zaczyna sie abwić w wypisywanie biletow kredytowych.
Osamotnionemu, bez pomocy policji nie przychodzi mu to tak łatwo i w sumie spokojnie kołujemy go tak że min ja dojeżdżam znów do Warszawy gratis.
Tutaj chwila obawy bo jeszcze w Bialymstoku podczas spinek z Widzewem snuliśmy przypuszczenia że pwenie Widzew zadzwoni do Legii (tak zrobili) i opowie jak nie fair się zachowaliśmy a Legia wiedząc że nia mamy innej możliwości powrotu niż przez Warszawę i dodatkowo bogaci w wiedzę ilu nas jest poczeka sobie na nas).
Legii jednak nie było, ja pożegnałem się z nowymi znajmomymi z Łodzi i wysiadłem-pociąg jechał dalej do Łodzi.
Za jakąś godzinkę pociąg do Krk.
W przedziale zasypiam i budzę się w zaśnieżonym Krakowie w niedzielę rano.
W domu standardowe pytanie
-jak tam egzamin w piatek i jak tam w Zakopanym?
hehe dobzre to wymyśliłem w piątek...zadzwoniłem do starszej i powiedzialem ze tuż po egzaminie jadę ze znajomymi do Zakopca
-nooo w miarę...chyba
Epilog był taki że brak obecności na tym egzaminie była gwoździem do trumny a raczej do mojego kształecenia na AGH.
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i teraz tego za bardzo nie żałuję...nadrabiam powoli.
Reszta Wisły wracała jeszcze dziwniejszymi trasami, gdzies przez Iławę i dopiero potem przez Warszawę czyli zwiedzili z 15 procent więcej Polski ode mnie.
Po drodze na jakiejś stacji złapali jakichś typów z Lecha i trochę z nimi "porozmawiali" pozbywając szali.