: 09.06.2007, 00:41
Gruzja. Tibilisi. Sporo do zaoferowania turystycznie. Masa zabytkowych kosciolkow. Tylko ten brak pradu w hotelu i deszcz oraz obsluga klienta - rodem z glebokiej komuny.

Opuszczamy Gruzje. Bez jakiegos wiekszego zalu.

Witamy w Armenii. Niezapomniane krajobrazy.

Erewan i slynny Ararat w tle. Robi wrazenie.

Miejscowi zapraszaja na mecz. Plakat recznie robiony.

Hymn.

Zdjecia naszego sektora juz wyzej wkleilem. Miejscowi tez sie rozwieszaja.

Ludzi mniej niz w Baku. 20 tysiecy peklo. Fanatyczny doping po golu.

Game over.

Czas wracac do domu. Jeszcze tylko Watykan Armenii.

Moskwa. Sheremietievo 2. Ostatnie przesiadka ale i traumatyczne wspomnienie z 2 dnia wyjazdu. Brrr nigdy wiecej

pzdr

Opuszczamy Gruzje. Bez jakiegos wiekszego zalu.

Witamy w Armenii. Niezapomniane krajobrazy.

Erewan i slynny Ararat w tle. Robi wrazenie.

Miejscowi zapraszaja na mecz. Plakat recznie robiony.

Hymn.

Zdjecia naszego sektora juz wyzej wkleilem. Miejscowi tez sie rozwieszaja.

Ludzi mniej niz w Baku. 20 tysiecy peklo. Fanatyczny doping po golu.

Game over.

Czas wracac do domu. Jeszcze tylko Watykan Armenii.

Moskwa. Sheremietievo 2. Ostatnie przesiadka ale i traumatyczne wspomnienie z 2 dnia wyjazdu. Brrr nigdy wiecej

pzdr