Re: V liga - sezon 2009/ 2010
: 17.11.2009, 14:31
15.11.2009
SANOVIA - Bieszczady Ustrzyki Dolne
Postaram się to ogarnąć w kilku słowach, co by oszczędzić malkontentom fatygi...
Kolejne "Bieszczadzkie Derby", pierwsze na leskiej ziemi od kilku lat, rozgrywane w obecności kibiców gości (+/-25 głów). Mecz pierwotnie miał być rozegrany 18 października, lecz z powodu obfitych opadów śniegu został przełożony. Dużo nie brakowało, a i tym razem nie doszło by do rozegrania spotkania, gdyż aura kolejny raz nie chciała dać za wygraną.
Tego dnia, w strugach deszczu wystawiamy ok. 130-140 osobowy młyn, w tym 25 przyjaciół z sanockiej Stali, oraz gościnnie 10 chłopaków z JKS-u Jarosław (dziękówa za wsparcie!) na płocie wieszamy 4 fany, po czym jedziemy, z niestety przeciętnym, lecz stosunkowo regularnym dopingiem. Nie dość powiedzieć, że pogoda nie sprzyjała niczemu, ani nikomu, to dużo nie brakowało, a kompletnie pokrzyżowała by nam plany uświetnienia tego spotkania oprawą, zalewając większą część pirotechniki (pomijając fakt, iż dostawca piro, słał nam świecidełka na raty i do końca nie wywiązał się z zamówienia w terminie) oraz transparenty. Bez zarzutu udało się odpalić jej pierwszy element tego dnia, mianowicie 30 świec dymnych (czerwonych i niebieskich), później było już tylko gorzej.Pod koniec I odsłony meczu, na sektorze debiutuje sektorówka na wzór szala pasiaka (28m x 6m). Prawdziwe schody rozpoczęły się po przerwie, chcąc zaprezentować główny tego dnia element ultras 35 metrowy trans o treści "BIESZCZAD KRÓLOWA TO LESKA SANOVIA" z 4 metrowym herbem klubu w koronie po środku, na której umieszczone zostało 5 wulkanów, a na całej długości płótna ok. 50 strobo, nie udaje się nam odpalić większości fajerwerków, w wyniku czego, całość nie oddaje w najmniejszym stopniu zakładanego efektu, wychodząc zupełnie przeciętnie. W dalszej części zrezygnowaliśmy z kartoniady (150 kartonów w barwach) oraz ponownego zaprezentowania sektorówki, tym razem w asyście rac, które nie z naszej winy nie dotarły do nas na czas. Pod koniec meczu prezentujemy kartonowy transparent o treści "NASZE SĄ CAŁE BIESZCZADY, NIKT TUTAJ NIE DA NAM RADY" (słowo "nikt" w kolorze zielonym odnoszące się do barw sąsiadów) w asyście garstki ocalałych strobo, efekt jak wszystko tego dnia, z powodu panujących warunków atmosferycznych mizerny.Podsumowując mecz pasuje się jeszcze odnieść, do atrakcji pozasportowych, których nie zabrakło tego dnia. Jakiś czas przed spotkaniem, umówiliśmy się z prezesem klubu, że o porządek na sektorze zadbamy sami i żadnych problemów z naszej strony podczas meczu nie będzie. Wszak najważniejsze jest dobro klubu, który i tak boryka się z poważnymi problemami finansowymi i nie tylko.
Podczas trwania I połowy meczu, niepoinformowani wcześniej kibice JKS-u zechcieli przywitać się z gośćmi w swoim stylu ;) atakując klatkę od strony ulicy (naprzeciw naszej trybuny), dużo nie brakowało, a już wtedy nasz sektor ruszył by im w sukurs, lecz osobom decyzyjnym udało się zapanować nad ogółem. Czara goryczy przelała się pod koniec drugiej części meczu, kiedy to wyraźnie zniesmaczeni pokrzykiwaniami gości (m.in. "jesteśmy u siebie", czy też "pajace zróbcie zasadzkę") postanowiliśmy złamać wcześniejszą umowę i ustosunkować się do apeli sąsiadów.Część z nich zamknięta w autokarze (dziwnym trafem, przyjechali środkiem transportu, którym regularnie my na wyjazdy jeździmy) reszta skulona i zamknięta na kłódkę w klatce uniknęła pewnego linczu. To tyle na temat tego meczu, podsumowując należy dodać, iż jesteśmy bardzo zawiedzeni głównie z powodu niesprzyjającej aury, która pokrzyżowała nam ambitne plany związane z tym meczem. Sąsiadów pozdrawiamy i do zobaczenia wiosną, a może szybciej;]
SANOVIA - Bieszczady Ustrzyki Dolne
Postaram się to ogarnąć w kilku słowach, co by oszczędzić malkontentom fatygi...
Kolejne "Bieszczadzkie Derby", pierwsze na leskiej ziemi od kilku lat, rozgrywane w obecności kibiców gości (+/-25 głów). Mecz pierwotnie miał być rozegrany 18 października, lecz z powodu obfitych opadów śniegu został przełożony. Dużo nie brakowało, a i tym razem nie doszło by do rozegrania spotkania, gdyż aura kolejny raz nie chciała dać za wygraną.
Tego dnia, w strugach deszczu wystawiamy ok. 130-140 osobowy młyn, w tym 25 przyjaciół z sanockiej Stali, oraz gościnnie 10 chłopaków z JKS-u Jarosław (dziękówa za wsparcie!) na płocie wieszamy 4 fany, po czym jedziemy, z niestety przeciętnym, lecz stosunkowo regularnym dopingiem. Nie dość powiedzieć, że pogoda nie sprzyjała niczemu, ani nikomu, to dużo nie brakowało, a kompletnie pokrzyżowała by nam plany uświetnienia tego spotkania oprawą, zalewając większą część pirotechniki (pomijając fakt, iż dostawca piro, słał nam świecidełka na raty i do końca nie wywiązał się z zamówienia w terminie) oraz transparenty. Bez zarzutu udało się odpalić jej pierwszy element tego dnia, mianowicie 30 świec dymnych (czerwonych i niebieskich), później było już tylko gorzej.Pod koniec I odsłony meczu, na sektorze debiutuje sektorówka na wzór szala pasiaka (28m x 6m). Prawdziwe schody rozpoczęły się po przerwie, chcąc zaprezentować główny tego dnia element ultras 35 metrowy trans o treści "BIESZCZAD KRÓLOWA TO LESKA SANOVIA" z 4 metrowym herbem klubu w koronie po środku, na której umieszczone zostało 5 wulkanów, a na całej długości płótna ok. 50 strobo, nie udaje się nam odpalić większości fajerwerków, w wyniku czego, całość nie oddaje w najmniejszym stopniu zakładanego efektu, wychodząc zupełnie przeciętnie. W dalszej części zrezygnowaliśmy z kartoniady (150 kartonów w barwach) oraz ponownego zaprezentowania sektorówki, tym razem w asyście rac, które nie z naszej winy nie dotarły do nas na czas. Pod koniec meczu prezentujemy kartonowy transparent o treści "NASZE SĄ CAŁE BIESZCZADY, NIKT TUTAJ NIE DA NAM RADY" (słowo "nikt" w kolorze zielonym odnoszące się do barw sąsiadów) w asyście garstki ocalałych strobo, efekt jak wszystko tego dnia, z powodu panujących warunków atmosferycznych mizerny.Podsumowując mecz pasuje się jeszcze odnieść, do atrakcji pozasportowych, których nie zabrakło tego dnia. Jakiś czas przed spotkaniem, umówiliśmy się z prezesem klubu, że o porządek na sektorze zadbamy sami i żadnych problemów z naszej strony podczas meczu nie będzie. Wszak najważniejsze jest dobro klubu, który i tak boryka się z poważnymi problemami finansowymi i nie tylko.
Podczas trwania I połowy meczu, niepoinformowani wcześniej kibice JKS-u zechcieli przywitać się z gośćmi w swoim stylu ;) atakując klatkę od strony ulicy (naprzeciw naszej trybuny), dużo nie brakowało, a już wtedy nasz sektor ruszył by im w sukurs, lecz osobom decyzyjnym udało się zapanować nad ogółem. Czara goryczy przelała się pod koniec drugiej części meczu, kiedy to wyraźnie zniesmaczeni pokrzykiwaniami gości (m.in. "jesteśmy u siebie", czy też "pajace zróbcie zasadzkę") postanowiliśmy złamać wcześniejszą umowę i ustosunkować się do apeli sąsiadów.Część z nich zamknięta w autokarze (dziwnym trafem, przyjechali środkiem transportu, którym regularnie my na wyjazdy jeździmy) reszta skulona i zamknięta na kłódkę w klatce uniknęła pewnego linczu. To tyle na temat tego meczu, podsumowując należy dodać, iż jesteśmy bardzo zawiedzeni głównie z powodu niesprzyjającej aury, która pokrzyżowała nam ambitne plany związane z tym meczem. Sąsiadów pozdrawiamy i do zobaczenia wiosną, a może szybciej;]