Re: Puchary Europejskie w wykonaniu Polskich ekip (2010/2011)
: 05.11.2010, 20:22
KSZO 19osob w PoznaniuRSD pisze:Czy to prawda, że Arka obecna na tym meczu w ponad 200 osób ? I jakie liczby Cracovii i KSZO bo były widoczne flagi ?
Serwis Prawdziwego Kibica
https://www.kibice.net/forum/
KSZO 19osob w PoznaniuRSD pisze:Czy to prawda, że Arka obecna na tym meczu w ponad 200 osób ? I jakie liczby Cracovii i KSZO bo były widoczne flagi ?
A dlaczegóż to? Czy jakaś inna ekipa miała możliwość grać w roli gospodarza, a co za tym idzie prowadzić doping na stadionie w Poznaniu?glebi7 pisze:To mówi samo o sobie kto ma najlepszy doping w Polsce :)
Podczas spotkania Ligi Europejskiej pomiędzy Lechem Poznań a Manchesterem City od „fanatycznego dopingu” trzęsły się bloki przy ul. Wolskiej i Olszynka.
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami w czasie spotkania Lech Poznań - Manchester City przeprowadził badania sejsmograficzne. Jak podaje Radio Merkury i Gazeta Wyborcza znów trzęsły się budynki.
Drgania były odczuwalne między innymi chwilę po strzeleniu przez Lecha pierwszej bramki. - Takiego dopingu z perspektywy murawy jeszcze nie widziałem na spotkaniach Lecha Poznań. Był tak głośny, że trudno było się skupić na zrobieniu dobrego zdjęcia, a po plecach przechodziły ciarki - relacjonuje fotoreporter portalu epoznan.pl, Łukasz Ogrodowczyk.
Drgania potwierdził Jacek Szulc, kierownik administracji Spółdzielni Mieszkaniowej Grunwald. Dokładne wyniki badań z dwóch sejsmografów będą znane za około dwa tygodnie.
Nie wiecie dlaczego ten link już nie działa? Wchodziłem tam wcześniej bez problemów, a dziś wyskoczyło że trzeba się zarejestrować, co też uczyniłem, po czym było napisane że user nieaktywny...Czyżby już mieli dość wpisujących się Polaków i zablokowali rejestrację na polskie IP? (nie znam się na tym za bardzo)...kibicTurysta pisze:http://www.bluemoon-mcfc.co.uk/Forum/vi ... &start=130 nie ktore posty opisuja zdarzenia, jakie spotkały fanow Man City w Polsce :))
To, co wydarzyło się przy Bułgarskiej w czwartkowy wieczór w meczu z "obywatelami" z Manchesteru to chyba jedna z najpiękniejszych chwil w życiu każdego kibola Kolejorza i niemal idealna ilustracja hasła "against mod€rn football". Jeżeli ktoś planuje na starość opowiadać wnukom przy kominku o najlepszych chwilach na Lechu, ten mecz na pewno musi znaleźć się we wspominkowym zestawie.
Przyjazd takich zespołów jak Manchester City to wydarzenie, na które czeka się latami. Owszem - nie jest to bardziej utytułowany rywal zza miedzy, nie to jest to kibicowska ekipa, o której mówiliby wszyscy, ale nikt chyba nie zaprzeczy, że przyjazd czołowego zespołu z czołowej ligi świata jest przyjemną odskocznią od kolejnego meczu z Polonią Warszawa czy inną Koroną. Nic dziwnego, że kolejny raz chętnych na bilety było więcej niż samych wejściówek, chociaż niestety znów nie obyło się bez problemów z systemem sprzedaży.
Mecz wypadał zaraz po nieco zaskakującym zawirowaniu trenerskim, więc atmosfera była napięta. Nie wdając się za bardzo w ocenę trafności decyzji zarządu, trzeba przyznać, że okoliczności wydarzenia i olanie głośno wyrażonego podczas meczu z Wisłą zdania kibiców nie były najlepszymi posunięciami klubu i wywołały falę wkurzenia kiboli, którzy znów poczuli się niewiele znaczącymi konsumentami. Klub to jednak nie przedsiębiorstwo, a wierni kibole to nie klienci, którzy niezadowoleni z obłsugi pójdą gdzie indziej, więc postępowanie działaczy zostało jednoznacznie skrytykowane stosownym transem zawieszonym na trójce: "Szanujcie kibiców! Najpierw cyrki z transferami, potem burdel z biletami, teraz szopka z trenerami". Na tym jednak póki co poprzestaliśmy, a skupiliśmy się na dopingu, co okazało się najlepszym posunięciem.
Tak jak przed meczem z Salzburgiem były pewne obawy co do jakości dopingu-ilość fanów futbolu z całej Polski, w tym z terenów gdzie kibicuje się Śląskowi czy Widzewowi, była ogromna. Celem Kotła było jednak ogarnięcie wymieszanego towarzystwa i pokazanie angolom, jak teraz bawimy się w Polsce. Fanów "the Blues" pojawiło się ok. 1400, w tradycyjny dla wyspiarzy sposób ozdobili sektor różnymi indywidualnymi fanami, w tym np. zawieszoną przez... taksówkarzy z lotniska w Manchesterze. Z lubością raczyli się polskim alkoholem, a na stadionie prężyli piwne brzuchole. Lads rodem z Manchesteru przyjazdem do Poznania żyli praktycznie od meczu u nich, kiedy to absolutnie zajarali się tym, co zobaczyli z naszej strony. Nie brakowało takich, którzy zrezygnowali z wyjazdu do Turynu by móc przylecieć do Polski i zobaczyć, czy u siebie też potrafimy dać czadu. I zobaczyli.
Tradycyjnie jako pierwszy wypełnił się Kocioł, który tego dnia prezentował się rasowo. Po meczu z Wisłą przed Kotłem postawiono na szybko raczej prowizoryczny płotek, który zamaskować miał dyletanctwo projektantów stadionu i zignorowanie sugestii kiboli przy projektowaniu obiektu. Nie ma jednak tego złego - na płocie od razu wylądowały fany i wyglądały znakomicie, a sam Kocioł oflagowany był dzięki temu na trzech poziomach - czad!
Kiedy ruszyliśmy z dopingiem było wiadomo, że będzie grubiej niż zwykle. Wszystkie przyśpiewki, klaskania i skakanie za bary wychodziły rewelacyjnie, a meczem żył praktycznie cały stadion, każda z trybun. Szok! Doping prowadzony był znów przez dwóch prowadzących, którzy umiejętnie zarzucali piosenki podchwytywane przez cały stadion i wykorzystywali potencjał do śpiewów na wszystkie trybuny. Co tu dużo mówić - pierwsza połowa to była petarda, kto wie czy nie najlepszy doping w historii Bułgarskiej. Huczało tak, że trudno było usłyszeć własne myśli, a przy gwizdach większość z nas odruchowo łapała się za uszy i obawiała o bębenki. Jeśli ktoś oglądał mecz w tv, to stracił wiele, bo relacja nie oddawała nawet w połowie tego, co działo się przy Bułgarskiej. Możnaby się jeszcze godzinami rozpływać nad rozśpiewanym i falującym tłumem, bo było po prostu pięknie!
Nasz zapał został chwilowo stłumiony przez bramkę straconą na początku drugiej części, i mimo że Kocioł nadal jechał swoje, reszta stadionu lekko ucichła i przez kilka minut dało się w końcu usłyszeć Anglików. Zawiechę udało się szybko pokonać, bo konsekwentnie jadący swoje Kocioł znów poderwał pozostałe trybuny. Doping był tak intensywny, że fizycznie brakowało już sił i powietrza w płucach. Gdy wydawało się, że przez to zmęczenie końcówka będzie coraz słabsza, stał się cud - kilka minut przed końcem padła druga bramka, a wiara po prostu zwariowała. To był amok, szał, dzicz, istne zoo! Ludzie wpadali na siebie, przewracali, krzyczeli z obłędem w oczach. Trybuny znów wrzały jak na początku meczu, a gdy ledwo ochłonęliśmy po golu, ekstazy dopełniła jeszcze mniej spodziewana bramka w ostatniej minucie meczu. To już był zenit szaleństwa, prawie jak w meczu z Austrią Wiedeń, aż brakowało tchu żeby wydzierać się ze szczęścia! Cały stadion falował, nikt nie siedział, śpiewali i klaskali praktycznie wszyscy. Chwilę później skończył się mecz, a my mogliśmy fetować z piłkarzami, którzy zrobili rundę wokół całego stadionu, dziękując za wsparcie wszystkim kibolom. Co ciekawe, brawa bili też kibole z sektora City, którzy jak się później okazało nie mogli wyjść z podziwu po tym, co zobaczyli i bynajmniej nie chodzi o wydarzenia boiskowe.
Ech, cóż to był za mecz! Trudno było zasnąć, trudno było cokolwiek sensownego zrobić w piątek w pracy, bo w głowie wciąż brzmiały stadionowe melodie. W pierwszej połowie otarliśmy się chyba o ideał, naprawdę poprzeczka pod kątem dopingu i zaangażowania nie tylko Kotła, ale i reszty trybun została zawieszona bardzo wysoko. Teraz wszystko w naszych rękach, a w zasadzie w gardłach. Skoro sami wymagamy od piłkarzy, by nie spinali się tylko na puchary, ale i na ligę, to my też musimy dać z siebie wszystko, gdy zamiast słynnego klubu przyjedzie ligowy średniak. Europejskie puchary są zajebistą przygodą i dają nieopisaną frajdę, ale musimy wrócić do szarej ligowej rzeczywistości i dopingować niezależnie od rangi przeciwnika. W górę serca!
na szczęście ktoś w klubie poszedł po rozum do głowy i choć trochę ułatwił zakup biletów na mecz z Juve kibolom z WLKP którzy są kibolami Lecha , a nie przyjeżdżają pogapić się na gwiazdeczki z Manchesteru czy Turynu najczęściej bez barw albo co gorsze w barwach narodowych :koniak pisze:jakas pojebana moda sie robi na jazde po nowych stadionach, zeby "pozwiedzac" czy tak jak w przypadku Lecha zobaczyc Manchester albo Juventus
ludzie, ktorzy nigdy nie mieli nic wspolnego z pilka kopana i czesciej bywali w teatrze przenosza sie na stadiony - 10 lat temu wydawaloby sie to nierealne szczegolnie w Polsce, ale niestety czasu sie zmieniaja i modern futbol zaczyna oddzialywac tez na trybuny
Pragniemy poinformować, że pierwszeństwo przy zakupie biletów na mecz Lech Poznań - Juventus Turyn będą mieli kibice, którzy zakupią wejściówkę na przynajmniej jeden z najbliższych meczów ligowych z Polonią Warszawa, Lechią Gdańsk lub Polonią Bytom. Sprzedaż zamknięta prowadzona będzie wyłącznie w kasach i punktach partnerskich (brak sprzedaży on-line). Aby udokumentować możliwość zakupu biletu w tym okresie konieczne będzie okazanie biletu z jednego z wymienionych meczów ligowych oraz dowodu tożsamości z numerem PESEL. Posiadanie jednego biletu na mecz ligowy uprawnia do zakupu jednego biletu na mecz z Juventusem.

Spory. Urawa Reds, Dortmund czy Panathinaikos to przy tym pikuś.Leviathus pisze:Młyn LECHA
ale do Persiji Dżakarta daleko hehekosacki pisze:Spory. Urawa Reds, Dortmund czy Panathinaikos to przy tym pikuś.Leviathus pisze:Młyn LECHA
To nowa fana Lecha.kant pisze:
Na płocie przed kotłem to nowa fana Lecha, czy jednorazowy "transparent" ? Niezły efekt.
30FcRuda pisze:Ile osób z FC JUVE POLAND?
Punio pisze:w zdecydowanej większości tak ale nie wszystkie FC są takie...na Romę, Lazio czy angielskie Millwall czy West Ham jeżdżą konkretne osobyZawsze mnie to zastanawiało: Polacy będący w FC zagranicznych klubów to typowe pikniki i janusze nastawieni na oglądanie np Alexa del Piero czy w miare ogarnięte osoby związane mocno z ruchem kibicowskim? Obawiam się że to pierwsze raczej?
Dlatego powiem szczerze ze dziwi mnie takie cisnienie na nich i krojenie im flagi oraz oficjalne jej wywieszanie, tymbardziej przez taka ekipe jak Lech. Jak to pikniki to niech sie bawia w ta swoja zabawe ''I Love Del Pierro''. zadna to przeciez powazna ekipa, tylko pewnie sezonowcy wychowani na Bravo SportViclav pisze:Jasne, że pikniki. Jeżeli mając zgodę z Legią wieszają sobie frywolnie flagi w poznańskiej knajpie, to o czym my tu w ogóle mówimy.
KolejowyKS pisze:Flagi, które wisiały na płocie zostały zdobyte przed meczem(2 sztuki-jedna wyglądała jak piracka). Te skrojone FCJuvePL nie wisiały wcale.