CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

ultras, hooligans, liczby, ciekawostki, informacje, opisy

Moderatorzy: LechiaCHWM, Zorientowany

PrawyCzłowiek
Posty: 24
Rejestracja: 23.02.2013, 14:43
Lokalizacja: Śląskie

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: PrawyCzłowiek »

Zupełnie Zielony.
Wrzucaj więcej - świetnie się czyta.
iparts.pl
Najkumaty
Posty: 70
Rejestracja: 09.02.2010, 20:49

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Najkumaty »

Zupelnie Zielony.-co to za szalik ma kolezka na 1wszej focie, mlodziezowiec na pierwszym planie z poppersowa grzywka? Barwy jak Leeds, napis cos jakby Nottingham, ale za c**** nie widze wyraznie
Mondeo
Posty: 202
Rejestracja: 14.05.2007, 19:48
Lokalizacja: Polska

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Mondeo »

Chyba jest to Nottinghan Forest.
Zupełnie Zielony.
Posty: 1401
Rejestracja: 19.12.2008, 10:06

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Zupełnie Zielony. »

Najkumaty pisze:Zupelnie Zielony.-co to za szalik ma kolezka na 1wszej focie, mlodziezowiec na pierwszym planie z poppersowa grzywka? Barwy jak Leeds, napis cos jakby Nottingham, ale za c**** nie widze wyraznie
Heh, nie mam pojecia. W tamtych czasach każdy szal zagraniczny, nie ważnie w jakich barwach był perełką ;) Z tego co można wyczytać to prawdopodobnie "Nottingham forest"
PrawyCzłowiek pisze:Zupełnie Zielony.
Wrzucaj więcej - świetnie się czyta.
Opisy będę wrzucał co jakiś czas, bo nie chce zdominowac tematu. Niestety każde następne będą już krótsze, bo najlepsze juz wrzuciłem.
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Eazy22
Posty: 2
Rejestracja: 06.08.2013, 15:26

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Eazy22 »

Witam. Moze ktos kumaty przypomniec ustawke Lecha z Lechia,ta w ktorej Kolejorz polegl...Z gory dzieki.
grzeg
Posty: 27
Rejestracja: 02.08.2013, 20:02

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: grzeg »

Eazy22 pisze:Witam. Moze ktos kumaty przypomniec ustawke Lecha z Lechia,ta w ktorej Kolejorz polegl...Z gory dzieki.
Przypominam.
whiskey
Posty: 650
Rejestracja: 22.02.2010, 13:04

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: whiskey »

Eazy22 pisze:Witam. Moze ktos kumaty przypomniec ustawke Lecha z Lechia,ta w ktorej Kolejorz polegl...Z gory dzieki.
siema komisarzu, muszę cię zmartwić i zyczyc ci aby c*** cie strzelil jak najszybciej
Eazy22
Posty: 2
Rejestracja: 06.08.2013, 15:26

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Eazy22 »

Widze,ze bezsensu o cos zapytac...Nie jestem "komisarzem" jak mnie nazwales. Dzieki za wspaniale obelgi:)
kałsztykLG
Posty: 23
Rejestracja: 09.06.2013, 19:06

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: kałsztykLG »

kiedyś w TMK był artykuł o jakichś południowych chuliganach (nie pamiętam jaki kraj) ,którzy zrezygnowali z chuliganki i zatrudnili śię (lub sami założyli) w firmie ochroniarskiej i okrutnie obijali kibiców na stadionie. z fotek pamiętam,że byli bardzo konkretni.
kojarzy to ktoś? jeżeli tak to bym prosił o opis lub jakiegoś skana. ciekawe czy nadal pałają się tym kurewskim fachem.
mam nadzieje,że nie przeszkadza to w tym temacie. nie wiedziałem jaki będzie odpowiedni.
pozdrawiam
havamal
Posty: 719
Rejestracja: 27.02.2007, 21:43

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: havamal »

TCS z Ferencvarosu i nie tylko
biały honor, biała duma, biały miś, biały nos

gdyby interesowała mnie piłka to zostałbym piłką
holendrowie i beldzy
Posty: 257
Rejestracja: 03.12.2012, 16:37

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: holendrowie i beldzy »

kałsztykLG pisze:kiedyś w TMK był artykuł o jakichś południowych chuliganach (nie pamiętam jaki kraj) ,którzy zrezygnowali z chuliganki i zatrudnili śię (lub sami założyli) w firmie ochroniarskiej i okrutnie obijali kibiców na stadionie. z fotek pamiętam,że byli bardzo konkretni.
kojarzy to ktoś? jeżeli tak to bym prosił o opis lub jakiegoś skana. ciekawe czy nadal pałają się tym kurewskim fachem.
mam nadzieje,że nie przeszkadza to w tym temacie. nie wiedziałem jaki będzie odpowiedni.
pozdrawiam


lamusy ze sparty praga lubią się tak zabawiać
Nie ważne ile masz wyjazdów,ważna jest ilość postów!
kałsztykLG
Posty: 23
Rejestracja: 09.06.2013, 19:06

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: kałsztykLG »

ale można coś więcej nt tych z Ferencvarousu?
Klonazepam
Posty: 126
Rejestracja: 21.05.2013, 10:48

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Klonazepam »

http://www.fotokolejorz.pl/galeria/inde ... ategory/48
5 galerii które raczej zainteresują.
Radek_ZS
Posty: 2062
Rejestracja: 27.03.2007, 17:51

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Radek_ZS »

Znalazłem w necie statystyki :


1 . CHULIGAŃSKIE EKSCESY PODCZAS IMPREZ SPORTOWYCH

1991 rok - 210 ekscesów
1992 r - 278
1993 r - 440
1994 r - 584
1995 r - 905
1996 r - 917
1997 r - 1075
1998 r - 826
1999 r - 481
2000 r - 520
2001 r - 312
2002 r - 220
2003 r - 228


Jest jeszcze statystyka mówiąca o rannych policjantach. Nie chce mi się przepisywać ale wartości i różnice rozkładają się podobnie.

W roku 1995 miałem 19 lat .........:-)
>>> WORKING CLASS <<<
wurda1ak
Posty: 182
Rejestracja: 26.11.2012, 22:16

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: wurda1ak »

Radek_ZS pisze:Znalazłem w necie statystyki :


1 . CHULIGAŃSKIE EKSCESY PODCZAS IMPREZ SPORTOWYCH

1991 rok - 210 ekscesów
1992 r - 278
1993 r - 440
1994 r - 584
1995 r - 905
1996 r - 917
1997 r - 1075
1998 r - 826
1999 r - 481
2000 r - 520
2001 r - 312
2002 r - 220
2003 r - 228


Jest jeszcze statystyka mówiąca o rannych policjantach. Nie chce mi się przepisywać ale wartości i różnice rozkładają się podobnie.

W roku 1995 miałem 19 lat .........:-)
Ja miałem 21 :D , to były czasy hehe . Zaciekawiły mnie te staty i poszukałem , to chyba to ...

Obrazek

Budujące te statystyki, praktycznie co roku na plus :)
ARKA GDYNIA ᛉ WHITE BROTHERS
Virtuti Militari
Posty: 66
Rejestracja: 23.08.2013, 21:04

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Virtuti Militari »

Ciekawe czy gdzieś były podane do wiadomości publicznej dane z ostatnich lat.
Radek_ZS
Posty: 2062
Rejestracja: 27.03.2007, 17:51

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Radek_ZS »

Statystyka którą podałem jest z jakiegoś biuletynu informacyjnego dla prewencji w Katowicach . Biuletyn wydany w 2006 r . Są tam jeszcze opisy szalikowców , polskiej sceny oczami psiarni.
Znajdę to wrzucę, ale to póżniej bo właśnie spadam popływać.
>>> WORKING CLASS <<<
wurda1ak
Posty: 182
Rejestracja: 26.11.2012, 22:16

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: wurda1ak »

Virtuti Militari pisze:Ciekawe czy gdzieś były podane do wiadomości publicznej dane z ostatnich lat.
Są na psiarskich stronach , osobno dla poszczególnych lat, więc trzeba trochę poszukać, przy okazji szukania tych danych powyżej , znalazłem dane za 2008.
Według najnowszych dostępnych danych Komendy Głównej Policji, w 2008 roku w Polsce doszło do 228 chuligańskich ekscesów, które miały związek z imprezami sportowymi. Obrażenia odniosło 58 policjantów zabezpieczających imprezy oraz 49 kibiców. Do zabezpieczania imprez sportowych skierowano (w sumie) ponad 260 tysięcy funkcjonariuszy, przy czym 185 tysięcy z nich pilnowało porządku podczas meczów piłki nożnej. Koszty poniesione przez Policję na realizację tych zadań wyniosły ponad 31 milionów złotych
ARKA GDYNIA ᛉ WHITE BROTHERS
Radek_ZS
Posty: 2062
Rejestracja: 27.03.2007, 17:51

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Radek_ZS »

Radek_ZS pisze:Statystyka którą podałem jest z jakiegoś biuletynu informacyjnego dla prewencji w Katowicach . Biuletyn wydany w 2006 r . Są tam jeszcze opisy szalikowców , polskiej sceny oczami psiarni.
Znajdę to wrzucę, ale to póżniej bo właśnie spadam popływać.


Ten biuletyn jest w PDF i nie umiem go wrzucić , ale w razie co to piąty link od góry ( SZALIKOWCY - podstawowe.........)

https://www.google.pl/search?q=+sosnowi ... l&start=20
>>> WORKING CLASS <<<
mediolan
Posty: 66
Rejestracja: 11.09.2010, 16:19

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: mediolan »

Betis -chelsea .pierwszy raz do tego miasta zawitalem w 98 roku ,trafilem akurat na fajny meczyk .Do sywilli przyjechalo ok 2000 kibicow z londynu dobra banda zakupilem bilet na ich sektor ale wczesniej podszedlem pod kasy miejscowych ,byli niezle nakreceni na anglikow zwlaszcza przy pozniejszych utarczkach slownych .Betis wlasciwie mial 2 mlyny tych spiewajacych dalej od anglikow oraz tych szukajacych wrazen zajmujacych czesc trybuny blisko kibicow Chelsea.Hiszpanie prowokowali ,gestami i slowami i sie doprosili ,anglicy ruszyli na nich .zenujacy byl to widok uciekajacego Betisu ,mimo to ze tylko kilku anglikom udalo sie przedostac ,Betis wycofal sie na bezpieczna odleglosc .nastepnie wpadly psy i ostro pojechaly z anglikami ,zaraz po tym doszlo do dymu miedzy anglikami na ich sektorze .po meczu Betis nawet sie do nich nie pofatygowal . sorki za styl pisania itd ...
Zupełnie Zielony.
Posty: 1401
Rejestracja: 19.12.2008, 10:06

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Zupełnie Zielony. »

Z cyklu "piękne lata 90te okiem kibica Wisłoki Dębica...
Wyjazdy z cyklu- nie ważne czym, nie ważne w ilu- ważne aby być na wyjeździe ;)

1996 IX 21 Stal Sanok – WISŁOKA
Wyjazd do Sanoka wypadł nam w okresie kiedy to musieliśmy jako ekipa znosić szerokie represje policyjne po słynnej zadymie w Kańczudze (opis kilka stron wcześniej). Dodatkowo delikatnie ujmując Stal Sanok w tamtym okresie dopiero raczkowała kibicowsko. Chętnych na wyjazd nie było, zresztą tak samo jak lokomocji w postaci autokaru.
Jednak nie daję za wygraną i postanawiam na ten mecz jechać... pociągiem :). O świcie, gdzie dębicki dworzec zaczęły spowijać pierwsze oznaki wschodzącego słońca, a w około od czasu do czasu snuły się rozchwiane postacie powracające z dyskoteki my jedziemy na mecz. Jest nas tylko dwóch, jednak mamy wesołe miny bo choć Sanok był oddalony od Dębicy o ok. 100km, to jednak podróż kolejowa była o wiele, wiele dłuższa. Kupujemy bilety i wsiadamy do pośpiecha jadącego do Rzeszowa. Tam po niedługiej przesiadce ładujemy się do osobówki jadącej do Sanoka. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to że 133km dystans pokonuje w 4,5 godziny! Po drodze oczywiście bez jakich kolwiek atrakcji, mijamy Jasło, Krosno i w końcu po wielo godzinnej jeździe meldujemy się w Sanoku. Wysiadamy na stacji po czym idziemy z buta pare km na stadion. Będąc niedaleko obiektu przechodzimy akurat koło kościoła w którym trwała niedzielna msza. Jak się również okazało paru kibiców miejscowych (mieli szale) uczestniczyło w niej, tyle że będąc na zewnątrz :) Troszke obcieli nas wzrokiem, jednak nic sobie z tego nie robimy. Kupujemy bilety i wchodzimy na jedyną krytą trybunę. Orientując sie w sytuacji (mielismy schowane barwy) widzimy (słownie) jednego gliniarza na końcu trybuny oraz dostrzegamy także paru zgredów z Dębicy którzy przybyli samochodem. Do rozpoczęcia meczu było coraz mniej czasu. Wiedzieliśmy pozatym, że niebawem skończy się msza a zarazem zjawią się nasi obserwatorzy :). Nie mylimy się bo są już na trybunie, a dokładniej mówiąc niedaleko nas. Dwóch z nich postanawia "posłuchać" o czym rozmawiamy ;) toteż usiedli tuż nad nami. Zabawnie to wygladało, bo udawali że wcale nie słuchają o czym mówimy, a my znów widząc ten proceder specjalnie wybieraliśmy odpowiedni repertuar rozmów. Tak jak mówiłem mieliśmy schowane barwy (szale) a miejscowych było w porywach do 20u. Cała sytuacja trwa pare chwil po czym my także zaczynamy podsłuchiwac o czym mówią ci dwaj za nami. Bardzo interesuje ich chusta z czaszką którą mam zawiązana na szyji, tyle że uznali to za... szal :) zachodząc w głowę kogoż może być :)? Cała sytuacja była mocno komiczna więc miejscowi uznali (we dwóch) ze to najlpeszy moment aby spytac nas osobiście. Kierują do nas słowa czy jesteśmy z Dębicy- a my odpieramy z usmiechem na twarzy że owszem. W tym momencie prawie cała ich ekipa schodzi niżej i do dochodzi do rozmów. Pytają sie nas o liczbę oraz czym przyjechaliśmy. Mówimy że jesteśmy tylko we dwóch a przybyliśmy koleją :) Nie chcą nam za bardzo wierzyć, bo jak mówiłem połączenie można zaliczyć do ekstremalnych. Wyciagam bilety i pokazuję im, wtedy to dopiero przyznają nam rację. Tak też rozmawiamy z nimi cały mecz. Ogólnie toczyły sie one w bardzo przyjaznej atmosferze. W pewnym momencie pytają czy mamy szale? Odpowiadam- że "tak mamy"- więc oni- "no to pokażcie". Wiedziałem że nie mogę im dać do ręki, więc wyciągnąłem zza pasa i pokazałem trzymając sam na moment w ręku, po czym zawiązałem pod flekiem. Miejscowi bardzo to przeżywali w tym jeden rzekł do drugiego w stylu „wiedziałem, że ma tam schowany” :) Jeszcze tylko po bramce dla nas wstaje i krzyczę „jest” bo wcześniej publika nie wiedziała o naszej obecności. Ostatecznie przegrywamy a miejscowi odprowadzają nas do autokaru piłkarzy z którymi mieliśmy wrócić. Chcieli nas zaprosic na mecz hokeja który miał odbyć sie niebawem ale nie skorzystaliśmy.

2002 VIII 24 Stal Sanok – WISŁOKA
Na ten wyjazd część z nas postanawia wybrać się już wcześnie rano. O 7.50 na dworcu PKS zbieramy się w 10 osób słabego składu. Gdy podjechał PKS pakujemy się prawie wszyscy bez biletów. Kierowca od razu burzy się że ich nie mamy i zaczynają się sprzeczki (był z Mielca :). Straszy nas telefonem na psy i pyta (w tym momencie bardzo pewny siebie!) pasażerów czy ktoś zadzwoni na policje :) Nie dość że nikt mu nie dał, to jeszcze ludzie sprawiali wrażenie delikatnej olewki, więc… wyciągam swoją komórkę i mówię- "masz dzwoń”. Szczena mu delikatnie w tym momencie opadła, jednak wciąż nie ruszał domagając sie kupna biletów po dobroci. W końcu kupujemy wszyscy bilety dla świętego spokoju, ale tylko do Jasła (a mieliśmy zamiar jechać do Krosna :). W czasie jazdy trochę wkurzamy kierowcę robiąc sobie jaja z tyłu autokaru i jak można było się spodziewać w Jaśle czekała na nas policja. Jednak nie spodziewaliśmy się że w Jaśle psy wyciągną nas z PKSu na "mieście"! Po czy zawieźli nas na komisariat. Całemu zdarzeniu przyglądała się masa gapiów. Na posterunku policja bardzo się dziwiła, że kierowca się poskarżył skoro mieliśmy wszyscy bilety. Spisali nas, a następnie puścili wolno. Pytamy sie ludzi o PKP i idziemy w tamtym kierunku. Gdy byliśmy już blisko, widzimy że konduktorka daje znak do odjazdu pociągu pośpiesznego- który już ruszał. Szybko wkroczyłem do akcji drąc się do niej, aby zatrzymała pociąg. Nie zrobiła tego póki nie zobaczyła, że biegnie nas więcej. Ostatecznie zatrzymała ten pośpiech i wskoczyliśmy do niego. Przy wchodzeniu kanarzyca od razu przy startowała do nas o bilety. My odpowiedzieliśmy że mamy, ale nie chciała nam wierzyć, bo widziała, że biegliśmy nie od strony budynku PKP. Pociąg ruszył, a my za symboliczne kilka złotych załatwiliśmy przejazd. W Krośnie oczywiście bez atrakcji. W Sanoku wysiadamy na 6 godzin (!) przed meczem i idziemy sami parę kilometrów na stadion. Trochę rzucaliśmy się w oczy, więc grupy miejscowych mocno nas obcinały. Wchodzimy na stadion i od razu rozglądamy się za sprzętem do walki. Jednak prawie nic nie znaleźliśmy. Na wyposażeniu mieliśmy tylko kilka butelek po nalewkach i naprędce rozwalone płyty chodnikowe. Czekając na rozwój wydarzeń piliśmy sobie jakby nigdy nic modne wtedy "nalewki" ;). Nagle zobaczyliśmy auto z nawet konkretnie wyglądającymi kolesiami, którzy nas obczajali. Potem przyjechali jeszcze raz pokazując nam „ środkowe palce” co było mocno żenujące. W tym momencie weszliśmy do budynku klubowego, gdzie mieliśmy zamiar się zabarykadować i próbować powalczyć. Na obiekcie był jeden dziadek, a w budynku jacyś juniorzy. Bez żadnych przeszkód gromadziliśmy różne sprzęty. Rozebraliśmy miedzy innymi płotki lekkoatletyczne. Poza tym mieliśmy na wyposażeniu gaśnice, stoły i śmietnik. Po chwili przyjechały psy pytając od razu, co się tu dzieje. Odpowiedzieliśmy im bez skrupułow że "dozbrajamy się na miejscowych". W tym momencie zza bloków wyszła grupa miejscowych (ok. 15u- trochę nas zawiedli liczbowo). Psy kazały nam schować się w budynku i powiedzieli że oni będą siedzieć na zewnątrz w aucie. My jednak stoimy w drzwiach i czekamy na rozwój wydarzeń. Po chwili paru miejscowych podchodzi pod siatkę i nas woła. Początkowo nie mieliśmy ochoty na rozmowy z nimi- bo mieli tyle czasu na desputy..., ale podchodzimy. Pytają czy możemy się urwać psom. My na to, że jesteśmy tu już trzy godziny, więc mieli wystarczająco dużo czasu, a poza tym nie mamy ekipy na ustawki. Po chwili odchodzą. Wjeżdża dziadek z klubu i karze nam przy psach uprzątnąć bałagan jaki narobiliśmy. Następnie zamyka budynek klubowy. Siadamy na schodach, a obok nas dwóch psów w radiowozie. Sanok krążył jeszcze wokół ulicą wspomnianym samochodem, ale niczego prócz wyzwisk i pokazywania brzydkich palców się nie doczekaliśmy się. Następnie ku naszemu zdziwieniu pały pojechały sobie zostawiając nas samych! U nas lekka konsternacja, poszliśmy pod kajutę dziadka. Mieliśmy na stanie trochę butelek. Do meczu zostały jeszcze trzy godziny, trwało to ok. 20 min. Znowu pojawiły się psy i zostali z nami już do końca. Zaprowadzili nas do klatki przy ulicy (która przypominała wybieg dla koni). Wyłożyliśmy się tam na trawie. Obecność psów nie przeszkodziła nam w wycieczce do sklepu po alkohol. Rzecz jasna na miejscu przelewaliśmy go do innych pojemników, aby się nie kapnęli. Oczywiście Sanok cały czas robił swoje pielgrzymki (ulicą koło klatki). Zaprezentowali to samo co wcześniej- głupie wyzwiska i środkowe palce. Nie reagowaliśmy na to, a jak już to śmiechem. Potem dostajemy sms-a, że czterech od nas którzy wyjechali później pociągiem z Dębicy, jedzie już PKS-em do Sanoka. Kolesie fajnie się prezentowali- dwóch w biało - zielonych koszulkach, wszyscy glaca. Z ich relacji wynikało, że w Rzeszowie dużo osób ich obczajało, lecz nic się nie działo. To samo w Brzozowie podczas postoju na papierosa. Do niczego jednak nie doszło. Gdy dojeżdżali do Sanoka pojechał po nich radiowóz i przywiózł ich na stadion. Razem było nas 14u. Prowadziliśmy dobry doping. Mieliśmy szale (bez flag). Dodam że miejscowi nie prowadzili dopingu i nie mieli szalików ani flag. Zaspokajali się jedynie łażeniem tam i z powrotem koło naszej klatki. W przerwie podchodzi do nas dwóch miejscowych. Mówią że są z Sanovii (zgoda Sanoka). Trochę pogadaliśmy o Cisnej i Pilźnie, a na koniec zapytali czy przyjedziemy do Leska. Odpowiedzieliśmy krótko: „jeździmy wszędzie”. Po meczu spokój- wracamy z piłkarzami. Miejscowi jeszcze tylko pospacerowali koło naszej klatki- wyśmialiśmy ich. Najciekawsze jest to, że ci goście z samochodu dalej pokazywali nam palce (była z nimi też jakaś dziwka- która też lubiła zabawy palcami. Tak więc wyjazd bardzo udany i obfitujący w przygody. W tym samym dniu dwie osoby od nas na KSG – Legia.
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
nrth
Posty: 894
Rejestracja: 18.11.2010, 12:03

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: nrth »

wurda1ak pisze:
Radek_ZS pisze:Znalazłem w necie statystyki :


1 . CHULIGAŃSKIE EKSCESY PODCZAS IMPREZ SPORTOWYCH

1991 rok - 210 ekscesów
1992 r - 278
1993 r - 440
1994 r - 584
1995 r - 905
1996 r - 917
1997 r - 1075
1998 r - 826
1999 r - 481
2000 r - 520
2001 r - 312
2002 r - 220
2003 r - 228


Jest jeszcze statystyka mówiąca o rannych policjantach. Nie chce mi się przepisywać ale wartości i różnice rozkładają się podobnie.

W roku 1995 miałem 19 lat .........:-)
Ja miałem 21 :D , to były czasy hehe . Zaciekawiły mnie te staty i poszukałem , to chyba to ...

Obrazek

Budujące te statystyki, praktycznie co roku na plus :)
Trzeba jednak wziąc pod uwagę że pies którem kamień udezrył w stopę juz jest tym poszkodowanym bo kurwisko leci od kopa na L4 i pewnie jeszcze jakies dodatki ma za to.
Jak jest z nami, niech sobie kazdy odpowie ile razy wyłapła dobrze od psów a leczył się w domu
za kim jestes?
Radek_ZS
Posty: 2062
Rejestracja: 27.03.2007, 17:51

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Radek_ZS »

Dokładnie . Często , jak psiarnia obije w jakiejś stadionowej awanturze jakiegoś ''kibola'' za mocno i w mediach zaczyna się o tym mówić , to w magiczny sposób przybywa rannych i poszkodowanych policjantów .

Dlatego przytoczyłem statystyke dotyczącą incydentów bo tutaj jest mniejsze pole do manipulacji.
>>> WORKING CLASS <<<
Zupełnie Zielony.
Posty: 1401
Rejestracja: 19.12.2008, 10:06

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Zupełnie Zielony. »

Z cyklu: "Piękne lata 90te oczyma kibica Wisłoki Dębica"

1993 XI 7 Stal Mielec – Górnik Zabrze
Przypomnijmy że były to czasy gdzie nie mało kto miał telefon stacjonarny nie mówiąc o komórkach. W Dębicy, w nocy zjawia się kilku z KSG (wraz z jakąś przygodnie poznaną dziwką). Nas też jest kilku i wyruszamy o świcie pierwszą osobówką do Mielca. Na miejscu jesteśmy o 6 rano, siedzimy sobie na poczekalni i mamy ochotę na wódeczke jednak niestety brakowało nam kielonka. Ponieważ czasu mamy od groma wyruszamy w małe "rendez-vous" na okoliczne bloki celem zdobycia wspomnianej miarki ;). Niestety nie udaje się nam nic wskórać u tubylców którzy byli nawiedzeni o świcie we własnych mieszkaniach. Wracamy na PKP i siedzimy na ławeczkach, do meczu mamy 5 godzin. Po paru godzinach z okolic PKS słyszymy jakieś śpiewy, zdziwieni takim obrotem sprawy patrzymy któż to może być? PKS sie zatrzymuje, a z niego wysypypuje sie roześmiana gromada ok. 40u z Wisłoki która z braku pociągu wybrała się tym środkiem lokomocji. Były to już godziny południowe. Od razu zajęła się nimi policja która miała ich (jak nam mówili) na oku tuz po wjeździe do Mielca. Po wyjściu udali się w naszym kierunku (czyli na PKP). Było wśród nich kilka osób w wyjątkowej nagłej potrzebie :), toteż szybko pognali do "wc". Był niewielki a wolnych kabin jak na lekarstwo brakowało, więc jeden z uczestników postanowił "urżnąć kreta" do pisuaru ;). Po chwili wypada z kibla babcia klozetowa i drze się do policji że próbowano ją... zabić. Okazało się że, oskarżyła o ten niecny pisuarowy wyczyn jednego z młodych. On natomiast poczuł się urażony bez zasadnym oskarżeniem i zaatakował ją, a ta natychmiast zamknęła się w kiblu. Po czym nasi wyskoczyli szybko z budynku "wc" a za nimi wspomniana baba która zaczęła pokazywać palcami na pierwszego lepszego jako winnego. Psy chciały go skręcić, ale nie pozwalamy im na to mówiąc że to nie ten i po chwili dają spokój. Następnie policja prowadzi nas na stadion. Ostatecznie na meczu melduje sie ok. 30u z KSG i nas 45u. Robimy także niezły doping, miejscowych tyle co zwykle czyli około setki. Gdy wywieszamy swoje flagi Mielec wyraźnie się ożywił i zaczęli nas dosyć często wyzywać. W przerwie meczu, co także jest ich tradycją, przyszli w bezpiecznej odległości pogapić się na nas. Na tym meczu mamy także… 6 zdobycznych flag Igloopolu, które ekipa PKSowa skroiła jednemu z nich udających się na swój mecz w tym czasie. Był tam także szal pasiak. Dla nas nie były to żadne trofea, więc jedną flagę daliśmy KSG jako "ciekawostkę", dwie podarliśmy z nudów na miejscu a resztę wzięliśmy do Dębicy. Po meczu psy prowadzą nas na PKP po czym wsiadamy w osobówkę. Jak zwykle miejscowi popisują sie rzucaniem kamieni. W pociągu było dużo psiarni i cały czas burzyli się o bilety. Na drugiej stacji postanowili wyrzucić... jednak tylko samą Wisłokę i tak też zrobili. Była to wiejscka stacja Mielec - Rzochów. Jeszcze próbujemy nie dać za wygraną, ale ostatecznie wysiadamy. Pomimo tego cała grupa była wybitnie wesoła a i humory nam dopisywały. Kolejny pociąg był za dwie godziny, toteż dla zabicia czasu postanowiliśmy sie przejść do następnej stacji. Szliśmy sobie całą ulicą w stronę Dębicy. Początek naszej eskapady był nad wyraz emocjonujący, bo jeden z młodych postanowił zatrąbić wprost do... ucha idącej nieopodal krowie :) Tak zaczęła skakać po ulicy (obok jechały samochody) po czym wyrwała się babce i wpadła do niewielkiego rowu. Po chwili jednak się uspokoiła i mogła kontynuować swoją podróż. Większość drogi idziemy ze śpiewem aby zaznaczyć okolicznym mieszkańcom naszą pielgrzymkę. Gdy podróż z buta zaczynała sie robić męcząca część z nas zatrzymywała okazję i wróca do Dębicy. Reszta udała sie na stacje Przecław - Tuszyma. Tak więc pokonaliśmy jakieś 8 km po czym wsiedliśmy w ok. 30u do osobówki i kontynuowaliśmy swoją podróż. Kanar mocno burzył się o bilety, jednak ostatecznie udało się nam dojechać do celu. Wyjazd nad wyraz udany :)

Wyjazd z cyklu- nie ważne czym, nie ważne w ilu- ważne aby być na wyjeździe ;)

1994 IV 16 Hutnik Warszawa – WISŁOKA
Gramy w ówczesnym przedsionku ekstraklasy (II liga). Na ten daleki wyjazd jedziemy tylko we dwóch. Wsiadamy o świcie do expresu i udajemy się do stolicy. Nie bierzemy ze sobą żadnych barw (ja mam tylko koszulę Wisłoki pod flekiem). Wysiadamy na Wschodnim, a następnie stary kolegi odwozi mnie na Bielany (na stadion Hutnika). Zostaję sam i wchodzę na stadion, kolega wstapił na chwile do rodziny. Przed meczem w około na ulicach policja patrolowała okolicę końmi co troche mnie zdziwiło z racji "braku przyjezdnych" czyli nas ;). Udałem sie pod klub celem załatwienia powrotu z piłkarzami. Porządkowy nie chciał mnie za bardzo puścić, toteż powiedziałem mu że jestem z Dębicy. Zaciekawiony spytał czy przyjedzie nas więcej, odparłem "kto wie", jednak wiedziałem że nikt prawdopodobnie sie nie zjawi. Po chwili usiadłem sobie na trybunach, a na stadionie odbywało się... gonitwy psów za sztucznym (mechanicznym) zającem :) W sumie było to ciekawe wydarzenie, a jeszcze bardziej ciekawa jedna laseczka która miała psa „Nicponia”- wpadłem jej w oko z wzajemnością ;). Do meczu było ponad godzinę, więc oczywiście publiki jeszcze nie było na obiekcie (oprócz mnie). Potem dopiero (po gonitwach) zaczęli się schodzić. Zauważyłem osobników w szalach Legii (pojedynczych) którzy siedzieli w rozsypce. Po czym dosłownie koło mnie uformował sie młyn około 15u z Hutnika. Na wyposażeniu mieli jedną niewielką barwówkę i jeden szal pasiak. Ja się nie ujawniałem, jednak nikt się też mnie nie pytał skąd jestem. Na luzie słuchałem sobie ich rozmowy :) a siedziałem dosłownie 5 metrów obok! W II połowie zauważam kolegę (który przyjechał ze mną) oraz drugiego od nas, co był tymczasowo w syfie (w okolicy Warszawy). Tak więc było nas trzech (incognito). W planie mieliśmy ujawnienie się, jednak jeśli Wisłoka strzeli gola, a okazji było do groma , jednak ostatecznie przegrywamy. Uznaliśmy ostatecznie że zostajemy incognito. Po meczu wracam sam z piłkarzami (kolega został u rodziny, a drugi wrócił do syfu). W Dębicy pod klubem pomimo bardzo późnej godziny nocnej czekało na mnie kilka osób z Wisłoki którzy wiedzieli o naszej wyprawie.
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Tadeusz Borkowski
Posty: 79
Rejestracja: 18.08.2013, 16:39

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Tadeusz Borkowski »

Archiwum Faktów (1998): zamieszki uliczne po tragicznej śmierci kibica koszykówki
http://fakty.tvn24.pl/15-lat-faktow,83/ ... 06535.html
Radek_ZS
Posty: 2062
Rejestracja: 27.03.2007, 17:51

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Radek_ZS »

Zabrze 1996 , Polska Niemcy
https://www.youtube.com/watch?v=fpA61K6X1WA


No i starocie które jak się nie mylę miałem już kiedyś na VHS , ale jak ktoś nie oglądał to popatrzy.
https://www.youtube.com/watch?v=Q40OHEONmic
https://www.youtube.com/watch?v=COpuRnd3DA0
>>> WORKING CLASS <<<
Cymbał88
Posty: 20
Rejestracja: 14.09.2013, 10:30

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Cymbał88 »

Jaka była liczba Legionistów na tym meczu?
https://www.youtube.com/watch?v=lsUaiX0zTJY
Sławol79
Posty: 156
Rejestracja: 30.07.2011, 22:17

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Sławol79 »

KKS Kalisz-Arka Gdynia 2000 rok.
https://www.youtube.com/watch?v=vZn06qTT7uA
Foxx
Posty: 1157
Rejestracja: 26.02.2007, 16:11
Lokalizacja: Warszawa

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Foxx »

Cymbał88 pisze:Jaka była liczba Legionistów na tym meczu?
https://www.youtube.com/watch?v=lsUaiX0zTJY
Obrazek

CWKS wybrał się w 56 os. plus 7 os. Pogoni. Klimat, jak przy wyjeździe na front (nomen omen) [wciąż jeszcze trwały walki w wojnie w obecnej byłej Jugosławii - Foxx]. Po warszawskich akcjach wiadomo było, czego się spodziewać. Skład osobowy i wyposażenie OK. Już w Rjece na rogatkach był napis „Legia korwa” (pisownia oryginalna), czekamy na was”. I… na napisie się skończyło. Tylko jedna z jadących samochodem ekip miała drobne przejścia w Zagrzebiu z fanami tamtejszej Croatii. Po drodze i na miejscu – nieporozumienia z rozmaitymi służbami (zaczęło się już w Cieszynie), alkohol non-stop. Kilka osób skręconych, w tym dwie z Pogoni. Mimo to wszyscy wrócili zadowoleni (pomijając wynik meczu oczywiście). Część pojechała bezpośrednio do Sosnowca. W kilka dni później nasza miłość gra z Katowicami.
(za fan zinem "Siders")
http://zyleta.info/?p=964
A co tam w komentarzach na Onecie?
Zupełnie Zielony.
Posty: 1401
Rejestracja: 19.12.2008, 10:06

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: Zupełnie Zielony. »

Oczyma kibica Wisłoki

2002 IX 15 Sanovia Lesko – WISŁOKA
Niestety przyszło nam grać w IV lidze, jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, owocowało to nowymi, często egzotycznymi wyjazdami. Na ten mecz załatwiamy busa, jednak chętnych było więcej (18u). W 17u jedziemy na jedno z osiedli gdzie kitramy samochód. Trochę spóźnieni jedziemy do Leska busem i samochodem. Droga przez Krosno i Sanok oczywiście bez atrakcji. Po dotarciu do celu, nasze auto wraca się wraz z jednym z nas (prywatna sytuacja). Tak więc pozostało nas 16u nienajgorszego składu. Była to bodajże 5 minuta meczu. Paru od nas po zatrzymaniu się pod stadionem idzie pod płot oddac sie czynnoscią fizlologicznym a przy okazji zobaczyć ilu jest miejscowych. Oceniają ich na 40-45u (ponoć mają też flagi). Na prędce informują także, że nie ma na obiekcie policji. Niemal od razu też przekazują, że miejscowi nas zobaczyli i własnie w szybkim tempie... ściągają flagi :) Przwidując co za chwile będzie się działo zbieramy sprzęt, którego było pod dostatkiem wokół nas. Około 40u miejscowych wybiegło ze stadionu w naszym kierunku. Z daleka było widać, że kilku z nich też ma sprzęt (kilku w kominiarach). Gdy tylko podbiegli bliżej- ruszamy zdecydowanie na nich. Gdy to zauważyli przystanęli i kiedy byliśmy już blisko nich- zaczęli obsypywać nas istnym gradem kamieni i głazów. W pewnym momencie leciało ich tyle, że część z nas trochę się wycofała. Kilku naszych zostało trafionych (niezbyt groźnie). Gdy grad nieco ustał ruszyliśmy na nich ponownie, oni choć cały czas ciskali kamieniami- zaczęli uciekać w pola. Niektórzy od nas odrzucili im te kamienie, paru też wyłapało od desek które znaleźliśmy. Ruszyliśmy za nimi w pola, jednak po chwili zawróciliśmy dochodząc do wniosku nie ma sensu się z nimi gonić po polach. Pada też szybka piłka o tym, że wjeżdżamy ze sprzętem na murawę. Tak też uczyniliśmy forsując właśnie co zamykaną przed nami bramę stadionu. Wkroczyliśmy na bieżnię z pałami i śpiewem „hej, hej Wisłoka!”. Oczywiście od razu przerwano mecz. Przez chwilę szliśmy sobie bieżnią ku przerażeniu ludzi zgromadzonych na trybunach. Porządkowi każą nam odłożyć pały jednak rozjuszeni wcześniejszymi wydarzeniami nie zamierzamy spełniać ich zaleceń. Baaa, na szybkiego pada hasło, a może by tak rozgonić całą publikę na stadionie?. Miejscowi koneserzy piłki nożnej z przerażeniem słuchają tego co postanowimy :) Ostatecznie dochodzimy do wniosku że ludzi pozostawimy w spokoju i idziemy na swój sektor. Wstawiają sie też za nami nasi piłkarze informując sędziego że zostalismy zaatakowani przez miejscowych i po prostu sie bronimy. Ponieważ nasz sektor (klatka) był on na przeciwległym łuku musielismy przejśc koło sektora miejscowych. Tak też czynimy, Sanovia w tym momencie przechodzi przez płot na swoje miejsce. Z daleka znowu zaczynają rzucać kamieniami i próbują nas wziąć na huki- lekko ruszając w naszą stronę. Gdy tylko zbliżyliśmy się do nich- ruszyliśmy zdecydowanie, ci ewakuowali się wypadem za stadion przez siatkę i znowu odwiedzili okoliczne pole. Wchodzimy na ich sektor, gdzie chwilę sobie śpiewamy i manifestujemy jego zdobycie. Znów pada hasło "Hej, Hej Wisłoka". Potem sami opuszczamy ten sektor i idziemy łukiem na drugą stronę. W dalszym ciągu nie było policji. Gdy znajdujemy się już nieco dalej, miejscowi znowu wrócili na swój sektor. Zaczęli łamać ławki i zbierać głazy, jednak już nie zaryzykowali starcia z nami. Gdy byliśmy na drugiej stronie koło klatki zjawiła sie policja. My w tym momencie zabieramy sie jakby nigdy nic do dopingu :) a następnie weszliśmy posłusznie sami do klatki. W przerwie meczu udaliśmy się pod pobliską wiatę dla strażaków, gdzie schroniliśmy się przed deszczem. Ponieważ obok były drzewa, wysoki żywopłot i siatka, miejscowi (+jak sie okazało delegacja Stali Sanok) wykorzystali to robiąc nam kamionkę (dwóch naszych trafionych). Nic nie zdążyliśmy zrobić, bo od razu uciekli i pojawiły się tam psy. Do końca meczu już nic się nie wydarzyło. Oni nie wyzywali nas i my też nie bluzgaliśmy na nich. Po meczu część z nas odjeżdża busem, a kilku z piłkarzami. Dodam tylko, że gdyby jeden z nas wiedział... jak się otwiera drzwi busa, to bylibyśmy prawdopodobnie właścicielami ich flag. Gdy podjechaliśmy do skrzyżowania, zobaczyliśmy trzech od nich (jeden z dużym plecakiem). Niestety nie zdążyliśmy otworzyć drzwi (ten który siedział przy nich nie wiedział jak je otworzyć) i wspomniana trójka uciekła. Gdy wróciliśmy do busa i skręciliśmy w odwrotną stronę to gostek od nich dalej biegł :) W Sanoku liczyliśmy na atrakcje, jednak nic poważnego się nie działo. Jedynie mijając cmentarz widzieliśmy 4 gości, z których jeden rzucił kamieniem „na sztukę”. Krosno oczywiście bez przygód. Podsumowując zaliczyliśmy bardzo udany wyjazd, u nas połowa (!) była trafiona (na szczęście niezbyt groźnie) niektórzy nawet dwa razy. Choć ostatecznie zakonczyło sie to dla nas sukcesem, nalezy pamiętać o jednym- że nie gra roli wygląd, czy liczba a charakter ekipy. Tego samego dnia i o tej samej godzinie w Pilźnie grał Sokół Nisko. Z wiadomej przyczyny nie było tam nikogo od nas.

Obrazek

Z cyklu nie ważne czym nie ważne z kim aby być na wyjeździe


1996 VII 24 Raków II Częstochowa – WISŁOKA (puchar)
Niestety na ten wyjazd nie było chętnych, więc postanawiam że nie ważne co się będzie działo ja jadę. Dowiaduję sie gdzie piłkarze zatrzymują się na obiad i udaje się w tym kierunku. Krótka rozmowa i dostaje pozwolenie na jechanie z piłkarzami, jestem bez barw. Po przyjeździe pod stadion Rakowa około 30u miejscowych gorączkowo obcinało autokar, jednak mecz na szczęscie odbywał się na innym obiekcie. Od razu tam pojechaliśmy, a był to stadioni Victorii. Po wyjściu z niego usiadłem niezauważony na ławkach. Widzami tego spotkania byli wtedy głównie dziadki i małolaci więc zdecydowanie rzucałem się w oczy. Wyszło słońce, a ja siedząc we fleku i undergroundach zdecydowanie się wyróżniałem z otoczenia :) Zaraz przed meczem, na drugiej stronie pod lasem sforsowało płot około 20u z Rakowa, po czym przyszli usiąść dosłownie koło mnie :) Przechodząc patrzyli się, jednak nikt nie spytał skąd jestem co mnie niezmiernie zdziwiło. Jeżeli już robili doping to głównie były to bluzgi na Widzew. Wszystkich ludzi na obiekcie tylko około 50u. Po meczu udajemy się na Jasną Górę gdzie na chwilę odwiedzamy klasztor. Natomiast najbardziej wbiliśmy się w szok z piłkarzami w okolicy Balic. Patrzymy przez okna, a tu w górze leci… jakby spodek (ufo) :) Zerkamy na siebie z niedowierzaniem czy na pewno wszyscy widzimy to samo. Jednak po chwili okazało się, że to lecący nisko samolot, któremu poprzez ostrą mgłę nie było widać skrzydeł :) stąd jego oświetlenie zrobiło wrażenie owalu.
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
daniKSC
Posty: 246
Rejestracja: 05.05.2013, 18:19

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: daniKSC »

można cos więcej o tej fladze?
http://i41.tinypic.com/nvp08n.jpg
z tego co widze to Raków wykroił Górnik, mozna rok, ewentualnie okolicznosci?
FzP
Posty: 30
Rejestracja: 14.06.2010, 21:56

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: FzP »

Wiosna 1997 najlepiej jak podam cytat z naszego forum opisujący to zdarzenie:

,,To było dokładnie tak: przed meczem Żaboli w klatce było kilku, no może kilkunastu. Akcja na tym samym patencie co kilka miechów wcześniej z Ruchem. Dwie osoby wskakują na murawę i K. zrywa jedyną wiszącą flagę. Barwy Rosji z napaćkaną nazwą miejscowości - nikt nie pamięta dokładnie jaką, ale chyba właśnie "Szowice". Flaga po meczu pojechała do Wodzika z Odrą.

Później wraz z główną grupą do klatki weszło kolejnych dwóch panów K. Ja się zamotałem pod kasami, bo miałem być trzeci Przed meczem podczas wywieszania flag jeden z panów K przeskoczył płot i przejął flagę "Żory", niby miał ją rozwiesić ale jednak po chwili, przy aplauzie całego stadionu, biegł z nią murawą w naszą stronę."
strona-praska
Posty: 252
Rejestracja: 31.03.2010, 21:57

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: strona-praska »

Zastanawia mnie która ekipa pierwsza użyła jednolitych strojów podczas dymu.

Lecha na Wolskiej miał żółte opaski, ale to zrozumiałe, żeby się połapać i jednolitym strojem bym tego nie nazwał

Arka na Grabiszyńskiej zielone koszulki. W sumie bardziej przypadek i służyły do identyfikacji

Koalicja L-ZS-OE-BKS białe koszulki. Podobna sytuacja jak wyżej.

Triada z trupimi kominiarkami ? Pierwsze mi przychodzi na myśl
extremalny_korbelis
Posty: 162
Rejestracja: 14.10.2011, 19:37

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: extremalny_korbelis »

Dzisiaj na Weszło trafił się ciekawy artykuł:
http://www.weszlo.com/news/16920-Emil_K ... l_trenerem

Emil Kot. Fanatyk, który został trenerem
14 października 2013 - 13:38


Charakter. To słowo klucz w tej opowieści. Bez niego już dawno zmieniłby zainteresowania, znalazłby inne zajęcie, odciąłby się od przeszłości. Nawet dla świętego spokoju, bo i po co brnąć w kolejne kłopoty. Mimo 23 lat, dużo przeżył. Można powiedzieć, że historia opowiedziana w filmie Green Street Hooligans, to przy jego doświadczeniach bajka o Bolku i Lolku. Dziś pisze nowy rozdział w swoim życiu. Emil Kot. Kiedyś gniazdowy na Polonii, od czterech miesięcy drugi trener tego klubu. Facet, który mówi co myśli, a że myśli, to chętnie się go słucha.

Od małego chodził pod prąd. Kiedy dzieciaki na warszawskiej Białołęce biegały w koszulkach Zeigbo i Czereszewskiego, on wyciągał z szafy czarny trykot Olisadebe i z podniesioną głową wychodził na boisko. Nigdy się z tym nie krył. Szybko też przyzwyczaił się do szydery ze strony starszych kolegów. W okolicy i tak wszyscy wiedzieli, że razem z bratem jeździ na Polonię. Miał osiem lat, kiedy na Konwiktorską, po raz pierwszy zabrał go ojciec.

- Grałem w małym osiedlowym klubie na Białołęce, w Polfie Tarchomin. Chciałem w końcu zobaczyć piłkę na najwyższym, krajowym poziomie. Z bliska. Gdziekolwiek. W pierwszej chwili pomyśleliśmy z bratem – chodźmy na Legię. Ale rodzice nie byli tym pomysłem zachwyceni. Stwierdzili, że jesteśmy za mali, a na trybunach przy Łazienkowskiej nie było wówczas najbezpieczniej. W końcu jednak trafił się weekend, podczas którego Legia grała u siebie w sobotę, a Polonia w niedzielę. Mieliśmy pójść z ojcem na oba te mecze, ale ostatecznie dotarliśmy tylko na Konwiktorską. Przeznaczenie. Usiedliśmy na trybunie Głównej. Byłem zachwycony, ale jadąc na kolejny mecz, powiedziałem, że chcę siedzieć na Kamiennej. Tak też zrobiliśmy. I zostałem tam na lata.

Na Legię w końcu też pojechał, ale dwa lata później. Na sektor gości. Miał 10 lat i z bliska obserwował, jak Wieszczycki, Bykowski i Olisadebe, zapewniają Polonii drugi w historii tytuł mistrza Polski. Cała Łazienkowska kipiała z wściekłości. Emil po raz pierwszy poznał smak wygranych derbów i to od razu z bonusem: mistrzowską fetą. Ten wieczór jeszcze nie raz się śnił mu się później po nocach.

W CZERNI

Muranów. Okolice stadionu Polonii. Siedzimy w jednej z lokalnych kawiarni. Proporcje kibicowskie w Warszawie są wszystkim dobrze znane, ale nawet tutaj, w pobliżu Konwiktorskiej 6, nie brakuje na murach legijnych motywów.

- Chyba nie jest łatwo być kibicem Polonii w tym mieście? – pytam.
- Raczej nie. To jak w tym haśle: „Być Legionistą – takich jest wielu. Bycie Polonistą wymaga charakteru.” To idealnie oddaje całą sytuację. Najgorzej mają ci, którzy mieszkają na Woli lub na Grochowie, bo nie oszukujmy się – tam nie ma taryfy ulgowej. W każdej chwili może dojść do zwady. Bycie Polonistą na pewno wzmacnia charakter – odpowiada.

Trybuny bardzo szybko stały się dla niego czymś więcej, niż tylko weekendową rozrywką. Miał 14 lat, kiedy wraz z bratem uczestniczył przy stawianiu na nogi nowej, polonijnej grupy – „Ultras Enigma”. Zresztą, do dziś nadającej ultrastyczny ton na trybunach przy Konwiktorskiej.

- Kiedy zaczynaliśmy była tylko jedna ekipa, IFC Polonia, złożona z dwudziestoparolatków. Wyglądaliśmy przy nich trochę jak gimbusy, bo chyba tak się teraz mówi. Na początku spotykaliśmy się pod stadionem, robiliśmy proste oprawy, angażowaliśmy w szycie flag, pomagając w ten sposób grupie IFC. Później zaczęliśmy wprowadzać własne projekty. Z czasem IFC zaczęło się wykruszać, wiadomo – praca, rodzina, inne obowiązki – no i w końcu na tym ultrasowskim polu została tylko Enigma. W pewnym momencie nasza grupa liczyła nawet 30 osób, co jak na standardy naszego klubu, było mega wynikiem. Spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Nie były to wyłącznie relacje: trybuny – dom. Dobrze się dogadywaliśmy. Wszystko było robione w fajnym klimacie. A te oprawy, wiadomo, raz wychodziły lepiej, raz gorzej. Zdolności plastycznych czasami nam trochę brakowało – uśmiecha się.

Na Polonię już wtedy przyjeżdżał niemal codziennie. Nie tylko z pobudek kibicowskich. Trenował w drużynie juniorów, rocznik 90. Mieli dobrą paczkę: Damian Jaroń, Patryk Koziara czy Jacek Pawłowski – to był na Mazowszu absolutny top. Po kilku latach odszedł jednak do podwarszawskiej Marcovii. Trenerem był tam wówczas Jarosław Wojciechowski, były piłkarz Legii Warszawa, który zawsze wyjątkowo spinał się na mecze z Kosą Konstancin. A jak Kosa i rocznik 90, to wiadomo, kto na boisku robił najwięcej wiatru. Kuba Kosecki.

- W juniorach złapałem na nim ze trzy czerwony kartki. Prowokował. Potrafił nadepnąć na stopę, złapać za koszulkę, szepnąć słówko na ucho. Już wtedy prowadził seniorską grę. A nam głowa grzała się błyskawicznie. Jeden wślizg, drugi, i graliśmy w osłabieniu, a Kosa tylko przechodził obok i się śmiał. Ale już wtedy było widać, że potencjał piłkarski ma kolosalny. Ciężko się przeciwko niemu grało. Najgorzej było, jak dałeś mu się odwrócić w kierunku bramki, to mijał dwóch, trzech rywali i ładował bramkę. Mecze Kosy z Marcovią zawsze kończyły się awanturą. Ale piłkarsko najlepsze w tym roczniku było Piaseczno. Jankowski, Kupisz, Możdżeń, Maślanka, Witan. Niesamowita paczka. Kiedyś przyjęliśmy od nich 1:10. To chyba była najwyższa moja porażka w życiu.



ZMIANY

W 2006 roku Polonia spadła z ekstraklasy. Podczas jednego z meczów, już w drugoligowej rzeczywistości, na trybunach panował chaos. Nie było gniazdowego, doping był szarpany. W szeregach Enigmy pojawiła się konsternacja. Ktoś musiał wejść i wziąć to na swoje barki. Wtedy 17-letni Emil postanowił po raz pierwszy rozruszać całe towarzystwo na Kamiennej.

- Brat się mnie tylko spytał, czy wiem, na co się decyduje... Skinąłem głową, że tak. Może nie wszystkim od razu przypadłem do gustu, ale chyba nie było najgorzej, bo zostałem tam na kilka lat. Fajny czas. Emocje, jakie towarzyszą ci na gnieździe są niesamowite.

- Można je porównać do tych, przeżywanych na ławce trenerskiej? – dopytuję.

- Tylko w pewnym stopniu. Nie ma nic bardziej niesamowitego, niż ten ryk trybun, który słyszysz, stojąc na gnieździe. Ciarki przechodzi po plecach. W dalszym ciągu zerkam z ławki na trybuny i patrzę jak się bawią koledzy, jak prowadzą doping. Cały czas jestem jednym z nich. Ludzie często pojmują fenomen ruchu ultras, dopiero wchodząc do tego środowiska. Ostatnio zabrałem Piotrka Dziewickiego na obchody uczczenia powstańców poległych na stadionie Polonii. Wtedy po raz pierwszy odpalił racę i widziałem ten błysk w jego oku. Zobaczył na czym to polega, jak to smakuje. Zresztą, wystarczy spojrzeć na jego reakcję na tak zwaną pomeczową „rakietę”, kiedy fetujemy zwycięstwo z kibicami. Piotrek stał się fanatykiem. Jest wychowankiem tego klubu i oddanym kibicem. Sam go trochę nakręcam na ten kibicowski klimat naszego klubu – odpowiada.

Jak sam przyznaje, kiedy otrzymał propozycję objęcia funkcji drugiego trenera, był w szoku. Przebywał akurat na terenie klubu, kiedy Piotrek Dziewicki zaprosił go na rozmowę. Zapytał wprost, czy pomoże mu w tym wszystkim, co się zaczyna dziać się w klubie. Odpowiedź mogła być tylko jedna.



Kilka tygodni później, poprowadził pierwszy trening, na którym zjawiło się kilkudziesięciu chłopaków, chcących grać w czwartoligowej Polonii. Nie był żółtodziobem. Od lat pracował już z młodzieżą, najpierw w Markach, a ostatnio w Akademii Polonii. Zaliczył też trenerski epizod w lidze okręgowej. Cytując Jana Furtoka, można powiedzieć, że wie, jak pachną skarpetki.

- Piotrek od razu mi zaufał i jestem mu za to wdzięczny. Często pyta mnie o zdanie. Słucha. To ważne. Jeśli daje mu konkretne, merytoryczne argumenty, to on je przyjmuje. Nie okopuje się i nie twierdzi, że ma niepodważalną rację. To normalny facet, skory do pomocy. Przedwczoraj na przykład posprzątaliśmy i przemeblowaliśmy pokój 112, gdzie jest nasze biuro. W ekstraklasie, jakby zobaczyli trenerów ze zmiotką, to by się za głowę złapali. Ale nam korona z głowy nie spadnie. To też bardzo mi się podoba w Piotrku. On nie uważa się za niewiadomo kogo. Nie jest gościem z wybujanym ego. A ten klub, to dla nas jak drugi dom.

ULTRAS OR HOOLIGANS?

Wyjazdy. Tych w jego kibicowskiem dossier jest mnóstwo. Jeszcze jako gniazdowy, zjeździł za Polonią całą Polskę, plus kawałek Europy. Najciekawiej, jak sam przyznaje było w Podgoricy, gdzie „Czarne Koszule” grały z Budocnostią.

- Pojechaliśmy tam samochodem w pięć osób, organizując sobie przy okazji mały tour po Bałkanach. Dwa dni spędziliśmy w Chorwacji, potem jeden dzień w Bośni, i dopiero ruszyliśmy na Podgoricę. Wiedzieliśmy, że fani Budocnosti nie należą do najspokojniejszych i byliśmy gotowi na różny rozwój wypadków. Ciekawie zrobiło się jednak już na granicy, gdzie okazało się, że zielona karta podbita w Bośni, ma złą datę. Celnik dość szybko i zdecydowanie oznajmił nam, że do Czarnogóry to my niestety, nie wjedziemy. Powiedział, żebyśmy spróbowali nazajutrz. Zaczęliśmy więc tłumaczyć, że jedziemy na mecz, trochę nam się spieszy i czy nie dałoby tego jakoś załatwić. A on do nas:

- Na mecz? A z kim gracie?
- Z Budocnostią.

Na chwilę zamilkł. Podciągnął tylko rękaw i pokazał nam tatuaż, który miał na barku. To był herb Budocnosti. Zapytał krótko: - Ultras or hooligans? Odpowiedzieliśmy, że ultras. Ale jako, że dwóch z nas było słusznej postury, to chyba nie uwierzył. Powiedział, że nie wjedziemy. Nie ma opcji. Przekonał go dopiero polski konsul, do którego udało nam się dodzwonić, argumentując, że to tylko jednodniowa wizyta. Celnik na odchodne jeszcze raz wskazał palcem na tatuaż i powiedział, żebyśmy uważali na siebie.

Będąc już w Podgoricy, zapytaliśmy boya hotelowego o jakiś parking w pobliżu stadionu. Ten grzecznie nam wytłumaczył, wskazując drogę do celu. Pojechaliśmy zgodnie z wytycznymi. Dojeżdżając na miejsce, zauważyliśmy, że dookoła jest strasznie niebiesko. Kupa ludzi i wszyscy w barwach Budocnosti. Pomyśleliśmy - pewnie to jakiś sektor rodzinny. Szybko przebraliśmy się w nasze barwy, wysiedliśmy z samochodu i dopiero dotarło do nas, że znaleźliśmy się w centralnym punkcie zbiórki młyna Budocnosti. To tak, jakbyśmy zaparkowali pod Żyletą. Ciarki przeszły nam po plecach, ale stwierdziliśmy – trudno, idziemy. W pięciu nic nam się nie stanie. Oczywiście już po kilku sekundach, czuliśmy na sobie wzrok i wytykanie palcami. Szybko pojawiły się też wyzwiska, poleciała jakaś butelka.

Nagle podbiegł do nas policjant, który zauważył nas z kilometra i wymamrotał przestraszony: „easy, easy”. Odprowadził nas w pojedynkę na sektor gości, gdzie już czekali pozostali Poloniści. Najgorzej miał jednak nasz kierowca, który przez pełne 90 minut meczu, myślał tylko o jednym: czy jego samochód przetrwa tę próbę czasu. Później, już po spotkaniu, nasi kibice zapakowali się do busa, a my udaliśmy się w drogę powrotną na parking. Dostaliśmy do eskorty znowu jednego policjanta, co tylko dodawało komizmu tej sytuacji, ale dotarliśmy na miejsce, gdzie okazało się, że samochód jest cały. Uff... Odetchnęliśmy.

Zdążyliśmy jednak tylko wyjechać z parkingu, kiedy drogę zajechał nam pierwszy samochód. W naszą stronę znów poleciało kilka butelek, ale zdążyliśmy się wywinąć. Uciekliśmy. Niemniej, po chwili widzieliśmy w lusterku, że za nami jedzie już nie jeden, a cztery samochody, co w mieście, którego kompletnie nie znaliśmy, trochę komplikowało sytuacje. Nasz kierowca miał więc wytężony wzrok, niczym bohater filmu Transporter, zerkał to w prawo, to w lewo, tamci podjeżdżali, co chwila zajeżdżając drogę. Robiło się gorąco. Zdawaliśmy sobie sprawę, że o ile w konfrontacji z załogą jednego samochodu, mamy jeszcze szansę, to już z czterema, może być problem. Uciekaliśmy więc przez skrzyżowania, na czerwonych światłach, aż w końcu wjechaliśmy w osiedle domków jednorodzinnych, gdzie zgasiliśmy silnik i czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Na szczęście udało nam się ich zgubić. Nawet nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy. Nie mieliśmy żadnego GPS-a. Tylko mapy. Dochodziła północ. Zobaczyliśmy jakiegoś faceta, który jeszcze coś podlewał w swoim ogródku. Na nasz widok, od razu wyleciał z kijem, ale uspokoiliśmy go, że chcemy się tylko zapytać o drogę na Sarajewo. Okazało się, że byliśmy przy samej wylotówce do Bośni. Złapaliśmy oddech. Podróż do Polski zleciała w mgnieniu oka – kończy opowieść z szelmowskim uśmiechem.

BLIZNY

Gniazdowym był jeszcze tylko przez rok. Łącznie na Kamiennej prowadził doping przez trzy lata. W tym czasie kreował oprawy, wymyślał nowe przyśpiewki, w tym także nową wersję „Kto tak gra...”, śpiewaną na wzór kibiców Tottenhamu „Oh, when the Spurs...” Stał się najbardziej rozpoznawalnym kibicem Polonii spośród ultrasów, co nie zawsze było atutem. Jerzy Pilch powiedział kiedyś, że futbol jest metaforą bitwy, ale chyba nie taką bitwę miał na myśli.

11 listopada 2010 roku, Emil wraz z innymi kibicami wybrał się na Marsz Niepodległości. Po jego zakończeniu, w okolicach Pomnika Dmowskiego, on i jego kolega zostali zaatakowani przez innych panów w szalikach. Zadano im kilka ciosów nożem. Jedna z ran kończyła się na tętnicy szyjnej. Emil cudem uszedł z życiem, ale to go nie złamało. Po wyjściu ze szpitala zaskoczył wszystkich. Wrócił na Kamienną i poprowadził doping podczas meczu z Wisłą. Dla kibiców Polonii była to manifestacja jego wielkiego charakteru. Niezłomności. Kilka tygodni później pojawił się także na wyjeździe w Kielcach, ale z biegiem czasu zaczął nabierać zdrowego dystansu do życia trybun. Priorytetem stała się trenerka.

- Ostatnio kolega z Włoch, kibic Noceriny Calcio, napisał mi, że jestem prawdopodobnie pierwszym ultra-trenerem w Europie – przyznaje dzisiaj z entuzjazmem. Do wydarzeń z Marszu woli nie wracać. Wystarczy, że przypominają mu o tym blizny na ciele.

TRADYCJA

Jako trener jest wymagający. Ma fioła na punkcie zdrowego odżywiania. Kiedyś przecierał oczy ze zdumienia, widząc Ebiego Smolarka jedzącego przed meczem tosty, które popijał coca-colą.

– Przykład Ebiego był bolesny. Do meczu pozostało, bez mała, półtorej godziny, a on wszedł w getrach, koszulce i spodenkach do Czarnej Koszuli, gdzie zamówił colę i dwa tosty. Pół godziny później wyszedł na rozgrzewkę i okazało się, że gra w pierwszym składzie. Byłem w lekkim szoku. Jako kibica, strasznie mnie irytowało, kiedy trafialiśmy na piłkarzy w McDonald’s, w pobliskiej Arkadii. Oczywiście, wszystko jest dla ludzi, ale jeśli taka sytuacja powtarzała się kilka razy w tygodniu, albo w piątek, dzień przed meczem, panowie siedzieli w Bierhalle, no to coś było nie tak. Sam staram się patrzeć na to, co mam na talerzu. Dużo ćwiczę indywidualnie. Siłownia, bieganie, kalistenika , basen. Staram się cały czas być w ruchu. Naszych piłkarzy również staramy się uświadamiać, co powinni jeść, a czego nie, dlatego często posiłki jemy wspólnie. Pomimo tego, że to tylko czwarta liga.

Emil uświadamia piłkarzy Polonii nie tylko w kwestiach diety, ale i historii klubu. Jest pomostem pomiędzy ławką trenerską, a trybunami. Ma na ten temat nawet pewną teorię.

- Poniekąd wydaje mi się, że właśnie dlatego zdecydowano się mnie włączyć do sztabu szkoleniowego. Nie zadecydowały wyłącznie moje umiejętności i wiedza trenerska, ale również ten kibicowski background. Ktoś musi dbać o klimat wokół drużyny. A ten, wydaje mi się, że jest teraz dużo lepszy, niż w ekstraklasie. Piłkarze sami mówią, że po dwóch miesiącach spędzonych tutaj, czują się jak w domu. Jakby grali w Polonii od dwudziestu lat. To akurat słowa Daniela Grali, który przyszedł do nas z Kolna. On akurat połknął tego bakcyla w stu procentach, bo nawet w Ciechanowie, po bramce na 2:0 tak się zagalopował, że poleciał na tak zwanego misia do naszych kibiców i na chwile wylądował na sektorze gości. Nasi piłkarze zdają sobie sprawę, że to jest klub z piękną historią, tradycjami. Nawet siedząc w Czarnej Koszuli, mogą usłyszeć różne historie o Polonii, o całych rodzinach polonijnych, o tradycji tego klubu. Czy to od Pawła, który prowadzi ten lokal czy od naszego słynnego kibica, Konia, który jest encyklopedią w klubowych kwestiach. Sam często im opowiadam różne anegdoty.

- I jak reagują?

- Słuchają. Powoli pojmują, że tu nie jesteś jednym z wielu, jak na Łazienkowskiej. Tutaj po prostu jesteś wyjątkowy.
Skarżyć nie wolno, kapować nie wolno, ODEGRAĆ SIĘ WOLNO!
krokiet_z_grzybami
Posty: 815
Rejestracja: 18.01.2009, 13:46

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: krokiet_z_grzybami »

Jak wyglądała słynna dyma sprzed 3 lat z Poddębic? Widzew zatrzymał samochody Łksu, czy jakiś ręczny w pociągu padł? bo o ile dobrze pamiętam, Łks jechał wtedy gdzieś na turniej
TrójkolorowyKris
Posty: 80
Rejestracja: 23.01.2013, 13:22

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: TrójkolorowyKris »

na takie informacje bym tutaj nie liczył
internet
Posty: 481
Rejestracja: 02.01.2012, 10:30

Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....

Post autor: internet »

ŁKS jechał samochodami do Piły, to nie była tajemnica.
ODPOWIEDZ