gumowy91 pisze: 06.02.2020, 20:27
Szef kibolskiego gangu Psycho Fans opowiadał w sądzie, w jaki sposób szalikowcy z Chorzowa zdobywali pozycję w kibicowskim półświatku. - "Lotek" leżał, kwiczał i ryczał. A potem była komenda, by chwycić go za ręce i nogi i tak bić młotkami, aby je połamać - opowiadał o ataku na lidera zabrzańskiej Torcidy.
W Sądzie Okręgowym w Katowicach odbyła się w czwartek kolejna rozprawa w procesie 48 osób oskarżonych o udział gangu Psycho Fans założonym przez pseudokibiców Ruchu Chorzów. Sędziowie kontynuowali przesłuchanie Łukasza B. ps. Baluś, który w strukturze grupy zajmował czwarte miejsce i kierował kibolskim wywiadem. Po zatrzymaniu poszedł na współpracę z prokuraturą i uzyskał status małego świadka koronnego. Wyjaśnienia składał bez udziału współoskarżonych kolegów.
- Chciałem zgłosić, że na zakończenie ostatniej rozprawy panie siedzące na sali rozpraw [dziewczyny Psycho Fans - przyp. red.] nazwały mnie c*****, konfidentem i używały wulgaryzmów. Jedna z tych pań, która jest na sali rozpraw, ma nałożony przez prokuraturę zakaz zbliżania się do mnie i innych oskarżonych, którzy poszli na współpracę z prokuraturą - stwierdził „Baluś”. Ta deklaracja wywołała konsternację składu sędziowskiego.
- Na jaką odległość obowiązuje zakaz zbliżania? - dopytał sędzia Piotr Horzela.
- Nie wiem - przyznał Łukasz B. Sąd uznał, że tę kwestię wyjaśni po zakończeniu rozprawy. - Jeśli sytuacja się jednak powtórzy, publiczność zostanie wyproszona z sali - zagroziła sędzia Ewa Wrońska, przewodnicząca składu orzekającego.
Katowaliśmy ludzi oczach dzieci
„Baluś” przyznał, że dziesięć lat temu Maciej M. ps. Maślak, lider Psycho Fans, zorganizował napad na szkołę podstawową w Mysłowicach, w której trenowali kibice GieKSy. Zamaskowani Psycho Fans wpadli tam uzbrojeni w style od łopat i bejsbole.
- Pamiętam, że byli tam trenerzy, jacyś ludzie i kibole GieKSy. Myśmy lali wszystkich równo, jak popadnie. Z boku stały wystraszone dzieci i przyglądały się, jak biłem jakiegoś człowieka kijem od łopaty. Jeden przerażony chłop chwycił ławeczkę gimnastyczną i bronił się nią przed naszymi chłopakami - opowiadał szef wywiadu Psycho Fans. Na odchodnym pseudokibice z Chorzowa zniszczyli wszystkie zaparkowane przed szkołą samochody.
Psycho Fans zdewastowali też bar położony w pobliżu stadionu Górnika Zabrze. Kilkudziesięciu kiboli Ruchu wpadło do środka z maczetami i kijami. Bili każdego, kto był w środku. - „Batman” odciął jednemu facetowi palec - opowiadał B.
Krótko potem Psycho Fans zdemolowali bar Zgoda w Rudzie Śląskiej, który ochraniali członkowie Torcidy. - Krótko wcześniej żabole podrzucili nadajnik GPS pod samochód „Dudiego”, po czym wybili w nim wszystkie szyby. To było upokarzające dla naszej grupy, dlatego zaplanowaliśmy zemstę - opowiedział B.
Psycho Fans wpadli do baru Zgoda z maczetami i bejsbolami. Niszczyli wszystko, co popadnie, a „Celebryta” zaczął strzelać z pistoletu na metalowe kulki. - Najgorsze jest to, że pobici zostali głównie pijacy, bo ochroniarze z Torcidy uciekli na zaplecze - wyjaśniał szef wywiadu PF.
"Lotek" kwiczał i ryczał
W ramach walki o wpływy w aglomeracji pseudokibice z Chorzowa zaplanowali zamach na Jarosława P. ps. „Lotek”, jednego z liderów zabrzańskiej Torcidy. Plan ataku wyglądał jak scenariusz filmu szpiegowskiego. Dziewczyna jednego z Psycho Fans umówiła się bowiem z „Lotkiem”, po czym zaprosiła go do swojego mieszkania. - Nie wiem, co tam robili, ale wyglądało to bardzo dziwnie. Najważniejsze, że obiecała, iż jak „Lotek” będzie od niej wychodził, wyśle esemesa. I słowa dotrzymała - stwierdził Łukasz B.
Kiedy przywódca Torcidy wyszedł z klatki, natknął się na ponad 20 czekających na niego członków Psycho Fans. Próbował uciec, ale nie miał szans. Kiedy padł na ziemię, kibole z Chorzowa zaczęli okładać go kijami, bejsbolami i młotkami. - Kiedy do nich dobiegłem, on kwiczał i ryczał, a potem poszła komenda: dawać go na pająka. To znaczyło, że trzeba chwycić go za ręce i nogi, rozciągnąć i tak bić młotkami po kończynach, aby je połamać - wyjaśniał ze stoickim spokojem „Baluś”. Przyznał, że sam bił „Lotka” rurą, która jednak była ciężka i wypadła mu z rąk. - Chwyciłem go za nogę i wtedy „Lucki” wziął zamach i tak go pierdolnął ta rurą, że zrobiła się kisielowata „Lotek” zemdlał - opowiadał skruszony członek PF. Zdaniem lekarzy Jarosław P. przeżył ten atak cudem, miał rozległe złamania i obrażenia wewnętrzne.
Kibice Videotonu wystraszyli się ekipy z Chorzowa
- Mieliśmy złą sławę - przyznał Łukasz B. I podał przykład bijatyki z kibicami węgierskiego Videotonu. - Dostaliśmy cynk, że jadą busami i autami do Częstochowy, bo mieli sztamę z Rakowem. Chcieliśmy się z nimi bić, zaproponowaliśmy ustawkę, ale oni zadzwonili do kolegów z Częstochowy i dowiedzieli się, jaką bandą jesteśmy. Kiedy stwierdzili, że rezygnują, zagroziliśmy im, że jak nie staną do ustawki, to ich zaatakujemy - opowiadał „Baluś”.
Do bijatyki doszło w okolicach Siewierza. Kibole z Chorzowa w kilkadziesiąt sekund powalili na ziemię wszystkich Węgrów. - Chłopaki tak się zapędziły w tym biciu, że niechcący pobili też jednego z naszych, który tak jak Węgrzy miał brodę - relacjonował B.
Bijatykę tabletem nagrały dwie towarzyszące kibicom Videotonu kobiety. Krótko potem w sieci pojawiły się zdjęcia z tego zdarzenia. Widać na nich niezamaskowanych członków PF. - Zadzwoniliśmy do ekipy z Rakowa, aby usunęła to z sieci, ale oni twierdzili, że nie są odpowiedzialni za tę publikację. Zapowiedzieliśmy więc, że ich rozjebiemy i to był nasz kolejny cel na kibicowskiej mapie Polski - wyjaśnił „Baluś”.
Dbaliśmy, aby nie wyjść na frajerów
Przyznał tez, że brał udział w napadzie na stadion GieKSy i kradzieży 44 klubowych flag. Wymienił w sądzie wszystkich uczestników tego zdarzenia. - „Lelon” siedział ciągle na internetowym forum GieKSy i śledził, kiedy będą malowali oprawy. A „Kamel” miał na stadionie przy Bukowej ochroniarza, który zdradził, gdzie trzymają flagi. Musieliśmy je jednak ukraść wtedy, gdy na miejscu będą gieksiarze, inaczej w świecie kibicowskim taki numer zostałby uznany za frajerski - podkreślał Łukasz B.
W ataku na stadion udział wzięło kilkudziesięciu pseudokibiców Ruchu oraz Wisły Kraków. Nie mieli przy sobie telefonów, aby policja nie namierzyła sprawców po logowaniu aparatów do BTS-ów. - Komunikowaliśmy się za pomocą krótkofalówek - przyznał Łukasz B.
Pseudokibice obezwładnili ochroniarzy, po czym zaczęli wyłamywać drzwi w poszczególnych pomieszczeniach. - „Kajo” pobił jednego z gieksiarzy. Chłop był łysy, zakrwawiony. Kiedy zapytałem go, gdzie są flagi, kiwnął głową na idących chłopaków i powiedział, że podążają w dobrą stronę - opowiadał B.
"Misiek" usunął dowody napadu
Paweł M. ps. Misiek przywódca kiboli Wisły Kraków, zebrał od wszystkich uczestników napadu maczety, kije oraz rękawice i wyrzucił je po drodze do domu. Dwa dni po tym skoku kibole z Chorzowa zawieźli skradzione flagi do hali Wisły Kraków, rozłożyli je na trybunach oraz parkiecie i zrobili sobie sesje fotograficzną. - Tego dnia miały tam trenować koszykarki, ale „Misiek” miał takie wpływy, że nie trenowały - zeznał „Baluś”.
Przyznał się też do napadu na kibiców Rakowa Częstochowa, ataku na szalikowców Banika Ostrawa na autostradzie A1 (w trakcie tej akcji kibole z Chorzowa zepchnęli do rowu auto jadące z prędkością 170 km na godz.) oraz napadu na dilera narkotyków, któremu ukradli 4,5 kilograma marihuany.