Cytat:
prof1929
2007/11/06 23:44:07
Witam
Jestem kibicem Arki Gdynia. Jestem też dziennikarzem portalu 90minut.pl i studentem filologii polskiej na Uniwersytecie Gdańskim, ale przede wszystkim jestem kibicem Arki Gdynia. Do napisania tych kilku słów skłoniły mnie teksty, które ostatnio ukazywały się w Gazecie Wyborczej - teksty Pana autorstwa.
Zaczynałem moją przygodę z Arką w wieku 16 lat na II lidze. Jestem swoistym kibicem sukcesu. To awans na drugi front zdopingował mnie do wizyty na stadionie. Wcześniej byłem fanem Bayernu Monachium. Przeżywałem jego porażkę z Manchesterem United w ostatnich minutach dogrywki. Cieszyłem się z triumfu nad Valencią. Podziwiałem Baslera, Matheusa, Efenberga. Od wizyty na polskim stadionie odstręczała mnie atmosfera, która tam panowała. Taka jaką ją kreowały media – taka jakiej ja się spodziewałem. Rodzice znali mnie i wiedzieli, że i tak pójdę, więc z sercem na ramieniu puścili mnie na mecz Pucharu Ligi przeciwko Jagiellonii Białystok. Czego się spodziewałem? Kamieni latających nad głowami, burd z użyciem niebezpiecznych narzędzi – tak to przecież wyglądało w telewizji.
Kupiłem bilet ulgowy zupełnie nieświadomy, że oznacza to, iż będę musiał siedzieć za bramką – w sektorze najbardziej fanatycznych kibiców – lub według Pana nomenklatury „kiboli”. Co się wydarzyło... absolutnie nic. Kibice pośpiewali, pokrzyczeli i ku mojemu zaskoczeniu po meczu spokojnie rozeszli się do domów.
Od tego dnia minęło ponad sześć lat. Ja połączyłem pasję, która mnie pochłonęła z życiem zawodowym i zostałem dziennikarzem jednego z najbardziej poczytnych portali piłkarskich w polskim internecie. Namówiłem na wyjazdy na mecze wielu znajomych, przekonując, że to o czym mówi się w mediach to bzdury, że co tydzień w Polsce odbywa się kilkadziesiąt dobrych spotkań na których panuje doskonała atmosfera, a burdy są niechlubnym wyjątkiem. Co zaskakujące mimo upadku piłkarskiego polskiej ligi, trybuny zaczęły się zapełniać. Coś ludzi zaczęło przyciągać na stadion. W ciągu ostatnich czterech lat opuściłem jeden mecz Arki u siebie. Byłem na ponad 40 meczach wyjazdowych – na Wiśle w Krakowie, na Legii w Warszawie, na Lechii w Gdańsku czy na Górniku w Zabrzu – zawsze na sektorze gości. Na meczach u siebie siadam zawsze za bramką – na trybunie najzagorzalszych kibiców, gdzie zawsze jest kapitalna atmosfera, głośny doping, gdzie ludzie nie tylko oglądają mecz, jest on dla nich raczej pretekstem do zabawy. Mógłbym siedzieć za darmo na trybunie VIP, gdyż mam akredytację prasową, ale gapienie się na naszych grajków to nie dla mnie.
Siadam więc w sektorze, który według Pana tekstów zajmują kibole – menele, przestępcy, gangsterzy, którzy terroryzują resztę stadionu, handlarze narkotyków – a wśród nich ja ze znajomymi. Student filologii polskiej – przyszły nauczyciel – wraz ze mną moi znajomi z roku. Kumple z podwórka obecnie uczący się w Politechnice Gdańskiej, młody pracownik banku Nordea, pofesor uniwersytecki, którego naciągnęliśmy na mecz. Wszyscy się dobrze bawią. Jakby Pan nas określił? To nas chce się Pan pozbyć ze stadionu.
Pyta się Pan jaki model kibicowania jest najlepszy. Czytałem wszystkie Pana teksty dotyczącę problemu kibiców, opinie pod nimi i odpowiadam. Najlepszy jest taki model jak na Arce, bo to dla niego chodzę na stadion.. Najlepszy jest taki model jak jest na Polonii Warszawa, bo jest niepowtarzalny. Najlepszy jest ten wyznawany przez fanów Legii, bo to oni go tworzą. Najlepszy jest w Gdańsku, bo fani Lechii nie wyobrażają sobie innego. One wszystkie są najlepsze. Pan chcę rozmawiać z kibicami na temat modelu kibicowania? A nie uważa Pan, że oni sami wiedzą co jest dla nich dobre. To dzięki fanatycznym kibicom, którzy przemierzają całą Polskę, by zobaczyć ukochaną drużynę, ta gra ma sens. Był Pan kiedyś 24 godziny w drodze, żeby zobaczyć mecz, który trwa 90 minut? Ja byłem. I Pan chcę ze mną dyskutować o „modelu kibicowania”.
Zaskoczę Pana, ale ja nie chodzę na stadion „fetować Kaki”. Chodzę „fetować” Grześka Nicińskiego, bo to on broni barw mojego ukochanego klubu, któremu tyle serca, czasu, zapału i pieniędzy poświęciłem. Jak przestadnie to i ja przestanę, bo dla mnie liczy się Arka. Mnie nie interesuje poziom. Ja już wybrałem swój klub. Może uzna mnie Pan za fantyka, wariata. Ale nad Arka jeszcze niedawno wisiało widmo B-klasy... i co z tego. Ten przysłowiowy „Kaka” co go tak fetuję odejdzie, a ja zostanę. Pozostaną nieliczni, fanatyczni kibice dla których klub to coś więcej niż 90 minut raz na dwa tygodnie. Z nimi chcę Pan dyskutować o ustaleniu „modelu kibicowania” „Oglądacze” znikną.
Jestem zdania, że na stadionie jest miejsce dla każdego. My mamy swoje pod zegarem. Oni swoje na trybunie krytej. Czasem coś pokrzyczą, przyłączą się do dopingu – to jest ich „model kibicowania” i mają do niego prawo. Obydwie grupy zostawiają pieniądze w klubowej kasie, ale nie wiem czy Pan „oglądacz” jak mniemam (absolutnie bez złośliwości) zdaje sobie z tego sprawę, że są ludzie... którzy się piłką nie interesują. Zidana, Beckhama, Żurawskiego znają tylko z migawek, ewentualnie spotkań reprezentacji, które obejrzeli przed telewizorem. O Kowalskim, Moskalewiczu czy Weinarze nigdy nie słyszeli. Przyszli na stadion... i nadal piłka nożna jest gdzieś obok nich, ale bywają na Olimpijskiej, bo zaczarowała ich atmosfera tego miejsca. Właśnie to co robią ci „kibole” z młyna – jak potrafią się bawić, jak dopingują, jak tworzą własne widowisko obok tego co dzieje się na boisku.
Akurat tak się złożyło, że trzy dni temu odbył się w Gdyni mecz derbowy z Lechią. I na ten „najgroszy” mecz do „najgroszego” sektora przyszło ze mną kilka osób po raz pierwszy. Między innymi „delikatne” dziewczyny (których tak Panu brakuje na stadionie) z filologii polskiej. Były zachwycone tym co zobaczyły. Nie grą piłkarzy, która jest na mizernym poziomie, ale widowiskiem, które stworzyli kibice. Ja się oczywiście zgadzam w 100%, że mecz jest niezbędny. Że to on wyzwala te emocje – powoduje, że chce się krzyczeć, że chce się tworzyć oprawy. Najważniejszym momentem spotkania była oczywiście bramka Grzegorza Nicińskiego. Po niej trybuny oszalały – nastąpiła trudna do opisania euforia. Ale przez pozostałe 80 minut, gdy z boiska często wiało nudą fani spod zegara doskonale się bawili razem dopingując, śpiewając, tworząc oprawę. I to nie ta jedna bramka sprawiło, że te osoby, które były pierwszy raz, już teraz pytają kiedy następny mecz, choć nadal nie wiedzą kto to Niciński, Nawrocik czy Karwan. One chcą znów to poczuć, a mecz obejrzeć można w telewizji.
Właśnie z powodu takich tekstów ja te Pańskie, miałem trudności z przekonaniem wielu do wizyty na Olimpijskiej. Oni myślą tak jak ja na początku, że kibicę chodzą na mecze tylko się bić, a z boiska wieję nudą. Nie jest łatwo się przełamać i przekonać jak wspaniały „model kibicowania” stworzono w Gdyni. Stworzyli go ci kibice spod zegara, ci fanatycy. Ja naprawdę doceniam „pikników” (nie uważam tego określenia za obraźliwe). Za kilka lat byćmoże sam do nich dołączę i przyjdę z synem obejrzeć mecz. Na razie chcę go przeżywać na swój sposób, a sposób z Olimpijskiej doskonale mi odpowiada.
Pisze Pan, że teksty tworzy w trosce o „odchwaszczenie stadionów z barbażyństwa i kilmatów na poły kryminalnych” jakby miał Pan jakąś misję. Kluby tego nie chcą, nie chcą takiego PR. Wątki kryminalne są na stadionach rzadkością – kibice (przepraszam „kibole”) stanowią przekrój całego społeczeństwa, więc zdarzają się różni ludzie – procent handlarzy narkotyków jest pewnie też podobny jak w całym społeczeństwie.
Ze szczególnym entuzjazmem zabraliście się za „reformę” w Wiśle Kraków. Dlaczego Gazeta Wyborcza robi czaarny PR temu klubowi – ten tekst „kibicki” to zwykła wypowiedź z forum, ale ciemna masa, która piłkę zna z mediów pewnie potraktuje ją jako kolejny dowód, że na stadion iść nie warto, bo pojawiła się w tak poczytnej gazecie, a to o czymś świadczy. Mój list też trafi na wasze łamy? Przez cały mój okres wizyt na Arce nigdy nie spotkałem się z podobnymi wydarzeniami. Nie sądzę, by na Wiśle Kraków było inaczej (choć miałem okazję tylko raz być tam na meczu wyjazdowym). Dziewczyny są wręcz uprzywilejowane – na wyjazdach zawsze wchodzą pierwsze na sektor i mają miejsca siedzące w pociągu. Jeżeli dla koleżanki pójście na mecz to taka „trauma”, to niech nie chodzi. Dla mnie traumą jest wizyta w klubie techno, więc nie chodzę. Mówię na przykładzie Arki, bo ten klub znam. Naprawde trudno jest mi uwierzyć, żeby ktokolwiek nie mógł sobie znaleźć miejsca na stadionie. Jak pisałem, jest sektor za bramką, gdzie wszyscy stoją, gdzie tworzy się spektal zupełnie oddzielny od tego, który dzieje się na boisku. Jest „kryta” z numerowanymi miejscówkami i niskim ogrodzeniem, gdzie można spokojnie obejrzeć mecz. Sądzę, że w tak profesjonalnie prowadzonym klubie jak Wisła Kraków jest podobnie.
Żeby było jasne. Ja uważam, że to co kibice Legii zrobili w Wilnie to idiotyzm, mam podobne zdanie o zachowaniu kibiców Cracovii po meczach derbowych. Z resztą z całej Polski także ze strony jak to Pan określa „kiboli” szły sygnały dezaprobaty dla takiego zachowania. Zdaje Pan sobie pewnie sprawę, dlaczego kibice Legii nie pojechali na mecz do Krakowa. Nie chodzi o to, żeby kibice się zabijali. Niech rywalizują na trybunach jak w Trójmieście. Kto pokażę bardziej efektowną i pomysłową oprawę, kto kogo przekrzyczy. Kto będzie miał lepsze przyśpiewki. Ma być tak jak na Arce, jak na Polonii Warszawa, jak na Wiśle Kraków, jak na Legii, jak na Cracovii.
Ja nie chcę modelu angielskiego. Nie chcę „fetować Kaki” ani Henry'ego. Wolę model polski – ten z Olimpijskiej, gdzie dla sektora za bramką Arka to coś więcej niż piłkarze, coś więcej niż mecze raz na dwa tygodnie. Model taki jak chcą kibice tych klubów, to właściwy model. Chcę flag na płotach i racowisk, kartoniad i pasów materiału, sektorówek. Ja nie chcę teatralnego Camp Nou, wole jazgot Żylety czy Galery. I ani ja ani żaden z moich znajomych nie jest „chamskim twardogłowym kibolem”. My kochamy tę atmosferę. Ludzie, którzy byli ze mną na derbach właśnie dlatego wrócą – dla tej atmosfery, a nie dla fetowania Olgierda Moskalewicza czy kogokolwiek innego. Oczywiście jak piłkarz strzeli bramkę, popiszę się ładnym zagraniem, zostanie na pewno dostrzeżony, ale na mecze chodzi się dla ARKI.
W najbliższy weekend jadę do Poznania na Warta – Arka i przy okazji zobaczę sobie Lech – Polonia Bytom. Na tym pierwszym meczu będzie ze mną koleżanka, która nigdy na stadionie nie była. No jak Pan myśli dlaczego Lech? Mnie nie interesuję, kto gra w Dyskobolii. Chcę jej pokazać atmosferę piłkarskiego święta, chcę pokazać jak ci niedobrzy kibice z mediów potrafią się bawić. Mnie nie interesuje oglądanie Adriana Sikory.
Cieszy się Pan z tego, że inne kluby idą drogą Legii „wymieniając” publiczność. Jako przykład podaje Pan Cracovię. Linijkę później zwraca Pan uwagę na wzrastającą frekwencję. Nie uważa Pan, że to lekka obłuda? W ostatnim sezonie jeśli się nie mylę wzrost ogólnej frekwencji, to głównie zasługa Górnika Zabrze, Lecha Poznań i Wisły Kraków. Na Cracovię, gdzie niegdyś na mecz III ligi z Koroną przyszło 10 tysięcy ludzi, na derbach po wymianie widowni było trzy tysiące i nawet piłkarze skarżyli się na klimat meczu.
Kwestia rac jest dla mnie dość zabawna. Ja się zgadzam, ze są one zabronione. Jest przepis i jasna sprawa. Bawi mnie natomiast sytuacja, gdy już zostaną użyte. Podczas wspomnianych już derbów Trójmiasta po strzeleniu bramki przez Arkę, gdy jej kibice odpalili racę powiedział „wspaniała sceneria, wspaniała oprawa, teraz wreszcie”. On jawnie chwalił ludzi, którzy popełnili przestępstwo. Inna sprawa, że oprawa faktycznie z punktu widzenia estetyki mojej i moich znajomych była bardzo ładna. Kibice wiedzą, że Unia Europejska jest nie do przeskoczenia, ale chcą modelu skandynawskiego, gdzie kary są symboliczne, więc jeszcze raz proszę nie podawać nieprawdziwych informacji, że żądamy zgody na łamanie prawa, bo to nieprawda. Przyznam szczerze, że jakby po derbach Trójmiasta ponad 100 osób dostało zakazy stadionowe, bo pewnie tyle rac było, to też byłby protest. I mimo, że nie jestem ultrasem w pełni bym go poparł, bo dlaczego karać tych, którzy stworzyli tę przepiękną oprawę, która podobała się nawet dziennikarzowi. Ja uważam, że prawo jest dla ludzi, a nie ludzie dla prawa. Właśnie się dowiedziałem z... Gazety Wyborczej, że został wydany zakaz stadionowy na kibica, który wbiegł przed meczem na boisko podczas derbów Trójmiasta. Wybryk ten, inaczej niż kwestie odpalenia rac uważam za idiotyczny i odszczekam to co napisałem o zakazach jeśli po tym fakcie będzie na Arce protest.
Co do tak przez Pana chwalonej polityki Legii. Ona też przeczy sama sobie. Oczywiście klub wydał trzyletni zakaz wyjazdowy i nie zamawia dla swoich kibiców biletów, ale w takiej sytuacji oni potrafią się wznieść ponad podziały i dogadać się z Lechem, ŁKS-em, Górnikiem. Czy nie o to chodzi, żeby kibice zwaśnionych drużyn wreszcie usiedli razem. Na tych meczach nic się nie działo. Atmosfera była bardzo dobra, tymczasem Legia donosi do PZPN na rywali, że wpuścili kibiców gości. Gdzie tu logika? Gdzie tak ulubione przez Pana prawo? Konstytucyjne prawo do wolności przemieszczania się. Kupili sobie bilety? Złamali regulamin? Więc w czym jest problem? Jednak zarząd Legii mistrzowsko opanował szkodzenie własnym kibicom, a zarazem własnemu klubowi, bo nawet Jan Urban poprosił kibiców by było tak jak dawniej i na meczu z Ruchem było.
Jak już pisałem, to co wydarzyło się w Wilnie to idiotyzm totalny, ale się widzi coś takiego
www.youtube.com/watch?v=YlkJi9rwgi0 to można zrozumieć hasło Legia to My, Arka to My. Bo sponsorzy, piłkarze, trenerzy odejdą, a my zostaniemy. Bo widowisko jakie kibice tworzą na trybunach bywa przepiękne. Jak Pan myśli, kto za to płaci? Za flagi? Za sektorówki? Za race? Kto poświęca czas, żeby to przygotować? Przecież nie działacze. Na oprawę derbów Trójmiasta wydano ponad 10 tysięcy złotych. Wśród kogo zebrano te pieniądze, kto chciał, żeby ta oprawa była?
No i wreszcie ostatnia kwestia. Może Gazeta Wyborcza zamiast dyskutować o stylu kibicowania, który jest już ustalony i kibice zarówno z za bramek jak i ci z innych trybun są z niego zadowoleni. (podkreślam jeszcze raz, że na mecze nie chodzą bandyci, jak próbuje nam Pan wmówić) Może zamiast tego Gazeta Wyborcza zrobiłaby coś dla kibiców. Może by ktoś się zainteresował tym jak są traktowani kibice w trakcie spotkań wyjazdowych. Może ktoś by zobaczył jak wygląda sektor gości w Łowiczu albo Pruszkowie (zapraszam do obejrzenia zdjeć w internecie). Oglądanie meczu stamtąd to dopiero jest sztuka. Ciekawe dlaczego nie było nikogo z Gazety Wyborczej z kodeksem nie było, gdy kibiców Arki prezes Dmoszyński nie chciał niegdyś wpuścić na mecz z Wisłą Płock „bo nie”, albo jak od 7 rano do 12 staliśmy w kordonie policji przed meczem ze Zniczem – problem był nawet z toaletą i kupnem wody. Wydaję mi się, że to ograniczenie wolności. Ja nie mówię że tak jest wszędzie. Na przykład w Krakowie po określeniu zasad (przeklinanie tyle, picie tyle) wypuszczono nas na miasto (zarówno przed meczem z Wisłą jak i z Cracovią) i bardzo dobrze. Nic się nikomu nie stało, ludzie rozeszli się po rynku. Ale są sytuacje, którymi Gazeta Wyborcza mogłaby się zająć. Jak Znicz gra w II lidze z takim sektorem gości? Niech ktoś spróbuje stamtąd obejrzeć mecz. Niech ktoś się zainteresuje co prawda sporadycznymi, ale bezprawnymi „akcjami” jak ta w Pruszkowie. Bo mówić nam jacy to my źli jesteśmy i narzucać angielskie „modele kibicowania” to każdy potrafi, ale spojrzeć na to z drugiej strony i trochę pomóc nikt.