Kod: Zaznacz cały
http://www.weszlo.com/news/7501-Artur_Szpilka_wyznania_bylego_chuliganaModeratorzy: Automoderation, Zorientowany, LechiaCHWM
Kod: Zaznacz cały
http://www.weszlo.com/news/7501-Artur_Szpilka_wyznania_bylego_chuliganatylko czekac az w Polsce ludzie wyjda na ulice ale ile jeszcze czekac? az paliwo bedzie po 10zł? a zarobki po 1300brutto? dlaczego Polacy nie moga sie zorganizowac nie za taka Polske nasi przodkowie walczyli zeby wjazac koniec z końcem !O.. pisze:Jak widać słowa gen. Petelickiego dość szybko znalazły potwierdzenie. Wprawdzie nie w Polsce, i nie w konflikcie zbrojnym, ale analogie każdy widzi.
Ryszard NiemiecAni Wisła nie była segmentem ZOMO, ani Cracovia nie pozostawała ofiarą systemu!
Na wstępie warto ustalić tak zwaną oczywistą oczywistość... Po to chociażby, aby odsiać ziarna prawdy od plotek, złośliwych pomówień i zwyczajnych kłamstw, a tym samym ustanowić na nowym poziomie kibicowski spór o wyższości moralnej zawartej w przeszłości najstarszych polskich klubów.
Debata na ten temat dostała ostrogę w postaci stanowiska Klubu Zasłużonego Piłkarza Krakowa, domagającego się od administracji stadionu Cracovii zaprzestania rozpowszechniania utworu muzycznego Macieja Maleńczuka, uznawanego za aktualny hymn tego klubu. Petycja, pod którą podpisali się byli znakomici zawodnicy, zarówno wiślacy, jak pasiaki (m.in. Henryk i Zbigniew Stroniarzowie, Andrzej Mikołajczyk, Janusz Sputo, Arkadiusz i Dominik Kubikowie, Mieczysław Kolasa, Adam Musiał, Henryk Maculewicz, Ryszard i Artur Sarnat, Ryszard Budka, Ireneusz Adamus, Kazimierz Kościelny, Marek Kusto, Andrzej Sykta). Sygnatariusze apelu zwracają uwagę na niezwykle prowokacyjny fragment tekstu Maleńczuka, w którym zawarta jest sugestia o milicyjnej przeszłości Wisły ("nigdy nie zejdę na psy!”).
Jak uczy paroletnie doświadczenie, wykonywane przez kibiców Cracovii wersy hymnu, budzą aurę nienawiści, pogardy i wrogiego amoku do konkurencji z drugiej strony Błoń. Na twarzach najbardziej nobliwych starszych panów pojawia się iście apopleksyjna, negatywna emocja, w żadnym razie nie przystająca do ducha rywalizacji opisanego w dżentelmeńskich zasadach fair play. Po wykonaniu owej rozgrzewającej uwertury wokalnej, jest tylko krok do chóralnego wezwania „jebania Wisły”, przechodzącego w wytykanie rywalowi statusu „starej ....y”...
Grono wybitnych zawodników, pamiętających czasy iście romantycznych relacji miedzykibicowskich uznało, że emitowana przez stadionowe gigantofony pieśń nie ucierpiałaby na swych walorach poetyckich i muzycznych, gdyby zamiast inkryminowanych wersów wstawić treści niejątrzące. Dalej idąca sugestia zakłada po prostu zaprzestanie wykonywania utworu bez tej finałowej zwrotki... Jak dotąd, oficjalne pismo skierowane do władz Cracovii nie spotkało się z żadną reakcją, natomiast indagowany na okoliczność podobnych żądań pod swoim, autorskim adresem Maciej Maleńczuk, nie wyobraża sobie jakichkolwiek ingerencji w lity tekst hymnu. Milczy również Wydział Dyscypliny i kolejni delegaci PZPN na mecze przy ulicy Kałuży. Budzenie i grzanie nienawiści trwa w najlepsze, przy nieukrywanej, faryzejskiej satysfakcji sterników Cracovii. Przerywane jest one na krótko, jedynie wtedy, gdy z kibolskich, krwawych porachunków, wyłoni się kolejna śmiertelna ofiara, a nowa trumna powędruje do piachu nakryta szalikiem w pasy...
Kraków żyje od politycznego przełomu 1989 roku w zafałszowanym opisie przedwojennej i powojennej historii obu klubów. Ten pierwszy animuje już jedynie przedstawicieli pokolenia odchodzącego, nie mającego wpływu na to, co się dzieje na stadionach, ulicach i murach Krakowa. Istotą sporu jest natomiast sytuacja Wisły i Cracovii po roku 1949, czyli w czasach realizowania sowieckiego modelu organizacji sportu w naszym kraju. Obowiązuje w tej kwestii silny stereotyp o Wiśle, jako beneficjencie i pupilku władzy ludowej, której przez cztery dekady nie brakowało do szczęścia ptasiego mleka, i o Cracovii jako wiecznego pariasa, z perfidią prześladowanego, utrącanego sportowo i materialnie.
Ukoronowaniem tak krzywdzącego układu miał być finałowy turniej o Puchar Polski w koszykówce w roku 1952. Po porażce w derbowym meczu działacze ówczesnej Gwardii przy pomocy funkcjonariuszy UB sterroryzowali sędziów, którzy fałszując w nocy protokół, na drugi dzień nakazali powtórkę zawodów. Ten niewątpliwie prawdziwy incydent, ewidentnie polegał na nadużyciu przez instytucję, której wszechwładza zaciążyła nad pierwszą dekadą powojnia. Stał się symbolem, a jego wymowa w miarę upływu lat wzmagała status Cracovii jako męczennika. Gwoli historycznej sprawiedliwości należy zauważyć, że gwardyjskość Wisły nigdy nie obezwładniła tradycji klubu cywilnego! Tu, w Krakowie, nie mogło dojść i nie doszło do kompletnego zawładnięcia jej struktur przez aparat MO i SB. Działacze spoza budynków przy Placu Szczepańskim i Mogilskiej nie dali się zmajoryzować, a w niektórych sekcjach wręcz dominowali. Tacy ludzie jak profesorowie Jan Janowski, Andrzej Sadok, że wymienię tych dwóch spośród licznego grona pracowników nauki AGH, Stanisław Voigt, Zygmunt Jaśko, Józef Kossobudzki-Orłowski (powstaniec warszawski!), mecenas Kosek i wielu, wielu innych, zrobili wszystko, by z Wisły nie powstała prosta replika Dynama Moskwa, czy Tbilisi.
Z mojego zawodniczego doświadczenia zapamiętałem inicjatywy ówczesnego wiceprezesa Wisły, wspomnianego Jana Janowskiego. Polegały na organizacji nieoficjalnych spotkań towarzyskich zawodników krakowskich klubów ligowych w baskecie. Mówiło się w nich o ocieplaniu i cywilizowaniu rywalizacji na parkiecie i poza nim. Na przestrzeni lat minionych parokrotnie mieliśmy do czynienia z ewidentnie pomocowymi, piłkarskimi transferami z Wisły do Cracovii. Tak było, kiedy na drugą stronę Błoń przenosił się Zdzisław Mordarski, Janusz Surowiec, Krzysztof Gacek, Marek Holocher, a nawet Kameruńczyk Guy Armand Foutchine... Ten ostatni, wypożyczony z Wisły, pozostawał na jej utrzymaniu, ze względu na pustki w kasie pasiaków.
Wbrew opisywanemu tu stereotypowi, to nie Wisła bynajmniej okazała się nadgorliwością w publicznym popieraniu posunięć władzy ludowej w polityce wewnętrznej czy zewnętrznej. Oto już w roku 1949 piłkarze mistrzowskiej Cracovii: kapitan drużyny Edward Jabłoński i bramkarz Henryk Rybicki, publicznie, na łamach Gazety Krakowskiej skrytykowali antypolską politykę Watykanu („gdzie był papież, kiedy w Oświęcimiu ginęli polscy księża?...”). Utarło się, że niepowodzenia piłkarzy pasiaków po roku 1954 to efekt odgórnej niechęci wobec nich... Tymczasem na samej górze drabiny politycznej przez ćwierćwiecze siedział nie kto inny, jeno wielki kibic Cracovii, premier PRL-owskich rządów, Józef Cyrankiewicz! Do niego jeździły delegacje z prośbą o skuteczne wpłynięcie na ówczesnego ministra sportu Reczka - trzeba trafu, wielkiego miłośnika pasów - aby ten ruszył dotacyjną kieszenią. I ruszał, a jakże, kiedy należało...
A, że po Październiku 1956, na fali tak zwanej odnowy życia politycznego, Cracovia usiłowała wymusić na delegatach powrót do ekstraklasy na zasadzie uchwały zjazdu PZPN, błyskawicznie zakwalifikowano to jako jeszcze jedną krzywdę wołającą o pomstę do nieba. Na realnej natomiast pretensji oparta jest krzywda Wisły z sezonu 1951. Wiadomo było, że jako mistrz z dwu poprzednich sezonów pozostaje ewidentnym faworytem rozgrywek, więc aby ją utrącić, uchwalono w PZPN, że tytuł mistrzowski w tym roku dostanie zwycięzca rozgrywek pucharowych (w tym przypadku Ruch Chorzów).
Wiem, że to co piszę, nie mieści się w obowiązującym kanonie poprawności politycznej, aliści musi być ona pominięta, jeśli chcemy z czasem doprowadzić do pokoju bożego między zwolennikami obu klubów, zwaśnionych bez głębszych przyczyn. Niedawno dokonywałem kwerendy krakowskich dzienników z lat minionych. Za każdym spadkiem Cracovii z I lub II ligi, odnajdywałem informację prasową o posiedzeniach partyjnych gremiów, wojewódzkiego, miejskiego, dzielnicowego, których tematem były formy pomocy dla zasłużonego klubu! Podsumowując... Ani Wisła nie była segmentem ZOMO, ani Cracovia nie pozostawała ofiarą systemu, co warto zapamiętać raz na zawsze!
http://bleacherreport.com/Stadion Wisły wśród "piekieł" światowego futbolu
O Wiśle może być wkrótce głośno za sprawą awansu do Ligi Mistrzów. Ale jej kibice dali się już poznać za granicą. W rankingu 15 stadionów, które są najmniej przyjaznym miejscem dla ekip przyjezdnych, znalazł się również obiekt mistrza Polski. Ale powód umieszczenia go chluby nie przynosi.
Stadion Miejski w Krakowie znalazł się wśród 15 obiektów w rankingu sporządzonym przez "Bleacher Report". Powód? "Każdy, kto był na tym stadionie, może odczuć jego magię" - piszą autorzy raportu. Jednak zwracają oni również uwagę, że o stadionie i kibicach głośno jest też z innego względu. Z konfliktem na linii Wisła - Cracovia związana jest "jedna z najwyższych na świecie liczba ofiar śmiertelnych". Kraków nazwany jest przez autorów "miastem noży". "Futbol to nie żart dla polskich kibiców i dlatego stadion Wisły jest naprawdę wrogim miejscem, nie tylko dla ekip przyjezdnych, jak i jej fanów" - podkreślają.
Stadion Wisły znalazł się w gronie innych klubów, często przewyższających mistrza Polski sławą w Europie. W rankingu został wymieniony obiekt Stoke City - Britannia Stadium ("najgłośniejsi fani w Premier League i prawdopodobnie w ogóle na Wyspach"), Crveny Zvezdy - Marakana, Feyenoordu Rotterdam - De Kuip (zginął tam fan Ajaksu w 1997 r.), PAOK Saloniki - Stadion Toumba ("nieodłączne race towarzyszą każdemu spotkaniu w licznie wysokiej nawet jak na warunki greckie"), Galatasaray Stambuł - Türk Telekom Arena, Newcastle United - St. James' Park czy Glasgow Rangers - Ibrox i Celtiku - Parkhead.
Nie brakuje również obiektów takich jak Estadio Santiago Bernabeu ("wrogość fanów daje się odczuć szczególnie podczas spotkań z Barceloną") i Camp Nou ("największy stadion w Europie"). W zestawieniu jest także Anfield Road Liverpoolu (na fanów pozytywnie miało podziałać objęcie stanowiska menedżera przez legendę klubu, Kenny'ego Dalglisha) i San Siro (autorzy przywołują słowa Sir Aleksa Fergusona, który przyznał, że był w szoku podczas jednego z meczów - atmosfera była niewiarygodna).
Również polscy piłkarze mogą grać przed fantastyczną publicznością. W zestawieniu znalazło się miejsce dla Westfalenstadion (Signal Iduna Park) Borussii Dortmund. Natomiast jedynym obiektem spoza Europy, który został wyróżniony, jest La Bombanera Boca Juniors.
źródło : epoznan.plZdewastowano auto kibica Lecha Poznań we Wrocławiu
Przez minikoszulkę Lecha Poznań na przedniej szybie samochodu i szalik z napisem Kolejorz na tylnej szybie, pojazd poznaniaka został zdewastowany w centrum Wrocławia.
Do skandalicznego incydentu doszło w sobotę w centrum Wrocławia. Poznaniak przyjechał odwiedzić znajomych i postanowił zaparkować samochód blisko Rynku, na skrzyżowaniu ul. Kuźniczej i Kotlarskiej. Gdy po około godzinie wrócił na miejsce postoju zobaczył zaskakujący widok.
Nieznany sprawca oblał ketchupem i kefirem pojazd. Na dachu samochodu napisał „Śląsk”, a za wycieraczkę wsadził opakowanie po ketchupie i kefirze oraz psie odchody.
- Natychmiast zadzwoniłem na policję pod numerem 997, ale odezwał się automat informujący o tym, że rozmowa będzie nagrywana. Nikt się nie zgłaszał. Zadzwoniłem zatem na numer 112 i dokładnie to samo. Przez ponad pół godziny próbowałem dodzwonić się na zmianę na oba te numery - relacjonuje portalowi epoznan.pl pan Michał.
Gdy już udało mu się połączyć z dyżurnym policji, uzyskał informację, że ma zgłosić się do najbliższego komisariatu policji. Pan Michał poinformował dyżurnego, że nie może ruszyć pojazdu, gdyż cała szyba jest zalana. - Dostałem informację, że w takim razie mam czekać dwie godziny na przyjazd policji - mówi pan Michał, który postanowił zrezygnować z takiej pomocy i udał się do myjni.
Samochód musiał być czyszczony dwa razy. - Poznaniacy wybierający się samochodami do Wrocławia muszą uważać gdzie parkują i chować lokalne symbole - ostrzega pan Michał. Najbardziej zaskoczony był postawą policji na 10 miesięcy przed Euro 2012 i meczami Śląska Wrocław w eliminacjach Ligi Europy.
Portal epoznan.pl postanowił sprawdzić, czy może tego feralnego dnia nie wystąpiła awaria numeru alarmowego we Wrocławiu. - Numery alarmowe 997 i 112 były tego dnia sprawne, nie posiadamy informacji o awarii, która mogła wystąpić w momencie zdarzenia. Natomiast ilość funkcjonariuszy patrolujących ten rejon miasta była odpowiednia - powiedziała asp. Magdalena Kruaze z KWP we Wrocławiu. Naszej redakcji udało się ustalić, że w miejscu zdarzenia występuje awaria miejskiego monitoringu i dyżurny nie mógł zobaczyć sprawcę, a następnie skierować w to miejsce patrole.
Przypomnijmy, że skandaliczny incydent z soboty to kolejny przejaw chuligańskiego zachowania kibiców Śląska Wrocław. W marcu na ul. Rogowskiej we Wrocławiu grupka nieznanych dotąd bandytów zaatakowała poznaniaków, którzy w rozgrywanym tam turniej trampkarzy dopingowali swoje dzieci. Powodem agresji miały być koszulki z napisem „Lech 2001” (rocznik dzieci).
Z tą "piekielną" atmosferą na stadionach Realu, Barcy i klubów z wysp to chyba jakiś żart.jsel2 pisze:http://bleacherreport.com/Stadion Wisły wśród "piekieł" światowego futbolu
O Wiśle może być wkrótce głośno za sprawą awansu do Ligi Mistrzów. Ale jej kibice dali się już poznać za granicą. W rankingu 15 stadionów, które są najmniej przyjaznym miejscem dla ekip przyjezdnych, znalazł się również obiekt mistrza Polski. Ale powód umieszczenia go chluby nie przynosi.
Stadion Miejski w Krakowie znalazł się wśród 15 obiektów w rankingu sporządzonym przez "Bleacher Report". Powód? "Każdy, kto był na tym stadionie, może odczuć jego magię" - piszą autorzy raportu. Jednak zwracają oni również uwagę, że o stadionie i kibicach głośno jest też z innego względu. Z konfliktem na linii Wisła - Cracovia związana jest "jedna z najwyższych na świecie liczba ofiar śmiertelnych". Kraków nazwany jest przez autorów "miastem noży". "Futbol to nie żart dla polskich kibiców i dlatego stadion Wisły jest naprawdę wrogim miejscem, nie tylko dla ekip przyjezdnych, jak i jej fanów" - podkreślają.
Stadion Wisły znalazł się w gronie innych klubów, często przewyższających mistrza Polski sławą w Europie. W rankingu został wymieniony obiekt Stoke City - Britannia Stadium ("najgłośniejsi fani w Premier League i prawdopodobnie w ogóle na Wyspach"), Crveny Zvezdy - Marakana, Feyenoordu Rotterdam - De Kuip (zginął tam fan Ajaksu w 1997 r.), PAOK Saloniki - Stadion Toumba ("nieodłączne race towarzyszą każdemu spotkaniu w licznie wysokiej nawet jak na warunki greckie"), Galatasaray Stambuł - Türk Telekom Arena, Newcastle United - St. James' Park czy Glasgow Rangers - Ibrox i Celtiku - Parkhead.
Nie brakuje również obiektów takich jak Estadio Santiago Bernabeu ("wrogość fanów daje się odczuć szczególnie podczas spotkań z Barceloną") i Camp Nou ("największy stadion w Europie"). W zestawieniu jest także Anfield Road Liverpoolu (na fanów pozytywnie miało podziałać objęcie stanowiska menedżera przez legendę klubu, Kenny'ego Dalglisha) i San Siro (autorzy przywołują słowa Sir Aleksa Fergusona, który przyznał, że był w szoku podczas jednego z meczów - atmosfera była niewiarygodna).
Również polscy piłkarze mogą grać przed fantastyczną publicznością. W zestawieniu znalazło się miejsce dla Westfalenstadion (Signal Iduna Park) Borussii Dortmund. Natomiast jedynym obiektem spoza Europy, który został wyróżniony, jest La Bombanera Boca Juniors.
No to jest cały artykuł. Jestem w szoku. Brawo dla nich :D Ale to jeszcze nie powód by nabijać im wyświetlenia :DEkstraklasa. Kibice Górnika pomagali ofiarom katastrofy
Kibice Górnika Zabrze, którzy podróżowali do Warszawy na mecz z Legią, pomagali ofiarom katastrofy kolejowej koło Piotrkowa Trybunalskiego. Fani z "Torcidy" opuścili swój pociąg, który stanął w pobliżu miejsca wypadku, a po udzieleniu pomocy ruszyli w drogę powrotną na Śląsk.
W piątkowym wypadku kolejowym zginęła jedna osoba, a ponad 70 zostało rannych. Pociąg wykoleił się - najprawdopodobniej z powodu zbyt dużej prędkości. - Nie wiedzieliśmy co się dzieje, nagle pociąg stanął na dłuższą chwilę. Któryś z chłopaków wyjaśnił nam przez megafon, że był wypadek i potrzeba rąk do pomocy - relacjonuje kibic Górnika.
- Nie mogliśmy przejść obok tego obojętnie. Wysiedliśmy i zaczęliśmy pomagać tym ludziom - dodał członek Stowarzyszenia Kibiców Górnika Zabrze cytowany przez zpierwszejpilki.com.pl. Zabrzanie nie dotrali do Warszawy, gdyż ruch kolejowy w kierunku stolicy był zablokowany.
Podczas przerwy meczu w Warszawie, spiker zawodów poinformował o przyczynach nieobecności najbardziej zagorzałych kibiców Górnika. Nagrodzone to zostało owacją zgromadzonych na stadionie fanów obu zespołów.
Ja również sprostuję...oxford00 pisze:Nie ma stricte odpowiedniego tematu więc najlepiej tu, żeby uciąć niektóre propagandy
O Wiśle i Cracovii w czasach komunizmu
Ryszard NiemiecAni Wisła nie była segmentem ZOMO, ani Cracovia nie pozostawała ofiarą systemu!
Na wstępie warto ustalić tak zwaną oczywistą oczywistość... Po to chociażby, aby odsiać ziarna prawdy od plotek, złośliwych pomówień i zwyczajnych kłamstw, a tym samym ustanowić na nowym poziomie kibicowski spór o wyższości moralnej zawartej w przeszłości najstarszych polskich klubów.
Debata na ten temat dostała ostrogę w postaci stanowiska Klubu Zasłużonego Piłkarza Krakowa, domagającego się od administracji stadionu Cracovii zaprzestania rozpowszechniania utworu muzycznego Macieja Maleńczuka, uznawanego za aktualny hymn tego klubu. Petycja, pod którą podpisali się byli znakomici zawodnicy, zarówno wiślacy, jak pasiaki (m.in. Henryk i Zbigniew Stroniarzowie, Andrzej Mikołajczyk, Janusz Sputo, Arkadiusz i Dominik Kubikowie, Mieczysław Kolasa, Adam Musiał, Henryk Maculewicz, Ryszard i Artur Sarnat, Ryszard Budka, Ireneusz Adamus, Kazimierz Kościelny, Marek Kusto, Andrzej Sykta). Sygnatariusze apelu zwracają uwagę na niezwykle prowokacyjny fragment tekstu Maleńczuka, w którym zawarta jest sugestia o milicyjnej przeszłości Wisły ("nigdy nie zejdę na psy!”).
Jak uczy paroletnie doświadczenie, wykonywane przez kibiców Cracovii wersy hymnu, budzą aurę nienawiści, pogardy i wrogiego amoku do konkurencji z drugiej strony Błoń. Na twarzach najbardziej nobliwych starszych panów pojawia się iście apopleksyjna, negatywna emocja, w żadnym razie nie przystająca do ducha rywalizacji opisanego w dżentelmeńskich zasadach fair play. Po wykonaniu owej rozgrzewającej uwertury wokalnej, jest tylko krok do chóralnego wezwania „jebania Wisły”, przechodzącego w wytykanie rywalowi statusu „starej ....y”...
Grono wybitnych zawodników, pamiętających czasy iście romantycznych relacji miedzykibicowskich uznało, że emitowana przez stadionowe gigantofony pieśń nie ucierpiałaby na swych walorach poetyckich i muzycznych, gdyby zamiast inkryminowanych wersów wstawić treści niejątrzące. Dalej idąca sugestia zakłada po prostu zaprzestanie wykonywania utworu bez tej finałowej zwrotki... Jak dotąd, oficjalne pismo skierowane do władz Cracovii nie spotkało się z żadną reakcją, natomiast indagowany na okoliczność podobnych żądań pod swoim, autorskim adresem Maciej Maleńczuk, nie wyobraża sobie jakichkolwiek ingerencji w lity tekst hymnu. Milczy również Wydział Dyscypliny i kolejni delegaci PZPN na mecze przy ulicy Kałuży. Budzenie i grzanie nienawiści trwa w najlepsze, przy nieukrywanej, faryzejskiej satysfakcji sterników Cracovii. Przerywane jest one na krótko, jedynie wtedy, gdy z kibolskich, krwawych porachunków, wyłoni się kolejna śmiertelna ofiara, a nowa trumna powędruje do piachu nakryta szalikiem w pasy...
Kraków żyje od politycznego przełomu 1989 roku w zafałszowanym opisie przedwojennej i powojennej historii obu klubów. Ten pierwszy animuje już jedynie przedstawicieli pokolenia odchodzącego, nie mającego wpływu na to, co się dzieje na stadionach, ulicach i murach Krakowa. Istotą sporu jest natomiast sytuacja Wisły i Cracovii po roku 1949, czyli w czasach realizowania sowieckiego modelu organizacji sportu w naszym kraju. Obowiązuje w tej kwestii silny stereotyp o Wiśle, jako beneficjencie i pupilku władzy ludowej, której przez cztery dekady nie brakowało do szczęścia ptasiego mleka, i o Cracovii jako wiecznego pariasa, z perfidią prześladowanego, utrącanego sportowo i materialnie.
Ukoronowaniem tak krzywdzącego układu miał być finałowy turniej o Puchar Polski w koszykówce w roku 1952. Po porażce w derbowym meczu działacze ówczesnej Gwardii przy pomocy funkcjonariuszy UB sterroryzowali sędziów, którzy fałszując w nocy protokół, na drugi dzień nakazali powtórkę zawodów. Ten niewątpliwie prawdziwy incydent, ewidentnie polegał na nadużyciu przez instytucję, której wszechwładza zaciążyła nad pierwszą dekadą powojnia. Stał się symbolem, a jego wymowa w miarę upływu lat wzmagała status Cracovii jako męczennika. Gwoli historycznej sprawiedliwości należy zauważyć, że gwardyjskość Wisły nigdy nie obezwładniła tradycji klubu cywilnego! Tu, w Krakowie, nie mogło dojść i nie doszło do kompletnego zawładnięcia jej struktur przez aparat MO i SB. Działacze spoza budynków przy Placu Szczepańskim i Mogilskiej nie dali się zmajoryzować, a w niektórych sekcjach wręcz dominowali. Tacy ludzie jak profesorowie Jan Janowski, Andrzej Sadok, że wymienię tych dwóch spośród licznego grona pracowników nauki AGH, Stanisław Voigt, Zygmunt Jaśko, Józef Kossobudzki-Orłowski (powstaniec warszawski!), mecenas Kosek i wielu, wielu innych, zrobili wszystko, by z Wisły nie powstała prosta replika Dynama Moskwa, czy Tbilisi.
Z mojego zawodniczego doświadczenia zapamiętałem inicjatywy ówczesnego wiceprezesa Wisły, wspomnianego Jana Janowskiego. Polegały na organizacji nieoficjalnych spotkań towarzyskich zawodników krakowskich klubów ligowych w baskecie. Mówiło się w nich o ocieplaniu i cywilizowaniu rywalizacji na parkiecie i poza nim. Na przestrzeni lat minionych parokrotnie mieliśmy do czynienia z ewidentnie pomocowymi, piłkarskimi transferami z Wisły do Cracovii. Tak było, kiedy na drugą stronę Błoń przenosił się Zdzisław Mordarski, Janusz Surowiec, Krzysztof Gacek, Marek Holocher, a nawet Kameruńczyk Guy Armand Foutchine... Ten ostatni, wypożyczony z Wisły, pozostawał na jej utrzymaniu, ze względu na pustki w kasie pasiaków.
Wbrew opisywanemu tu stereotypowi, to nie Wisła bynajmniej okazała się nadgorliwością w publicznym popieraniu posunięć władzy ludowej w polityce wewnętrznej czy zewnętrznej. Oto już w roku 1949 piłkarze mistrzowskiej Cracovii: kapitan drużyny Edward Jabłoński i bramkarz Henryk Rybicki, publicznie, na łamach Gazety Krakowskiej skrytykowali antypolską politykę Watykanu („gdzie był papież, kiedy w Oświęcimiu ginęli polscy księża?...”). Utarło się, że niepowodzenia piłkarzy pasiaków po roku 1954 to efekt odgórnej niechęci wobec nich... Tymczasem na samej górze drabiny politycznej przez ćwierćwiecze siedział nie kto inny, jeno wielki kibic Cracovii, premier PRL-owskich rządów, Józef Cyrankiewicz! Do niego jeździły delegacje z prośbą o skuteczne wpłynięcie na ówczesnego ministra sportu Reczka - trzeba trafu, wielkiego miłośnika pasów - aby ten ruszył dotacyjną kieszenią. I ruszał, a jakże, kiedy należało...
A, że po Październiku 1956, na fali tak zwanej odnowy życia politycznego, Cracovia usiłowała wymusić na delegatach powrót do ekstraklasy na zasadzie uchwały zjazdu PZPN, błyskawicznie zakwalifikowano to jako jeszcze jedną krzywdę wołającą o pomstę do nieba. Na realnej natomiast pretensji oparta jest krzywda Wisły z sezonu 1951. Wiadomo było, że jako mistrz z dwu poprzednich sezonów pozostaje ewidentnym faworytem rozgrywek, więc aby ją utrącić, uchwalono w PZPN, że tytuł mistrzowski w tym roku dostanie zwycięzca rozgrywek pucharowych (w tym przypadku Ruch Chorzów).
Wiem, że to co piszę, nie mieści się w obowiązującym kanonie poprawności politycznej, aliści musi być ona pominięta, jeśli chcemy z czasem doprowadzić do pokoju bożego między zwolennikami obu klubów, zwaśnionych bez głębszych przyczyn. Niedawno dokonywałem kwerendy krakowskich dzienników z lat minionych. Za każdym spadkiem Cracovii z I lub II ligi, odnajdywałem informację prasową o posiedzeniach partyjnych gremiów, wojewódzkiego, miejskiego, dzielnicowego, których tematem były formy pomocy dla zasłużonego klubu! Podsumowując... Ani Wisła nie była segmentem ZOMO, ani Cracovia nie pozostawała ofiarą systemu, co warto zapamiętać raz na zawsze!
25-letni dębiczanin stanie przed sądem za nieobyczajny wybryk. W trakcie niedzielnego meczu Igloopolu Dębica z Rzemieślnikiem Pilzno kibol ściągnął spodnie i pokazał pośladki.
Mecz był rozgrywany w Pilźnie. Tuż po jego zakończeniu jeden z szalikowców Igloopolu - jak informuje policja - "prowokacyjnie opuścił spodnie i obnażył pośladki". Zdaniem policji 25-latek chciał "sprowokować miejscowych kibiców". Po incydencie został zatrzymany.
- Początkowo mężczyzna nie chciał podać swoich danych osobowych, potem podał fałszywe nazwisko, ale wiedzieliśmy, że nie jest tą osobą, za którą się podaje. Okazało się również, że przy sobie miał dowód osobisty - mówi Waldemar Mytkoś z dębickiej policji.
Szalikowiec Igloopolu usłyszał zarzut nieobyczajnego wybryku. Przed sądem odpowie także odmowę podania swoich personaliów, a także za wprowadzenie w błąd policjanta w trakcie legitymowania.
http://www.gornik.zabrze.pl/page.php?id=18378&a=morePoseł Tadeusz Wita 18 sierpnia podczas 98. posiedzenia sejmu wygłosił oświadczenie następującej treści:
"Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Swoje oświadczenie wygłaszam w porozumieniu z posłem Grzegorzem Janikiem, którego tak samo jak kibiców ROW-u Rybnik cieszy postawa kibiców Górnika Zabrze. Wysoka Izbo! Prawda jest wartością, o którą walczy wielu, ale nie zawsze większość. Zdarza się, że obrońców prawdy jest naprawdę mało. Tak się właśnie dzieje w przypadku kibiców piłkarskich.
Dzięki kampanii medialnej prowadzonej przez rząd na czele z samym premierem powstał jednolity obraz kibica, chuligana i bandyty. Posłuszne media sprzyjające w swej większości rządowi narzuciły ten negatywny obraz społeczeństwu. Trzeba się bardzo starać, żeby znaleźć informację o akcjach charytatywnych czy patriotycznych, które organizują kibice. Zaprzyjaźnione z rządem media pewnie uwierzyły, że kibice mogą obalić rząd i z tego powodu nie chcą zauważyć niczego dobrego po stronie kibiców. Taka sytuacja ma miejsce również w stosunku do kibiców Górnika Zabrze, którzy z dużym poświęceniem i zaangażowaniem włączyli się w akcję ratunkową po katastrofie kolejowej pod Piotrkowem Trybunalskim. Informację o tym zauważyli tylko najbardziej bystrzy obserwatorzy. Zaledwie dwa portale internetowe opisały sytuację szerzej. Te portale internetowe poinformowały, że kibice Górnika jadący na mecz do Warszawy zrezygnowali z dalszej podróży, kiedy ich pociąg zatrzymał się w miejscu katastrofy. Z pełnym zaangażowaniem pospieszyli na pomoc poszkodowanym. Dzięki pomocy fanów Górnika poszkodowani bardzo szybko trafili pod opiekę lekarzy. Dla rannych i poobijanych pasażerów wyciągnięte pomocne dłonie, ręce dźwigające ich bagaże były ogromnym wsparciem.
Zabrzańscy kibice ostatecznie nie dotarli do stolicy. Po opanowaniu sytuacji kibice wrócili do Zabrza. Kiedy jednak na stadionie Legii spiker w przerwie meczu poinformował o akcji kibiców Górnika, kibice Legii odpowiedzieli brawami. Również na forach internetowych pełno jest wyrazów uznania, które spływają z całej Polski. Również zarząd Górnika Zabrze podziękował swoim kibicom. W takiej oto sytuacji chciałbym w polskim Sejmie powiedzieć, że jestem dumny z zabrzańskich kibiców, jestem dumny, że mieszkam w Zabrzu i od lat dziecięcych jestem kibicem Górnika Zabrze. Dziękuję bardzo kibicom Górnika."
gazetakrakowska pisze:Kibice cypryjskiej drużyny APOEL Nikozja podczas wizyty w Muzeum Auschwitz-Birkenau zrobili zdjęcia swoich klubowych szalików zawieszonych tuż przy piecach krematoryjnych. Pokaz fotografii zamieszczony w serwisie YouTube opatrzyli muzyką wychwalającą SS.
Kibice przyjechali do Krakowa w ubiegłym tygodniu na pierwszy mecz czwartej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów. Ich drużyna przegrała z Wisłą Kraków 1:0. Podczas wizyty w Małopolsce kibice odwiedzili też muzeum w Oświęcimiu.
O skandalicznym zachowaniu gości władze muzeum dowiedziały się z mediów. Nikt z pracowników placówki nie zauważył przedtem niczego niepokojącego.
- Gdyby mieli jakiekolwiek widoczne symbole nazistowskie, nie zostaliby wpuszczeni. Nie jesteśmy jednak w stanie kontrolować zdjęć, jakie robią na terenie muzeum zwiedzający - mówi Jarosław Mansfelt, rzecznik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. - Takie zachowanie świadczy o totalnej ignorancji lub głupocie. Na szczęście to znikome zachowania wśród 1,5 miliona osób, które w ciągu roku odwiedzają naszą placówkę - dodaje.
Sprawa oburzającego filmu szerokim echem odbiła się w cypryjskich mediach. Na portalu anglojęzycznej gazety lokalnej famagusta-gazette.com dziennikarze piszą o wstydzie za piłkarskich fanów. Część kibiców drużyny APOEL znana jest z poglądów nazistowskich, które niejednokrotnie prezentowowali na meczach.
Bardzo dobrze powiedziane !! Więc wszyscy już powinni wiedzieć na kogo głosować, a czas pokaże jak naprawdę będzie.konkwista pisze:od 4 min http://www.youtube.com/watch?v=fxZEAcVK ... re=related
Tylko Janusz Korwin Mikke
GóWnoRosyjska gazeta "Izwiestia" tłumaczy niewpuszczenie kilkudziesięciu osób z Polski jadących na mecz Spartak - Legia (2:3) tym, że byli na liście piłkarskich chuliganów prowadzonej przez Interpol. Część zawrócono też bo wieźli na mecz materiały pirotechniczne.
W czwartkowy wieczór do Moskwy wybierało się kilkaset osób z Warszawy, ale większość z nich zostało zatrzymanych na granicy łotewsko-rosyjskiej. Procedury sprawdzania na granicy trwały ponad dziesięć godzin. Większość osób zawróciła, gdy okazało się, że nie dojadą na mecz. Jak tłumaczyli przedstawiciele stowarzyszenia kibiców, Rosjanie nie podali powodu takiego postępowania.
Według rosyjskiej gazety powód był. "84 fanów Legii jadących do Moskwy było na liście piłkarskich chuliganów prowadzonej przez Interpol. Nie pozwolono im wjechać na teren Rosji. W dodatku przy 18 Polakach znaleziono materiały pirotechniczne, które chcieli użyć podczas meczu" - pisze dziennik "Izwiestia".
Ostatecznie na Łużnikach zasiadło mniej niż setka przyjezdnych z Polski. Legia wygrała 3:2 (w pierwszym meczu było 2:2) i awansowaął do fazy grupowej Ligi Europejskiej.