White1910Pride pisze:remikalwi pisze:White1910Pride pisze:
Chłopy z Lecha pijące wódkę z internetowymi Widzewiokiami i zwierzające się im z kulisów swoich wieloletnich zgód. Stanisława Lem A.D. 2016.
Jak długo jeszcze będziecie płakać między wierszami, że wam nie pykło z tą Arką? Pocieszcie się, że Tczew w pewnym momencie, m.in. z waszego powod,u zakazał noszenia barw Kolejorza w Tczewie. I tyle macie z tej bajki, wy wielkie Widzewioki.
Miliard, nie myl konta jak do mnie piszesz multipleksie.
Styl twojej wypowiedzi i jej zerowa merytoryczność w zasadzie od razu sprawia, że powinienem cie olać, ale ten jeden raz ci odpisze - ponad 30 lat bawię się w kibicowanie i napisze ci tak- zdziwiłbyś się chłopaku ile ludzie mają znajomości i interesów układów niezależnie od oficjalnej linii, pożyjesz, wystawisz nosa zza monitora to sam się przekonasz
Jak pójdziemy tokiem rozumowania kolegi white1910, to chyba wszyscy powinni rzucić w pizdu kibicowanie i zająć się uprawa kukurydzy, albo graniem w bierki.
Dlaczego? Już wyjaśniam, ale później Ty będziesz wyjaśniać o co Ci chodzi.
Trzy pierwsze przykłady z brzegu:
Lechia-Wisła: czy komuś w obstawianiu wspólnie bramek na Pomorzu i zagranicznych wyjazdów z partycamp przeszkadza upadek TKWM? Czy komuś przeszkadza to jak zachowuje się Wisła wobec Śląska? Gdyby oficjalne relacje, te które wszyscy widzą na pokaz, między tą Lechią a Wisłą sprowadziły się również do takiej relacji jak teraz na linii Kraków-Wrocław, to komuś by to przeszkadzało na płaszczyźnie zawodowej, ochraniać kluby i firmowe wyjazdy przez trzon obydwu band? W życiu nie.
Drugi przykład Legia i Lech. To, że nikt decyzyjny z tych klubów się już nie dotknie, a idą razem w porozumieniu o braku agresji, wystawiając tylko dzbanów, którzy bluzgają do siebie zza płotu, a strefy buforowe równie dobrze można by zlikwidować, bo bandy nie mają ze sobą kosy i wszyscy by siedzieli dwa rzędy od siebie, bez żadnej ochrony i psów, jak na Bundeslidze.
Też wszystko sprowadza się do wzajemnych wizyt i biznesów, a skutkuje tym, że kosa stała się już tylko tą wirtualną, bo najwyżej jednym i drugim wolno coś na siebie pośpiewać.
Numer trzy: Kraków. Sebixy, dresixy i inne menele myślą, że na osiedlach walczą o klub, a ich decyzyjni razem spijają kawki i dzielą wpływy, nawet spacerują sobie po galeriach i mają wyjebane. Jakie wpływy doskonale wiesz. Najbardziej skurwiałe miasto, gdzie jeden drugiego za pieniądz wystawi, jak trzeba to i na ciężkie kalectwo? Klub? Jaki klub, jakie barwy?
No i te przykłady by można mnożyć.
I tu pojawia się pytanie: czy to już jest takie skurwienie się polskiej sceny, że co bardziej normalni i rozgarnięci odbijają w c*** od tego kurewstwa, a ci co zostają trzepią hajs na gadżetach, specjalach i robieniu sobie pralek do interesów pod przykrywką stowarzyszeń kibicowskich?
Ile tysięcy ludzi myśli, że jest przy swoich klubach, a jest cały czas cięte w c**** na siano? Dziś bardziej ci zwani wypełniaczami sektorów i przypadkowymi, są na meczach i stadionach z pasji, niż ci wielcy kumaci i decyzyjni, którzy przeszli na model biznesowy.
Jak idziesz na mecz, to bierzesz pod uwagę te oficjalne relacje na pokaz, czy relacje prywatne, na podstawie których np. ścisła góra Wisły z Cracovią i Lech z Legią mogliby przybić zgodę? :)
Pytam poważnie.