Garbarnia - Motor 18-05-2013
Swego czasu nie narzekaliśmy na brak okazji do wojażowania na Suche Stawy, oczywiście za sprawą meczów z Hutnikiem. Za każdym razem gdy pojawiła się do tego okazja, pojawiali się Motorowcy. Liczby jakie osiągaliśmy na tym sektorze gości bywały różne, bowiem był i specjał, ale czasem tylko jeden bus. Ostatni raz byliśmy tam 6 lat temu, 21 kwietnia 2007 roku, czyli jeszcze za czasów III ligi!
Na kolejny wyjazd do Krakowa, gdzie mecz rozgrywany był na stadionie Hutnika, tym razem wybraliśmy się w 180 osób wraz z przyjaciółmi (Chełmianka (22), Śląsk (9) i Górnik (5) WIELKIE DZIĘKI!). Warto zaznaczyć, że był to nasz trzeci mecz wyjazdowy w tej rundzie i póki co za każdym razem korzystaliśmy z innego środku transportu (do Łowicza ciuchcią, do Rzeszowa autami, zaś do Krakowa pojechaliśmy trzema autokarami). Podróż w pierwszą stronę przebiegała spokojnie, część towarzystwa nie wytrzymała i intensywnie raczyła się napojami wysokoprocentowymi. Niestety nie obyło się bez ogona, który tuż przed samym Krakowem nabrał jeszcze większych rozmiarów. Gdy już dojechaliśmy na miejsce mieliśmy około godziny do pierwszego gwizdka czarnucha. Po wyjściu z autokarów pierwsze co rzuciło się nam w oczy, to zmiana lokalizacji sektora gości, który znajduje się obecnie w zupełnie innej części stadionu.
Należy przyznać, że wchodzenie do klatki odbyło się szybko i sprawnie. Na miejscu przyozdobiliśmy płot pięcioma flagami: "Motorowcy", "Nieproszeni Goście", "Ultras", "Niech nas nienawidzą byle nas się bali" i małą Chełmianki- "Wojownicy Niedźwiedziego Grodu". Kilka słów poświęćmy "gospodarzom", którzy na płocie wywiesili trzy fany. Generalnie można traktować ich jako ciekawostkę, gdyż zaprezentowali typowo folklorystyczne klimaty. Kilkakrotnie garbate zgredy wznosiły okrzyki w asyście bębenka, ogólnie pacha. My natomiast staraliśmy się prowadzić doping przez całe 90 minut, nawet mimo fatalnej postawy grajków. Niestety tą porażką przybliżyli nas do III ligi (de facto IV). Niewątpliwie piłkarze taką postawą, nie są godni do zakładania żółto-biało-niebieskich strojów. Stąd też niech się teraz nie dziwią, że podczas meczu w ich kierunku padały hasła typu: "Co wy robicie, wy nasz Motorek hańbicie". Pytanie tylko, czy w ogóle się tym przejmą?
Kolejny raz w tej rundzie, część naszej eskapady pozostała pod stadionem, z powodu bojkotu, aż do momentu, kiedy klub spełni wszystkie postulaty. Tak więc przy autokarach pozostało 18 osób plus jeden zakazowicz Chełmianki. Oczywiście owa gromadka na wszelkie, możliwe sposoby umilała sobie ten wolny czas m.in. wspinając się po ściance, czy też grając "w nogę", piłką zabraną tamtejszym tubylcom. Zdjęcia z tych "atrakcji" również znajdują się w naszej fotorelacji.
Po zakończonym meczu okazało się, że jeden z autokarów złapał chwilową awarię, więc towarzystwo zostało przytrzymane w sektorze gości. W tym samym czasie, podokuczano jednej z ochroniarek płci żeńskiej. Po 30 minutach oczekiwania, wreszcie przywrócono do „żywych” trzeci z dyliżansów i można było ruszać w dalszą drogę. Niestety na powrocie nie obyło się bez uciążliwej eskorty. Nic też nadzwyczajnego, że wszystkie stacje benzynowe, które mijaliśmy pozamykano na czas naszego przejazdu. W tym miejscu należą się podziękowania dla kiboli Wisły Sandomierz, którzy pomogli nam zrobić zakupy. Do końca drogi panował dobry melanż, głównie z naszymi braćmi z Chełma. Co ciekawe jeden z nich, uznał, że najlepszym miejscem do odpoczynku jest bagażówka i bynajmniej nie był on zmęczony żadnymi używkami:). W Lublinie stawiliśmy się około 2.00 w nocy. Wyjazd należy uznać za udany. Szkoda tylko słabej liczby, gdyż spokojnie powinno było nas tam pojechać o jeden autokar więcej. Całe szczeście, że będą jeszcze okazje ku temu aby ten element poprawić. Zatem do zobaczenia na kolejnych wojażach! AVE MOTOR!