KSZO - Nida
Kolejny już finał Okręgowego Pucharu Polski przyszło nam zagrać ostatecznie w Radoszycach. „Ostatecznie”, gdyż pierwotnym miejscem rozegrania tego meczu miały być podjędrzejowskie Piaski, jednak gdy okazało się, że w tym finale mają wystąpić drużyny KSZO oraz Nidy Pińczów niebiescy szybko zaczęli „pompować” wyimaginowany zbliżający się kataklizm z dzikimi hordami kiboli z połowy województwa w roli głównej…
ŚZPN pod presją niebieskich zmienia najpierw miejsce rozegrania finału na Radoszyce, a następnie godzinę rozpoczęcia meczu z 17:00 na 12:00 – czemu to miało służyć? Nie trudno się domyśleć.
Po tych zawirowaniach na zbiórce ostatecznie melduje się o wiele mniej osób, niż to sobie założyliśmy, więc ruszamy tylko jednym autokarem i kilkoma autami (reszta dojeżdża z innych kierunków już na miejscu). Ostatecznie po przeliczeniu nas opuszczających stadion było 112 osób.
Podróż do Radoszyc bardzo wolna – kierowcę którego dostaliśmy na ten wyjazd przebił wszystkich innych na łeb, na szyję – jechał z nami pierwszy raz i rzadko udawało mu się osiągnąć prędkość choćby 70 km/h. Amator jakich mało. Pod stadion podjeżdżamy w momencie, gdy na boisku pada bramka na 2:0 dla nas, czyli dokładnie w 36 minucie.
Na miejscu czeka na nas już cała armia niebieskich w pełnym rynsztunku. Pieniądze podatników idą konkretnie w błoto. O dziwo jednak bez żadnych problemów wchodzimy na stadion, wieszamy dwie flagi („UKO” oraz „Świętokrzyską Dumę”) i jedziemy z dopingiem.
W drugiej połowie dojeżdża jeszcze bardziej spóźniona ekipa Nidy w ok. 30 os. z jedną flagą.
Pod koniec meczu odpalają świecę dymną i o mało się nie „zaczęło”, gdyż jak wiadomo, ta jedna świeca dymna stwarzała śmiertelne zagrożenie dla wszystkich znajdujących się na stadionie kibiców, a i pewnie jeszcze dla połowy wsi, to też bezapelacyjnie potrzebna była bardzo szybka reakcja zebranych niebieskich i użyto bardzo adekwatnej do zaistniałej sytuacji ilości sił i środków... Ta nieprzemyślana interwencja wprowadziła tylko niepotrzebne zamieszanie i nerwowość na pozostałych sektorach, co o mało faktycznie nie zapoczątkowało większym „zakłóceniem porządku” – i po co to komu było? Co za łeb dowodził tą akcją i wydał taką decyzję? Warto nadmienić, że mecz ten nie był meczem imprezy masowej, więc nie obowiązywały na nim żadne obostrzenia znane ze stadionów szczególnie ekstraklasowych. Komuś naprawdę zależało, aby na tym meczu „coś” się działo.
Końcówka meczu to już sympatyczna zabawa w naszym sektorze i celebracja zdobytego pucharu, który staje się faktem po ostatnim gwizdku. Jeszcze kilka dobrych minut po wręczeniu pucharu świętujemy z piłkarzami ten sukcesik. Później standardowe przetrzymanie na stadionie nim pozwolą nam wyjść i nagle zaczyna się wyłapywanie pojedynczych osób i wręczanie im z d*** mandatów. No tak: „skoro nie było zadymy i nie było na kim się wyżyć, to damy im chociaż kilka mandatów – a co!” zdało się wyczuć wokół. JKP!
Fotki:
http://www.kibicekszo.com/galeria/12_13 ... zow/album/