CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Moderatorzy: LechiaCHWM, Zorientowany
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
@Gibbon
Poprosiłbym o twój pesel w szczególności. A to po to żeby ulokować Cię w jakimś wygodnym psychiatryku.
Nie wiem ile masz lat ale posty pisane przez Ciebie na tym forum świadczą o tym że rano trzeba pójść do gimnazjum.
Nie twoja sprawa po co mi to i akurat Tobie nie mam zamiaru się tłumaczyć.
Jeśli masz coś jeszcze ciekawego do dodania to czekam na pw, jeśli nie masz to sklej wary a najlepiej zrób sobie przerwę od internetu chuliganie.
p.s.
Ciekawe czy w wymienionym sezonie wiedziałeś już co to kibicowanie?
Poprosiłbym o twój pesel w szczególności. A to po to żeby ulokować Cię w jakimś wygodnym psychiatryku.
Nie wiem ile masz lat ale posty pisane przez Ciebie na tym forum świadczą o tym że rano trzeba pójść do gimnazjum.
Nie twoja sprawa po co mi to i akurat Tobie nie mam zamiaru się tłumaczyć.
Jeśli masz coś jeszcze ciekawego do dodania to czekam na pw, jeśli nie masz to sklej wary a najlepiej zrób sobie przerwę od internetu chuliganie.
p.s.
Ciekawe czy w wymienionym sezonie wiedziałeś już co to kibicowanie?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
pamięta tutaj ktoś może dym z meczu Stomil - Lechia ? Wiem że było coś takiego >20 lat temu(?) ale niestety nie miałem przyjemności w tym uczestniczyć.. ponoć było bardzo ciekawie, znam to z opowiadań starszych.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Wierna Małogoszcz - Sandecja Nowy Sącz (2004/5?)
Na mecz do Małogoszczy wyruszamy z Kielc w sile 8 Sandecja (dzień wczesniej bylismy na Korona-Radomiak), około 25 Korony+1 dziewczyna. Ładujemy się do busa, 5 osób jedzie samochodem. Wjeżdżajac do centrum Małogoszczy zauważamy grupę Wiernej około 10 osób bez zastanowienia wyskakujemy z busa wszyscy w tym około 15 osób leci od razu na miejscowych dostaja parę porzadnych klapsów traca 2 szale jeden od nas w wyniku starcia trochę ucierpiał, ale nic poważnego . Po akcji idziemy na stadion, ale jeszcze miejscowi cos dymia i atakuja nas butelkami i brecha (z 7 metrów miała :). Już większa grupa gonimy ich trzy krotnie!
Po dotarciu na stadion, pod kasy dojezdza następny bus Korony, około 20 osób i auto z Sacza z trzema osobami. Wchodzimy na sektor przyjezdnych, gdzie wieszamy flage ''Saczersi'' w klatce jest nas około 55 os. Od poczatku konkretny doping dla naszych kopaczy. W trakcie pierwszej połowy dojezdza auto Korony 5 osób i auto z Jędrzejowa z 5 osobami w tym 1 dziewczyna więc jest nas 81 osób. Miejscowi cos tam probuja spiewać, ale zagłuszamy ich cały czas. W trakcie 1 połowy targamy ich szale i odrzucamy im (oczywiscie je biora). W drugiej połowie doping słabnie ograniczamy się do paru okrzyków i oczywiscie dużo smiechu, gdy Wierna tworzy młyn i bluzga na nas. Nic więcej godnego uwagi się nie dzieje.
Podziękowania dla Korony i Naprzodu za wsparcie na tym meczu!
Na mecz do Małogoszczy wyruszamy z Kielc w sile 8 Sandecja (dzień wczesniej bylismy na Korona-Radomiak), około 25 Korony+1 dziewczyna. Ładujemy się do busa, 5 osób jedzie samochodem. Wjeżdżajac do centrum Małogoszczy zauważamy grupę Wiernej około 10 osób bez zastanowienia wyskakujemy z busa wszyscy w tym około 15 osób leci od razu na miejscowych dostaja parę porzadnych klapsów traca 2 szale jeden od nas w wyniku starcia trochę ucierpiał, ale nic poważnego . Po akcji idziemy na stadion, ale jeszcze miejscowi cos dymia i atakuja nas butelkami i brecha (z 7 metrów miała :). Już większa grupa gonimy ich trzy krotnie!
Po dotarciu na stadion, pod kasy dojezdza następny bus Korony, około 20 osób i auto z Sacza z trzema osobami. Wchodzimy na sektor przyjezdnych, gdzie wieszamy flage ''Saczersi'' w klatce jest nas około 55 os. Od poczatku konkretny doping dla naszych kopaczy. W trakcie pierwszej połowy dojezdza auto Korony 5 osób i auto z Jędrzejowa z 5 osobami w tym 1 dziewczyna więc jest nas 81 osób. Miejscowi cos tam probuja spiewać, ale zagłuszamy ich cały czas. W trakcie 1 połowy targamy ich szale i odrzucamy im (oczywiscie je biora). W drugiej połowie doping słabnie ograniczamy się do paru okrzyków i oczywiscie dużo smiechu, gdy Wierna tworzy młyn i bluzga na nas. Nic więcej godnego uwagi się nie dzieje.
Podziękowania dla Korony i Naprzodu za wsparcie na tym meczu!
-
OdrzuconyHWDP
- Posty: 151
- Rejestracja: 04.05.2013, 20:25
-
Dobry chłopaczyna
- Posty: 40
- Rejestracja: 28.01.2013, 16:37
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Fragment http://wtmtest.widzewtomy.net/karpaty-krosno/Karpaty Krosno-Cracovia Kraków. Na ten mecz zbieraliśmy się na rynku, było nas około 300 osób, w tym 20 z Gorlic,14 z Widzewa. Z Krakowa przyjechało około 7 osób, razem z nimi ok. 25 Jaślaków. Przed stadionem zaatakowaliśmy ich dechami i kamieniami, oni nie nawiązują walki. Po chwili rozgania nas policja. Po wejściu na stadion obustronna wymiana kamieni, rannych zostaje dwóch gliniarzy. W czasie meczu bluzgi. Przed końcem meczu Cracovię wyprowadza policja, my na nich ruszamy i jeden dostaje oklep. Ekipa samochodowa Karpat przed Jasłem zatrzymuje samochód z kibicami Cracovii proponując im wyjście 4 na 4, ale oni wymiękają. Na pożegnanie rysujemy im samochód i rozwalamy przednią szybę. Cracovia jak na czołówkę hool s wypadła bardzo słabo. Na tym meczu psy skręciły 9 osób od nas i 3 z Widzewa.
Bardzo ciekawe opisy, polecam!
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Pociąg ze składem sportowym Cracovii został wtedy zatrzymany i zawrócony. A szkoda mogło być bardzo ciekawie.Dobry chłopaczyna pisze:Fragment http://wtmtest.widzewtomy.net/karpaty-krosno/Karpaty Krosno-Cracovia Kraków. Na ten mecz zbieraliśmy się na rynku, było nas około 300 osób, w tym 20 z Gorlic,14 z Widzewa. Z Krakowa przyjechało około 7 osób, razem z nimi ok. 25 Jaślaków. Przed stadionem zaatakowaliśmy ich dechami i kamieniami, oni nie nawiązują walki. Po chwili rozgania nas policja. Po wejściu na stadion obustronna wymiana kamieni, rannych zostaje dwóch gliniarzy. W czasie meczu bluzgi. Przed końcem meczu Cracovię wyprowadza policja, my na nich ruszamy i jeden dostaje oklep. Ekipa samochodowa Karpat przed Jasłem zatrzymuje samochód z kibicami Cracovii proponując im wyjście 4 na 4, ale oni wymiękają. Na pożegnanie rysujemy im samochód i rozwalamy przednią szybę. Cracovia jak na czołówkę hool s wypadła bardzo słabo. Na tym meczu psy skręciły 9 osób od nas i 3 z Widzewa.
Bardzo ciekawe opisy, polecam!
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1401
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Super
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1401
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
-
Gieksa J-no
- Posty: 636
- Rejestracja: 30.01.2010, 23:52
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Jak najwięcej takich opisów !!
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1401
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Może nie z cyklu "Piękne lata 90te" - lecz przedsionek obecnego wieku który jeszcze owocował spektakularnymi wyjazdami ;) Wyjazd oczyma kibica Wisłoki Dębica.
ps. Jakiś czas w tamtych czasach była niesłuszna fama że pierwszym kibicom jakim udało sie wbić po wielu latach (pomimo zakazu) na Polonii była Cracovia. Jest to oczywiście nie prawdą bo byliśmy to my :))
ps. Jakiś czas w tamtych czasach była niesłuszna fama że pierwszym kibicom jakim udało sie wbić po wielu latach (pomimo zakazu) na Polonii była Cracovia. Jest to oczywiście nie prawdą bo byliśmy to my :))
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
-
holendrowie i beldzy
- Posty: 257
- Rejestracja: 03.12.2012, 16:37
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Dziś mija 20 lat od pamiętnego Polska-Anglia na Śląskim
https://www.youtube.com/watch?v=B2KWfVbOwrM
starzejemy się Panowie
https://www.youtube.com/watch?v=B2KWfVbOwrM
starzejemy się Panowie
Nie ważne ile masz wyjazdów,ważna jest ilość postów!
-
..::1952::..
- Posty: 208
- Rejestracja: 19.04.2011, 17:32
- Lokalizacja: Polska
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Z góry zaznaczam, że nie chcę wywołać kolejnej kłótni na linii Wisła-Cracovia.Rzeczywiście w 95 roku Cracovia była w posiadaniu już 20 flag Wisły ?
Wisła Kraków - Arka Gdynia 31.05.95
Na ten mecz jechaliśmy już jako trzecioligowcy. Ja zameldowałem się w Krakowie pięć dni przed meczem i udałem się na spotkanie Cracovii ze Stalą Rzeszów. Na stadionie Cracovii i po meczu było fajnie - piwo, wódka, dyskoteka... i film mi się urwał. Dzień przed meczem Arki z Wisłą wraz z kibicami Cracovii czekałem na pociąg z Gdyni. Przyjechało nim trzynastu chłopaków. Tego dnia na Dąbiu (dzielnica Krakowa) odbyła się impreza przy ognisku. Były kiełbaski, piwo, śpiewy itd W dniu meczu, od rana siedzieliśmy na krakowskim rynku. Przyszli też kibice ŁKSu (w ten sam dzień grali mecz z Hutnikiem), ale nie biliśmy się, ponieważ oni także mają zgodę z Cracovią. Na rynku piliśmy piwo, a około godziny dwunastej autokarem przyjechali pozostali kibice Arki. Dwie godziny przed meczem kibice Cracovii załatwili kilka samochodów, więc udaliśmy się na krojenie Wisły. Przed stadionem złapaliśmy gościa z plecakiem. Pytani się go: -Z Arki jesteś ? - a on na to: -Nie, na pewno nie. Otworzyliśmy mu plecak, w którym znaleźliśmy nowy szal Wisły. Oczywiście dostał wpiernicz i zaczął krzyczeć: "Policja, ratunku !". Po krótkim krojeniu pojechaliśmy na rynek, zostawiliśmy samochody i udaliśmy się autobusem z powrotem na krojenie. Tym razem pojechaliśmy na dzielnicę Azory. Tam zobaczyliśmy około 100 kibiców Wisły. Wystartowaliśmy do nich, ale oni uciekli. Pogoniliśmy ich troszeczkę, ale w końcu daliśmy sobie spokój, bo dalsza gonitwa była już bez sensu. W chwile później stoczyliśmy walkę z kilkoma gliniarzami, którzy dostali oklep, jednak po chwili przybyły posiłki i eskortowały nas na stadion. Przy wejściu na obiekt bardzo dokładnie nas przeszukano, przez co nie wnieśliśmy rac. Zabierano także pasy i inne "akcesoria". Na meczu było nas 65 plus 8 z Polonii Bytom plus około 300 z Cracovii. Jak na drużynę, która pewnie zmierza do trzeciej ligi to i tak nieźle, biorąc pod uwagę, że mecz odbył się w środę i że do Krakowa jest 600 kilometrów. Po meczu część kibiców Arki odjechała autokarem, a reszta udała się z Cracovią na piwo. Wieczorem kibice Cracoyii odprowadzili nas na dworzec i udaliśmy się do domu. P.S. Na mecz ten kibice "Pasów" przynieśli 20 flag Wisły i około 100 różnych szalików. Było takie ognisko, że można było smażyć kiełbaski.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Kiedyś flagi nie były tak pilnowane jak obecnie,a mógł ją sobie zrobić praktycznie każdy i to samemu.Strata flagi jakiegoś klubu była praktycznie co tydzień, i nie było jakieś wielkie wydarzenie jak w obecnych czasach,no chyba,że była skrojona topowa flaga jakiejś ekipy.Więc tak jak napisałem wiele osób posiadających flage po meczu chowało ją w torbe lub w przypadku mniejszej w kieszeń i szło sobie do domu.Także uzbieranie 20 flag w jakimś czasie,szczególnie w mieście derbowym było jak najbardziej możliwe...::1952::.. pisze:Z góry zaznaczam, że nie chcę wywołać kolejnej kłótni na linii Wisła-Cracovia.Rzeczywiście w 95 roku Cracovia była w posiadaniu już 20 flag Wisły ?
Wisła Kraków - Arka Gdynia 31.05.95
Na ten mecz jechaliśmy już jako trzecioligowcy. Ja zameldowałem się w Krakowie pięć dni przed meczem i udałem się na spotkanie Cracovii ze Stalą Rzeszów. Na stadionie Cracovii i po meczu było fajnie - piwo, wódka, dyskoteka... i film mi się urwał. Dzień przed meczem Arki z Wisłą wraz z kibicami Cracovii czekałem na pociąg z Gdyni. Przyjechało nim trzynastu chłopaków. Tego dnia na Dąbiu (dzielnica Krakowa) odbyła się impreza przy ognisku. Były kiełbaski, piwo, śpiewy itd W dniu meczu, od rana siedzieliśmy na krakowskim rynku. Przyszli też kibice ŁKSu (w ten sam dzień grali mecz z Hutnikiem), ale nie biliśmy się, ponieważ oni także mają zgodę z Cracovią. Na rynku piliśmy piwo, a około godziny dwunastej autokarem przyjechali pozostali kibice Arki. Dwie godziny przed meczem kibice Cracovii załatwili kilka samochodów, więc udaliśmy się na krojenie Wisły. Przed stadionem złapaliśmy gościa z plecakiem. Pytani się go: -Z Arki jesteś ? - a on na to: -Nie, na pewno nie. Otworzyliśmy mu plecak, w którym znaleźliśmy nowy szal Wisły. Oczywiście dostał wpiernicz i zaczął krzyczeć: "Policja, ratunku !". Po krótkim krojeniu pojechaliśmy na rynek, zostawiliśmy samochody i udaliśmy się autobusem z powrotem na krojenie. Tym razem pojechaliśmy na dzielnicę Azory. Tam zobaczyliśmy około 100 kibiców Wisły. Wystartowaliśmy do nich, ale oni uciekli. Pogoniliśmy ich troszeczkę, ale w końcu daliśmy sobie spokój, bo dalsza gonitwa była już bez sensu. W chwile później stoczyliśmy walkę z kilkoma gliniarzami, którzy dostali oklep, jednak po chwili przybyły posiłki i eskortowały nas na stadion. Przy wejściu na obiekt bardzo dokładnie nas przeszukano, przez co nie wnieśliśmy rac. Zabierano także pasy i inne "akcesoria". Na meczu było nas 65 plus 8 z Polonii Bytom plus około 300 z Cracovii. Jak na drużynę, która pewnie zmierza do trzeciej ligi to i tak nieźle, biorąc pod uwagę, że mecz odbył się w środę i że do Krakowa jest 600 kilometrów. Po meczu część kibiców Arki odjechała autokarem, a reszta udała się z Cracovią na piwo. Wieczorem kibice Cracoyii odprowadzili nas na dworzec i udaliśmy się do domu. P.S. Na mecz ten kibice "Pasów" przynieśli 20 flag Wisły i około 100 różnych szalików. Było takie ognisko, że można było smażyć kiełbaski.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Mecz pamiętam ,flag mieli z 10 z tego 2-3 barwowe przyniesione przez przerzuta.A relacja wklejona pochodzi bodaj z zina PFZ (lub była tam bardzo podobna do tej),który wydawali 2 farmazoniarze z Gdyni:pietruch i szczurek...::1952::.. pisze:Z góry zaznaczam, że nie chcę wywołać kolejnej kłótni na linii Wisła-Cracovia.Rzeczywiście w 95 roku Cracovia była w posiadaniu już 20 flag Wisły ?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Jeśli chodzi o Szczurka to jeśli chodzi o poświęcenie,wyjazdy ,miłość do Arki,nienawiść do Lechii to naprawdę wyjątkowy koleś.Tyle,że Andrzejek faktycznie pisze(pisał) farmazony,już nawet nie podkololoryzowanie,ale zwyczajne kity.Smiesznie czyta się te opisy gościa,który sam nigdy nie był żądnym harpaganem a opisuje jak to w 15 osób skroili Śląsk, w 5 osób pogonili autokar Lechii czy w kilkanaście osób setkę Wisły.Mój post nie ma na celu wywoływania napinki czy dyskredytowaniu Szczurka,tyle że osobiście widziałem go gdy mówiąc dyplomatycznie nie miał ochoty na konfrontacje.Olaf pisze:Mecz pamiętam ,flag mieli z 10 z tego 2-3 barwowe przyniesione przez przerzuta.A relacja wklejona pochodzi bodaj z zina PFZ (lub była tam bardzo podobna do tej),który wydawali 2 farmazoniarze z Gdyni:pietruch i [b]szczurek[/b]...::1952::.. pisze:Z góry zaznaczam, że nie chcę wywołać kolejnej kłótni na linii Wisła-Cracovia.Rzeczywiście w 95 roku Cracovia była w posiadaniu już 20 flag Wisły ?
Good Night Left Side
-
Przybijpiątke
- Posty: 14
- Rejestracja: 18.01.2013, 19:31
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Nie jest to usilne przy*.*rdalanie się do liczby ale jeśli ktoś jest w stanie określić liczbowo ile osób jedzie w danym busie/furze to czy tak ciężko jest "nieprzekoloryzować" liczbę osób z pogrubionego tekstu? Rozumiem około jako 52-58 więc jakby nie dodać fury z Kielc i fury z Jedrzejowa 81 osób nie wyjdzie.type_s pisze:Wierna Małogoszcz - Sandecja Nowy Sącz (2004/5?)
Na mecz do Małogoszczy wyruszamy z Kielc w sile 8 Sandecja (dzień wczesniej bylismy na Korona-Radomiak), około 25 Korony+1 dziewczyna. Ładujemy się do busa, 5 osób jedzie samochodem. Wjeżdżajac do centrum Małogoszczy zauważamy grupę Wiernej około 10 osób bez zastanowienia wyskakujemy z busa wszyscy w tym około 15 osób leci od razu na miejscowych dostaja parę porzadnych klapsów traca 2 szale jeden od nas w wyniku starcia trochę ucierpiał, ale nic poważnego . Po akcji idziemy na stadion, ale jeszcze miejscowi cos dymia i atakuja nas butelkami i brecha (z 7 metrów miała :). Już większa grupa gonimy ich trzy krotnie!
Po dotarciu na stadion, pod kasy dojezdza następny bus Korony, około 20 osób i auto z Sacza z trzema osobami. Wchodzimy na sektor przyjezdnych, gdzie wieszamy flage ''Saczersi'' w klatce jest nas około 55 os. Od poczatku konkretny doping dla naszych kopaczy. W trakcie pierwszej połowy dojezdza auto Korony 5 osób i auto z Jędrzejowa z 5 osobami w tym 1 dziewczyna więc jest nas 81 osób. Miejscowi cos tam probuja spiewać, ale zagłuszamy ich cały czas. W trakcie 1 połowy targamy ich szale i odrzucamy im (oczywiscie je biora). W drugiej połowie doping słabnie ograniczamy się do paru okrzyków i oczywiscie dużo smiechu, gdy Wierna tworzy młyn i bluzga na nas. Nic więcej godnego uwagi się nie dzieje.
Podziękowania dla Korony i Naprzodu za wsparcie na tym meczu!
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1401
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
c.d.
Może nie z cyklu "Piękne lata 90te" - lecz przedsionek obecnego wieku który jeszcze owocował spektakularnymi wyjazdami ;) Kolejny wyjazd oczyma kibica Wisłoki Dębica.
2001 VI 17 Łada Biłgoraj – WISŁOKA
Dojechać tam jakimiś środkami transportu publicznego graniczyło z cudem. Mimo tych "niewielkich" przeciwności postanawiamy jechać na ten mecz i… to koleją! W sumie nic dziwnego w tym także by nie było gdyby nie fakt, że od Stalowej Woli na co dzień do Biłgoraja (Zamościa) jechał tylko jeden pociąg (osobowy). W dodatku w godzinach dosyć późnych, tak że bylibyśmy w Biłgoraju na 22.00. Jednak postanowiłem połączyć wyjazd i wycieczkę krajoznawczą w jedno. Do Biłgoraja mieliśmy jechać przez Rzeszów, Jarosław (tu trasa na Bełżec), Lubaczów do Zwierzyńca (270 km). Stamtąd 20 km PKSem do celu czyli Biłgoraja. Z Dębicy wyjeżdżamy młodzieżowym składem w 8 osób, a było to o 1.41 w nocy. Kupujemy bilety i wsiadamy w pośpieszny do Zamościa. Po drodze oczywiście bez atrakcji, raczymy się co nieco alkoholem i meldujemy się w Zwierzyńcu około 5.30 rano. Następnie zwiedzamy nie co okolice (Zwierzyniec to urocza miejscowości na "Roztoczu") a następnie przesiadamy się w prywatnego busa jadącego do Biłgoraja. Tam jesteśmy na 6.30 rano, dla przypomnienia mecz miał być dopiero o… 17.00 (!). Rzecz jasna nasze rozwiązanie kolejowe i tak było świetną alternatywą dla ewentualnego meldunku na 22.00. Ponieważ czasu mieliśmy jak lodu, postanawiamy się gdzieś ulokować na czas oczekiwania. Wybieramy znajdująca się totalnie na uboczu stacyjkę PKP które była nieopodal naszego przystanku (wysiedliśmy przed "miastem"). Nie dość, że pogoda była pochmurna (cały czas padało), to jeszcze komary były nie do zniesienia (obok znajdował się las). W tym momencie mieliśmy jakieś 8,5 godziny do meczu, więc co oczywiste bardzo się nudziliśmy. Część z nas siedziała pod poczekalnią (wielkości małego pokoiku), a reszta nieopodal pod dachem składu drewna. Naszą sielankę tylko na moment przerwał dziadek, który przyprowadził krowę na pastwisko (obok nas). Krowa jak to krowa- głównie skubała trawę choć nie obyło sie bez wypróżnień :). Na jakieś 3 godziny przed meczem postanawiamy iść na stadion bo nie dało się już usiedzieć. W dodatku okolica to totalne pustkowie. Po drodze o dziwo nie spotykamy nawet zwykłych ludzi, okolica jakby wymarła. Na wszelki wypadek mamy parę pałek znalezionych w drewutni. Po dotarciu pod stadion, wchodzimy dziurą na obiekt. W sumie też nic dziwnego gdyby nie to, że wokoło były jakieś grzęzawiska, badna i wysoka trawa. Tam jako jedyni ludzie na obiekcie czekamy na rozwój wydarzeń. Po jakimś czasie pojawia się ochrona, która pyta nas co tu robimy. My „że jesteśmy z Dębicy i czekamy na mecz”. Wtedy oni do nas lekko nie dowierzając pytają- czym tu przyjechaliśmy- że jesteśmy tyle przed meczem. Odpowiadamy jakby nigdy nic że pociągiem. Nie chcieli nam za bardzo uwierzyć, bo wiedzieli że ostatni pociąg był… wczoraj wieczorem :). Więc my odparliśmy, że przybyliśmy od strony Zwierzyńca oraz że nie czekamy tu od trzech godzin- tylko od już niemal 8u. Trochę miny mieli nie tęgie ale ostatecznie pozwalają nam zostać. Co chwilę także wychwalając że jesteśmy niesamowitymi fanatykami. Nie burzą sie także o bilety, a jakby tego było mało pozwalają nam pić alkohol :) (tylko aby nikt nie widział). Czas leci, powoli zjawiają się miejscowi kibice, którzy patrzą na nas z daleka (mamy szale i flagę). Tuż przed meczem podchodzą pod nas w kilku i pytają oto czym przyjechaliśmy itd. Rzecz jasna byli tak samo w szoku jak ochrona. Muszę tu jeszcze nadmienić, że gdy podeszli pod nas, to powiedzieliśmy policji i ochronie aby ich puściła i nie robiła problemów. Tak też się stało. Po prostu nie widzieliśmy w nich jakiś przeciwników, poza tym z daleka było widać że są przyjaźnie nastawieni. W pewnym momencie stojąc na sektorze trochę się pomieszaliśmy. Oni oglądali nasze szale, my ich. Ogólnie pełna egzotyka. Najzabawniejsze dla nas w ich zachowaniu było to, jaki mieli akcent (śpiewający). Także jeden z nich dowiedziawszy się że siedzieliśmy tak wiele godzin koło PKP. Żałował że nie przyszliśmy wcześniej na miasto, bo tam były festyny i był koncert... disco-polo :). Oczywiście bardzo nie lubimy takiej formy (muzyki) i lekko go uświadomiłem, że „dzięki- ale nie słuchamy czegoś takiego”. Wtedy to on lekko się zmieszał i próbował wyjść z tego jakimś żartem. W tym momencie skapnęliśmy się co to za dźwięki dochodziły do nas z oddali gdy siedzieliśmy na (drewutni / poczekalni :). Zaczął się mecz, Łada odchodzi na swój sektor. Wisłoka szybko uzyskiwała bramki toteż już w 25 minucie meczu było… 0:5 dla nas (!). Łada nie robiła dopingu, bodajże po dwóch golach ściągnęli swoją flagę i (uwaga!)... zawiesili ją do góry nogami! Jednak jeśli ktoś myśli ze to koniec to się myli. Następnie kilku z nich po kolejnych golach dla Wisłoki… powiesiło swoje szale tuż koło tej flagi na płocie- tak jakby były skrojone (!). Dla nas był to prawdziwy szok, nigdy czegoś podobnego nie widzieliśmy. Zrobiliśmy im nawet fotkę z tą flagą i szalami (wyszła jedna niewyraźna). Wprawdzie od początku czuliśmy się jak w skansenie, ale to już przechodziło ludzkie pojęcie. Z miłych akcentów tego meczu można nadmienić o miejscowych piknikach którzy przechodząc pod naszym sektorem, chwalili nas za doping i postawę (co rzadko się na ogół zdarza). Pod koniec meczu dwóch od nas idzie z kilkoma z Łady na miasto po okazyjny zakup spirytusu :). Wisłoka ostatecznie spuściła z tonu wygrywając zaledwie 0:6. Choć gdyby tak grała cały mecz- to na pewno skończyłoby sie nie tyle dwu-cyfrówką co z dwójką na przedzie. Po meczu idziemy pod autokar naszych piłkarzy, z którymi odjeżdżamy. Łada oczywiście nas odprowadza w kilku i żegna się z nami. Wyjazd bardzo udany i przede wszystkim niezwykle ciekawy.
http://oi45.tinypic.com/2vmee4w.jpg
http://i39.tinypic.com/302ylxh.jpg
http://oi48.tinypic.com/2vl89w9.jpg
Był to koniec sezonu, los sprawił że z Ładą znów przyszło nam grać na wyjeździe i to 3 miesiące później :)))
2001 IX 16 Łada Biłgoraj – WISŁOKA
Wyjazd do Biłgoraja wypadł nam dokładnie trzy miesiące od naszego ostatniego pobytu w tym miejscu. Tak samo również wybieramy się (jakby inaczej) koleją :). Tyle że tym razem grono chętnych się zdwaja. Zbieramy się w 15u o 1.00 w nocy na PKP i jedziemy tak jak ostatnio pośpiesznym na Zamość. Oczywiście nasz wyjazd tak jak ostatnio zaczął się dużo wcześniej. Niemalże całą grupą gościliśmy w dębickich lokalach racząc się alkoholem i oczekując do godziny "x". Do naszej grupy podpiął się chłopak który dosyć rzadko jeździł na wyjazdy a i nawet w myślach na pewno nie wyobrażał sobie że może się z nami na niego wybrać :). No cóż siła sugestii w postaci alkoholu robi swoje. Gdy zaszedł z nami na dworzec PKP a my wsiedliśmy do pociągu poprosił mnie aby mu dał jedno z piw które miałem. Ja do niego że owszem, dam ci nawet dwa jeśli wsiądziesz do pociągu. Ten nie myśląc wiele a skupiwszy się na dwóch butelkach "Żywca 0,33" wsiadł do pociągu po czym zwrócił uwagę abym mu je w końcu odstąpił. Kanar dał sygnał do odjazdu i takim sposobem pojechało nas o jeden więcej niż planowaliśmy :). Dostał szybko swoje piwa po czym zagłębił sie w degustacji. Tym razem nie kupujemy biletów licząc na jakieś pertraktacje z kanarem. Ten o dziwo "zrzutę" przyjął, jednak jak się okazało jechał tylko do Rzeszowa a później obsada się zmieniła. Tuż za Jarosławiem pojawia się kontrola nowego kanara który ostro burzy się o bilety. Z tego powodu pociąg w Lubaczowie stał niemalże godzinę (zjawili sie tam sokiści). Zrobiła się duża afera więc dla spokoju kupujemy bilety- najczęściej ulgowe (choć nie wszystkim przysługiwały). Niektórzy także zdołali sie pokitrać wśród ludzi po wagonach tym samym ich nie kupując. Po 270 kilometrowej jeździe w końcu nad ranem zajeżdżamy do Zwierzyńca. Drogę w końcowej fazie podróży umilał nam jeden z kibiców który "liczył" inwentarz (krowy, konie) który był masowo wyprowadzany z samego rana przez tubylców :). Wysiadamy po w niedługim czasie robimy sobie zdjęcie w bardzo urokliwym miejscu (kościółek który znajduje się na wyspie). Następnie ładujemy się na przystanek PKS i jedziemy bez biletów do Biłgoraja (ok. 20 km). Na miejscu jesteśmy gdzieś przed 8 rano. Dzwonimy do gościa z Łady, który bierze nas trzech najstarszych na chatę. Reszta w tym czasie hasała i piła sobie w barwach po mieście. Miejscowi rzecz jasna byli do nas przyjaźnie nastawieni, niektórzy trochę pili nawet z naszymi. Około 9.00 rano większość grupy poszła już na stadion (reszta jeszcze piła na mieście). Do rozpoczęcia meczu pozostało... 7 godzin. Jak ostatnio ochrona i policja była pełna zdumienia, że dotarliśmy tu… koleją na tyle godzin przed meczem. Jednak nie robili problemów z tego, że urzędowaliśmy na stadionie bez biletów i z alkoholem w ręku. Czas tym razem mija dosyć szybko, a upływa na zwiedzaniu stadionu, okolicznego centrum miasta oraz piciu alkoholu. Niektórzy z nas są mocno spojeni do tego stopnia, że notowali nawet krótką drzemkę u wejścia do sklepu :) W tym momencie własnie mowa o naszym wspomnianym "wyjazdowcu" który rano zaczynał powoli trzeźwieć. Dzwoni do niego starą z mordą "gdzie jesteś"- a ten do nas "yyyy... gdzie ja jestem???" ci mówią mu - "w Biłgoraju" po czym ten skrzętnie odpowiada matce nie wiedząc nawet gdzie to jest :). Zbliża się mecz, u nas bez flag, od czasu do czasu dopingujemy. Łada wywiesza dwie flagi i nie robią młyna, jest ich ok. 30u. Pod sam koniec meczu dociera dwóch od nas autem i przywożą 3 flagi (w tym jedną 20 metrową). Tak więc na razem 17 osób. Po meczu wracamy z piłkarzami, po drodze zatrzymując się w Przeworsku, gdzie chodzimy sobie w szalach. Kolejny udany wyjazd z nutą egzotyki i delikatnego "pato" :)
http://oi49.tinypic.com/f9dp1u.jpg
http://oi49.tinypic.com/2zeb860.jpg
Może nie z cyklu "Piękne lata 90te" - lecz przedsionek obecnego wieku który jeszcze owocował spektakularnymi wyjazdami ;) Kolejny wyjazd oczyma kibica Wisłoki Dębica.
2001 VI 17 Łada Biłgoraj – WISŁOKA
Dojechać tam jakimiś środkami transportu publicznego graniczyło z cudem. Mimo tych "niewielkich" przeciwności postanawiamy jechać na ten mecz i… to koleją! W sumie nic dziwnego w tym także by nie było gdyby nie fakt, że od Stalowej Woli na co dzień do Biłgoraja (Zamościa) jechał tylko jeden pociąg (osobowy). W dodatku w godzinach dosyć późnych, tak że bylibyśmy w Biłgoraju na 22.00. Jednak postanowiłem połączyć wyjazd i wycieczkę krajoznawczą w jedno. Do Biłgoraja mieliśmy jechać przez Rzeszów, Jarosław (tu trasa na Bełżec), Lubaczów do Zwierzyńca (270 km). Stamtąd 20 km PKSem do celu czyli Biłgoraja. Z Dębicy wyjeżdżamy młodzieżowym składem w 8 osób, a było to o 1.41 w nocy. Kupujemy bilety i wsiadamy w pośpieszny do Zamościa. Po drodze oczywiście bez atrakcji, raczymy się co nieco alkoholem i meldujemy się w Zwierzyńcu około 5.30 rano. Następnie zwiedzamy nie co okolice (Zwierzyniec to urocza miejscowości na "Roztoczu") a następnie przesiadamy się w prywatnego busa jadącego do Biłgoraja. Tam jesteśmy na 6.30 rano, dla przypomnienia mecz miał być dopiero o… 17.00 (!). Rzecz jasna nasze rozwiązanie kolejowe i tak było świetną alternatywą dla ewentualnego meldunku na 22.00. Ponieważ czasu mieliśmy jak lodu, postanawiamy się gdzieś ulokować na czas oczekiwania. Wybieramy znajdująca się totalnie na uboczu stacyjkę PKP które była nieopodal naszego przystanku (wysiedliśmy przed "miastem"). Nie dość, że pogoda była pochmurna (cały czas padało), to jeszcze komary były nie do zniesienia (obok znajdował się las). W tym momencie mieliśmy jakieś 8,5 godziny do meczu, więc co oczywiste bardzo się nudziliśmy. Część z nas siedziała pod poczekalnią (wielkości małego pokoiku), a reszta nieopodal pod dachem składu drewna. Naszą sielankę tylko na moment przerwał dziadek, który przyprowadził krowę na pastwisko (obok nas). Krowa jak to krowa- głównie skubała trawę choć nie obyło sie bez wypróżnień :). Na jakieś 3 godziny przed meczem postanawiamy iść na stadion bo nie dało się już usiedzieć. W dodatku okolica to totalne pustkowie. Po drodze o dziwo nie spotykamy nawet zwykłych ludzi, okolica jakby wymarła. Na wszelki wypadek mamy parę pałek znalezionych w drewutni. Po dotarciu pod stadion, wchodzimy dziurą na obiekt. W sumie też nic dziwnego gdyby nie to, że wokoło były jakieś grzęzawiska, badna i wysoka trawa. Tam jako jedyni ludzie na obiekcie czekamy na rozwój wydarzeń. Po jakimś czasie pojawia się ochrona, która pyta nas co tu robimy. My „że jesteśmy z Dębicy i czekamy na mecz”. Wtedy oni do nas lekko nie dowierzając pytają- czym tu przyjechaliśmy- że jesteśmy tyle przed meczem. Odpowiadamy jakby nigdy nic że pociągiem. Nie chcieli nam za bardzo uwierzyć, bo wiedzieli że ostatni pociąg był… wczoraj wieczorem :). Więc my odparliśmy, że przybyliśmy od strony Zwierzyńca oraz że nie czekamy tu od trzech godzin- tylko od już niemal 8u. Trochę miny mieli nie tęgie ale ostatecznie pozwalają nam zostać. Co chwilę także wychwalając że jesteśmy niesamowitymi fanatykami. Nie burzą sie także o bilety, a jakby tego było mało pozwalają nam pić alkohol :) (tylko aby nikt nie widział). Czas leci, powoli zjawiają się miejscowi kibice, którzy patrzą na nas z daleka (mamy szale i flagę). Tuż przed meczem podchodzą pod nas w kilku i pytają oto czym przyjechaliśmy itd. Rzecz jasna byli tak samo w szoku jak ochrona. Muszę tu jeszcze nadmienić, że gdy podeszli pod nas, to powiedzieliśmy policji i ochronie aby ich puściła i nie robiła problemów. Tak też się stało. Po prostu nie widzieliśmy w nich jakiś przeciwników, poza tym z daleka było widać że są przyjaźnie nastawieni. W pewnym momencie stojąc na sektorze trochę się pomieszaliśmy. Oni oglądali nasze szale, my ich. Ogólnie pełna egzotyka. Najzabawniejsze dla nas w ich zachowaniu było to, jaki mieli akcent (śpiewający). Także jeden z nich dowiedziawszy się że siedzieliśmy tak wiele godzin koło PKP. Żałował że nie przyszliśmy wcześniej na miasto, bo tam były festyny i był koncert... disco-polo :). Oczywiście bardzo nie lubimy takiej formy (muzyki) i lekko go uświadomiłem, że „dzięki- ale nie słuchamy czegoś takiego”. Wtedy to on lekko się zmieszał i próbował wyjść z tego jakimś żartem. W tym momencie skapnęliśmy się co to za dźwięki dochodziły do nas z oddali gdy siedzieliśmy na (drewutni / poczekalni :). Zaczął się mecz, Łada odchodzi na swój sektor. Wisłoka szybko uzyskiwała bramki toteż już w 25 minucie meczu było… 0:5 dla nas (!). Łada nie robiła dopingu, bodajże po dwóch golach ściągnęli swoją flagę i (uwaga!)... zawiesili ją do góry nogami! Jednak jeśli ktoś myśli ze to koniec to się myli. Następnie kilku z nich po kolejnych golach dla Wisłoki… powiesiło swoje szale tuż koło tej flagi na płocie- tak jakby były skrojone (!). Dla nas był to prawdziwy szok, nigdy czegoś podobnego nie widzieliśmy. Zrobiliśmy im nawet fotkę z tą flagą i szalami (wyszła jedna niewyraźna). Wprawdzie od początku czuliśmy się jak w skansenie, ale to już przechodziło ludzkie pojęcie. Z miłych akcentów tego meczu można nadmienić o miejscowych piknikach którzy przechodząc pod naszym sektorem, chwalili nas za doping i postawę (co rzadko się na ogół zdarza). Pod koniec meczu dwóch od nas idzie z kilkoma z Łady na miasto po okazyjny zakup spirytusu :). Wisłoka ostatecznie spuściła z tonu wygrywając zaledwie 0:6. Choć gdyby tak grała cały mecz- to na pewno skończyłoby sie nie tyle dwu-cyfrówką co z dwójką na przedzie. Po meczu idziemy pod autokar naszych piłkarzy, z którymi odjeżdżamy. Łada oczywiście nas odprowadza w kilku i żegna się z nami. Wyjazd bardzo udany i przede wszystkim niezwykle ciekawy.
http://oi45.tinypic.com/2vmee4w.jpg
http://i39.tinypic.com/302ylxh.jpg
http://oi48.tinypic.com/2vl89w9.jpg
Był to koniec sezonu, los sprawił że z Ładą znów przyszło nam grać na wyjeździe i to 3 miesiące później :)))
2001 IX 16 Łada Biłgoraj – WISŁOKA
Wyjazd do Biłgoraja wypadł nam dokładnie trzy miesiące od naszego ostatniego pobytu w tym miejscu. Tak samo również wybieramy się (jakby inaczej) koleją :). Tyle że tym razem grono chętnych się zdwaja. Zbieramy się w 15u o 1.00 w nocy na PKP i jedziemy tak jak ostatnio pośpiesznym na Zamość. Oczywiście nasz wyjazd tak jak ostatnio zaczął się dużo wcześniej. Niemalże całą grupą gościliśmy w dębickich lokalach racząc się alkoholem i oczekując do godziny "x". Do naszej grupy podpiął się chłopak który dosyć rzadko jeździł na wyjazdy a i nawet w myślach na pewno nie wyobrażał sobie że może się z nami na niego wybrać :). No cóż siła sugestii w postaci alkoholu robi swoje. Gdy zaszedł z nami na dworzec PKP a my wsiedliśmy do pociągu poprosił mnie aby mu dał jedno z piw które miałem. Ja do niego że owszem, dam ci nawet dwa jeśli wsiądziesz do pociągu. Ten nie myśląc wiele a skupiwszy się na dwóch butelkach "Żywca 0,33" wsiadł do pociągu po czym zwrócił uwagę abym mu je w końcu odstąpił. Kanar dał sygnał do odjazdu i takim sposobem pojechało nas o jeden więcej niż planowaliśmy :). Dostał szybko swoje piwa po czym zagłębił sie w degustacji. Tym razem nie kupujemy biletów licząc na jakieś pertraktacje z kanarem. Ten o dziwo "zrzutę" przyjął, jednak jak się okazało jechał tylko do Rzeszowa a później obsada się zmieniła. Tuż za Jarosławiem pojawia się kontrola nowego kanara który ostro burzy się o bilety. Z tego powodu pociąg w Lubaczowie stał niemalże godzinę (zjawili sie tam sokiści). Zrobiła się duża afera więc dla spokoju kupujemy bilety- najczęściej ulgowe (choć nie wszystkim przysługiwały). Niektórzy także zdołali sie pokitrać wśród ludzi po wagonach tym samym ich nie kupując. Po 270 kilometrowej jeździe w końcu nad ranem zajeżdżamy do Zwierzyńca. Drogę w końcowej fazie podróży umilał nam jeden z kibiców który "liczył" inwentarz (krowy, konie) który był masowo wyprowadzany z samego rana przez tubylców :). Wysiadamy po w niedługim czasie robimy sobie zdjęcie w bardzo urokliwym miejscu (kościółek który znajduje się na wyspie). Następnie ładujemy się na przystanek PKS i jedziemy bez biletów do Biłgoraja (ok. 20 km). Na miejscu jesteśmy gdzieś przed 8 rano. Dzwonimy do gościa z Łady, który bierze nas trzech najstarszych na chatę. Reszta w tym czasie hasała i piła sobie w barwach po mieście. Miejscowi rzecz jasna byli do nas przyjaźnie nastawieni, niektórzy trochę pili nawet z naszymi. Około 9.00 rano większość grupy poszła już na stadion (reszta jeszcze piła na mieście). Do rozpoczęcia meczu pozostało... 7 godzin. Jak ostatnio ochrona i policja była pełna zdumienia, że dotarliśmy tu… koleją na tyle godzin przed meczem. Jednak nie robili problemów z tego, że urzędowaliśmy na stadionie bez biletów i z alkoholem w ręku. Czas tym razem mija dosyć szybko, a upływa na zwiedzaniu stadionu, okolicznego centrum miasta oraz piciu alkoholu. Niektórzy z nas są mocno spojeni do tego stopnia, że notowali nawet krótką drzemkę u wejścia do sklepu :) W tym momencie własnie mowa o naszym wspomnianym "wyjazdowcu" który rano zaczynał powoli trzeźwieć. Dzwoni do niego starą z mordą "gdzie jesteś"- a ten do nas "yyyy... gdzie ja jestem???" ci mówią mu - "w Biłgoraju" po czym ten skrzętnie odpowiada matce nie wiedząc nawet gdzie to jest :). Zbliża się mecz, u nas bez flag, od czasu do czasu dopingujemy. Łada wywiesza dwie flagi i nie robią młyna, jest ich ok. 30u. Pod sam koniec meczu dociera dwóch od nas autem i przywożą 3 flagi (w tym jedną 20 metrową). Tak więc na razem 17 osób. Po meczu wracamy z piłkarzami, po drodze zatrzymując się w Przeworsku, gdzie chodzimy sobie w szalach. Kolejny udany wyjazd z nutą egzotyki i delikatnego "pato" :)
http://oi49.tinypic.com/f9dp1u.jpg
http://oi49.tinypic.com/2zeb860.jpg
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
-
OdrzuconyHWDP
- Posty: 151
- Rejestracja: 04.05.2013, 20:25
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Władcy poszczególnych województw ...okiem fachowców z kibice.pl 2003 :) http://web.archive.org/web/200401071637 ... 39&t=48339
-
PrawyCzłowiek
- Posty: 24
- Rejestracja: 23.02.2013, 14:43
- Lokalizacja: Śląskie
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Są gdzieś może w necie wspomnienia kiboli Odry Wodzisław?
Przy okazji mam pytanie, a nie wiem gdzie je zadać. Jak te około 10 lat temu prezentowała się ta ekipa, kiedy to Odra znajdowała się w ówczesnej I lidze? Wiadomo, miasto niewielkie na dodatek położone w regionie zdominowanym przez inne ekipy, lecz jaką opinię w tamtych latach mieli kibole z Wodzisławia?
Przy okazji mam pytanie, a nie wiem gdzie je zadać. Jak te około 10 lat temu prezentowała się ta ekipa, kiedy to Odra znajdowała się w ówczesnej I lidze? Wiadomo, miasto niewielkie na dodatek położone w regionie zdominowanym przez inne ekipy, lecz jaką opinię w tamtych latach mieli kibole z Wodzisławia?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
taka jak teraz. Po prostu byli.
-
walka_o_przetrwanie
- Posty: 58
- Rejestracja: 24.03.2013, 21:18
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Kilka opisów ze starego forum :
Top było jakieś 10 (może więcej) lat temu. Pojechaliśmy w 6 do Gdańska na melanż i przy okazji na mecz koszykarek Ślęzy. Nie było jeszcze zorganizowanych kibiców Ślęzy, a potem na kilka ich meczy pojechało sporo osób ze Śląska (vide Dzierżoniów, gdzie było chyba nawet ponad 200 osób). Przyjeżdżamy do Gdańska, z ziomkami mamy się spotkać na meczu a tu klops - okazuje się, że drużyna koszykarek gdańskich to teraz drużyna z Gdyni (h** wie, jak one się tam teraz nazywają). Dwóch koleżków uparło się, że jak jesteśmy to idziemy na mecz. Wbijamy się do Gdyni, do hali koło stadionu Bałtyku. W hali sporo kadłubów. Momentalnie rozkminka, że nie jesteśmyu z Gdyni. Ok, dobra jesteśmy z Wrocławia... Konsternacja... I pada propozycja - Arka się na was szykuje - mówią. (Kilka tygiodni wcześniej na mecz zxe Ślęzą przyjechało do Wrocławia 4 typów z Arki, a na stadionie stawiła się b.liczna i konkretna ekipa WKS. Na Ślęzie - zwero płotków, nic, więc po kilku minutach panowie z Arki spierdalali na murawę). Arka was zajebie - powiadają, ale jak jak się postawicie, to za wami staniemy - powiadają. Naprawdę sporo ich w tej hali się wtdy zebrało. Mecz trwa, my nie podejmujemy dopingu, oni coś tam spiewają i nagle słychać ryk na zwewnątrz... Ocho, Ara, będzie ciepło. Mecz trwa, na trybunach nerwowe ruchy. Wyglądamy na zewnątrz z kilkomaq osobami z Bałtyku, a tu... "Leeeeechiaaaa Gdaaaaaańsk!!!!!!". Kadłuby momentalnie zamykają drzwi i gadka się mienia: ku*** albo jesteście tu znami, albo żywi z hali nie wychodzicie... Konsternacja - ku*** siedzimy z Kadłubami, któzy wprawdzie nic nam nie zrobili,ale tam są ku*** ziomki. I wtedy wydatrzyła się rzecz, której nigdy nie zapomnę - Opatrzność czuwala. Pojawiłą się Arka, a w zasadzie ujawnił się jedne Arkowiec. Na trybunach. Napierdolony jak meserszmit (byłz panną, która myślałem, że się posra ze strachu). Typ ledwo stoi na nogfach, ale na kolanie wiąże szalik Bałtyku i na cały ryj: (akustyka hali) Ar-Ka Gdy-nia... Mometalnie ekipa, która nas pilnowała podjazd do niego, my przez drzwiczki do chłopców z dańska i cało i zdrowo udaliśmy się na melanżyk.
ku***, to było tak dawno... Czy ktoś z Kadłubów był wtedy na tym meczu? To był pierwszy mecz żenskiej koszykówki w Gdyni. Nie pamiętam nazwy tej waszej drużyny, ale potem motali coś w pucharach nawet...
Ktoś zarzuci, że nie kazaczyliśmy, że coś tam, ku***, tego i owego... h** tam, byłem najstarszy z gruopy, a miałem 17 lat. Ibyło nas sześciu, zresztą honoru nie splamiliśmy.
^^^^^^^^
Pogoń - Legia'94
Kosa. Żywe wspomnienia niedawnej zgody z Lechią - mocno popieranej przez łysych. Jedziemy w ok. 80 os. przeciętnej ekipy, tzn. z 20 to była nasza ówczesna czołówka (chociaż bez kilkunastu bardzo dobrych zawodników, a większość z tych, którzy byli przyjechała wcześniej, albo innymi środkami lokomocji), a reszta - średnia wyjazdowa. W tym pociągu było nas z 60, w czasie rejsu tradycja - uzupełnianie płynów ustrojowych;) W Poznaniu spoko, we Wronkach jakiś bohater pokazuje szal Lecha, gdy pojazd już nabierał rozpendu. Szczecin - Dąbie... Spodziewamy się komitetu powitalnego. Od strony peronu jest korytarz w wagonie - bierzemy butelki - część tulipany - i czaimy się między oknami (zakładamy bombardowanie, a później wjazd). Cisza. Szczecin - Główny. Powtórka z rozrywki - w naszym wykonaniu - do tego kilku gości przyczaiło się pod oknami, by po spodziewanym pierwszym ataku Portowców miotać wszystkim, co podejdzie pod rękę... Na peronie tłum, trzymany w odległości ok. 5 m od torów przez kordon. Pociąg staje, napięcie rośnie... Czekamy. Tłum chyba spodziewał się wjazdu ze śpiewem, a tu cisza. Milczenie staje się coraz cięższe... W pewnym momencie przez kordon przebija się zbetoniony Z. z Mokotowa z tekstem "zzzgoda jeest..." i pada. Jesteśmy trochę zdezorientowani - odstawiamy flaszki, nieśmiałe śpiewy nabierają mocy. Nie śpiewamy nic o Pogoni - ani dobrze, ani źle. Wszyscy cywile wysiadają - skład tylko z nami jedzie na Pogodno. W mocnej obstawie prowadzą nas na stadion. Po chwili zostawiają nas samych. Po jakimś czasie zaczynają się schodzić Portowcy. Dochodzi do ciekawych scen - na sektorze nie było nikogo z naszej czołówki - podjeżdżają Szczecinianie, którzy "coś słyszeli", że ma być zgoda. Również "13-ty garnitur";) Chcą się wymieniać na szaliki i flagi. Kilka osób się wymienia na szale. W końcu właściciel malej barwówki "Warsaw Fans Hooligans" wymienia ją na szachownicę z Gryfem na środku, która zostaje wywieszona obok naszych. Zbliża się godzina rozpoczęcia meczu... Na sektorze pojawiają się nasi Starzy. Część w ciężkim szoku wskazując flagę Pogoni pyta "czy jest tu ktoś, kto nam to wyjaśni?!". Płótno zostaje zdjęte. Jego byli właściciele obserwujący całą sytuację z zakola Pogoni krzyczą "złodzieje! złodzieje!" - robi się nieciekawie. W ogóle ludzie siedzący w tym miejscu zaczynają najeżdżać na Legię. Młyn MKS milczy. W pewnej chwili możemy rozpoznać znajome sylwetki w dolnej części sektora najzagorzalszych fanów Portowców - m.in dwóch najbardziej znanych kibiców Legii. Trwa jakieś poruszenie (teraz wiem, że odbyło się "głosowanie za zgodą" wśród ówczesnej ekipy wyjazdowej Pogoni, a następnie wyegzekwowanie jego wyniku na oponentach). Flaga "Warsaw Fans Hooligans" zostaje wywieszona w centralnym miejscu przed, młynem Portowców. Na płot naszego sektora wraca szachownica z Gryfem. Przez pierwszą połowę młyn Pogoni śpiewa "CWKS Legia", a łuk "CWKS k....". W przerwie dochodzi do bardzo ostrego starcia tych dwóch sektorów (latają ławki). Ogłupiona policja próbuje interweniować - lecz zostaje wygoniona przez zjednoczonych już kibiców MKS. Po przerwie nie ma już śpiewów antylegijnych. Oponenci wyrażają swoje nastawienie tylko gwizdami po zagraniach Wojskowych. Po meczu pod bardzo dobrze obstawiony z góry sektor dla przyjezdnych podchodzi ok. 200 Portowców... Rozlega się śpiew "chodźcie na piwo, braciszki - chodźcie na piwo!". Kilkanascie przytomnych osób przeskakuje przez ogrodzenie za bramką i ruszamy w tan... Tak została odnowiona zgoda Legia - Pogoń.
Top było jakieś 10 (może więcej) lat temu. Pojechaliśmy w 6 do Gdańska na melanż i przy okazji na mecz koszykarek Ślęzy. Nie było jeszcze zorganizowanych kibiców Ślęzy, a potem na kilka ich meczy pojechało sporo osób ze Śląska (vide Dzierżoniów, gdzie było chyba nawet ponad 200 osób). Przyjeżdżamy do Gdańska, z ziomkami mamy się spotkać na meczu a tu klops - okazuje się, że drużyna koszykarek gdańskich to teraz drużyna z Gdyni (h** wie, jak one się tam teraz nazywają). Dwóch koleżków uparło się, że jak jesteśmy to idziemy na mecz. Wbijamy się do Gdyni, do hali koło stadionu Bałtyku. W hali sporo kadłubów. Momentalnie rozkminka, że nie jesteśmyu z Gdyni. Ok, dobra jesteśmy z Wrocławia... Konsternacja... I pada propozycja - Arka się na was szykuje - mówią. (Kilka tygiodni wcześniej na mecz zxe Ślęzą przyjechało do Wrocławia 4 typów z Arki, a na stadionie stawiła się b.liczna i konkretna ekipa WKS. Na Ślęzie - zwero płotków, nic, więc po kilku minutach panowie z Arki spierdalali na murawę). Arka was zajebie - powiadają, ale jak jak się postawicie, to za wami staniemy - powiadają. Naprawdę sporo ich w tej hali się wtdy zebrało. Mecz trwa, my nie podejmujemy dopingu, oni coś tam spiewają i nagle słychać ryk na zwewnątrz... Ocho, Ara, będzie ciepło. Mecz trwa, na trybunach nerwowe ruchy. Wyglądamy na zewnątrz z kilkomaq osobami z Bałtyku, a tu... "Leeeeechiaaaa Gdaaaaaańsk!!!!!!". Kadłuby momentalnie zamykają drzwi i gadka się mienia: ku*** albo jesteście tu znami, albo żywi z hali nie wychodzicie... Konsternacja - ku*** siedzimy z Kadłubami, któzy wprawdzie nic nam nie zrobili,ale tam są ku*** ziomki. I wtedy wydatrzyła się rzecz, której nigdy nie zapomnę - Opatrzność czuwala. Pojawiłą się Arka, a w zasadzie ujawnił się jedne Arkowiec. Na trybunach. Napierdolony jak meserszmit (byłz panną, która myślałem, że się posra ze strachu). Typ ledwo stoi na nogfach, ale na kolanie wiąże szalik Bałtyku i na cały ryj: (akustyka hali) Ar-Ka Gdy-nia... Mometalnie ekipa, która nas pilnowała podjazd do niego, my przez drzwiczki do chłopców z dańska i cało i zdrowo udaliśmy się na melanżyk.
ku***, to było tak dawno... Czy ktoś z Kadłubów był wtedy na tym meczu? To był pierwszy mecz żenskiej koszykówki w Gdyni. Nie pamiętam nazwy tej waszej drużyny, ale potem motali coś w pucharach nawet...
Ktoś zarzuci, że nie kazaczyliśmy, że coś tam, ku***, tego i owego... h** tam, byłem najstarszy z gruopy, a miałem 17 lat. Ibyło nas sześciu, zresztą honoru nie splamiliśmy.
^^^^^^^^
Pogoń - Legia'94
Kosa. Żywe wspomnienia niedawnej zgody z Lechią - mocno popieranej przez łysych. Jedziemy w ok. 80 os. przeciętnej ekipy, tzn. z 20 to była nasza ówczesna czołówka (chociaż bez kilkunastu bardzo dobrych zawodników, a większość z tych, którzy byli przyjechała wcześniej, albo innymi środkami lokomocji), a reszta - średnia wyjazdowa. W tym pociągu było nas z 60, w czasie rejsu tradycja - uzupełnianie płynów ustrojowych;) W Poznaniu spoko, we Wronkach jakiś bohater pokazuje szal Lecha, gdy pojazd już nabierał rozpendu. Szczecin - Dąbie... Spodziewamy się komitetu powitalnego. Od strony peronu jest korytarz w wagonie - bierzemy butelki - część tulipany - i czaimy się między oknami (zakładamy bombardowanie, a później wjazd). Cisza. Szczecin - Główny. Powtórka z rozrywki - w naszym wykonaniu - do tego kilku gości przyczaiło się pod oknami, by po spodziewanym pierwszym ataku Portowców miotać wszystkim, co podejdzie pod rękę... Na peronie tłum, trzymany w odległości ok. 5 m od torów przez kordon. Pociąg staje, napięcie rośnie... Czekamy. Tłum chyba spodziewał się wjazdu ze śpiewem, a tu cisza. Milczenie staje się coraz cięższe... W pewnym momencie przez kordon przebija się zbetoniony Z. z Mokotowa z tekstem "zzzgoda jeest..." i pada. Jesteśmy trochę zdezorientowani - odstawiamy flaszki, nieśmiałe śpiewy nabierają mocy. Nie śpiewamy nic o Pogoni - ani dobrze, ani źle. Wszyscy cywile wysiadają - skład tylko z nami jedzie na Pogodno. W mocnej obstawie prowadzą nas na stadion. Po chwili zostawiają nas samych. Po jakimś czasie zaczynają się schodzić Portowcy. Dochodzi do ciekawych scen - na sektorze nie było nikogo z naszej czołówki - podjeżdżają Szczecinianie, którzy "coś słyszeli", że ma być zgoda. Również "13-ty garnitur";) Chcą się wymieniać na szaliki i flagi. Kilka osób się wymienia na szale. W końcu właściciel malej barwówki "Warsaw Fans Hooligans" wymienia ją na szachownicę z Gryfem na środku, która zostaje wywieszona obok naszych. Zbliża się godzina rozpoczęcia meczu... Na sektorze pojawiają się nasi Starzy. Część w ciężkim szoku wskazując flagę Pogoni pyta "czy jest tu ktoś, kto nam to wyjaśni?!". Płótno zostaje zdjęte. Jego byli właściciele obserwujący całą sytuację z zakola Pogoni krzyczą "złodzieje! złodzieje!" - robi się nieciekawie. W ogóle ludzie siedzący w tym miejscu zaczynają najeżdżać na Legię. Młyn MKS milczy. W pewnej chwili możemy rozpoznać znajome sylwetki w dolnej części sektora najzagorzalszych fanów Portowców - m.in dwóch najbardziej znanych kibiców Legii. Trwa jakieś poruszenie (teraz wiem, że odbyło się "głosowanie za zgodą" wśród ówczesnej ekipy wyjazdowej Pogoni, a następnie wyegzekwowanie jego wyniku na oponentach). Flaga "Warsaw Fans Hooligans" zostaje wywieszona w centralnym miejscu przed, młynem Portowców. Na płot naszego sektora wraca szachownica z Gryfem. Przez pierwszą połowę młyn Pogoni śpiewa "CWKS Legia", a łuk "CWKS k....". W przerwie dochodzi do bardzo ostrego starcia tych dwóch sektorów (latają ławki). Ogłupiona policja próbuje interweniować - lecz zostaje wygoniona przez zjednoczonych już kibiców MKS. Po przerwie nie ma już śpiewów antylegijnych. Oponenci wyrażają swoje nastawienie tylko gwizdami po zagraniach Wojskowych. Po meczu pod bardzo dobrze obstawiony z góry sektor dla przyjezdnych podchodzi ok. 200 Portowców... Rozlega się śpiew "chodźcie na piwo, braciszki - chodźcie na piwo!". Kilkanascie przytomnych osób przeskakuje przez ogrodzenie za bramką i ruszamy w tan... Tak została odnowiona zgoda Legia - Pogoń.
-
walka_o_przetrwanie
- Posty: 58
- Rejestracja: 24.03.2013, 21:18
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Runda jesienna 91. Mecz Stoczniowiec Gdańsk – Arka. Takie mini derby Trójmiasta w 3 lidze. Było pewne, że Arka przyjedzie, więc ja (wtedy 15 lat) razem z bratem i kumplem, którzy z awanturami nie mieli wiele wspólnego postanowiliśmy się tam udać. Pojechaliśmy tramwajem, wysiedliśmy pod Operą i dalej z buta na Stoczniowiec. Po drodze przechodzimy pod stacją Gdańsk-Politechnika. Widzę, że stoi grupka ok. 10 skinów od nas. Chwila zawahania i jednak idziemy dalej na stadion. Wbijamy się na mecz i patrzymy na trybunie od strony Stoczni siedzi ok. 100-130 Śledzi. Na obiekcie 0 psów. Ja z bratem i kolesiem siedzimy po przeciwnej stronie murawy. Pierwsza połowa mija bez emocji. Czuję się zaniepokojony nieobecnością naszych. Jednak jakieś 5 minut po gwizdku kończącym 1szą połowę, widzę jak ciągnie wataha naszych – jakieś 60-70 może więcej osób. Widząc to ja + kilku innych przyczajonych biegniemy po koronie stadionu w stronę Arki. Śledzie początkowo nie wiedzą co się dzieje, gdyż nie widzieli jeszcze całej bandy, tylko pojedyncze osoby biegnące wzdłuż trybun. Po chwili główna grupa przez płot wbija się i jest już na stadionie. Część osób ma jakiś naprędce skołowany na pobliskiej budowie sprzęt: brechy, deski, kamienie i pasy od spodni. Dzieli nas od Śledzi jakieś 100-150m i w tym momencie widać panikę w ich szeregach. Wszyscy co do jednego salwują się przez płot na murawę. Wbiegamy w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedzieli, część osób schodzi na dół sektora, gdzie wisiało jeszcze kilka nie zdjętych flag i tam wywiązuje się walka między kilkoma pozostałymi po drugiej stronie płotu Arkowcami. Jedna czy dwie flagi (takie 1,5m x 2m) dostają się w nasze ręce. Od razu zostają spalone. W chwilowej jak się miało okazać euforii krzyczymy „Sieg Heil” i inne takie (3/4 ekipy to byli wtedy skinheadzi). Stoimy na ich sektorze, na dole cały czas jest szarpanina przez płot, rzucał się wtedy w oczy Sz. z Arki, który wywijał zaostrzonym kijkiem od bocznej chorągiewki. Po chwili większa część Arki widząc, że kilka osób od nich jeszcze walczy zaczynają wracać. Podbiegają pod sektor i zaczynają w nas miotać kamlotami, jakimś żelastwem i c*** wie jeszcze czym (do tej pory jestem w szoku skąd oni tyle tego natargali). Latało tego gówna w powietrzu mnóstwo. Koleś obok mnie zaliczył w dynię czymś co przypominało łom, tylko było z 2 razy większe. Łeb rozwalony od czoła do ucha, zalał się cały krwią. Takich przypadków było kilka. Po tym bombardowaniu Arka z powrotem przejęła sektor a my wycofujemy się po koronie stadionu w stronę bramy. Tu dochodzi do naszego kontrataku i tym razem to śledzie się cofają. Jednak nie za daleko, bo znowu zbierają siły i na nas. My tym razem uciekamy po schodkach w dół i zamykamy za sobą bramę od stadionu. Po szybkim dozbrojeniu się znowu atakujemy i gonimy Arkę do połowy stadionu. Stajemy, Śledzie też. Chwila zawahania z jednej i drugiej strony i hasło „ku***, bez kamieni” (w czasie tych ganianek w użyciu był głównie sprzęt latający). Po wprowadzeniu tego postulatu w życie ruszamy na siebie i w tym momencie na stadion wjeżdża 1 (słownie JEDNA) policyjna nyska, a z niej wybiega 2 (DWÓCH) pałkarzy w krótkim rękawku, w czapeczkach i z krótkimi pałkami. Wbiegają na trybuny dosłownie chwilę przed decydującym starciem (tak mi się wydaje, że to zwarcie wyłoniło by ostatecznego zwycięzcę) i lecą w naszą stronę napierdalając kogo popadnie. U nas i u nich panika! Tych dwóch psów przegoniło wszystkich Arkowców do ich sektora. Po paru minutach nadjechało jeszcze kilka suk. Po meczu wychodzimy pierwsi, moment po nas wychodzą Śledzie w asyście kilkunastu psów. My jako, że wyszliśmy pierwsi wbiegamy na peron i dawaj na torowisko z góry bombardować Gdynian. Nie trwało to długo, bo po chwili paru psów nas przegania. Schodzimy się z powrotem na peron. Jest nas z 50 osób. Dz. proponuje żeby uderzać, ale obecność kilku psów deprymuje głównych naszych zawodników. Staliśmy tak sobie na przeciwko siebie z parę minut, pokrzyczeliśmy trochę (Arka krzyczała: „Zabić skina skurwysyna”), razem wsiedliśmy do SKM-ki i pojechaliśmy w stronę Gdyni. Ja wysiadłem z łysymi z Moreny we Wrzeszczu i dla nas wydarzenia tego dnia się zakończyły.
Była to moja jedna z pierwszych poważniejszych zadym, w której brałem czynnie udział i do dziś ją bardzo miło wspominam. Tak ją zapamiętałem i tak opisałem, choć niewykluczone, że ktoś to całkiem inaczej widział.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Gwardia - Polonia, chyba w 1990 - przyszła cała ówczesna ekipa KSP (80 os., w tym z 25 naprawdę konkretnych). Od nas nikt nie wierzył, że będą i - w odróżnieniu od Gwardia - Ruch, czy Gwardia - Cracovia - pojawili się R., T. i S., jeszcze z 5 sensownych osób i zupełni małolaci (w sumie ok. 50 os.). Polonia siedziała na sektorze obok ichniej "Krytej", a my za bramką od strony budynku klubowego. Niezły patent był, gdy Czarni się ruszyli (zmasakrowaliby nas - byłby wstyd nie do zmazania). T. z R. stanęli przy wąskim przejściu między prostą, a łukiem tuż przy ogrodzeniu, a S. kazał całej grupie kupić po flaszce oranżady z sąsiedniej budy, wylać zawartość i się przygotować ("kto chce - może teraz odejść, ale juz nigdy nie wejdzie na Legię"). Tak czekaliśmy, a Polonistów, w miarę jak się do nas zbliżali, ubywało. W końcu do T. i R. podeszli tylko B. i J. z KSP zamienili kilka słów i wrócili do swoich. Ale nasi małolaci byli dumni!
Była to moja jedna z pierwszych poważniejszych zadym, w której brałem czynnie udział i do dziś ją bardzo miło wspominam. Tak ją zapamiętałem i tak opisałem, choć niewykluczone, że ktoś to całkiem inaczej widział.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Gwardia - Polonia, chyba w 1990 - przyszła cała ówczesna ekipa KSP (80 os., w tym z 25 naprawdę konkretnych). Od nas nikt nie wierzył, że będą i - w odróżnieniu od Gwardia - Ruch, czy Gwardia - Cracovia - pojawili się R., T. i S., jeszcze z 5 sensownych osób i zupełni małolaci (w sumie ok. 50 os.). Polonia siedziała na sektorze obok ichniej "Krytej", a my za bramką od strony budynku klubowego. Niezły patent był, gdy Czarni się ruszyli (zmasakrowaliby nas - byłby wstyd nie do zmazania). T. z R. stanęli przy wąskim przejściu między prostą, a łukiem tuż przy ogrodzeniu, a S. kazał całej grupie kupić po flaszce oranżady z sąsiedniej budy, wylać zawartość i się przygotować ("kto chce - może teraz odejść, ale juz nigdy nie wejdzie na Legię"). Tak czekaliśmy, a Polonistów, w miarę jak się do nas zbliżali, ubywało. W końcu do T. i R. podeszli tylko B. i J. z KSP zamienili kilka słów i wrócili do swoich. Ale nasi małolaci byli dumni!
-
walka_o_przetrwanie
- Posty: 58
- Rejestracja: 24.03.2013, 21:18
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Wiosna 89 rok. Nowy Sacz. 35-cio osobaowa grupa kibicow Jaskolek udala sie do Sazca na meczyk. Byly jeszcze 4 osoby ale dwoje z nich opijalo egzaminy a druga dwojka przybyla prosto z wojska wiec tez udali sie do bristolu . Nie chce sie chwalic ale to co zrobilismy wtedy w New Saczu do dzis pozostaje dla wielu zagadka. Wybieglismy z pociagu i rozprzestrzenilismy sie aby wizualnie wygladac na wieksza grupe . W pierwszym momencie zaraz po tym jak wodzu krzyknal "jedziesz" Sandecje troche chyba zamurowalo ale juz za chwile widac bylo ze nie sa to tylko postronni obserwatorzy. Bylo ich gdzies w przedziale od 80 do 100 osob i naprawde az serducho gralo na ich widok. Umykali tak szybko ze nawet numerow butow nie mozna bylo rozeznac. Kilku z nich dla ktorych slowo lekkoatletyka nie znaczy nic dostalo po glowach i kibice Jaskolek swiecili triumf. Trzeba jednak przyznac ze kilku gorali nie moglo sie latwo pogodzic z porazka i jeszcze dwa razy nas atakowali. Ale za kazdym razem musieli oddacx pole. Tego dnia Jaskolki juz nie mialy prawa przegrac. autor tego posta dostal lancuchem przez leb w jednym z tych starc i chce goraco podziekowac pewnej starszej pani ktora w autobusie widzac hektolitry krwi plynacej z rany na glowie uzyczyla mu chusteczki. . W przerwie meczu Sanda znow musiala palic wroty, natomiast po meczu tamtejsza milicja zadecydowala ze wywiezie gosci dwie stacje za Sacz. Przed stadionem czekalo na nas okolo 250 Sandy. Bylbym chyba idiota gdybym napisal ze poradzilibysmy sobie. Ale mielismy swoje 5 minut i je wykorzystalismy. .
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
W '88, albo '89 Śląsk - Legia. Najperw jedziemy osobowym do Wrocka. Wszyscy w jednym wagonie (ok. 80 os.), oczywiście bez milicji. Kimałem na zatłoczonym korytarzu, gdy jakiś starszy, najebany koleś padł m.in na mnie z tekstem "posuń się ziomek". Byłem też trochę wypity, więc zadałem przytomne pytanie "co ja, ku***, poduszka jestem?". "Jesteś ziomek-poduszka" - odpowiedział tamten z przekonaniem i padł:) Dojechaliśmy do Wrocka gdzieś na 8 godzin przed meczem, wysiadamy - a tu jakiś gość mówi, że tłum Śląska czeka na nas przy wyjściu z Głównego. Nie zastanawiając się długo wbiliśmy się do pierwszego z brzegu (tzn. nie "z Brzegu";)) żółtka. Jechał do Oławy. W Oławie znaleźliśmy kuflotekę. Raczymy się browarkiem - a tu podbija znany wtedy K. z Wrocka - ten, który wystąpił w TV, a później miał wpadkę z Lechem. Stawia piwko - impreza trwa. W miarę zbliżania się pory meczu - na ulicach pojawiają się oławscy fani Śląska i zaliczają ciężki szok - nieoczekiwany atak Legii we własnym mieście. Było szereg zabawnych motywów, bo mimo oficjalnych różnic we wzorach szalików (Śląsk - pasy zielone i czerwone naprzemiennie z białymi, białe końcówki; Legia - barwy w zwykłej kolejności, zielone końcówki i często czarne frendzle) - wielu osobom z obu klubów matki/babcie/dziwczyny wydziergały barwy w najrozmaitszych układach - byle były czerwień, biel i zieleń:) Zarówno my, jak i fani WKS parokrotnie ścigaliśmy swoich:) W końcu wyganiamy Dolnoślązaków z dworca i czekamy na targacz do Wrocka. Wsiedliśmy i dojechaliśmy. W mieście idziemy bez obstawy ze śpiewem na ustach. Otwierają się okna i balkony... Ludzie ślipią. Wtedy jeden półprzytomny delikwent od nas zaintonował "co się gapicie - hanysy co się gapicie?". Kolo pewnie skojarzył nazwę klubu z Górnym Śląskiem:))) Dochodzimy pod stadion. Przejmują nas psy i czekają aż wszyscy kupimy bilety. Trwa to strasznie długo. Na stadionie zaliczyłem swój pierwszy krawaciarski szok. Ludzie z klubu i miasta, które wtedy były mi obojętne (teraz mam wiele sympatii;)) dostawali piany na nasz widok. Non-stop latające głazy. W pewnej chwili zszedłem wzdłóż płotu oddzielającego sektor dla przyjezdnych od reszty trybun, aby poprawić flagę (urwała się tasiemka) - wtedy nie było "sektorów buforowych"... Miny Wrocławian patrzących na mnie oczami ludożerców były ciekawym przeżyciem (z dzisiejszej perspektywy;)). Nie mogłem się powstrzymać i pokazałem im "fucka". W tej samej chwili parę osób od nas odpowiedziało na słowne zaczepki - Śląsk siedział od nas z 5 m w prostej linii, tuż za siatką. Co się wtedy zaczęło dziać!;) Deszcz kamieni. Jak to się stało, że tylko jeden gość od nas ucierpiał - pozostanie tajemnicą Opatrzności:) Wróciliśmy (był to jeden z nielicznych wyjazdów, na których była stara "Żyleta" - flaga).
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
W '88, albo '89 Śląsk - Legia. Najperw jedziemy osobowym do Wrocka. Wszyscy w jednym wagonie (ok. 80 os.), oczywiście bez milicji. Kimałem na zatłoczonym korytarzu, gdy jakiś starszy, najebany koleś padł m.in na mnie z tekstem "posuń się ziomek". Byłem też trochę wypity, więc zadałem przytomne pytanie "co ja, ku***, poduszka jestem?". "Jesteś ziomek-poduszka" - odpowiedział tamten z przekonaniem i padł:) Dojechaliśmy do Wrocka gdzieś na 8 godzin przed meczem, wysiadamy - a tu jakiś gość mówi, że tłum Śląska czeka na nas przy wyjściu z Głównego. Nie zastanawiając się długo wbiliśmy się do pierwszego z brzegu (tzn. nie "z Brzegu";)) żółtka. Jechał do Oławy. W Oławie znaleźliśmy kuflotekę. Raczymy się browarkiem - a tu podbija znany wtedy K. z Wrocka - ten, który wystąpił w TV, a później miał wpadkę z Lechem. Stawia piwko - impreza trwa. W miarę zbliżania się pory meczu - na ulicach pojawiają się oławscy fani Śląska i zaliczają ciężki szok - nieoczekiwany atak Legii we własnym mieście. Było szereg zabawnych motywów, bo mimo oficjalnych różnic we wzorach szalików (Śląsk - pasy zielone i czerwone naprzemiennie z białymi, białe końcówki; Legia - barwy w zwykłej kolejności, zielone końcówki i często czarne frendzle) - wielu osobom z obu klubów matki/babcie/dziwczyny wydziergały barwy w najrozmaitszych układach - byle były czerwień, biel i zieleń:) Zarówno my, jak i fani WKS parokrotnie ścigaliśmy swoich:) W końcu wyganiamy Dolnoślązaków z dworca i czekamy na targacz do Wrocka. Wsiedliśmy i dojechaliśmy. W mieście idziemy bez obstawy ze śpiewem na ustach. Otwierają się okna i balkony... Ludzie ślipią. Wtedy jeden półprzytomny delikwent od nas zaintonował "co się gapicie - hanysy co się gapicie?". Kolo pewnie skojarzył nazwę klubu z Górnym Śląskiem:))) Dochodzimy pod stadion. Przejmują nas psy i czekają aż wszyscy kupimy bilety. Trwa to strasznie długo. Na stadionie zaliczyłem swój pierwszy krawaciarski szok. Ludzie z klubu i miasta, które wtedy były mi obojętne (teraz mam wiele sympatii;)) dostawali piany na nasz widok. Non-stop latające głazy. W pewnej chwili zszedłem wzdłóż płotu oddzielającego sektor dla przyjezdnych od reszty trybun, aby poprawić flagę (urwała się tasiemka) - wtedy nie było "sektorów buforowych"... Miny Wrocławian patrzących na mnie oczami ludożerców były ciekawym przeżyciem (z dzisiejszej perspektywy;)). Nie mogłem się powstrzymać i pokazałem im "fucka". W tej samej chwili parę osób od nas odpowiedziało na słowne zaczepki - Śląsk siedział od nas z 5 m w prostej linii, tuż za siatką. Co się wtedy zaczęło dziać!;) Deszcz kamieni. Jak to się stało, że tylko jeden gość od nas ucierpiał - pozostanie tajemnicą Opatrzności:) Wróciliśmy (był to jeden z nielicznych wyjazdów, na których była stara "Żyleta" - flaga).
-
walka_o_przetrwanie
- Posty: 58
- Rejestracja: 24.03.2013, 21:18
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Lechia zdobywa górke Arki
Lechia zmierzala do extraklasy , praktycznie nikt juz nie watpil , ze to tylko formalnosc , ale jakby nie bylo zostaly jeszcze dwa mecze, z Arka i Zaglebiem Lubin.
Bylem w te dni na wczasach na Kaszubach , ale to chyba oczywiste , ze na Takie mecze musialem sie zerwac , wiec przez to moj "wyjazd" do Gdynii byl troche dluzszy niz to zawsze bywalo.
Na meczu z racji tego zjawilem sie wczesniej , bo bilety byly w przedsprzedazy, a ze nie bylo mnie w 3miescie , wiec udalem sie na Ejsmonta, pomijajac zbiorke calej Lechii w Sopocie , a i chyba sam dojazd mialem latwiejszy do Gdynii.
Stadion juz sie zapelnial , wiec poszedlem stanac gdzies z boku , by poczekac na dojazd calej Brygady.
Spotykac zaczelem juz ludzi, ktorzy podobnie jak ja zjawili sie wczesniej , coraz wiecej Lechistow przychodzilo pojedynczo. Jeden gosc, lat ok. 40-stu w bialo-zielonym szaliku , dobrze juz podbudowany jakimis trunkami wyskokowymi, wybral sobie droge dokladnie ponizej "gorki", zeby zajac miejsce po drugiej stronie stadionu. Aktem odwagi to chyba nie bylo , raczej lekkomyslnosc. Na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac , bo z "gorki" podbieglo do niego ok."odwaznych" 30 arkowcow , i zaczeli goscia kopac. Stadion zaczal huczec, wtedy mozna bylo zobaczyc jaki jest rozklad sil na trybunach wsrod (teraz to by sie nazywalo) "piknikow".
Facetowi nic nie mozna bylo pomoc, ale niewiele brakowalo, zeby zaczela sie rozruba, bo okazalo sie , ze stoimy w kilku wsrod "piknikowych" arkowcow, ale bardzo wojowniczo nastawionych do nas. Zaczely sie pyskowki , ale na to podeszli do nas panowie milicjanci, i zaczeli zaprowadzac "lad i porzadek", i jako , ze istniala mozliwosc nieobejzenia meczu, wiec sie uspokoilismy. W jakims proroczym zwidzie przepowidzialem tym wszystkim w kolo nas , ze jak przyjedzie glowna grupa, to z "gorki" zostana wiory.
Po niedlugim czasie od bramy slychac spiewy , wlasnie nadjechali "Bialo-Zieloni Jezdzcy Apokalipsy". Ile tysiecy nas bylo wtedy , to nie wiem , ale napewno stanowilismy wiekszosc na stadionie. Podbieglem do czolowki "pochodu", gdzie spotkalem nasza starszyzne i chlopakow z dzielnicy, i w wielkim wkurwieniu opowiedzialem , co sie dzialo kilkanascie minut wczesniej. Na rekakcje nie trzeba bylo dlugo czekac, padlo haslo "Idziemy na gorke". Mimo ,ze z natury ze mnie spokojny czlowiek, tak teraz wstapil we mnie bardzo bojowy duch, ktory nie pomny na lecace na nas kamienie i piasek (tym sie probowali gospodarze bronic) pchal mnie do przodu w tej historycznej chwili.
Pierwszy atak udalo im sie odeprzec, ale nie trwalo to nawet minuty , kiedy ponowilismy szturm. Teraz zadna sila nie byla sie wstanie oprzec tej lawinie , po probie obrony arkowcy zobaczyli , ze szanse zadne , i tylko im zostalo ratowc sie ucieczka .
Widok byl przepiekny , zolto-niebieskie scierwa, uciekaly ze swojego stadiony przez plot, wstyd i hanba, ale nikt nigdy przedtem , a potem juz tylko Krauze :))), pogonil Arke z "gorki".
Po takich przezyciach, sam mecz byl juz tylko dodatkiem do tego co sie przedtem stalo, "bialo-zielona gorka" !!! Doping , jak i druzyna , na medal .
Po pierwszej bramce szal radosci , ale Arka zza plotu probuje sie jeszcze odgryzac, wrzucajac w nasz mlyn gaz lzawiacy, ktory przez nastepne kilka minut przeszkadzal oddychac , ale w takich chwilach szczegoly sie nie liczyly. Po jakims czasie przegnani poprzedni wlasciciele "gorki" wrocili na swoj wlasny stadion, ale miejsca zajeli juz blisko bram, obawiajac sie chyba powtornej akcji z naszej strony ,i majac pewnosc , ze latwiej bedzie uciekac , gdy blizej do bramy :))))
Mecz oczywiscie wygralismy , chyba juz nie bylo wsrod nas takiego , ktory by mial watpliwosci do tego , ze awans juz jest nasz. Smaczku sprawie dodawalo to , ze tez Arka sie zegnala z druga liga, tylko oni spadali do III, a my do extraklasy!!!
Gdynia tego dnia byla cala nasza, kolejki SKM bialo-zielone, ludzie radosni, meliny oblezone, wodka na dzielnicy sie lala strumieniami.
Na drugi dzien mialem taka chrypke , ze nie moglem kupic biletu na autobus , by wrocic na wczasy :)Po tygodniu wrocilem znow do Gdanska , na mecz z Zaglebiem :)))))
"ZDOBYWCOM 'GORKI'" - DEDYKUJE
i tutaj jest jeszcze dopisek kolejnego fana Lechii...:
Message:
Zapomniales kolego jeszcze napisac o fladze Arki scagnietej z masztu i ten "las" rak ja rozrywajacy na strzepy , mialem ten kawalek szmaty w domu dlugi czas jako pamiatke.Co do gazu to slyszalem ze Zawisza rzucila go na "gorke", opsales juz ich slynne skoki przez plot a'la Wszola ale sporo chlopkow z Ary lezalo pod plotem nie dajac znaku zycia, sporo tez nie zdazylo uciec i stali jak barany na egzekucje , dosc duzo bylo wsrod nich ludzi z Bydgoszczy i Walbrzycha.Jednego tylko zaluje ze mimo nawolywan i krzykow nie przeszlismy po meczu przez centrum Gdyni do dworca glownego a taka koncowka imprezy byla by fantastyczna.
Lechia zmierzala do extraklasy , praktycznie nikt juz nie watpil , ze to tylko formalnosc , ale jakby nie bylo zostaly jeszcze dwa mecze, z Arka i Zaglebiem Lubin.
Bylem w te dni na wczasach na Kaszubach , ale to chyba oczywiste , ze na Takie mecze musialem sie zerwac , wiec przez to moj "wyjazd" do Gdynii byl troche dluzszy niz to zawsze bywalo.
Na meczu z racji tego zjawilem sie wczesniej , bo bilety byly w przedsprzedazy, a ze nie bylo mnie w 3miescie , wiec udalem sie na Ejsmonta, pomijajac zbiorke calej Lechii w Sopocie , a i chyba sam dojazd mialem latwiejszy do Gdynii.
Stadion juz sie zapelnial , wiec poszedlem stanac gdzies z boku , by poczekac na dojazd calej Brygady.
Spotykac zaczelem juz ludzi, ktorzy podobnie jak ja zjawili sie wczesniej , coraz wiecej Lechistow przychodzilo pojedynczo. Jeden gosc, lat ok. 40-stu w bialo-zielonym szaliku , dobrze juz podbudowany jakimis trunkami wyskokowymi, wybral sobie droge dokladnie ponizej "gorki", zeby zajac miejsce po drugiej stronie stadionu. Aktem odwagi to chyba nie bylo , raczej lekkomyslnosc. Na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac , bo z "gorki" podbieglo do niego ok."odwaznych" 30 arkowcow , i zaczeli goscia kopac. Stadion zaczal huczec, wtedy mozna bylo zobaczyc jaki jest rozklad sil na trybunach wsrod (teraz to by sie nazywalo) "piknikow".
Facetowi nic nie mozna bylo pomoc, ale niewiele brakowalo, zeby zaczela sie rozruba, bo okazalo sie , ze stoimy w kilku wsrod "piknikowych" arkowcow, ale bardzo wojowniczo nastawionych do nas. Zaczely sie pyskowki , ale na to podeszli do nas panowie milicjanci, i zaczeli zaprowadzac "lad i porzadek", i jako , ze istniala mozliwosc nieobejzenia meczu, wiec sie uspokoilismy. W jakims proroczym zwidzie przepowidzialem tym wszystkim w kolo nas , ze jak przyjedzie glowna grupa, to z "gorki" zostana wiory.
Po niedlugim czasie od bramy slychac spiewy , wlasnie nadjechali "Bialo-Zieloni Jezdzcy Apokalipsy". Ile tysiecy nas bylo wtedy , to nie wiem , ale napewno stanowilismy wiekszosc na stadionie. Podbieglem do czolowki "pochodu", gdzie spotkalem nasza starszyzne i chlopakow z dzielnicy, i w wielkim wkurwieniu opowiedzialem , co sie dzialo kilkanascie minut wczesniej. Na rekakcje nie trzeba bylo dlugo czekac, padlo haslo "Idziemy na gorke". Mimo ,ze z natury ze mnie spokojny czlowiek, tak teraz wstapil we mnie bardzo bojowy duch, ktory nie pomny na lecace na nas kamienie i piasek (tym sie probowali gospodarze bronic) pchal mnie do przodu w tej historycznej chwili.
Pierwszy atak udalo im sie odeprzec, ale nie trwalo to nawet minuty , kiedy ponowilismy szturm. Teraz zadna sila nie byla sie wstanie oprzec tej lawinie , po probie obrony arkowcy zobaczyli , ze szanse zadne , i tylko im zostalo ratowc sie ucieczka .
Widok byl przepiekny , zolto-niebieskie scierwa, uciekaly ze swojego stadiony przez plot, wstyd i hanba, ale nikt nigdy przedtem , a potem juz tylko Krauze :))), pogonil Arke z "gorki".
Po takich przezyciach, sam mecz byl juz tylko dodatkiem do tego co sie przedtem stalo, "bialo-zielona gorka" !!! Doping , jak i druzyna , na medal .
Po pierwszej bramce szal radosci , ale Arka zza plotu probuje sie jeszcze odgryzac, wrzucajac w nasz mlyn gaz lzawiacy, ktory przez nastepne kilka minut przeszkadzal oddychac , ale w takich chwilach szczegoly sie nie liczyly. Po jakims czasie przegnani poprzedni wlasciciele "gorki" wrocili na swoj wlasny stadion, ale miejsca zajeli juz blisko bram, obawiajac sie chyba powtornej akcji z naszej strony ,i majac pewnosc , ze latwiej bedzie uciekac , gdy blizej do bramy :))))
Mecz oczywiscie wygralismy , chyba juz nie bylo wsrod nas takiego , ktory by mial watpliwosci do tego , ze awans juz jest nasz. Smaczku sprawie dodawalo to , ze tez Arka sie zegnala z druga liga, tylko oni spadali do III, a my do extraklasy!!!
Gdynia tego dnia byla cala nasza, kolejki SKM bialo-zielone, ludzie radosni, meliny oblezone, wodka na dzielnicy sie lala strumieniami.
Na drugi dzien mialem taka chrypke , ze nie moglem kupic biletu na autobus , by wrocic na wczasy :)Po tygodniu wrocilem znow do Gdanska , na mecz z Zaglebiem :)))))
"ZDOBYWCOM 'GORKI'" - DEDYKUJE
i tutaj jest jeszcze dopisek kolejnego fana Lechii...:
Message:
Zapomniales kolego jeszcze napisac o fladze Arki scagnietej z masztu i ten "las" rak ja rozrywajacy na strzepy , mialem ten kawalek szmaty w domu dlugi czas jako pamiatke.Co do gazu to slyszalem ze Zawisza rzucila go na "gorke", opsales juz ich slynne skoki przez plot a'la Wszola ale sporo chlopkow z Ary lezalo pod plotem nie dajac znaku zycia, sporo tez nie zdazylo uciec i stali jak barany na egzekucje , dosc duzo bylo wsrod nich ludzi z Bydgoszczy i Walbrzycha.Jednego tylko zaluje ze mimo nawolywan i krzykow nie przeszlismy po meczu przez centrum Gdyni do dworca glownego a taka koncowka imprezy byla by fantastyczna.
-
walka_o_przetrwanie
- Posty: 58
- Rejestracja: 24.03.2013, 21:18
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Zawisza Bydgoszcz
99/00 Szwecja - Polska
Do Szwecji wybrało się 15 kibiców Zawiszy (bus + auto). Z Bydgoszczy wyjechaliśmy w piątek nad ranem do Świnoujścia, skąd mieliśmy prom do Kopenhagi. Już przed startem z Bydgoszczy otwarte zostały pierwsze butelki i nad morze dojechaliśmy "wesołym busem". Podróż do Danii trwała aż 9 godzin, ale nie nudziliśmy się. Najpierw zwiedziliśmy prom, a nastepnie udaliśmy się na zakupy do sklepu wolnocłowego, gdzie zaopatrzyliśmy sie w różne napoje. W barze rozwiesiliśmy biało czerwoną flagę Zawiszy, oczywiście nie obeszło się bez śpiewów. Oprócz nas na promie nie było żadnych kibiców. 9 godzin rejsu szybko minęło, a co niektórzy nie pamiętali jak znaleźli się na stałym lądzie. Nastenie jazda przez Danię i przeprawa do Szwecji i 650 km jazdy do Sztokholmu, gdzie byliśmy ok 9 rano. Do meczu zostało kilka godzin, więc poszliśmy na zwiedzanie miata. W centrum widać już było grupy Polaków i z każdą godziną ich przybywało. Pod stadion dojechaliśmy 1,5 godziny przed meczem. Wokól niego było już wielu polskich fanów. Mieliśmy okazję zobaczyć z kilku metrów polską i szwedzką reprezentację. Spotykamy jeszcze jednego kibica Zawiszki i stwierdzamy, że trzeba dowiedzieć się wyniku Zawiszy. Zaraz telefon do Bydgoszczy i od razu jweszcze lepszy nastrój po zwycięstwie WKS-u. Tylko Polacy zagrają jak należy i wszystko będzie super. Stadion RASUNDA jest naprawdę bardzo ładnym i nowoczesnym stadionem. Większość miejsc pod dachem, oczywiście w kolorowych krzesełkach, dobra widoczność z każdego sektora. Polscy kibice zjmowali sektor za bramką. Niestety, na płocie nie można było wieszać flag i nasz wisiała z boku, jednak cały polski sektor musiał ją widzieć. W sumie nie było widać większych ekip oprócz Lechii i Legii, które razem stały. Później wywiesiła się Polonia Bytom - 16 osób z flagą klubową. W przerwie do Polonii podjechała Lechia, ale szwedzka ochrona momentalnie wyczuła o co chodzi i do niczego nie doszło. Drugą połowę kilku od nas ogląda razem z kibicami z Bytomia. Wymieniamy się informacjami, co u kogo słychać (z Polonią Bytom była kiedyś zgoda...) itd. Doping "siadł", kiedy Szwedzi zdobyli gola. W ostatniej minucie znów gol dla Szwedów. Postanawiamy, że wracamy od razu po meczu. W Sztokholmie zgubiliśmy się z naszym drugim autem, tak że spotkaliśmy się dopiero w Kopenhadze przed promem. Mieliśmy parę godzin czasu wolnego i poszliśmy sobie pozwiedzać stolicę Danii. Potem znów 9 godzin rejsu i znów zakupy, aby szybciej minęła podróż. W bydgoszczy byliśmy o 1:00 w nocy w poniedziałek. Wyjazd się udał w 100%, tylko szkoda nam, jak i chyba każdemu wyniku.
Polska - Luksemburg
Na ten mecz wybieraliśmy się w 50 osób, jednak brak biletów spowodował, że mogło jechać tylko 10 kibiców. Do Warszawy wybraliśmy się Polskim Expressem i na 2 godziny przed meczem byliśmy w stolicy. Na stadion poszliśmy piechotą. Przed stadionem masa ludzi (m.in. kibice Olimpii Elbląg, którzy mieli nieprzyjemność spotkać się przed południem na Brdzie z bydgoskimi chuliganami), policji, ale spokój. Kilka godzin wcześniej była awantura Lecha i Cracovii z resztą obecnych tam ekip. Na prostej był ogromny ścisk i chcieliśmy wejść na łuk pod zegar (jak się okazało przed meczem można było jeszcze kupic bilety!!!). To się nie udało i stanęliśmy obok kibiców GKS Jastrzębie. Po hymnach chcieliśmy wywiesić naszą flagę i się zaczeło. Lechia Gdańsk momentalnie ruszyła w naszą stronę i zerwała flagę. Gnali wszystkich do góry, zrobił się wielki tłok. Dostało sie paru chłopakom z Jastrzębia, lechiści skroili im kilka szalików, ale je później zwrócili. Nam nie pozostało nic innego, jak usunąć sie z pola widzenia gdańskich chuliganów i czterech od nas poszło pod zegar, a pozostała szóstka na przeciwną stronę prostej. później był już spokój, spokojnie też wróciliśmy do Bydgoszczy, tylko czterech wróciło trochę później, z powodu przymusowej wysiadki w Kutnie. Ale jak się później okazało, nie były to ostatnie wrażenia tamtego dnia.
CIEKAWE KTO TO ZROBIŁ?
Smutny finał mimo wygranej polskich piłkarzy miała dla kibiców Polonii Bydgoszcz wyprawa do Warszawy na mecz Polska - Luksemburg. 14 miłośników futbolu wracało w niedzielę nad ranem do domu. Nagle na trasie z Torunia do Bydgoszczy drogę autokarowi zajechały 4 samochody. Z aut wyskoczyło ok 20 nieustalonych dotąd napastników. Grożąc kierowcy bronią bandyci zmusili go, aby otworzył drzwi. Wtargnęli do środka i kijami basebolowymi pobili podróżnych. Gdy napastnicy uznali, że zadymy już wystarczy, wsiedli do aut i odjechali w stronę Bydgoszczy. (NOWOŚCI TORUŃSKIE 12.10.98)
98/99 IV LIGA Gryf Wejcherowo - Zawisza Bydgoszcz P.P 12.8.1998
W pierwszej rundzie PP Zawisza trafił na Gryf Wejherowo. Do Wejherowa pojechało nas 32 osoby w większości ekipa młodzieżowa. Wiadomo było, że chuligani Arki będą się chcieli zrewanżować za obicie przez nas kiku arkowców spotkanych w pociągu w drodze powrotnej z Wrocławia, więc bylismy przygotowani na "przygody". Już w Bydgoszczy zaopatrzylismy się w różnego rodzaju sprzęt potrzebny do odparcia ewentualnego ataku. Nieoczekiwanie podróż minęła spokojnie i na ok. godzinę przed meczem byliśmy na stadionie. Mając dużo czasu postanowilismy sobie odpocząć i jak gdyby nigdy nic leżeliśmy sobie na sektorze. W pewnym momencie zza trybun wyłoniła się ok 30 osobowa, uzbrojona w kije ekipa arkowców. Atak nastąpił błyskawicznie, efektem czego kilku od nas załapało konkretne smary, straciliśmy 3 szaliki Zawiszy i jeden Polski.Porażka :)
Polska - Szwecja (Chorzów)
Na tym meczu było ok. 60 kibiców Zawiszy, lecz niestety byliśmy rozproszeni po całym stadionie. Jednak kto czujnie oglądał mecz w tv, musiał zauważyć dwie nasze flagi. Część z nas jechała pociągiem, część samochodami, a kilku ze zbieraniną z całej Bydgoszczy autobusem.W Chorzowie byliśmy dość wcześnie, więc rozeszliśmy sie pod stadionem szukać znajomych. Niedługo potem spotkaliśmy chłopaków z grupy pociągowej, którzy mieli mały dym z grupą GKS Katowice na tamtejszym dworcu, co jeden z naszych młodzieżowców przypłacił rozwaloną głową od kamienia i lądowaniem w szpitalu. Ludzi zaczynało przybywać, przemaszerowała gdańska Lechia w dużej obstawie mundurowych. W końcu weszliśmy na nasz sektor i na dole rozwiesiliśmy flagę. Zauważyła to od razu Lechia i zorganizowała "wycieczkę" w naszym kierunku i wiadomym celu, ale byli za daleko i odpuścili. Chwilę po rozpoczęciu meczu, awantura na łuku gdzie siedziała Triada (Ruch zaatakował Górnika), ale są też niebiescy i się uspokaja. Zaraz po tym, po przeciwnej stronie Sosnowiec wszczyna dym. Tu policja wkroczyła zdecydowanie, ostro pałują najbliżej stojących kibiców. W stronę nacierających pałkarzy poleciała raca i jeden z nich zarobił prosto w głowę.Później do końca meczu był już spokój. Jak się okazało, niedaleko nas siedziała ok 40 osobowa ekipa Legii, ale nic nie burzyli. Po meczu tradycyjnie odbywały się gonitwy, ale że było ciemno to nie wiedziałem, kto gonia a kto ucieka.
99/00 Szwecja - Polska
Do Szwecji wybrało się 15 kibiców Zawiszy (bus + auto). Z Bydgoszczy wyjechaliśmy w piątek nad ranem do Świnoujścia, skąd mieliśmy prom do Kopenhagi. Już przed startem z Bydgoszczy otwarte zostały pierwsze butelki i nad morze dojechaliśmy "wesołym busem". Podróż do Danii trwała aż 9 godzin, ale nie nudziliśmy się. Najpierw zwiedziliśmy prom, a nastepnie udaliśmy się na zakupy do sklepu wolnocłowego, gdzie zaopatrzyliśmy sie w różne napoje. W barze rozwiesiliśmy biało czerwoną flagę Zawiszy, oczywiście nie obeszło się bez śpiewów. Oprócz nas na promie nie było żadnych kibiców. 9 godzin rejsu szybko minęło, a co niektórzy nie pamiętali jak znaleźli się na stałym lądzie. Nastenie jazda przez Danię i przeprawa do Szwecji i 650 km jazdy do Sztokholmu, gdzie byliśmy ok 9 rano. Do meczu zostało kilka godzin, więc poszliśmy na zwiedzanie miata. W centrum widać już było grupy Polaków i z każdą godziną ich przybywało. Pod stadion dojechaliśmy 1,5 godziny przed meczem. Wokól niego było już wielu polskich fanów. Mieliśmy okazję zobaczyć z kilku metrów polską i szwedzką reprezentację. Spotykamy jeszcze jednego kibica Zawiszki i stwierdzamy, że trzeba dowiedzieć się wyniku Zawiszy. Zaraz telefon do Bydgoszczy i od razu jweszcze lepszy nastrój po zwycięstwie WKS-u. Tylko Polacy zagrają jak należy i wszystko będzie super. Stadion RASUNDA jest naprawdę bardzo ładnym i nowoczesnym stadionem. Większość miejsc pod dachem, oczywiście w kolorowych krzesełkach, dobra widoczność z każdego sektora. Polscy kibice zjmowali sektor za bramką. Niestety, na płocie nie można było wieszać flag i nasz wisiała z boku, jednak cały polski sektor musiał ją widzieć. W sumie nie było widać większych ekip oprócz Lechii i Legii, które razem stały. Później wywiesiła się Polonia Bytom - 16 osób z flagą klubową. W przerwie do Polonii podjechała Lechia, ale szwedzka ochrona momentalnie wyczuła o co chodzi i do niczego nie doszło. Drugą połowę kilku od nas ogląda razem z kibicami z Bytomia. Wymieniamy się informacjami, co u kogo słychać (z Polonią Bytom była kiedyś zgoda...) itd. Doping "siadł", kiedy Szwedzi zdobyli gola. W ostatniej minucie znów gol dla Szwedów. Postanawiamy, że wracamy od razu po meczu. W Sztokholmie zgubiliśmy się z naszym drugim autem, tak że spotkaliśmy się dopiero w Kopenhadze przed promem. Mieliśmy parę godzin czasu wolnego i poszliśmy sobie pozwiedzać stolicę Danii. Potem znów 9 godzin rejsu i znów zakupy, aby szybciej minęła podróż. W bydgoszczy byliśmy o 1:00 w nocy w poniedziałek. Wyjazd się udał w 100%, tylko szkoda nam, jak i chyba każdemu wyniku.
Polska - Luksemburg
Na ten mecz wybieraliśmy się w 50 osób, jednak brak biletów spowodował, że mogło jechać tylko 10 kibiców. Do Warszawy wybraliśmy się Polskim Expressem i na 2 godziny przed meczem byliśmy w stolicy. Na stadion poszliśmy piechotą. Przed stadionem masa ludzi (m.in. kibice Olimpii Elbląg, którzy mieli nieprzyjemność spotkać się przed południem na Brdzie z bydgoskimi chuliganami), policji, ale spokój. Kilka godzin wcześniej była awantura Lecha i Cracovii z resztą obecnych tam ekip. Na prostej był ogromny ścisk i chcieliśmy wejść na łuk pod zegar (jak się okazało przed meczem można było jeszcze kupic bilety!!!). To się nie udało i stanęliśmy obok kibiców GKS Jastrzębie. Po hymnach chcieliśmy wywiesić naszą flagę i się zaczeło. Lechia Gdańsk momentalnie ruszyła w naszą stronę i zerwała flagę. Gnali wszystkich do góry, zrobił się wielki tłok. Dostało sie paru chłopakom z Jastrzębia, lechiści skroili im kilka szalików, ale je później zwrócili. Nam nie pozostało nic innego, jak usunąć sie z pola widzenia gdańskich chuliganów i czterech od nas poszło pod zegar, a pozostała szóstka na przeciwną stronę prostej. później był już spokój, spokojnie też wróciliśmy do Bydgoszczy, tylko czterech wróciło trochę później, z powodu przymusowej wysiadki w Kutnie. Ale jak się później okazało, nie były to ostatnie wrażenia tamtego dnia.
CIEKAWE KTO TO ZROBIŁ?
Smutny finał mimo wygranej polskich piłkarzy miała dla kibiców Polonii Bydgoszcz wyprawa do Warszawy na mecz Polska - Luksemburg. 14 miłośników futbolu wracało w niedzielę nad ranem do domu. Nagle na trasie z Torunia do Bydgoszczy drogę autokarowi zajechały 4 samochody. Z aut wyskoczyło ok 20 nieustalonych dotąd napastników. Grożąc kierowcy bronią bandyci zmusili go, aby otworzył drzwi. Wtargnęli do środka i kijami basebolowymi pobili podróżnych. Gdy napastnicy uznali, że zadymy już wystarczy, wsiedli do aut i odjechali w stronę Bydgoszczy. (NOWOŚCI TORUŃSKIE 12.10.98)
98/99 IV LIGA Gryf Wejcherowo - Zawisza Bydgoszcz P.P 12.8.1998
W pierwszej rundzie PP Zawisza trafił na Gryf Wejherowo. Do Wejherowa pojechało nas 32 osoby w większości ekipa młodzieżowa. Wiadomo było, że chuligani Arki będą się chcieli zrewanżować za obicie przez nas kiku arkowców spotkanych w pociągu w drodze powrotnej z Wrocławia, więc bylismy przygotowani na "przygody". Już w Bydgoszczy zaopatrzylismy się w różnego rodzaju sprzęt potrzebny do odparcia ewentualnego ataku. Nieoczekiwanie podróż minęła spokojnie i na ok. godzinę przed meczem byliśmy na stadionie. Mając dużo czasu postanowilismy sobie odpocząć i jak gdyby nigdy nic leżeliśmy sobie na sektorze. W pewnym momencie zza trybun wyłoniła się ok 30 osobowa, uzbrojona w kije ekipa arkowców. Atak nastąpił błyskawicznie, efektem czego kilku od nas załapało konkretne smary, straciliśmy 3 szaliki Zawiszy i jeden Polski.Porażka :)
Polska - Szwecja (Chorzów)
Na tym meczu było ok. 60 kibiców Zawiszy, lecz niestety byliśmy rozproszeni po całym stadionie. Jednak kto czujnie oglądał mecz w tv, musiał zauważyć dwie nasze flagi. Część z nas jechała pociągiem, część samochodami, a kilku ze zbieraniną z całej Bydgoszczy autobusem.W Chorzowie byliśmy dość wcześnie, więc rozeszliśmy sie pod stadionem szukać znajomych. Niedługo potem spotkaliśmy chłopaków z grupy pociągowej, którzy mieli mały dym z grupą GKS Katowice na tamtejszym dworcu, co jeden z naszych młodzieżowców przypłacił rozwaloną głową od kamienia i lądowaniem w szpitalu. Ludzi zaczynało przybywać, przemaszerowała gdańska Lechia w dużej obstawie mundurowych. W końcu weszliśmy na nasz sektor i na dole rozwiesiliśmy flagę. Zauważyła to od razu Lechia i zorganizowała "wycieczkę" w naszym kierunku i wiadomym celu, ale byli za daleko i odpuścili. Chwilę po rozpoczęciu meczu, awantura na łuku gdzie siedziała Triada (Ruch zaatakował Górnika), ale są też niebiescy i się uspokaja. Zaraz po tym, po przeciwnej stronie Sosnowiec wszczyna dym. Tu policja wkroczyła zdecydowanie, ostro pałują najbliżej stojących kibiców. W stronę nacierających pałkarzy poleciała raca i jeden z nich zarobił prosto w głowę.Później do końca meczu był już spokój. Jak się okazało, niedaleko nas siedziała ok 40 osobowa ekipa Legii, ale nic nie burzyli. Po meczu tradycyjnie odbywały się gonitwy, ale że było ciemno to nie wiedziałem, kto gonia a kto ucieka.
-
Polska Pany
- Posty: 63
- Rejestracja: 31.05.2013, 07:55
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
walka_o_przetrwanie pisze: Polska - Szwecja (Chorzów)
Na tym meczu było ok. 60 kibiców Zawiszy, lecz niestety byliśmy rozproszeni po całym stadionie. Jednak kto czujnie oglądał mecz w tv, musiał zauważyć dwie nasze flagi. Część z nas jechała pociągiem, część samochodami, a kilku ze zbieraniną z całej Bydgoszczy autobusem.W Chorzowie byliśmy dość wcześnie, więc rozeszliśmy sie pod stadionem szukać znajomych. Niedługo potem spotkaliśmy chłopaków z grupy pociągowej, którzy mieli mały dym z grupą GKS Katowice na tamtejszym dworcu, co jeden z naszych młodzieżowców przypłacił rozwaloną głową od kamienia i lądowaniem w szpitalu. Ludzi zaczynało przybywać, przemaszerowała gdańska Lechia w dużej obstawie mundurowych. W końcu weszliśmy na nasz sektor i na dole rozwiesiliśmy flagę. Zauważyła to od razu Lechia i zorganizowała "wycieczkę" w naszym kierunku i wiadomym celu, ale byli za daleko i odpuścili. Chwilę po rozpoczęciu meczu, awantura na łuku gdzie siedziała Triada (Ruch zaatakował Górnika), ale są też niebiescy i się uspokaja. Zaraz po tym, po przeciwnej stronie Sosnowiec wszczyna dym. Tu policja wkroczyła zdecydowanie, ostro pałują najbliżej stojących kibiców. W stronę nacierających pałkarzy poleciała raca i jeden z nich zarobił prosto w głowę.Później do końca meczu był już spokój. Jak się okazało, niedaleko nas siedziała ok 40 osobowa ekipa Legii, ale nic nie burzyli. Po meczu tradycyjnie odbywały się gonitwy, ale że było ciemno to nie wiedziałem, kto gonia a kto ucieka.
Ma ktos fotki z tego meczu? TO byl jeden z moich pierwszych meczow reprezentacji.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ostatnio na jednej z ruskich stron zobaczyłem opis pewnego meczu cska moskwa we francji i że oni czekali na granicy ekipę Lecha Poznań przez około 3 godziny,ale do niczego nie doszło.
Może ktoś coś słyszał o tym,bo dla mnie to kolejne pierd.. ruskich.
Najlepiej PW.
Może ktoś coś słyszał o tym,bo dla mnie to kolejne pierd.. ruskich.
Najlepiej PW.
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Ma ktoś może jakieś oldschoolowe relacje z meczów Elane bądź Jezioraka?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
słynna zadyma w katowickim spodku
http://www.youtube.com/watch?v=O1R9Ed4_8Vs
zadyma w słupsku po śmierci kibica
http://www.youtube.com/watch?v=9HQnGoEITaQ
zadyma gks katowice-ruch chorzów
http://www.youtube.com/watch?v=Yv_KdO_QGQc
http://www.youtube.com/watch?v=NHLPW6nc3l8
http://www.youtube.com/watch?v=O1R9Ed4_8Vs
zadyma w słupsku po śmierci kibica
http://www.youtube.com/watch?v=9HQnGoEITaQ
zadyma gks katowice-ruch chorzów
http://www.youtube.com/watch?v=Yv_KdO_QGQc
http://www.youtube.com/watch?v=NHLPW6nc3l8
-
jebać cenzure
- Posty: 189
- Rejestracja: 10.05.2013, 23:27
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Petrochemia była kiedyś FC Widzewa? czy mieli układ czy jak to było? Może ktoś rozjaśnić temat?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Była zgodą Widzewa.j**** cenzure pisze:Petrochemia była kiedyś FC Widzewa? czy mieli układ czy jak to było? Może ktoś rozjaśnić temat?
Zamknijcie rejestrację !
-
TrójkolorowyKris
- Posty: 80
- Rejestracja: 23.01.2013, 13:22
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
a to nie było tak na początku że Widzew ich traktował jako FC?
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
tutaj macie to dobrze opisane:
http://www.widzewtomy.net/aktualnosci/n ... mia-plock/
http://www.widzewtomy.net/aktualnosci/n ... mia-plock/
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Anderlecht-Wisla 2003
na ten wyjazd wybralo sie ok 1000 wislakow ,szybko opanowane centrum Brukseli ,totalny piknik .Wpewnym momecie podbijaja do nas "fiolki" zeby umowic sie na spotkanie ,ale po ogledzinach naszej grupy chca przelozyc spotkanie tlumaczac sie pojebanymi psami w ich miescie na co przystajemy . Kazdy rozchodzi sie w swoja strone a nasza 9-tka udaje sie pod tablice upamietniajaca wydarzenia z Heysel . SZybko orietujemy sie jednak ze nie wrocimy na nasz mecz i postanawiamy wrocic jak najszybciej . Po przejechaniu kilku przystankow metra wysiadamy i okazuje sie ze jestesmy pod bramami gospodarzy . Chcemy przedostac sie na nasze sektory idziemy odwaznie nas 8 i jedna dziewczyna ,tylko slychac z wszystkich stron wrzuty na nas ale nikt nas nie atakuje . Myslimy ze ostatnia prosta i bedziemy wsrod naszych az w pewnej chwili ludzie w szalach Anderlechtu sie rozstepuja a przed soba widzimy 50-60 osobowa ekipe "h" staramy sie im wytlumaczyc ze wszystko zostalo ustalone ale oni widzac nasza liczbe nie chca o niczym slyszec .Wtedy nastepuje kuriozalna sytuacja ,Anderlecht pewny swego nie sformowal jeszcze szyku a my widzac jedyne wyjscie z sytuacji i przebicia sie do naszych ,atakujemy w sam srodek tej grupy i przebijamy sie na druga strone ,RSC rozproszony po kilku ko ,zbiera sie i stara sie odegrac po tej wpadce ale jakos psychika im chyba nie pozwala i my w szyku cofajac sie do swoich odbijamy ataki wroga .Wpewnej chwili dobiegaja psy i mysle ze to juz koniec atrakcji ,ale gdzie tam psy wjezdrzaja nam na plecy ,kilku udaje sie powalic ale 2 od nas pada bita kolbami ,wtedy cale swe mestwo pokazuje klub z Brukseli kopiac naszych razem z policantami ,kilku z nas wraca i prubuje odbic kolegow co dla 3 z nas konczy sie dolkiem . Od tej pory klub rsc Anderlecht kojazy mi sie z banda arabskich c**** w koalicji z ich pojebana policja . ps o rewanzu w Kraku nawet nie chcieli myslec ,nasze zaproszenia na taniec pozostaly bez jakiegokolwiek odzewu ...
na ten wyjazd wybralo sie ok 1000 wislakow ,szybko opanowane centrum Brukseli ,totalny piknik .Wpewnym momecie podbijaja do nas "fiolki" zeby umowic sie na spotkanie ,ale po ogledzinach naszej grupy chca przelozyc spotkanie tlumaczac sie pojebanymi psami w ich miescie na co przystajemy . Kazdy rozchodzi sie w swoja strone a nasza 9-tka udaje sie pod tablice upamietniajaca wydarzenia z Heysel . SZybko orietujemy sie jednak ze nie wrocimy na nasz mecz i postanawiamy wrocic jak najszybciej . Po przejechaniu kilku przystankow metra wysiadamy i okazuje sie ze jestesmy pod bramami gospodarzy . Chcemy przedostac sie na nasze sektory idziemy odwaznie nas 8 i jedna dziewczyna ,tylko slychac z wszystkich stron wrzuty na nas ale nikt nas nie atakuje . Myslimy ze ostatnia prosta i bedziemy wsrod naszych az w pewnej chwili ludzie w szalach Anderlechtu sie rozstepuja a przed soba widzimy 50-60 osobowa ekipe "h" staramy sie im wytlumaczyc ze wszystko zostalo ustalone ale oni widzac nasza liczbe nie chca o niczym slyszec .Wtedy nastepuje kuriozalna sytuacja ,Anderlecht pewny swego nie sformowal jeszcze szyku a my widzac jedyne wyjscie z sytuacji i przebicia sie do naszych ,atakujemy w sam srodek tej grupy i przebijamy sie na druga strone ,RSC rozproszony po kilku ko ,zbiera sie i stara sie odegrac po tej wpadce ale jakos psychika im chyba nie pozwala i my w szyku cofajac sie do swoich odbijamy ataki wroga .Wpewnej chwili dobiegaja psy i mysle ze to juz koniec atrakcji ,ale gdzie tam psy wjezdrzaja nam na plecy ,kilku udaje sie powalic ale 2 od nas pada bita kolbami ,wtedy cale swe mestwo pokazuje klub z Brukseli kopiac naszych razem z policantami ,kilku z nas wraca i prubuje odbic kolegow co dla 3 z nas konczy sie dolkiem . Od tej pory klub rsc Anderlecht kojazy mi sie z banda arabskich c**** w koalicji z ich pojebana policja . ps o rewanzu w Kraku nawet nie chcieli myslec ,nasze zaproszenia na taniec pozostaly bez jakiegokolwiek odzewu ...
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Parma -Wisla 98
Po slynnym meczu w Krakowie (dino baggio) do Parmy wybralo sie ok 130 kibicow Wisly . Kiedy dotarlem pod stadion spotkalem imprezujacych chlopakow w pobliskiej pizzerii .fajny klimat opowiesci o latach 80-tych . W pewnym momecie pada propozycja zeby przyniesc flage Unii i powiesic na sektorze (to pierwsze odnowienie kontaktow od wielu lat na lini Wisla -Unia ) idziemy w 3 osoby do samochodu ,w drodze powrotnej obczaja nas 20-25 os grupa Parmy ,ruszaja w naszym kierunku w rekach trzymajac jakies plastikowe kije ale nie udaje im sie nic zrobic ,po kilky minutach krzykow i krotkich wymian uprzejmosci z pizzerii wybiega nasza ekipa i przegania Boysow z Parmy . na sektorze mamy ich flage zdobyta w Krakowie .wieszamy BOYS PARMA dogory kolami az wrescie zjawia sie placzaca dziewczyna z karabinierami mowiac ze to jej osobista flaga i ze zostala jej skradziona w miescie barbarzyncow .interwencja karamby i flaga zmienia wlasciciela . po meczu szukamy ich w pobliskich pubach ale miasto wydaje sie jak by nikt juz od dawna tu nie mieszkal . ogolnie spotkalem sie z kilkoma ciekawymi ekipami we wloszech jak np Brescia ,Atalanta ale Parma to jakis kibicowski zascianek ...
Po slynnym meczu w Krakowie (dino baggio) do Parmy wybralo sie ok 130 kibicow Wisly . Kiedy dotarlem pod stadion spotkalem imprezujacych chlopakow w pobliskiej pizzerii .fajny klimat opowiesci o latach 80-tych . W pewnym momecie pada propozycja zeby przyniesc flage Unii i powiesic na sektorze (to pierwsze odnowienie kontaktow od wielu lat na lini Wisla -Unia ) idziemy w 3 osoby do samochodu ,w drodze powrotnej obczaja nas 20-25 os grupa Parmy ,ruszaja w naszym kierunku w rekach trzymajac jakies plastikowe kije ale nie udaje im sie nic zrobic ,po kilky minutach krzykow i krotkich wymian uprzejmosci z pizzerii wybiega nasza ekipa i przegania Boysow z Parmy . na sektorze mamy ich flage zdobyta w Krakowie .wieszamy BOYS PARMA dogory kolami az wrescie zjawia sie placzaca dziewczyna z karabinierami mowiac ze to jej osobista flaga i ze zostala jej skradziona w miescie barbarzyncow .interwencja karamby i flaga zmienia wlasciciela . po meczu szukamy ich w pobliskich pubach ale miasto wydaje sie jak by nikt juz od dawna tu nie mieszkal . ogolnie spotkalem sie z kilkoma ciekawymi ekipami we wloszech jak np Brescia ,Atalanta ale Parma to jakis kibicowski zascianek ...
-
Zupełnie Zielony.
- Posty: 1401
- Rejestracja: 19.12.2008, 10:06
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Z cyklu "piękne lata 90te" oczyma kibica Wisłoki.
1991 IX 21 Siarka Tarnobrzeg – WISŁOKA
Na dworcu w Dębicy zbieramy się w około 80 osób i wyruszamy osobówką do Tarnobrzega. Oczywiście nikt nie ma biletów a wiara ledwo trzyma się na nogach z nadmiaru %. W Mielcu pociąg stał dosyć długo bo około 30 minut, więc towrzystwo poszukiwało jakichkolwiek otwartych sklepów (co w tamtych czasach nie było takie oczywiste jak obecnie). Po kilkunastu minutach do wagonu trafia masa artykułów spożywczych i nie tylko bo także prasa oraz komiksy. Oczywiście wszystko z promocji :), znalazł się nawet kalkulator (wtedy był nowinką). Pociąg w tych rejonach wlecze się niemiłosiernie, więc umilaliśmy sobie czas rzucaniem kamieniami w stronę wieśniaków zbierających akurat o tej porze roku ziemniaki. Na brak celów nie narzekaliśmy bo była jesień i na polach (w okolicy) torów, była masa ludzi na wykopkach. Inni zadowalali się wyzywaniem, lub składaniem propozycji „białogłowom” które na ogół były w pozycji horyzontalnej :). Oczywiście na każdej stacyjce pijana „trzoda” wybiegała sobie w kilka osób, aby napić się wody ze studni, lub zrywaniem jabłek z okolicznych drzew. Z tego powodu niektórzy musieli biegiem wskakiwać do ruszającego już składu. Oczywiście jak już wspomniałem w tamtych rejonach pociąg nie osiągał zbyt wielkich prędkości. Po ponad dwu godzinnej podróży nasza spalinówka z paroma składami wtacza się na PKP Tarnobrzeg. Zauważamy także komitet powitalny złożony z milicji która prowadzi nas z buta na stadion. W około szaro nudno i głucho, a obecne bloki dopiero zaczynano budować. Wchodzimy trochę spóźnieni na mecz (nie było wtedy klatki). Sędzia wydawał dziwne werdykty więc rzucaliśmy w niego główkami słonecznika który można było kupić na obiekcie. Potem trochę przesadziliśmy z tym procederem i milicja się do nas przyburzyła. Ogólnie na meczu spokój, Siarki w młynie gdzieś tylu co nas. Po spotkaniu milicja odwozi nas "lodówkami" na PKP, gdzie siedzimy jakąś godzinę. Stacja w Tarnobrzegu była na nieco na uboczu miasta więc się nudziliśmy, do tego zaczynało się ściemniać. Siedzimy na ławkach przed PKP oraz na obrzeżach, wtem jeden od nas bardzo ale to bardzo głośno beknął sobie. Jakby tego było mało pozwolił sobie na lekką bekową dłuższą solówkę :) Wszyscy w śmiech, akurat w tym momencie przechodziła jakaś kobieta z obsługi PKP która mocno oburzyła się naszą "kulturą" co wzbudziło jeszcze większy śmiech. Chciała nam dopiec mówiąc, że śmierdzi jej tu oponami stomilowskimi (chodzi o zakład opon w Dębicy- obecnie "TC Dębica"). Trochę ją wyśmialiśmy mówiąc że zapomniała o tym że wjeżdżąjać do Tarnobrzega czuć za to zgniłe jaja :) (chodziło o byłą kopalnie odkrywkową siarki). Potem wsiadamy w osobówkę i jedziemy bez atrakcji do Dębicy. Gdy zrobiło się już całkiem ciemno, niektórzy z nudów rzucali kamieniami do okolicznych domów, w ramach rywalizacji kto rozwali szybę. Poszła jedna u drożniczki i babka wezwała psy, pociąg chwile stał, po czym potoczył się (dosłownym znaczenie) w dalszą podróż. W Mielcu jak makiem zasiał. Wyjazd dosyć ciekawy z dużą dawką "pato" która była w tamych czasach na porządku dziennym.
1993 VIII 22 Okocimski Brzesko – WISŁOKA
Z Dębicy bezpośrednim pociągiem do Brzeska jedzie około 100 osób. Poróżujemy osobówką, w Tarnowie jak makiem zasiał. Pogoda dopisywała więc wiara siedziała sobie przy otwarych drzwiach na stopniach. Oczywiście flaga wisi za oknem (co w tamych czasach było normą). Słońce przygrzewało więc niektórzy w alkoholowym amoku doznawali wariacji, z tego też powodu z ostatniego składu na tory ląduje gaśnica i wyrwany sedes. Próbowano też podpalić siedzenia ale tylko sie tliły. Choć prawdę mówiąc sprawcy niedoszłego czynu byli tak pijani że ledwo mogli utrzymać w odpowiedniej pozycji zapałkę :). W pociagu dochodziło też do gorszących sytuacji :) gdzie skini biegali za rumunami a ich toboły wyrzucali przez okna. W Brzesku oczekuje nas policja i prowadzi na stadion. Ponieważ na obiekcie meldujemy sie nie co wcześniej leżymy sobie na trwace (w sektorze). Wtem po niedługim czasie z drugiej strony dochodzą do nas jakieś obrażliwe okrzyki. Paru od nas mówi policji że "idzie się przejść" po czym udają się na drugą stronę i wchodzi w grupę ok. 20 - 30u miejscowych aby zlokalizować krzykaczy. Przyczyniają się tym samym do popłochu który ogarnął ich sektor. Jedni zaczęli uciekać a inni wzywać policje. Przybyła ona dosyć szybko i wyprowadziła naszych z ich sektora prowadząc do reszty. Podczas meczu nic się nie dzieje, miejscowych zupełnie olewamy nie interesując się tym co robią. Jak nas wyzywają, to się z nich śmiejemy i nagradzamy oklaskami. Przypominamy im także ze przed meczem nie byli tacy rozmowni. Wisłoka wygrywa i w dobrych nastrojach wracamy w eskorcie policji w stronę PKP. Tuż przed nią rozsiadamy się przy knajpie i pijemy sobie piwo w ogródku. Później przemieszczamy się na peron gdzie m.in. leżymy sobie na ławkach. Jest cisza i spokój, jednak nie trwała zbyt długo, gdyż z nieodległych chaszczy zaczęły dochodzić dziwne odgłosy. Jak się okazało miejscowi (w paru) byli schowani w... krzakach porzeczkowych i nas wyzywali. Choć nikomu nie chciało się za bardzo biegać za miejscowymi (był upalny wieczór), to jednak pare osób zdenerwowanych niecenzuralnymi odgłosami idzie w ich kierunku. Miejscowi widząc to oddalają się z miejsca, jednak nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to że skakali jak spłoszone jelenie po rabatkach :) Ubaw po pachy. Wsiadamy do pociągu i wracamy do Dębicy. W Tarnowie co już stawało się tradycją skinole od nas biegną na przydworcowe plany celem obicia przesiadująych tam cyganów. Także 5-6u od nas którzy wyszli przed PKP spotyka czterech starszych typów (nie wiadomo za kim byli). Dochodzi do walki na głównej ulicy, gdzie wkracza psiarnia. Wynik awantury ogólnie na naszą korzyść choć przerwany przez policję. Dalsza podróż do Dębicy bez przygód.
Foto oczywiście mocno old - schoolowe :)
http://oi51.tinypic.com/23racdg.jpg
http://oi53.tinypic.com/t8rsis.jpg
http://oi54.tinypic.com/5x4e3p.jpg
1991 IX 21 Siarka Tarnobrzeg – WISŁOKA
Na dworcu w Dębicy zbieramy się w około 80 osób i wyruszamy osobówką do Tarnobrzega. Oczywiście nikt nie ma biletów a wiara ledwo trzyma się na nogach z nadmiaru %. W Mielcu pociąg stał dosyć długo bo około 30 minut, więc towrzystwo poszukiwało jakichkolwiek otwartych sklepów (co w tamtych czasach nie było takie oczywiste jak obecnie). Po kilkunastu minutach do wagonu trafia masa artykułów spożywczych i nie tylko bo także prasa oraz komiksy. Oczywiście wszystko z promocji :), znalazł się nawet kalkulator (wtedy był nowinką). Pociąg w tych rejonach wlecze się niemiłosiernie, więc umilaliśmy sobie czas rzucaniem kamieniami w stronę wieśniaków zbierających akurat o tej porze roku ziemniaki. Na brak celów nie narzekaliśmy bo była jesień i na polach (w okolicy) torów, była masa ludzi na wykopkach. Inni zadowalali się wyzywaniem, lub składaniem propozycji „białogłowom” które na ogół były w pozycji horyzontalnej :). Oczywiście na każdej stacyjce pijana „trzoda” wybiegała sobie w kilka osób, aby napić się wody ze studni, lub zrywaniem jabłek z okolicznych drzew. Z tego powodu niektórzy musieli biegiem wskakiwać do ruszającego już składu. Oczywiście jak już wspomniałem w tamtych rejonach pociąg nie osiągał zbyt wielkich prędkości. Po ponad dwu godzinnej podróży nasza spalinówka z paroma składami wtacza się na PKP Tarnobrzeg. Zauważamy także komitet powitalny złożony z milicji która prowadzi nas z buta na stadion. W około szaro nudno i głucho, a obecne bloki dopiero zaczynano budować. Wchodzimy trochę spóźnieni na mecz (nie było wtedy klatki). Sędzia wydawał dziwne werdykty więc rzucaliśmy w niego główkami słonecznika który można było kupić na obiekcie. Potem trochę przesadziliśmy z tym procederem i milicja się do nas przyburzyła. Ogólnie na meczu spokój, Siarki w młynie gdzieś tylu co nas. Po spotkaniu milicja odwozi nas "lodówkami" na PKP, gdzie siedzimy jakąś godzinę. Stacja w Tarnobrzegu była na nieco na uboczu miasta więc się nudziliśmy, do tego zaczynało się ściemniać. Siedzimy na ławkach przed PKP oraz na obrzeżach, wtem jeden od nas bardzo ale to bardzo głośno beknął sobie. Jakby tego było mało pozwolił sobie na lekką bekową dłuższą solówkę :) Wszyscy w śmiech, akurat w tym momencie przechodziła jakaś kobieta z obsługi PKP która mocno oburzyła się naszą "kulturą" co wzbudziło jeszcze większy śmiech. Chciała nam dopiec mówiąc, że śmierdzi jej tu oponami stomilowskimi (chodzi o zakład opon w Dębicy- obecnie "TC Dębica"). Trochę ją wyśmialiśmy mówiąc że zapomniała o tym że wjeżdżąjać do Tarnobrzega czuć za to zgniłe jaja :) (chodziło o byłą kopalnie odkrywkową siarki). Potem wsiadamy w osobówkę i jedziemy bez atrakcji do Dębicy. Gdy zrobiło się już całkiem ciemno, niektórzy z nudów rzucali kamieniami do okolicznych domów, w ramach rywalizacji kto rozwali szybę. Poszła jedna u drożniczki i babka wezwała psy, pociąg chwile stał, po czym potoczył się (dosłownym znaczenie) w dalszą podróż. W Mielcu jak makiem zasiał. Wyjazd dosyć ciekawy z dużą dawką "pato" która była w tamych czasach na porządku dziennym.
1993 VIII 22 Okocimski Brzesko – WISŁOKA
Z Dębicy bezpośrednim pociągiem do Brzeska jedzie około 100 osób. Poróżujemy osobówką, w Tarnowie jak makiem zasiał. Pogoda dopisywała więc wiara siedziała sobie przy otwarych drzwiach na stopniach. Oczywiście flaga wisi za oknem (co w tamych czasach było normą). Słońce przygrzewało więc niektórzy w alkoholowym amoku doznawali wariacji, z tego też powodu z ostatniego składu na tory ląduje gaśnica i wyrwany sedes. Próbowano też podpalić siedzenia ale tylko sie tliły. Choć prawdę mówiąc sprawcy niedoszłego czynu byli tak pijani że ledwo mogli utrzymać w odpowiedniej pozycji zapałkę :). W pociagu dochodziło też do gorszących sytuacji :) gdzie skini biegali za rumunami a ich toboły wyrzucali przez okna. W Brzesku oczekuje nas policja i prowadzi na stadion. Ponieważ na obiekcie meldujemy sie nie co wcześniej leżymy sobie na trwace (w sektorze). Wtem po niedługim czasie z drugiej strony dochodzą do nas jakieś obrażliwe okrzyki. Paru od nas mówi policji że "idzie się przejść" po czym udają się na drugą stronę i wchodzi w grupę ok. 20 - 30u miejscowych aby zlokalizować krzykaczy. Przyczyniają się tym samym do popłochu który ogarnął ich sektor. Jedni zaczęli uciekać a inni wzywać policje. Przybyła ona dosyć szybko i wyprowadziła naszych z ich sektora prowadząc do reszty. Podczas meczu nic się nie dzieje, miejscowych zupełnie olewamy nie interesując się tym co robią. Jak nas wyzywają, to się z nich śmiejemy i nagradzamy oklaskami. Przypominamy im także ze przed meczem nie byli tacy rozmowni. Wisłoka wygrywa i w dobrych nastrojach wracamy w eskorcie policji w stronę PKP. Tuż przed nią rozsiadamy się przy knajpie i pijemy sobie piwo w ogródku. Później przemieszczamy się na peron gdzie m.in. leżymy sobie na ławkach. Jest cisza i spokój, jednak nie trwała zbyt długo, gdyż z nieodległych chaszczy zaczęły dochodzić dziwne odgłosy. Jak się okazało miejscowi (w paru) byli schowani w... krzakach porzeczkowych i nas wyzywali. Choć nikomu nie chciało się za bardzo biegać za miejscowymi (był upalny wieczór), to jednak pare osób zdenerwowanych niecenzuralnymi odgłosami idzie w ich kierunku. Miejscowi widząc to oddalają się z miejsca, jednak nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to że skakali jak spłoszone jelenie po rabatkach :) Ubaw po pachy. Wsiadamy do pociągu i wracamy do Dębicy. W Tarnowie co już stawało się tradycją skinole od nas biegną na przydworcowe plany celem obicia przesiadująych tam cyganów. Także 5-6u od nas którzy wyszli przed PKP spotyka czterech starszych typów (nie wiadomo za kim byli). Dochodzi do walki na głównej ulicy, gdzie wkracza psiarnia. Wynik awantury ogólnie na naszą korzyść choć przerwany przez policję. Dalsza podróż do Dębicy bez przygód.
Foto oczywiście mocno old - schoolowe :)
http://oi51.tinypic.com/23racdg.jpg
http://oi53.tinypic.com/t8rsis.jpg
http://oi54.tinypic.com/5x4e3p.jpg
Za stary już jestem na internetowych bajarzy tworzących alternatywną rzeczywistość!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Spadam z tego forum!
Adminów proszę o usunięcie tego konta!
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
Górnik Wałbrzych - Śląsk Wrocław
http://www.youtube.com/watch?v=Ub2e6aQqrWw
http://www.youtube.com/watch?v=Ub2e6aQqrWw
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
W ktorym roku miala miejsce slynna sytuacja niebieskie Katowice wjechały na zbiórke gieksy i rozgonili ich wielu gieksiarzy zaliczylo ciezkie KO
a później oboje cieszą parcha jeżdżąc pod blokiem na rolkach w koszulkach hwdp z marihuaną + plują na Kościół
-
krecikgryf
- Posty: 268
- Rejestracja: 17.10.2008, 07:25
Re: CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA ....
No porażka. Do jednego nawet karetka przyjechała :) Tak byłem :)98/99 IV LIGA Gryf Wejcherowo - Zawisza Bydgoszcz P.P 12.8.1998
W pierwszej rundzie PP Zawisza trafił na Gryf Wejherowo. Do Wejherowa pojechało nas 32 osoby w większości ekipa młodzieżowa. Wiadomo było, że chuligani Arki będą się chcieli zrewanżować za obicie przez nas kiku arkowców spotkanych w pociągu w drodze powrotnej z Wrocławia, więc bylismy przygotowani na "przygody". Już w Bydgoszczy zaopatrzylismy się w różnego rodzaju sprzęt potrzebny do odparcia ewentualnego ataku. Nieoczekiwanie podróż minęła spokojnie i na ok. godzinę przed meczem byliśmy na stadionie. Mając dużo czasu postanowilismy sobie odpocząć i jak gdyby nigdy nic leżeliśmy sobie na sektorze. W pewnym momencie zza trybun wyłoniła się ok 30 osobowa, uzbrojona w kije ekipa arkowców. Atak nastąpił błyskawicznie, efektem czego kilku od nas załapało konkretne smary, straciliśmy 3 szaliki Zawiszy i jeden Polski.Porażka :)
