
CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Moderatorzy: Zorientowany, LechiaCHWM
-
- Posty: 115
- Rejestracja: 25.04.2014, 13:15
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
mogłes wpisać się ze swojego konta a nie zakładać nowe i nam tu mydlić oczy jak to kilka lat czytasz forum...
zaraz się dowiemy że Radzionków w czasach ekstraklasy trząsł całym Śląskiem
może i ciut lepiej się prezentował niż teraz Podbeskidzie ale to wciąż ta sama niziutka półka, więc nie wiem co tu chcecie udowodnić
zaraz się dowiemy że Radzionków w czasach ekstraklasy trząsł całym Śląskiem
może i ciut lepiej się prezentował niż teraz Podbeskidzie ale to wciąż ta sama niziutka półka, więc nie wiem co tu chcecie udowodnić
-
- Posty: 2
- Rejestracja: 27.08.2014, 11:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Tyle że my mniej lub bardziej kontrolujemy 2 bytomskie osiedla i swoje miasto ( poza dzielnicą Rojca bo tutaj słusznie przyznać trzeba, iż jest tam od kilku lat praktycznie tylko Polonia. ) Obiektywizm prosta rzecz.
Inna sprawa jest taka że Podbeskidzie jest dzisiaj na fali wyniku sportowego a my stoimy najniżej od lat. W ekstraklasie przypominam, że na Narutowicza chodziło po 10 - 12 tys. ludzi i grupa działająca kibicowsko, może i nie była czołówką, dopiero uczyła się fachu z uwagi na wciąż rozwijający się ruch kibicowski w Radzionkowie, za to działała na miarę swoich możliwości i awantury na osiedlach w dniu meczu to była norma. Z resztą były to inne czasy. Ciężko obie sytuacje porównywać gdyż wiele czynników ma na to wpływ.
Inna sprawa jest taka że Podbeskidzie jest dzisiaj na fali wyniku sportowego a my stoimy najniżej od lat. W ekstraklasie przypominam, że na Narutowicza chodziło po 10 - 12 tys. ludzi i grupa działająca kibicowsko, może i nie była czołówką, dopiero uczyła się fachu z uwagi na wciąż rozwijający się ruch kibicowski w Radzionkowie, za to działała na miarę swoich możliwości i awantury na osiedlach w dniu meczu to była norma. Z resztą były to inne czasy. Ciężko obie sytuacje porównywać gdyż wiele czynników ma na to wpływ.
-
- Posty: 209
- Rejestracja: 26.07.2013, 12:55
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Żeby porównywać Podbeskidzie z Ruchem trzeba mieć nierówno pod sufitem. Wystarczy przypomnieć mecz Podbeskidzie-Wisła, albo wypady 3 osobowe BKS-u na stadion Podbeskidzia.
"Papieros parzy dłoń i budzi żal
Na peronie siedzę sam
Oglądam sterty tych starych zdjęć, ten peron dobrze
mnie już zna
Pociąg zabiera co dzień bliską twarz
Tutaj tłoczą się, tu mówią - "tam to jest życie i czar", Tu się handluje Ojczyzną co dnia!"
Na peronie siedzę sam
Oglądam sterty tych starych zdjęć, ten peron dobrze
mnie już zna
Pociąg zabiera co dzień bliską twarz
Tutaj tłoczą się, tu mówią - "tam to jest życie i czar", Tu się handluje Ojczyzną co dnia!"
-
- Posty: 347
- Rejestracja: 30.03.2014, 13:11
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Cidry są jakie są,ale jednak to kibicowska liga wyzej niz Podbeskidzie
Z klubu prekursorów polskiego ruchu kibicowskiego
-
- Posty: 17
- Rejestracja: 13.02.2010, 14:34
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Panie glos rozsadku...ku*** mac..was tam naprawde pojebalo,albo co.W czasach tych tysiecy na radzionkowie bylo pol Bytomia na trybunach,w tym i ja i wierz mi ze sciskalem tez,bo nikt was niemial za wrogow,tak jak szombrow w koncowce lat 80 tak wy jak i oni sami sie o to prosiliscie,jaka chuliganka was dotyczy?Dwoch moich kumpli siedzialo za sedziego za wasz mecz bo frajer drukowal,i wkurwil,dostal po ryju na parkingu i sie leb rozjebal a inna byla gadka..he..a to sa POLONISCI,W CZASACH 3 LIGI WASZEJ,potem dopiero cos tam u was zakielkowalo,
-
- Posty: 256
- Rejestracja: 21.12.2012, 12:57
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Otóz to! Moim zdaniem gdybyśmy dziś mieli takie realia jak wtedy, to dziś Podbeskidzie prezentowałoby ówczesny poziom Ruchu R. To tylko moje spekulacje, ale myśle że całkiem prawdopodobneGłos_rozsądku pisze:Inna sprawa jest taka że Podbeskidzie jest dzisiaj na fali wyniku sportowego a my stoimy najniżej od lat. W ekstraklasie przypominam, że na Narutowicza chodziło po 10 - 12 tys. ludzi i grupa działająca kibicowsko, może i nie była czołówką, dopiero uczyła się fachu z uwagi na wciąż rozwijający się ruch kibicowski w Radzionkowie, za to działała na miarę swoich możliwości i awantury na osiedlach w dniu meczu to była norma. Z resztą były to inne czasy. Ciężko obie sytuacje porównywać gdyż wiele czynników ma na to wpływ.
-
- Posty: 177
- Rejestracja: 29.05.2014, 16:13
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Atak Odry Opole podczas meczu ze Śląskiem
https://www.youtube.com/watch?v=s4NUSZiDM-4
https://www.youtube.com/watch?v=s4NUSZiDM-4
-
- Posty: 85
- Rejestracja: 21.11.2013, 21:40
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=T4Zv36LNuGc[/youtube]
„Qui seminat inquitatem, meter mala”
-
- Posty: 177
- Rejestracja: 29.05.2014, 16:13
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Słynny "Nosol" z Arki Gdynia :


-
- Posty: 24
- Rejestracja: 03.03.2007, 20:44
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Tak. Uszol wyprowadzany przez angielskie psy z Wembley jakieś 16-17 lat temu.marinarz pisze:to żaden Nosol
A ten Twój to Uszol z Lecha
Nie kradnij, rząd nie lubi konkurencji!
-
- Posty: 134
- Rejestracja: 26.02.2007, 20:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Anglia-Polska w 1999r
-
- Posty: 12
- Rejestracja: 25.04.2012, 11:17
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ja nie potrafie juz czytac tych fanaberi kibicow PB. Gdziekolwiek mowa o RR tam nieaktywni w zadnym innym temacie bytomscy fani nagle dostaja internetowego kopa na 'sprostowanie sytuacji'. Ciagle pisze sie o konfidentach z Radzionkowa, zawsze autorami tych wyppwiedzi sa niebiesko-czerwoni, ktorzy chyba niejako chca zatuszowac lub zapomniec sprawe duzo swiezsza jak mr. Kopciu, ktory to jeszcze niedawno byl nr. 1 w bytomskich szeregach. Nie uwazam ,ze stereotyp towarzyszacy Cidrom wytworzyl sie bezpodstawnie, ale badzmy, ku***, obiektywni choc troche.
-
- Posty: 557
- Rejestracja: 23.04.2011, 14:24
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Nie wiem co chciałeś osiągnąć tym wpisem ,ale tylko się ośmieszyłeś.W przeciwieństwie do wielu ekip na Polonii obojętnie kto by to nie był ,a swoimi czynami zasłużył na takie miano był kasowany z automatu.Natomiast w większości ekip toleruje się takich typków , bo to koledzy , bo coś tam potrafią , bo mają wpływy itp.Nie musisz odpisywać.lonsderty pisze:Ja nie potrafie juz czytac tych fanaberi kibicow PB. Gdziekolwiek mowa o RR tam nieaktywni w zadnym innym temacie bytomscy fani nagle dostaja internetowego kopa na 'sprostowanie sytuacji'. Ciagle pisze sie o konfidentach z Radzionkowa, zawsze autorami tych wyppwiedzi sa niebiesko-czerwoni, ktorzy chyba niejako chca zatuszowac lub zapomniec sprawe duzo swiezsza jak mr. Kopciu, ktory to jeszcze niedawno byl nr. 1 w bytomskich szeregach. Nie uwazam ,ze stereotyp towarzyszacy Cidrom wytworzyl sie bezpodstawnie, ale badzmy, ku***, obiektywni choc troche.
Kibice.net -siedlisko wszelakiego zła.
-
- Posty: 2547
- Rejestracja: 07.05.2011, 22:19
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Trochę wspomnień Pietrucha z AG ( pisownia oryginalna )
Tak po czasie sobie przypomniałem że w tych swoich najlepszych meczach-przeżyciach zapomniałem napisać o Stoczniowiec - Cracovia.
Pamiętam jak dzisiaj,że po selekcji Zbigniewa na Wzgórzu wsiadło nas do skm-ki 133 osoby+25 osób które przyjechały z Cracovii.Skład bardzo doborowy.Kilku małolatów i zwykłych fanów zostało niestety na Wzgórzu,ale może to i w sumie dobrze dla nich?Wszakże wojna była przednia.Standardowe kasowanie barw już od Sopotu,aczkolwiek tym razem mniej tego wpadło bo to był hokej a nie mecz Lechii, więc jechali tam od nich też kumatsi a ci wiedzieli,że mogą się na nas naciąć w skm jadącym od strony Gdyni.Pamiętam jednak,że jak my wysypaliśmy się z kolejki na Przymorzu to kilka sekund później przyjechała skm od strony Gdańska Głównego.Nią już przyjechali Lechiści i mieli niemiłą niespodziankę tuż po opuszczeniu składu.W pamięci została mi też budowa zaraz po wyjściu ze stacji i ten cały sprzęt który z niej zabraliśmy.Bieg pod halę Olivia tam stało z dobre 200 Lechii,może więcej i jazda w nich.Pamiętacie jak ganialiśmy ich aż dookoła MC Donalda koło Olivii?W pamięci zapadł mi moment jak SZ z Pustek z jeszcze kimś od nas ciągnęli typa z Lechii za nogi w jedną stronę a Lechia która już zdążyła uciec przez drzwi na halę ciągnęła go w drugą.Myślałem,że się biedak przepołowi:)Poszło wtedy trochę szali Lechii,ale od nas a konkretnie Cracovia też miała jakieś straty,chociaż nasze zwycięstwo było bezdyskusyjne.Pamiętam jak już na hali z krzesłami w rękach z M z Dąbrówki wbiegliśmy za daleko w ich trybuny i zaczęli tłuc nas pasami po głowach i musieliśmy się wycofać:)Ogólnie Lechia uciekła w głąb trybun tak przeczyściliśmy cały teren aż od parkingu przed halą.Po meczu mogło być bardzo ciekawie bo ich cały czas przybywało wkurwionych przedmeczowym pogromem,ale psy wyczuły co się święci i wyprowadzili nas po meczu jakimś bocznym wyjściem z hali,zapakowali do podstawionych autobusów miejskich i wywieźli do Gdyni.To był niezapomniany mecz.
~
Tydzień po ustawce w Olsztynku graliśmy na Granicy Kętrzyn i przyjechało tam na mecz 30 TB tak pospinanych,że jakby dorwali naszą 8mkę to by nas chyba pozabijali.Zrobiliśmy ich wtedy taktycznie rozłączając się,cóż nie było szans na nic innego.Pamiętam jak jechaliśmy w 3 osoby w autokarze z piłkarzami a oni stali w całe te 3 dychy na poboczu i robili prezentację siły.Było też blisko aby weszli do tego autokaru jeszcze w Kętrzynie.Słynne hasło Wilczka który wtedy był piłkarzem Arki.Jak wejdą to ich od razu lejemy,bo nie będą mi tutaj wchodzili:)Myślałem,że nas będą ścigali aż do samego Olsztyna.W gruncie rzeczy to głupki,że przejechali za nami około 300 km,widzieli nas jak na patelni na meczu (my ich zresztą też-na początku myśląc,że to Lechia) i nie umieli nas złapać.Od nas pamiętam były jeszcze jakieś szaliki Polonii Warszawa i kultowa koszulką Żarły Świnie Dwie w korycie (Legia - Pogoń).Ten widok musiał ich chyba jeszcze bardziej wkurwić:)
~
Pamiętam też pierwszy wyjazd do Suwałk też w 8 osób.Po drodze kąpiel gdzieś na Mazurach w jakimś jeziorze.O Wigrach jeszcze nikt wtedy nie słyszał,spodziewaliśmy się tam Jagi.W sumie to do dzisiaj nie wiem czy oni byli,bo można się było przemieszczać swobodnie po stadionie i swój sektor sami sobie wyznaczyliśmy:)a kilku dziwnych typów nas obcinało.Zapadło mi w pamięci natomiast jak w drodze powrotnej w busie była bardzo ostra impreza.W środku nocy w Olsztynie na stacji benzynowej jak zatrzymaliśmy się na tankowanie i otworzyliśmy drzwi to najpierw wypadły siekierki z busa a potem ktoś z nas:)Pamiętam,że wejście na stację to były takie pół drzwi jak w westernach i tak z kopa weszliśmy przez te drzwi z okrzykiem Stomil Jaroty największe ... i cioty (było to jakoś niedługo chyba po tym jak Gęba od nas po meczu Stomil - Górnik na którym ja byłem w sektorze gości a on gospodarzy jako szpieg:) wyjebał ich z ich największej chuligańskiej wtedy flagi właśnie dzielnicy Jaroty:))Na tej stacji w środku nocy było jakiś 2 koksów myśleliśmy,że to albo właśnie Stomil,albo jacyś bramkarze z dyskoteki przyszli po coś ale jak zobaczyli ten nasz bojowo nastawiony siekierkowy skład to szybko stamtąd odpalili.
Dla mnie najbardziej szalona rzecz jaką odjebaliśmy w tamtych czasach chociaż mało kto o tym wie to było 15 minut w 4 osoby ( z tego 3 kibiców bo prezes Milewski był z nami ale wiadomo to nie kibol:) na stadionie Legii na sektorze od strony Torwaru w czapkach zimowych Arki.Na prawdę pomyślałem, wtedy,że jesteśmy mocno pierdolnięci i że może się to dla nas źle skończyć,ale Sado powiedział,że jest strasznie zimo i trzeba założyć czapki i że jesteśmy Arka Gdynia i się nie pierdolimy.Było to w czasie meczu Polski z nie pamiętam kim jak wracaliśmy przez Warszawę samochodem z Hetman Zamość - Arka i mieliśmy wpaść na stadion zobaczyć czy jest Bałtyk z flagą i ewentualnie nadać chłopakom telefonicznie do Gdyni aby jak co ustawili się na nocny z Warszawy.Nie były to co prawda czapki na takie jak te pierwsze na których herb i napis widać z kilometra,ale jednak żółto-niebieskie i z herbami.Do dzisiaj nie wiem czemu (na całe szczęście:) nikt się nami nie zainteresował.Miejscowi chyba myśleli że to czapki Olimpii Elbląg albo jakiegoś innego klubu z Polski,bo jak to na kadrze w Warszawie w tamtych czasach cały ten Anty Triada spęd tam jeździł.Nie pamiętał kto to była ta 3 osoba po mnie i Sadzie,ale chyba Trokpol.
~
Stomil - Górnik to był mój pierwszy wyjazd.Grupa która jechała wcześniejszym pociągiem, miała dym ze Stomilem już w tunelu na dworcu. Ja z koleżką z dzielnicy przyjechaliśmy późniejszym pociągiem na sam styk (nie znałem jeszcze wtedy nikogo na Arce aby wiedzieć jak jedziemy itp)Na meczu pamiętam też był dym bo Górnik wywiesił swoje flagi od strony boiska i poza klatkę i jedną lub dwie mu zerwali,ale oni w rewanżu też chyba coś zerwali (co to były za czasy aby fany tak wieszać:)) Szczurek z kimś z Arki przyjechali autem z naszą kultową flagą Hooligans From Arka i szli z nią pod pachą pod stadionem i pamiętam jak mówił na sektorze ten Stomil to chyba nie ma kibiców (chociaż co pokazał mecz już mieli) bo nawet się nikt nami nie zainteresował.Po meczu wracaliśmy jedną osobówką ze Stomilem z FC Morąg rozdzielało nas tylko kilku sokistów z psami.Na stacji Morąg - Kolonia OKS (pamiętam,że większość skini) wysiedli i zrobili nam taką kamionkę że w Elblągu soki mówiły,że ten wagon nie nadaje się już do jazdy:)W Elblągu jako zupełnie niedoświadczony małolat (wszakże mój 1-wszy wyjazd):)dostałbym w łeb bo mieliśmy tam jakieś 40 minut na przesiadkę do Gdyni a ja poszedłem sam do spożywczego na oranżadę marki oranżada (taką prawdziwą wyborową; pyszna była, bardzo słodka) i mimo tego iż schowałem mój pierwszy kultowy szalik Górnika Zabrze ( wtedy zgoda Arki ) to Olimpia zainteresowała się mną bo miałem na plecach plecak (w tą sobotę akurat odrabiało się szkołę) a ja spierdoliłem oczywiście z LO na rzecz wyjazdu:) Coś tam pokazywali palcami na mnie itd,ale ostatecznie chyba stwierdzili,że nie jestem kibicem i nie podbili.Było blisko do wpierdolu i straty barw.Wiadomo nieopierzenie i brak doświadczenia:)
Jeszcze co do Stomilu to byłem tam jak sięgam pamięcią na różnych meczach (głównie naszych zgodach) chyba 12 razy.Stomil zawsze w kontaktach z nami był bardzo do tyłu.Pamiętam jak raz w środę pojechaliśmy tam autami w 25 osób (ekipa Rybaka)+taka sama banda Lecha ok 30 autami na mecz Stomil - Lech.Zaparkowaliśmy auta gdzieś w osiedlu,szliśmy przez nie ale było to już przed samym meczem więc jakoś nikogo nie spotkaliśmy. Pochowaliśmy barwy i weszliśmy pojedynczo ale tak aby mieć kontakt wzrokowy wejściem przy ich młynie.Pamiętam,że Stomil miał zgodę z Bałtykiem i właśnie póki zdążyliśmy się wszyscy przegrupować wyczaił nas Bałtyk.Pamiętam ten krzyk Rybak,Rybak ku*** Arka jest tutaj!!!!W tym momencie wjebaliśmy od góry z korony stadionu w ich młyn jak w masło,pięknie wszyscy uciekali na dół do płotu a my ich tłukliśmy.Potem wpadła psiarnia,zebraliśmy się wszyscy w jedną kupę i prowadzili nas koroną przez cały stadion do klatki a my tego kto stał na koronie to jeszcze tłukliśmy.Pamiętam,że jak jeden typ co stał przy barierkach dostał tak z kopa że wylądował na środkowych rzędach trybun:)Przywiozłem sobie z tego wyjazdu też pamiątkę w postaci szala Stomilu,ale przyznam,że typ walczył o swoją własność:)Takie to były kiedyś czasy szkoda,że to już nigdy nie wróci,ale piękne wspomnienia pozostały.Tak mi się dzisiaj jakoś zebrało:)
Tak po czasie sobie przypomniałem że w tych swoich najlepszych meczach-przeżyciach zapomniałem napisać o Stoczniowiec - Cracovia.
Pamiętam jak dzisiaj,że po selekcji Zbigniewa na Wzgórzu wsiadło nas do skm-ki 133 osoby+25 osób które przyjechały z Cracovii.Skład bardzo doborowy.Kilku małolatów i zwykłych fanów zostało niestety na Wzgórzu,ale może to i w sumie dobrze dla nich?Wszakże wojna była przednia.Standardowe kasowanie barw już od Sopotu,aczkolwiek tym razem mniej tego wpadło bo to był hokej a nie mecz Lechii, więc jechali tam od nich też kumatsi a ci wiedzieli,że mogą się na nas naciąć w skm jadącym od strony Gdyni.Pamiętam jednak,że jak my wysypaliśmy się z kolejki na Przymorzu to kilka sekund później przyjechała skm od strony Gdańska Głównego.Nią już przyjechali Lechiści i mieli niemiłą niespodziankę tuż po opuszczeniu składu.W pamięci została mi też budowa zaraz po wyjściu ze stacji i ten cały sprzęt który z niej zabraliśmy.Bieg pod halę Olivia tam stało z dobre 200 Lechii,może więcej i jazda w nich.Pamiętacie jak ganialiśmy ich aż dookoła MC Donalda koło Olivii?W pamięci zapadł mi moment jak SZ z Pustek z jeszcze kimś od nas ciągnęli typa z Lechii za nogi w jedną stronę a Lechia która już zdążyła uciec przez drzwi na halę ciągnęła go w drugą.Myślałem,że się biedak przepołowi:)Poszło wtedy trochę szali Lechii,ale od nas a konkretnie Cracovia też miała jakieś straty,chociaż nasze zwycięstwo było bezdyskusyjne.Pamiętam jak już na hali z krzesłami w rękach z M z Dąbrówki wbiegliśmy za daleko w ich trybuny i zaczęli tłuc nas pasami po głowach i musieliśmy się wycofać:)Ogólnie Lechia uciekła w głąb trybun tak przeczyściliśmy cały teren aż od parkingu przed halą.Po meczu mogło być bardzo ciekawie bo ich cały czas przybywało wkurwionych przedmeczowym pogromem,ale psy wyczuły co się święci i wyprowadzili nas po meczu jakimś bocznym wyjściem z hali,zapakowali do podstawionych autobusów miejskich i wywieźli do Gdyni.To był niezapomniany mecz.
~
Tydzień po ustawce w Olsztynku graliśmy na Granicy Kętrzyn i przyjechało tam na mecz 30 TB tak pospinanych,że jakby dorwali naszą 8mkę to by nas chyba pozabijali.Zrobiliśmy ich wtedy taktycznie rozłączając się,cóż nie było szans na nic innego.Pamiętam jak jechaliśmy w 3 osoby w autokarze z piłkarzami a oni stali w całe te 3 dychy na poboczu i robili prezentację siły.Było też blisko aby weszli do tego autokaru jeszcze w Kętrzynie.Słynne hasło Wilczka który wtedy był piłkarzem Arki.Jak wejdą to ich od razu lejemy,bo nie będą mi tutaj wchodzili:)Myślałem,że nas będą ścigali aż do samego Olsztyna.W gruncie rzeczy to głupki,że przejechali za nami około 300 km,widzieli nas jak na patelni na meczu (my ich zresztą też-na początku myśląc,że to Lechia) i nie umieli nas złapać.Od nas pamiętam były jeszcze jakieś szaliki Polonii Warszawa i kultowa koszulką Żarły Świnie Dwie w korycie (Legia - Pogoń).Ten widok musiał ich chyba jeszcze bardziej wkurwić:)
~
Pamiętam też pierwszy wyjazd do Suwałk też w 8 osób.Po drodze kąpiel gdzieś na Mazurach w jakimś jeziorze.O Wigrach jeszcze nikt wtedy nie słyszał,spodziewaliśmy się tam Jagi.W sumie to do dzisiaj nie wiem czy oni byli,bo można się było przemieszczać swobodnie po stadionie i swój sektor sami sobie wyznaczyliśmy:)a kilku dziwnych typów nas obcinało.Zapadło mi w pamięci natomiast jak w drodze powrotnej w busie była bardzo ostra impreza.W środku nocy w Olsztynie na stacji benzynowej jak zatrzymaliśmy się na tankowanie i otworzyliśmy drzwi to najpierw wypadły siekierki z busa a potem ktoś z nas:)Pamiętam,że wejście na stację to były takie pół drzwi jak w westernach i tak z kopa weszliśmy przez te drzwi z okrzykiem Stomil Jaroty największe ... i cioty (było to jakoś niedługo chyba po tym jak Gęba od nas po meczu Stomil - Górnik na którym ja byłem w sektorze gości a on gospodarzy jako szpieg:) wyjebał ich z ich największej chuligańskiej wtedy flagi właśnie dzielnicy Jaroty:))Na tej stacji w środku nocy było jakiś 2 koksów myśleliśmy,że to albo właśnie Stomil,albo jacyś bramkarze z dyskoteki przyszli po coś ale jak zobaczyli ten nasz bojowo nastawiony siekierkowy skład to szybko stamtąd odpalili.
Dla mnie najbardziej szalona rzecz jaką odjebaliśmy w tamtych czasach chociaż mało kto o tym wie to było 15 minut w 4 osoby ( z tego 3 kibiców bo prezes Milewski był z nami ale wiadomo to nie kibol:) na stadionie Legii na sektorze od strony Torwaru w czapkach zimowych Arki.Na prawdę pomyślałem, wtedy,że jesteśmy mocno pierdolnięci i że może się to dla nas źle skończyć,ale Sado powiedział,że jest strasznie zimo i trzeba założyć czapki i że jesteśmy Arka Gdynia i się nie pierdolimy.Było to w czasie meczu Polski z nie pamiętam kim jak wracaliśmy przez Warszawę samochodem z Hetman Zamość - Arka i mieliśmy wpaść na stadion zobaczyć czy jest Bałtyk z flagą i ewentualnie nadać chłopakom telefonicznie do Gdyni aby jak co ustawili się na nocny z Warszawy.Nie były to co prawda czapki na takie jak te pierwsze na których herb i napis widać z kilometra,ale jednak żółto-niebieskie i z herbami.Do dzisiaj nie wiem czemu (na całe szczęście:) nikt się nami nie zainteresował.Miejscowi chyba myśleli że to czapki Olimpii Elbląg albo jakiegoś innego klubu z Polski,bo jak to na kadrze w Warszawie w tamtych czasach cały ten Anty Triada spęd tam jeździł.Nie pamiętał kto to była ta 3 osoba po mnie i Sadzie,ale chyba Trokpol.
~
Stomil - Górnik to był mój pierwszy wyjazd.Grupa która jechała wcześniejszym pociągiem, miała dym ze Stomilem już w tunelu na dworcu. Ja z koleżką z dzielnicy przyjechaliśmy późniejszym pociągiem na sam styk (nie znałem jeszcze wtedy nikogo na Arce aby wiedzieć jak jedziemy itp)Na meczu pamiętam też był dym bo Górnik wywiesił swoje flagi od strony boiska i poza klatkę i jedną lub dwie mu zerwali,ale oni w rewanżu też chyba coś zerwali (co to były za czasy aby fany tak wieszać:)) Szczurek z kimś z Arki przyjechali autem z naszą kultową flagą Hooligans From Arka i szli z nią pod pachą pod stadionem i pamiętam jak mówił na sektorze ten Stomil to chyba nie ma kibiców (chociaż co pokazał mecz już mieli) bo nawet się nikt nami nie zainteresował.Po meczu wracaliśmy jedną osobówką ze Stomilem z FC Morąg rozdzielało nas tylko kilku sokistów z psami.Na stacji Morąg - Kolonia OKS (pamiętam,że większość skini) wysiedli i zrobili nam taką kamionkę że w Elblągu soki mówiły,że ten wagon nie nadaje się już do jazdy:)W Elblągu jako zupełnie niedoświadczony małolat (wszakże mój 1-wszy wyjazd):)dostałbym w łeb bo mieliśmy tam jakieś 40 minut na przesiadkę do Gdyni a ja poszedłem sam do spożywczego na oranżadę marki oranżada (taką prawdziwą wyborową; pyszna była, bardzo słodka) i mimo tego iż schowałem mój pierwszy kultowy szalik Górnika Zabrze ( wtedy zgoda Arki ) to Olimpia zainteresowała się mną bo miałem na plecach plecak (w tą sobotę akurat odrabiało się szkołę) a ja spierdoliłem oczywiście z LO na rzecz wyjazdu:) Coś tam pokazywali palcami na mnie itd,ale ostatecznie chyba stwierdzili,że nie jestem kibicem i nie podbili.Było blisko do wpierdolu i straty barw.Wiadomo nieopierzenie i brak doświadczenia:)
Jeszcze co do Stomilu to byłem tam jak sięgam pamięcią na różnych meczach (głównie naszych zgodach) chyba 12 razy.Stomil zawsze w kontaktach z nami był bardzo do tyłu.Pamiętam jak raz w środę pojechaliśmy tam autami w 25 osób (ekipa Rybaka)+taka sama banda Lecha ok 30 autami na mecz Stomil - Lech.Zaparkowaliśmy auta gdzieś w osiedlu,szliśmy przez nie ale było to już przed samym meczem więc jakoś nikogo nie spotkaliśmy. Pochowaliśmy barwy i weszliśmy pojedynczo ale tak aby mieć kontakt wzrokowy wejściem przy ich młynie.Pamiętam,że Stomil miał zgodę z Bałtykiem i właśnie póki zdążyliśmy się wszyscy przegrupować wyczaił nas Bałtyk.Pamiętam ten krzyk Rybak,Rybak ku*** Arka jest tutaj!!!!W tym momencie wjebaliśmy od góry z korony stadionu w ich młyn jak w masło,pięknie wszyscy uciekali na dół do płotu a my ich tłukliśmy.Potem wpadła psiarnia,zebraliśmy się wszyscy w jedną kupę i prowadzili nas koroną przez cały stadion do klatki a my tego kto stał na koronie to jeszcze tłukliśmy.Pamiętam,że jak jeden typ co stał przy barierkach dostał tak z kopa że wylądował na środkowych rzędach trybun:)Przywiozłem sobie z tego wyjazdu też pamiątkę w postaci szala Stomilu,ale przyznam,że typ walczył o swoją własność:)Takie to były kiedyś czasy szkoda,że to już nigdy nie wróci,ale piękne wspomnienia pozostały.Tak mi się dzisiaj jakoś zebrało:)
-
- Posty: 2547
- Rejestracja: 07.05.2011, 22:19
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
i jeszcze relacja z zina "Fan Śląsk" z pierwszej ustawki w Polsce

tu w pełnej rozdzielczości [link]

tu w pełnej rozdzielczości [link]
-
- Posty: 312
- Rejestracja: 13.12.2012, 12:10
-
- Posty: 202
- Rejestracja: 14.05.2007, 19:48
- Lokalizacja: Polska
-
- Posty: 266
- Rejestracja: 25.03.2013, 07:34
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
no ku*** chłopaku tu poważny temat a ty tu z fantastyką od x-mana wyskakujesz. Jak będzie festiwal komiksu to możesz tę stronę do działu "fantastyka" im przedstawić jak jej jeszcze nie znajądintre pisze:Hoolsstory ŁKS ŁÓDŹ
[link]

-
- Posty: 312
- Rejestracja: 13.12.2012, 12:10
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
No fakt brakuje tam opisu Poddębic i Potoku i byłby kompletny opis waszych wszystkich porażek.
Tbm
-
- Posty: 2547
- Rejestracja: 07.05.2011, 22:19
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
w czerwcu minie 15 lat od tych mega ciekawych wydarzeń :-)
Hutnik Kraków – Lechia Gdańsk
Na wyznaczonej zbiórce zebrało się około 70 hools Lechii Gdańsk. Na mecz postanowiliśmy pojechać pociągiem do Katowic aby zgubić psów, co się udało. Pociąg ruszył około 22.00 z dworca we Wrzeszczu. Pierwsza awantura wydarzyła się w Laskowicach, wtedy to wyrzucono „F” z pociągu, natychmiast zaciągamy ręczny i po chwili znowu wszyscy razem ruszamy w dalszą drogę.
W Bydgoszczy czeka na nas niespodzianka: na peronie pełno psiarni, która każe wychodzić tym, co nie mieli biletów. Okazalo się, że wszyscy wyskoczyli oprócz 8-osobowej grupki, która wiozła flagi. Nie mogli wysiąść ponieważ kanar i sokiści kłócili się z nimi i pociąg ruszył, więc i oni ruszyli w dalszą trasę. Do Katowic dotarli na farta o 6:30 rano, gdzie wbili się w pociąg pospieszny do Krakowa. Na miejscu zameldowali się o 9 rano, gdzie odebrała ich 5 osobowa delegacja Wisły, oraz paru kibiców Lechii, którzy dotarli samochodem.
Natomiast główna część grupy, która wysiadła w Bydgoszczy, dalej na farta dotarla do Włocławka, następnie do Kutna i jeszcze do Warszawy, skąd mieli już bezpośrednie połączenie z Krakowem. Osoby, które dotarły rano bawiły się w knajpie i czekały na przyjazd reszty kibiców, którzy zapowiadali, że się pojawią w „Kraku” o 14.00, tuż przed Krakowem zaciągnęli hamulec i udali się na miejsce zbiórki, po 16 godzinach jazdy. Na miejscu okazało się, że jest nas około 150 osób (70 hools Lechii, oraz około 80 hools Wisły). Około 15.00, już osprzętowani ruszyliśmy na stadion Hutnika, jednak odrazu wpadka, gdyż wyczaiły nas pały. Szybkimi krokami udaliśmy się na autobus, którym udaliśmy się pod stadion. Dojeżdżając pod niego zauważamy około 15 osobową grupę kibiców Hutnika, ktora szybko jednak wieje. Dalszą część drogi postanawiamy przejść piechotą, pod lipną obstawą psów. Odrazu udaliśmy się pod kasy dla gości i na chama wjechało około 70 hools, którzy otłukli ochronę i pogonili wszystkich kibiców Hutnika, znajdujących się na tym sektorze, lecz było jeszcze 45 minut do meczu, więc nie było żadnych flag oraz zbyt licznej ekipy Hutnika (około 40 osób). Spokojnie zasiedliśmy więc na sektorach dla gospodarzy, lecz po chwili zjawily się psy i zaprowadziły nas na sektor gości. Hools, którzy nie dostali się na stadion na chama, byli zmuszeni zakupić bilety (ulgowe po 12 zł). Wywieszamy 4 flagi, w tym jedną Hutnika, która szybko płonie. Jakieś 5 minut przed rozpoczęciem meczu, 3 naszych kibiców wchodzi na sektor zajmowany przez gumiorów i natychmiast muszą wiać. Goni ich okolo 50 osobowa grupa kibicow Hutnika, lecz po poruszeniu w naszym sektorze i chwilowym ruszeniu do przodu, gospodarze zrezygnowali z dalszej pogoni za naszymi kibicami. Z naszej strony dobry doping, lecz po stracie bramki umilkliśmy, natomiast Hutnik bawił się dobrze przez cały mecz. Ożywiamy się po strzeleniu wyrównującej bramki i w ostatnim 20 minutach doping trwa non stop. Gdy już było jasne, że to Hutnik spadnie do III ligi, nastąpiła akcja ze strony gumiorów. Około 150 hools ruszyło przez koronę stadionu w naszą stronę, osprzętowani w brechy i inne tego typu wynalazki, lecz próba ich ataku nie powiodła się z powodu ataku policji. Strzelali z gumek, w tym momencie chcieliśmy ruszyć do przodu, lecz natychmiastowa interwencja policji zmusiła nas do pozostania w sektorze. Hutnicy całą zabawę przenieśli na ulice miasta, ganiając się z psami po Nowej Hucie. My natomiast po 30 minutach od zakończenia meczu, zostajemy załadowani w autokar i wyruszamy w wycieczkę krajoznawczą po Krakowie. Pod stadion Wisły dojeżdżamy po 30 minutach i wychodzimy się napić na osiedle studenckie AGH, ponieważ o 22.00 pały kazały wrócić na miejsce i pod eskortą mieli nas wieść na dworzec główny. Była gdzieś godzina 20.00, więc zamieszki na Hucie się kończyły, wtedy my zaczeliśmy działać. Chcieliśmy się wbić do knajpy „Świniarnia”, lecz ochroniarze się przyburzyli, co skończyło się na ich obiciu oraz na demolce lokalu. Po jakiś 10 minutach przyjeżdżają psy, więc zmieniamy cel ataków, lecz ci zaczęli walić do nas z gumek, otoczyli te osiedle zewsząd i nie było jak uciekać. Potworzyły się małe grupki, powineli około 20 osób, panował totalny chaos. Po 30 minutach się uspokoiło i wszyscy spotkaliśmy się w jednym miejscu, skąd udaliśmy się w miejsce, gdzie psy nie miały by szans nas odnaleźć. Po jakiejś godzinie Wiślacy wywożą nas samochodami do Trzebinii, skąd ruszamy pociągiem do Gdańska, bez psów. Gości, których powinęła policja, wsadzono w pośpiech z Krakowa Głównego. Podróż bardzo udana
oczami Hutnika to samo wydarzenie
Mecz ten był najważniejszym meczem kolejki, nie tylko ze względu na powagę spotkania (decydował o spadku), ale także z uwagi na kibiców. Wiedzieliśmy, że razem z Lechią przyjedzie spora ilość ich przydupasów z wisły (psy chwaliły się, że będzie ich nawet tysiąc [sic!], rzeczywistość zrewidowała jednak te przechwałki, gdyż zjawiło się ich około 80). Lechii przyjechało do Krakowa 70, więc razem w wiślakami gości było ok. 150. 45 minut przed meczem, gdy na stadionie nie ma jeszcze zbyt wiele naszej starszyzny, a są już w sektorze goście, 60 starych z Lechii urywa się ochronie (trochę ją obili) i wpada na nasz sektor, wyganiając stamtąd 40 dzieciaków i zajmując go przez 5 minut. Po 5-minutowym pikniku podchodzą do nich psy, i przystawiając lufy odprowadzają na sektor. Na stadionie zaczyna pojawiać się coraz więcej starszyzny i zaczyna przychodzić coraz więcej ludzi. My ze swej strony postaraliśmy się o zajebistą oprawę pirotechniczną i nie tylko... Ochrona była na tyle inteligentna, że odebrała nam konfetti (jako "groźne narzędzie"), a nie zabrali petard, dynamitów (!) i innych tego typu "zabawek". Co chwila wybuchały więc radosne dynamity na przemian z petardami. Odpalaliśmy świece dymne, a podczas drugiej połowy odpalonych zostało 5 rac i spalony dywan z koszulek i szalików wisły i klubów z nią zaprzyjaźnionych (głównie szaliki Lechii). Lechia z wisłą siedzieli w sektorze, który był cały czas w słońcu, i doping prowadzili jedynie przez pierwsze 5 i ostatnie 20 minut spotkania. Pod sam koniec meczu, gdy widać było już, że nasi pupile nie poradzą sobie i nie strzelą tej jedynej bramki, która dawałaby nam pozostanie w II lidze, zaczęło się dozbrajanie sektora i obrzucanie kamieniami bramkarza Lechii, skurwysyna który grał na czas (spotkanie zostało z tego powodu przedłużone aż o 5 minut). Końcowy gwizdek i już wiadome jest, że to Lechia, nie Hutnik pozostanie w II lidze. W tym momencie cały sektor razem ze starymi (około 300 osób) rusza uzbrojony w brechy i kamienie w kierunku Lechii. Do akcji wkracza policja. Zaczynają strzelać z gładkolufowych strzelb. Po chwili, gdy okazuje się, że nie tędy droga, wybiegamy za stadion i próbujemy zajść Lechię naokoło. Pały czają o co chodzi i znów zaczyna się strzelanie. Za moment do akcji wkracza polewaczka. Takiej ilości kamieni i różnego rodzaju sprzętu, jaka na nią i na pobliskie suki poleciała dawno nie widziałem. Trzeba przyznać, że pobliskie torowisko, było jak znalazł jeśli chodzi o źródło kamieni. Pod naporem armatki wodnej i gumowych pocisków następuje powolny odwrót w kierunku pobliskiego skrzyżowania. Tam następuje przegrupowanie i stawiamy opór policji, która staje w miejscu zasłaniając się tarczami. Teraz od strony Centrum zaczynały podjeżdzać suki i radiowozy policyjne, które spotykały taką nawałnicę kamieni i różnego rodzaju brech, że nie potrafiły się przebić, hamowały z piskiem i poobijane zawracały. Taka walka trwała ponad pół godziny, za każdym razem sypały się ogromne ilości kamieni, rozwaliliśmy w ten sposób kilkanaście suk i radiowozów. W pewnym jednak momencie, stało się coś co nas zaskoczyło, ale był to chyba największy błąd policji w tym dniu. Z bocznej uliczki usłyszeliśmy syrenę, i zaraz na drodze pojawił się radiowóz pędzący w naszym kierunku. Natychmiast dziarsko ruszyło w jego stronę około setki, uzbrojonej w kamienie z torowiska i powyłamywane ławki. W życiu nie widziałem tak zmasakrowanego samochodu policyjnego, który po kilku sekundach otrzymywania kamieni i brech z odległości kilku metrów stracił sterowność, wjechał na skrzyżowanie i uderzył z impetem w cywilne auto, zatrzymując się. Wtedy do końca dopadli go już nasi, i z samochodu niewiele już zostało. Kilku hools otworzyło drzwi od strony kierowcy, i zaczęli kopać zakrwawionego policjanta. Niezbyt przyjemny widok. W chwilę po tym od strony Centrum nadjechał na sygnale radiowóz, normalka, za moment zaczęłoby się obrzucanie kamieniami, i by daleko nie zajechał, ale policjant kierujący pojazdem zrobił coś, co nas zaskoczyło. Otworzył szybę i nie zwalniając zaczął strzelać to w powietrze to w tłum z pistoletu z ostrą amunicją (łuski z tej broni pokazywane były w TV). W tym momencie, trochę zmiękliśmy, co innego dostać gumową kulą, a co innego z pistoletu na ostrą amunicję. Zaraz po tym, z drugiej strony przybyły posiłki i z radiowozu wyskoczył kolejny frajer z pistoletem na ostrą amunicję, strzelając tym razem w nogi... Policji w ten oto sposób, uciekając się do strzelania z takiej broni, udało się nas po jakimś czasie rozproszyć. Gratulacje, naprawdę. Cała zadyma trwała około godziny, i pokazała jak bardzo krakowska policja jest nieprzygotowana na wszelkiego rodzaju zamieszki i rozróby na mieście. Efekt to kilkanaście zdemolowanych wozów policyjnych, 5 policjantów leżących w szpitalu i 14 zwiniętych kibiców. Zadyma ta była opisywana w ogólnopolskich mediach, w radio, w TV oraz w gazetach i telegazecie TVP1. Ogólnie dzień pełen wrażeń, na pewno zapisze się na kartach Krakowa... Tak oto Nowa Huta pożegnała II ligę.
Hutnik Kraków – Lechia Gdańsk
Na wyznaczonej zbiórce zebrało się około 70 hools Lechii Gdańsk. Na mecz postanowiliśmy pojechać pociągiem do Katowic aby zgubić psów, co się udało. Pociąg ruszył około 22.00 z dworca we Wrzeszczu. Pierwsza awantura wydarzyła się w Laskowicach, wtedy to wyrzucono „F” z pociągu, natychmiast zaciągamy ręczny i po chwili znowu wszyscy razem ruszamy w dalszą drogę.
W Bydgoszczy czeka na nas niespodzianka: na peronie pełno psiarni, która każe wychodzić tym, co nie mieli biletów. Okazalo się, że wszyscy wyskoczyli oprócz 8-osobowej grupki, która wiozła flagi. Nie mogli wysiąść ponieważ kanar i sokiści kłócili się z nimi i pociąg ruszył, więc i oni ruszyli w dalszą trasę. Do Katowic dotarli na farta o 6:30 rano, gdzie wbili się w pociąg pospieszny do Krakowa. Na miejscu zameldowali się o 9 rano, gdzie odebrała ich 5 osobowa delegacja Wisły, oraz paru kibiców Lechii, którzy dotarli samochodem.
Natomiast główna część grupy, która wysiadła w Bydgoszczy, dalej na farta dotarla do Włocławka, następnie do Kutna i jeszcze do Warszawy, skąd mieli już bezpośrednie połączenie z Krakowem. Osoby, które dotarły rano bawiły się w knajpie i czekały na przyjazd reszty kibiców, którzy zapowiadali, że się pojawią w „Kraku” o 14.00, tuż przed Krakowem zaciągnęli hamulec i udali się na miejsce zbiórki, po 16 godzinach jazdy. Na miejscu okazało się, że jest nas około 150 osób (70 hools Lechii, oraz około 80 hools Wisły). Około 15.00, już osprzętowani ruszyliśmy na stadion Hutnika, jednak odrazu wpadka, gdyż wyczaiły nas pały. Szybkimi krokami udaliśmy się na autobus, którym udaliśmy się pod stadion. Dojeżdżając pod niego zauważamy około 15 osobową grupę kibiców Hutnika, ktora szybko jednak wieje. Dalszą część drogi postanawiamy przejść piechotą, pod lipną obstawą psów. Odrazu udaliśmy się pod kasy dla gości i na chama wjechało około 70 hools, którzy otłukli ochronę i pogonili wszystkich kibiców Hutnika, znajdujących się na tym sektorze, lecz było jeszcze 45 minut do meczu, więc nie było żadnych flag oraz zbyt licznej ekipy Hutnika (około 40 osób). Spokojnie zasiedliśmy więc na sektorach dla gospodarzy, lecz po chwili zjawily się psy i zaprowadziły nas na sektor gości. Hools, którzy nie dostali się na stadion na chama, byli zmuszeni zakupić bilety (ulgowe po 12 zł). Wywieszamy 4 flagi, w tym jedną Hutnika, która szybko płonie. Jakieś 5 minut przed rozpoczęciem meczu, 3 naszych kibiców wchodzi na sektor zajmowany przez gumiorów i natychmiast muszą wiać. Goni ich okolo 50 osobowa grupa kibicow Hutnika, lecz po poruszeniu w naszym sektorze i chwilowym ruszeniu do przodu, gospodarze zrezygnowali z dalszej pogoni za naszymi kibicami. Z naszej strony dobry doping, lecz po stracie bramki umilkliśmy, natomiast Hutnik bawił się dobrze przez cały mecz. Ożywiamy się po strzeleniu wyrównującej bramki i w ostatnim 20 minutach doping trwa non stop. Gdy już było jasne, że to Hutnik spadnie do III ligi, nastąpiła akcja ze strony gumiorów. Około 150 hools ruszyło przez koronę stadionu w naszą stronę, osprzętowani w brechy i inne tego typu wynalazki, lecz próba ich ataku nie powiodła się z powodu ataku policji. Strzelali z gumek, w tym momencie chcieliśmy ruszyć do przodu, lecz natychmiastowa interwencja policji zmusiła nas do pozostania w sektorze. Hutnicy całą zabawę przenieśli na ulice miasta, ganiając się z psami po Nowej Hucie. My natomiast po 30 minutach od zakończenia meczu, zostajemy załadowani w autokar i wyruszamy w wycieczkę krajoznawczą po Krakowie. Pod stadion Wisły dojeżdżamy po 30 minutach i wychodzimy się napić na osiedle studenckie AGH, ponieważ o 22.00 pały kazały wrócić na miejsce i pod eskortą mieli nas wieść na dworzec główny. Była gdzieś godzina 20.00, więc zamieszki na Hucie się kończyły, wtedy my zaczeliśmy działać. Chcieliśmy się wbić do knajpy „Świniarnia”, lecz ochroniarze się przyburzyli, co skończyło się na ich obiciu oraz na demolce lokalu. Po jakiś 10 minutach przyjeżdżają psy, więc zmieniamy cel ataków, lecz ci zaczęli walić do nas z gumek, otoczyli te osiedle zewsząd i nie było jak uciekać. Potworzyły się małe grupki, powineli około 20 osób, panował totalny chaos. Po 30 minutach się uspokoiło i wszyscy spotkaliśmy się w jednym miejscu, skąd udaliśmy się w miejsce, gdzie psy nie miały by szans nas odnaleźć. Po jakiejś godzinie Wiślacy wywożą nas samochodami do Trzebinii, skąd ruszamy pociągiem do Gdańska, bez psów. Gości, których powinęła policja, wsadzono w pośpiech z Krakowa Głównego. Podróż bardzo udana
oczami Hutnika to samo wydarzenie
Mecz ten był najważniejszym meczem kolejki, nie tylko ze względu na powagę spotkania (decydował o spadku), ale także z uwagi na kibiców. Wiedzieliśmy, że razem z Lechią przyjedzie spora ilość ich przydupasów z wisły (psy chwaliły się, że będzie ich nawet tysiąc [sic!], rzeczywistość zrewidowała jednak te przechwałki, gdyż zjawiło się ich około 80). Lechii przyjechało do Krakowa 70, więc razem w wiślakami gości było ok. 150. 45 minut przed meczem, gdy na stadionie nie ma jeszcze zbyt wiele naszej starszyzny, a są już w sektorze goście, 60 starych z Lechii urywa się ochronie (trochę ją obili) i wpada na nasz sektor, wyganiając stamtąd 40 dzieciaków i zajmując go przez 5 minut. Po 5-minutowym pikniku podchodzą do nich psy, i przystawiając lufy odprowadzają na sektor. Na stadionie zaczyna pojawiać się coraz więcej starszyzny i zaczyna przychodzić coraz więcej ludzi. My ze swej strony postaraliśmy się o zajebistą oprawę pirotechniczną i nie tylko... Ochrona była na tyle inteligentna, że odebrała nam konfetti (jako "groźne narzędzie"), a nie zabrali petard, dynamitów (!) i innych tego typu "zabawek". Co chwila wybuchały więc radosne dynamity na przemian z petardami. Odpalaliśmy świece dymne, a podczas drugiej połowy odpalonych zostało 5 rac i spalony dywan z koszulek i szalików wisły i klubów z nią zaprzyjaźnionych (głównie szaliki Lechii). Lechia z wisłą siedzieli w sektorze, który był cały czas w słońcu, i doping prowadzili jedynie przez pierwsze 5 i ostatnie 20 minut spotkania. Pod sam koniec meczu, gdy widać było już, że nasi pupile nie poradzą sobie i nie strzelą tej jedynej bramki, która dawałaby nam pozostanie w II lidze, zaczęło się dozbrajanie sektora i obrzucanie kamieniami bramkarza Lechii, skurwysyna który grał na czas (spotkanie zostało z tego powodu przedłużone aż o 5 minut). Końcowy gwizdek i już wiadome jest, że to Lechia, nie Hutnik pozostanie w II lidze. W tym momencie cały sektor razem ze starymi (około 300 osób) rusza uzbrojony w brechy i kamienie w kierunku Lechii. Do akcji wkracza policja. Zaczynają strzelać z gładkolufowych strzelb. Po chwili, gdy okazuje się, że nie tędy droga, wybiegamy za stadion i próbujemy zajść Lechię naokoło. Pały czają o co chodzi i znów zaczyna się strzelanie. Za moment do akcji wkracza polewaczka. Takiej ilości kamieni i różnego rodzaju sprzętu, jaka na nią i na pobliskie suki poleciała dawno nie widziałem. Trzeba przyznać, że pobliskie torowisko, było jak znalazł jeśli chodzi o źródło kamieni. Pod naporem armatki wodnej i gumowych pocisków następuje powolny odwrót w kierunku pobliskiego skrzyżowania. Tam następuje przegrupowanie i stawiamy opór policji, która staje w miejscu zasłaniając się tarczami. Teraz od strony Centrum zaczynały podjeżdzać suki i radiowozy policyjne, które spotykały taką nawałnicę kamieni i różnego rodzaju brech, że nie potrafiły się przebić, hamowały z piskiem i poobijane zawracały. Taka walka trwała ponad pół godziny, za każdym razem sypały się ogromne ilości kamieni, rozwaliliśmy w ten sposób kilkanaście suk i radiowozów. W pewnym jednak momencie, stało się coś co nas zaskoczyło, ale był to chyba największy błąd policji w tym dniu. Z bocznej uliczki usłyszeliśmy syrenę, i zaraz na drodze pojawił się radiowóz pędzący w naszym kierunku. Natychmiast dziarsko ruszyło w jego stronę około setki, uzbrojonej w kamienie z torowiska i powyłamywane ławki. W życiu nie widziałem tak zmasakrowanego samochodu policyjnego, który po kilku sekundach otrzymywania kamieni i brech z odległości kilku metrów stracił sterowność, wjechał na skrzyżowanie i uderzył z impetem w cywilne auto, zatrzymując się. Wtedy do końca dopadli go już nasi, i z samochodu niewiele już zostało. Kilku hools otworzyło drzwi od strony kierowcy, i zaczęli kopać zakrwawionego policjanta. Niezbyt przyjemny widok. W chwilę po tym od strony Centrum nadjechał na sygnale radiowóz, normalka, za moment zaczęłoby się obrzucanie kamieniami, i by daleko nie zajechał, ale policjant kierujący pojazdem zrobił coś, co nas zaskoczyło. Otworzył szybę i nie zwalniając zaczął strzelać to w powietrze to w tłum z pistoletu z ostrą amunicją (łuski z tej broni pokazywane były w TV). W tym momencie, trochę zmiękliśmy, co innego dostać gumową kulą, a co innego z pistoletu na ostrą amunicję. Zaraz po tym, z drugiej strony przybyły posiłki i z radiowozu wyskoczył kolejny frajer z pistoletem na ostrą amunicję, strzelając tym razem w nogi... Policji w ten oto sposób, uciekając się do strzelania z takiej broni, udało się nas po jakimś czasie rozproszyć. Gratulacje, naprawdę. Cała zadyma trwała około godziny, i pokazała jak bardzo krakowska policja jest nieprzygotowana na wszelkiego rodzaju zamieszki i rozróby na mieście. Efekt to kilkanaście zdemolowanych wozów policyjnych, 5 policjantów leżących w szpitalu i 14 zwiniętych kibiców. Zadyma ta była opisywana w ogólnopolskich mediach, w radio, w TV oraz w gazetach i telegazecie TVP1. Ogólnie dzień pełen wrażeń, na pewno zapisze się na kartach Krakowa... Tak oto Nowa Huta pożegnała II ligę.
-
- Posty: 140
- Rejestracja: 04.03.2007, 13:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
może ktoś wrzuci skany zina Torcia Górnik Wałbrzych
-
- Posty: 1
- Rejestracja: 31.01.2015, 14:24
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Nie wklejajcie tej fantastyki ze strony Arki. Bo ku*** tylko śmiech ogarnia ludzi, którzy akurat uczestniczyli w nie których wydarzeniach i to z jednej jak i z drugiej strony. Jak u nich na stronie są teksty, jak np wysiadają kiedyś w 20-30 typa z pośpiecha, a po drugiej stronie perony stoi 300-400 typa z ŁKS-u? (nie pamiętam dokładnie) oni lecą na nich i 400 osób spierdala, no nawet najlepsi pisarze z gatunku fantastyki by nie wymyślili lepszych bajek. Każda ich opowieść to albo jakieś farmazony albo koloryzowanie zawsze na ich stronę. Wrzucajcie normalne opisy a nie bajki!
-
- Posty: 2547
- Rejestracja: 07.05.2011, 22:19
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
wspomnienie Foxxa ( LW ) z meczu Gwardia Warszawa - Polonia Warszawa, rok 90
Razem z paroma kumplami poszliśmy na Gwardię (jak zwykle - w tamtym okresie często tam bywaliśmy). Staliśmy sobie na Racławickiej czekając na kolejne osoby.
Gdzieś na godzinę przed meczem podchodzi pod kasy cała grupa KSP (a nas z 10 - 7 małolatów i 3 młodych wyjazdowców). Polonia wbija na stadion - duża część, ku szokowi emerytowanego ORMO-wca stojącego przy bramie, bez biletów. Wielu mocno wypitych. Spojrzeliśmy po sobie "z pewną taką nieśmiałością" - bo, pomijając ilość - ok. 1/4 tej grupy wizualnie nie odbiegała od naszej Starszyzny. Po szybkiej wymianie spojrzeń zdecydowaliśmy się stać, jak staliśmy i palić głupa. Polonia nie widząc żadnej zorganizowanej grupy Legii - w rozsypce zaczęła chodzić po stadionie. Część obrobiła budę głównie z takiego kremowego substytutu chipsów - wtedy to się nazywało "chrupki" i smakowało jak popcorn z papierem toaletowym. Kilku gości podbiło do nas (nogi się pod nami ugięły, bo były to takie czasy, że gdyby ktoś w odpowiedzi na bezpośrednie pytanie wyparł się Legii - nie miałby czego szukać na Łazienkowskiej). Na szczęście pytanie padło do pierwszego z brzegu małolata. Odpowiedział oczywiście, że nie wie o co chodzi.
Poloniści odeszli. Prawie wszyscy. Jeden zwrócił uwagę na mojego kumpla, który wtedy skinował i "trochę" to się rzucało w oczy... Gość z KSP, który w tym momencie nas rozkminił zachował się dość ciekawie - wyjął flaszkę i zapytał, czy się z nim napijemy. "Okoliczności przyrody" nie skłaniały do specjalnych polemik, więc się napiliśmy. Tamten się ucieszył, rzucił "pamiętajcie, że piliście z Polonią" i odbił do swoich. Słowo "Legia" nie padło, ale - że tak powiem - wisiało w dość ciężkiej atmosferze.
Polonia poszła na sektor. Zaczął się mecz. W miarę jego trwania schodzili się nasi. Ponieważ krótko po nas pojawił się znany S. ( Legia ), to kolejne osoby chcące nas minąć, przy wejściu na trybuny, po prostu stawały obok niego. Gdy się zebrało ze 30 - zaczął się doping. Fajny patent wyciął R. z Legii, mający prywatne kontakty m.in. z ŁKS-em (wówczas bardzo mocną zgodą Polonii ) tego dnia chyba kogoś z Łodzi gościł. Zaintonował dla jaj: "ŁKS!, ŁKS!" - co, My małolaci podjęliśmy i wprawiło KSP w wielką konsternację.Parę razy zresztą Polonia krzyknęła to samo. Jednak, gdy wyjął szalik łódzkiego klubu (jeden z typów "angielek" - krótki pasiak w dość wąskie, jak na tamten okres, pasy) i zaśpiewaliśmy "I ŁKS przyjacielem CWKS" - KSP zamilkło.
Nas to jeszcze bardziej podkręciło i lecieliśmy tym hitem bez przerwy - na pewien czas monopolizując trybuny. Tego dnia Polonia już nie zaśpiewała "ŁKS" ; ziarno podejrzeń zostało zasiane;) Nie było wtedy komórek, by szybko zdementować taką bulwersującą sytuację...
W międzyczasie cały czas dochodziły nowe osoby - w tym kilka znanych w całej Polsce z "samobójczych" akcji.
W przerwie miała miejsce taka sytuacja: T. z R. od Nas stanęli przy wąskim przejściu między prostą, a łukiem tuż przy ogrodzeniu, a S. kazał całej grupie kupić po flaszce oranżady z sąsiedniej budy, wylać zawartość i się przygotować ("kto chce - może teraz odejść, ale już nigdy nie wejdzie na Legię"). Tak czekaliśmy, a Polonistów, w miarę jak się do nas zbliżali, ubywało. W końcu do T. i R. podeszli tylko B. i J. z KSP, zamienili kilka słów i wrócili do swoich.
Te miny legijnej młodzieży, która we własnych oczach w ciągu 10 minut zrobiła karierę "od małolata do kozaka":). Super.
Później do końca meczu nic się nie działo. Po jego zakończeniu KSP zostało na trybunach - nie pamiętam, czy z obstawą czy bez. My wyszliśmy i udaliśmy się Racławicką pod bramę, którą zwykle wyprowadzani byli przyjezdni (od strony basenów). Po pewnym czasie Polonia pojawiła się po drugiej stronie (chyba w towarzystwie milicji/policji).Ale na bramie była kłódka:) Z obu stron poleciało kilka ciężkich przedmiotów. Tego dnia Legia grała w Lubinie i pamiętam, że przy bramie KSP krzyczy "Zagłębie Lubin".
Był to na Polonii okres bardzo ograniczonych kontaktów ze zgodami i chyba KSP zakładało, że wszystkie sprzed 10 lat niezmiennie trwają, bo utkwiło mi w pamięci, że Poloniści skandowali nazwy klubów chyba z połowy ligi;) (i do tego jeszcze ROW Rybnik). Trochę do siebie pokrzyczeliśmy, wymieniliśmy kilka cennych uwag i ciężkich przedmiotów, a po jakimś czasie my - Legia - zdając sobie sprawę, że w tym składzie nic nie wykręcimy - rozeszliśmy się "w miasto".
-
- Posty: 149
- Rejestracja: 12.03.2013, 19:48
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
kiedyś w starych zinach wiele ekip miało takie tendencje, same robokopybyki_z_drzewa pisze:Nie wklejajcie tej fantastyki ze strony Arki. Bo ku*** tylko śmiech ogarnia ludzi, którzy akurat uczestniczyli w nie których wydarzeniach i to z jednej jak i z drugiej strony. Jak u nich na stronie są teksty, jak np wysiadają kiedyś w 20-30 typa z pośpiecha, a po drugiej stronie perony stoi 300-400 typa z ŁKS-u? (nie pamiętam dokładnie) oni lecą na nich i 400 osób spierdala, no nawet najlepsi pisarze z gatunku fantastyki by nie wymyślili lepszych bajek. Każda ich opowieść to albo jakieś farmazony albo koloryzowanie zawsze na ich stronę. Wrzucajcie normalne opisy a nie bajki!
-
- Posty: 217
- Rejestracja: 03.01.2013, 15:55
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
W**********!
nie wchodzić w to gówno
nie wchodzić w to gówno
-
- Posty: 134
- Rejestracja: 16.11.2014, 09:19
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Polska-Niemcy 1996 oczami Cracovii


-
- Posty: 474
- Rejestracja: 21.11.2014, 08:52
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Dawajcie więcej takich "wspomnień":)Można czytać po poduszki trochę jak Sapkowski o "naładowanych agresją bestiach" o "argumentach siły" i pogromem wojsk księcia policyjnego.Idealnie pasuje do tych słynnych 30osób goniących 300 chłopa:)
-
- Posty: 87
- Rejestracja: 04.01.2013, 20:10
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Pomijając barwny język- wskaż choć jeden nieprawdziwy fakt w tym opisie
-
- Posty: 139
- Rejestracja: 29.04.2012, 11:25
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Osobnik podpisany w skanie z Polska-Niemcy jako Łowca,pamięta,że przed meczem zabrali ponoć komuś z Wisły jakieś śliwki,ale nie pamięta już,jak w czasie meczu jeden Wiślak zerwał im flagę i zostało ona uratowana tylko dzięki temu,że typa psy złapały i ją spowrotem na sektor odrzuciły.Widać ,że pamięta ,ale tylko to co się mu podoba.
-
- Posty: 134
- Rejestracja: 16.11.2014, 09:19
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Piękne lata na kadrze...poniżej 1999, tylko konkretne kluby jeździły na kadre nie to co teraz wysyp pryszczatych zjebów w czarnych kurteczkach klubowych.Na ligę nie jeżdżą bo w******* można dostać to paradują na kadrze.Szkoda że te czasy bezpowrotnie przemineły....




-
- Posty: 87
- Rejestracja: 04.01.2013, 20:10
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Byłem na tym meczu- jedyne co pamiętam to, że nic nie iwdziałem z wydarzeń boiskowych. Masakryczne ilości sprzętu fruwały w powietrzu - totalny chaos. Do tego psiarnia która pałowała w najmniej spodziewanym momemcie. Ja dostałem akurat w momencie, kiedy rozsiadłem się do oglądania. Z ekip fajnie prezentowało się Jastrzębie
-
- Posty: 319
- Rejestracja: 29.03.2013, 20:22
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Bosman oklep bo jako nieliczny został do końca, również od nas ŚP Plechu został do końca przy nim. Tam jeszcze warto wspomnieć o jednym wielkoludzie w biały dresie podobno to był ŚP Sórówa z Lecha-wywijał dobrze.
-
- Posty: 127
- Rejestracja: 07.03.2007, 19:13
- Lokalizacja: WMG
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Co do Polska-Szwecja również coś wtrącę, uściślę.
Tam Lechii po meczu nie było 150 osób, góra 50, reszta się gdzieś rozlazła.
Ale faktycznie w momencie jebnięcia uciekliśmy, inaczej to by nas zmasakrowano chyba.
Pamiętam, że pierwsza uderzyła Cracovia, mieli niezłe rympały, trzonki itd, ja wyłapałem jakąś szturmówką, lekko się wydawało, a ręka od nadgarstka po ramię kolorowa przez miesiąc (nie skarżę się tylko wspominam, by nie było :-)
Jak jebnęli z prawej naszej strony wszyscy automatycznie, na drugą stronę, a tam Ruch, to potem już każdy s********* gdzie popadnie.
Wiedziałem, że tam połączone siły i różne ekipy były, ale że taka kompilacja i w takiej ilości to bym się nie spodziewał.
Generalnie, ciekawy wyjazd i wspomnienia do dziś.
Tam Lechii po meczu nie było 150 osób, góra 50, reszta się gdzieś rozlazła.
Ale faktycznie w momencie jebnięcia uciekliśmy, inaczej to by nas zmasakrowano chyba.
Pamiętam, że pierwsza uderzyła Cracovia, mieli niezłe rympały, trzonki itd, ja wyłapałem jakąś szturmówką, lekko się wydawało, a ręka od nadgarstka po ramię kolorowa przez miesiąc (nie skarżę się tylko wspominam, by nie było :-)
Jak jebnęli z prawej naszej strony wszyscy automatycznie, na drugą stronę, a tam Ruch, to potem już każdy s********* gdzie popadnie.
Wiedziałem, że tam połączone siły i różne ekipy były, ale że taka kompilacja i w takiej ilości to bym się nie spodziewał.
Generalnie, ciekawy wyjazd i wspomnienia do dziś.
-
- Posty: 205
- Rejestracja: 23.08.2013, 20:11
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Opis Wisły z tego meczu.
W 1999 (coś na wiosnę) Polacy mieli zagrać w Chorzowie na stadionie Śląskim ze Szwecją. Nie pamiętam już czy był to kolejny z serii meczów ostatniej szansy reprezentacji czy też zwykły meczyk jakich wiele.
W kazdym razie my obmyślilismy sprytny plan aby mecz ten zapisał się w annałach potyczek po przekątnej Błoń.
Teraz wszystko trzeba było dobrze dograć.
Mecz jak zawsze wieczorem, planowo skład mieszany z chłopakami znad morza. Trzeba jakoś się ucharakteryzować by się w tym wszystkim nie pogubić i między sobą nie trzaskać.
Krakowski skla ustalony został na 60 osób i tyle też zamówionych zostało niebiesko-biało-czerwonych kominiarek z napisem Wisła na potylicy. My już się nie pogubimy.
Transport.
Udało się znaleźć bardzo dobry autokar by nie rzucać się w oczy stróżom prawa a była to jeszcze końcówka czasów gdy ogólnie bractwo kibicowskie przemieszczało się nie najwyższej klasy autokarami. My bogatsi o handlowe kontakty wynikające z pucharowych wyjazdów załatwiliśmy taki z wyższej półki z wyposażeniem w postaci kierowcy. Już zresztą piałem o kierowcy i autokarze w opisie meczu Polska-anglia parę stron wstecz.
Ostatnia częśc planu najtrudniejsza - potrzebna była jedna, niepozorna osoba charkteryzująca się zimną krwią oraz kompletnie nie znana na krakowskim podwórku "kibicowskim" (nazwijmy go Panem niepozornym)
Gdy już wszystko dopięte było na ostatni guzik nadszedł dzień prawdy = piłkarska środa. Zbiórka gdzieś tam o którejś tam i 60 osob wyrusza w kierunku Katowic. Oczywiscie jak każdy mieszkaniec Krakowa wie miasto nasze pozornie duż wcale takie nie jest. Wieści, szcególnie te dotyczace dwóch klubów roznoszą się lotem błyskawicy. Tak więc wiedzieliśmy że w tym samm kierunku, tego samego dnia i w podobnym celu wyrusza inna strona miasta - ta pasiasta.
Ci wyruszyli tym razem pociagiem, nie wiedząc że od początku podróży towarzyszy im z boku Pan niepozorny.
Wcześniej znaliśmy mniej więcej godzine odjazdu rywali więc my wyruszyliśmy odpowiednio wczęsniej.
Tak bowiem nakazywał plan.
W tamtych latach przed meczami reprezentacji na Patelni w Sosnowcu (plac przy dworcu) oraz w okolicznych uliczkach i knajpach zjeżdżała się jedna opcja kibicowskiej Polski. Można było pogadać/wypić z Zagłębiem Sosnowiec/Legią/Pogonią/Śląskiem/Lechią/Motorem/Widzewem oraz innymi ekipami powiązanymi z wyżej wymienionymi.
Druga opcja ktorej trzon stanowiły ekipy Arki/Cracovii/Lecha oraz od przypadku Ruchu/Tychów spotykala sie raczej juz na stadionie bądź też w pojedynczych wypadkach w Bytomiu wraz z tamtejszą Polonią którą łączą przyjazne stosunki z Arką.
I tym razem Patelnia była miejscem zbiórki naszej "grupy". ale oficjalnej. Tam też skupiły sę wszelkie siły policyjne i inne tałatajstwa. My wraz z Lechią umówiliśmy się na stadionie Zagłębia Sosnowiec. Po dotarciu do Sosnowca i obserwacji z bezpiecznej odległości Patelni stwierdzamy że nie ma się co szwędać gdyż wokól jest niebiesko, zabieramy więc bardzo konkretną 40 osobową ekipę z Gdańska i udajemy się na stadion. Oczywiście by nie wzbudzać tam sensacji rozchodzimy się po okilcznych skwerkach posilając się i gasząc pragnienie.
Wciąz jesteśmy w kontakcie z Panem niepozornym który informuje nas o ruchach/potencjale/wyposażeniu Cracovii.
Wiemy więc już że jedzie ich około 80-90 i że są ekipą, z którą powinniśmy dać sobie radę.
Obliczamy czas, jaki potrzeny nam będzie na dotarcie w sam raz na dworzec w Mysłowicach by stawić się nań dokladnie wtedy kiedy i stawi się tam pociąg z Cracusami. Mamy jeszcze trochę czasu. Niestety w kontakcie z Lechistami byli również Legioniści, ktorzy bardzo zapragnęli wziąc udział w tym wydarzeniu.
Czekamy więc jeszcze na Legionistów.
Czas mija prędko a Warszawiakow jak nie było tak nie ma.
Oczywiście różnice zdań co do czekania i nie czekania na nich ale przeważa opcja że skoro już się umówiliśmy to nie nawalamy.
Niestety czas operacyjny mija i opcja "Mysłowice" odpada, trudno - trzeba będzie działać w Chorzowie/Katowicach.
Informujemy o zmianie planów Pana niepozonego oraz warszawiaków zmieniając miejsce zbiorki na pewien katowicki parking. Legioniści obiecują juz się nie spóźnić. W Katowicach czekamy na ustronnym parkingu...czekamy i czekamy i oczywiście kurwasz mać się nie doczekujemy.
Coś tam znowu stanęło Warszawiakom na przeszkodzie.
Wkurwieni postanawiamy w końcu zrobić tak jak było ustalone na początku - Kraków/Gdańsk.
Zostawiamy autokar i udajemy się 100 osobową bandą w kierunku stadionu.
Drogi co nie miara, środków transportu nie znamy, psów dużo się kręci i patrzą spod oka na anszą grupą ale że iziemy sobie spokojni, uśmiechnięci i bez żadnego wyposażenia to i oni nie są upierdliwi.
Powoli zapada zmrok.
Stadion Śląski połozony jest na granicy Chorzowa i Katowic, otoczony jest wielkim parkiem.
W końcu znajdujemy się w tym parku.
Telefon do Pana niepozornego, informacja do ktorej kasy udaje się Cracovia (na Śląskim jst ich bowiem trochę i są z kilku stron stadionu), synchronizacja zegarków i postanawiamy dopaśc kolegów zza Błoń przy kasie gdyż wchodzenia na mecze repry nie jest płynne i wiadomym jest że postoją tam chwilę.
Gdy dostajemy telefon, że Cracusy są już pod kasą "x" (dajmy na to - przepraszam za luki w pamięci) i że dołącza do nich kilak osób z Gdynii czy Poznania postanawiamy ruszać. w kompletnych ciemnościach przerabiamy parę ławek na podręczne oręże. Toporne ławki pękają niczym zapalki pod kilkoma wielkimi gdańszczanami. Z tym ekwipunkiem ruszamy w kierunku świateł stadionu, widzimy już kasy, idziemy spokojnie żeby nie wzbudzić podejrzeń, przyśpieszamy kroku
.
.
.
.
STAAAAAAĆĆ POLICJAAAA
k...a, wokól nas robi się niebiesko, niczym @#$%& trolle gady wypełzają z ciemności, cichutko odkładamy deseczkiw w krzaki więc afery nie ma ale zostajemy otoczeni i przetrzymani.
A Cracusy wchodzą sobie tymczasem w niewiedzy na stadion.
Pan niepozorny już do nich odbija wkurwiony naszym niepowodzeniam.
Z psim ogonem w końcu dostajemy się pod kasy, ale juz swoje prowadzące na sektor na ktory mamy bilety - vis a vis sektora Cracovii i sprzymierzeńców.
Naszego wkurwienia nie muszę opsiywać...coś jakby mi mama usmażyła kurczaka, ziemniaczki, zrobiła suróweczkę, pomachała talerzem przed nosem i wyjebała wszystko za okno.
Wchodzimy na sektor i widzimy poruszenia jakiejs ekipy na nasz widok, szybka rozkminka - to Tychy.
Jedziemy z nimi.
Pierwsi lecą w ich kierunku Lechiści gdyż ci pierwsi weszli na sektor. Poruszanie po zatloczonym krzesełkowanym sektorze jest cięzkie więc przewaga odleglości miedzy uciekającymi a peletonem poscigowym się nie zmniejsza. Widząc to postanawiamy w kilaknaście osob przechytrzyć wszystkich i wracamy na górę sektora by jego koroną dostać sie do wyjścia w kierunku ktorego kieruja się uciekający chyba Tyszanie. Lecimy już górą i widzimy że w oczekiwanym miejscu pojawia się jakas ekipa, rozgląda się i widząc nas udaje się w naszym kierunku. Idziemy na siebie spokojnie, 40 metró topnieje do 30-20 ... k...a spore typy ...10-8 ... coś mi nie pasuje ... 6-4 ... już jesteśmy prawie ryj w ryj ... przecież to Lechia !
Stoimy naprzeciw siebie jak glupki i rozglądamy się gdzie rozpłynęła sie ekipa która powinna być między nami ale w ogarniającym nas tumulcie jest to już niemożliwe.
Agrrrrrr
Wracamy na sektor, hymn, race, mecz.
Na dole sektora w pewnym momencie pokazuja się jakieś niebiesko-biale kominiarki. Ktoś rzuca hasło "k...a Hutnik". Nie trzeba nikogo namawiać - mała lawina kieruje sie w ich stronę. W pewnym momencie, z mojej perspektywy znikąd, wyłaniaja się niebieskei żółwie, szarżują na nas. Chwilowa wymiana ciosów, gaz w ryj i trzeba się wycofać. Matko Boska, te kominiarki to nie był zbyt dobry pomysł, gaz dostajke się pod kominiarkę i twarz cierpi katusze.
Widzę że niemal wszyscy zrywają je z twarzy.
Interwencja psów na sektrze znakomita...my się rozpływamy a Ci pacyfikuja zwykłych ludzi...musiałem opanowywac jakiegoś małolata miejscowego który zaczał dostawac jakichś spazmów,
W przerwie meczu próbujemy sie przedostać na drugi koniec stadionu do kolegów z Cracovii/Lecha/Arki/Ruchu, niestety ochrona sektorze środkowym/honorowym jest solidna i musimy obejśc się ze smakiem...wykorzystując 45 minut wolengo czasu gadam ze znajomymi Widzewiakami.
Koniec meczu.
chodzą jakieś słuchy że ekipa przecwina ma podejśc niepostrzeżenie z tłumem zwykłych ludzi by się z nami zmierzyć.
Zbieramy się więc z kilkoma ekipami (Legia/Widzew/Lechia/Sosnowiec) i czekamy.
Mija 5 minut, mija 10...ludzki tłum się już znacznie rozrzedził.
Stwierdzamy że to musiał być bleff i postanawiamy odnaleźć jeszcze samą Cracovię, na trasie czy w Krakowie.
Uzgadnaimy z pozstałymi że my idziemy (autokar bowiem mieliśmy zostawiony dośc daleko) a oni jeszcze poczekają.
Dochodzimy do autokaru, zabiramu klku znajomków z Białegostoku i jedziemy ich odwiźć do Sosnowca.
W drodze dostajemy telefon spod stadionu że ekipy ALCR jednak sie pojawiły i po kilku minutach dośc wyrownanych walk pokonały/rozgoniły naszych sprzymierzeńców.
U nas wścieklizna w auokarze, k...a brakło nam kilku minut, oczywiście kłótnie czy to był pomysł, jak to trzeba było zrobić, co jest źle a co dobrze.
P odwiezieniu Jagielloni do Sosnowca, pędem udajemy się z powrotem do Krakowa, Cracsa jest pociągiem więc będziemy pierwsi, noc się jeszcze nie skonczyła.
Docieramy do Krakowa, zwalniamy kierowcę i przesiadamy się na swoje samochody. Udajemy się w okolice Łobzowa gdzie za kilaknascie minut powinien pojawić się pociąg z Katowic z naszym potencjalnym łupem.
Niestety wokół Łobzowa w ch.j policji. Staramy się ustawić gdzieś z boku, po cichu, poczekać aż gorące chwilę miną. Niestety kręci się parę cywilnych polonezów wiadomego pochodzenia. Kryminalna krąży. Dzisiaj juz z atrakcji nici. Musimy się rozjechać.
W ten sposob z dnia ktory mógl być naprawdę udany dla polskie erprezentacji...he he...żartuję, z dnia który mógł byc udany dla nas pozosatje dzień naszej porażki gdyż po meczu zabrakło nas tam gdzie powinniśmy być a ALCR pochulały sobie po parku.
Nie wiem czy nasza 60 osobowa obecnośc by zmieniła przebieg bitwy ale każdy zamiast się tego domyślać wolałby tam zostać i się przekonać.
W 1999 (coś na wiosnę) Polacy mieli zagrać w Chorzowie na stadionie Śląskim ze Szwecją. Nie pamiętam już czy był to kolejny z serii meczów ostatniej szansy reprezentacji czy też zwykły meczyk jakich wiele.
W kazdym razie my obmyślilismy sprytny plan aby mecz ten zapisał się w annałach potyczek po przekątnej Błoń.
Teraz wszystko trzeba było dobrze dograć.
Mecz jak zawsze wieczorem, planowo skład mieszany z chłopakami znad morza. Trzeba jakoś się ucharakteryzować by się w tym wszystkim nie pogubić i między sobą nie trzaskać.
Krakowski skla ustalony został na 60 osób i tyle też zamówionych zostało niebiesko-biało-czerwonych kominiarek z napisem Wisła na potylicy. My już się nie pogubimy.
Transport.
Udało się znaleźć bardzo dobry autokar by nie rzucać się w oczy stróżom prawa a była to jeszcze końcówka czasów gdy ogólnie bractwo kibicowskie przemieszczało się nie najwyższej klasy autokarami. My bogatsi o handlowe kontakty wynikające z pucharowych wyjazdów załatwiliśmy taki z wyższej półki z wyposażeniem w postaci kierowcy. Już zresztą piałem o kierowcy i autokarze w opisie meczu Polska-anglia parę stron wstecz.
Ostatnia częśc planu najtrudniejsza - potrzebna była jedna, niepozorna osoba charkteryzująca się zimną krwią oraz kompletnie nie znana na krakowskim podwórku "kibicowskim" (nazwijmy go Panem niepozornym)
Gdy już wszystko dopięte było na ostatni guzik nadszedł dzień prawdy = piłkarska środa. Zbiórka gdzieś tam o którejś tam i 60 osob wyrusza w kierunku Katowic. Oczywiscie jak każdy mieszkaniec Krakowa wie miasto nasze pozornie duż wcale takie nie jest. Wieści, szcególnie te dotyczace dwóch klubów roznoszą się lotem błyskawicy. Tak więc wiedzieliśmy że w tym samm kierunku, tego samego dnia i w podobnym celu wyrusza inna strona miasta - ta pasiasta.
Ci wyruszyli tym razem pociagiem, nie wiedząc że od początku podróży towarzyszy im z boku Pan niepozorny.
Wcześniej znaliśmy mniej więcej godzine odjazdu rywali więc my wyruszyliśmy odpowiednio wczęsniej.
Tak bowiem nakazywał plan.
W tamtych latach przed meczami reprezentacji na Patelni w Sosnowcu (plac przy dworcu) oraz w okolicznych uliczkach i knajpach zjeżdżała się jedna opcja kibicowskiej Polski. Można było pogadać/wypić z Zagłębiem Sosnowiec/Legią/Pogonią/Śląskiem/Lechią/Motorem/Widzewem oraz innymi ekipami powiązanymi z wyżej wymienionymi.
Druga opcja ktorej trzon stanowiły ekipy Arki/Cracovii/Lecha oraz od przypadku Ruchu/Tychów spotykala sie raczej juz na stadionie bądź też w pojedynczych wypadkach w Bytomiu wraz z tamtejszą Polonią którą łączą przyjazne stosunki z Arką.
I tym razem Patelnia była miejscem zbiórki naszej "grupy". ale oficjalnej. Tam też skupiły sę wszelkie siły policyjne i inne tałatajstwa. My wraz z Lechią umówiliśmy się na stadionie Zagłębia Sosnowiec. Po dotarciu do Sosnowca i obserwacji z bezpiecznej odległości Patelni stwierdzamy że nie ma się co szwędać gdyż wokól jest niebiesko, zabieramy więc bardzo konkretną 40 osobową ekipę z Gdańska i udajemy się na stadion. Oczywiście by nie wzbudzać tam sensacji rozchodzimy się po okilcznych skwerkach posilając się i gasząc pragnienie.
Wciąz jesteśmy w kontakcie z Panem niepozornym który informuje nas o ruchach/potencjale/wyposażeniu Cracovii.
Wiemy więc już że jedzie ich około 80-90 i że są ekipą, z którą powinniśmy dać sobie radę.
Obliczamy czas, jaki potrzeny nam będzie na dotarcie w sam raz na dworzec w Mysłowicach by stawić się nań dokladnie wtedy kiedy i stawi się tam pociąg z Cracusami. Mamy jeszcze trochę czasu. Niestety w kontakcie z Lechistami byli również Legioniści, ktorzy bardzo zapragnęli wziąc udział w tym wydarzeniu.
Czekamy więc jeszcze na Legionistów.
Czas mija prędko a Warszawiakow jak nie było tak nie ma.
Oczywiście różnice zdań co do czekania i nie czekania na nich ale przeważa opcja że skoro już się umówiliśmy to nie nawalamy.
Niestety czas operacyjny mija i opcja "Mysłowice" odpada, trudno - trzeba będzie działać w Chorzowie/Katowicach.
Informujemy o zmianie planów Pana niepozonego oraz warszawiaków zmieniając miejsce zbiorki na pewien katowicki parking. Legioniści obiecują juz się nie spóźnić. W Katowicach czekamy na ustronnym parkingu...czekamy i czekamy i oczywiście kurwasz mać się nie doczekujemy.
Coś tam znowu stanęło Warszawiakom na przeszkodzie.
Wkurwieni postanawiamy w końcu zrobić tak jak było ustalone na początku - Kraków/Gdańsk.
Zostawiamy autokar i udajemy się 100 osobową bandą w kierunku stadionu.
Drogi co nie miara, środków transportu nie znamy, psów dużo się kręci i patrzą spod oka na anszą grupą ale że iziemy sobie spokojni, uśmiechnięci i bez żadnego wyposażenia to i oni nie są upierdliwi.
Powoli zapada zmrok.
Stadion Śląski połozony jest na granicy Chorzowa i Katowic, otoczony jest wielkim parkiem.
W końcu znajdujemy się w tym parku.
Telefon do Pana niepozornego, informacja do ktorej kasy udaje się Cracovia (na Śląskim jst ich bowiem trochę i są z kilku stron stadionu), synchronizacja zegarków i postanawiamy dopaśc kolegów zza Błoń przy kasie gdyż wchodzenia na mecze repry nie jest płynne i wiadomym jest że postoją tam chwilę.
Gdy dostajemy telefon, że Cracusy są już pod kasą "x" (dajmy na to - przepraszam za luki w pamięci) i że dołącza do nich kilak osób z Gdynii czy Poznania postanawiamy ruszać. w kompletnych ciemnościach przerabiamy parę ławek na podręczne oręże. Toporne ławki pękają niczym zapalki pod kilkoma wielkimi gdańszczanami. Z tym ekwipunkiem ruszamy w kierunku świateł stadionu, widzimy już kasy, idziemy spokojnie żeby nie wzbudzić podejrzeń, przyśpieszamy kroku
.
.
.
.
STAAAAAAĆĆ POLICJAAAA
k...a, wokól nas robi się niebiesko, niczym @#$%& trolle gady wypełzają z ciemności, cichutko odkładamy deseczkiw w krzaki więc afery nie ma ale zostajemy otoczeni i przetrzymani.
A Cracusy wchodzą sobie tymczasem w niewiedzy na stadion.
Pan niepozorny już do nich odbija wkurwiony naszym niepowodzeniam.
Z psim ogonem w końcu dostajemy się pod kasy, ale juz swoje prowadzące na sektor na ktory mamy bilety - vis a vis sektora Cracovii i sprzymierzeńców.
Naszego wkurwienia nie muszę opsiywać...coś jakby mi mama usmażyła kurczaka, ziemniaczki, zrobiła suróweczkę, pomachała talerzem przed nosem i wyjebała wszystko za okno.
Wchodzimy na sektor i widzimy poruszenia jakiejs ekipy na nasz widok, szybka rozkminka - to Tychy.
Jedziemy z nimi.
Pierwsi lecą w ich kierunku Lechiści gdyż ci pierwsi weszli na sektor. Poruszanie po zatloczonym krzesełkowanym sektorze jest cięzkie więc przewaga odleglości miedzy uciekającymi a peletonem poscigowym się nie zmniejsza. Widząc to postanawiamy w kilaknaście osob przechytrzyć wszystkich i wracamy na górę sektora by jego koroną dostać sie do wyjścia w kierunku ktorego kieruja się uciekający chyba Tyszanie. Lecimy już górą i widzimy że w oczekiwanym miejscu pojawia się jakas ekipa, rozgląda się i widząc nas udaje się w naszym kierunku. Idziemy na siebie spokojnie, 40 metró topnieje do 30-20 ... k...a spore typy ...10-8 ... coś mi nie pasuje ... 6-4 ... już jesteśmy prawie ryj w ryj ... przecież to Lechia !
Stoimy naprzeciw siebie jak glupki i rozglądamy się gdzie rozpłynęła sie ekipa która powinna być między nami ale w ogarniającym nas tumulcie jest to już niemożliwe.
Agrrrrrr
Wracamy na sektor, hymn, race, mecz.
Na dole sektora w pewnym momencie pokazuja się jakieś niebiesko-biale kominiarki. Ktoś rzuca hasło "k...a Hutnik". Nie trzeba nikogo namawiać - mała lawina kieruje sie w ich stronę. W pewnym momencie, z mojej perspektywy znikąd, wyłaniaja się niebieskei żółwie, szarżują na nas. Chwilowa wymiana ciosów, gaz w ryj i trzeba się wycofać. Matko Boska, te kominiarki to nie był zbyt dobry pomysł, gaz dostajke się pod kominiarkę i twarz cierpi katusze.
Widzę że niemal wszyscy zrywają je z twarzy.
Interwencja psów na sektrze znakomita...my się rozpływamy a Ci pacyfikuja zwykłych ludzi...musiałem opanowywac jakiegoś małolata miejscowego który zaczał dostawac jakichś spazmów,
W przerwie meczu próbujemy sie przedostać na drugi koniec stadionu do kolegów z Cracovii/Lecha/Arki/Ruchu, niestety ochrona sektorze środkowym/honorowym jest solidna i musimy obejśc się ze smakiem...wykorzystując 45 minut wolengo czasu gadam ze znajomymi Widzewiakami.
Koniec meczu.
chodzą jakieś słuchy że ekipa przecwina ma podejśc niepostrzeżenie z tłumem zwykłych ludzi by się z nami zmierzyć.
Zbieramy się więc z kilkoma ekipami (Legia/Widzew/Lechia/Sosnowiec) i czekamy.
Mija 5 minut, mija 10...ludzki tłum się już znacznie rozrzedził.
Stwierdzamy że to musiał być bleff i postanawiamy odnaleźć jeszcze samą Cracovię, na trasie czy w Krakowie.
Uzgadnaimy z pozstałymi że my idziemy (autokar bowiem mieliśmy zostawiony dośc daleko) a oni jeszcze poczekają.
Dochodzimy do autokaru, zabiramu klku znajomków z Białegostoku i jedziemy ich odwiźć do Sosnowca.
W drodze dostajemy telefon spod stadionu że ekipy ALCR jednak sie pojawiły i po kilku minutach dośc wyrownanych walk pokonały/rozgoniły naszych sprzymierzeńców.
U nas wścieklizna w auokarze, k...a brakło nam kilku minut, oczywiście kłótnie czy to był pomysł, jak to trzeba było zrobić, co jest źle a co dobrze.
P odwiezieniu Jagielloni do Sosnowca, pędem udajemy się z powrotem do Krakowa, Cracsa jest pociągiem więc będziemy pierwsi, noc się jeszcze nie skonczyła.
Docieramy do Krakowa, zwalniamy kierowcę i przesiadamy się na swoje samochody. Udajemy się w okolice Łobzowa gdzie za kilaknascie minut powinien pojawić się pociąg z Katowic z naszym potencjalnym łupem.
Niestety wokół Łobzowa w ch.j policji. Staramy się ustawić gdzieś z boku, po cichu, poczekać aż gorące chwilę miną. Niestety kręci się parę cywilnych polonezów wiadomego pochodzenia. Kryminalna krąży. Dzisiaj juz z atrakcji nici. Musimy się rozjechać.
W ten sposob z dnia ktory mógl być naprawdę udany dla polskie erprezentacji...he he...żartuję, z dnia który mógł byc udany dla nas pozosatje dzień naszej porażki gdyż po meczu zabrakło nas tam gdzie powinniśmy być a ALCR pochulały sobie po parku.
Nie wiem czy nasza 60 osobowa obecnośc by zmieniła przebieg bitwy ale każdy zamiast się tego domyślać wolałby tam zostać i się przekonać.
-
- Posty: 134
- Rejestracja: 16.11.2014, 09:19
-
- Posty: 147
- Rejestracja: 27.09.2013, 21:27
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Odnośnie Polska-Szwecja to ,,pan niepozorny'' z Wisły mógł wpuścić kolegów na niezła minę swoimi informacjami:)
-
- Posty: 147
- Rejestracja: 27.09.2013, 21:27
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ostatnie starcie na jakimś otwartym placu koło stadionu poprzedziła wymiana kamieni i butelek,więc jedni i drudzy zdążyli się ogarnąć po wcześniejszych trochę chaotycznych( ze względu na sporą ilość przypadkowych osób opuszczających stadion i nieświadomych tego co się za chwilę wydarzy)zwarciach.A Ruch Chorzów z tamtego okresu, pewnie większość piszących tutaj wyobraża sobie równie potężnie jak dzisiaj:)
-
- Posty: 54
- Rejestracja: 25.03.2007, 12:02
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Trochę video z 2003 roku
https://www.youtube.com/watch?v=j6Mfvwe ... jA&index=3
https://www.youtube.com/watch?v=sAQpz7T ... 8AtkpgTBjA
https://www.youtube.com/watch?v=eEMvx0P ... 8AtkpgTBjA
https://www.youtube.com/watch?v=j6Mfvwe ... jA&index=3
https://www.youtube.com/watch?v=sAQpz7T ... 8AtkpgTBjA
https://www.youtube.com/watch?v=eEMvx0P ... 8AtkpgTBjA
Ja macham szalem za Lechem...
-
- Posty: 252
- Rejestracja: 31.03.2010, 21:57
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Poszukuje skanów z TMK nr 1 lub 2 gdzie Młode Orły pisały listwy otwarte do TB z jakimiś żalami typu "ku*** nie woźcie się bo was dojedziemy" :D
Poratujcie Panowie
Poratujcie Panowie
-
- Posty: 102
- Rejestracja: 11.04.2015, 12:07
- Lokalizacja: Głogów
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
• Lechia Gdańsk – CHROBRY GŁOGÓW (sobota, 14.09.1996)
Jeszcze przed samym sezonem mówiło się w Głogowie, że na wyjazdy do Gdańska i Szczecina przydałoby się wybrać ładną ekipą. Przyznać trzeba, że obecnie kibice Lechii i Pogoni Szczecin należą do jednych z najlepszych w naszej grupie. Także w Polsce te ekipy mają coś do powiedzenia. Z terminarza rozgrywek wynikało, że w I rundzie mamy te dwie drużyny na wyjeździe, a na początku jedziemy do Gdańska. Parę dni przed wyjazdem zastanawiano się czym pojedziemy. Na początku wszystko wskazywało na to, że wybierzemy się autokarem, jednak na dwa dni przed meczem okazało się, że niestety nie ma tylu chętnych. Tak więc postanowiliśmy, że do Gdańska wybierzemy się pociągiem. Wyjazd zaplanowany został na piątek na godz. 22:30. Na dworcu zebrało się 18 kibiców Chrobrego. Droga mijała w śpiewie i zabawie. W Lesznie podczas przesiadki dochodzi do lekkiego starcia z pałami.
W Gdańsku byliśmy ok. godz. 5 rano. Od razu na stacji Gdańsk Główny zauważamy kilkuosobowe grupki gości, którzy po kilkunastu minutach wchodzą do naszego pociągu.
Wiedzieliśmy, że za chwilę może być gorąco. Nie myliliśmy się – po chwili w naszym wagonie doszło do bijatyki z kibicami Lechii, w efekcie której tracimy niestety jeden szalik. Po tej akcji pociąg rusza dalej. Następną stacją jest Gdańsk-Wrzeszcz. Tam znowu dochodzi do walki. W wagonie zostaje zbitych kilka szyb od rzucanych w naszą stronę kamieni. Tym razem pociąg nie rusza. Po kilkunastu minutach po tej akcji przyjeżdżają gliniarze, którzy spisują kilku od nas. W trakcie spisywania zauważamy, że w pobliskich blokach chowają się kibice Lechii i czekają tylko na to, co zrobimy. Postanowiliśmy zatem, że poczekamy na następny pociąg i pojedziemy do Sopotu. Jednak gdy dojeżdżaliśmy do stacji w Sopocie, zauważamy, że tu także nie mamy dużych szans, gdyż i tutaj kibice Lechii byli przygotowani na nas.
Jedziemy więc dalej. Następną stacją jest Gdynia. Jak wszyscy doskonale wiemy Gdynia to oczywiście Arka. Kibice Arki na pewno niechętnie wspominają przejazdy przez Głogów do Lubina na mecze swoich ziomali z Zagłębia. Parę razy stracili szaliki. Więc gdyby wiedzieli, że jadąc na mecz do Gdańska wysiądziemy właśnie w Gdyni, na pewno by na nas czekali i wówczas mielibyśmy bardzo ciepło. Jednak na szczęście nic takiego nie miało miejsca i w Gdyni czuliśmy się nadspodziewanie bezpiecznie.
Tak więc postanowiliśmy, że czas jaki pozostał nam do rozpoczęcia meczu (ok. 6 godzin) spędzimy w Gdyni. Trzeba przyznać, że każdy z nas był nieźle wkurwiony na to, że jadąc na mecz do Lechii Gdańsk musieliśmy szwędać się po Gdyni. Ale niestety było nas zbyt mało, aby móc sobie swobodnie chodzić po Gdańsku czy Sopocie. Kibole Lechii wiedzieli, że jesteśmy i że jest nas mało.
Postanowiliśmy, że wszyscy rozchodzą się po mieście i o 12:00 spotykamy się wszyscy na dworcu głównym w Gdyni. Tam właśnie rozmyślaliśmy jak dojechać na mecz. Przecież wiadomym było, że kibole Lechii będą obstawiać każdą stację.
Uznaliśmy, że najlepiej będzie jeżeli rozbijemy się na grupy i po kilka osób dojedziemy na stadion. I w tym momencie okazało się, że 7 osób z naszej grupy postanowiło wracać do domu. Na początku wszyscy myśleli, że to żart, jednak okazało się, że mówili prawdę i o godz. 13:00 odjechali pociągiem do Zielonej Góry. Naprawdę czegoś takiego nikt się nie spodziewał. Nikt nie spodziewał się, że mamy wśród nas takich cykorów. Ich czyn był godny pożałowania. Zwiewając pokazali, że na wyjazdy to oni jeździć mogą tylko samochodami lub autokarami, bo na inny środek transportu brak im odwagi.
Na całe szczęście są wśród nas kibice, którzy mają swój honor. Kibice, którzy postanowili, że będą na każdym meczu swojej drużyny bez względu na wszystko i że takie zachowanie jak „cykorów” są dla nich obce. Tak więc w Gdyni zostało 11 najwierniejszych kibiców Chrobrego. Postanowiliśmy, że do Gdańska pojedziemy na grupy. Pierwsza grupa pojechała ok. godz. 15:00. Wysiadając na dworcu Gdańsk-Politechnika zauważamy bardzo dużą ilość pał. Idziemy jednak na stadion i tam wśród tłumu czekamy na przyjście następnej grupy (oczywiście w tym czasie mamy pochowane barwy). Następni kibice Chrobrego wyjechali z Gdyni ok. godz. 16:00. Wysiadając od razu zostają obstawieni przez policję i zaprowadzeni na sektor. Wprowadzeni są na stadion w 10 minucie spotkania. W tym czasie nie ma jeszcze młynu Lechii. Jednak gdy zobaczyli naszych, od razu zaczęli śpiewać. Oczywiście główną ich przyśpiewką było „j**** Głogów j****”. Gdy nasi są już na sektorze, dołączają do nich kibice, którzy przyjechali wcześniej i już wszyscy w komplecie jesteśmy na sektorze.
Po paru minutach rozwieszamy flagę, po którą za chwilę biegnie kilku Lechistów. I tylko dzięki szybkiej reakcji jednego z naszych kibiców udało nam się uratować nasze barwy. Już w czasie meczu ogólny spokój. Kibice Lechii bardzo często próbowali uświadomić nam jak nas bardzo nienawidzą, raz po raz śpiewając „j**** Głogów j****”. Jednak my to olaliśmy. Pokazaliśmy, że mamy ich wszystkich w d**** i głównie koncentrowaliśmy się na dopingu dla naszej drużyny. Natomiast kibice Lechii zamiast wspomagać swoją drużynę krzyczeli „Lechia grać ku*** jego mać”. Naprawdę, momentami doping z ich strony był godny pożałowania.
I tak po mału mecz zbliżał się do końca. Po ostatnim gwizdku sędziego dziękujemy piłkarzom za extra mecz, a oni nam za doping. Potem jeszcze przez chwilę rozmawialiśmy z pacjentami z Gdańska, którzy odgrażali się, że nie wyjedziemy stąd żywi. Do Głogowa wraz z piłkarzami wracamy ok. godz. 4 rano. Ogólnie wyjazd był bardzo udany. Było w nim wszystko, począwszy na zadymie a skończywszy na pierwszym zwycięstwie naszej drużyny w tym sezonie. Nasi piłkarze zagrali naprawdę extra mecz. Pokazali, że jeszcze nie złożyli broni i będą walczyli do końca. A jak tak dalej pójdzie to może już niedługo opuścimy strefę spadkową
Jeszcze przed samym sezonem mówiło się w Głogowie, że na wyjazdy do Gdańska i Szczecina przydałoby się wybrać ładną ekipą. Przyznać trzeba, że obecnie kibice Lechii i Pogoni Szczecin należą do jednych z najlepszych w naszej grupie. Także w Polsce te ekipy mają coś do powiedzenia. Z terminarza rozgrywek wynikało, że w I rundzie mamy te dwie drużyny na wyjeździe, a na początku jedziemy do Gdańska. Parę dni przed wyjazdem zastanawiano się czym pojedziemy. Na początku wszystko wskazywało na to, że wybierzemy się autokarem, jednak na dwa dni przed meczem okazało się, że niestety nie ma tylu chętnych. Tak więc postanowiliśmy, że do Gdańska wybierzemy się pociągiem. Wyjazd zaplanowany został na piątek na godz. 22:30. Na dworcu zebrało się 18 kibiców Chrobrego. Droga mijała w śpiewie i zabawie. W Lesznie podczas przesiadki dochodzi do lekkiego starcia z pałami.
W Gdańsku byliśmy ok. godz. 5 rano. Od razu na stacji Gdańsk Główny zauważamy kilkuosobowe grupki gości, którzy po kilkunastu minutach wchodzą do naszego pociągu.
Wiedzieliśmy, że za chwilę może być gorąco. Nie myliliśmy się – po chwili w naszym wagonie doszło do bijatyki z kibicami Lechii, w efekcie której tracimy niestety jeden szalik. Po tej akcji pociąg rusza dalej. Następną stacją jest Gdańsk-Wrzeszcz. Tam znowu dochodzi do walki. W wagonie zostaje zbitych kilka szyb od rzucanych w naszą stronę kamieni. Tym razem pociąg nie rusza. Po kilkunastu minutach po tej akcji przyjeżdżają gliniarze, którzy spisują kilku od nas. W trakcie spisywania zauważamy, że w pobliskich blokach chowają się kibice Lechii i czekają tylko na to, co zrobimy. Postanowiliśmy zatem, że poczekamy na następny pociąg i pojedziemy do Sopotu. Jednak gdy dojeżdżaliśmy do stacji w Sopocie, zauważamy, że tu także nie mamy dużych szans, gdyż i tutaj kibice Lechii byli przygotowani na nas.
Jedziemy więc dalej. Następną stacją jest Gdynia. Jak wszyscy doskonale wiemy Gdynia to oczywiście Arka. Kibice Arki na pewno niechętnie wspominają przejazdy przez Głogów do Lubina na mecze swoich ziomali z Zagłębia. Parę razy stracili szaliki. Więc gdyby wiedzieli, że jadąc na mecz do Gdańska wysiądziemy właśnie w Gdyni, na pewno by na nas czekali i wówczas mielibyśmy bardzo ciepło. Jednak na szczęście nic takiego nie miało miejsca i w Gdyni czuliśmy się nadspodziewanie bezpiecznie.
Tak więc postanowiliśmy, że czas jaki pozostał nam do rozpoczęcia meczu (ok. 6 godzin) spędzimy w Gdyni. Trzeba przyznać, że każdy z nas był nieźle wkurwiony na to, że jadąc na mecz do Lechii Gdańsk musieliśmy szwędać się po Gdyni. Ale niestety było nas zbyt mało, aby móc sobie swobodnie chodzić po Gdańsku czy Sopocie. Kibole Lechii wiedzieli, że jesteśmy i że jest nas mało.
Postanowiliśmy, że wszyscy rozchodzą się po mieście i o 12:00 spotykamy się wszyscy na dworcu głównym w Gdyni. Tam właśnie rozmyślaliśmy jak dojechać na mecz. Przecież wiadomym było, że kibole Lechii będą obstawiać każdą stację.
Uznaliśmy, że najlepiej będzie jeżeli rozbijemy się na grupy i po kilka osób dojedziemy na stadion. I w tym momencie okazało się, że 7 osób z naszej grupy postanowiło wracać do domu. Na początku wszyscy myśleli, że to żart, jednak okazało się, że mówili prawdę i o godz. 13:00 odjechali pociągiem do Zielonej Góry. Naprawdę czegoś takiego nikt się nie spodziewał. Nikt nie spodziewał się, że mamy wśród nas takich cykorów. Ich czyn był godny pożałowania. Zwiewając pokazali, że na wyjazdy to oni jeździć mogą tylko samochodami lub autokarami, bo na inny środek transportu brak im odwagi.
Na całe szczęście są wśród nas kibice, którzy mają swój honor. Kibice, którzy postanowili, że będą na każdym meczu swojej drużyny bez względu na wszystko i że takie zachowanie jak „cykorów” są dla nich obce. Tak więc w Gdyni zostało 11 najwierniejszych kibiców Chrobrego. Postanowiliśmy, że do Gdańska pojedziemy na grupy. Pierwsza grupa pojechała ok. godz. 15:00. Wysiadając na dworcu Gdańsk-Politechnika zauważamy bardzo dużą ilość pał. Idziemy jednak na stadion i tam wśród tłumu czekamy na przyjście następnej grupy (oczywiście w tym czasie mamy pochowane barwy). Następni kibice Chrobrego wyjechali z Gdyni ok. godz. 16:00. Wysiadając od razu zostają obstawieni przez policję i zaprowadzeni na sektor. Wprowadzeni są na stadion w 10 minucie spotkania. W tym czasie nie ma jeszcze młynu Lechii. Jednak gdy zobaczyli naszych, od razu zaczęli śpiewać. Oczywiście główną ich przyśpiewką było „j**** Głogów j****”. Gdy nasi są już na sektorze, dołączają do nich kibice, którzy przyjechali wcześniej i już wszyscy w komplecie jesteśmy na sektorze.
Po paru minutach rozwieszamy flagę, po którą za chwilę biegnie kilku Lechistów. I tylko dzięki szybkiej reakcji jednego z naszych kibiców udało nam się uratować nasze barwy. Już w czasie meczu ogólny spokój. Kibice Lechii bardzo często próbowali uświadomić nam jak nas bardzo nienawidzą, raz po raz śpiewając „j**** Głogów j****”. Jednak my to olaliśmy. Pokazaliśmy, że mamy ich wszystkich w d**** i głównie koncentrowaliśmy się na dopingu dla naszej drużyny. Natomiast kibice Lechii zamiast wspomagać swoją drużynę krzyczeli „Lechia grać ku*** jego mać”. Naprawdę, momentami doping z ich strony był godny pożałowania.
I tak po mału mecz zbliżał się do końca. Po ostatnim gwizdku sędziego dziękujemy piłkarzom za extra mecz, a oni nam za doping. Potem jeszcze przez chwilę rozmawialiśmy z pacjentami z Gdańska, którzy odgrażali się, że nie wyjedziemy stąd żywi. Do Głogowa wraz z piłkarzami wracamy ok. godz. 4 rano. Ogólnie wyjazd był bardzo udany. Było w nim wszystko, począwszy na zadymie a skończywszy na pierwszym zwycięstwie naszej drużyny w tym sezonie. Nasi piłkarze zagrali naprawdę extra mecz. Pokazali, że jeszcze nie złożyli broni i będą walczyli do końca. A jak tak dalej pójdzie to może już niedługo opuścimy strefę spadkową
CHROBRY GŁOGÓW!
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 112 gości