No to proszę bardzo same windy ile nas kosztują bo takie są wymogi
Światowi potentaci rozdają karty na polskim rynku wind.
Boom budowlany cieszy producentów wind, którzy przeżywają najlepszy od dawna okres. Rynek zdominowany jest przez czterech zagranicznych producentów: Otisa, Kone, Thyssena i Schindlera, którzy posiadają blisko połowę udziałów. Resztę tortu dzieli między siebie kilku polskich producentów, takich jak Translift, Lift Service czy Prolift.
W tym roku tylko budownictwo mieszkaniowe złożyło zamówienia na 2,5 tys. wind, a drugie tyle kupiły szpitale, hotele i centra handlowe. Teraz dostawców czeka gwałtowny wzrost wartości rynku. Unijnych wymogów bezpieczeństwa nie spełnia bowiem w Polsce 40 tys. wind osobowych, czyli około 65% wszystkich zamontowanych w kamienicach i budynkach użyteczności publicznej. Do 2010 r.
muszą one zostać zmodernizowane bądź wymienione. Jak szacują eksperci, ta operacja będzie
kosztować 4 mld zł.
Rynek najszybciej rośnie w segmencie dźwigów osobowych w mieszkalnictwie, ale ważnymi klientami są operatorzy centrów handlowych i obiektów biurowo-hotelowych - mówi "WSJ Polska" Andrzej Sznek, dyrektor działu nowych dźwigów w Otisie. - Oczywiście najsmaczniejszymi konfiturami są kontrakty ze spółdzielniami mieszkaniowymi i wspólnotami - dodaje Grzegorz Tomaszewski z warszawskiego Transliftu. Według kalkulacji Tomaszewskiego modernizacja jednej dwudziestopięcioletniej lub starszej windy - a takich w Polsce jest większość - to koszt co najmniej 100 tys. zł. Instalacja nowej kosztuje od 120 do 150 tys. zł. - Unia wymaga wymiany urządzeń sterowniczych i hamujących, a to w praktyce oznacza instalację całkiem nowego dźwigu - cieszy się Tomaszewski z polskiej spółki Translift. (pełen tekst w "DZIENNIKU" z 20-XI str.06)