Bardzo dobry tekst o sytuacji w Kielcach.
Kibic z zakazem jest mniej awanturujący się
30 stycznia 2012 - 15:38
Bezpodstawne zatrzymania i policyjna agresja wobec kibiców to w naszym kraju temat wyjątkowo trudny, podobnie jak ocena skuteczności i – przede wszystkim – rzetelności działań organów ścigania. Sprzeczne relacje, ściemnianie, koloryzowanie, innym razem bagatelizowanie – czasem w wykonaniu kibiców, częściej w wykonaniu policji i mass-mediów. Staramy się pokazywać te wszystkie wydarzenia, jednocześnie powstrzymując się od oceniania działań jednej i drugiej strony. Ostatnie sygnały dochodzące z Kielc są jednak porażające, a co gorsza – zdają się być wiarygodne… Kielce przypominają poligon dla testowania nowych metod działania policji w walce z szeroko pojętym chuligaństwem stadionowym.
To tam zazwyczaj wprowadzane w życie są najświeższe pomysły dowództwa, to tam także prowadzi się testy innowacji w przeciwdziałaniu zadymom. Jako iż w tej chwili w mediach i policji dominuje misja rozpracowywania niczym CSI i Doktor House w jednym, to na Koronie testuje się projekt wykluczenia z meczów opraw i atmosfery poprzez usunięcie tzw. „elementu wywrotowego”. Organy ścigania kminią w dobrym kierunku – usunąć prowodyrów, którzy demoralizująco wpływają na resztę. Można by ich pochwalić za świetną metodę, gdyby nie fakt, że chyba wylewają dziecko razem z kąpielą. Zaczęli bowiem od… chwalonych w prasie i przez piłkarzy ultrasów. Później zresztą płynnie przechodząc do niewinnych niczym uśmiech Solskjaera pikników…
Trzęsienie ziemi, a potem coraz gorzej
- Ludzie boją się chodzić na nasze spotkania! – zaalarmował w serwisie 2x45.com.pl Jacek Kiełb, jeden z ulubieńców kibiców Korony Kielce. Jego opinia może szokować, bowiem kieleccy fani nie są raczej utożsamiani z bójkami, a kojarzy się ich w Polsce głównie ze skomplikowanych opraw. Kiełb uściśla jednak – wcale nie chodzi o strach przed „chuliganami”. - Coraz częściej policjanci w cywilu siadają między kibicami i jak tylko ktoś zaklnie, zgarniają go, po czym wlepiają zakazy stadionowe i wysokie grzywny – komentował zawodnik Korony. Czy to możliwe? Zbadaliśmy temat – niestety to szara codzienność kieleckiego kibica.
Wszystko zaczęło się w marcu ubiegłego roku. Korona grała z Polonią Warszawa i po dwudziestu minutach mecz był już rozstrzygnięty. Gładkie 1:3, część fanów mogła już zwijać się do domu. Mierne widowisko stworzone przez piłkarzy postanowili ubarwić kibice, organizując dwie, dosyć złożone i estetyczne oprawy. Ich treść nie była chyba szczególnie agresywna…
Efekt? Szesnastu zatrzymanych kibiców, bezpośrednio po meczu, zakazy stadionowe, grzywny i publiczne potępienie za używanie rac. Plus oczywiście słynne „wizyty domowe”, gdy policjanci kibiców wyciągali z łóżek podejrzanych o pirotechnikę. W tym przypadku poziom absurdu jest jeszcze niski – race są zakazane, kibice je odpalali prawdopodobnie licząc się z konsekwencjami. Wypadek nie byłby godny uwagi, gdyby nie fakt, że okazał się być pierwszym uderzeniem całej fali zatrzymań. Kolejne były już zdecydowanie bardziej kontrowersyjne, łącznie z epilogiem tej akcji, którym okazały się przeszukania mieszkań ultrasów i zakazy klubowe dla dziesięciu spośród nich…
Nie ma rac? Są bluzgi!
Większość osób zdążyła już zapomnieć o sytuacji, tym bardziej, że trwał gorący okres nagonki na wszelkie występki kibiców. Fanatycy przyjęli karę bez większego szemrania, choć sposób w jaki ją wymierzono daleko odbiegał od kulturalnych wezwań sądowych. Niepokój pojawił się dopiero po spotkaniu z Ruchem Chorzów, na którym rac już nie było. Policja wyszukała więc nowy powód na podbicie swoich statystyk – używanie słów powszechnie uważanych za wulgarne. Święta Wielkiej Nocy w policyjnym areszcie spędziło ośmiu kibiców, a każdy z nich otrzymał w trybie przyspieszonym dwuletni zakaz stadionowy oraz dwa tysiące złotych grzywny. Dowodem były filmy nagrane przez policjanta w kamizelce fotoreporterskiej. Policja więc od początku planowała wyłapać bluzgających…
- Nasilenie represji zbiegło się z ostatnią prostą przygotowań do Mistrzostw Europy – oceniają w rozmowie z czasopismem To My Kibice sympatycy Korony. - Zmieniła się ustawa, komendy wojewódzkie dostały nakaz z góry, żeby zwalczać „chuliganów”. Nawet na przesłuchaniach przyznają, że to taktyka wytyczona przez wyższych stopniem – dodają. Zbulwersowani tak dotkliwymi karami za wulgaryzmy są również sami piłkarze. Jacek Kiełb, we wspominanym już wpisie na swoim blogu, zaznacza, że piłkarze, trenerzy, czy działacze, którzy również są przecież uczestnikami imprezy masowej także powinni odpowiadać przed sądami. - Ja powinienem dostać już co najmniej 10 lat zakazu. Zawodnicy i kibice przeżywają mecz, to są emocje i wielka adrenalina. Trzeba o tym mówić, bo łatwo być niesprawiedliwym i narzekać, że spada frekwencja, nie znając przyczyn – komentuje.
Jego opinię podziela zresztą większość spośród piłkarzy Korony. – Zawodnicy są zaniepokojeni tym co się dzieje na trybunach, bo sami w ten sposób „obrywają”. Wiadomo, że tego typu kary przekładają się na frekwencję i doping, a sami przyznają, że gorzej im się gra, gdy tych okrzyków nie ma – powiedzieli nam przepytani członkowie Stowarzyszenia Kibiców Korony Kielce. Samo Stowarzyszenie obrywa zresztą najmocniej.
Podbijanie statystyk
Z czasem okazało się bowiem, że kibice nie mają zamiaru biernie przyglądać się dziesiątkowaniu kibiców przez aresztowania i zakazy. Rozpoczęto od delikatnych protestów, najpierw opuszczenie trybun na dziesięć minut przed końcem wraz z akcją ulotkową.
Image and video hosting by TinyPic
Następnie już całkowity bojkot spotkania z Arką Gdynia. Stadion, który mógł się pochwalić świetnymi kibicami i bardzo pomysłową grupą ultras, zaczął świecić pustkami. Jak się okazało wyludnienie młyna nie powstrzymało policji przed kolejnymi zatrzymaniami. O ile dotychczas można było sądzić, że działania policji to kolejne ogniwo antykibolskiej akcji mającej na celu wymienienie publiczności na „mniej awanturującą się”, o tyle kolejne wydarzenia przekonują nas do wersji o policyjnym podbijaniu statystyk. Nie można już było kręcić filmów z bluzgającym młynem, więc rozpoczęto akcję wyłapywania za pojedyncze przekleństwa oraz… zmianę miejsc, tudzież zajęcie niewłaściwego krzesełka. – Wygląda na to, że już przed meczem mieli wytypowaną liczbę osób do wyprowadzenia. Gdy okazało się, że nie ma dopingu i przekleństw, zaczęli wyprowadzać ludzi zajmujących niewłaściwie miejsca. Po każdym meczu na przesłuchania byli wzywani gniazdowi – opowiadają nam kibice Korony Kielce.
Chyba po raz pierwszy w Polsce służby porządkowe sprawdzały zgodność biletu z zajmowanym miejscem. W przypadku krajowych aren, szczególnie gdy mecz jest bojkotowany i frekwencja nie powala, takie posunięcie jest kompletną abstrakcją. Kibice Korony zaś rozpoczęli walkę najskuteczniejszą z istniejących broni – ironią i humorem. Rozpoczęli z wysokiego C, tworząc oprawę odnoszącą się do działań rządu i podlegającej mu policji, która oczywiście nie uzyskała aprobaty klubu i musiała zostać zaprezentowana w pobliżu stadionu.
Akcja dziesiątkowania młyna Korony trwała, a sposoby prowadzenia tej wojny zaczęły być dość uciążliwe. Western z antyterrorystami o szóstej nad ranem nie dziwił już ultrasów odpalających race, ale podobne blitzkriegi były nowością w domach „pseudokiboli”, którzy mieli czelność usiąść na złym krzesełku. Wyjątkowym wyczuciem chwili popisali się również policjanci, który podobnego „przestępcę” postanowili złapać w pracy. Wyprowadzenie w kajdankach z firmy za zajęcie nieodpowiedniego krzesełka? Czemu od razu nie strzał w kolano!
- Policjanci nie mają w ogóle skrupułów by wykonywać podobne akcje – oceniają fani Korony. – Członkowie SKKK są wzywani na komisariaty nawet wówczas, gdy na meczu ich… nie było. Popularne są również wywiady środowiskowe prowadzone właśnie u kibiców angażujących się w działalność stowarzyszenia. Po co policji takie dane? – pytają członkowie Stowarzyszenia Kibiców Korony Kielce, ale policja nie jest zbyt skora do opdoiwedzi.
Ostatni mecz ubiegłego sezonu to kompletnie pusty młyn i sporadyczny doping najmłodszych fanów. Nawet oni wiedzieli jednak, że…
Nowy sezon, stare problemy
Kibice w przerwie letniej prowadzili intensywne rozmowy z klubem, które zaowocowały tymczasowym zawieszeniem protestu. Ultrasi powrócili na trybuny, znów prowadzono doping, choć nikt nie był pewny, jak zachowa się policja. Niestety odpowiedź przyniósł już pierwszy mecz z Ruchem Chorzów – 8 zatrzymanych, podwyższenie kar na 3-letnie zakazy stadionowe. Atmosfera łapanki. – To jak totolotek, dzisiaj zakazy „wylosowało” ośmiu, następnym razem dwunastu. Paranoja! – komentowali internauci z Kielc na jednym z kibicowskich forum. Kolejny mecz z Wisłą i kolejny tuzin aresztowanych kibiców, tym razem jako osoby „nie dostosowujące się do poleceń spikera”. Kibice byli wyłapywani przez policjantów w cywilu, a zatrzymani komentowali potem, że głównym celem łapanek mieli być… członkowie SKKK. – Chłopaki z SK, uważajcie na siebie, bo policja była mocno zawiedziona, że nie złapali ani jednego z Was – komentował jeden z „zakazowiczów”.
Coraz to nowe przyczyny zatrzymań zaczęły wzbudzać podejrzenia. Kibice Korony byli zgodni – jeśli nie race, to wulgaryzmy, jeśli nie wulgaryzmy to złe miejsce, jak będziemy zachowywać się wzorowo i przepisowo to zaczną nam wlepiać za brak ketchupu na kiełbasce. Trudno nie zgodzić się z ich rozumowaniem, skoro sama policja nie ukrywała, że aresztowania po meczach mają charakter losowego wyławiania z tłumu.
- Być może chodzi o to, że policja nie ma wyników i teraz trzeba nadrobić statystyki, tak by ludzie z wydziału do spraw kibiców nie stracili pracy. Powodem może być też urażona duma jednego z włodarzy wojewódzkiej komendy policji… - zastanawiają się kibice Korony Kielce, bezradni wobec coraz mocniejszego dziesiątkowania ich młyna.
Piłkarze stają w obronie
Poza wspominanym i cytowanym Jackiem Kiełbem, w obronę kibiców Korony wzięli także inni zawodnicy kieleckiego klubu. Aleksandar Vukovic sam zabrał głos podczas pomeczowego wywiadu, uzyskując szacunek w całej Polsce za ten bezinteresowny głos poparcia dla aresztowanych sympatyków Korony.
W podobnym tonie wypowiadał się Kamil Kuzera, ale i reszta drużyny ubolewająca nad coraz słabszym wsparciem trybun…
Słowa otuchy od piłkarzy nie przyniosły jednak odwilży w napiętych stosunkach na linii policja – kibice. Kolejne mecze to zwyczajna wyliczanka – 8, 13, 12 – kolejne zakazy sypały się jak tynk na komisariatach. Nie zaprzestano również przeszukań i tajemniczych zatrzymań w sprawie opraw. Co ciekawe, gdy ktokolwiek odmawiał przyznania się do winy, momentalnie, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z podejrzanego stawał się świadkiem. Historie opisywane przez forumowiczów z Korony przypominają gawędy opowiadane przy kokainie przez kolumbijskich gangsterów – nocne wizyty policji, przeszukania, śledzenie, a nawet prewencyjne „środki przymusu bezpośredniego” dla co bystrzejszych i rozmowniejszych kiboli. A przecież są jeszcze mecze wyjazdowe…
Football Day, home or away…
Wyjazdy bowiem wcale nie wyglądały lepiej. Najpierw pisemne listy z numerami PESEL, oczywiście przesyłane wcześniej do klubu, legitymowanie się, wszelkie możliwe metody identyfikacji – ok, takie są przepisy. Czy jednak przesadą nie jest kolejne opóźnienie, tym razem w postaci nagrywania twarzy z przystawionym doń dowodem osobistym? Odmawianie udzielenia informacji na temat numeru identyfikacyjnego, czy też wskazania dowódcy całej akcji to również przestępstwa, czym zajęli się zresztą prawnicy Stowarzyszenia Kibiców Korony Kielce. Nie będziemy tu zgrywać Anny Marii Wesołowskiej, ale kibice w swoich oświadczeniach wskazują konkretne paragrafy i konkretne dowody (choćby TUTAJ). Policja zresztą przyznaje się pośrednio do winy, gdyż zaczyna bardzo pokrętne tłumaczenia. Nagrywanie kibiców przed wyjazdem zostało ukrócone przez SKKK poprzez wykazanie, że przepisy zabraniają filmowania wizerunków osób nie objętych żadną oficjalną czynnością typu ściganie, czy podejrzenie popełnienia przestępstwa. Policja dowiedziawszy się o wysokim poziomie świadomości kibiców zmieniła swoje postępowanie. Nie nagrywa kibiców, ale… pracę policji. I naprawdę nie jest dla nich ważne, że na kliszach zamiast funkcjonariuszy nadal mają twarze kibiców…
Zaciekłość SKKK w próbach uczciwego traktowania wyjazdowiczów nie przyniosła nic dobrego. Szerokim echem odbiła się słynna na całą Polskę eskapada do Chorzowa. Ich relacja – na której potwierdzenie wciąż zbierane są dowody – mrozi krew w żyłach. Chcielibyśmy wierzyć, że to nieprawda, albo chociaż, że nie jest to zemsta za cwaniakowanie, ale chyba się nie da…
- Przy I bramie ustawił się kordon zamaskowanych, uzbrojonych w tarcze, pałki oraz gaz ochroniarzy, tworząc wąskie przejście, przez które mieliśmy wychodzić. Pracownicy służby porządkowej ukryli swoje identyfikatory, co przy zakrytych twarzach całkowicie pozbawia możliwości rozpoznania – opowiadają w rozmowie z TMK kibice Korony. - Podczas opuszczania sektora gości ochrona ścisnęła cały tłum w wąską alejkę, zaczepiała, biła pięściami i prowokowała kibiców. Przy użyciu gazu, pałek, pięści oraz zwykłych kopniaków kibice Korony zostali zepchnięci ze schodów. Na placu jeszcze w sektorze gości (po zejściu schodami) zaczęła się już regularna pacyfikacja kibiców przez służby ochrony… - wspominają.
- W ciągu kilku chwil za pomocą brutalnych metod i siły wypychają 300-osobową grupę przez wąską furtkę wyjściową. Również poza stadionem ochroniarze z firmy SCORPION pokazali, że są ponad prawem ponownie atakując i przeganiając grupę kibiców Korony Kielce przy pomocy siły fizycznej i gazu. To jednak nie wszystko co spotkało kibiców po meczu. Na jednym z postojów policja dotkliwie pobiła jednego z chłopaków, który musiał zostać odwieziony do szpitala. Na nasze apele o wylegitymowanie się winowajcy, policjant został szybko przebrany i wywieziony z miejsca zdarzenia tak by nie dało się go zidentyfikować. Również apele o udzielenie pierwszej pomocy nie dały żadnego skutku. Całe szczęście, że wśród nas znalazły się osoby, które wiedziały co robić i pomagały chłopakowi, aż do przyjazdu karetki, którą to też wezwali kibice – twierdzą kibice. Jeśli znajdą dowody na takie zachowanie policji i ochrony, sprawa może się roznieść po zdecydowanie poważniejszych instytucjach, aniżeli piłkarskie serwisy internetowe.
A melanż trwa…
Sytuacja kibiców nie jest więc zbyt wesoła, a co najgorsze – nie ma żadnych realnych przesłanek, by wierzyć, że cokolwiek ulegnie zmianie. Tym bardziej, że stadion Korony jest przecież wyjątkowo bezpieczny! Kielczanie otrzymali nagrodę na Gali Fair Play 2011 za poprawę bezpieczeństwa. Konsultant zarządu odpowiadający za ten wycinek działalności klubu rozczulony chrząkał o personalnym wyróżnieniu dla niego, jak i dla klubu. - Naszą pracą staramy się poprawiać bezpieczeństwo na meczach w Kielcach i uważam, że dziś jest ono wzorcowe – powiedział po rozdaniu nagród. Może mógłby więc przekazać swoją opinię policji? Jako były komendant miejski kieleckiej policji powinien mieć jeszcze znajomości w starej firmie…
A klub? Blogujący prezes Tomasz Chojnowski zdaje się nie zauważać problemu – po prostu dba by klubowe fotorelacje nie zawierały zdjęć opraw kibicowskich, nakazuje również ścisłą moderację forum, podsyła także gotowe materiały lokalnym mediom. Stowarzyszenie twierdzi, że jest z klubem „na etapie docierania się”. Pozostaje pytanie, czy będzie z kim się docierać, jeśli liczba zakazów nadal będzie się zwiększać w tak zawrotnym tempie…
JAKUB OLKIEWICZ