Re: Zagłębie Dąbrowskie i Górny Śląsk-Kibicowsko
: 22.08.2020, 10:46
Tu artykuł z GóWna:
Szef Psycho Fans zaatakował w sądzie skruszonych kiboli. "Czekałem na to długie trzy lata"
Marcin Pietraszewski
20 sierpnia 2020 | 16:46
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W największej i specjalnie zabezpieczonej sali Sądu Okręgowego w Katowicach odbyła się w czwartek kolejna rozprawa 48 osób oskarżonych o udział w założonym przez pseudokibiców Ruchu Chorzów gangu Psycho Fans. To największa sprawa dotycząca zorganizowanej przestępczości, prowadzona w województwie śląskim. 35 oskarżonych nadal przebywa w aresztach. Ich rozprawy mają status zwiększonego zagrożenia bezpieczeństwa. Oznacza to, że pseudokibice na salę rozpraw wprowadzani są w łańcuchach skuwających ich dłonie i nogi.
Psycho Fans dla adwokatów w 42 calach
Przez kilka ostatnich miesięcy sąd przesłuchiwał oskarżonych, którzy poszli na współpracę z prokuraturą i w nagrodę zyskali status małych świadków koronnych [tak zwanych sześćdziesiątek - przyp. red.]. Gdy składali zeznania, oskarżeni, którzy nie przyznali się do winy, nie byli dowożeni do sądu, a z wyjaśnieniami kolegów mogli się zapoznać wyłącznie z protokołów. Jednak w czwartek w ławach oskarżonych znowu zasiedli wszyscy członkowie Psycho Fans, bo sąd skończył przesłuchania skruszonych kiboli i wezwał pierwszych świadków.
Rozprawa rozpoczęła się jednak z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem. Z powodu zagrożenia koronawirusem zdecydowano, że obrońcy oskarżonych przebieg procesu będą śledzili w osobnej sali rozpraw. Zamontowano tam kamery, mikrofony oraz postawiono 42-calowy telewizor, na którym adwokaci mieli oglądać to, co się dzieje na głównej sali rozpraw.
- To nieporozumienie. Przecież proces to nie transmisja meczu piłkarskiego, nie można go śledzić w telewizji. Może kupimy jeszcze popcorn i piwo? - ironizowali obrońcy.
Ostatecznie sąd wycofał się z tego pomysłu. - Informatyk stwierdził, że mimo wcześniejszych prób nie jest możliwe przeprowadzenie wideokonferencji pomiędzy salami, bo łącze jest za słabe, a szum zakłóca przekaz dźwiękowy - stwierdził sędzia Piotr Horzela. I zaprosił adwokatów do głównej sali.
"Maślak" nakrzyczał na sąd, a potem zaczął wyjaśniać
Wtedy pojawiła się kwestia dotycząca bezpieczeństwa sanitarnego. Mecenas Bartłomiej Piotrowski zauważył, że oskarżeni, za pancerną szybą, siedzą ramię w ramię z pilnującymi ich policjantami. - Proszę zaprotokołować, że po tamtej stronie szyby nie jest zachowany dystans sanitarny - poprosił adwokat. Sąd uznał jednak, że kwestie bezpieczeństwa są ważniejsze od dystansu sanitarnego i nie można tego zmienić. - Zgodnie z przepisami na sali może przebywać 107 osób i tego będziemy się trzymali - podkreśliła Ewa Wrońska, przewodnicząca składu orzekającego. Oskarżeni szybko jednak wyliczyli, że na sali jest 112 osób. Po naradzie z dowódcami konwoju zdecydowano, że opuści ją pięciu policjantów.
Sąd planował przesłuchać w czwartek pierwszych świadków, jednak nieoczekiwanie Maciej M., ps. „Maślak”, oskarżony o kierowanie gangiem Psycho Fans stwierdził, że chce złożyć wyjaśnienia i odnieść się do tego, co przed sądem mówili skruszeni kibole. Doszło do awantury, bo sędziowie próbowali przekonać go, że będzie mógł złożyć wyjaśnienia na kolejnej rozprawie.
- Czekałem na to trzy lata, siedzę w areszcie i mam prawo głosu. Chcę to zrobić tu i teraz - krzyczał „Maślak”. Przewodnicząca składu upominała go kilka razy, w końcu jednak zgodziła się, aby zeznawał.
„Maślak” nie przyznał się do zarzutu kierowania, a także udziału w grupie przestępczej. - Nie było żadnej grupy. Prokurator zarzuca mi, że kierowałem nią w latach 2010-2017, tymczasem pierwsze przestępstwo, o które mnie oskarżył, jest datowane na rok 2015. Czyli pięć lat kierowałem gangiem, a nie popełniałem przestępstw? - pytał ubrany w błękitną koszulę Maciej M. Zaznaczył, że w latach 2011-13 siedział w aresztach, więc nie mógł stamtąd nikomu wydawać żadnych poleceń.
"Maślak": Od dziecka byłem kibicem Ruchu
„Maślak” podkreślił, że w latach 2013-2017 był tylko dwa razy na meczu Ruchu Chorzów. - Od dziecka byłem kibicem Ruchu, ale żeby kierować grupą przestępczą, rzekomo wywodząca się ze środowiska kibicowskiego, nie wystarczy być tylko kibicem. Jak miałem kierować kibicami, mieć na nich wpływ, skoro nie uczestniczyłem w ich życiu? - pytał Maciej M.
Wielokrotnie kwestionował zeznania Łukasza B., ps. „Baluś”, który poszedł na współpracę z Centralnym Biurem Śledczym Policji i przyznał się m.in. do sprzedaży ponad 700 kilogramów narkotyków. - Gdybym był szefem gangu kibiców, musiałbym dostać jakieś honorarium ze sprzedaży takiej ilości narkotyków. Nie zarabiałem na tym, co powinno sądowi dać do myślenia, kto tak naprawdę kierował tą grupą - podkreślił „Maślak” i przypomniał medialne materiały, z których wynikało, że to „Baluś” kierował gangiem kiboli.
- Łukasz B. w swoich zeznaniach opowiadał, że to on zarządzał grupą i sam brał udział we wszystkich zbrodniach objętych aktem oskarżenia, a mimo to o kierowanie gangiem oskarżyła mnie. Zeznania „Balusia” są kalumniami - mówił Maciej M.
Dodał, że żaden z oskarżonych, którzy nie poszli na współpracę, nie wymieniał jego osoby jako tej, która wydawała rozkazy. - Maciej M., ps. „Maciuś” [kolejny skruszony członek gangu - przyp. red.] powiedział wprost, że każdy popełniał przestępstwa na własną ręką. W tej sytuacji trzeba sobie zadać pytanie, czy taka grupa w ogóle istniała? - stwierdził "Maślak".
"Maciuś kłamie, zrzucając winę na mnie"
Maciej M. nie przyznał się też do porwania dla okupu przedsiębiorcy Marka P. w marcu 2015 r. - Nie brałem w tym udziału, nie planowałem tego, a o tym, że do takiego zdarzenia doszło, dowiedziałem się od Macieja S., który wziął w nim udział - wyjaśniał „Maślak”.
Kilkukrotnie kwestionował zeznania Macieja S., który powiedział śledczym, że „Maślak” także wziął udział w porwaniu. - "Maciuś" próbuje nieudolnie kłamać, zrzucając swoją odpowiedzialność na mnie - przekonywał "Maślak". Na kolejnej rozprawie będzie kontynuował wyjaśnienia.
W czwartek wyjaśnienia złożył też Robert P., ps. „Pepek”, oskarżony o udział w gangu, skonstruowanie ładunku, który przed Wielkimi Derbami Śląska podłożono na stadionie Ruchu, udział w kibolskich bijatykach oraz napad na stadion GKS-u Katowice. - Nie byłem członkiem grupy przestępczej, zasiadałem w radzie nadzorczej stowarzyszenia kibiców, nie popełniłem żadnego czynu chuligańskiego, a to, że od 20 lat jestem kibicem Ruchu Chorzów, nie znaczy, że jestem bandytą - mówił „Pepek”. Twierdził, że został pomówiony przez „Balusia”, z którym się nie lubił.
- Handlowałem pirotechniką z kibicami różnych klubów, więc nie mógłbym brać udziału w ustawkach z nimi, bo straciłbym klientów - przekonywał Robert P. Dodał, że po zatrzymaniu przez policję był namawiany przez prokuratora do pójścia na współpracę. W nagrodę miał wyjść na wolność. Nie zgodził się, bo - jego zdaniem - nie popełnił zarzucanych mu czynów. - Obciążają mnie pomówienia „sześćdziesiątek” sfabrykowane przez policję i prokuraturę - podkreślił.
Kolejna rozprawa w procesie Psycho Fans odbędzie się za tydzień.
Szef Psycho Fans zaatakował w sądzie skruszonych kiboli. "Czekałem na to długie trzy lata"
Marcin Pietraszewski
20 sierpnia 2020 | 16:46
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W największej i specjalnie zabezpieczonej sali Sądu Okręgowego w Katowicach odbyła się w czwartek kolejna rozprawa 48 osób oskarżonych o udział w założonym przez pseudokibiców Ruchu Chorzów gangu Psycho Fans. To największa sprawa dotycząca zorganizowanej przestępczości, prowadzona w województwie śląskim. 35 oskarżonych nadal przebywa w aresztach. Ich rozprawy mają status zwiększonego zagrożenia bezpieczeństwa. Oznacza to, że pseudokibice na salę rozpraw wprowadzani są w łańcuchach skuwających ich dłonie i nogi.
Psycho Fans dla adwokatów w 42 calach
Przez kilka ostatnich miesięcy sąd przesłuchiwał oskarżonych, którzy poszli na współpracę z prokuraturą i w nagrodę zyskali status małych świadków koronnych [tak zwanych sześćdziesiątek - przyp. red.]. Gdy składali zeznania, oskarżeni, którzy nie przyznali się do winy, nie byli dowożeni do sądu, a z wyjaśnieniami kolegów mogli się zapoznać wyłącznie z protokołów. Jednak w czwartek w ławach oskarżonych znowu zasiedli wszyscy członkowie Psycho Fans, bo sąd skończył przesłuchania skruszonych kiboli i wezwał pierwszych świadków.
Rozprawa rozpoczęła się jednak z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem. Z powodu zagrożenia koronawirusem zdecydowano, że obrońcy oskarżonych przebieg procesu będą śledzili w osobnej sali rozpraw. Zamontowano tam kamery, mikrofony oraz postawiono 42-calowy telewizor, na którym adwokaci mieli oglądać to, co się dzieje na głównej sali rozpraw.
- To nieporozumienie. Przecież proces to nie transmisja meczu piłkarskiego, nie można go śledzić w telewizji. Może kupimy jeszcze popcorn i piwo? - ironizowali obrońcy.
Ostatecznie sąd wycofał się z tego pomysłu. - Informatyk stwierdził, że mimo wcześniejszych prób nie jest możliwe przeprowadzenie wideokonferencji pomiędzy salami, bo łącze jest za słabe, a szum zakłóca przekaz dźwiękowy - stwierdził sędzia Piotr Horzela. I zaprosił adwokatów do głównej sali.
"Maślak" nakrzyczał na sąd, a potem zaczął wyjaśniać
Wtedy pojawiła się kwestia dotycząca bezpieczeństwa sanitarnego. Mecenas Bartłomiej Piotrowski zauważył, że oskarżeni, za pancerną szybą, siedzą ramię w ramię z pilnującymi ich policjantami. - Proszę zaprotokołować, że po tamtej stronie szyby nie jest zachowany dystans sanitarny - poprosił adwokat. Sąd uznał jednak, że kwestie bezpieczeństwa są ważniejsze od dystansu sanitarnego i nie można tego zmienić. - Zgodnie z przepisami na sali może przebywać 107 osób i tego będziemy się trzymali - podkreśliła Ewa Wrońska, przewodnicząca składu orzekającego. Oskarżeni szybko jednak wyliczyli, że na sali jest 112 osób. Po naradzie z dowódcami konwoju zdecydowano, że opuści ją pięciu policjantów.
Sąd planował przesłuchać w czwartek pierwszych świadków, jednak nieoczekiwanie Maciej M., ps. „Maślak”, oskarżony o kierowanie gangiem Psycho Fans stwierdził, że chce złożyć wyjaśnienia i odnieść się do tego, co przed sądem mówili skruszeni kibole. Doszło do awantury, bo sędziowie próbowali przekonać go, że będzie mógł złożyć wyjaśnienia na kolejnej rozprawie.
- Czekałem na to trzy lata, siedzę w areszcie i mam prawo głosu. Chcę to zrobić tu i teraz - krzyczał „Maślak”. Przewodnicząca składu upominała go kilka razy, w końcu jednak zgodziła się, aby zeznawał.
„Maślak” nie przyznał się do zarzutu kierowania, a także udziału w grupie przestępczej. - Nie było żadnej grupy. Prokurator zarzuca mi, że kierowałem nią w latach 2010-2017, tymczasem pierwsze przestępstwo, o które mnie oskarżył, jest datowane na rok 2015. Czyli pięć lat kierowałem gangiem, a nie popełniałem przestępstw? - pytał ubrany w błękitną koszulę Maciej M. Zaznaczył, że w latach 2011-13 siedział w aresztach, więc nie mógł stamtąd nikomu wydawać żadnych poleceń.
"Maślak": Od dziecka byłem kibicem Ruchu
„Maślak” podkreślił, że w latach 2013-2017 był tylko dwa razy na meczu Ruchu Chorzów. - Od dziecka byłem kibicem Ruchu, ale żeby kierować grupą przestępczą, rzekomo wywodząca się ze środowiska kibicowskiego, nie wystarczy być tylko kibicem. Jak miałem kierować kibicami, mieć na nich wpływ, skoro nie uczestniczyłem w ich życiu? - pytał Maciej M.
Wielokrotnie kwestionował zeznania Łukasza B., ps. „Baluś”, który poszedł na współpracę z Centralnym Biurem Śledczym Policji i przyznał się m.in. do sprzedaży ponad 700 kilogramów narkotyków. - Gdybym był szefem gangu kibiców, musiałbym dostać jakieś honorarium ze sprzedaży takiej ilości narkotyków. Nie zarabiałem na tym, co powinno sądowi dać do myślenia, kto tak naprawdę kierował tą grupą - podkreślił „Maślak” i przypomniał medialne materiały, z których wynikało, że to „Baluś” kierował gangiem kiboli.
- Łukasz B. w swoich zeznaniach opowiadał, że to on zarządzał grupą i sam brał udział we wszystkich zbrodniach objętych aktem oskarżenia, a mimo to o kierowanie gangiem oskarżyła mnie. Zeznania „Balusia” są kalumniami - mówił Maciej M.
Dodał, że żaden z oskarżonych, którzy nie poszli na współpracę, nie wymieniał jego osoby jako tej, która wydawała rozkazy. - Maciej M., ps. „Maciuś” [kolejny skruszony członek gangu - przyp. red.] powiedział wprost, że każdy popełniał przestępstwa na własną ręką. W tej sytuacji trzeba sobie zadać pytanie, czy taka grupa w ogóle istniała? - stwierdził "Maślak".
"Maciuś kłamie, zrzucając winę na mnie"
Maciej M. nie przyznał się też do porwania dla okupu przedsiębiorcy Marka P. w marcu 2015 r. - Nie brałem w tym udziału, nie planowałem tego, a o tym, że do takiego zdarzenia doszło, dowiedziałem się od Macieja S., który wziął w nim udział - wyjaśniał „Maślak”.
Kilkukrotnie kwestionował zeznania Macieja S., który powiedział śledczym, że „Maślak” także wziął udział w porwaniu. - "Maciuś" próbuje nieudolnie kłamać, zrzucając swoją odpowiedzialność na mnie - przekonywał "Maślak". Na kolejnej rozprawie będzie kontynuował wyjaśnienia.
W czwartek wyjaśnienia złożył też Robert P., ps. „Pepek”, oskarżony o udział w gangu, skonstruowanie ładunku, który przed Wielkimi Derbami Śląska podłożono na stadionie Ruchu, udział w kibolskich bijatykach oraz napad na stadion GKS-u Katowice. - Nie byłem członkiem grupy przestępczej, zasiadałem w radzie nadzorczej stowarzyszenia kibiców, nie popełniłem żadnego czynu chuligańskiego, a to, że od 20 lat jestem kibicem Ruchu Chorzów, nie znaczy, że jestem bandytą - mówił „Pepek”. Twierdził, że został pomówiony przez „Balusia”, z którym się nie lubił.
- Handlowałem pirotechniką z kibicami różnych klubów, więc nie mógłbym brać udziału w ustawkach z nimi, bo straciłbym klientów - przekonywał Robert P. Dodał, że po zatrzymaniu przez policję był namawiany przez prokuratora do pójścia na współpracę. W nagrodę miał wyjść na wolność. Nie zgodził się, bo - jego zdaniem - nie popełnił zarzucanych mu czynów. - Obciążają mnie pomówienia „sześćdziesiątek” sfabrykowane przez policję i prokuraturę - podkreślił.
Kolejna rozprawa w procesie Psycho Fans odbędzie się za tydzień.
