mało miałeś przykładów min na krajowym podwórku kiedy kibice dopingowali, śpiewali na meczach czy wygrywasz czy nie a grajki i tak waliły w kulki?kolejno doping i zjeba dla grajków aż w końcu odwiedziny na treningu?Lech jak dobrze pamiętam ostatnio przegrywał z Ruchem 1-2 do 78 minuty na trybunach robiło się mega wkurwienie to mecz się zakończył 4-2 a też Lechici nie od dzisiaj mają zastrzeżenia do gry swoich pupili.Jeśli piłkarze szanują kibiców jak widać potrafią spiąć dla nich d***, ale co to obchodzi gwiazdorków z reprezentacji co patrzą tylko na swoją karierę.
jakby byli też tacy przybici to ich c****** postawa odbijała by się w klubie a wcale tak nie jest w większości.
Powiedz w takim razie psychologom na mojej (i nie tylko) uczelni, że p******* jak potłuczeni...
to co chciałem przekazać, starałem się bardzo streścić i może zbyt uogólniłem. Myliłem się po prostu myśląc, że niektórzy zrozumieją.
"Bardzo często to twierdzenie nie ma pokrycia w faktach.Jest mnóstwo meczy gdzie sytuacja z trybun oddziałowuje na piłkarzy lub odwrotnie ,jak i całe mnóstwo meczy gdzie nie ma to żądnego przełozenia."
owszem, ale to dlatego, że są jeszcze inne bodźce, które na to mogą wpływać. Nie tylko trybuny.
przecież wiadome że ta ich gra to nie jest efekt jakiejś piknikowej atmosfery na meczu, zjebów też jakiś specjalnych nie otrzymywali po tych wszystkich wtopach.problem może tkwić chociażby w chujowych kontaktach między sobą, a nawet w ich braku, obojętności więc na boisku nie ma jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.w takim wypadku wspieranie takiej zbieraniny to utwierdzanie ich w jakiejś farsie.równie dobrze jak nie będą czuć wsparcia z trybun, zaczną go w końcu szukać między sobą?
ps:grajki to potrafią cały sezon przewalić w c**** żeby trenera zwolnić, albo bo im wypłata przyszła 3 dni później potem na farmazonie podchodzą przybijać piątki pod młyn a w wywiadach szlochają jak to jest nie dobrze i robią co mogą.