http://skwk.pl/skwk/5-wazne-skwk/517-ra ... wisla.html
Mecz z Polonią Warszawa* był spotkaniem, który miał dać odpowiedź na kilka istotnych pytań. Czy Wisła jest w stanie włączyć się do walki o mistrzostwo? Czy uda się jej przezimować na trzecim miejscu? Czy Armia Białej Gwiazdy nadal pokłada wiarę i ufność w „tymczasowym” szkoleniowcu? Czy jednak Kazimierz Moskal ma szanse na to, by trenować pierwszą drużynę w przyszłym roku? Czy sektor C potrafi się zmobilizować na mecz ze słabym kibicowsko rywalem?
Ostatni mecz ligowy w tym roku przyciągnął na trybuny nieco ponad trzynaście tysięcy ludzi; w liczbie tej uwzględniono okrągłe zero ze strony kibiców gości. Nikt w Krakowie oczywiście nie spodziewał się inwazji Polonii, która tydzień temu- po wielkiej mobilizacji- do Gdańska pojechała w 156 osób, ale liczono na przynajmniej stuosobową delegację Czarnych Koszul, wspartą reprezentacją jej krakowskiej zgody. Przeliczono się- sektor gości świecił pustkami, a prezentowane tydzień temu na Lechii fany z serii „Polonia On Tour” widocznie czekają w magazynie na kolejny „dwuautokarowy” wyjazd rundy. Warto zaznaczyć, że Poloniści na początku tego tygodnia nagle zaczęli wyrażać zainteresowanie kupnem wejściówek dla przyjezdnych, ale sprawiało to wrażenie działania tylko po to, by w oczach kibicowskiej Polski uniknąć kompromitacji związanej z kolejnym zerem wyjazdowym.
Zgodnie z przewidywaniami, w pierwszym składzie naszych rywali pojawił się Marcin Baszczyński, który od momentu wyjścia na rozgrzewkę był pozdrawiany przez kibiców. Przyśpiewki takie jak: „Baszczu z nami, z kibicami!”, „Baszczu wracaj już do domu, bo tu kopać nie ma komu”, „Chcemy zamiany: za Baszcza Holendrów damy”, gromkie brawa oraz zaproszenia na gniazdo wywoływały uśmiech na twarzy tego 33-letniego obrońcy. Pytany po meczu o możliwy powrót do Wisły, stwierdził, że jest obecnie w takim wieku, iż na ponowną grę dla Białej Gwiazdy nie będzie już miał czasu. Możliwe jednak, że powróci na Reymonta w nieco inny sposób- tak jak uczyniła to dziś inna legendarna „czwórka” krakowskiej Wisły: Adam Musiał. Tego wybitnego lewego
obrońcę uhonorowano poprzez uroczyste zawieszenie repliki jego koszulki pod dachem stadionu. Podobnie jak w przypadku czterech dotychczas wyróżnionych Legend (Henryk Reyman, Jerzy Jurowicz, Antoni Szymanowski, Kazimierz Kmiecik), mniejsza wersja jego trykotu zawiśnie w stadionowej Strefie Kibica.
Doping sektora C w pierwszej połowie był mizerny. Pojawiały się jasne punkty, jak „Święte barwy” na dwie strony, czy zaintonowanie znanego doskonale bywalcom hali numeru „Jak się bawią ludzie”. Krótki tekst i wpadająca w ucho melodia sprawiły, że przyśpiewkę momentalnie podchwyciło C3, a zaraz potem sektory boczne. Można było stwierdzić, że- jak na debiut- idzie nam całkiem nieźle. To jak bardzo byliśmy w błędzie pokazała druga połowa.
Po przerwie na gnieździe pojawił się G. Jak zwykle w kilku zdaniach potrafił przywołać do porządku zblazowany sektor C i od 46. minuty na Reymonta można było usłyszeć doping taki, jaki być powinien: głośny, pełen emocji, pasji, wiary w zwycięstwo przy jednoczesnym przekonaniu, że wynik nie jest sprawą pierwszorzędną. Podczas gdy inne trybuny zajęte były wygwizdywaniem kolejnych abstrakcyjnych decyzji arbitra Gila, na tej z Białą Gwiazdą trwała zabawa w rytm „Tak się bawią ludzie”. Piosenka ta była śpiewana na parę różnych sposobów- z przyciszaniem, pogłaśnianiem, drobną korektą w tekście, skakaniem i siadaniem, a każdy kolejny raz rozbrzmiewał jeszcze donośniej od poprzedniego. Atmosfera stawała się gorętsza z minuty na minutę, a wydarzenia boiskowe tylko sprzyjały „wzrostowi ciśnienia” pośród nas. Czerwona kartka dla Diaza, a także późniejsze odgwizdywanie przewinień- przeważnie- z korzyścią dla Polonii były przyczyną „pozdrowień” dla polskich władz piłkarskich oraz samego klubu z Konwiktorskiej. Utrata bramki w 82. minucie nie osłabiła ani na moment siły dopingu Armii Białej Gwiazdy- wręcz przeciwnie, była bodźcem do jeszcze bardziej fanatycznego wspierania Wiślaków. Końcówka spotkania obfitowała w wielkie emocje i losy spotkania ważyły się do ostatniej sekundy. Choć nie udało się zdobyć nawet punktu, nie można było odmówić piłkarzom zaangażowania, dlatego po ostatnim gwizdku otrzymali oni brawa od całego stadionu. Część zawodników podziękowała za doping, darując swoje koszulki fanom z sektora C, gdzie- jak zwykle- po meczu panowała atmosfera amerykańskiej fiesty.
Druga połowa meczu z Polonią jest świadectwem tego, jak dobrą atmosferę potrafimy stworzyć- sami, bez „wpływów z zewnątrz”, czyli kibiców gości czy dobrej gry piłkarzy. Taka umiejętność cechuje tylko kibicowskie ekipy z charakterem, których pozycja nie ma nic wspólnego z pozycją w tabeli ich zespołu. Pamiętajmy, że to my decydujemy o obliczu Wisły Kraków. Może ono wyglądać tak, jak wczoraj w pierwszej połowie, a może tak jak w drugiej.
Do kolejnego meczu ligowego (z Zagłębiem w Lubinie) pozostało tylko 71 dni.
*Nie zapominamy, że klub z Konwiktorskiej gra na kupionej licencji grodziskiego Groclinu.