Odra Opole - CKS Czeladz
Więc tak… Był rok 1986 lub 1987 dokładnie nie pamiętam. Chyba na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek w III lidze o awans walczyły już tylko dwie drużyny CKS i Odra Opole. Właśnie wtedy miało się odbyć w Opolu spotkanie na szczycie decydujące o awansie do 2 ligi. Przed meczem napięcie wśród kibiców było ogromne. Razem z kumplem z Czeladzi oczywiście podejmujemy jedynie słuszną decyzję – JEDZIEMY. A, że to on był z Czeladzi jego zadaniem było dowiedzieć się co i jak z wyjazdem. Dowiedział się, że pod stadionem na kilka godzin przed meczem będą podstawione autokary dla kibiców. Umawiamy się więc na czeladzkim rynku skąd z entuzjazmem maszerujemy pod stadion z flagą CKS-u w reklamówce . Tam spotyka nas jednak rozczarowanie, jak się potem okazało nie jedyne tego dnia. Pod stadionem cisza jak makiem zasiał, ani autokarów ani kibiców. Trochę kręcimy się tu i tam w poszukiwaniu ekipy wyjazdowej, w końcu pytamy jakiegoś gościa kiedy będą autokary do Opola. Ten mówi nam, że po pierwsze to nie autokary tylko autokar (JEDEN !!!), a po drugie to on już dawno pojechał . Oczywiście ta informacja nie jest w stanie odebrać nam ochoty na wyjazd do Opola. Idziemy więc na autobus do Katowic. Niestety na przystanku okazuje się, że najbliższy 61 przyjedzie za godzinę. Nie czekając długo zaczynamy więc łapać stopa. Po kilkunastu minutach lituje się nad nami kierowca „malucha”, który podwozi nas pod dworzec w Katowicach. Ruszamy pędem do poczekalni i szukamy pociągu do Opola. Jest !!! Ale niestety po szybkich obliczeniach wychodzi na to, że jadąc tym pociągiem zdążymy najwyżej na ostatnie 30 min. meczu. To nas oczywiście nie satysfakcjonuje. Idziemy więc do informacji po poradę. Znudzona, tłusta pani w okienku, pożerająca właśnie trzecie lub czwarte śniadanie poleca nam pociąg do Gliwic, skąd już ponoć bez problemów dostaniemy się do Opola. W pędzie łapiemy więc pociąg do Gliwic i jedziemy ….. Pełny luz i spokój…. aż do stacji w Zabrzu . Tam z naszego pociągu wyskakuje na peron kilkudziesięciu kibiców Górnika jadących na mecz swojej drużyny. Nic się nie dzieje, aż do momentu kiedy pociąg zaczyna powoli ruszać. Mój kumpel przytrzymuje na chwilę drzwi i wydziela „buta” w głowę najbliżej przechodzącego kibica KSG. Poczym zamyka drzwi . W tym momencie z peronu rzuca się w naszą stronę cała ekipa Górnika. Gdyby PAN maszynista (pozdrawiam serdecznie ) nie zamknął wszystkich drzwi nie pisałbym pewnie dzisiaj tej relacji. Na pożegnanie machamy kibicom KSG naszą flagą CKS-u, wprowadzając ich już w całkowity szał rozpaczy. Jak się potem miało okazać, dla niektórych kibiców Górnika nie było to ostatnie tego dnia spotkanie z kibicami CKS-u i Zagłębia .
Wysiadamy w Gliwicach. Pociąg do Opola ??? Hmm… ten sam, który jedzie z Katowic i nic więcej. Ruszamy więc na PKS. I o dziwo jest !!! I zaraz odjeżdża!!! Wsiadamy uradowani, zajmujemy miejsca obok kierowcy i dopingujemy go do szybkiej jazdy. Niestety dziadek jedzie z prędkością nie przekraczającą 40 km/h, tłumacząc to optymalnym czyli małym spalaniem. W okolicach Strzelc Opolskich nie wytrzymujemy nerwowo i prosimy go żeby nas wysadził . Stajemy na trasie i łapiemy teoretycznie „szybszego” stopa. Po kilkunastu minutach lituje się nad nami kierowca autokaru. Wsiadamy i …. nagle słyszymy pisk „ooooo !!!” Okazuje się, że w autokarze siedzi jakieś 30-40 młodych lasek . Jak się potem dowiedzieliśmy była to klasa z liceum pielęgniarskiego wracająca z wycieczki. W miłej i sympatycznej atmosferze jedziemy więc w kierunku Opola i jesteśmy niemal pewni, że spokojnie zdążymy na 2 połowę. Niestety…. Przed Opolem laski chcą siku i jeść. Więc kierowca nie lituje się już nad nami tylko nad nimi i zatrzymuje się na najbliższym parkingu. Tracimy kolejne cenne minuty, podczas których jedne panienki robią sisi, a inne żrą w barze. Po kilkunastu minutach wreszcie ruszamy, ale tym razem już wk….ni na maksa . Pan kierowca na szczęście łaskawie podwozi nas pod dworzec w Opolu. Tam już pozostaje nam tylko jedno …. taryfa. W ciągu kilku minut docieramy na stadion, który wygląda jak oblężona twierdza. Dziesiątki milicjantów, armatki wodne straż pożarna itp. Bez żadnych problemów wchodzimy jednak na bieżnię okalającą płytę boiska. Patrzymy na tablice świetlną… i co widzimy??? Jest k..wa …. 90 minuta meczu !!! 1-0 dla Odry !!! Pierwsza myśl – dymaliśmy pół dnia żeby zobaczyć jakieś 60 sekund meczu !!! Druga myśl – gdzie są nasi ??? Pytamy więc jakiegoś pana porządkowego o kibiców CKS-u. Ten mówi nam, że byli, ale tak się „darli” i „rozrabiali” , że milicja ich wyprowadziła po 1 połowie meczu. No to ekstra, k…wa jego mać myślimy sobie . Po kilku minutach dymamy więc z powrotem na dworzec. Tam przed wejściem trochę milicji i jakieś dwie stówy Odry. Bez respektu i na pewniaka wchodzimy do środka. I co widzimy??? Pod kasami stoi jakieś 20 może 30 osób w naszych barwach. Chwilę gadamy z chłopakami i udajemy się na peron w eskorcie…. JEDNEGO milicjanta. Po chwili ruszamy ze stacji Opole Główne. Na drugiej lub trzeciej stacji widzimy z okien jakieś zamieszanie na peronie. To komitet pożegnalny kibiców Odry. Ku naszemu zaskoczeniu chłopcy z Opola nie mieli niestety w rękach szampanów i kwiatów . W wagonie ktoś zdążył tylko ryknąć „podłoga !!!!” . I wszyscy leżeliśmy. W tym czasie niebiesko-czerwoni obrzucili nasz wagon gradem kamieni wielkości małych arbuzów, wybijając chyba wszystkie szyby. Na szczęście nikt nie oberwał. Skończyło się tylko lekkimi skaleczeniami odłamkami szkła. Kilka stacji dalej czekała mnie i kumpla kolejna niespodzianka. Na jakiejś pipidówce widzimy na peronie jakieś 100 chłopa biegnących stronę naszego nadjeżdżającego pociągu. No cóż, uratowaliśmy się przed kibicami Górnika, kibole Odry nie trafili nas kamieniami, ale teraz to już chyba nie damy rady . Tym bardziej, że pozostała grupka w pociągu wyrywa się do okien i wyje CKS, CKS….!!!! Po chwili ekipa z peronu wpada do pociągu…. Okazuje się k…wa , że to nasi….. Była to ekipa wywieziona ze stadionu przez opolską milicję. Ci znowu opowiadają nam, że czekając kilka godzin na nas, trafili na wysiadających z pociągu ….. kibiców Górnika Zabrze . Tamci jak szybko wysiedli, tak szybko zaczęli sp…ć do miasta. Niestety (dla nich) nie wszystkim się to udało. Dalsza droga bez niespodzianek. Uff…..
Reasumując, do Opola jechałem: tramwajem, stopem, pociągiem, PKS-em, znowu stopem i na końcu taryfą.
Ale to oczywiście jeszcze nie koniec opowieści. Ten wyjazd tak mocno odbił się na psychice mojego kumpla, że dwa tygodnie później, kiedy Odra świętowała swój awans do 2 ligi przy sztucznym oświetleniu, wybrał się SAM do Opola. Tam sklepał jednego z ich kibiców i skasował mu flagę . Tym sposobem kibic CKS-u stał się chyba prekursorem „partyzanckich” wypadów na teren wroga, których teraz jest już nie mało.
Varta Namyslow - CKS Czeladz
Wiec jak wspomnialem rok 95 wyjazd rano, po wielkich staraniach zalatwilismy autokar, pamietam stary autosan, kierowca troszke naiwny bierze od nas tylko polowe, przekonalismy go, ze druga polowe dostanie po powrocie, naiwniak Laughing dostal chyba 30% tego co mial jeszcze dostac, poszlo na prezelew. Ale wracajac do tematu, mecz o ile pamietam byl o pozycje lidera, Varta byla wtedy pierwsza my drudzy z 2 punktami straty. Mecz na szczycie, szumialo w prasie caly tydzien. Kierownik druzyny a byl nim wtedy P. Welon tak naglosnil sprawe, ze prewencje z calego Opola i Wroclawia sciagneli... Wiec wyjechalismy, kazdy juz troszke podchmielony lub z zapasami na podroz, pojazd ze wzgledu na wiek byl wolny i nic go nie bylo w stanie rozpedzic na domiar zlego jakies 40km przed Namyslowem wystrzal, opona w szczepach, piekna pogoda, dopijamy co zostalo z zapasow, kierowcy pomaga paru wolentariuszy. Niech to diabli, kolo wyciagniete, rece do pomocy, niestety kierowca nie ma ze soba lewarka Laughing Shocked . Buli wpada na znakomity pomysl, sami podniesiemy Exclamation Poniewaz mielismy juz troszke procentow w glowach pomysl zaakceptowalismy, wszyscy za podloge autokaru a czemu w cale sie teraz nie dziwie autbus ani drgna, no powiedzmy drgnal, nic wiecej. Trzeba zatrzymac jakas ciezarowke i pozyczyc lewarek, najpierw zatrzymuje sie gosc busikiem albo czyms podobnym i wyciaga lewarek do osobowki.... wspomne jeszcze, ze prawie wszyscy siedza w rowie by zatrzymal sie ktokolwiek Wink po jakims czasie zatrzymuje sie polciezarowka pozycza kierowca lewarek, ale za niski, ku....a Evil or Very Mad kierowca mial na szczescie jakis klocek drewniany, podlozyl pod lewarek i kolo poszlo, uffff. Wsiadamy z powrotem do wozu, zaczynamy sie rozkrecac, ponaglamy kierownika bo czasu coraz mniej a nasi juz Cool pewnie sie rozgrzewaja, moze z 5 kilometrow dalej ku naszemu zdziwieniu, zajezdza nam droge suka, nie powiem grzeczni Cool Pytaja czy to zorganizowana grupa itd itp i czy do Namyslowa jedziemy... Najlepsze pytanie bylo gdzie reszta autokarow... To robota Welona, naopowiadal, ze ogromna grupa kibicow z Czeladzi zawita, bylo by ciekawiej w 200 ale okolo 50 tez pieknie prezentowalism sie. Oczywiscie konwojuja nas na stadion, pod kasy, zakupujemy bilety, wchodzimy na stadion, mecz juz trwa a na stadionie jesli dobzre pamietam 12 transporterow, 3 lodowy i armatka Laughing mamy wydzielony sektor powrozami, hahaha Policja wtedy powiem szczerze, ze zachowala sie klasowo, nie wiem dlazcego ale byla po naszej stronie raz po raz wyprowadzajac miejscowych a nam pozwalajac na wiele.... do tej pory nie wiem dlaczego. mecz niezbyt ciekawy z przewaga Varty, chyba 0:0 poniewaz w tych czasach w Czeladzi byl chyba najlepszy zegar w III lidze a moze i w wlacznie z wyzszymi, przyspiewki na temat zegara byly oczywiste, wkur....li sie miejscowi niemilosiernie, nie mogli nic zrobic, psow bylo ze 3 wiecej niz nas. Po meczu wyprowadzonko ze stadionu do autokaru, widac, ze miejscowi sie szykuja szukaja miejsca do ataku, nie ma takiego miejsca wszedzie pal az szaro.... Wyjezdzamy jakas okrezna droga 500m od stadionu jest komitet pozegnalny kamieniarzy, haslo- padnij, kamienie polecialy, troszke poobijaly karoserie, do szyb nie dolecialo, uff. Policja eskortowala nas do Opola chyba, juz myslelismy, ze do Czeladzi dojada Laughing za Oplolem albo inna wioska zatrzymujemy sie zatankowac gardla, jakas karczma, piwo w grubym szkle, co starsi pamietaja, knajpy typu kuflolot:) czym dluzej tam spedzamy czasu robi sie ciekawiej, nie jestem teraz juz pewien ale chyba barmanka krecila juz na paly, szybka ewakuacja do autokaru, pewnie jakas promocja, juz pamiec szwankuje i do Czeladzi, w okolicach Bytomia kierowca zaczal sie pytac czy mamy ta druga polowe kasy, my oczywiscie, ze tak a z czapki w ktorej byla skladka, od poczatku nie cala, na postoju ubylo na jakies winka, piwka.... My twardo, dowiezie nas pan dostanie Pan kase. Podjechalismy pod klub, wysiadka z autokaru, ktos mu wysypal kase z czapki a tam jak juz wczesniej wspomnialem moze 30% tego co mial dostac, ups co robic, ciezko bylo. Troszke podymil, ktos mu powiedzial, ze na nastepny dzien ktos do firmy przyjdzie i podrzuci (nikt, nigdy tego nie zrobil) Bylismy w domu okolo 22-23 melanz do poznych godzin nocnych, tak konczy sie ten wyjazd. Nie jestem pewien ale chyba 19Zaglebiak24 byl na tym meczu to moze cos dopowiedziec. Mecz bez zadnej wielkiej przygody ale warto bylo, Dopowiem, ze niestety nie awansowalismy wtedy, jeszcze Conkordia nas wyprzedzila, moze ktos z uczestnikow tego forum byl w Knurowie, tez fajny wyjazd, niestety nie moge na ten temat nic powiedziec, wyjazd nie zaliczony, praca Evil or Very Mad wklejam jeszcze tabele z dwoch najlepszych dla mnie sezonow naszego CKS-u, czekam na powrot tamtych czasow, z lepszym finalem. Dzieki i sorki za pomylki, literowki i co tam jeszcze popadnie