yourorderisready pisze: 14.06.2025, 01:28
Ciągnąc temat Neapol - Włochy chciałbym zapytać Ciebie @Wawelkrakow o mecze kadry na stadionie Napoli. Skoro jest taka niechęć do Włoch i włoskich symboli, to jak miejscowi podchodzą do meczów reprezentacji w ich mieście? Olewają? Większość kibiców to ludzie z reszty kraju? Kibicują rywalom? Przychodzą tylko dla piłki/gwiazd futbolu? Z tego co widzę, to ostatni taki mecz miał miejsce z Anglią dwa lata temu, a poprzedni dekadę wcześniej (wg Wiki), więc nie jest to ulubiony kierunek kadry, ale mimo wszystko jestem ciekaw jak to wygląda kiedy jednak reprezentacja zawita pod Wezuwiusz.
I drugie pytanie - rozumiem, że może to być mniejsza skala/rozmiar w porównaniu do innych grup, ale czy ktokolwiek z Neapolu jeżdził/jeździ na kadrę? Czy jednak panuje totalny bojkot czegokolwiek co jest związane z Włochami?
Poruszyłeś dość ciekawy wątek w kontekście tej całej tożsamościowej dyskusji. Pozwolisz że z uwagi na chronologię i kolejność wydarzeń odpowiem najpierw na Twoje drugie pytanie. O ile w latach ’70 i ’80 grupy (zwłaszcza Ultras/CUCB) bywały na ważniejszych meczach reprezentacji i imprezach wyższej rangi, o tyle z omawianych tu już wcześniej powodów była to obecność incydentalna i mocno selektywna. Kluczowym momentem był rok 1990 i półfinał Mistrzostw Świata, w którym na stadionie w Neapolu, Włosi mierzyli się z Argentyną Maradony. O wpływie Diego na to miasto i życie ludzi mógłbym tu opowiadać godzinami, a i tak nie byłbym w stanie oddać nawet ułamka tego fenomenu, natomiast trzeba pamiętać że kiedy w 1984 przychodził do Neapolu, miasto było pogrążone w kryzysie ekonomicznym i głębokiej zapaści na każdej możliwej płaszczyźnie. Pojawienie się najlepszego piłkarza świata, który tak jak oni wywodził się z biedy i nizin społecznych, który tak jak oni myślał, tak samo mówił i który przede wszystkim od samego początku głośno się za nimi wstawiał, sprawiło że z miejsca został zbawicielem i symbolem ich buntu przeciwko północy. „Bóg zstąpił na ziemię biednych” - to nie były tylko nagłówki gazet ale autentyczne i realne emocje ludzi. Przez całą swoją karierę Diego świadomie odwoływał się do tożsamości Neapolitańczyków i wzmacniał ich poczucie niezależności, przy każdej okazji powtarzając że nie są Włochami lecz odrębnym i dumnym Narodem. Uwielbiał atakować (ze wzajemnością) władze państwowe, ligowe, media, kluby i kibiców z północy i podkreślać, że nie przyszedł do Neapolu grać w piłkę tylko przywrócić miastu należną godność. Co naturalnie jeszcze bardziej budowało jego legendę i jednoczyło wokół niego ludzi. Finansował chorym dzieciom ratujące życie operacje, wspierał budowę oraz modernizację szpitali i szkółek piłkarskich, a najczęściej po prostu rozdawał swoje pieniądze potrzebującym, pomagając im w sposób, w jaki nieudolne państwo nigdy tego nie robiło. Jego słowa przed półfinałem: „Przez 364 dni w roku nazywają was śmieciami, a teraz proszą żebyście na jedną noc zostali Włochami” wzbudzały tradycyjnie furię we wszystkich włoskich mediach, ale bardzo dokładnie odzwierciedlały nastroje panujące wtedy w mieście. Po raz pierwszy na tej imprezie hymn Argentyny nie został wygwizdany, a w trakcie meczu stadion był historycznie podzielony - część ludzi wspierała Włochów a część Argentyńczyków, którzy wtedy wygrali po karnych. Podczas gdy Diego otrzymywał pomeczową owację i dziękował swojemu miastu, oburzona włoska opinia publiczna i krajowe media już rozpoczynały swoją krucjatę i podnosiły lament o zdradzie narodowej, kulturowej przepaści i dzikusach z południa. Sam Maradona oficjalnie został wrogiem państwa włoskiego - zaczęły się wobec niego rozmaite kontrole antydopingowe, śledztwa podatkowe i represje ze strony FIGC, co szybko poskutkowało zawieszeniem we włoskich rozgrywkach na kilkanaście miesięcy i zakończyło jego karierę pod Wezuwiuszem. Po tym meczu podjęto decyzję o całkowitym zaprzestaniu wspierania włoskiej reprezentacji. I choć kilka grup pojawiało się jeszcze na rozgrywanych w mieście spotkaniach kadry w latach ’90 (Francja, Polska, Rosja), to ich obecność wynikała już tylko i wyłącznie z poczucia obowiązku terytorialnego - zgodnie z przekonaniem, że Neapol nigdy nie może wyglądać na słaby. Chyba po meczu z Rosją w 1997 jedna z czołowych do dziś postaci na trybunach, w anonimowym wywiadzie dla „Il Mattino” tłumaczyła, że „Nie kibicujemy Włochom, ale nie zostawimy naszego stadionu pustego”. Mecze te były po prostu okazją do manifestacji poglądów - wisiały zarówno transparenty przeciwko FIGC i samej reprezentacji, jak i te informujące bezpośrednio, że „Naszą Ojczyzną jest Neapol”. Cała ta sytuacja była wyjątkowo męcząca zwłaszcza dla włoskich piłkarzy, którzy w dużej części po 1990 roku po prostu nie chcieli tam grać, dlatego federacja nie miała większego wyboru i w końcu musiała zrezygnować z rozgrywania meczów reprezentacji pod Wezuwiuszem.
Przechodząc do pierwszego pytania - tak jak napisałeś, w ciągu ostatnich dwudziestu lat kadra pojawiała się w Neapolu dwukrotnie. W 2013 w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata odbywał się mecz z Armenią. Już przed spotkaniem uznano, że ponowne wciskanie im do miasta reprezentacji to oczywista prowokacja i wymierzona w nich zorganizowana akcja propagandowa. Pomimo wysiłków włoskiego związku - rozległej kampanii promocyjnej, darmowych biletów i ludzi zwożonych do miasta pociągami, stadion nie zapełnił się nawet w połowie, a w reakcji na działania federacji, grupy postanowiły wykorzystać mecz jako platformę do okazania niezadowolenia i zaznaczenia swoich interesów. Samo spotkanie od początku było festiwalem wielokrotnie opisywanej już tutaj neapolitańskiej miłości do Italii. Hymn został wygwizdany, a prowadzony doping był na tyle jednoznaczny by nie zostawiać przestrzeni na jakiekolwiek wątpliwości. Pojawiło się kilka transparentów odwołujących się do bieżącej sytuacji w mieście, katastrofy ekologicznej i spraw społecznych, w których Rzym odwracał wzrok zostawiając południe i Neapol same sobie. Najważniejszy z nich brzmiał: „Wojna wrogom mojej ziemi” i był wezwaniem do walki o własną tożsamość i jej obronę przed zewnętrznymi (włoskimi) interesami. I w zasadzie cały ten mecz był po prostu polityczną manifestacją.
Spotkanie z Anglią z 2023 odbywało się jakoś tydzień po głośnej wizycie Eintrachtu, więc jak można się domyślać kurz na mieście dopiero powoli opadał. Przedmeczowe napięcie eskalowało gdy jeden z mniej nachalnych intelektualnie Anglików w drodze na mecz opublikował zdjęcie swojej flagi z napisem „Diego’s in a box”. Angielska federacja momentalnie anulowała mu bilet i zablokowała w swoim systemie lojalnościowym ale Neapol już się zagotował, a w próby ustalenia jego tożsamości włączyli się nawet miejscowi dziennikarze i politycy. Wcześniej przedstawiciele FA planowali zorganizować towarzyskie spotkanie kibiców obu reprezentacji, ale po otrzymanych groźbach śmierci i namowach policji zdecydowali się jednak z tego pomysłu zrezygnować. Scotland Yard ocenił stopień zagrożenia jako wysoki, dla udających się na mecz wystosowano więc specjalne ostrzeżenia, a w porozumieniu z włoskimi służbami wprowadzono nadzwyczajne środki ostrożności. Grupy zebrały się co prawda w okolicy stadionu i w kilku miejscach znajdujących się najbliżej trasy przejazdu angielskich autokarów, ale służby po ostatniej bolesnej lekcji otrzymanej od kibiców z Frankfurtu tym razem starannie odrobiły lekcje. Autokary z ludźmi z Anglii były od początku do końca eskortowane, a oni sami indywidualnie identyfikowani, nagrywani i dla własnego bezpieczeństwa kilka godzin przetrzymywani przez psy - najpierw w samych pojazdach, a później w specjalnej odizolowanej i zamkniętej strefie. W większości pomeczowych relacji zwracano uwagę, że w dniu meczu barwy Włoch były na mieście w zasadzie niedostrzegalne, kosztem eksponowanych wokół barw klubowych. Na drodze przejazdu Brytyjczyków zawisły transparenty „Tifo per il Napoli, non per l’Italia”, a chyba w Daily Mirror czy The Independent pisali, że lokalni fani kochają tylko swój klub i nie są zainteresowani wspieraniem drużyny narodowej. Oczywiście tym razem stadion był pełny i naturalnie było na nim wielu Neapolitańczyków kibicujących piłkarzom, w tym kilku grającym na co dzień w barwach Napoli. Co nie zmienia faktu, że znaczną część widowni stanowili przyjezdni z Rzymu, Mediolanu, Turynu, Florencji, Wenecji oraz całego południa kraju, którzy po prostu chcieli zobaczyć kluczowy dla awansu i układu tabeli mecz piłkarski z topowym rywalem. Żadna z grup nie pojawiła się na stadionie, więc doping nie był prowadzony i ograniczał się do intonowanych spontanicznie okrzyków klubowych. Jako nigdzie wcześniej niepublikowany fakt mogę jeszcze zdradzić, że pomimo starań angielskiej federacji, bohater od flagi nie pozostał anonimowy - niestety uległ nieszczęśliwemu wypadkowi i więcej żadnego meczu już nie zobaczy.
Na mecze wyjazdowe reprezentacji oczywiście się nie jeździ, jedyny wyjątek stanowi nieformalna grupa składająca się z pojedynczych osób z różnych części trybun i skupiająca się bardziej na aktywnościach okołomeczowych. Niektórzy z nich są na zakazach więc zdarza się, że raz na kilka lat szukają urozmaicenia poza granicami kraju. Wspominałem tu o nich już kiedyś: „Nie są jednak zainteresowani staniem na trybunach obok ludzi z północy, więc na kadrę jeżdżą tylko jeśli mają po co, tak jak w przypadku ostatniego Euro i propozycji od Albańczyków. I mimo, że większość uważa, że przelewanie krwi za Włochy na konto pedałów z Rzymu nie jest ani przydatne ani mądre, to bez względu na to wszyscy w mieście zgodnie trzymali kciuki żeby zrobili z przeciwników durszlaki i wrócili w komplecie. (…) Co przecież nie znaczy, że ktokolwiek zabrania kibicowania kadrze, noszenia koszulki reprezentacji czy eksponowania flagi. Nic takiego nie ma miejsca.”
yalla pisze: 14.06.2025, 11:58
@wawelkrakow - te trójkolorowe świece dymne wywołały u mnie lekką konsternację, stąd w ogóle pojawił się wątek. Natomiast teraz rozumiem, że było to symboliczne, jak napisałeś, i wygląda to jaśniej. Natomiast serio - kilku Neapolitańczyków, w tym bywalców - jak się okazało - Curvy gdzie te wspomniane świece się pojawiły, było przekonanych o istnieniu ludzi i grup o pro-włoskich poglądach na tejże Curvie. Serio. Może po prostu pierdzielą bzdury i o miejscu na które uczęszczają mało wiedzą, bo przecież jest to możliwe.
W żadnym wypadku ani momencie moją intencją nie była próba przekonywania Cię do zmiany swojego stanowiska lub poglądów, po prostu staram się jak najdokładniej odpowiedzieć na zadane pytanie. Ilość grup na Curva B - o której wspominałeś - jest jednak mocno ograniczona (policzysz je na palcach), a ich profil polityczny od lat bardzo jasno zdefiniowany. Dlatego przy całym szacunku dla Twoich rozmówców, twierdzenie o istnieniu „wielu grup skrajnie prawicowych” w zasadzie obala się samo. Nie ma tam takiej ani jednej. I zupełnie szczerze cieszy mnie, że w ciągu miesiąca rozszerzyłeś swoje neapolitańskie kontakty z jednego do kilku, natomiast jak widać ewidentnie nie jest to najlepsze źródło informacji.
Jeśli kogoś interesuje to po stronie PSG na finale Ligi Mistrzów z Neapolu i Castellamare obecnych 90 osób, a około 40 poleciało do Stanów żeby wspierać Boca w Klubowych Mistrzostwach Świata. Mogę też uchylić rąbka tajemnicy i napisać, że w nadchodzącym sezonie prawdopodobnie zostanie odnowiona zgoda z Genoą.