Re: Moda stadionowa - casual
: 08.02.2018, 01:05
Powiedz to kolegom na trybunach jak masz odwagę. U was jest najwięcej tego. Miłych snów
Bo to tak jest hahah. W Polsce prochowce bodajże to za komuny bardzo popularne były(dla mnie się to tak kojarzy). W UK to Trench czy tam Mac. I wielki casualowy lans:). No bo w Football Factory czy Green Street Hooligans jeden woził się w takim prochowcu ale no wiecie prochowiec od SI robi wrażenie.Pazdzierz pisze: 07.02.2018, 23:30
Jakieś płaszcze, marynary dla biednych oddałem. Sprawdzając linki wyżej, zauważyłem, ze niektóre płaszcze wyglądały podobnie. Dziadek juz ze 40 czy 50 lat temu woził sie jak casual.
I co baranie juz wyslales? Zgrywales kumatego a wyszlo ze jestes zwyklym siurkiem. Nawet odpowiedziec nie umiesz. Takze teraz wytrzyj mleczko ojca spod noska i nie medrkuj.
Tylko to utożsamianie się z brytyjskim stylem sprowadza się w wielu przypadkach wyłącznie do zakupu czegoś absurdalnie drogiego jak na polskie warunki i służy wyłącznie do lansu - typowe pozerstwo i snobizm. Na codzień zapierdalają w H&M, 4F, Cropp, Reserved itp. a to cudo mają od świeta/na mecz. Potem pół bandy c*** strzela bo jeden taki misio ma kurtawkę za 8 tysięcy - c*** z tym że od 3 miechów smalec o********. Od jakiegoś czasu zrobiła się rewia mody na trybunach. Gangusy poubierały się w Armaniego, Guciego, Bossa to reszta gangusów II, III, IV szczebla zapierdala w ich tureckich odpowiednikach, a jak nie stać to mają "prawie Armaniego" w postaci Hilfingera, Calvina Kleina itp. Większość "modnisiów" to tak naprawdę puści w ryj mieszkający z rodzicami nieudacznicy. Na pokaz, dla lajków czy innych niskich pobudek.whiskey pisze: 07.02.2018, 23:36 Jak się ktoś utożsamia z brytyjskim stylem to kupuje sobie kurteczke Freda a jak ktoś ma to w d**** to kupuje ortalion 4F i też jest dobrze :)
przód się łatwo przeciera, właśnie w okolicy tej łatki. gazelle/hamburgi/munchen etc od adidasa są zdecydowanie bardziej wytrzymałe.iamcriminal pisze: 10.02.2018, 00:31 miał ktoś z Was styczność z butami Nike Cortez? zastanawiam się nad kupnem już dość długo, świetny stary desing i trapi mnie jedno. przód tego buta jest nwm jak to opisać łatką przyklejoną bezpośrednio do podeszwy. powiedźcie mi, trzyma się? czy szybko się niszczą? dotychczas chodziłem w Gazellach i są to moje ulubione buty, także najlepiej jeśli ktoś by je porównał. z góry dziękuje :)
Najlepsze buty jakie miałem:). Tez polecam
lecz sie czlowieku, bo to podchodzi pod rozdwojenie jazniUraBuraSzefPodwura pisze: 13.02.2018, 00:17 Choc celem mojej wizyty w stolicy Anglii miala byc rozmowa na temat stylu casual to jednak nic z tego nie wyszlo.Lecac do Londynu w piatkowy poranek nie mialem pojecia ze tego dnia na The New Den Lwy beda podejmowac Walijczykow z Cardiff.Z lotniska Heathrow odebral mnie moj serdeczny ziomek W. i nie tracac czasu od razu udalismy sie w kierunku poludniowo-wschodniego Londynu a dokladnie do owianej zla slawa dzielnicy Peckham gdzie zamieszkuje wspominany przeze mnie Jamie kibol Millwall.Po przyjezdzie na miejsce i ogarnieciu kilku waznych spraw udalismy sie poczatkowo we trojke do legendarnego pubu fanow Milllwall o nazwie The George.Tam przy zlocistym trunku i wasie czas mijal na rozmowach na tematy kibicowskie.Jamie wypytywal jak to wyglada w Polsce ja natomiast jak dzis wyglada ta slynna ekipa Millwall i podzial kibicowski w Londynie.Jako ze J. mowil gwara cockney ktora posluguje sie kazdy szanujacy sie Londynczyk to ciezko bylo mi zrozumiec ale na szczescie byl W. ktory robil za tlumacza ;)
Czas mijal w zawrotnym tempie a czym blizej do meczu tym pub zapelnial sie kibolami niebiesko-bialych.Gdy dolaczyli do naszego stolika znajomi J. wyciagnalem z torby litrowa butelczyne bimbru o mocy okolo 70 koni( mialem kilka butelek) i polalem chlopakom.Po pierwszej butelce juz mieli niezle zagotowane w glowach.Panowie piwo,wodera i wasy to jest mieszanka wybuchowa ale piwo,bimber i wasy to jest rozpierdol w c***.Dzialy sie tam naprawde cuda a rozmawiajac na drugi dzien z barmanem dowiedzialem sie ze takiego beer shower to jeszcze nie widzial a pracuje w pubach od lat.W sobote kolo poludnia obudzilem sie w hotelowym pokoju na kacu takim ze mialem ochote wyskoczyc przez okno.Postanowilem jednak zastosowac sie do znanej na calym swiecie zasady ''czym sie zatrules tym sie lecz''.Szybki ogar i wspolnie z W. udalismy sie w poszukiwaniu wodopoju.Pozniej wydzwonilismy do J. ktory dopiero po kilku godzinach pojawil sie z ferajna.Jak nas zobaczyli to pierwsze co padlo w naszym kierunku to ''not bimba'' ''fucking bimba''.Wieczorem plan byl taki by udac sie do jakiejs imprezowni w sasiedniej dzielnicy ale nie wpuscili nas ochroniarze podobno glownie przeze mnie bo odpierdalalo mi dosyc konkretnie.W niedziele obudzilem sie u boku jakiejs dupeczki jak sie okazalo rodaczki.Gdzie ja wyhaczylem to nie wiem nie wiem czy ja zerznalem ale c*** z tym jebalo mnie to bo kac byl znowu taki ze pierwsza mysl byla ''ku*** skacze''.Niedziela minela na delikatnej alkoholizacji,wieczorem bowiem mialem zabukowany powrotny lot do kraju.Moja wizyta na pewno odbila sie szerokim echem wsrod niebiesko-bialej spolecznosci a i mi pozostanie na dlugo w pamieci.
Na koniec chcialem przeprosic ze nie pozyskalem zadnych konkretnych informacji i prosic o wyrozumialosc.Pozdrawiam.
Ty sie chłopie marnujesz, zrób se fanpage'a na FB, wrzucaj tam takie kwiatki jak ten i minuta osiem będziesz sprzedawał koszulki i inny badziew za grube $ jak ta picza która wymyśliła gniew eufratu. Serio przyspożyłeś mi od rana sporo uśmiechu :DUraBuraSzefPodwura pisze: 13.02.2018, 00:17 Choc celem mojej wizyty w stolicy Anglii miala byc rozmowa na temat stylu casual to jednak nic z tego nie wyszlo.Lecac do Londynu w piatkowy poranek nie mialem pojecia ze tego dnia na The New Den Lwy beda podejmowac Walijczykow z Cardiff.Z lotniska Heathrow odebral mnie moj serdeczny ziomek W. i nie tracac czasu od razu udalismy sie w kierunku poludniowo-wschodniego Londynu a dokladnie do owianej zla slawa dzielnicy Peckham gdzie zamieszkuje wspominany przeze mnie Jamie kibol Millwall.Po przyjezdzie na miejsce i ogarnieciu kilku waznych spraw udalismy sie poczatkowo we trojke do legendarnego pubu fanow Milllwall o nazwie The George.Tam przy zlocistym trunku i wasie czas mijal na rozmowach na tematy kibicowskie.Jamie wypytywal jak to wyglada w Polsce ja natomiast jak dzis wyglada ta slynna ekipa Millwall i podzial kibicowski w Londynie.Jako ze J. mowil gwara cockney ktora posluguje sie kazdy szanujacy sie Londynczyk to ciezko bylo mi zrozumiec ale na szczescie byl W. ktory robil za tlumacza ;)
Czas mijal w zawrotnym tempie a czym blizej do meczu tym pub zapelnial sie kibolami niebiesko-bialych.Gdy dolaczyli do naszego stolika znajomi J. wyciagnalem z torby litrowa butelczyne bimbru o mocy okolo 70 koni( mialem kilka butelek) i polalem chlopakom.Po pierwszej butelce juz mieli niezle zagotowane w glowach.Panowie piwo,wodera i wasy to jest mieszanka wybuchowa ale piwo,bimber i wasy to jest rozpierdol w c***.Dzialy sie tam naprawde cuda a rozmawiajac na drugi dzien z barmanem dowiedzialem sie ze takiego beer shower to jeszcze nie widzial a pracuje w pubach od lat.W sobote kolo poludnia obudzilem sie w hotelowym pokoju na kacu takim ze mialem ochote wyskoczyc przez okno.Postanowilem jednak zastosowac sie do znanej na calym swiecie zasady ''czym sie zatrules tym sie lecz''.Szybki ogar i wspolnie z W. udalismy sie w poszukiwaniu wodopoju.Pozniej wydzwonilismy do J. ktory dopiero po kilku godzinach pojawil sie z ferajna.Jak nas zobaczyli to pierwsze co padlo w naszym kierunku to ''not bimba'' ''fucking bimba''.Wieczorem plan byl taki by udac sie do jakiejs imprezowni w sasiedniej dzielnicy ale nie wpuscili nas ochroniarze podobno glownie przeze mnie bo odpierdalalo mi dosyc konkretnie.W niedziele obudzilem sie u boku jakiejs dupeczki jak sie okazalo rodaczki.Gdzie ja wyhaczylem to nie wiem nie wiem czy ja zerznalem ale c*** z tym jebalo mnie to bo kac byl znowu taki ze pierwsza mysl byla ''ku*** skacze''.Niedziela minela na delikatnej alkoholizacji,wieczorem bowiem mialem zabukowany powrotny lot do kraju.Moja wizyta na pewno odbila sie szerokim echem wsrod niebiesko-bialej spolecznosci a i mi pozostanie na dlugo w pamieci.
Na koniec chcialem przeprosic ze nie pozyskalem zadnych konkretnych informacji i prosic o wyrozumialosc.Pozdrawiam.
już wiem o czym dziś posłuchają moje dzieci na dobranocUraBuraSzefPodwura pisze: 13.02.2018, 00:17 Choc celem mojej wizyty w stolicy Anglii miala byc rozmowa na temat stylu casual to jednak nic z tego nie wyszlo.Lecac do Londynu w piatkowy poranek nie mialem pojecia ze tego dnia na The New Den Lwy beda podejmowac Walijczykow z Cardiff.Z lotniska Heathrow odebral mnie moj serdeczny ziomek W. i nie tracac czasu od razu udalismy sie w kierunku poludniowo-wschodniego Londynu a dokladnie do owianej zla slawa dzielnicy Peckham gdzie zamieszkuje wspominany przeze mnie Jamie kibol Millwall.Po przyjezdzie na miejsce i ogarnieciu kilku waznych spraw udalismy sie poczatkowo we trojke do legendarnego pubu fanow Milllwall o nazwie The George.Tam przy zlocistym trunku i wasie czas mijal na rozmowach na tematy kibicowskie.Jamie wypytywal jak to wyglada w Polsce ja natomiast jak dzis wyglada ta slynna ekipa Millwall i podzial kibicowski w Londynie.Jako ze J. mowil gwara cockney ktora posluguje sie kazdy szanujacy sie Londynczyk to ciezko bylo mi zrozumiec ale na szczescie byl W. ktory robil za tlumacza ;)
Czas mijal w zawrotnym tempie a czym blizej do meczu tym pub zapelnial sie kibolami niebiesko-bialych.Gdy dolaczyli do naszego stolika znajomi J. wyciagnalem z torby litrowa butelczyne bimbru o mocy okolo 70 koni( mialem kilka butelek) i polalem chlopakom.Po pierwszej butelce juz mieli niezle zagotowane w glowach.Panowie piwo,wodera i wasy to jest mieszanka wybuchowa ale piwo,bimber i wasy to jest rozpierdol w c***.Dzialy sie tam naprawde cuda a rozmawiajac na drugi dzien z barmanem dowiedzialem sie ze takiego beer shower to jeszcze nie widzial a pracuje w pubach od lat.W sobote kolo poludnia obudzilem sie w hotelowym pokoju na kacu takim ze mialem ochote wyskoczyc przez okno.Postanowilem jednak zastosowac sie do znanej na calym swiecie zasady ''czym sie zatrules tym sie lecz''.Szybki ogar i wspolnie z W. udalismy sie w poszukiwaniu wodopoju.Pozniej wydzwonilismy do J. ktory dopiero po kilku godzinach pojawil sie z ferajna.Jak nas zobaczyli to pierwsze co padlo w naszym kierunku to ''not bimba'' ''fucking bimba''.Wieczorem plan byl taki by udac sie do jakiejs imprezowni w sasiedniej dzielnicy ale nie wpuscili nas ochroniarze podobno glownie przeze mnie bo odpierdalalo mi dosyc konkretnie.W niedziele obudzilem sie u boku jakiejs dupeczki jak sie okazalo rodaczki.Gdzie ja wyhaczylem to nie wiem nie wiem czy ja zerznalem ale c*** z tym jebalo mnie to bo kac byl znowu taki ze pierwsza mysl byla ''ku*** skacze''.Niedziela minela na delikatnej alkoholizacji,wieczorem bowiem mialem zabukowany powrotny lot do kraju.Moja wizyta na pewno odbila sie szerokim echem wsrod niebiesko-bialej spolecznosci a i mi pozostanie na dlugo w pamieci.
Na koniec chcialem przeprosic ze nie pozyskalem zadnych konkretnych informacji i prosic o wyrozumialosc.Pozdrawiam.
mi zaimponował ;)Oden2 pisze: 13.02.2018, 03:00lecz sie czlowieku, bo to podchodzi pod rozdwojenie jazniUraBuraSzefPodwura pisze: 13.02.2018, 00:17 Choc celem mojej wizyty w stolicy Anglii miala byc rozmowa na temat stylu casual to jednak nic z tego nie wyszlo.Lecac do Londynu w piatkowy poranek nie mialem pojecia ze tego dnia na The New Den Lwy beda podejmowac Walijczykow z Cardiff.Z lotniska Heathrow odebral mnie moj serdeczny ziomek W. i nie tracac czasu od razu udalismy sie w kierunku poludniowo-wschodniego Londynu a dokladnie do owianej zla slawa dzielnicy Peckham gdzie zamieszkuje wspominany przeze mnie Jamie kibol Millwall.Po przyjezdzie na miejsce i ogarnieciu kilku waznych spraw udalismy sie poczatkowo we trojke do legendarnego pubu fanow Milllwall o nazwie The George.Tam przy zlocistym trunku i wasie czas mijal na rozmowach na tematy kibicowskie.Jamie wypytywal jak to wyglada w Polsce ja natomiast jak dzis wyglada ta slynna ekipa Millwall i podzial kibicowski w Londynie.Jako ze J. mowil gwara cockney ktora posluguje sie kazdy szanujacy sie Londynczyk to ciezko bylo mi zrozumiec ale na szczescie byl W. ktory robil za tlumacza ;)
Czas mijal w zawrotnym tempie a czym blizej do meczu tym pub zapelnial sie kibolami niebiesko-bialych.Gdy dolaczyli do naszego stolika znajomi J. wyciagnalem z torby litrowa butelczyne bimbru o mocy okolo 70 koni( mialem kilka butelek) i polalem chlopakom.Po pierwszej butelce juz mieli niezle zagotowane w glowach.Panowie piwo,wodera i wasy to jest mieszanka wybuchowa ale piwo,bimber i wasy to jest rozpierdol w c***.Dzialy sie tam naprawde cuda a rozmawiajac na drugi dzien z barmanem dowiedzialem sie ze takiego beer shower to jeszcze nie widzial a pracuje w pubach od lat.W sobote kolo poludnia obudzilem sie w hotelowym pokoju na kacu takim ze mialem ochote wyskoczyc przez okno.Postanowilem jednak zastosowac sie do znanej na calym swiecie zasady ''czym sie zatrules tym sie lecz''.Szybki ogar i wspolnie z W. udalismy sie w poszukiwaniu wodopoju.Pozniej wydzwonilismy do J. ktory dopiero po kilku godzinach pojawil sie z ferajna.Jak nas zobaczyli to pierwsze co padlo w naszym kierunku to ''not bimba'' ''fucking bimba''.Wieczorem plan byl taki by udac sie do jakiejs imprezowni w sasiedniej dzielnicy ale nie wpuscili nas ochroniarze podobno glownie przeze mnie bo odpierdalalo mi dosyc konkretnie.W niedziele obudzilem sie u boku jakiejs dupeczki jak sie okazalo rodaczki.Gdzie ja wyhaczylem to nie wiem nie wiem czy ja zerznalem ale c*** z tym jebalo mnie to bo kac byl znowu taki ze pierwsza mysl byla ''ku*** skacze''.Niedziela minela na delikatnej alkoholizacji,wieczorem bowiem mialem zabukowany powrotny lot do kraju.Moja wizyta na pewno odbila sie szerokim echem wsrod niebiesko-bialej spolecznosci a i mi pozostanie na dlugo w pamieci.
Na koniec chcialem przeprosic ze nie pozyskalem zadnych konkretnych informacji i prosic o wyrozumialosc.Pozdrawiam.
jakim trzeba byc debilem zeby wymyslac jakies relacje z d*** probojac w ten sposob zaimponowac internautom na forum
Tu nie chodzi o fejm kolezko albo tak jak oden pisze by komus zaimponowac.Po prostu opisalem wypad do Londynu bo obiecalem wam ze podziele sie z wami wiedza o stylu casual od kumatych ludzi z Anglii.AMF pisze: 13.02.2018, 08:41Ty sie chłopie marnujesz, zrób se fanpage'a na FB, wrzucaj tam takie kwiatki jak ten i minuta osiem będziesz sprzedawał koszulki i inny badziew za grube $ jak ta picza która wymyśliła gniew eufratu. Serio przyspożyłeś mi od rana sporo uśmiechu :D
turysta88 pisze: 09.02.2018, 18:07Tylko to utożsamianie się z brytyjskim stylem sprowadza się w wielu przypadkach wyłącznie do zakupu czegoś absurdalnie drogiego jak na polskie warunki i służy wyłącznie do lansu - typowe pozerstwo i snobizm. Na codzień zapierdalają w H&M, 4F, Cropp, Reserved itp. a to cudo mają od świeta/na mecz. Potem pół bandy c*** strzela bo jeden taki misio ma kurtawkę za 8 tysięcy - c*** z tym że od 3 miechów smalec o********. Od jakiegoś czasu zrobiła się rewia mody na trybunach. Gangusy poubierały się w Armaniego, Guciego, Bossa to reszta gangusów II, III, IV szczebla zapierdala w ich tureckich odpowiednikach, a jak nie stać to mają "prawie Armaniego" w postaci Hilfingera, Calvina Kleina itp. Większość "modnisiów" to tak naprawdę puści w ryj mieszkający z rodzicami nieudacznicy. Na pokaz, dla lajków czy innych niskich pobudek.
Oczywiście nic nie mam do tego jak ktoś chce być "angielskim casualem" , grunt to zachować zdrowy rozsądek w tym wszystkim. Nie szata zdobi człowieka!
dokladnie o takie ameby jak ty mi chodzi..ktore kompletnie nie rozumieja o czym napisalem i pruja sie, Szalom bialy bracieZimny pisze: 15.02.2018, 15:38 no i o c*** ci typie chodzi? na tym polega forum ze kazdy pierdoli co mu sie podoba, jedni mający większą drudzy mniejszą wiedze ale jak masz tu wchodzić i zabraniac sie wypowiadac to mi sie ku*** smiac chce parchu z ciebie...poskarż sie adminowi ze chlopaki mają za malą wiedze na temat cażual style from uk
no to u mnie wyszukiwarka chyba jakaś ułomna...
tak się reklamują.


Ja noszę L-ki i zawsze biorę elki.To samo Lacoste.Na mnie rozmiar L z obydwu firm pasuje jak ulał.Koszulki, bluzy, polówki.ostrowski pisze: 18.03.2018, 04:40 Jak wygląda sprawa z rozmiarówką Lyle & Scott? Głównie chodzi mi o kurteczki. Mają zawyżoną/zaniżoną, czy śmiało brać rozmiar, w którym latam na co dzień?
Ciuchy wygladaja fajnie ale mozna sie domyslic ze ceny niskie nie beda ;)