Ja nie dyskutuję z tym, kim się czuli, tylko z porównaniem sytuacji Lwowa, wcielonego do Korony w 1340, a cztery wieki później drugiego pod względem wielkości - po Gdańsku - polskiego miasta do sytuacji Górnego Śląska, czy to w kontekście autonomii, czy "niemieckości".puder1 pisze:Dobrze a Śląsk wtedy kiedy Lwów należał do Polski i był jak to ująłeś dużym ośrodkiem kulturalnym miał swoją autonomię, z własnym sejmikiem śląskim z własnym skarbem oraz własnym szkolnictwem. Autonomia śląska nie miała kompetencji jedynie w polityce zagranicznej i wojskowości. Więc czemu ludzie wtedy żyjący nie mogli czuć się Ślązakami a nie Polakami, wytłumacz mi?Foxx pisze:Puder -umknął Ci pewien szczegół. Przez długi czas najżywszymi polskimi ośrodkami kulturalnymi i naukowymi były Warszawa, Kraków, Wilno i Lwów. W ostatnim z tych miast wybuchło zwycięskie powstanie polskiej cywilnej młodzieży przeciwko ściągniętym regularnym oddziałom Ukraińskich Strzelców Siczowych będące inspiracją dla Powstania Warszawskiego. Zresztą polecam relację z wizyty:
http://zyleta.info/?p=3442
Taka to różnica.
Sytuacja jest symetryczna. To Ukraina wcześniej nie istniała jako państwo, a Lwów był twierdzą broniącą Polski przed kolejnymi najazdami ze wschodu. Tak też Górny Śląsk nie był państwem. Grupa etniczna to jedno, a naród to zupełnie coś innego. Nieprzypadkowo też w części Ukrainy należącej wcześniej do Polski (Galicja Wschodnia) panuje silne poczucie świadomości narodowej. Dalej na wschód już ruscy. Nawet Janukowycz musiał się nauczyć ukraińskiego... już po tym, jak został prezydentem. Różne formy autonomii są tradycją Rzeczypospolitej i o ile nie są zewnętrzną akcją w celu osłabienia Polski, nie mam z tym żadnego problemu.
Chodziło mi tylko o nietrafne porównanie z Kresami.
