na starym,starym forum istniał podobny wątek,w którym wymieniani byli Ci kopacze którzy faktycznie nie zawodzili Nas kiedy grali w piłkę,potem,gdy odeszli za kasą do innego klubu a następnie już na emeryturce piłkarskiej dalej darzeni byli szacunkiem.
Ocenianie piłkarza tylko po tym,że w dzisiejszych czasach na łamach gazety czy na fejsbuku dobrze napisze o Naszym klubie,to jak dymanie za pieniądze- dobrze zapłacone,usługa wykonana.
Ktoś wspomina Majdana,Szczęsnego czy innych.To ja się pytam,znałeś go,jeśli nie osobiście,to chociaż spotkałeś go na mieście,zamieniłeś dwa zdania?
Przykłady dwóch niby "legend" z ostatniego okresu.
Kowalczyk Wojtek. Za czasów gry w Legii- kozak.Na boisku i poza nim.Większość czytała jego książkę,zna opinie tych,którzy zaczynali karierę na trybunach w tamtych czasach i mieli wyrobioną opinię. Jednak nawet takim niby kozakom odpierdala.Nie ważne czy to wóda,kasa czy baba.Jak wpływ na Ciebie ma któryś z tych czy innych czynników,znaczy jesteś zwykła szmata,która do tego momentu nieźle się po prostu kryła.
Wojtuś ma "trochę" focha na Legię.Czemu,można poczytać w ostatnim wywiadzie.
http://eurosport.onet.pl/pilka-nozna/li ... cami/hp17d
W tym potoku bzdur- nawet dla osoby spoza kręgu Legii, najbardziej uderza ten fragment
Wy zawsze nazywacie kibicami tych ludzi, którzy demolują stadion. To wy macie problem, a nie ja. Wiem, pod czyimi rozkazami oni robią to, a nie co innego. Ale mnie to ani ziębi, ani grzeje. Mieszkam na Bródnie, gdzie tamci kibice nie mają wstępu. Wiem, kto na trybunach Legii wydaje rozkazy, mam w tej grupie swoich kolegów.
Zawsze to plus 10 do siły jak można powołać się na znajomość tego albo innego machera.Że Wojtek nie jest odosobniony w takim stwierdzeniu wśród tych "bohaterów" za chwilę kolejny przykład z Bydgoszczy.
Jednak albo coś poszło nie tak w tych znajomościach,albo to może KSP takie "jajcarskie" bo po wywiadzie koło domu Kowala pojawia się
Komuś,kto jeszcze pewnie próbował zrzucić takie pieprzenie na hektolitry wódy czy jakiś nowy narkotyk,chyba stracił ostatnie argumenty.
Przykład kolejny.Grzegorz Witan.Dla większości spoza kręgu Zawiszy,nieznany.Pewnie w każdym klubie jest taki gość,który mimo jednego czy drugiego babola,dalej cieszy się szacunkiem.Bo każdy ma prawo się pomylić,zrobić błąd.Oczywiście nie kalibru "Kowalczyka".
Jeden z ostatnich Przeglądów Sportowych
Zapadła decyzja, że nie ma sensu ryzykować. W meczu z Podbeskidziem nie zagram – mówi podstawowy bramkarz Zawiszy Grzegorz Sandomierski. Oznacza to, że tak samo jak we Wrocławiu, zastąpi go Grzegorz Witan. Piłkarz, który w Bydgoszczy jest już od pięciu lat. – Andrzej jest w klubie tak długo, że przez kibiców nazywany jest często wychowankiem – mówi Maciej Murawski, trener Zawiszy w sezonie 2010/2011.
U niego Witan był podstawowym zawodnikiem. – Szybki, świetny refleks, dobrze asekuruje linię obrony. Nieźle grał nogami. Brakowało mu jedynie centymetrów – Murawski charakteryzuje mierzącego 182 cm golkipera, który przez długi czas był ulubieńcem trybun.
– Był bardzo blisko z kibicami, którzy widzieli w nim następcę legendy klubu, śp. Andrzeja Brończyka – mówi sześciokrotny reprezentant Polski. Dziś sytuacja diametralnie się zmieniła, Witan jest jednym z głównych wrogów części bydgoskich kibiców, skonfliktowanych z właścicielem klubu.
Powód? Grudniowe oświadczenie, w którym zawodnicy Zawiszy opowiedzieli się po stronie Radosława Osucha. Pod pismem podpisał się także Witan.
Długo nie musiał czekać na odpowiedź fanów. Kochany Andrzejku, pytamy Ciebie czy już zapomniałeś, ile to razy kibice wyciągali do Ciebie pomocną dłoń? Czy zapomniałeś dzięki komu zostałeś w tym klubie, kiedy Twoje dni były już policzone, po tym jak przed ważnym meczem złamałeś paluszek niby na treningu. Ale czy treningi odbywały się w nocy na mieście? Czy zapomniałeś na kogo się powoływałeś, gdy miałeś kłopoty w czasie występów na mieście, za co nieraz groziło po buźce?
Zapomniałeś, jak podczas jednego ze spotkań z kibicami, kajałeś się przy swoich kolegach z drużyny, że Twoje występki już się nigdy nie powtórzą i prosiłeś o wybaczenie? – zaatakowali na stronie zawiszafans.net 24-letniego zawodnika, jedynego w kadrze Zawiszy obok Jakuba Wójcickiego, który pamięta jeszcze czasy, gdy zespół grał w drugiej lidze.
Byli piłkarze bydgoskiego klubu przyznają, że bardzo młody wówczas bramkarz lubił nocne życie, niejednokrotnie korzystając w klubach z bliskich kontaktów z fanami Zawiszy. – Witan naprawdę miał świetny kontakt z kibicami, być może wychodził z nimi na miasto, pewnie nie raz z nimi wypił. Dlatego to właśnie do niego przede wszystkim mają pretensje. Był najbliżej nich, więc żal jest największy – uważa Murawski.
Janusz Kubot, który prowadził Zawiszę, gdy Witan doznał urazu, nie chce zdradzić kulisów tajemniczej kontuzji swojego byłego golkipera. – To była ogromna strata, że rozciął sobie palec, bo ten uraz wyeliminował go z gry na kilka dobrych kolejek. Mocno mu to pokrzyżowało plany. Nie chcę jednak mówić, co się wówczas wydarzyło, jest mi niezręcznie – ucina temat.
Przypadek Witana podsumowuje jednak słowami: – Każdy ma prawo popełniać błędy. Ci młodzi piłkarze uczyli się tego zawodu bardzo szybko, musieli w ekspresowym tempie dojrzewać. Różnie sobie z tym radzili.
Także cholernie uważajcie kogo,nawet nie na forum,ale w życiu poza netem nazywacie "piłkarzem z jajami".
Podobnie jak w Naszym środowisku,zdarzają się zwykłe faje które tylko udają.
Zawsze też śmieszy mnie tekst "tylko szmata bije brata".
Nooo, ale jeśli ten "brat" okazał się przypadkiem wyżej przytoczonym,a śpiewający nie mają o tym pojęcia,to można tylko zripostować : "sry,taki mamy klimat w ekipie"