A co takiej lewackiej chujozie jak nisc można innego napisać? Niech sobie pisze na jakimś wyspiarskim forum a stąd niech się ciągnie drut.
nisc pisze: 12.12.2018, 21:30
w Marsylii Ci "mityczni" Arabowie to w wiekszosci 3 pokolenie Harkis, czyli Berberow lojalnych wobec Francji w czasie wojny w Algierii przed 1962, wygnanych z kraju przez Ben Belle po uzyskaniu niepodleglosci. Oni chleja browce jaraja ziolo itp a do meczetu maja dalej niz Anna Sobecka...no ale po co to komu sprawdzic. Na OM frakcje "lewicowe" to dluga historia...wszystkie portowe miasta we Francji byly i sa lewicowe, choc z widocznymi enklawami NF a wczesniej przed wojna roznych paramilitarnych prawakow jak PPP.
Masz coś od wspominanego tutaj typa z Prabut o tych lojalnych wobec Francji:
''Marsylia i okolice to piękne miejsce, problem tylko z jej aktualnymi mieszkańcami. Niestety, ta część Lazurowego Wybrzeża to już nie południowa Francja, lecz północna Algieria. Emigrantów jest tutaj więcej niż szczurów w porcie. Większość to Arabowie, ale nie brakuje też murzynów. Rasistowsko brzmi? Zapraszam do pomieszkania w tym miejscu… Również portowy klimat Marsylii uległ zmianie na skutek efektu cieplarnianego, czyli afrykańskich przybyszów właśnie. Kiedyś było to miasto cwaniaków, dziś to miejsce dla brązowawych cwaniaczków bez zasad. Widać też, że Marsylia w ostatnich latach przestała się rozwijać. Z wyjątkiem kilku dzielnic – syf i śmieci. Przykro to pisać, bo jak wspominałem jest to przepiękne miejsce z wspaniałą architekturą. Tyle, że trzeba by je wysprzątać z połowy dzisiejszych mieszkańców. O emigrantach mówi się, że zabierają pracę – tam nie ma tego problemu, bo większość emigrantów nie pracuje. Dragi, lewizny, zasiłki. Nawet antyrasistowsko przecież nastawieni kibice OM mówią o tym wprost.
Jest to też miasto niebezpieczne. Da się przeżyć, ale w niektóre miejsca się po prostu nie wchodzi. Sam się dziwię, że nigdy nie dostałem nożem, albo, że tylko kilka razy przytrafiło mi się „arabskie solo” – jeden na trzech :-) . Ulice Marsylii są opanowane przez szczurkowatych dresiarzy bez żadnego honoru i zasad i (pomijając wszelkie rasizmy czy uprzedzenia) normalny człowiek nie poczuje się tam dobrze – no chyba, że szuka przygód lub jest ćpunem. Jedynym normalnym miejscem są okolice Irish Pubu w dzielnicy Vieux Port. Tam można spotkać kibiców, skinów, rokendrolowców czy legionistów. Naprawdę świetna knajpa i fajni ludzie.
Tak jak upadło miasto, tak zdegradował się obraz kibica. Co prawda każdy marsylczyk uważa się za kibica OM, a biało-niebieskie akcenty można spotkać dosłownie wszędzie, ale to nie ma nic wspólnego z fanatyzmem w naszym wyobrażeniu. Fanatycy – vrais supporters – zaczęli znikać kilkanaście lat temu, dziś OM to po prostu tandetna pop kultura. Wygląda to tak, że mamy kilkadziesiąt tysięcy „fanów”, z których większość nie była na meczu i przez kilka tygodni z rzędu nosi te same brudne dresy w barwach OM, kilkanaście tysięcy zakochanych w OM, lecz piknikowych miłośników piłki nożnej i kilkuset kumatych kibiców, z których 90 procent to członkowie grupy Commando Ultras 84.''