refleksje kibicowskie
: 21.04.2025, 21:29
Witam.
Od dłuższego czasu obserwuję w świecie kibicowskim zachowania totalnie niezrozumiałe. Ja wiem, za chwilę pewnie wskoczą tu jakieś mądrości w stylu "Nie znasz, to się nie wypowiadaj". No może i nie znam. Nie mam i nigdy nie miałem ambicji bycia "kumatym" kibicem, bliżej mi do pikola. Choć biorąc pod uwagę, że zdarzało mi się w pojedynkę smarować grafy rywala na jego terenie, to chyba niejeden "kumaty" chciałby być takim pikolem jak ja.
Ale do rzeczy.
Ja rozumiem, że społeczność kibicowska to nie ludzie na Woodstocku. Że awantury, że bluzgi. Taka subkultura. Do hokeistów też nikt nie ma pretensji, że się napierdalają. Taki folklor, który trzeba albo zaakceptować, albo się od niego zdystansować.
Ale niech mi ktoś wyjaśni skąd takie namnożenie jawnie kasztaniarskich, wieśniackich zachowań wśród kibiców? Kiedy przywędrowała do nas ta cała śmieszna moda na nagrywanie "zapowiedzi" przedmeczowych na jutubka, gdzie na nagraniu widać, jak stowarzyszenie masturbacyjne pawianów w kominiarkach napina się do kamery i zapowiada "mobilizację"? Przecież, ku***, to jest tak śmieszne i żenujące, to jest takie intelektualne AIDS i pospolita wiocha, że nie wiem, co jest niżej. Może "Pamiętniki z wakacji". Może...
Kolejna sprawa.
"Internet swoje a ulice swoje". Ulubione hasło każdej ekipy. Tyle jeśli chodzi o deklaracje. Jeśli chodzi o czyny, to każda, ku***, każda ekipa (albo prawie każda) wrzuca do internetu jakieś śmieszne oświadczenia, stanowiska, sprostowania et cetera. A to że nie było tak jak pisali rywale.
No i jeszcze te pożal się Boże zachowania "kumatych", którym się wydaje, że są kimś wyżej, bo starsi koledzy tak ich nauczyli, robią te swoje naburmuszone miny, powtarzają pod nosem jakieś teksty w stylu "kto ma wiedzieć ten wie", "nie wypowiadaj się o świecie, którego nie rozumiesz", generalnie cała paleta śmiesznych gestów i zachowań dających takim marszczyfredom iluzję wyjątkowości, niedostępności i bycia kimś większym niż inni.
Tyle ode mnie. Pozdrowienia dla normalnych. I tych spokojniejszych, i tych lubiących mocniejsze wrażenia.
Od dłuższego czasu obserwuję w świecie kibicowskim zachowania totalnie niezrozumiałe. Ja wiem, za chwilę pewnie wskoczą tu jakieś mądrości w stylu "Nie znasz, to się nie wypowiadaj". No może i nie znam. Nie mam i nigdy nie miałem ambicji bycia "kumatym" kibicem, bliżej mi do pikola. Choć biorąc pod uwagę, że zdarzało mi się w pojedynkę smarować grafy rywala na jego terenie, to chyba niejeden "kumaty" chciałby być takim pikolem jak ja.
Ale do rzeczy.
Ja rozumiem, że społeczność kibicowska to nie ludzie na Woodstocku. Że awantury, że bluzgi. Taka subkultura. Do hokeistów też nikt nie ma pretensji, że się napierdalają. Taki folklor, który trzeba albo zaakceptować, albo się od niego zdystansować.
Ale niech mi ktoś wyjaśni skąd takie namnożenie jawnie kasztaniarskich, wieśniackich zachowań wśród kibiców? Kiedy przywędrowała do nas ta cała śmieszna moda na nagrywanie "zapowiedzi" przedmeczowych na jutubka, gdzie na nagraniu widać, jak stowarzyszenie masturbacyjne pawianów w kominiarkach napina się do kamery i zapowiada "mobilizację"? Przecież, ku***, to jest tak śmieszne i żenujące, to jest takie intelektualne AIDS i pospolita wiocha, że nie wiem, co jest niżej. Może "Pamiętniki z wakacji". Może...
Kolejna sprawa.
"Internet swoje a ulice swoje". Ulubione hasło każdej ekipy. Tyle jeśli chodzi o deklaracje. Jeśli chodzi o czyny, to każda, ku***, każda ekipa (albo prawie każda) wrzuca do internetu jakieś śmieszne oświadczenia, stanowiska, sprostowania et cetera. A to że nie było tak jak pisali rywale.
No i jeszcze te pożal się Boże zachowania "kumatych", którym się wydaje, że są kimś wyżej, bo starsi koledzy tak ich nauczyli, robią te swoje naburmuszone miny, powtarzają pod nosem jakieś teksty w stylu "kto ma wiedzieć ten wie", "nie wypowiadaj się o świecie, którego nie rozumiesz", generalnie cała paleta śmiesznych gestów i zachowań dających takim marszczyfredom iluzję wyjątkowości, niedostępności i bycia kimś większym niż inni.
Tyle ode mnie. Pozdrowienia dla normalnych. I tych spokojniejszych, i tych lubiących mocniejsze wrażenia.
