Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Moderatorzy: Automoderation, Zorientowany, LechiaCHWM
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Zacytuje fragment relacji z Przeglądu Sportowego gdy sezon wczesniej obie drużyny grały w turnieju barażowym o awans do I ligi
Po meczu doszło do awantur pomiędzy kibicami Cracovii i zwolennikami AKS-u. Gorszące sceny zlikwidowała policja
Po meczu doszło do awantur pomiędzy kibicami Cracovii i zwolennikami AKS-u. Gorszące sceny zlikwidowała policja
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Zawsze podobała mi się nazwa tego klubu. To niemieckie wzornictwo ma coś w sobie ;)Bartekkibic pisze:A na onecie dzisiaj artykuł o starym, zapomnianym klubie z Katowic:
1. FC Katowice - reaktywacja po 62 latach
1. FC Katowice - to jeden z najstarszych istniejących klubów na terenach dzisiejszej Polski. Jego historia jest bardzo burzliwa i zagmatwana. Wywodzi się z niego wielu reprezentantów naszego kraju, ale także... mistrz świata w piłce nożnej. W 1945 roku klub został rozwiązany, a 62 lata później doszło do reaktywacji.
Za założycieli 1. FC Katowice uznaje się braci Emila i Rudolfa Fonfarów. Klub powstał w 1905 roku po tym, jak rozpadła się drużyna SV Frisch Auf Kattowitz. Początkowo nazywał się Preussen 05 i właśnie pod tą nazwą był pięciokrotnym mistrzem Górnego Śląska. W 1922 roku po plebiscycie i powstaniach śląskich, klub przestał grać w niemieckich rozgrywkach, przystępując do polskich. Tyle tylko, że pod zmienioną nazwą Erster Fussball-Club Kattowitz. Był drużyną mieszczańską, wspieraną przez drobny kapitał, pozostający głównie w rękach niemieckich. W zespole grali wyłącznie Ślązacy, niektórzy z nich słabo mówili po polsku.
- To była naprawdę superdrużyna i to nie - jak piszą - "mieszczaństwa niemieckiego". To był śląski klub - mówi Krzysztof Ziemba, trener i wiceprezes dzisiejszego 1. FC Katowice.
W 1927 roku klub osiągnął największy sukces w swoich dziejach. Wywalczył wicemistrzostwo Polski. W decydującym meczu przegrał z Wisłą Kraków 0:2. O tym spotkaniu mówiło się jeszcze wiele lat później. "Przegląd Sportowy" pisał o meczu, który zakończył się skandalem, jako o "świętej wojnie". Sędzia tego spotkania, Zygmunt Hanke, robił wszystko, by to Wisła wyszła z niego zwycięsko. W efekcie piłkarze 1. FC Katowice zeszli z boiska przed końcem meczu, a na trybunach, na których zgromadziło się 15 tysięcy kibiców, doszło do gwałtownych zamieszek. Sędziego przed rozwścieczonym tłumem musieli chronić policjanci.
Henryk Reyman, legenda Wisły Kraków, pisał później: "Wisła czuła się w obowiązku bronić barw Polski, aby nie dopuścić do pożałowania godnej sytuacji, w której tytuł mistrza Polski dostałby się w obce ręce". Według realcji mniejszości niemieckiej, Hanke miał przyznać się, że z uwagi na polityczną presję, skrzywdził katowiczan.
Po tym meczu "Gazeta Robotnicza" postulowała, by rozwiązać klub 1. FC Katowice. Padały nawet w stosunku do tej drużyny sformułowania typu "mniejszościowe bandy". Pojawiły się apele, by bojkotować ten zespół. W tej sytuacji, Polski Związek Piłki Nożnej, uczynił symboliczny gest. Na dzień 1 lipca 1928 roku wyznaczył termin meczu międzypaństwowego. Polska reprezentacja po raz pierwszy miała zagrać w Katowicach, a jej rywalem była Szwecja. Dodatkowo na to spotkanie powołano dwóch zawodników 1. FC Katowice. Jednym z nich był 21-letni wówczas Karol Kossok, który chętnie zgodził się grać w polskiej drużynie. Zaproszenie na ten mecz odrzucił jednak Eryk Heidenreich. Obrońca ten stwierdził, że jest zaszczycony powołaniem, ale jest Niemcem. Pierwszym jednak piłkarzem ze Śląska, który zagrał w biało-czerwonych barwach był Emil Goerlitz. Znakomity bramkarz debiutował w nich w 1924 roku. Wspomniany wcześniej Kossok dwa lata później został królem strzelców i mistrzem Polski, tyle tylko, że w barwach Cracovii. Zawodnik ten opuścił 1. FC, oświadczając, że jeśli będzie grał w Polsce w niemieckim klubie, to "nic z tego nie będzie". Piłkarz ten grał później jeszcze w Pogoni Lwów. Nie wrócił na Śląsk, tylko osiadł potem w Warszawie, gdzie przetrzymał całą wojnę. Zginął w marcu 1946 roku w sowieckim obozie.
- Tylko dlatego, że był Ślązakiem i dla wielu był Volksdeutschem, mimo że udowadniał przez całe swoje życie, że jak ważna jest dla niego Polska - mówi Ziemba.
Jednym z najsłynniejszych wychowanków 1. FC Katowice jest Ernest Wilimowski. Mając 17 lat przeszedł jednak do Ruchu Hajduki Wielkie. Tak nazywał się wtedy obecny Ruch Chorzów. Grał w reprezentacji Polski, z którą był na mundialu w 1938 roku, ale potem występował w barwach III Rzeszy. Z tego klubu pochodził także mistrz świata Richard Herrmann. W 1954 roku, urodzony w Katowicach zawodnik, wygrał turniej o mistrzostwo świata z reprezentacją Niemiec.
Początkowo drużyna 1. FC Katowice swoje mecze rozgrywała na dzisiejszym placu Andrzeja. W 1920 roku wybudowano jednak stadion przy ulicy Kościuszki w Katowicach-Brynowie. Dziesięć lat później władze miasta odmówiły dalszej dzierżawy obiektu drużynie. Klub wybudował więc nowy obiekt w Muchowcu. W czerwcu 1939 roku Michał Grażyński, ówczesny wojewoda śląski doprowadził do rozwiązania 1. FC Katowice jako "ostoi niemieckich sił nacjonalistycznych".
- Już wtedy ktoś chciał wymazać z pamięci 1. FC Katowice. Nikt nie chce mi do teraz odpowiedzieć, komu na tym zależało - wtrąca Ziemba.
Trzy miesiące później wybuchła wojna. Klub został jednak reaktywowany przez niemieckie władze, które starały się zrobić z niego niemiecką wizytówkę piłkarskiego Śląska i sprowadzili do niego byłych reprezentantów pochodzących z Katowic, jak Ewald Dytko, Erwin Nyc i Ernest Wilimowski. W 1945 roku nowe polskie władze ogłosiły defnitywnie rozwiązanie 1. FC Katowice.
Większość wypędzonych mieszkańców Katowic niemeickiego pochodzenia osiedliła się w Salzgitter. Właśnie tam Georg Joschke utworzył "Traditionsgemeinschaft 1. FC Kattowitz". Dochodziło do regularnych spotkań były piłkarzy tej drużyny. W tej miejscowości znajdują się też dokumenty dotyczące historii klubu.
W 2007 roku, po 62 latach, doszło do reaktywacji 1. FC Katowice. Herbem nadal pozostaje czarny orzeł na białym tle. Stroje piłkarzy również nawiązują do tych historycznych biało-czarnych.
"Śląska piłka ponad podziałami" - właśnie pod takich hasłem klub został reaktywowany przy wielkiej pomocy Ruchu Autonomii Śląska.
- Klub został reaktywowany, bo ma być symbolem śląskości. W Katowicach jest coraz mniej prawdziwych Ślązaków - tłumaczy Ziemba.
Obecnie klub 1. FC Katowice występuje w A-klasie, ale ambicją jest nawiązanie do wielkich tradycji. Poza tym trenuje też 115 dzieciaków w różnych kategoriach wiekowych. W 2009 roku od 1. FC Katowice odłączyła się kobieca drużyna piłkarska.
- Dzisiaj szkoli się w klubie przede wszystkim młodzież. Współpracujemy z przychodnią psychologiczno-dydaktyczną. Pomagamy im w szkołach, w których ktoś niestety zapomniał o wuefach. Jesteśmy klubem środowiskowym. Dzieciaków uczymy praworządności i uczciwości - podkreśla Ziemba.
Piłkarze tego klubu trenują na obiekcie Słowiana, a mecze rozgrywają w Szopienicach.
Tomasz Kalemba, Eurosport.Onet.pl
Autor:
Tomasz Kalemba
Źródło: Onet
Tu oficjalny powód rozwiązania: http://historiawisly.pl/wiki/index.php? ... -05-15.JPG
Faktem jest, że na meczach tego klubu często dochodziło do różnych awantur, jak np. w przywołanym wyżej spotkaniu z 1927r. rozegranym z Wisłą, które zacytowany tutaj Reyman wspomina tak:
Jedna z gazet w osobnym rozdziale odniosła się do zaistniałej sytuacji: http://historiawisly.pl/wiki/index.php? ... 09-26c.JPGByło to niespełna 10 lat temu, w pierwszym roku założenia Ligi i wprowadzenia nowego do dziś obowiązującego systemu mistrzostw. Tabela ligowa ułożyła mi się w ten sposób, iż mistrzostwo Polski rozstrzygnąć się miało między "Wisłą: a "I.F.C." (Erster Fussballclub) z Katowic. Sytuacja wyglądała groźnie, gdyż decyzją zapaść miała w dniu 25 września 1927 r., na boisku I.F.C. w Katowicach, co dawało z góry pewną przewagę gospodarzom. Dla sportu polskiego nadchodziła przykra chwila, gdyż zdobycie tytułu mistrzowskiego na 13 rywalizujących ze sobą klubów polskich przez jeden klub niemiecki, subwencjonowany do tego przez obce nam czynniki, byłoby niemiłym upokorzeniem i zadraśnięciem czegoś więcej, niż tylko ambicji sportowej.
Na "Wisłę" spadł ciężki i odpowiedzialny obowiązek obrony barw polskich, aby nie dopuścić do rzeczy dla każdego przykrej - przejścia tytułu mistrza Polski w obce ręce. Już kilka tygodni przedtem cała prasa w licznych artykułach podkreślała doniosłość tego spotkania oraz odpowiedzialność, jaka przypadła w udziale zawodnikom "Wisły". Wszyscy sportowcy żyli tą wielką nadzieją sportową, a najbiedniejsi to byli zawodnicy, którzy musieli słuchać całymi tygodniami rad i zaklęć, byle nie dopuścić do przegranej. Ja sam, będąc kapitanem drużyny i kierownikiem napadu, zdawałem sobie z tego sprawę, że specjalny obowiązek przypada mnie, że mam prowadzić drużynę na bój z którego musi się wyjść z honorem. Stąd też przeżywałem osobliwe chwile przed meczem, nie mogłem spokojnie przejść ulicami Krakowa, gdyż zewsząd łapano mnie, wypytywano o drużynę, o siły, o horoskopy, dodawano otuchy i wiary, w domu zasypywany byłem listami, błagającymi o zwycięstwo.
W tych warunkach drużyna nasza była podniecona i zdenerwowana, ale z drugiej strony zespolona i każdy zdawał sobie sprawę, iż tylko współpraca nas wszystkich może dać nam zwycięstwo. Mieliśmy tylko pewne obawy, że ze względu na obce boisko (w Krakowie pierwszy mecz wygraliśmy z 1.F.C. 3:1) i te zapowiadane tysięczne tłumy zwolenników "I.F.C.", by nie zdołali nam oni wytrącić z równowagi naszego zespołu. Od ostatniego treningu czwartkowego znajdowaliśmy się pod troskliwą opieką zarządu, który starał się izolować nas od przejętych i więcej szkodzących, jak przynoszących pożytku kibiców. Tak minęła sobota. W niedzielę od rana odchodziły już do Katowic specjalne pociągi z tłumami widzów na te decydujące zawody. Drużyna nasza ulokowała się w osobnym wagonie wraz z zarządem i nie odstępującym nas w każdej ciężkiej czy też radosnej chwili mistrzem Wlastimilem Hoffmanem.
Na dworcu w Katowicach na widok nas wielkie poruszenie, a zarazem z wielu stron powitanie. Dowódca pułku, komendant miasta w Katowicach p. pułkownik Szafranowski przygotował wszystko i na ucho mi powiedział" "Wygrajcie tylko, a zobaczycie, co będzie".
Punktualnie o godzinie 16 znaleźliśmy się na boisku I.F.C. otoczeni 25-tysięcznymi masami widzów. Był to rekord publiczności, do tej pory nieosiągnięty, nie tylko ma meczach ligowych, ale nawet międzypaństwowych. Boisko przedstawiało naprawdę imponujący, groźny widok, gdyż otoczone było poza liniami autowymi, wielką liczbą pełniącej służbę policji, a poza parkanem, okalającym boisko - jak się po zawodach dowiedziałem - około dwie kompanie wojska w pogotowiu. W tych warunkach rozpoczyna się mecz w wielkim naprężeniu i podnieceniu nie tylko zawodników, ale także i całej widowni, wśród której było sporo Niemców, przybyłych z niemieckiego Śląska. Gra prowadzona była już od pierwszej minuty niezwykle zacięcie i wielkim tempie. Sytuacje zmieniały się nieustannie, a obie drużyny grały dobrze. Zawodami kierował prezes łódzkiego Kolegium Sędziów, p. Hanke, który stał przed niezmiernie ciężkim zadaniem i choćby z tego powodu był silnie zdenerwowany. W pierwszej połowie wynik utrzymał się bezbramkowy. Okazało się jednak, że publiczność, zwłaszcza niemiecka bierze żywy udział w grze, dopingując silnie swój zespół i usiłując zdetonować naszą drużynę. Atmosfera stawała się coraz cięższa, a pomruk niechętnej nam widowni coraz groźniejszy. Myśmy lepiej przetrzymali gorsze chwile od Niemców i zdobycie bramki wisieć zaczęło już na włosku.
W 10 minucie po pauzie, otrzymałem piłkę od Kotlarczyka I, wypuściłem wówczas Balcera, który po przejechaniu kilku metrów oddał centrę. Wówczas po zmyleniu obrońcy przeniosłem piłkę na Czulaka, strzelającego bezpośrednio potem pierwszą bramkę ku niebywałej radości Polaków, z których dużo zjechało się nie tylko z Krakowa i okolicznych miast, ale z całego Zagłębia Dąbrowskiego. Teraz dopiero zaczęła się prawdziwa walka, tempo wzmogło się do niebywałych na meczach ligowych granic, a każdy z zawodników zdobywał się na najwyższy wysiłek.
Gwałtowne ataki napadu niemieckiego likwidowała dzielna nasza obrona. Nasze lotne skrzydła, puszczane w wir walki w wysokim stopniu odciążały nasze tyły, które miały czas na pewne wytchnienia i nabranie sił do nowego starcia z przeciwnikiem. Niemożność zdobycia bramki, brak sukcesu wyprowadzał publiczność z równowagi. Zwolennikom "I.F.C." nie podobały się orzeczenia sędziego i w pewnym momencie wtargnęli na boisko, aż policja widziała się zmuszoną do oczyszczenia placu, aby można było kontynuować grę. Dopiero w 20 min. nadszedł drugi decydujący moment. Otrzymawszy piłkę od Adamka ze skrzydła, wyszedłem zwycięsko z pojedynku z obrońcą "I.F.C." i korzystając z chwilowego nieporozumienia w linii obrony przeciwnika, przejechałem środkiem między mini i stanąłem oko w oko z bramkarzem Goerlitzem,. Wówczas to, mając - murowaną - już pozycję strzeliłem drugiego goala, zmyliwszy bramkarza, który rzucił się w przeciwny róg bramki.
Gra przybierała teraz na ostrości, sędzia wkracza co chwilę, Niemcy nie mogą znieść zbliżającej się klęski. Na kilka minut przed końcem meczu ostry strzał Balcera łapie obrońca "I.F.C." Pohl ręką, za co sędzia dyktuje rzut karny. Drużyna niemiecka, widząc swą klęską, zupełnie przypieczętowaną, opuszcza boisko, a bramkarz zostawia pustą bramkę. Publiczność niemiecka przyjmuje wrogą postawę wobec nas. Ja strzelam do pustej bramki. Sędzia nie mogąc się doczekać powrotu niemieckiej drużyny, odgwizduje koniec zawodów. Tak się zakończył mój najcięższy mecz, prawdziwy finał pierwszych walk o tytuł mistrza Ligi Piłki Nożnej, który dzięki zwycięstwu przypadł nam w udziale".
"Wisła"" została mistrzem Polski
Na cześć zwycięstwa naszej drużyny uformował się olbrzymi pochód, w którym wzięli udział wszyscy widzowie Polacy, obecni na meczu. Na czele szła orkiestra wojskowa, a w ślad za moją drużyną ze śpiewem na ustach "Pierwsza Brygada", posuwaliśmy się ulicami Katowic aż do hotelu, a potem na dworzec kolejowy. Wiwatom, okrzykom radości a nawet pewnym starciom z wyrostkami niemieckimi, rzucającymi kamienie nie było końca. Przed hotelem musiałem wygłosić przemówienie, w którym podziękowałem tłumom za okazaną nam życzliwość, sympatyczne przyjęcie oraz spontaniczną owację. Całe społeczeństwo polskie przyjęło z prawdziwą radością wieść o naszym zwycięstwie. Radość Polaków śląskich zamieniła się w swego rodzaju manifestację narodową, była dla niej czynnikiem krzepiącym duchowo. Miły był powrót do Krakowa, gdzie na dworcu czekały nas tysięczne zwolenników, orkiestra zagrała "Krakowiaka", a graczy wyniosła uradowana brać na ramionach z wagonu. Okrzykom i składaniom gratulacyj nie było końca.
Dla nas zaś największą satysfakcją było nie tylko zdobycie samego tytułu mistrzowskiego, ale także i radość, że pracą swoją i wysiłkiem mogliśmy zdziałać coś, czego wartość leżała nie tylko w samym wysiłku sportowym, ale wychodziła poza szersze ramy i miała większe jeszcze znaczenie. Tak się zakończył nasz największy mecz w dziejach "Wisły", mecz, który oby był zachętą do pracy tym zawodnikom, co będą kontynuować po nas historię ukochanego klubu”
Jeśli ktoś jest zainteresowany samym meczem i wydarzeniami towarzyszącymi to wspomnienia i relacje znajdują się tutaj: http://historiawisly.pl/wiki/index.php? ... C3%B3w_0:2
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Tutaj galeria z flagami jakie posiadają fani Garbarni
http://www.garbarnia.krakow.pl/Sympatycy/Sympatycy.htm
oczywiście całe towarzystwko 100% piknik
http://www.garbarnia.krakow.pl/Sympatycy/Sympatycy.htm
oczywiście całe towarzystwko 100% piknik
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1188
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Dziwne że jeszcze nikt nie wykminił ;)
Mielec- Stal (1939r.) oraz Gryf Mielec (1909r)
Mielec- Stal (1939r.) oraz Gryf Mielec (1909r)
-
jebać cenzure
- Posty: 140
- Rejestracja: 10.05.2013, 23:27
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
jak dla mnie datą powstania klubu powinno być założenie go pod nazwą, jaką występuje obecnie, a nie jakies pierdolenie o "kontynuowaniu tradycji" itd, bo to zawsze będzie kontrowersyjneSpokojniePanowie pisze:Bardzo dobry przykład z Zagłębiem Sosnowiec. Dla mnie śmiech na sali,ale każzy może mieć własne zdanie.altgr pisze: Jak to jest naprawde bo ja juz glupieje, na jakiej zasadzie jest ta data 1906 ? Skoro nie ma konkretnyc zrodel historycznych mowiacych o kontynuacji klubu z Milowic jako "Zaglebie Sosnowiec"(wczesniej jeszcze Stal i chyba Victoria ?) to moze chodzi o poczatek pilki w Sosnowcu ? No ale tutaj tez nie jest to zbyt powazne, poniewaz Milowice wlaczono do Sosnowca chyba dopiero w 1915 roku.
Swoja droga historia Zaglebia jest bardzo ciekawa i zrodel z ktorych mozna korzystac jest bardzo wiele, szkoda tylko, ze te konkretne powoluja sie na date 1918.
-
Slavia_ZSC
- Posty: 189
- Rejestracja: 08.03.2011, 07:59
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Dębiec przyłączono do Poznania w 1925 (Lech 1922), Szombierki przyłączono do Bytomia w 1951 (GKS 1919), itd itp.
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Jako, że temat trochę przycichł, pozwolę sobie rozgrzać go na nowo wracając do dyskusji o Legii i Polonii. Dyskusja ciekawa, niemniej jednak kilka argumentów przytoczonych przez Foxxa ciężko w/g mnie obronić.
Są natomiast inne fakty, które jednoznacznie pokazują, który klub warszawski był obłaskawiany, a który miał pod górkę. Chociażby taki, że to stadion Polonii został znacjonalizowany, stadion Legii zaś należał do wojska tak po wojnie, jak i przed nią.
Nawiązanie do tradycji nie jest w/g mnie jednoznaczne z kontynuacją działalności (tym bardziej, że ewidentny był brak kontynuacji, przerwa w działalności, brak aspiracji pierwszej Legii do tego, by być czymś więcej, niż drużyną na czas wojny, inna lokalizacja, kompletnie inne środowisko - mimo osób Mielecha i Wasseraba, itd. itp.); nie tłumaczy to więc w/g mnie przypisywania roku 1916 jako daty powstania. To trochę tak, jakby dziś ktoś założył w Warszawie piłkarską Warszawiankę, i uznał, że skoro nawiązuje do tej rozwiązanej w latach 70tych, a jeszcze może i wspieraliby go dawni piłkarze klubu, to może sobie jako datę powstania wpisać 1922. Innymi słowami: taka data jest zupełnie uznaniowa; panowie w 1922 coś uznali, ale nie miało to żadnego podłoża formalnego. Więcej: "tylko" nawiązali do tradycji, ale nie uznali absolutnie, że to jest ta sama Legia.Foxx pisze: Powołując klub na statucie cywilnym (wzorowanym na Pogoni Lwów) w 1922 jego twórcy wtedy ogłosili, że nawiązują do tradycji Drużyny Legjonowej z 1916.
Te przykłady są co najmniej groteskowe. Co ma jakaś depesza gratulacyjna do "gnębienia" bądź "nie gnębienia" Polonii? To trochę tak, jakby dajmy na to dziś kibicom na Żylecie, którzy uważają, że gnębi ich wojewoda Kozłowski odpowiedzieć: jak to gnębi, przecież wysłał pismo gratulacyjne z okazji zdobycia mistrzostwa? Albo twierdzić, że Polonia, to klub czerwonych, bo w 2000 dostała na piśmie gratulacje od Kwaśniewskiego.Foxx pisze:... jak Polonia z komuną walczyła i była gnębiona:
Realizacja uchwały Biura Politycznego PZPR:
http://oi39.tinypic.com/9st6s3.jpg
Gratulacyjna depesza poprzednika Popławskiego po zdobyciu przez Kolejarza-Polonię Pucharu Polski w czasach najcięższego stalinizmu:
http://oi43.tinypic.com/xgd27r.jpg
Są natomiast inne fakty, które jednoznacznie pokazują, który klub warszawski był obłaskawiany, a który miał pod górkę. Chociażby taki, że to stadion Polonii został znacjonalizowany, stadion Legii zaś należał do wojska tak po wojnie, jak i przed nią.
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Tu akurat się grubo mylisz, gdyż Drużynę Sportową "Legię" spośród legionowego sportu wyróżniło właśnie to, że założono klub z prawdziwego zdarzenia na kształt działających już wtedy innych klubów jak Cracovia czy Pogoń Lwów. Sama drużyna legionowa - jakich było ówcześnie wiele - powstała na wiosnę 1915 r., a w profesjonalny klub przeobraziła się rok później. Więcej na ten temat w książce "Sportowe, sprawy i sprawki", autorstwa samego Mielecha.kkz pisze: Nawiązanie do tradycji nie jest w/g mnie jednoznaczne z kontynuacją działalności (tym bardziej, że ewidentny był brak kontynuacji, przerwa w działalności, brak aspiracji pierwszej Legii do tego, by być czymś więcej, niż drużyną na czas wojny, inna lokalizacja, kompletnie inne środowisko - mimo osób Mielecha i Wasseraba, itd. itp.)
Na koniec taka ciekawostka. Stanisław Rouppert (prezes w latach 1929-32) w księdze pamiątkowej Pogoni Lwów wspomina Legię z lat 1916-17:

Czyli Polonia Warszawa obecnie grająca w IV lidze nie powstała w 1911 roku, tylko w 2005 jak zresztą sama formalnie uznaje. Zresztą idąc tym tokiem rozumowania, to ze swojej daty powstania zrezygnować musi każdy klub, który za swoje początki uważa zręby powstałe przed odzyskaniem niepodległości, które to wtedy żadnej zdolności prawnej nie miały. Inna sprawa czy nie należy wszystkim za rok powstania wpisać dat powojennych reaktywacji. Przykładowo w rozgrywkach okupacyjnych w roku 1940 i 1941 nie istniał żadna dzika drużyna o nazwie Polonia Warszawa, a jej przedwojenni piłkarze utworzyli KS Bimber i KS Czarni.kkz pisze:nie tłumaczy to więc w/g mnie przypisywania roku 1916 jako daty powstania. To trochę tak, jakby dziś ktoś założył w Warszawie piłkarską Warszawiankę, i uznał, że skoro nawiązuje do tej rozwiązanej w latach 70tych, a jeszcze może i wspieraliby go dawni piłkarze klubu, to może sobie jako datę powstania wpisać 1922. Innymi słowami: taka data jest zupełnie uznaniowa; panowie w 1922 coś uznali, ale nie miało to żadnego podłoża formalnego. Więcej: "tylko" nawiązali do tradycji, ale nie uznali absolutnie, że to jest ta sama Legia.
Przywołanie Kwaśniewskiego czy Kozłowskiego kompletnie nie na miejscu, gdyż rozmawiamy o zupełnie innych czasach i całkowicie innej rzeczywistości. Czytając te materiały dokładnie i w całości nie trudno dojść do wniosku, że zdecydowanie za dużo uwielbienia jak na klub znienawidzonych przez władzę i za dużo wazeliny dla władzy, jak na klub który ponoć ją zwalczał. W dodatku czytając ówczesną prasę, całkowicie kontrolowaną przez ówczesny reżim dziwić może, że o znienawidzonej Polonii pisano tak często i tak wspaniale, a nie robiono tego w przypadku AK-owców czy przedstawicieli opozycji. Ze stadionem też jest ciekawa sprawa, bo jeśli dowodem na gnębienie Polonii ma być odebranie stadionu, to jak to możliwe że ten sam stadion przywrócony został decyzją stalinowskiego sądu, który mówiąc delikatnie sprawiedliwy i niezawisły bynajmniej nie był.kkz pisze: Te przykłady są co najmniej groteskowe. Co ma jakaś depesza gratulacyjna do "gnębienia" bądź "nie gnębienia" Polonii? To trochę tak, jakby dajmy na to dziś kibicom na Żylecie, którzy uważają, że gnębi ich wojewoda Kozłowski odpowiedzieć: jak to gnębi, przecież wysłał pismo gratulacyjne z okazji zdobycia mistrzostwa? Albo twierdzić, że Polonia, to klub czerwonych, bo w 2000 dostała na piśmie gratulacje od Kwaśniewskiego.
Są natomiast inne fakty, które jednoznacznie pokazują, który klub warszawski był obłaskawiany, a który miał pod górkę. Chociażby taki, że to stadion Polonii został znacjonalizowany, stadion Legii zaś należał do wojska tak po wojnie, jak i przed nią.
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Jako że w tym temacie udzielają się ludzie, dla których klubowa historia nie jest bez znaczenia, to może ktoś będzie znał odpowiedź.
W kontekście przystępowania do zrzeszeń sportowych. Znacie jakieś kluby z większych miast, które w '49 nie zgodziły się przystąpić do zrzeszeń i zostały zmuszone do rozwiązania? Z tego co wiem, to rozwiązała się Polonia Bydgoszcz, którą chcieli wcielić do ZS Gwardii. Oni się później reaktywowali, ale głównie chodzi mi o kluby, które przestały istnieć definitywnie.
W kontekście przystępowania do zrzeszeń sportowych. Znacie jakieś kluby z większych miast, które w '49 nie zgodziły się przystąpić do zrzeszeń i zostały zmuszone do rozwiązania? Z tego co wiem, to rozwiązała się Polonia Bydgoszcz, którą chcieli wcielić do ZS Gwardii. Oni się później reaktywowali, ale głównie chodzi mi o kluby, które przestały istnieć definitywnie.
Re: Dlaczego nie stary zapomniany klub?
Ale sytuacja Polonii Bydgoszcz nie odbiegała od innych klubów. W 1949 przymusowo zmieniono im nazwę na Gwardię. Większość ludzi wcześniej tworzących klub w tym tworze się nie znalazła. Część z nich wróciła, by w 1956 powrócić do nazwy Polonia.
Wątpię, by były kluby o losach takich, jak piszesz. Komuna po prostu sobie je "brała" i jak komuś coś nie pasowało, to on wylatywał z klubu/zrzeszenia. Drużyna/y pozostawała w jedynych legalnych, organizowanych przez władzę, rozgrywkach.
Wątpię, by były kluby o losach takich, jak piszesz. Komuna po prostu sobie je "brała" i jak komuś coś nie pasowało, to on wylatywał z klubu/zrzeszenia. Drużyna/y pozostawała w jedynych legalnych, organizowanych przez władzę, rozgrywkach.
