




Moderatorzy: Automoderation, Zorientowany, LechiaCHWM
PAP / policjaPseudokibice handlowali i przemycali narkotyki
Policjanci z CBŚ, wspólnie z kryminalnymi z komendy wojewódzkiej w Krakowie, zatrzymali kolejnych członków zorganizowanej grupy przestępczej, wywodzącej się z młodzieżowych bojówek jednego z klubów piłkarskich, zajmującej się handlem i przemytem narkotyków. W ich ręce wpadł najpierw jeden z przywódców gangu. W trakcie przeszukania pomieszczeń, gdzie przestępcy przechowywali narkotyki, znaleziono dokumenty jednego z członków grupy. Dzięki temu policjanci szybko wytropili poszukiwanego listem gończym Krzysztofa B.
Nad tą sprawą funkcjonariusze CBŚ pracowali od kilku miesięcy. Z ich ustaleń wynikało, że na południu Polski działa zorganizowana grupa przestępcza zajmująca się handlem i przemytem narkotyków. Gang wywodził się z młodzieżowych bojówek jednego z klubów piłkarskich. Przestępcy rozprowadzali kokainę, amfetaminę, tabletki ekstazy i marihuanę na terenie województwa małopolskiego, dolnośląskiego, ale również na Pomorzu.
Podczas pierwszej realizacji w ręce policjantów wpadł jeden z przywódców grupy. W czasie zatrzymania mężczyzna miał przy sobie blisko 0,5 kg marihuany. Wtedy policjanci dotarli też do miejsc, gdzie przestępcy przechowywali środki odurzające. Tam zabezpieczono blisko 3,5 kg amfetaminy i 53 gramy kokainy.
W trakcie przeszukania pomieszczeń kryminalni znaleźli dokument tożsamości jednego z członków grupy przestępczej – Krzysztofa B. Jak się okazało mężczyzna był od roku poszukiwany listem gończym. Policjanci szybko wpadli na jego trop. Krzysztof B. został zatrzymany w wyniku sprawnie zorganizowanej zasadzki. Mężczyzna był kompletnie zaskoczony. Okazało się, że w bieliźnie miał ukryte narkotyki. Policjanci znaleźli przy nim kilka torebek z kokainą.
Podczas przeszukania jego mieszkania zabezpieczyli ponadto 700 gramów substancji zawierających amfetaminę, kokainę, metaamfetaminę i marihuanę. Funkcjonariusze znaleźli też wagę elektroniczną i foliowe torebki służące do porcjowania narkotyków, a także zeszyt z odręcznymi zapiskami dotyczącymi realizowanych przez mężczyznę transakcji narkotykowych. Zabezpieczono również ponad 4600 zł i 50 euro. Jak przypuszczają stróże prawa, pieniądze mogą pochodzić z przestępczej działalności Krzysztofa B.
Sprawa ma charakter rozwojowy. Kryminalni są już na tropie pozostałych członków grupy. Ich zatrzymanie jest tylko kwestią czasu.

http://www.polskatimes.pl/Sektor X, czyli krótka opowieść o nie zawsze grzecznych chłopcach
Wszystko zaczęło się w latach 70. Od wiosny kibice przenieśli się na sektor D.
Przed obecną rundą sektor X, jako miejsce, gdzie siadają najbardziej zagorzali kibice Wisły, przeszedł definitywnie do historii. Wkrótce zostanie zburzony, a na jego miejsce stanie nowa, dwupiętrowa trybuna.
Teraz tzw. młyn zasiada na trybunie D i póki co, można raczej mówić o falstarcie. Co prawda rozpoczęło się od efektownej oprawy na meczu z Widzewem Łódź, ale później mieliśmy opuszczenie trybun na tym samym spotkaniu na znak protestu po tym, jak nie zostali wpuszczeni łódzcy kibice. A w ostatnią sobotę doszło do skandalu z rzuconym na murawę scyzorykiem. Dlatego zanim nowa trybuna zapracuje na swoją historię - miejmy nadzieję bardziej chwalebną niż ostatnie wydarzenia - warto przypomnieć, jak organizował się przy ul. Reymonta ruch kibicowski na słynnej nie tylko w Polsce "dziesiątce".
Wszystkiemu winni... kibice Feyenoordu Rotterdam. Kiedy wiosną 1970 roku zawitali do Warszawy na półfinałowy mecz Pucharu Europy z Legią. Byli kolorowo ubrani. Oczywiście w stroje w czerwono-biało-czarnych barwach swojego ukochanego klubu. Mieli cylindry, kapelusze, kamizelki, kurtki oraz oczywiście szaliki i flagi. Już na trybunach skandowali, śpiewali, miarowo klaskali.
Nic więc dziwnego, że byli prawdziwą sensacją. Czymś do tamtej pory nie widzianym i nie spotykanym na naszych stadionach. Błyskawicznie też zafascynowali młodych Polaków - nastolatków i tych ciut starszych. Ci zaś na przekór - z jednej strony decydentom, z drugiej kłopotom ze zdobywaniem kibicowskich akcesoriów - postanowili naśladować holenderskich kolegów. Ale nie tylko "Tulipanów", gdyż pocztą pantoflową rozsyłano informacje, co dzieje się w innych krajach, szczególnie w Anglii. A fotki miały wtedy wartość bezcenną.
Środki materialne to jedno, a zorganizowanie się to drugie. Dopiero więc na przełomie lat 1972 i 1973 pojawiły się na naszych stadionach grupy kibiców wyróżniających się ubiorem i zachowaniem - po prostu dopingujących swoje zespoły, a nie tylko okazjonalnie wznoszących jakieś okrzyki.
W tym elitarnym gronie nie zabrakło fanów krakowskiej Wisły, którzy upodobali sobie sektor X na stadionie przy ul. Reymonta. Tak jak kibice ŁKS Łódź usadowli się na "Galerze", a sympatycy stołecznej Legii na "Żylecie". Za nimi poszli inni, czyli tego kibicowskiego "wysypu" nikt nie był już w stanie zatrzymać.
A na wiślackiej "dziesiątce" różne rzeczy się działy. Często niezbyt chwalebne. Dość powiedzieć, że kibicowano, ale i rozrabiano na tyle skutecznie, że gdzieś na przełomie lat 1976 i 1977 w kierownictwie Towarzystwa zastanawiano się nad... rozsadzeniem niesfornych fanów po stadionowych kątach. Na szczęście zwyciężyła opcja współpracy z młodzieżą, której z ramienia "Białej Gwiazdy" podjęli się Bronisław Michaliszyn, Andrzej Snopkowski i Wiesław Tondos - nie tylko wiślaccy działacze, ale też oficerowie milicji.
Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. Dość powiedzieć, że w mistrzowskim sezonie 1977/78 kibice Wisły triumfowali w "Lidze stadionów"! Współzawodnictwie, którego pomysłodawcą był niezapomniany redaktor Grzegorz Aleksandrowicz, a prowadzonym przez PZPN, ZSMP, PAP i Klub Dziennikarzy Sportowych. Fani sprzątali stadion, rozprowadzali klubowe pamiątki, pilnowali porządku. I oczywiście, a może przede wszystkim, interesująco dopingowali.
Potrafili też dosadnie wyrażać swoje zdanie. Ileż to się nasłuchali choćby Marek Kusto czy Antoni Szymanowski, kiedy opuścili "Białą Gwiazdę"... Albo krakowski rewanż z Malmoe, w Pucharze UEFA, we wrześniu 1981 roku i odwrócenie się "Dziesiątki" od boiska, na znak protestu przeciwko mało ambitnej, zdaniem kibiców, postawie wiślackich piłkarzy...
Z biegiem czasu współpraca działaczy z kibicami słabła. Równolegle do obniżania się poziomu sportowego zespołu. Nigdy jednak fani nie opuścili Wisełki. Owszem, mogli mniej licznie przychodzić na krakowski stadion, czy w liczbie ledwie kilkunastu osób jeździć za piłkarzami po kraju, ale zawsze po prostu byli! A fety po ekstraklasowych awansach w 1988 i 1996 roku? Bawiono się niczym w karnawale!
Przyszła wreszcie jesień 1997 i nastał czas Tele-Foniki. Zmieniła się drużyna, zmieniać zaczęła się również najbardziej gorąca na stadionie przy ul. Reymonta trybuna. Coraz bardziej kolorowa, coraz lepiej zorganizowana. Niestety, nie brakowało i mało chwalebnych zdarzeń. Choćby takich jak w październiku 1998 roku, gdy o "dziesiątce" zrobiło się głośno w całej Europie. To właśnie z tego sektora poleciał słynny już nóż, którym w głowę dostał Dino Baggio. W późniejszych latach przez zachowanie kibiców z sektora X kilka razy zamykano go również karnie. Nie ma bowiem co się czarować - aniołki na tym sektorze raczej nie siadały na przestrzeni dziesięcioleci.
Choć gdyby również spytać znanych dzisiaj w Krakowie prawników, urzędników czy dziennikarzy, to wielu z nich przyznaje się do "dziesiątkowego wątku" w swoim życiorysie.
Najnowsze czasy sektora X, to m.in. efektowne oprawy, wysoko notowane na kibicowskiej giełdzie. Choć trafiały się i takie, po których klub musiał płacić wysokie kary, że wspomnimy w tym miejscu o wielkiej fladze z napisem "Urban Fighters". Pamiętne były również mistrzowskie fety, gdy zabawa przenosiła się ze stadionu na Rynek Główny i trwała do samego rana. I choć wiele można wrzucić do kibicowskiego koszyczka, to jednocześnie trudno wyobrazić sobie trybuny bez tych najgłośniejszych fanów. Czy to się komuś podoba bowiem czy nie, to oni tworzą atmosferę na stadionie i bez nich cała zabawa, jaką jest futbol, nie miałaby większego sensu.

