quotrus pisze:Według prawa polskiego korupcja przedawnia się po dwóch latach.
Według prawa UEFA korupcja nie przedawnia się nigdy. PZPN działał według prawa UEFA, której prawo ma tutaj większe znaczenie. Bo rok temu jak odwoływała się Arka czy inne kluby to odwołania zostały odrzucone i argumentacja była taka, że korupcja się nie przedawnia.
Jeśli uprawomocni się decyzja i Widzew będzie grał w 1 lidze, to wszystkie kluby kiedykolwiek ukarane za korupcje (Arka, Łęczna, Podbeskidzie, Korona, Sosnowiec .... ) powinny iść do sądu i żądać wysokich odszkodowań. Bo w ich sytuacji też działało by prawo przedawnienia.
Skoro władzą PZPN jest UEFA, to powinni przepisów UEFA się trzymać, a jeśli są jakieś rozbieżności między naszym prawem a UEFA, to powinni je wyeliminować. Bo wtedy powstają chore sytuacje, że jedni wydają wyrok, a drudzy (też zgodnie z prawem, tyle że polskim) stwierdzają że wyrok był niezgodny z polskimi przepisami. Sam przepis że korupcja się przedawnia po 2 latach, jest ku*** wręcz skandaliczny, bo 2 lata to bardzo krótki czas. Rozumiałbym jeszcze gdyby to było 20 lat, ale nie 2.
Jeśli PZPN zakończy tę sprawę trzymając się przepisów UEFA, to będzie tak najsprawiedliwiej, bo co to za różnica czy klub kupował mecze 18 miesięcy temu czy 25? Są dowody na to, że mecze były kupowane, więc winni powinni zostać ukarani, inaczej nigdy w naszym kraju i polskiej piłce nie będzie normalnie, bo każdy będzie liczył że nawet jak przekręt wyjdzie na jaw, to się przedawni. To jest ku*** chore.
A PZPN to siedlisko przekrętów, więc protest można śmiało zrobić, niezależnie jak ta sprawa się zakończy, chociaż mam nadzieję że winni poniosą odpowiedzialność, a nie wywiną się tylko dlatego, że ich przekręty przedawniły się o kilka czy kilkanaście miesięcy. Zresztą już w innym temacie pojawił się artykuł wklejony z GW (nawet im czasem zdarzy się coś sensownego czasem wydrukować), żeby oszczędzić niektórym szukania, to wkleję go do tego tematu:
Liga ocalonych oszustów
Nieważne, czy liga ruszy dziś, za tydzień, czy za miesiąc i czy będą w niej grać Zagłębie i Korona. Mało też istotne, czy zdecyduje o tym Ziutek czy Lutek. Najważniejszy jest koniec tzw. walki z korupcją.
O takim końcu nie marzyli chyba nawet najgłębiej umoczeni w szambie ludzie polskiego futbolu. Poniedziałkową decyzją wyręczył ich przecież Trybunał Arbitrażowy przy PKOl. Może teraz rzecznik PZPN Koźmiński z zafrasowaną miną złorzeczyć na Trybunał, może szef Wydziału Dyscypliny Gilarski ronić krokodyle łzy, że miesiące pracy poszły na marne, a szef Trybunału Piłkarskiego Malinowski opowiadać o dymisji na znak protestu.
Łzy są krokodyle, bo piłkarskim działaczom nie wierzę. Nie wierzę w żadne ich słowo, w każdym wyczuwam hipokryzję i ukrytą satysfakcję ludzi, którzy do mistrzostwa opanowali sztukę udawania, że chcą walczyć z patologiami. Oburza mnie postawa Trybunału przy PKOl. Sędzia Maria Zuchowicz nie miała w środę ochoty na wyjaśnianie czegokolwiek w sprawie Zagłębia Lubin. Rozpatrująca odwołanie Widzewa Romana Troicka-Sosińska, uciekająca na urlop pięć minut po wstrząsającym werdykcie, zachowała się jak klasyczny piłkarski działacz. Wraz z nimi idealnie wpisał się w ponury krajobraz cały Trybunał - pokazał pogardę dla zdezorientowanego kibica i powagi swojej funkcji. Zupełnie jakby polski futbol pecha miał totalnego, jakby wszystkie związane z nim osobistości i instytucje miały go w głębokim poważaniu.
Nie zmienia to jednak faktu, że w poniedziałek Trybunał miał prawo „ułaskawić” Widzew. Z jednego powodu - przedawnienie było zapisane w przepisach PZPN. Nie PKOl ustanowił to prawo, lecz piłkarscy działacze. Ci sami, z prezesem Listkiewiczem na czele, którzy dawali słowo honoru, że polska piłka jest uczciwa. Ci sami, którzy „z uwagi na dobro sportu, a zwłaszcza porządek i dyscyplinę związkową”!, zawiesili Piotra Dziurowicza natychmiast po tym, kiedy w sierpniu 2005 roku ujawnił w „Gazecie Wyborczej” masową korupcję w futbolu.
Już w grudniu 2005, gdy zatrzymanych było zaledwie kilkunastu skorumpowanych, nadzwyczajny zjazd PZPN obiecywał bezkarność tym wszystkim, którzy dobrowolnie przyznają się i wyznają grzechy. Nie zgłosił się nikt. Minęły dwa lata i tej wiosny, kiedy prokuratorskie zarzuty ma już 120 ludzi, kolejny zjazd odrzucił uchwałę wzywającą do podpisania deklaracji, że każdy, któremu udowodni się korupcję, musi zapłacić 300 tys. euro grzywny.
Nie wierzę w krokodyle łzy PZPN-owskich działaczy, bo w zarządzie związku dalej siedzi prezes GKS Bełchatów Zdzisław Drobniewski. Ten sam, który w pasjonującym, ustawionym od początku do końca sezonie 1999/2000 walczył o ekstraklasę wspólnie z GKS Katowice Dziurowicza, ale wczesną wiosną wypadł z gry, bo skończyły mu się pieniądze.
Jest w zarządzie Stanisław Bobkiewicz, kiedyś rzeczywisty, teraz honorowy prezes zdegradowanego za korupcję KSZO Ostrowiec. Do niedawna właścicielem klubu był Mirosław Stasiak, który ma zarzuty prokuratorskie. Dziś rządzi Tadeusz Dąbrowski, któremu wiceprezes Widzewa Wojciech Szymański przekazywał pieniądze na korumpowanie sędziów.
Szefem Wydziału Gier nadal jest Wojciech Jugo. Już trzy lata temu wzywałem go w "Gazecie", by opowiedział, jak wiosną 2000 roku drugoligowa Siarka Tarnobrzeg, której był prezesem, miała urwać punkty walczącemu z Katowicami o awans Górnikowi Łęczna. Jak Dziurowicz motywował graczy Siarki, wręczając im przed meczem 100 tys. zł, a oni oddawali je siedzącemu przy stoliku Jugo, mówiąc: "Panie prezesie, te pieniądze składam do depozytu".
Na prezesa PZPN kandyduje Grzegorz Lato. W szczytowym okresie działalności "Fryzjera" w Amice Wronki Lato był jej trenerem, a potem rzecznikiem prasowym. - Jest w Polsce domniemanie niewinności, zgadza się? Finał Pucharu Polski z Aluminium był kupiony? Macie panowie dowody? Złapaliście kogoś? Plotki są różne. Ja na przykład słyszałem, że Aluminium też chciało ten mecz kupić, ale kasy nie miało - mówił "Dziennikowi".
Całym związkiem rządzi wiceprezes Eugeniusz Kolator. Rządzi, gdy kończy dniówkę w Urzędzie Nadzoru Budowlanego. W grudniu ubiegłego roku prokuratura postawiła mu liczący 70 stron zarzut przekroczenia uprawnień.
Im wszystkim (i setkom innych) zrobili prezent członkowie Trybunału. Środowym werdyktem gęby będą sobie wycierali działaczowscy krętacze, którzy przez trzy lata trwania afery nie zdołali nawet przyznać, że korupcja wokół boisk jest czymś więcej niż problemem marginalnym. Oni - jeśli karanie za korupcję rzeczywiście stanie się niemożliwe - odetchną z ulgą. Rachunek - jeśli wyroki już nałożone zostaną cofnięte - zapłacą jak zwykle kibice. Ze wstrętem będą patrzeć na rozgrywki toczone przez chaos, z ligowcami oszustami, których ocaliło nie uniewinnienie, lecz przedawnienie.